Różne odsłony herbaty cz. 66 – Bihakkōcha Takachiho, czyli tajwańskie smaki w herbacie oolong z Japonii

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam japońską herbatę o nazwie Bihakkōcha Takachiho. Została ona kupiona w sklepie eherbata.pl.

Bihakkōcha Takachiho to oolong, który pochodzi z Gokase w prefekturze Miyazaki znajdującej się na japońskiej wyspie Kiusiu. Określenie „Bihakkōcha” można przetłumaczyć jako „herbata delikatnie oksydowana”, a nawet „herbata mikro oksydowana”. Stopień oksydacji tej herbaty jest bardzo niski, najprawdopodobniej niższy niż nawet w przypadku tajwańskich oolongów typu Baozhong. Z kolei „Takachiho” to nazwa kultywaru krzewu herbacianego, z którego ta herbata została wytworzona. Uprawa i produkcja tej herbaty jest w pełni ekologiczna.

Moja herbata pochodzi ze zbioru wiosennego, który miał miejsce w maju tego roku. Zebrane listki najprawdopodobniej przeszły przez takie etapy produkcji jak: więdnięcie, oksydacja, zatrzymanie oksydacji i zwijanie. Ostatecznie herbata ma postać pozwijanych listków o różnej wielkości w ciemnozielonym kolorze, z jasnozielonymi akcentami. Wygląda ona następująco:

Listki herbaty Bihakkōcha Takachiho wydzielają intensywny kwiatowy zapach.

Napar z tej herbaty ma roślinno-maślany aromat i zielonkawy kolor. Prezentuje się tak jak na zdjęciu poniżej (jest to napar z pierwszego parzenia):

W smaku naparu z Bihakkōcha Takachiho z pierwszego parzenia dominują nuty roślinno-maślane. Wyczuwalne są w nim również akcenty kwiatowe. Ogólnie rzecz biorąc, napar z tej herbaty przywodzi na myśl tajwańskiego nisko oksydowanego Wenshan Baozhonga (który jest jedną z moich ulubionych herbat), ale gdybym miała porównać obie te herbaty, to stwierdziłabym, że smak naparu z Bihakkōcha Takachiho jest bardziej roślinny i mniej złożony.

Warto wiedzieć, że te same listki można wykorzystać trzykrotnie. Najlepiej zastosować następujące czasy parzenia: 1,5 minuty; 2,5 minuty i 6,5 minut (zgodnie z zaleceniami podanymi na stronie sklepu zawierającej opis herbaty). W kolejnych dwóch parzeniach nuty roślinne wysuwają się na prowadzenie, a akcenty maślane i kwiatowe chowają się w tle. Pojawia się nawet bardzo subtelna goryczka, ale nie wpływa ona negatywnie na smak naparu.

Warto też wspomnieć, że Bihakkōcha Takachiho całkiem nieźle smakuje też w formie „naparu” na zimno. Co ciekawe, w smaku takiego „naparu” to akcenty kwiatowe są dominujące.

Na koniec napiszę coś jeszcze na temat listków po parzeniu – wyglądają dość zaskakująco, biorąc pod uwagę fakt, że jest to herbata wytworzona w Japonii. Wśród nich znajdują się listki zachowane w całości, ale również listki zachowane częściowo i fragmenty listków. Możecie zobaczyć je na zdjęciu poniżej (przedstawia ono listki po drugim parzeniu):

Podsumowując, Bihakkōcha Takachiho to niezwykle interesujący japoński oolong, który daje napar o kwiatowym aromacie i roślinno-maślano-kwiatowym smaku, który kojarzy się z Wenshan Baozhongiem. Polecam go szczególnie miłośnikom tajwańskich oolongów (zwłaszcza wspomnianego Wenshan Baozhonga) oraz ogólnie amatorom herbat oolong.

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://eherbata.pl/bihakkocha-takachiho-2021-2346.html

https://www.youtube.com/watch?v=gMHKqZMVsao&t=960s (fragment poświęcony herbacie Bihakkōcha Takachiho (mniej więcej od 13:00 do 15:52)

Różne odsłony herbaty cz. 65 – Renegade Black i Imereti Summer, czyli zaskakujące oblicze herbat z Gruzji cz. 3

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam kolejne dwie herbaty z gruzińskiej plantacji Renegade Tea Estate: czarną Renegade Black oraz białą Imereti Summer, które tym razem pochodzą ze zbioru letniego, a nie wiosennego. Ten wpis zakończy cykl wpisów poświęconych herbatom ze wspomnianej wyżej plantacji.

Renegade Black

Renegade Black to czarna herbata, która pochodzi z Rioni Tea Estate. Listki krzewu herbacianego zostały zebrane na początku sierpnia tego roku, a następnie poddane takim procesom produkcji, jak: więdnięcie, zwijanie, oksydacja, prażenie i suszenie. Ostatecznie herbata ma postać dosyć długich poskręcanych listków w ciemnobrązowym kolorze. Wygląda ona następująco:

Listki tej herbaty mają owocowy aromat. Napar z Renegade Black ma brązowawy kolor i owocowy zapach. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej (przedstawia ono napar z pierwszego parzenia):

Co do smaku naparu z tej herbaty, to przyznam szczerze, że jest dość zaskakujący dla kubków smakowych :). Na początku wyczuwalne są nuty cierpkich owoców, które po chwili zamieniają się w słodkawy posmak. To trochę tak, jakby do cierpkawego naparu z czarnej herbaty dodać odrobinę słodkawego miodu. Co ciekawe, napar z Renegade Black nie pozostawia żadnego uczucia „ściągania” w ustach. Napar z czarnej herbaty, który jest cierpko-słodkawy, ale nie pozostawia żadnej nieprzyjemnej suchości w ustach, to doprawdy wyjątkowo niespotykane połączenie.

