Zestawienie linków do najciekawszych artykułów z blogów i portali o herbacie – pierwsze półrocze 2019 r.

Dzisiaj zaprezentuję Wam pierwszą część subiektywnego zestawienia linków do najbardziej interesujących wpisów zamieszczanych na blogach i portalach polsko- i anglojęzycznych od stycznia do czerwca tego roku (mniej więcej do dnia zamieszczenia tego wpisu). Podzielę je na dwie części: polsko- i anglojęzyczną, a przy każdej pozycji zestawienia zamieszczę krótki komentarz, dlaczego uważam dany wpis za szczególnie interesujący. Oto wspomniane zestawienie:

Linki do wpisów na polskojęzycznych blogach o herbacie – styczeń-czerwiec 2019 r.:

http://cha-herbata.blogspot.com/2019/01/sztuka-herbaty-rekonstrukcja-droga.html – w tym wpisie Robert, autor bloga, przedstawia ciekawy punkt widzenia na ceremonialne parzenie herbaty, ponieważ twierdzi, że jest to rodzaj rekonstrukcji. Stosuje zaskakujące, ale przy tym niezwykle trafne porównanie do średniowiecznych turniejów rycerskich oraz opery.

http://cha-herbata.blogspot.com/2019/01/herbaty-etiopskie-wsponienie.html – wpis ten jest poświęcony herbacie w Etiopii. Autor wspomina o swojej wizycie na jednej z etiopskich plantacji herbaty o nazwie Gumaro.

http://piewcyteiny.pl/10-herbacianych-profili-na-polskim-instagramie-ktore-warto-obserwowac/ – ten wpis zawiera listę 10 polecanych herbacianych profili na polskim Instagramie. Przyznam szczerze, że nie lubię tego portalu społecznościowego (dlatego też sama nie mam tam konta), ale i tak od czasu do czasu chętnie zaglądam na wybrane profile ;).

https://japoniablizej.blogspot.com/2019/01/ale-najpierw-herbatka-czyli-muzeum.html – to wpis z bloga, który nie jest o herbacie, ale sam wpis jest jak najbardziej herbaciany, dlatego znalazł się w tym zestawieniu. Zawiera on relację z wizyty w Muzeum Herbaty w japońskiej prefekturze Shizuoka.

https://ju-jon-ja.blogspot.com/2019/02/tschanara-plantacja-herbaty-w-niemczech.html/ – to bardzo ciekawa relacja Łukasza, autora bloga, z wizyty na jednej z europejskich plantacji herbaty, tj. Tschanara Tee Garden w Niemczech.

https://eherbata.pl/historia-herbaty-tajwanskiej.html – w tym artykule autor, Konrad Pociask ze sklepu eherbata, omawia historię herbaty na Tajwanie. Ten wpis stanowi pierwszą część cyklu poświęconego herbacie tajwańskiej.

https://kursnaherbate.pl/kurs-na-cameron-highlands-czyli-herbata-w-malezji/ – ten wpis zawiera relację z wizyty Macieja, autora bloga, na malezyjskiej plantacji herbaty o nazwie Cameron Highlands.

https://cha-herbata.blogspot.com/2019/03/matcha-wykady-historia-i-obecna.html – ten wpis, będący relacją z wykładów o herbacie Matcha, zawiera kilka ciekawostek dotyczących historii tej herbaty w Japonii.

https://eherbata.pl/herbata-tajwanska-cz.-ii-gatunki.html – ten wpis, będący drugą częścią wyżej wspomnianego cyklu poświęconego herbacie tajwańskiej, jest przewodnikiem po tajwańskich oolongach.

https://eherbata.pl/herbata-tajwanska-cz.-iii-gatunki-czarne-zielone-i-inne.html – ten wpis, będący trzecią częścią wyżej wspomnianego cyklu poświęconego herbacie tajwańskiej, jest przewodnikiem po pozostałych rodzajach herbaty, tj. po czarnych i zielonych herbatach.

http://cha-herbata.blogspot.com/2019/04/o-keiko-czyli-herbata-uczy-spokoju.html – w tym wpisie Robert, autor bloga, cytuje ciekawy artykuł pt. „Herbata uczy spokoju” Magdaleny Rybak, który wyjaśnia, czym właściwie jest japońska ceremonia parzenia herbaty i czego można się nauczyć dzięki praktykowaniu takiej ceremonii (cały artykuł można przeczytać tutaj: https://zwierciadlo.pl/psychologia/warsztaty/herbata-uczy-spokoju).

https://eherbata.pl/blog/herbata-nie-odwadnia-282.html – w tym wpisie autor, Konrad Pociask ze sklepu eherbata, obala mit związany z odwadniającym działaniem herbaty, przytaczając przykładowe wyniki badań naukowych.

https://eherbata.pl/blog/herbata-tajwanska-cz.-iv-herbaciane-regiony-tajwanu-284.htmI – ten wpis, będąc czwartą częścią wyżej wspomnianego cyklu poświęconego herbacie tajwańskiej, jest przewodnikiem po najbardziej znanych tajwańskich rejonach, w których wytwarza się herbatę.

https://herbacianynotes.wordpress.com/2019/05/28/ekologiczna-plantacja-ayumi-czyli-jola-sni-o-herbacie/ – ten wpis jest relacją z pobytu Joli, autorki bloga, na niewielkiej ekologicznej plantacji herbacianej w Fujieda znajdującej się w japońskiej prefekturze Shizuoka. Relacja ta jest uzupełniona niezwykle ciekawymi spostrzeżeniami dotyczącymi realiów funkcjonowania plantacji oraz życia w Japonii.

https://piewcyteiny.pl/herbata-na-youtube-kogo-obserwowac/ – ten wpis zawiera listę polecanych polsko- i anglojęzycznych kanałów o herbacie na Youtube.

http://cha-herbata.blogspot.com/2019/06/kutywar-yume-wakaba-obrabanie-lisci-i.html – w tym wpisie Robert, autor bloga, zaczyna od analizy listków kultywaru krzewu herbacianego nazwie Yume-wakaba i uzyskanego z nich naparu, a następnie przechodzi do ogólnych rozważań nad tym, czym właściwie jest biała herbata i co odróżnia ją od innych rodzajów herbaty, biorąc pod uwagę proces obróbki.

http://ju-jon-ja.blogspot.com/2019/06/wizyta-u-mistrzow-ceramiki.html – ten wpis jest relacją z wizyty Łukasza, autora bloga, u mistrzów ceramiki herbacianej w trakcie niedawnego pobytu w Korei.

https://kursnaherbate.pl/herbata-na-zimno-czyli-herbata-mrozona-ice-tea-cold-brew/ – w tym wpisie Maciej, autor bloga, prezentuje trzy ciekawe sposoby przyrządzenia cold brew, czyli herbaty na zimno (pierwszy z nich jest dość popularny, a dwa pozostałe dwa – raczej mało znane).

Linki do wpisów na anglojęzycznych blogach i portalach o herbacie – styczeń-czerwiec 2019 r.:

http://www.tching.com/2018/12/top-10-tea-books-time-tea-lovers-part-1/ – to pierwsza część artykułu, który zawiera zestawienie najlepszych anglojęzycznych książek o herbacie.

http://www.tching.com/2019/01/top-10-tea-books-time-tea-lovers-part-2/ – to druga część artykułu, który zawiera zestawienie najlepszych anglojęzycznych książek o herbacie.

https://www.myjapanesegreentea.com/bizenya-kohaku – czy wiedzieliście, że istnieją japońskie herbaty, które dostarczają doznań podobnych do tych dostarczanych przez herbaty tajwańskie? Bizenya Kohaku, o której można poczytać w tej recenzji, to doskonały przykład takiej herbaty.

https://worldteanews.com/editors-choice/india-establishes-a-firm-date-for-first-pluck/ – z tego artykułu można dowiedzieć się, że Tea Board of India ustaliła, że najwcześniejszym możliwym dniem zbiorów herbaty jest 18 lutego (w stanach Assam, Arunachal Pradesh, Meghalaya, Mizoram, Nagaland, Tripura i Manipur) oraz 28 lutego (w stanach Himahal Pradesh i Uttarakhand).

http://www.tea-happiness.com/2019/01/how-to-grow-tea-pt-1-growing-camellia.html – w tym wpisie autorka bloga dzieli się swoimi wrażeniami oraz poradami dotyczącymi uprawy krzewu Camellia sinensis w domu.

https://www.myjapanesegreentea.com/sen-no-rikyu – w tym wpisie Ricardo, autor bloga, przedstawia biografię Sen No Rikyu, największego reformatora japońskiej ceremonii herbacianej, koncentrując się na tym, jaki wywarł wpływ na kształt tej ceremonii.

https://www.nature.com/articles/d41586-019-00395-4?fbclid=IwAR0pOUu-jbUH4tEuOKga8luQPNmcqq7SOZaJk_o2iaPaTxyehyLfCnXzrHM – to niezwykle obszerny artykuł, który omawia proces udomowienia herbaty oraz wyjaśnia, skąd się wzięły odmiany krzewu herbacianego.

http://www.tea-happiness.com/2019/02/tea-history-adding-milk-to-tea.html – w tym wpisie autorka próbuje wyjaśnić na kilka sposobów, skąd właściwie wziął się zwyczaj picia herbaty z mlekiem.

https://www.nature.com/articles/d41586-019-00398-1?fbclid=IwAR3kqLrizB0_BSPcsnmbwIVNn_MuOti_neuBeH3-CCFZDMLYWPbNW-vd7Vo – z tego artykułu można dowiedzieć się, jaki jest aktualny stan wiedzy na temat wpływu związków chemicznych zawartych w herbacie na organizm człowieka (szczególnie kofeiny, l-teaniny i galusanu epigallokatechiny). W tym artykule szczególnie ciekawa jest wzmianka o tym, że w sumie nie do końca wiadomo, na ile ten wpływ jest zasługą samych związków chemicznych, a nie procesu przyrządzania herbaty czy kontekstu społecznego, w którym pije się herbatę.

https://helloteacup.com/2019/02/07/yixing-zisha-artists-and-different-levels/ – ten wpis przedstawia historię tworzenia czajniczków Yixing oraz uzmysławia, jakie kwalifikacje trzeba mieć oraz jakie warunki spełniać, aby osiągnąć dany poziom wtajemniczenia w sztuce tworzenia czajniczków Yixing.

