Relacja z pobytu w herbaciarni cz. 3 – Matcha Bistro & Bar w Warszawie

Jeżeli śledzicie stronę bloga na Facebooku, to pewnie widzieliście moją krótką relację z wizyty w Matcha Bistro & Bar w Warszawie w sobotę 2 kwietnia. Postanowiłam, że nieco rozwinę/uzupełnię ją tutaj na blogu. Od dłuższego czasu planowałam wybrać się do tego lokalu, ale ostatnie 2 lata nie sprzyjały wizytom w tego typu miejscach z powodu wszelkiego rodzaju obostrzeń. Na szczęście sytuacja już zmieniła się na lepsze, więc można wrócić do odwiedzania herbaciarni.

Matcha Bistro & Bar w Warszawie (dawniej Matcha Tea House) znajduje się przy ul. Mokotowskiej 17 (niedaleko Placu Zbawiciela). Nie jest to typowa herbaciarnia*, jest to połączenie herbaciarni, sklepu z herbatą oraz lokalu gastronomicznego typu bistro. Można tutaj napić się herbaty czy napoju na bazie herbaty, zjeść deser z dodatkiem herbaty czy też zjeść wybrane dania kuchni japońskiej takie jak bento, sushi czy ramen. Motywem przewodnim tego miejsca jest herbata Matcha, na co wskazuje chociażby sama nazwa oraz charakterystyczne logo – kilka kresek ułożonych w taki sposób jak pręciki w miotełce bambusowej zwanej chasenem. Można je zobaczyć już przy samym wejściu:

Po wejściu do środka widać rzędy stołów i krzeseł, a także lampy, które kształtem przypominają miotełkę bambusową zwaną chasenem.

Po lewej stronie przy wejściu znajduje się oszklona gablota, w której trzymane są różne herbaty oraz ceramika na sprzedaż.

Na samym końcu pomieszczenia można zobaczyć miejsce przeznaczone do małych ceremonii herbacianych w kameralnym gronie.

Po prawej stronie znajduje się pomieszczenie z barem i ladą cukierniczą, w której wystawione są najróżniejsze słodkości z dodatkiem herbaty. To tutaj właśnie składa się zamówienie, które następnie zostaje przyniesione do stolika.

Po zajęciu stolika przyjrzałam się bliżej menu. Od razu rzuciło mi się w oczy, że zawiera ono oddzielną kategorię poświęconą różnym wariacjom na temat herbaty Matcha.

Poza herbatą Matcha można tutaj zamówić również inne herbaty (głównie japońskie takie jak Sencha czy Gyokuro).

Zaintrygowało mnie połączenie herbaty Matcha z sokiem pomarańczowym, ale ostatecznie wybrałam Matcha latte. Zamówiłam również kawałek sernika z herbatą Matcha i malinami, bo miałam ochotę na coś słodkiego, a poza tym czytałam, że w tym miejscu warto spróbować deserów z dodatkiem herbaty, bo są wyjątkowo smaczne.

Po spróbowaniu doszłam do wniosku, że te opinie są jak najbardziej słuszne, ponieważ zarówno Matcha latte, jak i kawałek sernika były pyszne – nie za słodkie, ale z wyraźną herbacianą nutą.

Ogólnie rzecz biorąc, cieszę się, że wreszcie udało mi się udać do Matcha Bistro & Bar. Jest to interesujący i warty odwiedzenia lokal na herbacianej mapie Warszawy stanowiący połączenie herbaciarni, sklepu z herbatą oraz bistro, którego motywem przewodnim jest herbata Matcha. Świetnie sprawdzi się jako miejsce spotkania ze znajomymi „na mieście”, w którym można napić się herbaty/napoju na bazie herbaty lub zjeść coś (nie tylko słodkiego, ale również bardziej pożywnego).

Na koniec podam parę ogólnych informacji o tym lokalu:

Nazwa: Matcha Bistro & Bar

Adres: ul. Mokotowska 17 00-640 Warszawa

Strona internetowa: matcha-bistro.pl

Godziny otwarcia: pon-czw: 10.00-22.00

Pt i sob: 10.00-23.00

Ndz: 10.00-22.00

W lokalu można dokonywać płatności kartą.

*Gwoli ścisłości zgodnie z definicją Wielkiego słownika języka polskiego PAN „herbaciarnia to lokal, w którym pije się herbatę i jada różne słodkie przekąski”(dostęp z 30.04.2022: https://wsjp.pl/haslo/podglad/49628/herbaciarnia?msclkid=f4d480c4c70011ec89ee0da33cb2df02)

Test czterech wybranych herbat Matcha

Dzisiejszy wpis będzie testem czterech herbat Matcha: Matcha Kotobuki Organic (z eherbata.pl), Matcha Premium Yamecha (z Galerii Japońskiej Nagomi), Moya Matcha Luksusowa (z Moya Matcha) oraz Matcha Kyoto Bio (z Czajowni). Te herbaty często są polecane w facebookowych grupach dla miłośników herbat. Tylko część z nich była mi wcześniej znana, więc postanowiłam, że przetestuję je wszystkie, aby przekonać się o tym, które z nich są rzeczywiście warte polecenia. Warto tu zaznaczyć, że nie jest to wpis sponsorowany, wypróbowuję i recenzuję te herbaty na własną rękę.

Jako że w jednym ze wcześniejszych wpisów omówiłam już takie kwestie jak proces produkcji herbaty Matcha czy zalecany sposób przyrządzania tej herbaty (11 faktów o herbacie Matcha, które warto znać – mycupofgreentea), w dzisiejszej recenzji skupię się wyłącznie na testowaniu wybranych herbat.

Zanim jednak przejdę do właściwej recenzji, przedstawię krótko herbaty, które będą próbowane.

Matcha Kotobuki Organic ze sklepu eherbata.pl pochodzi z prefektury Kagoshima położonej w południowej części wyspy Kiusiu. Listki herbaty Tencha, z których powstała ta herbata, zostały zebrane w 2020 i 2021 roku. Zostały one zmielone w czerwcu 2021 r. Herbata ta jest pakowana w puszki zawierające 40 g herbaty. Puszka ta jest zabezpieczona dodatkowym wyjmowalnym plastikowym wieczkiem (poza wierzchnim nakładanym metalowym wieczkiem), a herbata znajduje się w torebce. Jedna taka puszka kosztuje 78 zł (czyli za 30 g tej herbaty wychodzi 58,5 zł), a więc jest to najtańsza z recenzowanych herbat Matcha.

Matcha Premium Yamecha z Galerii Japońskiej Nagomi pochodzi z miasta Yame w prefekturze Fukuoka położonej w północnej części japońskiej wyspy Kiusiu. Niestety nie wiadomo nic na temat terminu zbiorów czy mielenia listków. Herbata ta pakowana jest w puszki zawierające 20 g herbaty. Puszka ta jest zabezpieczona dodatkowym metalowym wieczkiem (poza wierzchnim nakładanym metalowym wieczkiem). Jedna taka puszka kosztuje 48 zł (czyli za 30 g wychodzi 72 zł).

Moya Matcha Luksusowa z Moya Matcha pochodzi z miasta Uji w prefekturze Kioto w środkowo-wschodniej części japońskiej wyspy Honsiu. Niestety nie wiadomo nic na temat terminu zbiorów czy mielenia listków. Herbata ta pakowana jest w puszki zawierające 30 g herbaty. Puszka ta jest zabezpieczona wyłącznie wyjmowalnym metalowym wieczkiem, a sama herbata znajduje się w torebce. Jedna taka puszka kosztuje 75 zł.

Matcha Kyoto Bio z Czajowni pochodzi od najstarszego japońskiego producenta herbaty Matcha – pana Marukyu Koyamaen. Kontynuuje on działalność firmy, której początki sięgają 1704 roku. Podobnie jak to było w przypadku herbaty Moya Matcha luksusowa, Matcha Kyoto Bio pochodzi z miasta Uji w prefekturze Kioto w środkowo-wschodniej części japońskiej wyspy Honsiu. Jest to herbata z uprawy ekologicznej, ze zbiorów z 2021 roku. Jest ona pakowana w puszki zawierające 30 g herbaty. Puszka ta jest zabezpieczona dodatkowym metalowym wieczkiem (poza wierzchnim nakładanym metalowym wieczkiem). Jedna taka puszka kosztuje 110 zł, a zatem jest to najdroższa z recenzowanych herbat Matcha.

Teraz przejdę do właściwego testu:

Wszystkie cztery herbaty zostały przygotowane w taki sam sposób. Najpierw odmierzyłam ok. 1,5 g każdej herbaty Matcha (jest to około pół łyżeczki lub 2 dość duże porcje odmierzone za pomocą specjalnej łyżeczki bambusowej zwanej chashaku), odłożyłam tę ilość na talerzyki, a następnie zaczekałam około godziny, aby wyjęta z lodówki herbata osiągnęła temperaturę pokojową.