Co do sposobu przyrządzania, to myślę, że najlepiej zaparzyć listki Renegade Black wodą tuż po zagotowaniu (o temperaturze ok. 95 stopni Celsjusza) i parzyć 2,5 minuty. Te same listki można wykorzystać nawet dwukrotnie, z tym że każde kolejne parzenie dobrze jest wydłużyć o ok. minutę.

Na koniec opisu Renegade Black wspomnę o listkach tej herbaty po parzeniu. Są one raczej dobrze zachowane – część jest w całości, a pozostała część w dość dużych fragmentach. Możecie zobaczyć je na zdjęciu poniżej:

Imereti Summer

Imereti Summer to biała herbata, która pochodzi z Renegade Tea Estate. Pączki i listki krzewu herbacianego zostały zebrane w pierwszej połowie sierpnia tego roku, a następnie poddane więdnięciu, potrząsaniu i suszeniu. Ostatecznie herbata ma postać listków o nieregularnym kształcie w różnych odcieniach zieleni i brązu. Wygląda ona następująco:

Listki tej herbaty wydzielają ziołowy aromat. Napar z Imereti Summer ma słomkowy kolor i ziołowo-kwiatowy zapach. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej (przedstawia ono napar z drugiego parzenia):

W smaku naparu z tej herbaty dominują przede wszystkim nuty kwiatowe (głównie kojarzące się ze słonecznikiem) i ziołowe. Tak jak było w przypadku naparu z recenzowanej wcześniej białej herbaty Cold Spring, również i napar z tej herbaty jest niezwykle zrównoważony. Nie ma w nim żadnych nachalnych nut ziołowych czy trawiastych, co bardzo mi się podoba. Lubię, jak napar z białej herbaty jest „gładki” i nienachalny w smaku.

Co do sposobu przyrządzania, to myślę, że najlepiej zaparzyć pączki i listki Imereti Summer nieco ostudzoną wodą (o temperaturze ok. 90 stopni Celsjusza) i parzyć 2,5 minuty. Te same pączki i listki można wykorzystać nawet trzykrotnie, z tym że każde kolejne parzenie dobrze jest wydłużyć o ok. minutę. Warto wiedzieć też, że Imereti Summer nieźle smakuje również na zimno. Smak takiego „naparu” na zimno jest zbliżony do tradycyjnego naparu.

Na koniec opisu herbaty Imereti Summer wspomnę co nieco o pączkach i listkach tej herbaty po parzeniu. Są one bardzo dobrze zachowane, praktycznie w całości, chociaż można też napotkać większe fragmenty. Możecie zobaczyć je na zdjęciu poniżej:

Na sam koniec recenzji pokażę Wam na zdjęciach etykiety na opakowaniach opisanych herbat (kolejno etykietę herbaty Renegade Black i Imereti Summer):

Podsumowując, Renegade Black i Imereti Summer to kolejno czarna i biała herbata, które pochodzą z gruzińskiej plantacji Renegade Tea Estate. Ta pierwsza daje napar o zaskakującym cierpko-słodkawym owocowym smaku. Z kolei ta druga daje napar o ziołowo-kwiatowym smaku, kojarzącym się ze słonecznikiem. Polecam obie herbaty wszystkim miłośnikom herbaty, nie tylko tym, którzy lubią gruzińskie herbaty, ale także tym, którzy szukają nietypowych połączeń smakowych w herbacie.

PS1 Przy opracowywaniu wpisu korzystałam ze wspomnianych w recenzji etykiet na opakowaniach herbat oraz strony internetowej plantacji: https://www.renegadetea.com.

PS2 Na zakończenie całego cyklu poświęconego herbatom z gruzińskiej plantacji herbaty Renegade Tea Estate przedstawię Wam moją subiektywną listę trzech ulubionych herbat pochodzących z tej plantacji. Zaznaczę, że zadanie nie jest łatwe, bo w sumie prawie wszystkie herbaty (poza wspomnianą we wcześniejszym wpisie czarną herbatą Berry Breeze) smakują mi i chętnie sięgam po nie, ale postaram się wyselekcjonować najprawdziwsze perełki, krótko wyjaśniając swój wybór. Oto ta lista:

1. Cold Spring – tak jak wspomniałam we wcześniejszej recenzji, jest to najsmaczniejsza herbata biała, jaką piłam. Zachwyca mnie jej wyjątkowa subtelność i „gładkość”.

2. Burnished Beauty – smak tej czarnej herbaty urzeka mnie intrygującym i raczej niespotykanym połączeniem nut czekoladowych i kwiatowych.

3. Prodigy Mesame – tego oolonga cenię sobie ze względu na wyjątkowo interesujące smaki (nuty słonecznikowe, herbatnikowe i orzechowe), a także za brak nachalnych akcentów prażonych.

Różne odsłony herbaty cz. 64 – Burnished Beauty i Evening Lilac, czyli zaskakujące oblicze herbat z Gruzji cz. 2

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam kolejne dwie herbaty z gruzińskiej plantacji Renegade Tea Estate: Burnished Beauty oraz Evening Lilac. Ten wpis będzie w pewnym sensie kontynuacją poprzedniego wpisu, który był recenzją dwóch innych herbat z tej samej plantacji.

