Różne odsłony herbaty cz. 47 – Everest Vasanta i Yeti Curls, czyli dwie zdumiewające herbaty z Nepalu

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam dwie herbaty z Nepalu: Everest Vasanta oraz Yeti Curls. Obie zostały kupione w sklepie o nazwie One Cup of Tea, który specjalizuje się w herbatach z Nepalu/Birmy.

Zarówno Everest Vasanta, jak i Yeti Curls pochodzą z Everest Tea Estate. Everest Tea Estate to plantacja, która jest położona w wiosce o nazwie Bhotacheur w dystrykcie Sindhulpalchowk w środkowej części Nepalu (ok. 45 km drogi od Katmandu, stolicy tego kraju). Niedaleko plantacji znajduje się pasmo górskie Himalajów – Ganesh Himal i Park Narodowy Shivapuri, a więc warunki pogodowe i klimatyczne panujące na tym obszarze są niezwykle sprzyjające uprawie herbaty: żyzna gleba, duża ilość światła słonecznego, obfite opady, źródła wody źródlanej oraz mgły.

Everest Tea Estate to niewielka istniejąca od 22 lat plantacja herbaty, która jest położona na wysokości ok. 1200-2000 m n.p.m. Uprawa krzewów jest tu w 100% ekologiczna (nie używa się na niej żadnych chemicznych środków ochrony roślin), a produkcja herbaty jest całkowicie ręczna i ortodoksyjna. Co więcej, pracownicy tej plantacji, którymi są głównie kobiety, mają zapewnione przyzwoite warunki pracy: otrzymują godziwe wynagrodzenie i mają skrócony czas pracy, aby mogły pogodzić ją z opieką nad dziećmi.

Everest Vasanta

Everest Vasanta to czarna herbata (według chińskiej nomenklatury: czerwona herbata) z pierwszego wiosennego zbioru. Jej nazwa w sankskrycie oznacza właśnie „wiosnę”.

Herbata składa się z dwóch pierwszych listków krzewu herbacianego. Zebrane listki przechodzą przez takie etapy produkcji jak więdnięcie, oksydacja, zwijanie i suszenie. Ostatecznie herbata ma postać pozwijanych listków w kolorze zielonkawo-brązowym i wygląda tak jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Everest Vasanta ma pomarańczowawy kolor i owocowy aromat. Prezentuje się następująco:

W smaku naparu z tej herbaty dominują przede wszystkim dojrzałe owoce egzotyczne, takie jak mango czy banany. Napar jest słodkawy i niemalże pozbawiony goryczki. Co ciekawe, od drugiego parzenia wyczuwalne są w nim także delikatne nuty lekko kwaskowych cytrusów, głównie cytrynowo-limonkowe (są one szczególnie wyraźnie w ostudzonym naparze lub naparze powstałym z zalania listków chłodniejszą wodą).

Co do sposobu przyrządzania herbaty Everest Vasanta, to przy pierwszym parzeniu najlepiej jest zalać ją wodą o temperaturze ok. 80 stopni Celsjusza i parzyć przez 2 minuty. Te same listki można wykorzystać nawet czterokrotnie. Przy każdym kolejnym parzeniu dobrze jest wydłużać czas o ok. 30-60 sekund. Mam wrażenie, że jest to herbata dość odporna na eksperymenty z czasem parzenia i temperaturą wody – po zaparzeniu jej wrzątkiem również nadawała się do picia :). Niemniej jednak uważam, że tej herbacie bardziej służy parzenie wodą o niższej temperaturze – jest wtedy bardziej wyrazista i „głębsza” w smaku.

Co więcej, tę herbatę najlepiej przyrządzać w większym naczyniu – już po pierwszym parzeniu listki zaczynają nieco rozwijać się, ukazując swoje prawdziwe oblicze. Na poniższym zdjęciu można zobaczyć, jak wyglądają po trzecim parzeniu:

Zielonkawy kolor listków tej herbaty jest doprawdy zaskakujący. Zwykle listki herbat czarnych są brązowe, a nie zielone :).

Yeti Curls

Yeti Curls to biała herbata wytwarzana z nierozwiniętych pączków ze srebrzystymi włoskami oraz pierwszego młodego listka, które pochodzą ze specjalnie wyselekcjonowanych krzewów położonych w najwyższych częściach plantacji. Zebrane z niezwykłą ostrożnością pączki i listki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie oraz suszenie. Ostatecznie herbata ma postać pozwijanych pączków i listków w zielonkawo-srebrzystym kolorze. Prezentuje się ona następująco:

Napar z Yeti Curls ma żółtawy kolor i warzywny aromat. Wygląda tak jak na zdjęciu poniżej:

W smaku naparu dominują przede wszystkim słodkie warzywa, takie jak bataty czy dynia. Przyznam szczerze, że takie akcenty warzywne są raczej niespotykane w białej herbacie. Białe herbaty przeważnie kojarzą się z nutami kwiatowymi i owocowymi, nie warzywnymi. Akcenty warzywne to raczej domena zielonych herbat 🙂

Co do sposobu przyrządzania herbaty Yeti Curls, to przy pierwszym parzeniu najlepiej jest zalać ją wodą o temperaturze ok. 80 stopni Celsjusza i parzyć przez 3 minuty. Te same listki i pączki można wykorzystać nawet pięciokrotnie. Przy każdym kolejnym parzeniu dobrze jest wydłużać czas o ok. 1 minutę.

Podobnie jak w przypadku Everest Vasanta tę herbatę najlepiej przyrządzać w większym naczyniu – już po pierwszym parzeniu listki i pączki zaczynają nieco rozwijać się, ukazując swoje prawdziwe oblicze. Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć, jak wyglądają listki po trzecim parzeniu:

Podsumowując, Everest Vasanta i Yeti Curls to dwie zdumiewające herbaty z Nepalu. Ta pierwsza to czarna herbata z listkami w nietypowym zielonkawym kolorze, która daje napar o aromacie i smaku kojarzącym się ze smakiem słodkich dojrzałych owoców. Z kolei Yeti Curls to biała herbata dająca napar o aromacie i smaku przypominającym smak słodkich warzyw.  Przyznam szczerze, że bardzo lubię obie herbaty. Najchętniej piłabym je cały czas :). Polecam je wszystkim miłośnikom herbaty, przede wszystkim amatorom białych herbat oraz herbat dostarczających zaskakujące i niebanalne doznania smakowe i zapachowe.

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z postów zamieszczonych przez właścicielkę One Cup of Tea na stronie sklepu na Facebooku (https://www.facebook.com/OneCupOfTeapl/), katalogu sklepu oraz strony internetowej plantacji Everest Tea Estate (https://everestteaestate.com/).

Ciekawe anglojęzyczne blogi o herbacie – cz. 2

Od momentu, gdy opublikowałam część pierwszą dzisiejszego wpisu minęły już prawie 2 lata (http://mycupofgreentea.pl/2016/11/23/ciekawe-anglojezyczne-blogi-o-herbacie/). W tym czasie poznałam kilka kolejnych anglojęzycznych blogów o herbacie, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Oto lista wraz z krótkim opisem danego bloga:

1. Tea in the Ancient World (https://teaintheancientworld.blogspot.com/) – to blog, na którym znajdują się przede wszystkim recenzje najróżniejszych herbat, także tych rzadkich i trudno dostępnych, jak również wpisy poruszające różne kwestie związane z herbatą, np. na temat grup herbacianych w mediach społecznościowych czy na temat kultury herbaty w Polsce. I tu przy okazji taka ciekawostka – jeden z dwóch wpisów poświęconych tematowi kulturze herbaty w Polsce zamieszczonych na tym blogu został stworzony we współpracy ze mną (https://teaintheancientworld.blogspot.com/2018/09/tea-culture-in-poland-2-informed-by.html).