Na pierwszy rzut oka widać, że herbaty te wyglądają bardzo podobnie – mają żywy jaskrawozielony kolor. Wydaje mi się, że herbaty Matcha Kotobuki Organic i Matcha Kyoto Bio są nieco ciemniejsze od pozostałych.

Po około godzinie zagotowałam wodę, a w międzyczasie przygotowałam cztery czarki na herbatę. Po zagotowaniu wody każdą czarkę ogrzałam, wlewając odrobinę gorącej wody. Następnie odlałam wodę z każdej z tych czarek, a same czarki dokładnie przetarłam suchym ręcznikiem papierowym. Do każdej z tych czarek wsypałam herbatę (bez wcześniejszego przesiania przez sitko). Gdy zagotowana woda osiągnęła temperaturę ok. 75 stopni, do każdej z czarek wlałam po ok. 100 ml wody. Następnie w każdej czarce ubiłam herbatę miotełką zwaną chasenem, którą wcześniej przelałam wodą.

Ubite herbaty Matcha w sumie też niewiele różnią się wyglądem od siebie. Z kolei doznania zapachowo-smakowe dostarczane przez każdą z nich są już zupełnie inne.

Co do aromatu, to Moya Matcha Luksusowa ma intensywny morski zapach. Matcha Kotobuki Organic ma warzywno-morski aromat. Matcha Kyoto Bio ma nieco słodkawy mleczno-warzywny zapach z morskimi akcentami. Z kolei Matcha Premium Yamecha wydziela morski aromat ze słodkawymi zbożowymi nutami.

W smaku herbaty Moya Matcha Luksusowa dominują warzywno-morskie nuty, jest też obecna tutaj dość wyraźna goryczka, ale co ciekawe, po chwili pojawia się dość intensywne umami.

W smaku herbaty Matcha Premium Yamecha dostrzegalne są słodkawe zbożowe nuty, które „przytłoczyły” ogólne doznania smakowe. Typowe dla herbaty Matcha nuty warzywno-morskie są również obecne, ale jakby schowane w tle.

Z kolei smak herbaty Matcha Kotobuki Organic jest bardzo zrównoważony, można w nim wyczuć warzywno-morskie nuty. Jest tutaj obecna goryczka, ale jest ona bardzo delikatna, prawie niezauważalna. Trzeba przyznać, że naprawdę przyjemnie pije się tę herbatę.

Smak herbaty Matcha Kyoto Bio jest również niezwykle zrównoważony, można w nim wyczuć warzywno-morskie nuty. W odróżnieniu od wspomnianej powyżej herbaty Matcha Kotobuki Organic herbata Matcha Kyoto Bio jest całkowicie pozbawiona goryczki i jednocześnie nieco słodkawa, przez co jest wyjątkowo przyjemna w odbiorze.

Ogólnie rzecz biorąc, w opisywanym porównaniu najsłabiej wypadła herbata Matcha Premium Yamecha, ponieważ nie podobają mi się te zbożowe akcenty w aromacie i smaku. Co do pozostałych herbat, to najlepiej z nich wypadła Matcha Kyoto Bio. Na drugim miejscu plasuje się Matcha Kotobuki Organic – jej smak jest dość podobny do smaku herbaty Matcha Kyoto Bio, tylko tyle że w tej pierwszej wyczuwalna jest delikatna goryczka, której nie ma w tej drugiej, a poza tym ta druga jest nieco słodsza od tej pierwszej. Na trzecim miejscu znajduje się Moya Matcha Luksusowa – jej największym atutem jest dość intensywne umami, którego nie wyczułam w innych herbatach.

Na koniec jeszcze jedna uwaga na temat herbaty Matcha Premium Yamecha. W tej recenzji porównawczej wyszła dość słabo, ale myślę, że ogólnie nie warto skreślać tej herbaty. Przedwczoraj użyłam nieco mniejszej ilości proszku do przyrządzenia jej i mam wrażenie, że wyszła zdecydowanie lepiej, bo w smaku nie było czuć wspomnianych wyżej nut zbożowych, tylko te typowe warzywno-morskie akcenty, które są wyczuwalne w innych herbatach Matcha.

Podsumowując, z opisywanego w dzisiejszym wpisie testu czterech herbat Matcha wynika, że zdecydowanie najlepiej wypadają dwie herbaty: herbata Matcha Kyoto Bio z Czajowni oraz Matcha Kotobuki Organic z eherbata.pl, a najgorzej wypada herbata Matcha Premium Yamecha z Galerii Japońskiej Nagomi. Mimo dość słabych wyników w teście uważam, że warto dać szansę tej ostatniej herbacie i poeksperymentować z parametrami parzenia. Niemniej jednak muszę przyznać, że Matcha Kyoto Bio z Czajowni i Matcha Kotobuki Organic to moi zdecydowani faworyci 🙂

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących stron internetowych:

https://eherbata.pl/matcha-kotobuki-organic-40g-1900.html (wersja ze stycznia 2022 r.)

https://nagomi.pl/pl/herbata-matcha/1521-matcha-premium-20g-yamecha.html

https://moyamatcha.com/produkt/moya-matcha-luksusowa-organiczna-japonska-herbata/

https://www.czajownia.pl/matcha-kyoto-organiczna-japonska-herbata

https://www.marukyu-koyamaen.co.jp/english/company.html

Różne odsłony herbaty cz. 67 – Tanyang Gongfu, czyli chińska czarna herbata o nietypowym smaku i aromacie

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam chińską czarną herbatę o nazwie Tanyang Gongfu. Została ona kupiona w sklepie eherbata.pl.

Tanyang Gongfu to czarna herbata (według chińskiej nomenklatury herbacianej czerwona herbata), która pochodzi z wioski Tanyang w prowincji Fujian położonej w południowo-wschodniej części Chin. Jest to jedna z najbardziej znanych herbat czarnych z prowincji Fujian, a także jedna z trzech herbat gongfu zwanych Minhongs (tj. Zhenghe Gongfu, Bailin Gongfu oraz Tanyang Gongfu), które są wytwarzane we wschodniej części tego rejonu. Charakteryzują się one słodkim smakiem.

Tanyang Gongfu składa się z młodych listków. Zbiory listków tej herbaty odbywają się wiosną (a konkretniej na początku kwietnia). Moja herbata pochodzi z zeszłorocznego zbioru wiosennego. Co do procesu produkcji tej herbaty, to najprawdopodobniej listki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie, zwijanie, oksydacja i suszenie. Ostatecznie herbata ma postać niewielkich listków w ciemno- i jasnobrązowym kolorze. Możecie zobaczyć ją na zdjęciu poniżej:

Listki te wydzielają aromat świeżo wypieczonego chleba.

Napar z tej herbaty ma brązowawy kolor oraz słodkawy karmelowy aromat. Wygląda on następująco (jest to napar z pierwszego parzenia):

W smaku naparu z Tanyang Gongfu dominują nuty słodowe kojarzące się ze smakiem ciemnego piwa typu porter*. Poza tym można w nim wyczuć akcenty niezbyt słodkiego ciemnego miodu oraz kakao. Co ciekawe, napar pozostawia intensywny karmelowy posmak. Ogólnie rzecz biorąc, smak naparu z tej herbaty jest słodkawy i pozbawiony jakiejkolwiek goryczki. Trzeba jednak zaznaczyć, że herbata ta jest dość „przytłaczająca” w odbiorze, więc raczej nie nadaje się do codziennego picia.

Co do sposobu przyrządzania Tanyang Gongfu, to wydaje się, że nazwa tej herbaty sugeruje, żeby zaparzyć ją metodą gongfu. Jednak na przekór temu postanowiłam zaparzać ją metodą zachodnią i przyznam szczerze, że taki sposób przyrządzania tej herbaty bardzo mi odpowiada 😊 Te same listki można zaparzać trzykrotnie. Ja stosuję następujące czasy parzenia: 1,5 minuty, 2,5 minuty oraz 6,5 minuty. Z każdym parzeniem smak naparu jest nieco mniej intensywny. Co ciekawe, w schłodzonym naparze dominują akcenty karmelowe.

Na koniec wspomnę coś na temat listków po parzeniu. Na zdjęciu poniżej widać, że są raczej drobne (są to listki po trzecim parzeniu). Część z nich jest zachowana w całości, a pozostała część we fragmentach.

Podsumowując, Tanyang Gongfu to nietuzinkowa chińska czarna herbata, która daje napar o karmelowym aromacie i słodowo-karmelowym smaku. Polecam ją przede wszystkim miłośnikom czarnych herbat oraz amatorom karmelowych/słodowych akcentów w herbacie. Jednak trzeba pamiętać, że ta herbata jest dość „ciężkawa” w odbiorze, więc raczej nadaje się do picia raz na jakiś czas.

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://eherbata.pl/tanyang-gongfu-2021-2364.html

https://www.teaguardian.com/quality-varieties/tea-varieties/minhong-gongfu/

https://teajourney.pub/tanyang-gongfu-tea/?lp_txn_id=23509

*Nie jestem miłośniczką alkoholu, ale mój mąż jest amatorem piwa i dał mi do spróbowania przykładowego portera. Potwierdzam, że to są bardzo podobne smaki 😊

Zestawienie linków do najciekawszych artykułów z blogów o herbacie – drugie półrocze 2021 r.