Jako że w poprzednim wpisie napisałam sporo na temat samej plantacji, dzisiaj skupię się tylko na samej recenzji.

Burnished Beauty

Burnished Beauty to czarna herbata, która pochodzi z Rioni Tea Estate. Listki krzewu herbacianego zostały zebrane w drugiej połowie maja tego roku, a następnie poddane takim procesom produkcji, jak: więdnięcie, zwijanie, oksydacja (w dość niskiej temperaturze wynoszącej 22 stopnie Celsjusza) i suszenie. Ostatecznie herbata ma postać długich poskręcanych listków w ciemnobrązowym kolorze. Wygląda ona następująco:

Listki tej herbaty mają ziemisty aromat. Napar z Burnished Beauty ma brązowawy kolor i delikatny kwiatowy zapach. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej (przedstawia ono napar z drugiego parzenia):

W smaku naparu z tej herbaty z pierwszego parzenia wyczuwalne są słodkawe nuty kwiatowe, które przeplatają się z akcentami kakao i gorzkiej czekolady. To raczej nietypowe połączenie, ale przyznam, że dość intrygujące 😊. W naparze z drugiego parzenia akcenty kakao i gorzkiej czekolady wysuwają się na prowadzenie, a nuty kwiatowe chowają się w tle.

Co do sposobu przyrządzania, to myślę, że najlepiej zaparzyć listki Burnished Beauty wodą tuż po zagotowaniu (o temperaturze ok. 95 stopni Celsjusza) i parzyć 2 minuty. Te same listki można wykorzystać nawet dwukrotnie, z tym że każde kolejne parzenie dobrze jest wydłużyć o ok. 1-1,5 minuty.

Na koniec warto wspomnieć o listkach tej herbaty po parzeniu. Są bardzo dobrze zachowane – w całości lub w bardzo dużych fragmentach. Możecie zobaczyć je na zdjęciu poniżej:

Evening Lilac

Evening Lilac to czarna herbata, która pochodzi z Renegade Tea Estate. Listki krzewu herbacianego zostały zebrane mniej więcej w połowie maja tego roku, a następnie poddane takim procesom produkcji, jak: więdnięcie, zwijanie, oksydacja (tym razem w wyższej temperaturze niż w przypadku Burnished Beauty, bo wynoszącej 30 stopnie Celsjusza), prażenie (tego etapu nie było w procesie produkcji wyżej opisanej herbaty) i suszenie. Ostatecznie herbata ma postać krótkich poskręcanych listków w ciemnobrązowym kolorze. Wygląda ona następująco:

Listki tej herbaty mają kwiatowy aromat. Napar z Evening Lilac ma brązowo-zielonkawy kolor i delikatny kwiatowy zapach. Prezentuje się ona tak jak na zdjęciu poniżej (przedstawia ono napar z drugiego parzenia):

W smaku naparu z tej herbaty z pierwszego parzenia dominują nuty kwiatowe, które kojarzą mi się z zapachem jaśminu i bzu. Można w nim też wyczuć nuty roślinne, które w naparze z drugiego parzenia przybierają na sile. Mam wrażenie, że ta herbata dostarcza doznań smakowo-zapachowych raczej typowych dla herbat zielonych niż czarnych.

Co do sposobu przyrządzania, to myślę, że najlepiej zaparzyć herbatę Evening Lilac podobnie jak herbatę Burnished Beauty, czyli zalać listki wodą tuż po zagotowaniu (o temperaturze ok. 95 stopni Celsjusza) i parzyć 2 minuty. Te same listki można wykorzystać nawet dwukrotnie, z tym że każde kolejne parzenie dobrze jest wydłużyć o ok. 1-1,5 minuty.

Warto wspomnieć o listkach tej herbaty po parzeniu. Również i w tym przypadku są one bardzo dobrze zachowane – nawet lepiej niż w przypadku Burnished Beauty, bo właściwie w całości. Możecie zobaczyć je na zdjęciu poniżej:

Na sam koniec recenzji obu herbat odniosę się do tematu etykiet na opakowaniach tych herbat. Podobnie jak to było w przypadku dwóch recenzowanych przeze mnie w poprzednim wpisie herbat o nazwie Cold Spring i Prodigy Mesame, również i w tym przypadku etykiety po prostu zachwycają szczegółowością podanych informacji o herbacie 😊 Poniżej znajdują się dwa zdjęcia kolejno etykiety herbaty Burnished Beauty i Evening Lilac.

Podsumowując, Burnished Beauty i Evening Lilac to dwie czarne herbaty pochodzące z gruzińskiej plantacji Renegade Tea Estate. Ta pierwsza daje napar o intrygującym kakaowo-kwiatowym smaku. Z kolei ta druga daje napar o kwiatowo-roślinnym smaku, który kojarzy się bardziej ze smakiem zielonej herbaty. Polecam obie herbaty wszystkim miłośnikom herbaty, nie tylko tym, którzy lubują się w herbatach z Gruzji. Mnie osobiście bardziej smakuje ta pierwsza.

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam ze wspomnianych w recenzji etykiet na opakowaniach herbat oraz strony internetowej plantacji: https://www.renegadetea.com.

PS2 Jeżeli chodzi o temat czarnych herbat z gruzińskiej plantacji Renegade Tea Estate, to mam jeszcze herbatę o nazwie Berry Breeze, ale nie została ona zrecenzowana, ponieważ, szczerze mówiąc, nie przypadła mi ona do gustu. Daje ona napar o intensywnie owocowym smaku, który kojarzy mi się z naparem z liści malin i naparem z hibiskusa. Nie lubię, jak teoretycznie czarna herbata w praktyce smakuje jak herbatka owocowa 😉.