https://www.sazentea.com/en/blog/lexicon/essential-guide-to-owning-a-matcha-whisk.html – z tego artykułu można dowiedzieć się, na co należy zwracać uwagę przy zakupie bambusowej miotełki do przyrządzania herbaty Matcha o nazwie chasen, jakie są rodzaje chasenów, jak przyrządzać herbatę Matcha za pomocą tej miotełki, jak prawidłowo ją czyścić oraz przechowywać.

https://www.mudandleaves.com/teatime-blog/yixing-teapots-half-vs-fully-handmade – z tego artykułu można dowiedzieć się, jaka jest różnica pomiędzy częściowo ręcznie wytworzonymi a całkowicie ręcznie wytworzonymi czajniczkami Yixing oraz jak rozpoznać, czy dany czajniczek Yixing został częściowo czy całkowicie ręcznie wytworzony.

https://www.myjapanesegreentea.com/wabi-sabi – na pewno zetknęliście się kiedyś z japońskim terminem wabi sabi. Autor wpisu próbuje wyjaśnić, czym jest ten koncept.

https://www.lifeisbetterwithtea.com/world-of-tea/ – ten wpis jest wywiadem z Jane Pettigrew, cenioną specjalistką od herbaty, autorką m.in. książki „World of Tea: discovering producing regions and their teas”. Jane Pettigrew zdradza, jak zaczęła się jej droga herbaciana oraz jak długo zajęło jej szukanie i zbieranie materiałów potrzebnych do napisania tej książki.

https://www.christies.com/features/A-guide-to-Yixing-teapots-9709-1.aspx – ten artykuł jest wywiadem z emerytowanym kuratorem Museum of Asia. Rozmówca ten ujawnia, od kiedy wytwarza się czajniczki Yixing, jakie są trzy podstawowe techniki tworzenia takich naczyń, jakie są rodzaje gliny używanej do tworzenia czajniczków Yixing czy którzy artyści tworzący tego rodzaju naczynia do parzenia herbaty są najbardziej znani.

https://www.sazentea.com/en/blog/lexicon/comparing-japanese-handleless-teapots-shiboridashi-vs-hohin.html – ten wpis zawiera odpowiedzi na trzy główne pytania: Jakie są różnice między shiboridashi i hohinem? Czy lepiej wybrać te naczynia z gliny czy z porcelany? Jak najlepiej dbać o nie?

https://theteacupoflife.com/2019/03/1-mystery-tea-3-tea-reviewers.html – ten wpis jest ciekawą i nietypową formą recenzji herbaty. Trzy różne osoby (w tym dwóch blogerów herbacianych i jedna osoba, która nie pisze recenzji herbat) otrzymały próbkę tej samej herbaty, o której nic nie wiedziały, i przygotowały krótką recenzję tej herbaty według tego samego schematu. Jakie miały wrażenia z degustacji tej herbaty oraz czy ich wrażenia/wnioski z degustacji pokrywały się? O tym wszystkim można przeczytać w tym wpisie.

https://www.teaformeplease.com/how-to-make-matcha-taste-better/ – w tym wpisie autorka bloga podaje kilka sposobów na to, jak można poprawić smak herbaty Matcha.

https://www.teaformeplease.com/the-difference-between-bitterness-and-astringency/ – z tego wpisu można dowiedzieć się, jaka jest różnica między dwoma doznaniami dostarczanymi przez napar w herbacie: goryczką i uczuciem ściągania oraz jak je odróżnić od siebie.

https://itsmorethantea.wordpress.com/2019/04/03/tea-in-south-korea-had-a-circuitous-history/ – ten wpis jest krótką i zwięzłą prezentacją zawiłej historii herbaty w Korei Południowej.

https://eustaciatan.com/2019/04/high-mountain-oolong-the-difference-between-%E9%AB%98%E5%B1%B1-gaoshan-and-%E9%AB%98%E5%86%B7-gaoleng.html – czy wiedzieliście, że tajwańskie oolongi wysokogórskie można podzielić na dwa rodzaje: gaoshan cha oraz gaoleng cha? Niezależnie od odpowiedzi na to pytanie warto dowiedzieć się więcej na ten temat w tym artykule.

https://theteacupoflife.com/2019/04/high-tea-afternoon-tea-difference.html – ten wpis wyjaśnia różnice pomiędzy high tea a afternoon tea i przedstawia podstawowe rodzaje afternoon tea.

http://www.tea-happiness.com/2019/04/how-to-grow-tea-pt-2-from-inside-to.html – w tym wpisie, będącym kolejną częścią wspomnianego wyżej wpisu o uprawie krzewu Camellia sinensis w domu, autorka dzieli się swoimi poradami i wrażeniami z przesadzania sadzonek oraz przeniesienia ich z domu na dwór.

https://eustaciatan.com/2019/04/tea-101-what-is-tie-guanyin.html – z tego wpisu można dowiedzieć się, czym właściwie jest Tie Guan Yin i jak rozpoznać prawdziwą herbatę tego typu.

http://theteamaestro.blogspot.com/2019/04/tea-scandal-in-scotland.html – w tym wpisie autor porusza temat skandalu związanego ze szkocką plantacją herbaty Wee Tea Company.

https://www.notesontea.com/2019/04/zero-waste-tea-lifestyle.html – w tym wpisie autorka bloga przedstawia kilka sposobów na to, aby być w zgodzie z ideą zero/less waste w odniesieniu do herbaty.

http://www.tea-happiness.com/2019/05/how-to-use-aroma-cup-set.html – ten wpis jest poradnikiem, jak delektować się aromatem naparu za pomocą specjalnej czarki przeznaczonej do tego celu zwanej niucharem.

https://eustaciatan.com/2019/05/my-first-duck-shit-oolong-what-is-dancong.html – ten wpis zawiera krótki wstęp do herbat Dancong oraz recenzję słynnej herbaty Dancong o nazwie Duck Shit Oolong (zwanej również oolongiem „Kacza Kupa”).

https://www.teaformeplease.com/transparency-in-tea/ – w tym wpisie autorka bloga sugeruje, aby na opakowaniu każdej herbaty zamieszczano pięć najważniejszych informacji o herbacie: jej pochodzeniu, wykorzystanym kultywarze krzewu herbacianego, dacie zbiorów listków oraz ich metodzie obróbki. Myślę, że to byłby fantastyczny pomysł.

Ciekawe anglojęzyczne blogi o herbacie – cz. 3

Od momentu, gdy opublikowałam część drugą dzisiejszego wpisu (http://mycupofgreentea.pl/2018/10/17/ciekawe-anglojezyczne-blogi-o-herbacie-cz-2/), trochę się zmieniło – poznałam kilka kolejnych anglojęzycznych blogów o herbacie, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Oto lista wraz z krótkim opisem danego bloga (kolejność jest przypadkowa):

1. Stephcupoftea (http://stephcupoftea.blogspot.com/) – autorka tego bloga zamieszcza rozmaite wpisy związane z herbatą, np. relacje z pobytu w herbaciarniach czy z wydarzeń związanych z herbatą, wpisy informacyjne o herbacie (np. o historii herbaty w Europie: http://stephcupoftea.blogspot.com/2018/04/tracing-early-route-of-tea-into-europe.html), recenzje herbat czy nawet haiku o herbacie;

2. Hello Tea Cup (https://helloteacup.com/) – na tym blogu można przeczytać przede wszystkim wpisy informacyjne o herbacie czy ceramice herbacianej. Moim zdaniem szczególnie ciekawy jest wpis o poziomach wtajemniczenia w wytwarzanie czajniczków z Yixing (https://helloteacup.com/2019/02/07/yixing-zisha-artists-and-different-levels/);

3. Life Is Better With Tea (https://www.lifeisbetterwithtea.com/) – autorka tego bloga zamieszcza głównie przepisy na napoje i słodkości na bazie herbaty oraz porady dotyczące przyrządzania herbaty;

4. It is more than tea (https://itsmorethantea.wordpress.com/) – autorka tego bloga zamieszcza m.in. porady dotyczące herbaty (szczególnie jej przyrządzania) czy wpisy informacyjne o herbacie, np. o historii herbaty w Korei (https://itsmorethantea.wordpress.com/2019/04/03/tea-in-south-korea-had-a-circuitous-history/);

5. Sazen Tea (https://www.sazentea.com/en/blog) – to blog prowadzony przez japoński internetowy sklep z herbatą o nazwie Sazen Tea. Można na nim przeczytać najróżniejsze porady dotyczące herbat (np. jak zaparzyć Gyokuro), jak również ceramiki herbacianej czy ogólnie akcesoriów herbacianych, np. jak dbać o miotełkę bambusową do przyrządzania herbaty Matcha zwaną chasenem. Moim zdaniem na szczególną uwagę zasługuje wpis o dobieraniu czajniczków i czarek do poszczególnych japońskich herbat (https://www.sazentea.com/en/blog/lexicon/essential-guide-to-choosing-the-perfect-japanese-tea-set.html);

6. Mud and Leaves (https://www.mudandleaves.com/teatime-blog) – to blog prowadzony przez chiński internetowy sklep z herbatą o nazwie Mud and Leaves. Na tym blogu zamieszczane są głównie wpisy informacyjne o chińskiej ceramice herbacianej. Polecam zwrócić uwagę na wpis o tym, jak można rozpoznać autentyczny czajniczek z Yixing (https://www.mudandleaves.com/teatime-blog/4-signs-of-a-real-yixing-teapot);

7. Tea Cachai (https://www.teacachai.com/) – na tym blogu można znaleźć przede wszystkim rozmaite przepisy na desery i słodkości na bazie herbaty (głównie herbaty Matcha);

8. Tea Chronicles (https://www.tea-chronicles.com) – na tym blogu pojawiają się rozmaite wpisy o herbacie, np. recenzje książek, relacje z pobytu na plantacjach herbaty, recenzje herbat czy wywiady z ludźmi związanymi z herbatą. Polecam szczególnie trzy wpisy z tej ostatniej kategorii: wywiad z Sarą Stender, założycielką firmy 3 Mountains zajmującej się dystrybucją herbat z Rwandy na zagraniczne rynki (https://www.tea-chronicles.com/tea-interview-sara-stender-rwandan-tea/), wywiad z Geoffem Hopkinsem, założycielem wietnamskiego sklepu z herbatą o nazwie Hatvala (https://www.tea-chronicles.com/tea-interview-geoff-hopkins-vietnamese-tea-shop-hatvala/) oraz wywiad z Anne Adams, przedstawicielką holenderskiej firmy specjalizującej się w dostarczaniu sadzonek krzewu Camellia sinensis do uprawy herbaty w domu (https://www.tea-chronicles.com/tea-by-me-anne-adams/);