Dzisiaj zaprezentuję Wam pierwszą część subiektywnego zestawienia linków do najbardziej interesujących wpisów zamieszczanych na blogach polsko- i anglojęzycznych od czerwca do grudnia tego roku. Podobnie jak wcześniej podzielę je na dwie części: polsko- i anglojęzyczną, a przy każdej pozycji zestawienia zamieszczę krótki komentarz, dlaczego uważam dany wpis za szczególnie interesujący. Dzisiejsze zestawienie będzie zawierać nową kategorię: linki do filmików poświęconych herbacie na Youtube. Oto i ono:

Linki do wpisów na polskojęzycznych blogach o herbacie – czerwiec-grudzień 2021 r.:

https://eherbata.pl/blog/czy-pierwszy-napar-powinno-sie-wylewac-o-plukaniu-herbaty-309.html – w tym wpisie autor zdradza, czym jest budzenie herbaty i po co się to robi, czy budzenie jest równoznaczne z płukaniem herbaty, które herbaty najlepiej obudzić przed parzeniem, a których lepiej nie traktować w ten sposób, a także co można zrobić z wodą pozostałą po budzeniu herbaty.

https://eherbata.pl/blog/o-garbnikach-w-herbacie-320.html – w tym wpisie autor rozprawia się z dość popularnym mitem o obecności garbników w herbacie.

https://cha-herbata.blogspot.com/2021/10/herbata-oyako-cha-ikegawa-ichibancha.html – w tym wpisie autor przedstawia mało znaną japońską herbatę Oyako-cha z prefektury Kōchi.

https://eherbata.pl/blog/czerwona-mocna-dojrzala-bogata-o-herbacie-liu-bao-319.html – ten wpis to niezwykle obszerne i dokładne kompendium wiedzy na temat herbaty Liu Bao, z którego można dowiedzieć się m.in. czym herbata Liu Bao różni się od herbaty puerh, jak wygląda jej proces produkcji, jaka była jej historia, jakie są zalecane sposoby parzenia oraz w jakich formach i rodzajach ta herbata występuje.

https://cha-herbata.blogspot.com/2021/11/herbata-zakarpacka-zabezpieczanie.html – w tym wpisie autor omawia, jak prezentują się krzewy herbaciane na małym poletku w okolicach miasta Mukaczewo w obwodzie zakarpackim Ukrainy po dwóch latach od ostatniej wizyty w tym miejscu.

https://zielonaiczarna.pl/ksiazka-rymowane-historie-herbaciane-oraz-miniatury – w tym wpisie Ivan Sitsko, autor książki „Rymowane historie herbaciane oraz miniatury”, opowiada m.in. o tym, co zainspirowało go do stworzenia tej pozycji, jak powstawała jego twórczość, a także dlaczego inny tytuł dla książki byłby nieodpowiedni.

https://www.national-geographic.pl/artykul/herbaciane-raje-najpiekniejsze-miejsca-gdzie-rosnie-herbata – ten artykuł jest przewodnikiem po najpiękniejszych miejscach uprawy herbaty.

https://cha-herbata.blogspot.com/2021/12/genmaicha-historia-jej-poczatki-sklep.html – w tym wpisie autor wyjaśnia, jak i gdzie najprawdopodobniej powstała japońska herbata Genmaicha, a także jakie znaczenie ma prażony ryż dla Japończyków.

https://www.onet.pl/turystyka/ejbrams-on-tour/turcy-pija-herbate-nie-tylko-od-swieta/4745v9m,30bc1058 – w tym artykule autorka opowiada m.in. o zwyczajach herbacianych Turków, przeciętnej ilości herbaty spożywanej przez Turków, funkcji pełnionej przez pana czajczego, a także podpowiada, jak rozpoznać autentyczną turecką herbatę oraz jak przyrządzić herbatę na sposób turecki.

https://podroze.onet.pl/ciekawe/skad-sie-wzial-samowar-jak-rosjanie-pija-herbate/13b81z8 – z tego artykułu można dowiedzieć się o historii samowarów, rodzajach samowarów, funkcjach, jakie pełniły w rosyjskich domach, a także o zwyczajach herbacianych związanych z przyrządzaniem herbaty w samowarze.

Linki do wpisów na anglojęzycznych blogach i portalach o herbacie – czerwiec-grudzień 2021 r.:

https://teaisawishblog.com/2021/07/12/matcha-monday-masterclasses-an-interview-with-ian-chun-of-yunomi-tea/ – w tym wywiadzie rozmówca rozprawia się z największymi mitami związanymi z japońską zieloną herbatą Matcha, wyjaśnia, jak powinien być wygląd i zapach wysokiej jakości herbaty Matcha, jakie mogą być możliwe przyczyny tego, że ubita Matcha nam nie smakuje, a także jaki wpływ mają na herbatę takie czynniki jak pogoda, wysokość plantacji, pora zbiorów czy używane techniki produkcji.

https://teasquirrel.com/home/2021/7/14/do-you-wash-your-teaware – w tym wpisie autorka radzi, czym najlepiej myć poszczególne rodzaje ceramiki herbacianej.

https://www.teaformeplease.com/darjeeling-1st-flush-vs-2nd-flush/ – w tym wpisie autorka wyjaśnia, czym właściwie różnią się od siebie herbaty Darjeeling First Flush oraz Darjeeling Second Flush.

https://teasquirrel.com/home/2021/7/20/ice-brewing-different-types-of-tea – w tym wpisie autorka dzieli się swoimi wrażeniami z eksperymentu polegającego na „zaparzeniu” lodem kilku różnych rodzajów herbat.

https://itsmorethantea.wordpress.com/2021/07/22/how-to-taste-and-describe-the-tea-you-drink/ – w tym wpisie autorka wyjaśnia, jak można doskonalić swoje umiejętności rozpoznawania i opisywania doznań smakowo-zapachowych dostarczanych przez degustowany przez nas napar.

https://www.teaformeplease.com/grow-your-own-tea/ – ten wpis jest recenzją książki pt. „Grow Your Own Tea: The Complete Guide to Cultivating, Harvesting and Preparing” autorstwa Christine Parks oraz Susan M. Walcott. Ta pozycja jest przeznaczona przede wszystkim dla osób, które chcą uprawiać Camellię sinensis w domu.

https://www.teaformeplease.com/tea-nerd-dictionary-gushu/ – w tym wpisie autorka wyjaśnia, co oznacza termin „gushu” w odniesieniu do herbat pu-erh.

https://teasquirrel.com/home/2021/9/20/tea-and-food-pairings-and-tea-infused-dishes-from-a-fine-dining-chef – ten wpis to właściwie wywiad z Christianem Nicita, szefem kuchni włoskiej restauracji i herbaciarni w jednym o nazwie Acquamadre, która znajduje się w Rzymie. W tym wywiadzie wspomniany szef kuchni zdradza tajniki tea and food pairingu, czyli dobierania herbaty do jedzenia, oraz podpowiada, które herbaty najłatwiej połączyć z jedzeniem, jakich technik można użyć, aby wykorzystać herbatę do celów kulinarnych, a także jakie połączenia herbaty z jedzeniem dają najciekawszy efekt.

https://www.myjapanesegreentea.com/tea-as-a-wedding-gift-in-japan
w tym wpisie autor krótko przedstawia mało znany zwyczaj wręczania herbaty w ramach prezentu ślubnego/zaręczynowego na japońskiej wyspie Kiusiu.

https://cosmosmagazine.com/science/physics/oily-film-black-tea-fluids-chemistry-physics/ – z tego artykułu można dowiedzieć się, czemu właściwie na powierzchni naparu czarnej herbaty tworzy się charakterystyczny kożuszek.

https://teapro.co.uk/photography-101-how-to-take-pretty-tea-photos/ – w tym wpisie autorka podpowiada, jak można robić lepsze zdjęcia herbaty.

Linki do polsko- i anglojęzycznych filmików o herbacie na YouTube – czerwiec-grudzień 2021 r.:

https://www.youtube.com/watch?v=U4YA_pfHD_c – w tym filmiku autorka dzieli się swoimi spostrzeżeniami oraz poradami dotyczącymi domowej uprawy krzewu herbacianego.

https://www.youtube.com/watch?v=BpdBMni9EZw&t=2s – z tego filmiku można dowiedzieć się m.in. dlaczego właściwie prasuje się herbaty pu-erh, w jakich formach one występują, a także jak najlepiej rozdrobnić herbatę pu-erh w formie ciastka.

https://www.youtube.com/watch?v=W1tqK6eKsis – w tym filmiku autor obala najpopularniejsze mity związane z herbatą.

https://www.youtube.com/watch?v=M1HLwMEpnUw – ten filmik to krótki skecz Kabaretu Młodych Panów na temat herbaty, a konkretniej herbaty oolong. Końcówka jest najlepsza 😊

https://www.youtube.com/watch?v=rxPsgnvkTvA – z tego filmiku dowiedzieć się, skąd właściwie wzięła się nazwa „herbata” w języku polskim, a także poznać mało znane i dość zaskakujące znaczenie słowa „herbatnik”. Część filmiku dotycząca zagadnień językowych poświęconych herbacie kończy się na 2 minucie.

https://www.youtube.com/watch?v=xsQMszp324c&t=1s – w tym filmiku autor wyjaśnia, czym charakteryzuje się autentyczna japońska herbata Matcha.

https://www.youtube.com/watch?v=h-vkApEKFXw – w tym filmiku autor prezentuje przyrządzanie herbaty Matcha i pokazuje akcesoria do przygotowywania tej herbaty, jak również podpowiada, jak dbać o takie akcesoria, żeby służyły nam jak najdłużej oraz jak prawidłowo przechowywać herbatę Matcha.