Różne odsłony herbaty cz. 63 – Cold Spring i Prodigy Mesame, czyli zaskakujące oblicze herbat z Gruzji

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam dwie herbaty z Gruzji: białą herbatę o nazwie Cold Spring oraz oolonga o nazwie Prodigy Mesame. Obie pochodzą z plantacji  Renegade Tea Estate*.

Na początek wyjaśnię, skąd wzięło się u mnie zainteresowanie herbatami z akurat tej plantacji. Wszystko zaczęło się od piątego numeru anglojęzycznego czasopisma o herbacie „Eighty degrees”, w którym przeczytałam wywiad z osobami prowadzącymi gruzińską plantację herbaty o nazwie Renegade Tea Estate: sześciorgiem Estończyków i jednym Litwinem. Porzucili oni pracę w korporacji i w 2018 r. przywrócili do życia trzy opuszczone gruzińskie plantacje herbaty: Renegade Tea Estate, Rioni Tea Estate oraz Mandikori Tea Estate, a następnie rozpoczęli produkcję herbaty. Jako że jestem wielką miłośniczką herbat z Gruzji, postanowiłam, że spróbuję herbat z tych plantacji i dlatego też zaopatrzyłam się w kilka wybranych.

Napiszę jeszcze coś więcej na temat samych plantacji. Renegade Tea Estate, Rioni Tea Estate oraz Mandikori Tea Estate są położone w rejonach Tsqaltubo (Ckaltubo) i Tkibuli w regionie Imeretia usytuowanym w środkowo-zachodniej części Gruzji. Znajdują się one w promieniu 10 km. Zajmują one obszar łącznie ok. 47 hektarów. Wszystkie krzewy herbaciane na tych plantacjach wyrosły z nasion w latach 1930-1960 i obecnie stanowią mieszankę różnych odmian Camelii sinensis. Każda z tych plantacji ma inne cechy charakterystyczne. Renegade Tea Estate jest odcięta od świata wąwozami, które ją otaczają. Rioni Tea Estate to najmniejsza i najniżej położona plantacja, z najbardziej stromymi stokami i najszerszymi tarasami. Na tej plantacji mieści się fabryka, w której zebrane listki są poddawane obróbce. Z kolei Mandikori Tea Estate to plantacja, która jest najbardziej malownicza, z najbardziej zróżnicowanym krajobrazem: od płaskich nasłonecznionych obszarów przez wzgórza, aż do lasów, w których krzewy herbaciane rosną w cieniu.

Z tych trzech plantacji powstają cztery podstawowe rodzaje herbat: czarna, biała, zielona oraz oolong. Są one produkowane organicznie, bez użycia sztucznych środków ochrony roślin takich jak pestycydy czy herbicydy, przy wsparciu okolicznych mieszkańców (którzy pomagają przede wszystkim przy zbiorach). Jako że herbata powstaje z krzewów herbacianych, które wyrosły z nasion, każde zbiory są nieco inne, a więc ich efekt jest trudniejszy do przewidzenia, ale za to profil smakowy powstałej herbaty jest bardziej zróżnicowany. Co więcej, nie miesza się listków zebranych z różnych plantacji, herbata powstaje wyłącznie ze zbiorów z jednej plantacji (czyli jest to tzw. single origin tea).

Teraz przejdę do właściwej recenzji 🙂 Ogólnie rzecz biorąc, zaopatrzyłam się w pięć herbat z Renegade Tea Estate, ale w dzisiejszym wpisie skupię się na dwóch z nich – herbacie białej o nazwie Cold Spring oraz oolongu o nazwie Prodigy Mesame.

Cold Spring

Cold Spring to biała herbata, która pochodzi z Rioni Tea Estate. Pączki i listki krzewu herbacianego zostały zebrane w drugiej połowie kwietnia tego roku (nazwa Cold Spring odnosi się do zimnych kwietniowych dni, w których zbiory miały miejsce), a następnie poddane więdnięciu i suszeniu. Ostatecznie herbata ma postać zielonkawych igiełek pokrytych delikatnym srebrzystoszarym meszkiem. Wygląda ona następująco:

Napar z Cold Spring ma słomkowy kolor i delikatny kwiatowo-cytrusowy zapach. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej (przedstawia ono napar z drugiego parzenia):

W smaku naparu z tej herbaty dominują przede wszystkim nuty kwiatowe i ziołowe. Ogólnie rzecz biorąc, napar ten jest niezwykle zrównoważony. Nie ma w nim żadnych nachalnych nut ziołowych czy trawiastych, co czasem przeszkadza mi w niektórych chińskich białych herbatach. Co ciekawe, napar pozostawia delikatny cytrusowy posmak. Ten cytrusowy smak jest nawet bardziej wyczuwalny w nieco schłodzonym naparze. Szczerze mówiąc, Cold Spring to najlepsza biała herbata, jaką piłam.

Co do sposobu przyrządzania, to myślę, że najlepiej zaparzyć listki Cold Spring wodą niedługo tuż po zagotowaniu (o temperaturze ok. 85-90 stopni Celsjusza) i parzyć 2 minuty. Te same listki można wykorzystać nawet czterokrotnie, z tym że każde kolejne parzenie dobrze jest wydłużyć o ok. 1-1,5 minuty. Warto wiedzieć, że Cold Spring fantastycznie smakuje również na zimno. Smak takiego „naparu” na zimno jest w sumie podobny do tradycyjnego naparu.