Autor wspomnianego wyżej bloga, John, współpracuje z innym blogiem o herbacie o nazwie Tching, więc niektóre jego wpisy na blogu Tea in the Ancient World można znaleźć właśnie na tej stronie;

2. Notes on Tea (http://www.notesontea.com/) – na blogu prowadzonym przez Georgię można znaleźć głównie recenzje rozmaitych herbat i recenzje książek o herbacie, ale nie tylko – można na nim przeczytać również relacje z pobytu w herbaciarniach, relacje z łączenia herbat z potrawami (tzw. tea pairingu) wspólnie z dwiema innymi blogerkami herbacianymi oraz wpisy gościnne, w których inni blogerzy herbaciani prezentują swoje ulubione naczynia i akcesoria herbaciane;

3. Oh, How Civilized (https://www.ohhowcivilized.com/) – na swoim blogu Jee zamieszcza najróżniejsze przepisy kulinarne z wykorzystaniem herbaty, głównie Matchy, np. lemoniady, koktajle czy desery, dzieli się wskazówkami i poradami dotyczącymi przyrządzania herbaty czy też przygotowuje zestawienia interesujących akcesoriów herbacianych;

4. The Steeped Leaf (https://thesteepedleaf.wordpress.com/) – to blog pełen recenzji najróżniejszych herbat, również tych rzadkich i trudno dostępnych;

5. The Tea Squirrel (http://teasquirrel.com/) – tematyka wpisów zamieszczanych na tym blogu jest dość różnorodna – od recenzji herbat, po relacje z pobytu w herbaciarniach czy relacje z wydarzeń herbacianych, przepisy kulinarne z wykorzystaniem herbaty, aż po wywiady z innymi blogerami herbacianymi;

6. Tea Geek (http://www.teageek.net/blog/) – to blog, na którym różne kwestie związane z herbatą są przedstawione od strony naukowej;

7. Mel Had Tea (https://melhadtea.com/) – to właściwie blog podróżniczo-herbaciany, na którym można przeczytać m.in. relacje z pobytu w miejscach związanych z herbatą, np. relację z wizyty na japońskiej plantacji herbaty (https://melhadtea.com/japanese-tea-farm/) oraz w japońskiej fabryce herbaty (https://melhadtea.com/japanese-tea-factory/). 

Mel, autorka bloga, jest herbacianym somelierem, dlatego też warto zwrócić szczególną uwagę na dwa wpisy: wpis, w którym prezentuje, jak degustować profesjonalnie herbatę (https://melhadtea.com/how-to-taste-tea/) oraz wpis, w którym dość dokładnie omawia, jak wyglądała jej droga do uzyskania uprawnień herbacianego someliera w Kanadzie (https://melhadtea.com/tea-sommelier-training/).

Różne odsłony herbaty cz. 46 – Wakōcha Benifūki, czyli zaskakująca czarna herbata z Japonii

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam pewną japońską herbatę o nazwie Wakōcha Benifūki. Herbata ta została kupiona w sklepie eherbata.pl.

Wakōcha Benifūki to japońska czarna herbata („wa” odnosi się do Japonii, a „kōcha” to po japońsku „czerwona herbata”; według chińskiej nomenklatury to właśnie czerwona herbata). Jest to pewnego rodzaju ciekawostka herbaciana, ponieważ przeważającą większość herbat produkowanych w Japonii (ok. 95%) stanowią zielone herbaty. Obecnie tylko ok. 300 japońskich rolników zajmuje się wytwarzaniem czarnej herbaty.

Wakōcha Benifūki powstała z kultywaru krzewu herbacianego zwanego Benifūki. Kultywar ten został stworzony w 1965 r. w Makurazaki w japońskiej prefekturze Kagoshima poprzez skrzyżowanie kultywaru Benihomare (krzewu odmiany assamica popularnego w Chinach i Japonii) z kultywarem MakuraCd86 (krzewu odmiany sinensis pochodzącego ze słynnego indyjskiego regionu Darjeeling). W 1996 r. został on wpisany do oficjalnego rejestru japońskich kultywarów herbacianych. Początkowo miał być przeznaczony do produkcji czarnych herbat oraz oolongów, ale obecnie wykorzystuje się go również do wytwarzania zielonych herbat. Co ciekawe, te ostatnie wykazują wyjątkowo silne działanie antyalergiczne ze względu na największą zawartość katechin metylowanych ze wszystkich herbat powstałych z japońskich kultywarów herbacianych. Niemniej jednak to właśnie czarne herbaty powstałe z kultywaru Benifūki mają najlepsze walory smakowe. Warto wiedzieć, że kultywar Benifūki można uprawiać w każdym regionie Japonii. Charakteryzuje się on wyjątkową odpornością na choroby.

Niestety, nie znam więcej szczegółowych informacji dotyczących herbaty Wakōcha Benifūki, np. miejsca pochodzenia czy terminu zbiorów. Co do procesu wytwarzania, to zebrane listki najprawdopodobniej przeszły przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie, zwijanie oraz suszenie. Ostatecznie herbata ma postać drobnych poskręcanych listków w ciemnobrązowym kolorze, z jasnobrązowymi przebłyskami. Wygląda ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Wakōcha Benifūki ma słodkawy owocowy aromat i brązowo-czerwonawy kolor. Możecie zobaczyć go poniżej:

Napar z tej herbaty ma intensywny smak dojrzałych ciemnych owoców, szczególnie wiśni. Kojarzy mi się trochę z konfiturą 😊. Co ciekawe, jest on całkowicie pozbawiony jakiejkolwiek goryczy czy cierpkości. Pijąc go, nie zaznałam też charakterystycznego dla wielu czarnych herbat uczucia ściągania. Ogólnie rzecz biorąc, napar ten jest bardzo “lekki” i łagodny.

Co do sposobu przyrządzania, to myślę, że najlepiej jest zalać listki tej herbaty wodą tuż po zagotowaniu (ok. 95 stopni Celsjusza) i parzyć przez minutę. Te same listki można wykorzystać dwukrotnie, z tym, że za drugim razem dobrze jest wydłużyć czas parzenia do 3 minut. Napary z pierwszego i drugiego parzenia mają podobny smak, ale oczywiście smak tego drugiego jest nieco mniej intensywny.

Podsumowując, Wakōcha Benifūki to zdecydowanie warta uwagi czarna japońska herbata, która daje napar o słodkawym owocowym zapachu i intensywnym wiśniowym smaku. Tej herbacie bliżej jest do recenzowanej już na blogu gruzińskiej czarnej herbaty o nazwie Ramiz Black Tea, niż np. do assamskich czy cejlońskich czarnych herbat. Przyznam szczerze, że jest to jedna z najsmaczniejszych czarnych herbat, jakie kiedykolwiek piłam. Polecam ją wszystkim miłośnikom tego typu herbat, jak również tym, którzy raczej nie sięgają po nie. Wakōcha Benifūki na pewno pozytywnie Was zaskoczy 😊

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://eherbata.pl/wakocha-benifuki-1585.html/

http://www.tching.com/2011/01/japanese-black-tea-wakocha/

https://obubutea.com/shop/black-tea/wakoucha/

https://www.myjapanesegreentea.com/wakoucha-japanese-black-tea

http://www.myjapanesegreentea.com/the-benifuuki-tea-cultivar

http://www.yuuki-cha.com/benifuuki-black-tea/

https://www.insight-tea.com/kocha-pleasure-discovery/

https://japaneseteasommelier.wordpress.com/2017/11/01/a-brief-history-of-japanese-black-tea/

http://thejasminepearl.com/benifuki/

https://obubutea.com/japanese-black-tea

„Course in Tea Sommelier” Sharyn Johnston – recenzja anglojęzycznej książki o herbacie

Dzisiejszy wpis będzie recenzją kolejnej anglojęzycznej książki o herbacie, a konkretniej „Course in Tea Sommelier” autorstwa Sharyn Johnston. Pozycję tę otrzymałam od Arti Unici, za co serdecznie dziękuję.