9. Tea Epicure (https://teaepicure.com/blog/) – to blog prowadzony przez Tony’ego Gebely, autora książki „Tea: A User’s Guide” (zrecenzowanej przeze mnie tutaj: http://mycupofgreentea.pl/tag/tea-a-users-guide-tonyego-gebely/). Przeważająca większość treści opublikowanych na blogu pokrywa się z treściami wspomnianej pozycji, ale mimo to dobrze mieć je zebrane w jednym miejscu na stronie internetowej (zwłaszcza, że są uzupełnione fotografiami kolorowymi, a nie czarno-białymi ;));

10. Japanese Tea Sommelier (https://japaneseteasommelier.wordpress.com/) – to blog prowadzony przez Florenta Weugue, francuskiego nauczyciela i znawcę japońskiej herbaty, właściciela internetowego sklepu z herbatą o nazwie Thés du Japon. Na swoim blogu zamieszcza najróżniejsze wpisy związane z japońską herbatą, np. o konkretnych herbatach czy kultywarach krzewu herbacianego, historii herbaty w danym rejonie Japonii czy recenzje japońskich herbat (również tych rzadszych i trudniej dostępnych). Polecam szczególnie cały cykl wpisów o regionalnych wersjach herbaty Bancha (https://japaneseteasommelier.wordpress.com/2018/03/19/regional-banchas-as-ethnographic-documents/), tj. o herbatach:

a) Goishicha (https://japaneseteasommelier.wordpress.com/2018/03/26/the-goichi-cha-from-shikoku/),

b) Batabatacha (https://japaneseteasommelier.wordpress.com/2018/04/02/batabata-cha-from-toyama/),

c) Iri-bancha zwanej też Kyo-bancha (https://japaneseteasommelier.wordpress.com/2018/04/06/iri-bancha-kyo-bancha/) oraz

d) Mimasaka Bancha (https://japaneseteasommelier.wordpress.com/2018/04/12/mimasaka-bancha/);

11. A Tea Addict’s Journal (http://www.marshaln.com/) – autor bloga zamieszcza głównie relacje z wydarzeń związanych z herbatą oraz relacje z pobytu na plantacjach herbaty, jak również dzieli się ogólnymi obserwacjami i przemyśleniami dotyczącymi herbaty. Uważam, że najciekawsze są szczególnie dwa wpisy: relacja z pobytu w jednym z pięciu oddziałów tajwańskiego ośrodka badań nad herbatą o nazwie Tea Research and Extension Station (http://www.marshaln.com/2018/05/tea-geek-paradise/) oraz relacja z pobytu w znanym z herbat skalnych chińskim rejonie Wuyishan (http://www.marshaln.com/2019/04/wuyishan/).

Różne odsłony herbaty cz. 51 – Kim Tuyen Black Tea, czyli intrygująca czarna herbata z Wietnamu

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam wietnamską czarną herbatę o nazwie Kim Tuyen Black Tea, która została kupiona w sklepie eherbata. Po tym, jak jakiś czas temu spróbowałam dwóch wietnamskich herbat: białej o nazwie Suoi Giang Wild White Tea oraz zielonej o nazwie Suoi Giang Wild Green Tea (http://mycupofgreentea.pl/2016/04/07/rozne-odslony-herbaty-cz-27-suoi-giang-wild-green-tea-oraz-suoi-giang-wild-white-tea-czyli-dwie-wietnamskie-herbaty-z-prowincji-yen-bai/), wiedziałam, że muszę sięgnąć po więcej herbat z Wietnamu. Dlatego też, gdy dowiedziałam się, że w ofercie jednego ze sklepów pojawiła się wietnamska czarna herbata, nie mogłam nie skorzystać z okazji, żeby zaopatrzyć się w nią 🙂

Kim Tuyen Black Tea to czarna herbata, która pochodzi z prowincji Lai Châu położonej na północy Wietnamu, w Regionie Delty Rzeki Czerwonej, a konkretniej z dystryktu Tam Dương. Ten rejon znajduje się niedaleko granicy z chińską prowincją Yunnan, u podnóża szczytu Fansipan (Phan Xi Păng), najwyższego szczytu Wietnamu, a zarazem całych Indochin, znajdującego się w paśmie górskim Hoàng Liên Sơn.

Kim Tuyen Black Tea jest wytwarzana z tajwańskiego kultywaru krzewu herbacianego o nazwie Jin Xuan, który jest wykorzystywany najczęściej do produkcji oolongów (Kim Tuyen to wietnamski zapis tej nazwy). Nie wiem dokładnie, jak wygląda proces wytwarzania tej herbaty, ale podejrzewam, że zebrane listki przechodzą przez etapy produkcji typowe dla czarnej herbaty, czyli więdnięcie, zwijanie, oksydacja i suszenie. Wiem, że moja herbata pochodzi ze zbiorów, które miały miejsce jesienią 2018 r.

Ostatecznie herbata ma postać niewielkich pozwijanych listków w ciemnobrązowym kolorze, z jasnobrązowymi akcentami, które mają nieregularny kształt. Prezentuje się tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Kim Tuyen Black Tea ma słodkawy miodowo-owocowy aromat i brązowawo-złotawy kolor. Wygląda następująco:

Co do smaku naparu, to najlepiej określa go wyrażenie „słodycz miodu i owoców tropikalnych”. To była pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy po spróbowaniu naparu :). W naparze wyczuwalne są też delikatne nuty kakao. Smak herbaty może się kojarzyć nieco ze smakiem tajwańskich oolongów (szczególnie tych o miodowym aromacie i smaku), ale jednocześnie ma w sobie też coś z czarnych herbat pochodzących z chińskiej prowincji Yunnan.

Co do sposobu przyrządzania Kim Tuyen Black Tea, to wydaje mi się, że najlepiej jest zalać listki wodą tuż po zagotowaniu i parzyć je przez minutę. Przy kolejnym parzeniu dobrze jest wydłużyć czas parzenia nawet do 3-4 minut. Co ciekawe, smak naparu z drugiego parzenia zmienia się całkowicie – nuty kakao zaczynają dominować, a akcenty miodowo-owocowe chowają się w tle. Kim Tuyen Black Tea to zdecydowanie herbata, która nadaje się do dwukrotnego parzenia.

Na koniec na zdjęciu poniżej zaprezentuję Wam, jak wyglądały listki po drugim parzeniu.

Podsumowując, Kim Tuyen Black Tea to kolejna warta uwagi herbata z Wietnamu. Ta czarna herbata daje napar o miodowo-owocowym aromacie i miodowo-owocowym smaku, w którym można też wyczuć akcenty kakao. Polecam ją szczególnie miłośnikom oolongów oraz niebanalnych czarnych herbat. Ja osobiście bardzo ją lubię, chętnie do niej wracam.

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://eherbata.pl/wietnamska-kim-tuyen-2018-2035.html

https://specialtyteaalliance.org/world-of-tea/vietnamese-tea-origin/

https://teamtea.co.uk/products/kim-tuyen-rainforest-black-vietnam?variant=14055770325036

https://steepster.com/teas/harney-and-sons/84624-kim-tuyen-black#tasting-notes

https://pl.wikipedia.org/wiki/Prowincja_Lai_Ch%C3%A2u

https://en.wikipedia.org/wiki/Tam_D%C6%B0%C6%A1ng_District

https://pl.wikipedia.org/wiki/Ho%C3%A0ng_Li%C3%AAn_S%C6%A1n

Różne odsłony herbaty cz. 50 – Yuchi Wild Black Tea oraz Ruby Black Tea, czyli dwie czarne herbaty z tego samego rejonu Tajwanu

Dzisiejszy wpis z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” będzie nieco inny niż zwykle, ponieważ przedstawię w nim dwie czarne herbaty pochodzące z tego samego rejonu Tajwanu, które zostały kupione w dwóch różnych sklepach: Yuchi Wild Black Tea z TheTea oraz Ruby Black Tea aka Hong Yu ‘Rubinowa’ z eherbata.

Yuchi Wild Black Tea

Yuchi Wild Black Tea to czarna herbata (według chińskiej nomenklatury: czerwona herbata), która pochodzi z gminy wiejskiej Yuchi w powiecie Nantou położonym w środkowej części Tajwanu. Na tym obszarze znajduje się słynne jezioro Sun Moon Lake (chińska nazwa: Ri Yue Tan), które jest największym zbiornikiem wodnym na Tajwanie. Jezioro to wraz z okolicznymi rejonami wchodzi w skład parku narodowego o nazwie Sun Moon Lake National Scenic Area.

Yuchi Wild Black Tea powstaje ze zdziczałych krzewów herbacianych pochodzących z indyjskiego rejonu Assam, które zostały zaadaptowane na terenie Tajwanu w latach 1980-1990. Niestety nie udało mi się ustalić, jak wygląda proces wytwarzania tej herbaty, ale podejrzewam, że zebrane listki przechodzą przez etapy produkcji typowe dla czarnej herbaty, czyli więdnięcie, zwijanie, oksydacja i suszenie. Wiem z całą pewnością, że herbata pochodzi ze zbioru, który miał miejsce w 2018 r.

Ostatecznie herbata ma postać dość długich pozwijanych listków w ciemnobrązowym kolorze, z jasnobrązowymi przebłyskami. Wygląda tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Yuchi Wild Black Tea ma pomarańczowawo-brązowawy kolor i słodkawy owocowo-miodowy aromat. Wygląda następująco:

Smak naparu jest ciekawym połączeniem delikatnej słodyczy i lekkiej kwaskowatości – można w nim wyczuć słodkawe akcenty ciemnego cukru i nuty biszkoptowe oraz lekko kwaskowate nuty, które bardzo kojarzą mi się ze smakiem wiśni gotowanych na kompot.

Co do sposobu przyrządzania Yuchi Wild Black Tea, to mam wrażenie, że jest to herbata, której zdecydowanie służy zaparzanie metodą gongfu cha. Myślę, że najlepiej jest zalać listki wodą tuż po zagotowaniu i zacząć parzenie od 10 sekund, a potem stopniowo wydłużać czas parzenia o 5-10 sekund. Jest to niezwykle wydajna herbata – przyrządzając ją metodą gongfu cha, te same listki można wykorzystać nawet ośmiokrotnie. Zaskakujące jest to, że z każdym kolejnym parzeniem smak naparu pozostaje właściwie bardzo zbliżony do smaku naparu z pierwszego parzenia. Co ciekawe, gdy raz zdarzyło mi się przeparzyć tę herbatę, to w powstałym naparze wyczułam intensywne nuty kwiatowe, które były totalnym zaskoczeniem.