Na koniec recenzji Cold Spring muszę wspomnieć o pączkach i listkach tej herbaty po parzeniu. Są one po prostu przepiękne, praktycznie całkowicie zachowane, bez żadnych kawałeczków 😊 Rzadko się zdarza, żeby pączki i listki białej herbaty po parzeniu wyglądały tak dobrze. Możecie zobaczyć je na zdjęciu poniżej:

Prodigy Mesame

Prodigy Mesame to oolong, który pochodzi z Mandikori Tea Estate. „Mesame” to po gruzińsku „trzeci”  – nazwa ta odnosi się do faktu, że tegoroczna herbata stanowi trzecie i zarazem ostateczne podejście do opracowania receptury na tę herbatę oolong. Pączki i listki krzewu herbacianego zostały zebrane na początku maja tego roku, a następnie poddane takim procesom jak: więdnięcie, oksydacja, zwijanie, suszenie i prażenie. Ostatecznie herbata ma postać ciemnych poskręcanych listków. Wygląda ona następująco:

Napar z Prodigy Mesame ma złotawo-pomarańczowawy kolor i słodkawy kwiatowo-herbatnikowy zapach. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej (przedstawia ono napar z drugiego parzenia):

Smak naparu z tej herbaty z pierwszego parzenia kojarzy mi się przede wszystkim ze słonecznikiem (głównie nasionami, ale z kwiatami trochę też) oraz delikatnie słodkim maślanym herbatnikiem, a w kolejnych parzeniach – również z orzechem włoskim. Co ciekawe, prażone nuty w naparze z tej herbaty są bardzo subtelne, ledwo zauważalne. Absolutnie nie przytłumiają one smaku tej herbaty, co jest raczej niespotykane w przypadku prażonych oolongów. Podobnie jak w przypadku białej herbaty Cold Spring, smak naparu z Prodigy Mesame jest niezwykle zrównoważony. Ogólnie rzecz biorąc, w naparze z tej herbaty delikatna goryczka miesza się z subtelną słodyczą, co daje dość ciekawe doznania smakowe.

Co do sposobu przyrządzania, to myślę, że najlepiej zaparzyć Prodigy Mesame wodą tuż po zagotowaniu i parzyć przez 2 minuty. Te same listki można wykorzystać trzykrotnie, z tym że każde kolejne parzenie dobrze jest wydłużyć o ok. 1-1,5 minuty.

Warto wspomnieć coś o listkach tej herbaty po parzeniu. Również i w tym przypadku listki są całkiem nieźle zachowane (nie tak dobrze jak listki herbaty Cold Spring, ale też przyzwoicie). Możecie zobaczyć je na zdjęciu poniżej:

Na koniec recenzji Cold Spring i Prodigy Mesame muszę poruszyć temat etykiet na opakowaniach tych herbat. Są one po prostu rewelacyjne, wręcz wzorcowe 😊. Zawierają one takie informacje jak: krótki opis danej herbaty, nazwa plantacji, z której pochodzi dana herbata, dokładny termin zbiorów, ilość herbaty, która powstała z danego zbioru, procesy produkcji, przez jakie przeszły listki (opisane krok po kroku, z uwzględnieniem zastosowanej temperatury i czasu trwania danego etapu), zalecany sposób parzenia oraz termin przydatności do spożycia. Krótko mówiąc, można na nich znaleźć wszystko to, co każdy miłośnik herbaty chciałby wiedzieć, bez konieczności szukania w Internecie na własną rękę. Na zdjęciach poniżej możecie zobaczyć etykiety (kolejno etykiety herbaty Cold Spring i herbaty Prodigy Mesame):

Podsumowując, Cold Spring i Prodigy Mesame to dwie herbaty pochodzące z gruzińskiej plantacji Renegade Tea Estate. Mimo że ta pierwsza to biała herbata, a ta druga to oolong, obie łączy niezwykle zbilansowany smak. Cold Spring daje napar o intensywnym kwiatowo-cytrusowym smaku, a Prodigy Mesame daje napar o smaku kojarzącym się ze słonecznikiem oraz herbatnikami. Trzeba też przyznać, że etykiety na opakowaniach tych herbat to prawdziwy majstersztyk – zawierają wszystkie informacje o herbacie, które chciałoby się wiedzieć 😊 Polecam obie herbaty, szczególnie miłośnikom herbat z Gruzji, ale nie tylko – także tym, którzy szukają ciekawych, raczej nietypowych smaków, zupełnie innych od smaków klasycznych herbat z Japonii, Tajwanu czy Chin. Szczerze mówiąc, jestem zachwycona tymi herbatami i z przyjemnością sięgam po nie.

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam ze wspomnianego na początku wpisu artykułu poświęconego plantacji Renegade Tea Estate (zatytułowanego „The Georgian Renegades”), wspomnianych etykiet na opakowaniach, strony internetowej plantacji: https://www.renegadetea.com oraz ulotki dotyczącej plantacji i wytwarzanych na nich herbat, która została załączona do przesyłki 😊

*Tak naprawdę chodzi o trzy gruzińskie plantacje o nazwie Renegade Tea Estate, Rioni Tea Estate oraz Mandikori Tea Estate, ale dla uproszczenia będę określać je zbiorczo mianem „Renegade Tea Estate”, chyba że będę odnosić się do którejś z nich konkretnie.