„Course in Tea Sommelier” to książka wydana po raz pierwszy w 2016 r. (w Polsce ukazała się po raz pierwszy w grudniu 2016 r.) przez Australian Tea Masters. Australian Tea Masters to organizacja założona w 2011 r. przez wspomnianą wyżej Sharyn Johnston, której głównym celem jest szeroko rozumiane szerzenie wiedzy o herbacie, w tym również szkolenie osób zajmujących się herbatą zawodowo. Co prawda siedziba tej organizacji znajduje się w australijskim stanie Wiktoria, ale zasięg jej działania jest ogólnoświatowy. W ofercie Australian Tea Masters można znaleźć m.in. kursy zarówno w formie wirtualnej, jak i te w formie tradycyjnej (czyli wymagające fizycznego uczestnictwa w warsztatach w wybranym miejscu), np. kurs, który kształci w zakresie przygotowywania mieszanek herbacianych, tzw. blendingu (Certified Tea Blending) czy też kurs na sommeliera herbacianego (Tea Sommelier Course). Dzisiaj recenzowana przeze mnie pozycja jest przede wszystkim podręcznikiem kursowym, który jest polecanym źródłem wiedzy na kursie na sommeliera herbacianego, ale tak naprawdę jej zastosowanie jest uniwersalne – jest przeznaczona dla każdego miłośnika herbaty, który chce poszerzyć swoją wiedzę o herbacie.

„Course in Tea Sommelier” liczy 288 stron. Składa się z przedmowy (foreword), spisu treści (table of contents), trzech głównych części zatytułowanych kolejno Efekt uczenia się 01 (learning outcome 01), Efekt uczenia się 02 (learning outcome 02) oraz Efekt uczenia się 03 (learning outcome 03), przy czym każda część dzieli się na kilka sekcji, oraz dodatku (appendix), który również dzieli się na kilka sekcji. Pierwsza część przedstawia m.in. ogólną historię herbaty z uwzględnieniem historii herbaty w kilku wybranych krajach, np. Chiny, Korea, Japonia, Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone, wygląd i odmiany krzewu herbacianego, metody produkcji i procesy obróbki herbaty, sześć podstawowych rodzajów herbaty (wraz z zalecanymi sposobami parzenia danego rodzaju herbaty). Ponadto ta część wyjaśnia, czym jest herbaciane terroir, jak również ukazuje różnice pomiędzy fermentacją a oksydacją.

Z drugiej części można dowiedzieć się m.in. jakie są najlepsze warunki do przechowywania herbaty, jak najlepiej obsługiwać klientów zamawiających herbatę w restauracji czy hotelu (część tych porad można również stosować w herbaciarni czy sklepie z herbatą), jak przyrządzać herbatę Matcha, jakie są alternatywne metody przygotowywania herbaty, jak profesjonalnie degustować i oceniać herbaty, jaka jest sytuacja branży herbacianej oraz jak uprawiać i obrabiać herbatę samemu w domu.

Trzecia część omawia trzy najbardziej znane ceremonie herbaciane: chińską, japońską oraz koreańską, jak również angielski zwyczaj picia popołudniowej herbaty połączony z konsumpcją lekkiego posiłku zwany afternoon tea (z uwzględnieniem historii, obowiązującej etykiety, roli uczestników, stosowanych naczyń i akcesoriów oraz instrukcji pokazującej daną ceremonię krok po kroku). Ponadto ta część zawiera porady dotyczące łączenia herbaty z potrawą (tzw. tea pairingu).

Z kolei czwarta część, czyli dodatek, zawiera charakterystykę wybranych mniej i bardziej znanych herbat z różnych krajów, np. Chin, Japonii, Tajwanu, Kenii, Indonezji, Nowej Zelandii czy Australii. Każda taka charakterystyka obejmuje zdjęcie listków herbaty, krótką informację na temat danej herbaty, np. pochodzenia jej nazwy czy miejsca jej uprawy, zalecany sposób jej przyrządzenia oraz opis doznań smakowych i zapachowych dostarczanych przez napar z danej herbaty.

Całość książki jest uzupełniona rozmaitymi zdjęciami (głównie liści herbacianych, naczyń i akcesoriów oraz ludzi zbierających lub parzących herbatę), rysunkami i schematami. Co ważne, w drugiej części (a dokładniej kolejno na stronie 144 i 145) można znaleźć glosariusz podstawowych terminów związanych z profesjonalną degustacją herbaty oraz zaproponowane przez autorkę koło smaków herbaty (Australian Tea Masters Tea Flavour Wheel), które może wspomóc w nauce degustacji herbaty.

Przykładowe strony tej pozycji możecie zobaczyć na stronie Australian Tea Masters: http://australianteamasters.com.au/tea-sommelier-handbook/.

„Course in Tea Sommelier” Sharyn Johnston ma cztery główne zalety. Pierwsza z nich to mnogość i różnorodność informacji oraz ciekawostek o herbacie. Część z nich była dla mnie nowością, mimo że przeczytałam już kilka pozycji o herbacie, również tych anglojęzycznych, np. porady dotyczące tego, jak uprawiać herbatę samemu w domu, czy jak wygląda sytuacja branży herbacianej.

Druga zaleta to wspomniane wyżej dwa elementy ułatwiające rozpoznawanie i opisywanie doznań dostarczanych przez napar, tj. koło smaków herbaty oraz dodatek, który zawiera charakterystykę wybranych herbat. Jeżeli okaże się, że akurat mamy herbatę opisaną w dodatku, możemy zaparzyć ją, a następnie spróbować opisać doznania dostarczane przez napar, posiłkując się kołem smaków. Następnie po przygotowaniu własnego opisu możemy skonfrontować go z opisem doznań zawartym w dodatku. Uważam, że to bardzo ciekawy sposób nauki degustacji herbaty.

Trzecia zaleta to podział książki na krótkie sekcje liczące kilka stron. Dzięki takiej strukturze pozycję tę wygodnie się czyta – można przeczytać co najmniej jedną sekcję za jednym posiedzeniem, nawet jeżeli nie ma się zbyt dużo czasu na czytanie. Nie wiem, jak Wy, ale ja nie cierpię przerywać lektury w środku rozdziału/podrozdziału, a w przypadku długich rozdziałów/podrozdziałów liczących nawet kilkanaście czy kilkadziesiąt stron czasem jest to nieuniknione.

Czwarta zaleta to odsyłanie czytelnika do innych źródeł wiedzy w niektórych przypadkach, np. w przypadku omawiania koreańskiej ceremonii herbacianej. Mimo że na pierwszy rzut oka ta nieczęsto spotykana praktyka może wydawać się wadą, bo może wskazywać na to, że temat nie został omówiony dogłębnie, to jednak w ogólnym rozrachunku uważam, że jest to atut, ponieważ świadczy o tym, że autorka pozycji rzetelnie podchodzi do kwestii szerzenia wiedzy herbacianej – jest świadoma pewnych ograniczeń i woli, aby czytelnik w razie zainteresowania tematem pogłębił wiedzę u źródła specjalizującego się w tym temacie.

„Course in Tea Sommelier” Sharyn Johnston ma też kilka niedoskonałości. Po pierwsze, pozycja ta jest dość droga – w sklepie Arti Unici (jedynym sklepie w Polsce, w którym ta książka jest dostępna) kosztuje ona 199,90 zł. Nie da się ukryć, że to wysoka cena, ale z drugiej strony książka jest naprawdę wartościowa, a sprowadzenie jej z Australii do Polski to też na pewno niemały koszt.