Różne odsłony herbaty cz. 66 – Bihakkōcha Takachiho, czyli tajwańskie smaki w herbacie oolong z Japonii

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam japońską herbatę o nazwie Bihakkōcha Takachiho. Została ona kupiona w sklepie eherbata.pl.

Bihakkōcha Takachiho to oolong, który pochodzi z Gokase w prefekturze Miyazaki znajdującej się na japońskiej wyspie Kiusiu. Określenie „Bihakkōcha” można przetłumaczyć jako „herbata delikatnie oksydowana”, a nawet „herbata mikro oksydowana”. Stopień oksydacji tej herbaty jest bardzo niski, najprawdopodobniej niższy niż nawet w przypadku tajwańskich oolongów typu Baozhong. Z kolei „Takachiho” to nazwa kultywaru krzewu herbacianego, z którego ta herbata została wytworzona. Uprawa i produkcja tej herbaty jest w pełni ekologiczna.

Moja herbata pochodzi ze zbioru wiosennego, który miał miejsce w maju tego roku. Zebrane listki najprawdopodobniej przeszły przez takie etapy produkcji jak: więdnięcie, oksydacja, zatrzymanie oksydacji i zwijanie. Ostatecznie herbata ma postać pozwijanych listków o różnej wielkości w ciemnozielonym kolorze, z jasnozielonymi akcentami. Wygląda ona następująco:

Listki herbaty Bihakkōcha Takachiho wydzielają intensywny kwiatowy zapach.

Napar z tej herbaty ma roślinno-maślany aromat i zielonkawy kolor. Prezentuje się tak jak na zdjęciu poniżej (jest to napar z pierwszego parzenia):

W smaku naparu z Bihakkōcha Takachiho z pierwszego parzenia dominują nuty roślinno-maślane. Wyczuwalne są w nim również akcenty kwiatowe. Ogólnie rzecz biorąc, napar z tej herbaty przywodzi na myśl tajwańskiego nisko oksydowanego Wenshan Baozhonga (który jest jedną z moich ulubionych herbat), ale gdybym miała porównać obie te herbaty, to stwierdziłabym, że smak naparu z Bihakkōcha Takachiho jest bardziej roślinny i mniej złożony.

Warto wiedzieć, że te same listki można wykorzystać trzykrotnie. Najlepiej zastosować następujące czasy parzenia: 1,5 minuty; 2,5 minuty i 6,5 minut (zgodnie z zaleceniami podanymi na stronie sklepu zawierającej opis herbaty). W kolejnych dwóch parzeniach nuty roślinne wysuwają się na prowadzenie, a akcenty maślane i kwiatowe chowają się w tle. Pojawia się nawet bardzo subtelna goryczka, ale nie wpływa ona negatywnie na smak naparu.

Warto też wspomnieć, że Bihakkōcha Takachiho całkiem nieźle smakuje też w formie „naparu” na zimno. Co ciekawe, w smaku takiego „naparu” to akcenty kwiatowe są dominujące.

Na koniec napiszę coś jeszcze na temat listków po parzeniu – wyglądają dość zaskakująco, biorąc pod uwagę fakt, że jest to herbata wytworzona w Japonii. Wśród nich znajdują się listki zachowane w całości, ale również listki zachowane częściowo i fragmenty listków. Możecie zobaczyć je na zdjęciu poniżej (przedstawia ono listki po drugim parzeniu):

Podsumowując, Bihakkōcha Takachiho to niezwykle interesujący japoński oolong, który daje napar o kwiatowym aromacie i roślinno-maślano-kwiatowym smaku, który kojarzy się z Wenshan Baozhongiem. Polecam go szczególnie miłośnikom tajwańskich oolongów (zwłaszcza wspomnianego Wenshan Baozhonga) oraz ogólnie amatorom herbat oolong.

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://eherbata.pl/bihakkocha-takachiho-2021-2346.html

https://www.youtube.com/watch?v=gMHKqZMVsao&t=960s (fragment poświęcony herbacie Bihakkōcha Takachiho (mniej więcej od 13:00 do 15:52)

Różne odsłony herbaty cz. 65 – Renegade Black i Imereti Summer, czyli zaskakujące oblicze herbat z Gruzji cz. 3

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam kolejne dwie herbaty z gruzińskiej plantacji Renegade Tea Estate: czarną Renegade Black oraz białą Imereti Summer, które tym razem pochodzą ze zbioru letniego, a nie wiosennego. Ten wpis zakończy cykl wpisów poświęconych herbatom ze wspomnianej wyżej plantacji.

Renegade Black

Renegade Black to czarna herbata, która pochodzi z Rioni Tea Estate. Listki krzewu herbacianego zostały zebrane na początku sierpnia tego roku, a następnie poddane takim procesom produkcji, jak: więdnięcie, zwijanie, oksydacja, prażenie i suszenie. Ostatecznie herbata ma postać dosyć długich poskręcanych listków w ciemnobrązowym kolorze. Wygląda ona następująco:

Listki tej herbaty mają owocowy aromat. Napar z Renegade Black ma brązowawy kolor i owocowy zapach. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej (przedstawia ono napar z pierwszego parzenia):

Co do smaku naparu z tej herbaty, to przyznam szczerze, że jest dość zaskakujący dla kubków smakowych :). Na początku wyczuwalne są nuty cierpkich owoców, które po chwili zamieniają się w słodkawy posmak. To trochę tak, jakby do cierpkawego naparu z czarnej herbaty dodać odrobinę słodkawego miodu. Co ciekawe, napar z Renegade Black nie pozostawia żadnego uczucia „ściągania” w ustach. Napar z czarnej herbaty, który jest cierpko-słodkawy, ale nie pozostawia żadnej nieprzyjemnej suchości w ustach, to doprawdy wyjątkowo niespotykane połączenie.

Co do sposobu przyrządzania, to myślę, że najlepiej zaparzyć listki Renegade Black wodą tuż po zagotowaniu (o temperaturze ok. 95 stopni Celsjusza) i parzyć 2,5 minuty. Te same listki można wykorzystać nawet dwukrotnie, z tym że każde kolejne parzenie dobrze jest wydłużyć o ok. minutę.

Na koniec opisu Renegade Black wspomnę o listkach tej herbaty po parzeniu. Są one raczej dobrze zachowane – część jest w całości, a pozostała część w dość dużych fragmentach. Możecie zobaczyć je na zdjęciu poniżej:

Imereti Summer

Imereti Summer to biała herbata, która pochodzi z Renegade Tea Estate. Pączki i listki krzewu herbacianego zostały zebrane w pierwszej połowie sierpnia tego roku, a następnie poddane więdnięciu, potrząsaniu i suszeniu. Ostatecznie herbata ma postać listków o nieregularnym kształcie w różnych odcieniach zieleni i brązu. Wygląda ona następująco:

Listki tej herbaty wydzielają ziołowy aromat. Napar z Imereti Summer ma słomkowy kolor i ziołowo-kwiatowy zapach. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej (przedstawia ono napar z drugiego parzenia):

W smaku naparu z tej herbaty dominują przede wszystkim nuty kwiatowe (głównie kojarzące się ze słonecznikiem) i ziołowe. Tak jak było w przypadku naparu z recenzowanej wcześniej białej herbaty Cold Spring, również i napar z tej herbaty jest niezwykle zrównoważony. Nie ma w nim żadnych nachalnych nut ziołowych czy trawiastych, co bardzo mi się podoba. Lubię, jak napar z białej herbaty jest „gładki” i nienachalny w smaku.

Co do sposobu przyrządzania, to myślę, że najlepiej zaparzyć pączki i listki Imereti Summer nieco ostudzoną wodą (o temperaturze ok. 90 stopni Celsjusza) i parzyć 2,5 minuty. Te same pączki i listki można wykorzystać nawet trzykrotnie, z tym że każde kolejne parzenie dobrze jest wydłużyć o ok. minutę. Warto wiedzieć też, że Imereti Summer nieźle smakuje również na zimno. Smak takiego „naparu” na zimno jest zbliżony do tradycyjnego naparu.