Na koniec na zdjęciu poniżej pokażę Wam, jak wyglądały listki po szóstym parzeniu. Przyjemnie się ogląda takie listki w całości 🙂

Ruby Black Tea

Ruby Black Tea (zwana również Red Jade lub Formosa Black Tea) to chyba najsłynniejsza czarna herbata z Tajwanu, która podobnie jak Yuchi Wild Black Tea pochodzi z okolic jeziora Sun Moon Lake w gminie wiejskiej Yuchi w powiecie Nantou. Herbata ta powstaje ze specjalnego kultywaru krzewu herbacianego o nazwie Ruby #18. Kultywar ten został oficjalnie oddany do użytku w 1999 r. przez tajwański ośrodek o nazwie Tea Research Institute (obecnie Tea Research and Extension Station (TRES)) po ponad 50 latach pracy. Powstał on poprzez skrzyżowanie birmańskiego krzewu herbacianego Camellia sinensis odmiana assamica z tajwańskim dziko rosnącym krzewem herbacianym odmiana Camellia formonensis. W 2003 r. w drodze głosowania nadano mu nazwę „Ruby”, czyli właśnie „Rubinowa”, aby podkreślić wyjątkowość i unikatowy charakter tej herbaty (rubin to jeden z najbardziej poszukiwanych kamieni szlachetnych w Chinach i na Tajwanie). Obecnie kultywar ten wykorzystuje się do produkcji wysokiej jakości czarnej herbaty o bardzo charakterystycznym smaku i zapachu. Wytwarzaniem Ruby Black Tea zajmują się małe rodzinne ogrody, które produkują ją w niewielkich ilościach.

Podobnie jak w przypadku Yuchi Wild Black Tea i tym razem nie udało mi się ustalić, jak dokładniej wygląda proces wytwarzania Ruby Black Tea, ale podejrzewam, że zebrane listki przechodzą przez etapy produkcji typowe dla czarnej herbaty, czyli więdnięcie, zwijanie, oksydacja i suszenie. Wiem z całą pewnością, że herbata pochodzi ze zbioru, który miał miejsce w czerwcu 2018 r.

Ostatecznie herbata ma postać niedużych pozwijanych listków w ciemnobrązowym kolorze. Wygląda tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Ruby Black Tea ma bordowo-brązowy kolor i intensywny mentolowy aromat. Wygląda on następująco:

Ten bordowy kolor staje się bardziej intensywny przy kolejnym parzeniu.

W smaku napar przypomina nieco smak naparu z czarnych herbat z Assamu – jest mocny i pełny, delikatnie słodowy, ale ma też swój unikatowy charakter. Można w nim wyczuć akcenty przypraw korzennych (szczególnie cynamonu) oraz suszonych śliwek i wiśni. Napar pozostawia dość silne uczucia ściągania (szczególnie ten z pierwszego parzenia) oraz niezwykle intensywny mentolowy posmak. Któregoś razu zdarzyło się, że ten charakterystyczny mentolowy posmak czułam w ustach przez około 15 minut po wypiciu herbaty, co jest absolutnym rekordem czasowym. Ogólnie rzecz biorąc, jest to herbata, która daje napar o tak specyficznym smaku i aromacie, że ciężko jest pomylić ją z jakąkolwiek inną herbatą.

Co do sposobu przyrządzania Ruby Black Tea, to mam wrażenie, że w odróżnieniu od Yuchi Wild Black Tea jest to herbata, której służy parzenie metodą zachodnią. Myślę, że przy pierwszym parzeniu najlepiej jest zalać listki wodą tuż po zagotowaniu i zaparzyć przez minutę, a przy kolejnym parzeniu – wydłużyć czas parzenia do ok. 3 minut. Ruby Black Tea to herbata, która nadaje się do dwukrotnego parzenia.

Na koniec na zdjęciu poniżej pokażę Wam, jak wyglądały listki po drugim parzeniu. Od razu widać, że listki tej herbaty są znacznie większe niż listki Yuchi Wild Black Tea.

Podsumowując, Yuchi Wild Black Tea oraz Ruby Black Tea to dwie tajwańskie czarne herbaty, które pochodzą z tego samego rejonu jeziora Sun Moon Lake w gminie wiejskiej Yuchi w powiecie Nantou, ale to właściwie jedyne, co je łączy, bo dostarczają zupełnie innych doznań smakowych i zapachowych. Yuchi Wild Black Tea daje napar o słodkawym zapachu i słodkawo-kwaskowatym smaku, w którym można wyczuć akcenty ciemnego cukru i gotowanych wiśni. Z kolei Ruby Black Tea daje napar o mentolowym aromacie, mocnym smaku, w którym można wyczuć nuty cynamonu oraz suszonych śliwek i wiśni, jak również intensywnym mentolowym posmaku. Szczerze mówiąc, bardziej smakuje mi ta pierwsza, ale uważam, że zdecydowanie warto spróbować obydwu.

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://thetea.pl/produkt/2018-yuchi-wild-black-tea/

https://www.curioustea.com/tea/black-tea/yuchi-wild-shan-cha/

https://en.wikipedia.org/wiki/Sun_Moon_Lake

https://eherbata.pl/hong-yu-2018-rubinowa-1744.html

https://www.teaguardian.com/quality-varieties/tea-varieties/red-jade-the-fragrance-of-taiwan/

https://www.nickkembel.com/experiences/ruby-red-18.html

https://www.totemtea.com/products/ruby-18-taiwanese-black

http://hojotea.com/item_e/b05e.htm

https://www.zentealife.com/blogs/tea-blog/ruby-black-tea-from-taiwan

https://eco-cha.com/collections/taiwan-black-tea/products/red-jade-black-tea

Różne odsłony herbaty cz. 49 – Guguli Black Tea, czyli kolejna warta uwagi gruzińska czarna herbata

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam kolejną gruzińską czarną herbatę. Biorąc pod uwagę moje jak najbardziej pozytywne doświadczenia z degustacji dwóch innych gruzińskich czarnych herbat, tj. Ramiz Black Tea i Leila Black Tea (http://mycupofgreentea.pl/2016/09/04/rozne-odslony-herbaty-cz-31-ramiz-black-tea-i-leila-black-tea-czyli-dwie-nietuzinkowe-gruzinskie-czarne-herbaty/), gdy tylko dowiedziałam się, że w ofercie sklepu eherbata pojawiła się nowa i nieznana mi wcześniej czarna herbata z tego samego rejonu Gruzji, nie mogłam nie skorzystać z okazji, aby zaopatrzyć się w nią i spróbować jej :).

Guguli Black Tea to czarna herbata pochodząca ze wsi Chakvi w rejonie Adżaria na północnym-zachodzie Gruzji, znajdującym się nad Morzem Czarnym (czyli z tego samego rejonu, co recenzowane już Ramiz Black Tea i Leila Black Tea). Jest ona w całości wytwarzana przez pana Guguli, który zbiera listki z dziko rosnących krzewów herbacianych. Moja herbata pochodzi ze zbioru, który miał miejsce w sierpniu 2018 r.

Zebrane listki przechodzą przez takie procesy produkcji, jak: więdnięcie (trwające od 12 do 14 godzin), ręczne zwijanie (trwające ok. 40 minut), oksydacja (poprzez pozostawienie pod przykryciem na całą noc) oraz suszenie (trwające od 1 do 3 dni, w zależności od warunków pogodowych). Ostatecznie herbata ma postać dość dużych listków o nieregularnym kształcie w ciemnobrązowym kolorze, z jasnobrązowymi przebłyskami. Prezentuje się ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Guguli Black Tea ma słodkawo-owocowy aromat, który kojarzy się z zapachem konfitury oraz słodkiego ciasta. Wygląda następująco:

W smaku napar jest również słodkawo-owocowy, ale jednocześnie lekko kwaskowaty, a przy tym praktycznie pozbawiony goryczki. Kojarzy mi się on ze smakiem owoców typu jagody i borówki, które bardzo lubię 🙂 Od drugiego parzenia herbata zaskakująco zmienia swoje oblicze – o dziwo znienacka pojawiają się akcenty ziołowe. Niemniej jednak te słodkawo-kwaskowate nuty wciąż są wyczuwalne.

Co do sposobu przyrządzania Guguli Black Tea, to myślę, że najlepiej jest zalać ją wodą tuż po zagotowaniu i parzyć przez 1 minutę. Co prawda na stronie sklepu zaleca się parzyć tę herbatę przez 4-5 minut, ale mam wrażenie, że krótszy czas parzenia bardziej służy tej herbacie – dzięki niemu napar dostarcza bardziej różnorodne doznania, chociaż na pewno jest słabszy w mocy niż ten przygotowany zgodnie z zaleceniami. W przypadku zastosowania krótszego czasu parzenia te same listki można wykorzystać nawet pięciokrotnie (za każdym razem wydłużając czas parzenia o ok. 1 minutę), podobnie jak to było w przypadku Ramiz Black Tea i Leila Black Tea.

Warto wiedzieć, że listki tej herbaty są naprawdę ogromne, co jest raczej niespotykane w przypadku czarnych herbat, nawet tych ręcznie wytwarzanych. Bez dużego naczynia do parzenia po prostu się nie obejdzie 🙂 Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, jak wyglądały po trzecim parzeniu:

Podsumowując, Guguli Black Tea to kolejna warta uwagi czarna gruzińska herbata, która daje napar o słodko-owocowym aromacie i nietypowym słodkawo-kwaskowatym smaku, wywołującym skojarzenia ze smakiem owoców typu jagody czy borówki. Jeżeli jesteście miłośnikami czarnych herbat i nie przeszkadza Wam owocowa kwaskowatość w smaku naparu, to polecam spróbować tej herbaty. A jeżeli znacie już Ramiz Black Tea i Leila Black Tea, to tym bardziej nie wahajcie się sięgnąć po tę herbatę, bo Guguli Black Tea ma wiele wspólnego z tymi herbatami, szczególnie z Ramiz Black Tea.

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://eherbata.pl/gruzinska-guguli-2018-1852.html

https://steepster.com/teas/what-cha/72675-georgia-wild-guguli-hand-made-black-tea

Różne odsłony herbaty cz. 48 – Mr. Su Wild Garden Dong Ding Oolong, czyli obłędnie pyszny tajwański oolong o średnim stopniu oksydacji

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam pewną herbatę z Tajwanu, a konkretniej Mr. Su Wild Garden Dong Ding Oolonga. Herbata ta była jedną z trzech herbat, które składały się na grudniową subskrypcję herbacianą ze sklepu TheTea.