Po drugie, pozycja ta jest dostępna wyłącznie w wersji angielskiej. Dla mnie ten brak dostępności polskiej wersji nie jest problemem, ale są miłośnicy herbaty, którzy nie znają języka angielskiego na tyle dobrze, aby swobodnie w nim czytać.

Po trzecie, książka zawiera kilka drobnych literówek, np. „he belly of the teapot” zamiast “the belly of the teapot” (strona 124) czy “hot waer” zamiast “how water” (strona 126). Poza tym zawiera drobny błąd merytoryczny. Znajduje się on na stronie 68, gdzie przy okazji tematu oceniania jakości herbaty (grading) można znaleźć następujący fragment: „Matcha: the highest grade Gyokuro” („Matcha: Gyokuro najwyższej jakości”). Matcha nie powstaje z herbaty Gyokuro, lecz z herbaty Tencha.

Podsumowując, mimo wspomnianych powyżej drobnych niedoskonałości, „Course in Tea Sommelier” Sharyn Johnston to bez wątpienia warta uwagi anglojęzyczna książka o herbacie, prezentująca wiedzę o herbacie w sposób kompleksowy i przystępny dla czytelnika. Przedstawione w niej metody nauki degustacji herbaty zasługują na szczególną uwagę. Ta pozycja jest odpowiednia dla każdego miłośnika herbaty, niezależnie od stopnia zaawansowania jego wiedzy. Jeżeli tylko będziecie mieli okazję, żeby przeczytać ją, nie wahajcie się, aby skorzystać z tej możliwości.
PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:
http://artiunici.com/pl/tea-sommelier/43-course-in-tea-sommelier.html
http://australianteamasters.com.au/tea-sommelier-handbook/

Różne odsłony herbaty cz. 45 – Wenshan Baozhong, czyli przepyszny tajwański oolong o niskim stopniu oksydacji

Dzisiejszy wpis będzie recenzją pewnej azjatyckiej herbaty, a konkretniej tajwańskiego oolonga o nazwie Wenshan Baozhong. Herbata ta została kupiona w sklepie eherbata.pl.

Wenshan Baozhong (zwany również Pouchongiem) to oolong o lekkim stopniu oksydacji, który wynosi ok. 10%. Jest to jeden z najbardziej znanych przedstawicieli tajwańskich nisko oksydowanych oolongów. Herbata ta pochodzi z północnej części Tajwanu, a konkretniej z południowej dzielnicy Tajpej zwanej Wenshan (lub Pinglin). W tym rejonie znajduje się wioska zwana Pinglin, która słynie właśnie z produkcji tego oolonga. Ponad 80% mieszkańców tej wioski zajmuje się uprawą herbaty, jej przetwarzaniem lub handlem nią. Ponadto w tym miejscu znajduje się Pinglin Tea Museum (Muzeum Herbaty w Pinglin), które jest jednym z największych muzeów poświęconych herbacie na świecie.

Nazwa „Baozhong” oznacza „zawijany rodzaj” i jest nawiązaniem do dawniej stosowanego sposobu suszenia tej herbaty, który polegał na pakowaniu liści w papier i umieszczeniu ich w koszu bambusowym nad paleniskiem. Obecnie ten etap produkcji najczęściej przebiega z użyciem maszyn, ale nazwa pozostała bez zmian. Co ciekawe, początkowo Wenshan Baozhong był dodatkowo aromatyzowany kwiatami jaśminu, ale ostatecznie zdecydowano się odejść od tego etapu produkcji, gdy uzyskano naturalnie kwiatowy efekt.

Warto wiedzieć, że poza Wenshan Baozhongiem istnieją jeszcze dwie inne odmiany Baozhongów: Nangang oraz Lanyang (określenia te pochodzą od nazw obszarów w Tajpej). Najbardziej znane herbaty Baozhong pochodzą z Wenshan oraz Nangang.

Listki mojej herbaty pochodzące z kultywaru krzewu herbacianego o nazwie Qing Xin zostały zebrane w maju 2017 r. ręcznie, co jest raczej rzadką praktyką na Tajwanie ze względu na powszechne użycie maszyn do tego celu. Zebrane listki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie, zwijanie, lekkie prażenie oraz suszenie. Ostatecznie herbata ma postać delikatnie pozwijanych długich listków w ciemnozielonym kolorze. Wygląda tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Wenshan Baozhong ma intensywny kwiatowo-maślany aromat i zielonkawy kolor. Możecie zobaczyć go na poniższym zdjęciu:

W smaku naparu z pierwszego parzenia dominują akcenty kwiatowe, które przeplatają się z nutami maślanymi. Z kolei z każdym kolejnym parzeniem herbata pokazuje swoje roślinno-trawiaste oblicze – nuty roślinno-trawiaste wysuwają się na prowadzenie, a akcenty kwiatowo-maślane chowają się w tle. Można by stwierdzić, że napar z pierwszego parzenia smakuje bardziej jak napar z oolonga, a napar z każdego kolejnego parzenia – bardziej jak napar z zielonej herbaty.

Co do sposobu przyrządzania Wenshan Baozhonga, to myślę, że najlepiej zaparzyć tę herbatę metodą gongfu cha, czyli stosunkowo dużą ilość listków zalać niewielką ilością wody. Najlepiej postąpić zgodnie z następującą instrukcją: listki zalać wodą o temperaturze ok. 80-85 stopni Celsjusza i parzyć przez następujący czas: 15 sekund, 30 sekund, 45 sekund, 1 minuta, 2 minuty. Jest to herbata, której zdecydowanie służy parzenie metodą gongfu cha, bo tak przyrządzona jest smaczniejsza i bardziej wydajna (te same listki można wykorzystać nawet pięciokrotnie).

Warto wiedzieć, że po zaparzeniu listki tej herbaty rozwijają się, rozciągając się. Możecie zobaczyć, jak wyglądały po piątym parzeniu na poniższym zdjęciu:

Co więcej, Wenshan Baozhong to herbata, która świetnie nadaje się do „parzenia” na zimno. Tak przygotowany „napar” ma intensywnie roślinno-trawiasty smak z wyraźną nutą świeżości, a przy tym jest fantastycznie orzeźwiający.

Podsumowując, Wenshan Baozhong to tajwański oolong o niskim stopniu oksydacji, który daje napar o intensywnym kwiatowo-maślanym aromacie i różnorodnym smaku – od kwiatowo-maślanego do roślinno-trawiastego. Można by stwierdzić, że ta herbata jest czymś pośrednim pomiędzy oolongiem a zieloną herbatą. Uważam, że to jedna z najlepszych herbat pochodzących z Tajwanu i jedna z najsmaczniejszych herbat w ogóle. Jej smak i aromat długo pozostają w pamięci. Polecam ją szczególnie miłośnikom zielonych herbat 😊

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://en.wikipedia.org/wiki/Pouchong

https://eherbata.pl/wenshan-bao-zhong-2017-1739.html

https://redblossomtea.com/products/wenshan-baozhong?variant=31629962820

https://taooftea.com/product/wenshan-baozhong/

http://what-cha.com/taiwan-wenshan-baozhong-oolong-tea/

http://herbacianokaligraficznie.blox.pl/2012/03/Wenshan-Baozhong.html

http://teamasters.blogspot.com/2018/04/the-process-of-wenshan-baozhong-tea.html

http://teamasters.blogspot.com/2006/05/wen-shan-baozhong-from-pinglin.html

http://morzeherbaty.pl/2012/11/pinglin-wioska-herbaciana/

https://en.wikipedia.org/wiki/Pinglin_District

https://en.wikipedia.org/wiki/Wenshan_District

https://pl.wikipedia.org/wiki/Pinglin

10 pomysłów na prezent dla miłośnika herbaty

W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam listę 10 pomysłów na prezent dla miłośnika herbaty z dowolnej okazji. Oto ta lista wraz z krótkim komentarzem do danej pozycji:

10 pomysłów na prezent dla miłośnika herbaty:

1. dobrej jakości herbata sypana – przed wyborem konkretnej herbaty najlepiej zorientować się, jakie preferencje smakowe ma ta osoba, której chcielibyśmy podarować herbatę, czy np. lubi herbatę białą, zieloną czy czarną, czy preferuje herbaty z jakiegoś konkretnego kraju, np. Japonia czy Chiny. Jeżeli macie możliwość obdarowania jej herbatą, którą sami przywieźliście z podróży do kraju, który produkuje herbatę, to byłoby świetnie. Jeżeli jednak nie macie takiej możliwości, zawsze możecie zaopatrzyć się w herbatę w jednym z polskich specjalistycznych sklepów z herbatą. O polecanych polskich sklepach z herbatą pisałam już na blogu, więc odsyłam do tego wpisu: http://mycupofgreentea.pl/2016/06/30/polecane-sklepy-z-herbata-cz-2/.

Koszt: różny, w zależności od rodzaju i gatunku herbaty: najczęściej od kilkunastu złotych do kilkudziesięciu złotych za 50 g

2. subskrypcja herbaciana – niektóre sklepy z herbatą, np. TheTea, zapewniają możliwość zamówienia subskrypcji herbacianej, czyli zestawu próbek kilku wybranych herbat (często mało znanych i trudno dostępnych) wraz z krótkim opisem danej herbaty. To bardzo dobry sposób na naukę degustacji herbaty.

Koszt jednej subskrypcji: ok. 50-80 zł

3. niesłodzony gotowy napój herbaciany – takie napoje świetnie sprawdzają się wtedy, gdy jesteśmy w biegu albo w podróży i nie mamy czasu/możliwości, aby zaparzyć herbatę. Wśród tego typu napojów dostępnych na rynku na szczególną uwagę zasługują dwa napoje marki Soti: Gyokuro oraz Jasmine Pearls. Osobiście uważam, że ten drugi napój jest najsmaczniejszy i z pewnością posmakuje każdemu, kto lubi herbatę jaśminową.

Koszt: ok. 5-10 zł za butelkę

4. czajnik elektryczny z regulacją temperatury wody lub termometr do mierzenia temperatury wody – to dwie propozycje idealne szczególnie dla początkującego miłośnika herbaty, który lubi przyrządzać herbatę w sposób ściśle kontrolowany, tj. używając wody o określonej temperaturze i trzymając listki herbaty w wodzie przez określony czas.

Koszt:  termometr ok. 10-15 zł, a czajnik ok. 200-250 zł

5. ceramika herbaciana, najlepiej ręcznie wykonana przez któregoś ze znanych ceramików, np. Andrzeja Bero, Grzegorza Ośródkę czy Anetę Zatykę – ceramika do herbaty to jest coś, czego miłośnik herbaty nie może mieć w nadmiarze 😉. Najbezpieczniejszym wyborem jest czarka do herbaty, bo zawsze się przyda.

Koszt: różny, w zależności od naczynia – przeważnie od kilkunastu do nawet kilkuset złotych za naczynie

6. hojiki, czyli ceramiczne naczynie do prażenia herbaty – jeżeli Wasz znajomy miłośnik herbaty lubi herbaty prażone, takie jak np. japońska zielona herbata Hojicha, to hojiki będzie ciekawą opcją. Dzięki temu naczyniu można uprażyć każdą wybraną herbatę samemu w dowolnym stopniu.

Koszt: ok. 100 zł (łącznie z kosztami wysyłki)

7. naczynie do cold brew marki Hario – jeżeli osoba, którą chcielibyście obdarować, lubi przyrządzać herbaty na zimno, to naczynie do cold brew Hario na pewno jej się przyda. To szklanka butelka o pojemności 750 ml z silikonowym filtrem, który zatrzymuje listki herbaty. Wystarczy wsypać herbatę do butelki, zalać ją chłodną wodą, wstawić butelkę do lodówki, a po pewnym czasie otrzymamy gotowy „napar”. Największą zaletą tej butelki jest fakt, że jest niesamowicie wygodna i poręczna – taką butelkę łatwiej przetransportować w dowolne miejsce. Poza tym nie zajmuje zbyt dużo miejsca w lodówce.

Koszt: ok. 130-140 zł


8. syfon, np. marki Hario – jeżeli osoba, której chcecie sprawić prezent, lubi eksperymentować z herbatą, parząc ją na najróżniejsze sposoby, również te mniej standardowe, warto rozpatrzyć opcję zakupu syfonu. W syfonie można zaparzyć herbatę w bardzo widowiskowy sposób. Poza tym to naczynie świetnie nadaje się do eksperymentów z łączeniem smaku herbaty ze smakiem owocowych dodatków.

Koszt: ok. 500 zł

Uwaga: przy korzystaniu z syfonu doskonale sprawdza się palnik gazowy, więc warto też rozważyć możliwość zakupu takiego palnika.

9. akcesoria do Matchy – jeżeli Wasz znajomy miłośnik herbaty jest wielkim fanem japońskiej zielonej herbaty Matcha, na pewno ucieszyłby się z prezentu w postaci jakiegoś akcesorium do przyrządzania Matchy, np. bambusowej miotełki do ubijania herbaty zwanej chasenem czy specjalnej czarki do herbaty Matcha (w sklepach często określanej mianem Matchawanu).

Koszt: kilkadziesiąt złotych

10. książka o herbacie – książka o herbacie to uniwersalna propozycja dla każdego miłośnika herbaty, która na pewno sprawi radość zarówno początkującemu, jak i osobie o bardziej zaawansowanej wiedzy. Cztery najbardziej wartościowe pozycje, które polecam, to: „Tea: A User’s Guide” Tony’ego Gebely, „The Tea Book” Lindy Gaylard, „Course in Tea Sommelier” Sharyn Johnston (recenzja wkrótce 😊) oraz „Zapiski o herbacie” Roberta Tomczyka (niestety już niedostępna w sklepach).

Koszt: różny, w zależności od danej książki, ale przeważnie ok. 150-200 zł

Mam nadzieję, że powyższa lista dostarczy Wam inspiracji 😊

Pozdrawiam 🙂

PS Zdjęcia hojiki oraz syfonu zostały wykonane przez Łukasza, autora bloga Herbaciane szlaki, oraz udostępnione za jego zgodą.

Różne odsłony herbaty cz. 44 – Dhara White, czyli herbaciana ciekawostka z Tajlandii

W ostatnich wpisach z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawiłam Wam kilka afrykańskich herbat. Dzisiejszy wpis będzie recenzją pewnej azjatyckiej herbaty, a konkretniej tajskiej białej herbaty o nazwie Dhara White, która została kupiona we wrocławskiej Czajowni.

Zanim jednak przejdę do recenzji, napiszę co nieco na temat herbaty w Tajlandii.

Tajlandia (wcześniej znana jako Syjam (po angielsku: Siam)) to kraj nizinny położony w południowo-wschodniej Azji, a konkretniej na Półwyspie Indochińskim. Graniczy on z Mjanmą i Laosem (na północy), Laosem i Kambodżą (na wschodzie) oraz Malezją (na południu). Większość obszaru Tajlandii znajduje się w strefie klimatu zwrotnikowego monsunowego, z wyjątkiem południowej części, tj. Półwyspu Malajskiego, która leży w strefie klimatu równikowego.