Na koniec opisu herbaty Imereti Summer wspomnę co nieco o pączkach i listkach tej herbaty po parzeniu. Są one bardzo dobrze zachowane, praktycznie w całości, chociaż można też napotkać większe fragmenty. Możecie zobaczyć je na zdjęciu poniżej:

Na sam koniec recenzji pokażę Wam na zdjęciach etykiety na opakowaniach opisanych herbat (kolejno etykietę herbaty Renegade Black i Imereti Summer):

Podsumowując, Renegade Black i Imereti Summer to kolejno czarna i biała herbata, które pochodzą z gruzińskiej plantacji Renegade Tea Estate. Ta pierwsza daje napar o zaskakującym cierpko-słodkawym owocowym smaku. Z kolei ta druga daje napar o ziołowo-kwiatowym smaku, kojarzącym się ze słonecznikiem. Polecam obie herbaty wszystkim miłośnikom herbaty, nie tylko tym, którzy lubią gruzińskie herbaty, ale także tym, którzy szukają nietypowych połączeń smakowych w herbacie.

PS1 Przy opracowywaniu wpisu korzystałam ze wspomnianych w recenzji etykiet na opakowaniach herbat oraz strony internetowej plantacji: https://www.renegadetea.com.

PS2 Na zakończenie całego cyklu poświęconego herbatom z gruzińskiej plantacji herbaty Renegade Tea Estate przedstawię Wam moją subiektywną listę trzech ulubionych herbat pochodzących z tej plantacji. Zaznaczę, że zadanie nie jest łatwe, bo w sumie prawie wszystkie herbaty (poza wspomnianą we wcześniejszym wpisie czarną herbatą Berry Breeze) smakują mi i chętnie sięgam po nie, ale postaram się wyselekcjonować najprawdziwsze perełki, krótko wyjaśniając swój wybór. Oto ta lista:

1. Cold Spring – tak jak wspomniałam we wcześniejszej recenzji, jest to najsmaczniejsza herbata biała, jaką piłam. Zachwyca mnie jej wyjątkowa subtelność i „gładkość”.

2. Burnished Beauty – smak tej czarnej herbaty urzeka mnie intrygującym i raczej niespotykanym połączeniem nut czekoladowych i kwiatowych.

3. Prodigy Mesame – tego oolonga cenię sobie ze względu na wyjątkowo interesujące smaki (nuty słonecznikowe, herbatnikowe i orzechowe), a także za brak nachalnych akcentów prażonych.

Różne odsłony herbaty cz. 64 – Burnished Beauty i Evening Lilac, czyli zaskakujące oblicze herbat z Gruzji cz. 2

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam kolejne dwie herbaty z gruzińskiej plantacji Renegade Tea Estate: Burnished Beauty oraz Evening Lilac. Ten wpis będzie w pewnym sensie kontynuacją poprzedniego wpisu, który był recenzją dwóch innych herbat z tej samej plantacji.

Jako że w poprzednim wpisie napisałam sporo na temat samej plantacji, dzisiaj skupię się tylko na samej recenzji.

Burnished Beauty

Burnished Beauty to czarna herbata, która pochodzi z Rioni Tea Estate. Listki krzewu herbacianego zostały zebrane w drugiej połowie maja tego roku, a następnie poddane takim procesom produkcji, jak: więdnięcie, zwijanie, oksydacja (w dość niskiej temperaturze wynoszącej 22 stopnie Celsjusza) i suszenie. Ostatecznie herbata ma postać długich poskręcanych listków w ciemnobrązowym kolorze. Wygląda ona następująco:

Listki tej herbaty mają ziemisty aromat. Napar z Burnished Beauty ma brązowawy kolor i delikatny kwiatowy zapach. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej (przedstawia ono napar z drugiego parzenia):

W smaku naparu z tej herbaty z pierwszego parzenia wyczuwalne są słodkawe nuty kwiatowe, które przeplatają się z akcentami kakao i gorzkiej czekolady. To raczej nietypowe połączenie, ale przyznam, że dość intrygujące 😊. W naparze z drugiego parzenia akcenty kakao i gorzkiej czekolady wysuwają się na prowadzenie, a nuty kwiatowe chowają się w tle.

Co do sposobu przyrządzania, to myślę, że najlepiej zaparzyć listki Burnished Beauty wodą tuż po zagotowaniu (o temperaturze ok. 95 stopni Celsjusza) i parzyć 2 minuty. Te same listki można wykorzystać nawet dwukrotnie, z tym że każde kolejne parzenie dobrze jest wydłużyć o ok. 1-1,5 minuty.

Na koniec warto wspomnieć o listkach tej herbaty po parzeniu. Są bardzo dobrze zachowane – w całości lub w bardzo dużych fragmentach. Możecie zobaczyć je na zdjęciu poniżej:

Evening Lilac

Evening Lilac to czarna herbata, która pochodzi z Renegade Tea Estate. Listki krzewu herbacianego zostały zebrane mniej więcej w połowie maja tego roku, a następnie poddane takim procesom produkcji, jak: więdnięcie, zwijanie, oksydacja (tym razem w wyższej temperaturze niż w przypadku Burnished Beauty, bo wynoszącej 30 stopnie Celsjusza), prażenie (tego etapu nie było w procesie produkcji wyżej opisanej herbaty) i suszenie. Ostatecznie herbata ma postać krótkich poskręcanych listków w ciemnobrązowym kolorze. Wygląda ona następująco:

Listki tej herbaty mają kwiatowy aromat. Napar z Evening Lilac ma brązowo-zielonkawy kolor i delikatny kwiatowy zapach. Prezentuje się ona tak jak na zdjęciu poniżej (przedstawia ono napar z drugiego parzenia):

W smaku naparu z tej herbaty z pierwszego parzenia dominują nuty kwiatowe, które kojarzą mi się z zapachem jaśminu i bzu. Można w nim też wyczuć nuty roślinne, które w naparze z drugiego parzenia przybierają na sile. Mam wrażenie, że ta herbata dostarcza doznań smakowo-zapachowych raczej typowych dla herbat zielonych niż czarnych.

Co do sposobu przyrządzania, to myślę, że najlepiej zaparzyć herbatę Evening Lilac podobnie jak herbatę Burnished Beauty, czyli zalać listki wodą tuż po zagotowaniu (o temperaturze ok. 95 stopni Celsjusza) i parzyć 2 minuty. Te same listki można wykorzystać nawet dwukrotnie, z tym że każde kolejne parzenie dobrze jest wydłużyć o ok. 1-1,5 minuty.

Warto wspomnieć o listkach tej herbaty po parzeniu. Również i w tym przypadku są one bardzo dobrze zachowane – nawet lepiej niż w przypadku Burnished Beauty, bo właściwie w całości. Możecie zobaczyć je na zdjęciu poniżej:

Na sam koniec recenzji obu herbat odniosę się do tematu etykiet na opakowaniach tych herbat. Podobnie jak to było w przypadku dwóch recenzowanych przeze mnie w poprzednim wpisie herbat o nazwie Cold Spring i Prodigy Mesame, również i w tym przypadku etykiety po prostu zachwycają szczegółowością podanych informacji o herbacie 😊 Poniżej znajdują się dwa zdjęcia kolejno etykiety herbaty Burnished Beauty i Evening Lilac.

Podsumowując, Burnished Beauty i Evening Lilac to dwie czarne herbaty pochodzące z gruzińskiej plantacji Renegade Tea Estate. Ta pierwsza daje napar o intrygującym kakaowo-kwiatowym smaku. Z kolei ta druga daje napar o kwiatowo-roślinnym smaku, który kojarzy się bardziej ze smakiem zielonej herbaty. Polecam obie herbaty wszystkim miłośnikom herbaty, nie tylko tym, którzy lubują się w herbatach z Gruzji. Mnie osobiście bardziej smakuje ta pierwsza.

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam ze wspomnianych w recenzji etykiet na opakowaniach herbat oraz strony internetowej plantacji: https://www.renegadetea.com.

PS2 Jeżeli chodzi o temat czarnych herbat z gruzińskiej plantacji Renegade Tea Estate, to mam jeszcze herbatę o nazwie Berry Breeze, ale nie została ona zrecenzowana, ponieważ, szczerze mówiąc, nie przypadła mi ona do gustu. Daje ona napar o intensywnie owocowym smaku, który kojarzy mi się z naparem z liści malin i naparem z hibiskusa. Nie lubię, jak teoretycznie czarna herbata w praktyce smakuje jak herbatka owocowa 😉.

Różne odsłony herbaty cz. 63 – Cold Spring i Prodigy Mesame, czyli zaskakujące oblicze herbat z Gruzji

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam dwie herbaty z Gruzji: białą herbatę o nazwie Cold Spring oraz oolonga o nazwie Prodigy Mesame. Obie pochodzą z plantacji  Renegade Tea Estate*.