Recenzja MyTeaPal – aplikacji na smartfona dla miłośników herbaty

Dzisiejszy wpis będzie recenzją aplikacji na smartfona dla miłośników herbaty o nazwie MyTeaPal.

O tej aplikacji po raz pierwszy dowiedziałam się z któregoś z anglojęzycznych blogów o herbacie (najprawdopodobniej stąd: https://www.myjapanesegreentea.com/myteapal-app). Zachęcona pozytywnymi opiniami, które znalazłam również na innych stronach, pobrałam i zainstalowałam aplikację w listopadzie zeszłego roku. Wkrótce zorientowałam się, że aby w ogóle móc skorzystać z tej aplikacji w pełni, muszę skatalogować swoje zapasy herbaciane oraz ceramikę herbacianą, więc zaczęłam katalogować to, co mam, ale nie skończyłam tego robić. Biorąc pod uwagę to, że miałam wtedy nawał pracy i ogólne gorsze samopoczucie, poczułam się na tyle zniechęcona, że… odinstalowałam tę aplikację. Jednak po pewnym czasie doszłam do wniosku, że warto dać jej drugą szansę, więc ponownie zainstalowałam ją w maju tego roku. Skrzętnie skatalogowałam swoje zapasy herbaty oraz naczynia herbaciane i stopniowo poznawałam możliwości tej aplikacji. Od tej pory korzystam z niej codziennie 😊

MyTeaPal to bezpłatna aplikacja na smartfona stworzona przez Vincenta Liu (z zawodu informatyka, popularyzatora chińskiej kultury herbaty), która jest przeznaczona dla miłośników herbaty. Jest ona dostępna w wersji polskojęzycznej (poza jedną zakładką o nazwie „Ucz się”, której zawartość jest jeszcze w większości w języku angielskim) w AppStore oraz Googleplay. Aplikacja ta jest co pewien czas aktualizowana.

Największą zaletą tej aplikacji jest jej wielofunkcyjność. Można wykorzystywać ją jako:

1. katalog herbat – w takim zbiorze można zamieścić zdjęcie herbaty oraz takie informacje jak rodzaj herbaty, miejsce pochodzenia, termin zbiorów, kultywar krzewu herbacianego czy ilość herbaty pozostająca w zapasie.

Przy okazji warto też zauważyć, że po skatalogowaniu herbat można uzyskać dostęp do trzech rodzajów statystyk związanych z wprowadzonymi herbatami (wystarczy kliknąć w ikonkę diagramu znajdującą się w lewym górnym rogu po wybraniu opcji Herbaty w zakładce Profil). Statystyki te obejmują przegląd, z którego można dowiedzieć się, ile herbat danego rodzaju mamy w zapasie i jaki procent dany rodzaj herbaty stanowi w całym zapasie, ratings czyli rozkład ocen dla poszczególnych rodzajów herbaty oraz vintage czyli diagram, z którego można dowiedzieć się, ile herbat mamy z danego zbioru (np. wiosennego czy jesiennego) oraz jaki jest rozkład herbat z danego zbioru w danym roku.

2. katalog naczyń do herbaty – w takim zbiorze można zamieścić zdjęcie naczynia oraz takie informacje jak pojemność, producent/twórca, kraj pochodzenia, materiał, z którego wykonano dane naczynie.

3. dziennik parzeń – w takim dzienniku można odnotować każde parzenie herbaty z uwzględnieniem takich parametrów parzenia jak czas parzenia, rodzaj użytej wody (np. źródlana, mineralna, przefiltrowana, z kranu, ze studni), ilość wody czy suszu herbacianego. Po uzupełnieniu dziennika parzeń można sprawdzić, ile razy i kiedy dokładnie dana herbata została wypita, a także które herbaty są najczęściej parzone. Poza tym przy każdym parzeniu można dodać uwagi dotyczące doznań smakowo-zapachowych dostarczanych przez napar.

Warto również wspomnieć o tym, że przy tworzeniu wpisów w dzienniku parzeń można skorzystać z opcji „Wylosuj herbatę”, dzięki której herbata zostanie wybrana losowo z katalogu herbat. Ta opcja jest przeznaczona przede wszystkim dla tych, którzy miewają tak, że mają ochotę napić się jakiejś herbaty, ale nie do końca wiedzą której 😊. Ja osobiście nie korzystam z niej, bo najczęściej po prostu wiem, której herbaty chętnie bym się napiła, ale trzeba przyznać, że to ciekawa możliwość.

4. czasomierz (do wyboru tryb minutnika lub stopera) – dzięki czasomierzowi można ustawić wybrany czas parzenia, po upłynięciu którego należy oddzielić napar od listków. W przypadku minutnika po nastawieniu wybranego czasu słychać szum przelewanej wody, a po upłynięciu ustawionego czasu dźwięk ten cichnie.

5. portal społecznościowy – dzięki tej funkcji można stać się członkiem społeczności herbacianej. Można zapraszać i dodawać znajomych zwanych TeaPals, a także dzielić się z nimi swoimi wpisami z dziennika parzeń w formie postów, które dodatkowo można uzupełnić zdjęciem i własnym komentarzem. Takie posty zamieszczone przez innych można polubić i skomentować. Każdy użytkownik ma ograniczony dostęp do zawartości konta innych, tj. widzi na swojej tablicy wyłącznie to, czym podzielił się sam z innymi i to, czym podzielili się inni. Nie jest w stanie zajrzeć np. do czyjegoś katalogu herbat czy naczyń herbacianych.