Herbata po raz pierwszy pojawiła się w Tajlandii mniej więcej w 1961 r., kiedy to Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza pokonała armię Kuonmintangu, wskutek czego pokonani musieli uciekać z kraju. Część z nich udała się na Tajwan, a druga część – trafiła do północnej części Tajlandii. W zamian za udzielenie wsparcia w walce z komunizmem zarówno w Tajlandii, jak i sąsiadującym Laosie, tajski rząd pozwolił im osiedlić się w górzystej prowincji Chiang Rai, głównie w okolicy Doi Mae Salong. Ten obszar jest częścią tzw. „złotego trójkąta”, czyli rejonu uznawanego za miejsce narodzin herbaty. Osiedleńcy wkrótce zajęli się uprawą herbaty. Na początku ze względu na brak dostępu do sadzonek krzewu herbacianego z Chin wykorzystywali dziko rosnące od wielu lat w tym rejonie drzewiaste krzewy herbaciane do produkcji herbaty głównie do użytku własnego, jednocześnie uprawiając m.in. mak na opium. Zaniepokojony ilością maku w tym rejonie, król Tajlandii Bhumibol Adulyadej stworzył program wyeliminowania opium, który zakładał przede wszystkim zastąpienie uprawy maku uprawą herbaty. W ramach tego programu do prowincji sprowadzono tajwańskie kultywary krzewu herbacianego, jak również tajwańskich specjalistów od uprawy herbaty, którzy przekazali swoją wiedzę mieszkańcom prowincji Chiang Rai. Te działania umożliwiły rozpoczęcie komercyjnej produkcji herbaty. Do sukcesu tego przedsięwzięcia przyczyniły się również idealne warunki do uprawy herbaty panujące w tym rejonie (m.in. położenie na wysokości ok. 1200-1800 m n.p.m. oraz niemalże całkowita zmienność występujących w Tajlandii trzech pór roku w ciągu zaledwie czterech miesięcy), które przypominają w pewnym stopniu warunki panujące na Tajwanie, czyli w miejscu pochodzenia krzewów.

Obecnie herbatę wciąż uprawia się wyłącznie w północnej części Tajlandii, a konkretniej na małych rodzinnych plantacjach w dwóch prowincjach: Chiang Rai, w szczególności we wspomnianym wyżej rejonie Doi Mae Salong, oraz Chiang Mai. Wytwarza się tu głównie trzy rodzaje herbat: zielone, czarne oraz oolong. Tajskie oolongi cieszą się największym uznaniem. Z jednej strony przypominają one tajwańskie lekko oksydowane oolongi w formie zwiniętych kuleczek, a z drugiej – zachowują też swój unikalny charakter. Warto pamiętać, że podobieństwo tajskich oolongów do tajwańskich oolongów sprzyja oszukańczym praktykom – zdarza się, że oolongi wytworzone w Tajlandii sprzedaje się jako tajwańskie oolongi.

Wiedząc już co nieco o tajskiej herbacie, mogę przejść do właściwej recenzji.

Recenzowana przeze mnie herbata pochodzi z Monsoon Tea, czyli miejsca będącego jednocześnie sklepem z herbatą, herbaciarnią oraz restauracją, które jest usytuowane w prowincji Chiang Mai. W ofercie Monsoon Tea znajduje się kilka rodzajów herbat: białe, zielone, oolong, czarne, aromatyzowane, mieszanki herbaciane, a nawet jedna żółta. Monsoon Tea specjalizuje się w herbatach wytwarzanych z krzewów herbacianych Camellia sinensis odmiana assamica od wielu lat dziko rosnących w dżungli w północnej części Tajlandii, a więc występujących w swoim naturalnym środowisku. Co więcej, wspomniane krzewy herbaciane wykształciły naturalne mechanizmy obronne przed insektami i pasożytami, więc stosowanie herbicydów i pestycydów nie jest konieczne. Dlatego też herbaty oferowane przez Monsoon Tea są organiczne i wolne od środków ochrony roślin.

Dhara White

Dhara White to biała herbata, w skład której najczęściej wchodzi mieszanka pączków oraz najmłodszych listków krzewu herbacianego Camellia sinensis odmiana assamica z pączkami i dwoma pierwszymi listkami tego krzewu. Zbiory mają miejsce raz w roku w marcu (moja herbata została zebrana w marcu zeszłego roku). Zebrane listki i pączki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie, lekka oksydacja oraz suszenie na słońcu. Ostatecznie herbata ma postać zielonkawo-brązowawych fragmentów listków i pączków o różnej wielkości. Wygląda ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Susz przypomina nieco herbatę Pai Mu Tan, jednak, jak przekonacie się w dalszej części tego wpisu, na tym kończy się podobieństwo Dhary White do tej chińskiej białej herbaty 😉

Przy okazji warto wiedzieć, że rozdrobnienie suszu widoczne na powyższym zdjęciu najprawdopodobniej jest efektem transportu herbaty (listki krzewu herbacianego Camellia sinensis odmiana assamica są dość duże, a więc nietrudno o ich połamanie).

Napar z Dhara White ma żółtawo-pomarańczowawy kolor i słodkawy owocowy aromat. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej:

W smaku naparu, który ma jakby kremową konsystencję, dominują nuty owocowe (szczególnie wiśni i brzoskwini) oraz akcenty miodowe. W tle majaczy też coś, co określiłabym jako „błotnistość” i „ziemistość”. Takich doznań smakowych nie dostarcza żadna inna znana mi biała herbata.

Co do sposobu przyrządzania herbaty Dhara White, to myślę, że najlepiej jest zalać listki oraz pączki wodą niedługo po zagotowaniu (o temperaturze ok. 90-95 stopni Celsjusza) i parzyć przez 3 minuty. Co prawda na stronie Czajowni do parzenia tej herbaty zaleca się użyć wody o temperaturze 75 stopni Celsjusza, ale uważam, że wyższa temperatura wody zdecydowanie bardziej służy tej herbacie (taka właśnie wyższa temperatura wody jest też zalecana na stronie internetowej Monsoon Tea). Te same listki i pączki można wykorzystać trzykrotnie, z tym że każde kolejne parzenie lepiej skrócić do ok. 1,5 minuty. Ogólnie rzecz biorąc, napar z drugiego i trzeciego parzenia jest słabszy niż ten z pierwszego – nuty owocowe i miodowe są mniej wyraźne, a „błotnistość” jest bardziej intensywna.

Warto też wiedzieć, że herbata Dhara White świetnie nadaje się również do „parzenia” na zimno. Co ciekawe, przyrządzona w ten sposób niespodziewanie ukazuje swoje głęboko skrywane kwiatowe oblicze.

Podsumowując, Dhara White to tajska biała herbata, która daje napar dostarczający różnorodnych doznań smakowych – w zależności od sposobu parzenia można doszukać się akcentów owocowych, miodowych, “ziemnych” i “błotnych” (co jest raczej niespotykane w przypadku białych herbat), a nawet kwiatowych. Polecam ją szczególnie miłośnikom białych herbat, ale nie tylko – również tym, którzy lubią nietuzinkowe herbaty.

Pozdrawiam 🙂

PS1 Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z książki pt. “The Tea Book” Lindy Gaylard, karty informacyjnej dotyczącej herbaty Dhara White, którą przesłał mi pan Ryan Price z Monsoon Tea, oraz z następujących źródeł internetowych:

https://www.czajownia.pl/pl/p/Dhara-White-20-g/404

https://monsoon-tea-company.com/product/dhara-white

https://monsoon-tea-company.com/our-tea

https://monsoon-tea-company.com/about

http://teaintheancientworld.blogspot.com/2017/06/dhara-white-wild-northern-thai-white.html

https://ratetea.com/region/thailand/10/

http://theteadetective.com/TeasOfThailand.html

https://thedailytea.com/travel/tea-land-smiles/

http://www.tching.com/2016/10/thai-teas-tea-thailand/

http://siamteas.com/thai-teas/

http://siamteas.com/thai-tea-tea-cultivation-in-thailand/cultivation-areas-in-northern-thailand/

https://pl.wikipedia.org/wiki/Tajlandia

https://en.wikipedia.org/wiki/Thailand

PS2 Pan Kenneth Rimdal z Monsoon Tea wygłosił prezentację na temat znaczenia herbaty pozyskiwanej z krzewów herbacianych rosnących w swoim naturalnym środowisku, czyli dżungli. Jest ona dostępna tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=fCt6PoTfPvg.