Na początek wyjaśnię, skąd wzięło się u mnie zainteresowanie herbatami z akurat tej plantacji. Wszystko zaczęło się od piątego numeru anglojęzycznego czasopisma o herbacie „Eighty degrees”, w którym przeczytałam wywiad z osobami prowadzącymi gruzińską plantację herbaty o nazwie Renegade Tea Estate: sześciorgiem Estończyków i jednym Litwinem. Porzucili oni pracę w korporacji i w 2018 r. przywrócili do życia trzy opuszczone gruzińskie plantacje herbaty: Renegade Tea Estate, Rioni Tea Estate oraz Mandikori Tea Estate, a następnie rozpoczęli produkcję herbaty. Jako że jestem wielką miłośniczką herbat z Gruzji, postanowiłam, że spróbuję herbat z tych plantacji i dlatego też zaopatrzyłam się w kilka wybranych.

Napiszę jeszcze coś więcej na temat samych plantacji. Renegade Tea Estate, Rioni Tea Estate oraz Mandikori Tea Estate są położone w rejonach Tsqaltubo (Ckaltubo) i Tkibuli w regionie Imeretia usytuowanym w środkowo-zachodniej części Gruzji. Znajdują się one w promieniu 10 km. Zajmują one obszar łącznie ok. 47 hektarów. Wszystkie krzewy herbaciane na tych plantacjach wyrosły z nasion w latach 1930-1960 i obecnie stanowią mieszankę różnych odmian Camelii sinensis. Każda z tych plantacji ma inne cechy charakterystyczne. Renegade Tea Estate jest odcięta od świata wąwozami, które ją otaczają. Rioni Tea Estate to najmniejsza i najniżej położona plantacja, z najbardziej stromymi stokami i najszerszymi tarasami. Na tej plantacji mieści się fabryka, w której zebrane listki są poddawane obróbce. Z kolei Mandikori Tea Estate to plantacja, która jest najbardziej malownicza, z najbardziej zróżnicowanym krajobrazem: od płaskich nasłonecznionych obszarów przez wzgórza, aż do lasów, w których krzewy herbaciane rosną w cieniu.

Z tych trzech plantacji powstają cztery podstawowe rodzaje herbat: czarna, biała, zielona oraz oolong. Są one produkowane organicznie, bez użycia sztucznych środków ochrony roślin takich jak pestycydy czy herbicydy, przy wsparciu okolicznych mieszkańców (którzy pomagają przede wszystkim przy zbiorach). Jako że herbata powstaje z krzewów herbacianych, które wyrosły z nasion, każde zbiory są nieco inne, a więc ich efekt jest trudniejszy do przewidzenia, ale za to profil smakowy powstałej herbaty jest bardziej zróżnicowany. Co więcej, nie miesza się listków zebranych z różnych plantacji, herbata powstaje wyłącznie ze zbiorów z jednej plantacji (czyli jest to tzw. single origin tea).

Teraz przejdę do właściwej recenzji 🙂 Ogólnie rzecz biorąc, zaopatrzyłam się w pięć herbat z Renegade Tea Estate, ale w dzisiejszym wpisie skupię się na dwóch z nich – herbacie białej o nazwie Cold Spring oraz oolongu o nazwie Prodigy Mesame.

Cold Spring

Cold Spring to biała herbata, która pochodzi z Rioni Tea Estate. Pączki i listki krzewu herbacianego zostały zebrane w drugiej połowie kwietnia tego roku (nazwa Cold Spring odnosi się do zimnych kwietniowych dni, w których zbiory miały miejsce), a następnie poddane więdnięciu i suszeniu. Ostatecznie herbata ma postać zielonkawych igiełek pokrytych delikatnym srebrzystoszarym meszkiem. Wygląda ona następująco:

Napar z Cold Spring ma słomkowy kolor i delikatny kwiatowo-cytrusowy zapach. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej (przedstawia ono napar z drugiego parzenia):

W smaku naparu z tej herbaty dominują przede wszystkim nuty kwiatowe i ziołowe. Ogólnie rzecz biorąc, napar ten jest niezwykle zrównoważony. Nie ma w nim żadnych nachalnych nut ziołowych czy trawiastych, co czasem przeszkadza mi w niektórych chińskich białych herbatach. Co ciekawe, napar pozostawia delikatny cytrusowy posmak. Ten cytrusowy smak jest nawet bardziej wyczuwalny w nieco schłodzonym naparze. Szczerze mówiąc, Cold Spring to najlepsza biała herbata, jaką piłam.

Co do sposobu przyrządzania, to myślę, że najlepiej zaparzyć listki Cold Spring wodą niedługo tuż po zagotowaniu (o temperaturze ok. 85-90 stopni Celsjusza) i parzyć 2 minuty. Te same listki można wykorzystać nawet czterokrotnie, z tym że każde kolejne parzenie dobrze jest wydłużyć o ok. 1-1,5 minuty. Warto wiedzieć, że Cold Spring fantastycznie smakuje również na zimno. Smak takiego „naparu” na zimno jest w sumie podobny do tradycyjnego naparu.

Na koniec recenzji Cold Spring muszę wspomnieć o pączkach i listkach tej herbaty po parzeniu. Są one po prostu przepiękne, praktycznie całkowicie zachowane, bez żadnych kawałeczków 😊 Rzadko się zdarza, żeby pączki i listki białej herbaty po parzeniu wyglądały tak dobrze. Możecie zobaczyć je na zdjęciu poniżej:

Prodigy Mesame

Prodigy Mesame to oolong, który pochodzi z Mandikori Tea Estate. „Mesame” to po gruzińsku „trzeci”  – nazwa ta odnosi się do faktu, że tegoroczna herbata stanowi trzecie i zarazem ostateczne podejście do opracowania receptury na tę herbatę oolong. Pączki i listki krzewu herbacianego zostały zebrane na początku maja tego roku, a następnie poddane takim procesom jak: więdnięcie, oksydacja, zwijanie, suszenie i prażenie. Ostatecznie herbata ma postać ciemnych poskręcanych listków. Wygląda ona następująco:

Napar z Prodigy Mesame ma złotawo-pomarańczowawy kolor i słodkawy kwiatowo-herbatnikowy zapach. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej (przedstawia ono napar z drugiego parzenia):

Smak naparu z tej herbaty z pierwszego parzenia kojarzy mi się przede wszystkim ze słonecznikiem (głównie nasionami, ale z kwiatami trochę też) oraz delikatnie słodkim maślanym herbatnikiem, a w kolejnych parzeniach – również z orzechem włoskim. Co ciekawe, prażone nuty w naparze z tej herbaty są bardzo subtelne, ledwo zauważalne. Absolutnie nie przytłumiają one smaku tej herbaty, co jest raczej niespotykane w przypadku prażonych oolongów. Podobnie jak w przypadku białej herbaty Cold Spring, smak naparu z Prodigy Mesame jest niezwykle zrównoważony. Ogólnie rzecz biorąc, w naparze z tej herbaty delikatna goryczka miesza się z subtelną słodyczą, co daje dość ciekawe doznania smakowe.

Co do sposobu przyrządzania, to myślę, że najlepiej zaparzyć Prodigy Mesame wodą tuż po zagotowaniu i parzyć przez 2 minuty. Te same listki można wykorzystać trzykrotnie, z tym że każde kolejne parzenie dobrze jest wydłużyć o ok. 1-1,5 minuty.

Warto wspomnieć coś o listkach tej herbaty po parzeniu. Również i w tym przypadku listki są całkiem nieźle zachowane (nie tak dobrze jak listki herbaty Cold Spring, ale też przyzwoicie). Możecie zobaczyć je na zdjęciu poniżej:

Na koniec recenzji Cold Spring i Prodigy Mesame muszę poruszyć temat etykiet na opakowaniach tych herbat. Są one po prostu rewelacyjne, wręcz wzorcowe 😊. Zawierają one takie informacje jak: krótki opis danej herbaty, nazwa plantacji, z której pochodzi dana herbata, dokładny termin zbiorów, ilość herbaty, która powstała z danego zbioru, procesy produkcji, przez jakie przeszły listki (opisane krok po kroku, z uwzględnieniem zastosowanej temperatury i czasu trwania danego etapu), zalecany sposób parzenia oraz termin przydatności do spożycia. Krótko mówiąc, można na nich znaleźć wszystko to, co każdy miłośnik herbaty chciałby wiedzieć, bez konieczności szukania w Internecie na własną rękę. Na zdjęciach poniżej możecie zobaczyć etykiety (kolejno etykiety herbaty Cold Spring i herbaty Prodigy Mesame):

Podsumowując, Cold Spring i Prodigy Mesame to dwie herbaty pochodzące z gruzińskiej plantacji Renegade Tea Estate. Mimo że ta pierwsza to biała herbata, a ta druga to oolong, obie łączy niezwykle zbilansowany smak. Cold Spring daje napar o intensywnym kwiatowo-cytrusowym smaku, a Prodigy Mesame daje napar o smaku kojarzącym się ze słonecznikiem oraz herbatnikami. Trzeba też przyznać, że etykiety na opakowaniach tych herbat to prawdziwy majstersztyk – zawierają wszystkie informacje o herbacie, które chciałoby się wiedzieć 😊 Polecam obie herbaty, szczególnie miłośnikom herbat z Gruzji, ale nie tylko – także tym, którzy szukają ciekawych, raczej nietypowych smaków, zupełnie innych od smaków klasycznych herbat z Japonii, Tajwanu czy Chin. Szczerze mówiąc, jestem zachwycona tymi herbatami i z przyjemnością sięgam po nie.