Dong Ding Oolong (znany również jako Tung Ting Oolong) to jeden z najbardziej znanych i rozpoznawalnych tajwańskich oolongów, charakteryzujących się średnim stopniem oksydacji (ok. 25-30%) i najczęściej średnim stopniem prażenia. Herbata ta pochodzi z rejonu góry Dong Ding, która znajduje się w powiecie Nantou położonym w środkowej części Tajwanu. Określenie „Dong Ding” oznacza „mroźny” lub „zmrożony szczyt” i wbrew pozorom nie jest żadnym odniesieniem do panujących w tym miejscu warunków pogodowych. Wyrażenie „mrozić stopy” oznacza „chodzić na palcach” i nawiązuje do sposobu przemieszczania się po tych górskich terenach przez mieszkańców tych okolic. Uznaje się, że to właśnie na górze Dong Ding mniej więcej w 1860 r. zasadzono pierwsze krzewy herbaciane pochodzące z chińskiego rejonu gór Wu Yi, więc to Dong Ding Oolong jest przodkiem tajwańskich oolongów.

Herbata ta składa się przeważnie z pierwszych trzech listków krzewu herbacianego (najczęściej kultywaru o nazwie Qing Xin), czasem również z pączka herbacianego. Zebrane listki z krzewów herbacianych położonych na wysokości ok. 700-1200 m n.p.m. przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie, wielokrotne prażenie oraz zwijanie. To właśnie w obróbce tej herbaty tkwi sekret jej dobrej jakości – wymaga ona dużej wiedzy i sporego doświadczenia.

Mr. Su Wild Garden Dong Ding Oolong pochodzi z trzech niewielkich ogrodów herbacianych położonych w okolicy wioski Yonglong, która znajduje się na wysokości ok. 700 m n.p.m. w gminie wiejskiej Lugu w powiecie Nantou. W tym miejscu krzewy herbaciane rosną dziko od wielu lat. Nigdy nie stosowano tu żadnych sztucznych środków ochrony roślin. Listki z tych krzewów pochodzące ze zbiorów w maju 2018 r. zostały przetworzone przez Pana Su, który specjalizuje się w produkcji Dong Ding Oolonga. Z kolei proces prażenia został przeprowadzony przez jego żonę, Panią Su. Pierwsze prażenie zostało przeprowadzone w elektrycznym piecu, ale drugie było ręczne, nad węglem. Ostatecznie herbata ma postać nieregularnych kuleczek w zielonkawo-brązowawym kolorze. Wygląda ona następująco:

Napar z Mr. Su Wild Garden Dong Ding Oolonga ma pomarańczowy kolor i zapach przypominający zapach pieczonych i gotowanych warzyw. Prezentuje się tak, jak na zdjęciu poniżej:

Po wypiciu łyka naparu w smaku można wyczuć najpierw nuty pieczonych i gotowanych warzyw, przede wszystkim liściastych, a następnie słodkawe nuty warzywne, kojarzące się nieco z gotowaną kukurydzą. Na koniec napar pozostawia przyjemny słodkawy posmak, który długo pozostaje w ustach (ma on nawet specjalną chińską nazwę „hui gan”). Co ciekawe, napar z pierwszego i drugiego parzenia jest praktycznie całkowicie pozbawiony goryczki (i dlatego też najbardziej mi smakuje). Ogólnie rzecz biorąc, lubię herbaty o zapachu i smaku z silnymi nutami prażonymi, ale mam wrażenie, że w każdej z nich prędzej czy później wyczuwam niezbyt przyjemną goryczkę, która z każdym kolejnym parzeniem staje się coraz bardziej intensywna. Z kolei w naparze z Mr. Su Wild Garden Dong Ding Oolonga z kolejnych parzeń co prawda ta charakterystyczna goryczka też się pojawia, ale mam wrażenie, że jest naprawdę minimalna, co sprawia, że picie tej herbaty to prawdziwa rozkosz dla podniebienia 🙂

Co do sposobu przyrządzania tej herbaty, to zdecydowanie najlepiej parzyć ją metodą gongfu cha w następujący sposób: zalewać listki wodą o temperaturze ok. 95 stopni Celsjusza (tuż po zagotowaniu) i parzyć krótko, zaczynając od 10 sekund, a następnie wydłużając każdy kolejny czas parzenia o ok. 5-10 sekund. Mr. Su Wild Garden Dong Ding Oolong jest niesamowicie wydajny – te same listki można wykorzystać nawet siedmiokrotnie.

Podobnie jak każdego tajwańskiego oolonga w formie kuleczek również i tę herbatę najlepiej przyrządzać w większym naczyniu – już po pierwszym parzeniu listki zaczynają nieco rozwijać się, ukazując swoje prawdziwe mocno pozwijane oblicze. Na poniższym zdjęciu można zobaczyć, jak wyglądają po siódmym parzeniu:

Podsumowując, Mr. Su Wild Garden Dong Ding Oolong to wyjątkowy tajwański oolong o średnim stopniu oksydacji, dający napar, który dostarcza niezapomnianych doznań smakowo-zapachowych: można w nim znaleźć zarówno wyraźne nuty warzywne, kojarzące się z gotowanymi i pieczonymi warzywami, jak również minimalną goryczkę, która ustępuje miejsca intensywnym warzywno-słodkim nutom i słodkiemu posmakowi. Szczerze mówiąc, jest to jeden z najsmaczniejszych tajwańskich oolongów, jakie piłam do tej pory. Szkoda tylko, że nie jest dostępny w regularnej ofercie (co prawda obecnie w ofercie sklepu można znaleźć Dong Ding Oolonga autorstwa Pana Su, ale po nazwie i opisie można wywnioskować, że to nie te same herbaty). Jednak biorąc pod uwagę fakt, że herbata ta wytwarzana jest w niewielkich ilościach, zupełnie mnie to nie dziwi. Przy okazji Mr. Su Wild Garden Dong Ding Oolong to doskonały przykład na to, że w subskrypcjach herbacianych można trafić na prawdziwe herbaciane perełki 🙂

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z opisu herbaty udostępnionego w grudniowej subskrypcji herbacianej z TheTea oraz następujących źródeł internetowych:

http://www.teaspring.com/Dong-Ding-Oolong.asp

https://eherbata.pl/dong-ding-oolong-2018-129.html

https://en.wikipedia.org/wiki/Dong_Ding_tea

https://taiwanleaftea.com/oolong-tea/dong-ding-oolong-tea

http://www.viconyteas.com/directory/tea-encyclopedia/dong-ding-oolong.html

http://morzeherbaty.pl/2010/07/dongding-wulong/

Zestawienie linków do najciekawszych artykułów z blogów i portali o herbacie z 2018 r.

W ramach podsumowania kończącego się właśnie roku 2018 zaprezentuję Wam subiektywne zestawienie linków do najbardziej interesujących wpisów na blogach i portalach polsko- i anglojęzycznych. Podzielę je na dwie części: polsko- i anglojęzyczną, a przy każdej pozycji zestawienia zamieszczę krótkie wyjaśnienie, dlaczego uważam dany wpis za szczególnie interesujący. Oto wspomniane zestawienie:

Linki do wpisów na polskojęzycznych blogach o herbacie:

http://cha-herbata.blogspot.com/2018/01/kangryong-green-tea-herbata-koreanska.html – ten wpis jest recenzją Kangryong Green Tea, czyli zielonej herbaty z Korei Północnej. Herbaty z Korei Północnej to prawdziwy unikat – są one praktycznie niedostępne poza terytorium tego kraju. Z tego właśnie względu wrażenia z degustacji tej herbaty zawarte w recenzji Roberta czyta się ze szczególnym zainteresowaniem.
http://www.joannabozek.pl/2018/03/jak-pije-sie-herbate-w-wietnamie.html – mogłoby się wydawać, że w Wietnamie, czyli w kraju, w którym wytwarza się herbatę i to całkiem niezłą, ludzie piją tamtejszą herbatę liściastą, bo w końcu mają do niej łatwy i nieograniczony dostęp. Jednak, jak wynika z tego wpisu, nie zawsze tak jest. Niektórzy tubylcy sięgają po sprowadzaną z zagranicy herbatę w torebkach marki Lipton i nawet częstują nią gości. Wyjaśnienie tego zaskakującego stanu rzeczy można znaleźć w tym wpisie Joanny.
https://eherbata.pl/O_fermentacji_herbaty_lub_o_jej_braku.html – co chodzi z tą całą fermentacją i oksydacją w herbacie? Która herbata jest prawdziwie fermentowana? Odpowiedzi na te pytania można znaleźć w rewelacyjnym wpisie Konrada.
http://piewcyteiny.pl/herbata-w-podrozy/ – w tym wpisie Ania prezentuje różne ciekawe i niebanalne pomysły na przyrządzenie herbaty, gdy jesteśmy poza domem.
https://herbacianynotes.wordpress.com/2018/08/06/zbior-i-obrobka-herbaty-w-shirakawa-town-czyli-jak-odkrylam-w-sobie-zylke-farmerska/ – Jola dzieli się swoimi wrażeniami z pobytu na plantacji herbaty w miasteczku Shirakawa w japońskiej prefekturze Gifu, z uwzględnieniem prezentacji poszczególnych etapów wytwarzania herbaty. W tym wpisie uderza szczególnie pracochłonność całego procesu produkcji herbaty.
https://herbacianynotes.wordpress.com/2018/08/30/temomi-cha/ – w kolejnym wpisie Jola prezentuje swoje wrażenia z udziału w procesie produkcji herbaty powstałej w wyniku ręcznego ugniatania, czyli tzw. temomi cha. Również i w tym przypadku wysiłek włożony w ten proces robi wrażenie.
https://madameedith.com/podroze/pierwsza-w-europie-plantacja-herbaty-na-monte-verita/ – ten wpis jest wyjątkiem w tym zestawieniu, ponieważ nie pochodzi z typowego bloga o herbacie, a z bloga kulinarno-lifestylowego. Niemniej jednak tematyka wpisu jest jak najbardziej herbaciana – to relacja z pobytu na jednej z kilku europejskich plantacji herbaty, a konkretniej na szwajcarskiej plantacji herbaty na Monte Verità.
http://piewcyteiny.pl/gdzie-kupowac-herbate-sypana/ – ten wpis zawiera listę polecanych miejsc, w których można zaopatrzyć się w herbatę. Podoba mi się w nim szczególnie to, że uwzględnia zagraniczne internetowe sklepy z herbatą.
http://morzeherbaty.pl/2018/09/won-wonczy-na-swieto-srodka-jesieni/ – w swoim wpisie Ania opisuje obchody chińskiego Święta Środka Jesieni, przy okazji poruszając temat herbat aromatyzowanych, szczególnie kwestię metod ich produkcji.
https://herbacianynotes.wordpress.com/2018/10/30/herbaty-w-saszetkach-czyli-nie-taki-diabel-straszny/ – mogłoby się wydawać, że herbaty torebkowe nie mogą być dobre. W swoim wpisie Jola przekonuje, że również tego typu herbaty mogą zaskoczyć pozytywnie swoim smakiem, szczególnie jeżeli dostaniemy taką herbatę w Japonii 😉
http://piewcyteiny.pl/5-rzeczy-o-ktorych-powinienes-wiedziec-zanim-uzyjesz-gaiwana/ – wbrew pozorom używanie gaiwana to wcale nie taka prosta sprawa, szczególnie wtedy, gdy zaczyna się przygodę z tego rodzaju naczyniem. Na początku porozlewana herbata i poparzone palce to norma 😉 Nie należy się tym jednak zrażać i poddawać z tego powodu, lecz próbować dalej przyrządzać herbatę w tym naczyniu, bo w końcu praktyka czyni mistrza 🙂 O tym wszystkim właśnie (i nie tylko) napisała Ania w swoim wpisie.
https://kursnaherbate.pl/herbata-pu-erh-czerwona-herbata/ – w tym wpisie Maciej przedstawia w pigułce podstawową wiedzę dotyczącą herbat puerh.
http://zielonaiczarna.pl/festiwal-czaisz-2018-w-miedzynarodowy-dzien-herbaty-zdjecia/ – ten wpis to relacja Ivana z uczestnictwa w Festiwalu Herbaty CZAISZ? zorganizowanym w dniu 15 grudnia we Wrocławiu z okazji Międzynarodowego Dnia Herbaty. Zamieściłam linka do niego w tym zestawieniu, ponieważ bardzo podobała mi się ta relacja. Czytając ją, miałam wrażenie, że uczestniczę w tym wydarzeniu, chociaż niestety nie miałam okazji wziąć w nim udziału. Przy okazji zatęskniłam trochę za uczestnictwem w podobnym wydarzeniu, szczególnie Świętem Herbaty organizowanym co roku w Cieszynie w pierwszy weekend lipca.