Różne odsłony herbaty cz. 43 – Matchamisu, czyli tiramisu z herbatą Matcha

W dzisiejszym wpisie podzielę się z Wami przepisem na Matchamisu, czyli tiramisu z herbatą Matcha. Jest on efektem ostatnich eksperymentów kulinarnych z herbatą Matcha 😉

Przepis na Matchamisu, czyli tiramisu z herbatą Matcha

Składniki:

Krem:

  • 1 łyżeczka Matchy (wersji kulinarnej)

  • 6 żółtek jaj

  • ok. 200 ml śmietany 30% (w formie płynnej)

  • 2 opakowania serka mascarpone (ok. 500 g)

  • 1/2 szklanki cukru trzcinowego

  • szczypta soli

Mieszanka herbaty Matcha, wody i cukru do namaczania biszkoptów:

  • 2 opakowania biszkoptów „kocich języczków” (tzw. ladyfingers)

  • 1 szklanka gorącej wody

  • 1 łyżeczka Matchy (wersji kulinarnej) + odrobina do posypania

  • 1/4 szklanki cukru trzcinowego (może być też 1/5 szklanki)

Przygotowanie:

1. W misce ubijamy żółtka z herbatą Matcha, cukrem i odrobiną soli do momentu, aż uzyskamy jednolitą masę.

2. W oddzielnej misce przygotowujemy serek mascarpone. Następnie dodajemy powstałą masę i mieszamy całość delikatnie i powoli (możemy wyczuwać opór przy mieszaniu).

2. Mocno ubijamy śmietanę. Następnie powoli i ostrożnie dodajemy ubitą śmietanę do masy z serka mascarpone i herbaty Matcha, mieszając wszystko trzepaczką, aż powstanie krem o jednolitej konsystencji.

3. W szklance zalewamy łyżeczkę herbaty Matcha i 1/4 (lub 1/5) szklanki cukru gorącą wodą. Mieszamy całość łyżeczką do rozpuszczenia.

4. Wyjmujemy po jednym biszkopcie z opakowania, zanurzamy go w Matchy rozpuszczonej w wodzie z obu stron i kładziemy jeden obok drugiego w naczyniu. Następnie nakładamy warstwę kremu z serka mascarpone i herbaty Matcha. Czynność nakładania warstwy namoczonych biszkoptów oraz kremu powtarzamy do momentu, gdy kremu pozostanie już tylko na jedną warstwę.

5. Wkładamy Matchamisu do lodówki na co najmniej kilka godzin, a najlepiej na całą noc.

6. Przed podaniem posypujemy wierzchnią warstwę kremu odrobiną herbaty Matcha.

7. Delektujemy się smakiem naszego Matchamisu 😉

Uwagi ogólne do przepisu:

1. Dobry serek mascarpone musi być świeży i schłodzony. Przy mieszaniu powinien tworzyć grudki.

2. Dodanie ubitej śmietany do masy jest opcjonalne – dzięki temu krem jest bardziej puszysty i sprawia wrażenie jakby miał większą objętość.

3. Dobrze ubita śmietana nie wypływa z naczynia po przechyleniu.

4. Aby wierzchnią warstwę kremu pokryć równomierną warstwą herbaty Matcha, można przesypać herbatę do małego sitka, a następnie delikatnie potrząsać sitkiem nad kremem.

Pozdrawiam 🙂

PS Przepis powstał we współpracy z Piotrkiem z Warszawskiego Kolektywu Herbacianego. Naszą inspiracją był ten przepis: https://www.tastemade.com/videos/matcha-tiramisu, ale został on  nieco zmodyfikowany.

Relacja z pobytu w herbaciarni cz. 2 – Gyokuro w Warszawie

Jeżeli śledzicie stronę bloga na Facebooku, to na pewno widzieliście ostatnio zamieszczoną krótką relację z pobytu w warszawskiej herbaciarni Gyokuro. Postanowiłam, że nieco rozwinę/uzupełnię ją tutaj na blogu, tym bardziej, że ten cykl wpisów pozostaje zaniedbany od dłuższego czasu 😉

W sobotę 3 marca wybrałam się wraz z innymi członkami Warszawskiego Kolektywu Herbacianego do wspomnianej wyżej herbaciarni. Po przybyciu na adres podany w internecie, ujrzałam ten widok:

Po wejściu do środka moją uwagę przykuły półki z ceramiką herbacianą oraz herbatami (szczególnie japońskimi) na sprzedaż, które znajdują się po prawej stronie.

Po tej stronie pod półkami z herbatami japońskimi stoi szafka z napojami herbacianymi marki Soti.

Na wprost od wejścia znajduje się lada, na której można znaleźć słodycze i herbaty na sprzedaż.

Po lewej stronie od wejścia widać dwa stoliki z siedmioma miejscami, a za nimi półki z dużą liczbą rozmaitych słoiczków z herbatami i przyprawami.

Po zajęciu miejsc otrzymaliśmy menu. W menu dominują herbaty smakowe/aromatyzowane, ale można w nim znaleźć również herbaty czyste.

Jako że na dworze był mróz, zamówiłam japońską zieloną herbatę Hojichę. Dobrze pamiętałam, że napar z tej herbaty jest dość nietypowy, bo przypomina bardziej napar z czarnej herbaty, a więc będzie idealny na rozgrzanie się.

Po pewnym czasie otrzymaliśmy szklane filiżanki z wodą o odpowiedniej temperaturze. Na ich spodkach znajdowały się papierowe torebki z zamówioną herbatą. Niezwłocznie przystąpiliśmy do parzenia 🙂

Powstały napar był przepyszny: dominowały w nim nuty prażenia, a sam napar pozostawiał delikatny orzechowy posmak. Zrobiłam trzy parzenia tej herbaty. Mam wrażenie, że z każdym kolejnym parzeniem napar z tej herbaty stawał się coraz smaczniejszy.

Pozostali uczestnicy spotkania zamówili również inne japońskie herbaty, a konkretniej herbatę Matcha, Gyokuro i Karigane iri Matcha. One również okazały się smaczne. Jedynie do herbaty Matcha były pewne zastrzeżenia.

W międzyczasie pani, która nas obsługiwała, zaproponowała nam ciastko. Przystałam na tę propozycję. Okazało się, że ta słodkość całkiem nieźle się komponowała z herbatą.

Na koniec pobytu zwróciłam uwagę na pudełko z próbkami herbat chińskich, które leżało na ladzie.

Najbardziej zainteresowała mnie chińska czarna herbata Jin Jun Mei, bo słyszałam o niej już wcześniej w kontekście herbat pochodzących ze słynnego chińskiego rejonu gór Wu Yi.

Zdecydowałam się kupić tę próbkę, bo to była idealna okazja, aby poznać kolejną herbatę z tego regionu (a muszę zaznaczyć, że nie znam za dobrze herbat wywodzących się z tego miejsca).