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam ze wspomnianego na początku wpisu artykułu poświęconego plantacji Renegade Tea Estate (zatytułowanego „The Georgian Renegades”), wspomnianych etykiet na opakowaniach, strony internetowej plantacji: https://www.renegadetea.com oraz ulotki dotyczącej plantacji i wytwarzanych na nich herbat, która została załączona do przesyłki 😊

*Tak naprawdę chodzi o trzy gruzińskie plantacje o nazwie Renegade Tea Estate, Rioni Tea Estate oraz Mandikori Tea Estate, ale dla uproszczenia będę określać je zbiorczo mianem „Renegade Tea Estate”, chyba że będę odnosić się do którejś z nich konkretnie.

Recenzja MyTeaPal – aplikacji na smartfona dla miłośników herbaty

Dzisiejszy wpis będzie recenzją aplikacji na smartfona dla miłośników herbaty o nazwie MyTeaPal.

O tej aplikacji po raz pierwszy dowiedziałam się z któregoś z anglojęzycznych blogów o herbacie (najprawdopodobniej stąd: https://www.myjapanesegreentea.com/myteapal-app). Zachęcona pozytywnymi opiniami, które znalazłam również na innych stronach, pobrałam i zainstalowałam aplikację w listopadzie zeszłego roku. Wkrótce zorientowałam się, że aby w ogóle móc skorzystać z tej aplikacji w pełni, muszę skatalogować swoje zapasy herbaciane oraz ceramikę herbacianą, więc zaczęłam katalogować to, co mam, ale nie skończyłam tego robić. Biorąc pod uwagę to, że miałam wtedy nawał pracy i ogólne gorsze samopoczucie, poczułam się na tyle zniechęcona, że… odinstalowałam tę aplikację. Jednak po pewnym czasie doszłam do wniosku, że warto dać jej drugą szansę, więc ponownie zainstalowałam ją w maju tego roku. Skrzętnie skatalogowałam swoje zapasy herbaty oraz naczynia herbaciane i stopniowo poznawałam możliwości tej aplikacji. Od tej pory korzystam z niej codziennie 😊

MyTeaPal to bezpłatna aplikacja na smartfona stworzona przez Vincenta Liu (z zawodu informatyka, popularyzatora chińskiej kultury herbaty), która jest przeznaczona dla miłośników herbaty. Jest ona dostępna w wersji polskojęzycznej (poza jedną zakładką o nazwie „Ucz się”, której zawartość jest jeszcze w większości w języku angielskim) w AppStore oraz Googleplay. Aplikacja ta jest co pewien czas aktualizowana.

Największą zaletą tej aplikacji jest jej wielofunkcyjność. Można wykorzystywać ją jako:

1. katalog herbat – w takim zbiorze można zamieścić zdjęcie herbaty oraz takie informacje jak rodzaj herbaty, miejsce pochodzenia, termin zbiorów, kultywar krzewu herbacianego czy ilość herbaty pozostająca w zapasie.

Przy okazji warto też zauważyć, że po skatalogowaniu herbat można uzyskać dostęp do trzech rodzajów statystyk związanych z wprowadzonymi herbatami (wystarczy kliknąć w ikonkę diagramu znajdującą się w lewym górnym rogu po wybraniu opcji Herbaty w zakładce Profil). Statystyki te obejmują przegląd, z którego można dowiedzieć się, ile herbat danego rodzaju mamy w zapasie i jaki procent dany rodzaj herbaty stanowi w całym zapasie, ratings czyli rozkład ocen dla poszczególnych rodzajów herbaty oraz vintage czyli diagram, z którego można dowiedzieć się, ile herbat mamy z danego zbioru (np. wiosennego czy jesiennego) oraz jaki jest rozkład herbat z danego zbioru w danym roku.

2. katalog naczyń do herbaty – w takim zbiorze można zamieścić zdjęcie naczynia oraz takie informacje jak pojemność, producent/twórca, kraj pochodzenia, materiał, z którego wykonano dane naczynie.

3. dziennik parzeń – w takim dzienniku można odnotować każde parzenie herbaty z uwzględnieniem takich parametrów parzenia jak czas parzenia, rodzaj użytej wody (np. źródlana, mineralna, przefiltrowana, z kranu, ze studni), ilość wody czy suszu herbacianego. Po uzupełnieniu dziennika parzeń można sprawdzić, ile razy i kiedy dokładnie dana herbata została wypita, a także które herbaty są najczęściej parzone. Poza tym przy każdym parzeniu można dodać uwagi dotyczące doznań smakowo-zapachowych dostarczanych przez napar.

Warto również wspomnieć o tym, że przy tworzeniu wpisów w dzienniku parzeń można skorzystać z opcji „Wylosuj herbatę”, dzięki której herbata zostanie wybrana losowo z katalogu herbat. Ta opcja jest przeznaczona przede wszystkim dla tych, którzy miewają tak, że mają ochotę napić się jakiejś herbaty, ale nie do końca wiedzą której 😊. Ja osobiście nie korzystam z niej, bo najczęściej po prostu wiem, której herbaty chętnie bym się napiła, ale trzeba przyznać, że to ciekawa możliwość.

4. czasomierz (do wyboru tryb minutnika lub stopera) – dzięki czasomierzowi można ustawić wybrany czas parzenia, po upłynięciu którego należy oddzielić napar od listków. W przypadku minutnika po nastawieniu wybranego czasu słychać szum przelewanej wody, a po upłynięciu ustawionego czasu dźwięk ten cichnie.

5. portal społecznościowy – dzięki tej funkcji można stać się członkiem społeczności herbacianej. Można zapraszać i dodawać znajomych zwanych TeaPals, a także dzielić się z nimi swoimi wpisami z dziennika parzeń w formie postów, które dodatkowo można uzupełnić zdjęciem i własnym komentarzem. Takie posty zamieszczone przez innych można polubić i skomentować. Każdy użytkownik ma ograniczony dostęp do zawartości konta innych, tj. widzi na swojej tablicy wyłącznie to, czym podzielił się sam z innymi i to, czym podzielili się inni. Nie jest w stanie zajrzeć np. do czyjegoś katalogu herbat czy naczyń herbacianych.

Dzięki wspomnianej wyżej wielofunkcyjności aplikacji wszystko, co najbardziej potrzebne przy parzeniu herbaty, jest w jednym miejscu i nie trzeba posiłkować się np. dodatkowym minutnikiem czy notatnikiem. Poza tym, tak jak wspomniałam we wstępie, aby móc korzystać z tej aplikacji w pełni, trzeba skatalogować swoje zapasy herbaty i zbiory naczyń, co ułatwia utrzymanie porządku oraz rozeznanie w tym, co się ma, np. ile zostało danej herbaty.

Kolejną zaletą aplikacji MyTeaPal są jej niewątpliwe walory edukacyjne. Dzięki niej można poszerzać swoją wiedzę herbacianą oraz doskonalić umiejętność rozpoznawania i opisywania doznań smakowo-zapachowych. W aplikacji tej można znaleźć zakładkę o nazwie „Ucz się”, w której znajduje się podział herbat na różne rodzaje. W każdym rodzaju herbaty można znaleźć opisy najbardziej charakterystycznych gatunków wraz z krótkimi notatkami degustacyjnymi. Co więcej, również podpatrywanie wrażeń z degustacji herbat zapisanych przez inne osoby pozwala spojrzeć na opisane herbaty z innej perspektywy. Warto też wspomnieć, że prowadzenie dziennika parzeń w pewnym sensie „wymusza” uważne parzenie i przywiązywanie uwagi do szczegółów, np. żeby móc skrupulatnie odnotować parametry parzenia czy wpisać uwagi degustacyjne.

Jeszcze jedną zaletą tej aplikacji jest jej intuicyjność i przejrzystość. Jest ona prosta w obsłudze i można łatwo zorientować się w tym, jak działa.

Aplikacja MyTeaPal ma również kilka niedoskonałości. Po pierwsze, wspomniana wyżej konieczność stworzenia katalogu herbat i naczyń może być też postrzegana jako wada. Takie katalogowanie jest uciążliwe i czasochłonne, szczególnie wtedy, gdy ktoś ma duże zapasy/zbiory. Niemniej jednak uważam, że warto przemęczyć się.

Po drugie, aplikacja nie przewiduje możliwości wpisywania „parzenia” herbaty na zimno do dziennika parzeń. Myślę, że taka opcja byłaby niezwykle przydatna dla osób, które regularnie przyrządzają cold brew. Jednak z tego, co widziałam w jednym z postów zamieszczonych w grupie na Facebooku przeznaczonej dla użytkowników aplikacji o nazwie MyTeaPal Community, wynika, że twórca aplikacji rozważa wprowadzenie takiej możliwości.