Linki do wpisów na anglojęzycznych blogach i portalach o herbacie:

https://specialtyteaalliance.org/world-of-tea/vietnamese-tea-production-history/ – herbata w Wietnamie to temat, który nie jest zbyt często poruszany, dlatego każde dokładniejsze omówienie tej kwestii jest na wagę złota. W tym wpisie można przeczytać głównie o historii produkcji herbaty w tym kraju.
http://www.tching.com/2018/01/50-true-facts-green-tea-health-catechin-ecgc-polyphenols-tannin/ – ten wpis zawiera spis właściwości zdrowotnych zielonej herbaty, który robi wrażenie.
https://melhadtea.com/tea-sommelier-training/ – autorka wpisu dość dokładnie przedstawia krok po kroku, jak wyglądała jej droga do uzyskania uprawnień herbacianego someliera w Kanadzie.
https://www.teaformeplease.com/blog/tea-nerd-dictionary-zairai – jeżeli interesujecie się japońskimi herbatami, to pewnie nie raz natknęliście się na określenie „zairai”. W tym wpisie można znaleźć wyjaśnienie tego słowa.
https://melhadtea.com/how-to-taste-tea/ – autorka wpisu podpowiada, jak profesjonalnie opisywać doznania z degustacji herbaty.
http://www.teageek.net/blog/2018/03/oolong-mid-oxidized/ – ten wpis dość dokładnie omawia, jakie procesy chemiczne zachodzą w liściach herbacianych przy produkcji oolongów i co właściwie wyróżnia te herbaty od zielonych i czarnych herbat.
https://virginiaspairteas.blogspot.com/2018/04/why-does-earl-grey-tea-contain-bergamot.html – ten wpis wyjaśnia, dlaczego właściwie słynna czarna aromatyzowana herbata Earl Grey zawiera bergamotkę.
http://stephcupoftea.blogspot.com/2018/04/tracing-early-route-of-tea-into-europe.html – z tego wpisu można dowiedzieć się, jak wyglądały początki herbaty w Europie i jaką rolę w historii tego napoju odegrała portugalska księżniczka Katarzyna Bragança.
https://melhadtea.com/japanese-tea-factory/ – autorka wpisu opowiada krok po kroku, jak wygląda proces obróbki japońskiej zielonej herbaty Sencha w fabryce herbaty w japońskiej prefekturze Wazuka.
https://thesteepedleaf.wordpress.com/2018/06/05/japan-furyu-awa-bancha-yunomi/ – Awabancha to bardzo nietypowa japońska herbata, która powstaje w wyniku fermentacji mlekowej, z udziałem bakterii fermentacji mlekowej. W tym wpisie można przeczytać o doznaniach z degustacji tej herbacianej ciekawostki.
https://specialtyteaalliance.org/world-of-tea/vietnamese-tea-origin/ – to kolejna część wpisu o herbacie w Wietnamie. Tym razem w tym artykule można przeczytać m.in. o geografii Wietnamu, rejonach produkcji herbaty oraz najczęściej stosowanych kultywarach krzewu herbacianego.
https://www.myjapanesegreentea.com/why-japanese-green-tea-smells-like-seaweed – z tego wpisu można dowiedzieć się, skąd bierze się charakterystyczny dla japońskich zielonych herbat zapach glonów.
https://melhadtea.com/how-tea-whisks-are-made-japan/ – czy zastanawialiście się kiedyś, jak właściwie wytwarza się chaseny, czyli bambusowe miotełki do przyrządzania japońskiej zielonej herbaty Matcha? Ja nie raz się nad tym zastanawiałam i dlatego z ciekawością przeczytałam ten wpis 🙂
http://theteamaestro.blogspot.com/2018/11/why-is-taiwan-known-for-great-oolong-tea.html – z tego wpisu można dowiedzieć się, skąd się wzięła herbata na Tajwanie i jak to się stało, że Tajwan wyspecjalizował się w produkcji oolongów.
https://thesteepedleaf.wordpress.com/2018/11/04/japan-furyu-bancha-goishicha-yunomi/ – Goishicha to kolejna bardzo nietypowa japońska herbata, bo jest to jedna z nielicznych prawdziwie fermentowanych herbat. W tym wpisie można przeczytać o doznaniach z degustacji tej herbacianej ciekawostki.
http://teasquirrel.com/home/2018/11/8/my-tasting-notes-jin-xuan-oolong-aged-in-whiskey-barrels/ – jeżeli sięgacie po piwo rzemieślnicze, to pewnie wiecie, że istnieje coś takiego jak piwo dojrzewające w beczkach po whisky (mając męża-miłośnika piwa ciężko tego nie wiedzieć, nawet jak samemu się nie pije alkoholu :P). A wiedzieliście, że istnieje również herbata dojrzewająca w beczkach po whisky? Ten wpis to recenzja tajwańskiego oolonga Jin Xuan, który dojrzewał w beczce po whisky przez 67 dni.
https://www.mudandleaves.com/blog/4-signs-of-a-real-yixing-teapot – rozpoznanie autentycznego czajniczka yixing to wcale nie taka prosta sprawa. Niemniej jednak istnieje kilka sposobów umożliwiających sprawdzenie, czy mamy do czynienia z takim właśnie czajniczkiem. O tym właśnie można przeczytać w tym wpisie.
https://www.myjapanesegreentea.com/infusing-sencha-in-boiling-water – Sencha to japońska zielona herbata, którą powinno parzyć się wodą o niższej temperaturze. Autor wpisu pokazuje, że istnieje sposób, aby zaparzyć tę herbatę wodą tuż po zagotowaniu i nie „zepsuć” jej.
https://worldteanews.com/market-trends-data-and-insights/climate-change-impacts-darjeeling/ – zmiany klimatyczne mają istotny wpływ na ilość herbaty produkowanej w słynnej indyjskiej prowincji Darjeeling. Warto wiedzieć o tym, że ten rejon doświadcza pewnych trudności. No, i jeszcze bardziej doceniać te Darjeelingi, które już mamy.
https://specialtyteaalliance.org/world-of-tea/2018-tea-book-roundup/ – ten wpis to przegląd anglojęzycznych książek o herbacie, które ukazały się w kończącym się już 2018 roku. Warto wiedzieć, co w anglojęzycznej literaturze herbacianej piszczy 😉

45 faktów o mnie

Nie wiem jak Wy, ale ja lubię czytać wpisy na innych blogach, w których autorzy przedstawiają wybrane fakty o sobie. Dlatego też postanowiłam, że sama zamieszczę taki wpis, żebyście mogli dowiedzieć się o mnie co nieco 🙂

Podzielę go na dwie części: herbaciane fakty o mnie i nie-herbaciane fakty o mnie:

Herbaciane fakty o mnie:

1. Miłością do herbaty liściastej zaraziła mnie mama.

2. Najbardziej lubię herbaty czarne, oolong, białe i zielone (w takiej właśnie kolejności). Najbardziej pasują mi herbaty dające napar o owocowym lub cytrusowym smaku.

3. Nie przepadam za puerhami. Nie lubię, jak herbata pachnie/smakuje mi stęchlizną lub piwnicą :P. Nie lubię też herbat wędzonych typu Lapsang Souchong.

4. Lubię próbować herbaty pochodzące z krajów będących mniejszymi i mniej znanymi producentami herbaty, np. Nepal, Nowa Zelandia czy Malawi. Uważam, że mają sporo do zaoferowania, nie mniej niż znane chińskie, japońskie, koreańskie i tajwańskie herbaty.

5. Kiedyś często piłam japońskie zielone herbaty. Może dlatego właśnie teraz raczej nieczęsto sięgam po nie.

6. Nie jestem wielką fanką Matchy (piję ją tylko od czasu do czasu), ale w pełni rozumiem jej fenomen. Co ciekawe, napicie się Matchy było jedną z moich zachcianek ciążowych, jak byłam w ciąży z drugim synem.