Dzięki wspomnianej wyżej wielofunkcyjności aplikacji wszystko, co najbardziej potrzebne przy parzeniu herbaty, jest w jednym miejscu i nie trzeba posiłkować się np. dodatkowym minutnikiem czy notatnikiem. Poza tym, tak jak wspomniałam we wstępie, aby móc korzystać z tej aplikacji w pełni, trzeba skatalogować swoje zapasy herbaty i zbiory naczyń, co ułatwia utrzymanie porządku oraz rozeznanie w tym, co się ma, np. ile zostało danej herbaty.

Kolejną zaletą aplikacji MyTeaPal są jej niewątpliwe walory edukacyjne. Dzięki niej można poszerzać swoją wiedzę herbacianą oraz doskonalić umiejętność rozpoznawania i opisywania doznań smakowo-zapachowych. W aplikacji tej można znaleźć zakładkę o nazwie „Ucz się”, w której znajduje się podział herbat na różne rodzaje. W każdym rodzaju herbaty można znaleźć opisy najbardziej charakterystycznych gatunków wraz z krótkimi notatkami degustacyjnymi. Co więcej, również podpatrywanie wrażeń z degustacji herbat zapisanych przez inne osoby pozwala spojrzeć na opisane herbaty z innej perspektywy. Warto też wspomnieć, że prowadzenie dziennika parzeń w pewnym sensie „wymusza” uważne parzenie i przywiązywanie uwagi do szczegółów, np. żeby móc skrupulatnie odnotować parametry parzenia czy wpisać uwagi degustacyjne.

Jeszcze jedną zaletą tej aplikacji jest jej intuicyjność i przejrzystość. Jest ona prosta w obsłudze i można łatwo zorientować się w tym, jak działa.

Aplikacja MyTeaPal ma również kilka niedoskonałości. Po pierwsze, wspomniana wyżej konieczność stworzenia katalogu herbat i naczyń może być też postrzegana jako wada. Takie katalogowanie jest uciążliwe i czasochłonne, szczególnie wtedy, gdy ktoś ma duże zapasy/zbiory. Niemniej jednak uważam, że warto przemęczyć się.

Po drugie, aplikacja nie przewiduje możliwości wpisywania „parzenia” herbaty na zimno do dziennika parzeń. Myślę, że taka opcja byłaby niezwykle przydatna dla osób, które regularnie przyrządzają cold brew. Jednak z tego, co widziałam w jednym z postów zamieszczonych w grupie na Facebooku przeznaczonej dla użytkowników aplikacji o nazwie MyTeaPal Community, wynika, że twórca aplikacji rozważa wprowadzenie takiej możliwości.

Po trzecie, nie podoba mi się, że po dodaniu nowego parzenia w dzienniku parzeń czas parzenia wyświetla się w sekundach, a nie w minutach i sekundach. Oczywiście można sobie tak zapisany czas przeliczyć na minuty i sekundy bez problemu, ale wydaje mi się, że zwyczajowy zapis czas w minutach i sekundach byłby znacznie wygodniejszy.

Niemniej jednak wspomniane wyżej niedoskonałości są drobne i ogólnie rzecz biorąc aplikacja MyTeaPal ma zdecydowanie więcej zalet. Aplikacja jest niezwykle użyteczna dla każdego miłośnika herbaty – łączy w sobie funkcje katalogu herbat i naczyń herbacianych, dziennika parzeń, czasomierza i portalu społecznościowego. Oczywiście równie dobrze można by się obyć bez niej i np. prowadzić papierowy dziennik parzeń. Nie da się jednak ukryć, że ta aplikacja po prostu ułatwia życie pod każdym względem, chociażby z tego względu, że dzięki niej można np. szybciej połapać się w ilości danej herbaty pozostałej w zapasie czy sprawdzić, kiedy i ile razy piliśmy daną herbatę. Polecam przetestować tę aplikację 😊

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam ze strony internetowej aplikacji MyTeaPal https://myteapal.com oraz z następującej strony internetowej: https://tching.com/2021/01/vincent-liu-myteapal-app/.

Zestawienie linków do najciekawszych artykułów z blogów o herbacie – pierwsze półrocze 2021 r.

Dzisiaj zaprezentuję Wam pierwszą część subiektywnego zestawienia linków do najbardziej interesujących wpisów zamieszczanych na blogach polsko- i anglojęzycznych od stycznia do czerwca tego roku. Podobnie jak wcześniej podzielę je na dwie części: polsko- i anglojęzyczną, a przy każdej pozycji zestawienia zamieszczę krótki komentarz, dlaczego uważam dany wpis za szczególnie interesujący. Oto wspomniane zestawienie:

Linki do wpisów na polskojęzycznych blogach o herbacie – styczeń-czerwiec 2021 r.:

https://piewcyteiny.pl/triki-w-codziennym-piciu-herbaty/ – w tym wpisie autorka dzieli się różnymi trickami dotyczącymi herbaty, które mogą być przydatne zarówno dla początkujących, jak i zaawansowanych miłośników herbaty. Mnie osobiście najbardziej podoba się trick z trzymaniem wykorzystanych listków herbacianych w misce.

https://eherbata.pl/blog/gongfu-cha-historia-terazniejszosc-praktyka-307.html – ten wpis to niezwykle obszerne kompendium wiedzy na temat parzenia metodą gongfu cha. Można się dowiedzieć z niego m.in. na czym właściwie polega gongfu cha, czym charakteryzuje się ten rodzaj parzenia herbaty, które herbaty najlepiej nadają się w tym celu, jaka była historia gongfu cha w Chinach i na Tajwanie, jak również jakie są warianty tego rodzaju parzenia.