Po trzecie, nie podoba mi się, że po dodaniu nowego parzenia w dzienniku parzeń czas parzenia wyświetla się w sekundach, a nie w minutach i sekundach. Oczywiście można sobie tak zapisany czas przeliczyć na minuty i sekundy bez problemu, ale wydaje mi się, że zwyczajowy zapis czas w minutach i sekundach byłby znacznie wygodniejszy.

Niemniej jednak wspomniane wyżej niedoskonałości są drobne i ogólnie rzecz biorąc aplikacja MyTeaPal ma zdecydowanie więcej zalet. Aplikacja jest niezwykle użyteczna dla każdego miłośnika herbaty – łączy w sobie funkcje katalogu herbat i naczyń herbacianych, dziennika parzeń, czasomierza i portalu społecznościowego. Oczywiście równie dobrze można by się obyć bez niej i np. prowadzić papierowy dziennik parzeń. Nie da się jednak ukryć, że ta aplikacja po prostu ułatwia życie pod każdym względem, chociażby z tego względu, że dzięki niej można np. szybciej połapać się w ilości danej herbaty pozostałej w zapasie czy sprawdzić, kiedy i ile razy piliśmy daną herbatę. Polecam przetestować tę aplikację 😊

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam ze strony internetowej aplikacji MyTeaPal https://myteapal.com oraz z następującej strony internetowej: https://tching.com/2021/01/vincent-liu-myteapal-app/.

Zestawienie linków do najciekawszych artykułów z blogów o herbacie – pierwsze półrocze 2021 r.

Dzisiaj zaprezentuję Wam pierwszą część subiektywnego zestawienia linków do najbardziej interesujących wpisów zamieszczanych na blogach polsko- i anglojęzycznych od stycznia do czerwca tego roku. Podobnie jak wcześniej podzielę je na dwie części: polsko- i anglojęzyczną, a przy każdej pozycji zestawienia zamieszczę krótki komentarz, dlaczego uważam dany wpis za szczególnie interesujący. Oto wspomniane zestawienie:

Linki do wpisów na polskojęzycznych blogach o herbacie – styczeń-czerwiec 2021 r.:

https://piewcyteiny.pl/triki-w-codziennym-piciu-herbaty/ – w tym wpisie autorka dzieli się różnymi trickami dotyczącymi herbaty, które mogą być przydatne zarówno dla początkujących, jak i zaawansowanych miłośników herbaty. Mnie osobiście najbardziej podoba się trick z trzymaniem wykorzystanych listków herbacianych w misce.

https://eherbata.pl/blog/gongfu-cha-historia-terazniejszosc-praktyka-307.html – ten wpis to niezwykle obszerne kompendium wiedzy na temat parzenia metodą gongfu cha. Można się dowiedzieć z niego m.in. na czym właściwie polega gongfu cha, czym charakteryzuje się ten rodzaj parzenia herbaty, które herbaty najlepiej nadają się w tym celu, jaka była historia gongfu cha w Chinach i na Tajwanie, jak również jakie są warianty tego rodzaju parzenia.

http://cha-herbata.blogspot.com/2021/03/prl-herbaciane-wzornictwo-uzytkowe-itp.html – w tym wpisie autor prezentuje czajnik używany do parzenia herbaty w czasach PRL, a także puszki/opakowania po herbatach stosowane w tym okresie.

http://cha-herbata.blogspot.com/2021/04/skrzyneczka-na-sprzet-dla-przygotowania.html – w tym wpisie autor wyjaśnia, czym jest japońskie kikyoku i jakie ma zastosowanie.

https://piewcyteiny.pl/co-pasuje-do-herbaty-tea-pairing/ – w tym wpisie autorka podpowiada, jak można dobierać herbaty do jedzenia, a także jak nauczyć się tej umiejętności.

http://cha-herbata.blogspot.com/2021/04/assam-indie-assam-tajwan/ – ten wpis jest właściwie recenzją porównawczą trzech herbat Assam: dwóch z Indii kupionych w dwóch różnych polskich sklepach oraz jednej wytworzonej na Tajwanie.

https://cha-herbata.blogspot.com/2021/05/rozmiary-japonskich-naczyn-do-herbaty.html – w tym wpisie autor wyjaśnia, jak Japończycy dobierają naczynia do parzenia herbaty w zależności od okoliczności oraz gatunku herbaty.

https://culture.pl/en/article/drink-poison-history-tea-poland – to nietypowy artykuł w tym zestawieniu, bo co prawda jest poświęcony historii herbaty w Polsce, ale jest napisany po angielsku. Pochodzi z 2019 r., ale natknęłam się na niego niedawno, dlatego znalazł się w tym zestawieniu.

https://eherbata.pl/blog/ile-kosztuja-najdrozsze-herbaty-308.html – z tego wpisu można dowiedzieć się, które herbaty są najdroższe i jaki jest ich orientacyjny koszt, a także jakie czynniki wpływają na cenę herbaty.

Linki do wpisów na anglojęzycznych blogach i portalach o herbacie – styczeń-czerwiec 2021 r.:

https://theteacupoflife.com/2021/01/how-to-roast-green-tea-at-home.html – w tym wpisie autorka podpowiada, jak krok po kroku można zrobić herbatę Hojicha ze starych zwietrzałych lub kiepskiej jakości japońskich zielonych herbat takich jak Sencha, Bancha i Kukicha.

https://www.teaformeplease.com/making-matcha-usucha-vs-koicha/ – w tym wpisie autorka krótko wyjaśnia, czym różni się sposób przyrządzania japońskiej zielonej herbaty Matcha zwany usucha od metody zwanej koicha.

https://www.teaformeplease.com/world-of-tea-by-jane-pettigrew/ – ten wpis to recenzja książki „World of Tea: discovering producing regions and their teas”, która jest niezwykle obszernym przewodnikiem po wszystkich rejonach produkcji herbaty.

https://eustaciatan.com/2021/02/which-tea-book-should-you-read.html – w tym wpisie autorka poleca anglojęzyczne książki o herbacie, z uwzględnieniem poziomu wtajemniczenia w temat herbaty potencjalnego czytelnika, jak i interesującego go obszaru wiedzy.

https://onemansteajourney.com/2021/02/01/another-water-experiment-tap-vs-brita-vs-charcoal – w tym wpisie autor dzieli się swoimi wrażeniami i spostrzeżeniami z pewnego eksperymentu polegającego na zaparzeniu tej samej herbaty wodą z trzech różnych źródeł: wody z kranu, która stała w lodówce przez 24 godziny, wody przefiltrowanej przez filtr węglowy oraz wody przefiltrowanej przez filtr Brita.

https://www.lifeisbetterwithtea.com/yixing-teapot/ – w tym wpisie można znaleźć najważniejsze informacje dotyczące czajniczków z gliny z Yixing, m.in. na czym polega ich fenomen, jak są wytwarzane, w jaki sposób można rozpoznać autentyczny ręcznie wykonany czajniczek, które herbaty najlepiej nadają się do parzenia w takim czajniczku czy jak czyścić takie czajniczki.

https://www.theoolongdrunk.com/single-post/the-inconceivable-lie-we-ve-all-been-told-about-white-tea – ten wpis jest poświęcony tematowi oszukańczych praktyk związanych ze sprzedażą postarzanych białych herbat z Chin.

https://www.teaformeplease.com/caffeine-content-in-tea/ – w tym wpisie autorka wyjawia, które czynniki mają wpływ na zawartość kofeiny w herbacie, jak również które herbaty zawierają najwięcej i najmniej kofeiny.

https://teasquirrel.com/home/2021/4/26/can-you-age-green-tea/ – w tym wpisie autorka rozprawia się z mitem, zgodnie z którym nie powinno się poddawać zielonej herbaty procesowi dojrzewania, podając przykłady koreańskiej zielonej herbaty oraz japońskiej herbaty kuradashi.

https://tealeavesandtweed.com/2021/06/16/difficult-history-gong-fu-cha-isnt-the-one-true-chinese-tea-practice/ – autorka tego wpisu przestrzega przed traktowaniem metody parzenia gongfu cha jako jedynej autentycznie chińskiej czy jako najlepszej z możliwych.

https://theteacupoflife.com/2021/06/the-art-of-tea-blending-creating-your-own-tea-blends.html – w tym wpisie autorka zdradza tajniki sporządzania mieszanek herbacianych (tzw. blendingu), m.in. przedstawia przydatne akcesoria oraz sześć zasad, którymi warto kierować się przy sporządzaniu takich mieszanek, jak również dzieli się dwoma przykładowymi przepisami na mieszanki herbaciane.

https://vietnamsourcingnews.com/food-and-tea-pairing-guide/ – ten artykuł prezentuje zasady dobierania herbat do jedzenia (tzw. food and tea pairingu), a także przedstawia wiele przykładów takich kombinacji smakowych.