7. Nie piję zbyt często herbat aromatyzowanych, bo za bardzo przyzwyczaiłam się do smaku herbat czystych.

8. Zarażam swoich synów miłością do herbaty – starszy często sam z siebie prosi mnie o herbatę, a młodszy też chętnie się podłącza do picia.

9. Gdybym miała wybrać trzy moje ulubione herbaty, to wskazałabym: Wenshan Baozhonga (tajwańskiego nisko oksydowanego oolonga ze sklepu eherbata.pl), Ramiz Black Tea (gruzińską czarną herbatę ze sklepu TheTea) i Everest Vasanta (nepalską czarną herbatę ze sklepu One Cup of Tea).

10. Wiosną i latem najczęściej przyrządzam herbaty na zimno (w formie cold brew), a jesienią i zimą parzę je tradycyjnie gorącą wodą.

11. Czasem miewam tak, że nie mogę się odczepić od jakiejś herbaty, bo tak mi smakuje. Wtedy najchętniej piłabym ją codziennie. Trwa to tak długo, dopóki ta herbata mi się nie skończy albo dopóki nie uznam, że już mam dość :p.

12. Staram się dawać każdej herbacie szansę. Jeżeli napar z niej nie posmakuje mi za pierwszym razem, następnym razem próbuję ją przyrządzić w inny sposób, np. zmieniając czas parzenia, temperaturę wody czy ilość suszu. Czasem też robię sobie przerwę i wracam do niej po jakimś czasie. Są jednak i takie herbaty, które mimo wielokrotnych prób i eksperymentów z ich przyrządzaniem dalej mi nie podchodzą – patrz punkt 3 :P.

13. Nie mam zbyt wielu naczyń i akcesoriów do herbaty: kilka czarek, dwa czajniczki (jeden z nich szklany), trzy gaiwany, zestaw do Matchy, butelkę Hario do cold brew i kilka zaparzaczek do kubka. Oczywiście z chęcią przygarnęłabym ich więcej, ale nie mam za bardzo miejsca, żeby je trzymać.

14. Jeszcze nigdy nie miałam możliwości zwiedzić plantacji herbaty. Gdybym mogła wybrać się w takie miejsce, zwiedziłabym plantację herbaty na Tajwanie, w Wietnamie lub w Malawi (mam tu na myśli konkretnie Satemwa Tea & Cofee Estate).

15. Uwielbiam ten moment, kiedy w ciągu zwykle zabieganego i intensywnego dnia, mogę zrobić sobie chwilę przerwy i zaparzyć sobie herbatę. Herbata kojarzy mi się z momentem odpoczynku i refleksji, a także docenienia chwili.

Nie-herbaciane fakty o mnie:

1. Jestem typowym introwertykiem. Co prawda lubię przebywać z innymi ludźmi, ale czasem potrzebuję być sama.

2. Nie cierpię rozmawiać przez telefon, szczególnie z obcymi osobami. Fakt, że nie widzę mojego rozmówcy, jest dla mnie mocno niekomfortowy. Wolę rozmawiać z kimś w cztery oczy lub wymieniać maile/smsy.

3. Mój typ osobowości to INFJ (Introverted Intuitive Feeling Judging – Introwertyk Intuicyjny Uczuciowiec Osądzający). Podobno jest on najrzadziej spotykany.

4. Mam fenomenalną intuicję. Jeszcze nigdy mnie nie zawiodła, o ile dobrze odczytałam, co wskazuje.

5. Mam dobre wyczucie do ludzi, szczególnie do ich emocji. Mam też niezłe wyczucie czasu.

6. Podobno w poprzednim wcieleniu zostałam spalona na stosie za rzekome paranie się magią. Może brzmi to niedorzecznie, ale dość sensownie tłumaczy, dlaczego mam potworny i z pozoru irracjonalny lęk przed ogniem. W życiu nie rozpalę sama ogniska ani nie podpalę zapałki (na szczęście mam kuchenkę gazową, której obsługę jestem w stanie przeżyć :p). Nie cierpię też przebywać na zewnątrz w trakcie burzy (jak jestem gdzieś w budynku, np. w domu, to mi ona tak nie przeszkadza, chociaż i tak czasem zdarza mi się odczuwać niepokój).

7. Mam słabą orientację przestrzenną. Sytuacje, gdy muszę wybrać się sama w nieznane mi miejsce po raz pierwszy, są dla mnie stresujące.

8. Mam dobrą pamięć do szczegółów zdarzeń/spotkań, w których uczestniczyłam, zwłaszcza dat.

9. Jestem technicznym beztalenciem. Zwykle potrzebuję pomocy, gdy pojawią się jakieś problemy z komputerem, drukarką czy innym urządzeniem.

10. W szkole zawsze najlepiej mi szło z przedmiotów językowych, a najgorzej – z matematyki (szczególnie geometrii). Nawet już dawno po skończeniu szkoły wciąż raz na jakiś czas śni mi się, że z jakiegoś powodu muszę cofnąć się do szkoły i znowu pisać kartkówkę/klasówkę z matematyki, na której nic nie umiem :P.

11. W liceum byłam w biol-chemie, dlatego, że na początku myślałam, że zostanę farmaceutką (to wynik fascynacji chemią). Po 2. klasie liceum ta fascynacja kompletnie mi przeszła, głównie ze względu na niezbyt dobrą nauczycielkę tego przedmiotu. Jako że zawsze miałam talent językowy, utwierdziłam się w przekonaniu, że powinnam pójść w tę stronę, szczególnie w tłumaczenia, bo nieźle mi szły. Co ciekawe, już w liceum czułam, że tłumaczenie dokumentów mogłoby mi się spodobać.

12. Moje ulubione kolory to czarny i niebieski.

13. Lubię kuchnię włoską, indyjską i gruzińską. Uwielbiam pizzę, makarony w każdej postaci: spaghetti, cannelloni, lasagne, muszle nadziewane itd., mango lassi, indyjską potrawę o nazwie Butter Chicken i chaczapuri. Z kuchni polskiej uwielbiam pierogi i wszelkie dania z grzybami, szczególnie kurkami.

14. Lubię gotować i wypróbowywać nowe przepisy, ale tylko wtedy, gdy mam na to czas i ochotę.

15. Nie lubię coli ani innych słodkich gazowanych napojów. Nie przepadam też za alkoholem w każdej postaci ani za yerba mate. Kiedyś piłam kawę, ale od dłuższego czasu już nie piję, bo nie czuję już takiej potrzeby.

16. Moje ulubione pory roku to wiosna i lato. Uwielbiam, jak jest ciepło i jasno przez większą część dnia.

17. Chciałabym kiedyś pojechać do Moskwy. Ciężko mi wyjaśnić sensownie, dlaczego akurat tam – jakoś ciągnie mnie do tego miasta.

18. Jeżeli chodzi o preferencje muzyczne, to od dłuższego czasu ciągnie mnie do folku i metalu.

19. Fascynuje mnie ciemna strona człowieka. Odkąd pamiętam, zawsze intrygowało mnie to, jak to się dzieje, że ludzie są zdolni do krzywdzenia i zabijania innych.

20. Bardzo lubię sprzątać, szczególnie myć naczynia. Nie wiem czemu, ale uspokaja i wycisza mnie to.

21. Nie mam w domu telewizora i nie zamierzam go mieć. Wolę czytać niż oglądać telewizję.

22. Z natury jestem optymistką, ale był czas w moim życiu, że byłam pesymistką.

23. Nie cierpię się kłócić. Wszelkie nieporozumienia staram się wyjaśniać na spokojnie tak szybko, jak to tylko możliwe.

24. Nie lubię, jak ktoś mi coś narzuca. Sama z siebie muszę mieć poczucie, że czegoś chcę/potrzebuję.

25. Jestem typową sową. Nie znoszę wstawać wcześniej niż o 8.

26. Jestem rodzicem dziecka z zaburzeniami ze spektrum autyzmu. Mój starszy syn jest autystykiem tzw. wysokofunkcjonującym. Niemniej jednak i tak wychowywanie go to ogromne wyzwanie.

27. Moje największe osiągnięcie, z którego jestem najbardziej dumna, to fakt, że trzy lata temu udało mi się zdać egzamin na tłumacza przysięgłego. To szalenie trudny i wymagający egzamin, którego zdawalność wynosi ok. 25-30%. Składa się on z dwóch części: pisemnej i ustnej. Część pisemna trwa 4 godziny i w tym czasie trzeba przetłumaczyć cztery teksty (dwa z angielskiego na polski, dwa z polskiego na angielski, w tym co najmniej dwa o tematyce prawniczej). W trakcie tej części teoretycznie można korzystać ze słowników, ale w praktyce nie ma na to czasu. Aby zdać, trzeba uzyskać co najmniej 150 punktów z 200 możliwych. Po spełnieniu tego warunku można przystąpić do części ustnej. Część ustna trwa ok. 30-40 min i w jej trakcie trzeba również przetłumaczyć cztery teksty, w tym co najmniej dwa o tematyce prawniczej: dwa konsekutywnie (z polskiego na angielski), dwa metodą a vista (z angielskiego na polski). W trakcie tej części nie można korzystać z żadnych pomocy. Aby zdać tę część, trzeba również zdobyć co najmniej 150 punktów z 200 możliwych. Spełnienie tego wymogu jest równoznaczne ze zdaniem całego egzaminu. Jeżeli nie uda się zdać którejkolwiek z tych dwóch części, cały egzamin trzeba zdawać od początku.

Zdecydowanie najtrudniejsza jest część ustna, bo poza oczywistą koniecznością posiadania umiejętności językowych na wysokim poziomie i umiejętności tłumaczenia, trzeba umieć zapanować nad stresem, którego poziom na egzaminie sięga zenitu.

28. Uwielbiam swój zawód, m.in. za różnorodność zleceń i konieczność ciągłego poszerzania swojej wiedzy, w tym również w dziedzinach, które teoretycznie za bardzo mnie nie interesują. Aby dobrze przetłumaczyć tekst, trzeba mieć chociaż minimalne pojęcie na dany temat.

29. Lubię w sobie to, że jestem szalenie zdyscyplinowana i wytrwała. Jeżeli wyznaczę sobie jakiś cel, to na pewno go osiągnę, zmierzając do niego małymi kroczkami i nie zważając na liczne niepowodzenia/przeszkody.

30. Nie lubię w sobie tego, że najlepsze riposty przychodzą mi do głowy dopiero po jakimś czasie i tego, że rozmowy przez telefon są dla mnie takie męczące, tym bardziej, że często rozmawiam w ten sposób z innymi.