Przyznam szczerze, że gdy nadszedł koniec spotkania (zbliżała się godzina zamknięcia herbaciarni), dość niechętnie wychodziłam z lokalu na ten mróz 😉

Ogólnie rzecz biorąc, herbaciarnia Gyokuro to warte uwagi miejsce na herbacianej mapie Warszawy. Można tutaj nie tylko fantastycznie spędzić czas przy filiżance pysznej herbaty, ale również zaopatrzyć się w rozmaite herbaty. Polecam odwiedzić ten lokal, jeżeli tylko będziecie mieli okazję 🙂

Na koniec podam parę ogólnych informacji o herbaciarni:

Nazwa: Herbaciarnia Gyokuro

Adres: ul. Kamionkowska 19 lok. U9

03-805 Warszawa

Godziny otwarcia: pon-pt: 11.00-19.00

Sob: 10.00-15.00

W herbaciarni można dokonywać płatności kartą.

Pozdrawiam 🙂

PS Przy przygotowywaniu relacji korzystałam ze strony internetowej herbaciarni Gyokuro: https://gyokuro.pl/.

Jak można stać się lepszym degustatorem herbaty?

W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam listę dwunastu porad dotyczących tego, jak można stać się lepszym degustatorem herbaty. Co prawda nie jestem żadnym herbacianym ekspertem, ale myślę, że co nieco już wiem i dlatego mogę podzielić się swoimi spostrzeżeniami 😉 Oto ta lista przygotowana w punktach:

Jak można stać się lepszym degustatorem herbaty?

1. Próbować dużo różnych herbat różnej jakości z różnych źródeł – warto sięgać nie tylko po te, które lubimy, ale również po herbaty tego rodzaju, za którym nie przepadamy. Dzięki temu będziemy mieli porównanie, a co się z tym wiąże – coraz lepsze rozeznanie w tym, która herbata jest dobra, a która słaba. Może się też okazać, że do pewnych smaków po prostu musimy dojrzeć i dlatego to, co na początku nam nie smakowało, po jakimś czasie może nam zasmakować. Warto dać szansę każdej herbacie, bo naprawdę może nas zaskoczyć. Jeżeli przyrządzony z niej napar z jakiegoś powodu nam nie pasuje, spróbujmy następnym razem podejść do danej herbaty w odmienny sposób, zaparzając ją inaczej.

Przy okazji warto wspomnieć, że bardzo ciekawym sposobem na poznawanie nowych herbat jest zapisanie się do herbacianej subskrypcji oferowanej przez niektóre sklepy z herbatą, np. w TheTea. Dzięki takiej subskrypcji nie tylko uzyskujemy dostęp do herbat, które są mniej znane czy trudno dostępne, ale też mamy możliwość dowiedzenia się czegoś więcej o danej herbacie z lektury jej krótkiego opisu (również opisu dostarczanych przez nią doznań). Poniżej znajdziecie zdjęcie herbat z przykładowej herbacianej subskrypcji w sklepie TheTea z września 2016 r.:

2. Przeprowadzać degustacje porównawcze – zaopatrzyć się w herbaty tego samego gatunku z kilku różnych źródeł, np. w chińską białą herbatę Pai Mu Tan, zaparzyć je jednocześnie lub jedna po drugiej i zrobić porównanie doznań dostarczanych przez nich. To najlepsza okazja, żeby uświadomić sobie, jak bardzo herbata tego samego gatunku pochodząca z różnych źródeł może się różnić od siebie;

3. Zapoznać się z prawidłowym nazewnictwem związanym z klasyfikacją herbat (dostępnym np. tutaj: http://morzeherbaty.pl/rodzaje-herbaty/) i konsekwentnie stosować je wtedy, gdy mówimy lub piszemy o herbacie – dzięki temu nie tylko unikniemy nieporozumień związanych z określaniem rodzaju herbaty, ale również po zapoznaniu się z procesami produkcji każdego rodzaju herbaty łatwiej będzie nam zrozumieć i ocenić daną herbatę;

4. Spotykać się z innymi miłośnikami herbaty i wspólnie parzyć oraz pić herbatę – dzięki takim wspólnym degustacjom mamy świetną okazję, aby skonfrontować swoje doznania z doznaniami innych;

5. Wymieniać się próbkami herbaty z innymi znajomymi miłośnikami herbaty, zarówno tymi polecanymi, jak i tymi, które nam nie przypadły do gustu – dzięki takim wymianom możemy poznać nowe herbaty i to nierzadko takie, których sami z siebie raczej byśmy nie kupili, bo np. mamy inne gusta;

6. Starać się nieustannie poszerzać swoją wiedzę o herbacie poprzez czytanie najrozmaitszych portali, blogów oraz książek o herbacie, również tych obcojęzycznych – każdy autor książki czy artykułu o herbacie przedstawia dane zagadnienie z innej perspektywy, bo ma inną wiedzę i inne doświadczenie. Dzięki temu bardzo często możemy dowiedzieć się czegoś nowego, nawet jeżeli czytamy na dany temat, np. klasyfikacji herbaty, po raz kolejny;

7. Czytać opisy doznań z degustacji herbat przez innych, np. na blogach, analizować je i konfrontować ze swoimi doznaniami – podobnie jak wspomniałam w punkcie 6 powyżej każdy autor opisu wrażeń ma inną wiedzę i inne doświadczenie, więc może zauważyć coś, czego my nie dostrzegamy lub nazwać coś, czego my nie możemy określić;

8. Prowadzić bloga o herbacie 😉 – a tak całkiem poważnie to jest to świetna motywacja do poszerzania swojej świadomości herbacianej i idealne miejsce do spisywania swoich przemyśleń czy wrażeń. Jednak jeżeli z jakiegoś powodu nie macie ochoty tego robić publicznie, to myślę, że warto spisywać swoje doznania z degustacji danej herbaty w prywatnym miejscu, np. w notatniku, aby po jakimś czasie móc wrócić do takiego opisu i przypomnieć sobie wrażenia;

9. Na początku swojej przygody z herbatą do przyrządzania herbaty używać przyrządów do mierzenia, takich jak termometr czy waga, oraz ściśle stosować się do zaleceń producenta, a w miarę nabywania wiedzy i doświadczenia – starać się przygotowywać herbatę „na czuja”, czyli bez wspomnianych przyrządów – mam wrażenie, że im mamy lepsze „wyczucie” herbaty, tym mamy mniejszą potrzebę, aby przygotowywać herbatę w ściśle kontrolowany sposób;

10. Nie bać się eksperymentować z herbatami, szczególnie ze sposobem parzenia (np. metoda zachodnia vs. metoda wschodnia, czyli gongfu cha, lub parzenie tradycyjne, tj. zalewanie suszu gorącą wodą, vs. „parzenie” na zimno), czasem parzenia, ilością suszu czy nawet rodzajem wody (butelkowana woda żródlana vs. przefiltrowana woda z kranu) lub jej temperaturą (zalecana przez producenta vs. niższa lub wyższa od zalecanej) – tego typu eksperymenty często pozwalają nam uświadomić sobie, jak wiele różnych doznań może dostarczyć nam dana herbata, gdy tylko zmienimy choćby jeden wybrany parametr parzenia podczas jej przygotowywania;

11. Zwiedzać rozmaite miejsca związane z herbatą w krajach, w których jest ona uprawiana i wytwarzana, np. herbaciarnie czy plantacje – to chyba najlepszy możliwy sposób, aby poznać nowe herbaty i poszerzać swoją wiedzę o nich, bo wszystko można zobaczyć czy wszystkiego można dowiedzieć się na miejscu u źródła;

12. Być otwartym na nowe smaki i zapachy, np. próbować rozmaitych dań/produktów/napojów z różnych kuchni świata czy wąchać napotkane kwiaty – mam wrażenie, że takie podejście też może pomóc nam przy degustacji herbaty, a konkretniej przy rozpoznawaniu czy opisywaniu doznań dostarczanych przez daną herbatę.

Pozdrawiam 🙂