Różne odsłony herbaty cz. 47 – Everest Vasanta i Yeti Curls, czyli dwie zdumiewające herbaty z Nepalu

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam dwie herbaty z Nepalu: Everest Vasanta oraz Yeti Curls. Obie zostały kupione w sklepie o nazwie One Cup of Tea, który specjalizuje się w herbatach z Nepalu/Birmy.

Zarówno Everest Vasanta, jak i Yeti Curls pochodzą z Everest Tea Estate. Everest Tea Estate to plantacja, która jest położona w wiosce o nazwie Bhotacheur w dystrykcie Sindhulpalchowk w środkowej części Nepalu (ok. 45 km drogi od Katmandu, stolicy tego kraju). Niedaleko plantacji znajduje się pasmo górskie Himalajów – Ganesh Himal i Park Narodowy Shivapuri, a więc warunki pogodowe i klimatyczne panujące na tym obszarze są niezwykle sprzyjające uprawie herbaty: żyzna gleba, duża ilość światła słonecznego, obfite opady, źródła wody źródlanej oraz mgły.

Everest Tea Estate to niewielka istniejąca od 22 lat plantacja herbaty, która jest położona na wysokości ok. 1200-2000 m n.p.m. Uprawa krzewów jest tu w 100% ekologiczna (nie używa się na niej żadnych chemicznych środków ochrony roślin), a produkcja herbaty jest całkowicie ręczna i ortodoksyjna. Co więcej, pracownicy tej plantacji, którymi są głównie kobiety, mają zapewnione przyzwoite warunki pracy: otrzymują godziwe wynagrodzenie i mają skrócony czas pracy, aby mogły pogodzić ją z opieką nad dziećmi.

Everest Vasanta

Everest Vasanta to czarna herbata (według chińskiej nomenklatury: czerwona herbata) z pierwszego wiosennego zbioru. Jej nazwa w sankskrycie oznacza właśnie „wiosnę”.

Herbata składa się z dwóch pierwszych listków krzewu herbacianego. Zebrane listki przechodzą przez takie etapy produkcji jak więdnięcie, oksydacja, zwijanie i suszenie. Ostatecznie herbata ma postać pozwijanych listków w kolorze zielonkawo-brązowym i wygląda tak jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Everest Vasanta ma pomarańczowawy kolor i owocowy aromat. Prezentuje się następująco:

W smaku naparu z tej herbaty dominują przede wszystkim dojrzałe owoce egzotyczne, takie jak mango czy banany. Napar jest słodkawy i niemalże pozbawiony goryczki. Co ciekawe, od drugiego parzenia wyczuwalne są w nim także delikatne nuty lekko kwaskowych cytrusów, głównie cytrynowo-limonkowe (są one szczególnie wyraźnie w ostudzonym naparze lub naparze powstałym z zalania listków chłodniejszą wodą).

Co do sposobu przyrządzania herbaty Everest Vasanta, to przy pierwszym parzeniu najlepiej jest zalać ją wodą o temperaturze ok. 80 stopni Celsjusza i parzyć przez 2 minuty. Te same listki można wykorzystać nawet czterokrotnie. Przy każdym kolejnym parzeniu dobrze jest wydłużać czas o ok. 30-60 sekund. Mam wrażenie, że jest to herbata dość odporna na eksperymenty z czasem parzenia i temperaturą wody – po zaparzeniu jej wrzątkiem również nadawała się do picia :). Niemniej jednak uważam, że tej herbacie bardziej służy parzenie wodą o niższej temperaturze – jest wtedy bardziej wyrazista i „głębsza” w smaku.

Co więcej, tę herbatę najlepiej przyrządzać w większym naczyniu – już po pierwszym parzeniu listki zaczynają nieco rozwijać się, ukazując swoje prawdziwe oblicze. Na poniższym zdjęciu można zobaczyć, jak wyglądają po trzecim parzeniu:

Zielonkawy kolor listków tej herbaty jest doprawdy zaskakujący. Zwykle listki herbat czarnych są brązowe, a nie zielone :).

Yeti Curls

Yeti Curls to biała herbata wytwarzana z nierozwiniętych pączków ze srebrzystymi włoskami oraz pierwszego młodego listka, które pochodzą ze specjalnie wyselekcjonowanych krzewów położonych w najwyższych częściach plantacji. Zebrane z niezwykłą ostrożnością pączki i listki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie oraz suszenie. Ostatecznie herbata ma postać pozwijanych pączków i listków w zielonkawo-srebrzystym kolorze. Prezentuje się ona następująco:

Napar z Yeti Curls ma żółtawy kolor i warzywny aromat. Wygląda tak jak na zdjęciu poniżej:

W smaku naparu dominują przede wszystkim słodkie warzywa, takie jak bataty czy dynia. Przyznam szczerze, że takie akcenty warzywne są raczej niespotykane w białej herbacie. Białe herbaty przeważnie kojarzą się z nutami kwiatowymi i owocowymi, nie warzywnymi. Akcenty warzywne to raczej domena zielonych herbat 🙂

Co do sposobu przyrządzania herbaty Yeti Curls, to przy pierwszym parzeniu najlepiej jest zalać ją wodą o temperaturze ok. 80 stopni Celsjusza i parzyć przez 3 minuty. Te same listki i pączki można wykorzystać nawet pięciokrotnie. Przy każdym kolejnym parzeniu dobrze jest wydłużać czas o ok. 1 minutę.

Podobnie jak w przypadku Everest Vasanta tę herbatę najlepiej przyrządzać w większym naczyniu – już po pierwszym parzeniu listki i pączki zaczynają nieco rozwijać się, ukazując swoje prawdziwe oblicze. Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć, jak wyglądają listki po trzecim parzeniu:

Podsumowując, Everest Vasanta i Yeti Curls to dwie zdumiewające herbaty z Nepalu. Ta pierwsza to czarna herbata z listkami w nietypowym zielonkawym kolorze, która daje napar o aromacie i smaku kojarzącym się ze smakiem słodkich dojrzałych owoców. Z kolei Yeti Curls to biała herbata dająca napar o aromacie i smaku przypominającym smak słodkich warzyw.  Przyznam szczerze, że bardzo lubię obie herbaty. Najchętniej piłabym je cały czas :). Polecam je wszystkim miłośnikom herbaty, przede wszystkim amatorom białych herbat oraz herbat dostarczających zaskakujące i niebanalne doznania smakowe i zapachowe.

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z postów zamieszczonych przez właścicielkę One Cup of Tea na stronie sklepu na Facebooku (https://www.facebook.com/OneCupOfTeapl/), katalogu sklepu oraz strony internetowej plantacji Everest Tea Estate (https://everestteaestate.com/).

Ciekawe anglojęzyczne blogi o herbacie – cz. 2

Od momentu, gdy opublikowałam część pierwszą dzisiejszego wpisu minęły już prawie 2 lata (http://mycupofgreentea.pl/2016/11/23/ciekawe-anglojezyczne-blogi-o-herbacie/). W tym czasie poznałam kilka kolejnych anglojęzycznych blogów o herbacie, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Oto lista wraz z krótkim opisem danego bloga:

1. Tea in the Ancient World (https://teaintheancientworld.blogspot.com/) – to blog, na którym znajdują się przede wszystkim recenzje najróżniejszych herbat, także tych rzadkich i trudno dostępnych, jak również wpisy poruszające różne kwestie związane z herbatą, np. na temat grup herbacianych w mediach społecznościowych czy na temat kultury herbaty w Polsce. I tu przy okazji taka ciekawostka – jeden z dwóch wpisów poświęconych tematowi kulturze herbaty w Polsce zamieszczonych na tym blogu został stworzony we współpracy ze mną (https://teaintheancientworld.blogspot.com/2018/09/tea-culture-in-poland-2-informed-by.html).

Autor wspomnianego wyżej bloga, John, współpracuje z innym blogiem o herbacie o nazwie Tching, więc niektóre jego wpisy na blogu Tea in the Ancient World można znaleźć właśnie na tej stronie;

2. Notes on Tea (http://www.notesontea.com/) – na blogu prowadzonym przez Georgię można znaleźć głównie recenzje rozmaitych herbat i recenzje książek o herbacie, ale nie tylko – można na nim przeczytać również relacje z pobytu w herbaciarniach, relacje z łączenia herbat z potrawami (tzw. tea pairingu) wspólnie z dwiema innymi blogerkami herbacianymi oraz wpisy gościnne, w których inni blogerzy herbaciani prezentują swoje ulubione naczynia i akcesoria herbaciane;

3. Oh, How Civilized (https://www.ohhowcivilized.com/) – na swoim blogu Jee zamieszcza najróżniejsze przepisy kulinarne z wykorzystaniem herbaty, głównie Matchy, np. lemoniady, koktajle czy desery, dzieli się wskazówkami i poradami dotyczącymi przyrządzania herbaty czy też przygotowuje zestawienia interesujących akcesoriów herbacianych;

4. The Steeped Leaf (https://thesteepedleaf.wordpress.com/) – to blog pełen recenzji najróżniejszych herbat, również tych rzadkich i trudno dostępnych;

5. The Tea Squirrel (http://teasquirrel.com/) – tematyka wpisów zamieszczanych na tym blogu jest dość różnorodna – od recenzji herbat, po relacje z pobytu w herbaciarniach czy relacje z wydarzeń herbacianych, przepisy kulinarne z wykorzystaniem herbaty, aż po wywiady z innymi blogerami herbacianymi;

6. Tea Geek (http://www.teageek.net/blog/) – to blog, na którym różne kwestie związane z herbatą są przedstawione od strony naukowej;

7. Mel Had Tea (https://melhadtea.com/) – to właściwie blog podróżniczo-herbaciany, na którym można przeczytać m.in. relacje z pobytu w miejscach związanych z herbatą, np. relację z wizyty na japońskiej plantacji herbaty (https://melhadtea.com/japanese-tea-farm/) oraz w japońskiej fabryce herbaty (https://melhadtea.com/japanese-tea-factory/). 

Mel, autorka bloga, jest herbacianym somelierem, dlatego też warto zwrócić szczególną uwagę na dwa wpisy: wpis, w którym prezentuje, jak degustować profesjonalnie herbatę (https://melhadtea.com/how-to-taste-tea/) oraz wpis, w którym dość dokładnie omawia, jak wyglądała jej droga do uzyskania uprawnień herbacianego someliera w Kanadzie (https://melhadtea.com/tea-sommelier-training/).