http://cha-herbata.blogspot.com/2021/03/prl-herbaciane-wzornictwo-uzytkowe-itp.html – w tym wpisie autor prezentuje czajnik używany do parzenia herbaty w czasach PRL, a także puszki/opakowania po herbatach stosowane w tym okresie.

http://cha-herbata.blogspot.com/2021/04/skrzyneczka-na-sprzet-dla-przygotowania.html – w tym wpisie autor wyjaśnia, czym jest japońskie kikyoku i jakie ma zastosowanie.

https://piewcyteiny.pl/co-pasuje-do-herbaty-tea-pairing/ – w tym wpisie autorka podpowiada, jak można dobierać herbaty do jedzenia, a także jak nauczyć się tej umiejętności.

http://cha-herbata.blogspot.com/2021/04/assam-indie-assam-tajwan/ – ten wpis jest właściwie recenzją porównawczą trzech herbat Assam: dwóch z Indii kupionych w dwóch różnych polskich sklepach oraz jednej wytworzonej na Tajwanie.

https://cha-herbata.blogspot.com/2021/05/rozmiary-japonskich-naczyn-do-herbaty.html – w tym wpisie autor wyjaśnia, jak Japończycy dobierają naczynia do parzenia herbaty w zależności od okoliczności oraz gatunku herbaty.

https://culture.pl/en/article/drink-poison-history-tea-poland – to nietypowy artykuł w tym zestawieniu, bo co prawda jest poświęcony historii herbaty w Polsce, ale jest napisany po angielsku. Pochodzi z 2019 r., ale natknęłam się na niego niedawno, dlatego znalazł się w tym zestawieniu.

https://eherbata.pl/blog/ile-kosztuja-najdrozsze-herbaty-308.html – z tego wpisu można dowiedzieć się, które herbaty są najdroższe i jaki jest ich orientacyjny koszt, a także jakie czynniki wpływają na cenę herbaty.

Linki do wpisów na anglojęzycznych blogach i portalach o herbacie – styczeń-czerwiec 2021 r.:

https://theteacupoflife.com/2021/01/how-to-roast-green-tea-at-home.html – w tym wpisie autorka podpowiada, jak krok po kroku można zrobić herbatę Hojicha ze starych zwietrzałych lub kiepskiej jakości japońskich zielonych herbat takich jak Sencha, Bancha i Kukicha.

https://www.teaformeplease.com/making-matcha-usucha-vs-koicha/ – w tym wpisie autorka krótko wyjaśnia, czym różni się sposób przyrządzania japońskiej zielonej herbaty Matcha zwany usucha od metody zwanej koicha.

https://www.teaformeplease.com/world-of-tea-by-jane-pettigrew/ – ten wpis to recenzja książki „World of Tea: discovering producing regions and their teas”, która jest niezwykle obszernym przewodnikiem po wszystkich rejonach produkcji herbaty.

https://eustaciatan.com/2021/02/which-tea-book-should-you-read.html – w tym wpisie autorka poleca anglojęzyczne książki o herbacie, z uwzględnieniem poziomu wtajemniczenia w temat herbaty potencjalnego czytelnika, jak i interesującego go obszaru wiedzy.

https://onemansteajourney.com/2021/02/01/another-water-experiment-tap-vs-brita-vs-charcoal – w tym wpisie autor dzieli się swoimi wrażeniami i spostrzeżeniami z pewnego eksperymentu polegającego na zaparzeniu tej samej herbaty wodą z trzech różnych źródeł: wody z kranu, która stała w lodówce przez 24 godziny, wody przefiltrowanej przez filtr węglowy oraz wody przefiltrowanej przez filtr Brita.

https://www.lifeisbetterwithtea.com/yixing-teapot/ – w tym wpisie można znaleźć najważniejsze informacje dotyczące czajniczków z gliny z Yixing, m.in. na czym polega ich fenomen, jak są wytwarzane, w jaki sposób można rozpoznać autentyczny ręcznie wykonany czajniczek, które herbaty najlepiej nadają się do parzenia w takim czajniczku czy jak czyścić takie czajniczki.

https://www.theoolongdrunk.com/single-post/the-inconceivable-lie-we-ve-all-been-told-about-white-tea – ten wpis jest poświęcony tematowi oszukańczych praktyk związanych ze sprzedażą postarzanych białych herbat z Chin.

https://www.teaformeplease.com/caffeine-content-in-tea/ – w tym wpisie autorka wyjawia, które czynniki mają wpływ na zawartość kofeiny w herbacie, jak również które herbaty zawierają najwięcej i najmniej kofeiny.

https://teasquirrel.com/home/2021/4/26/can-you-age-green-tea/ – w tym wpisie autorka rozprawia się z mitem, zgodnie z którym nie powinno się poddawać zielonej herbaty procesowi dojrzewania, podając przykłady koreańskiej zielonej herbaty oraz japońskiej herbaty kuradashi.

https://tealeavesandtweed.com/2021/06/16/difficult-history-gong-fu-cha-isnt-the-one-true-chinese-tea-practice/ – autorka tego wpisu przestrzega przed traktowaniem metody parzenia gongfu cha jako jedynej autentycznie chińskiej czy jako najlepszej z możliwych.

https://theteacupoflife.com/2021/06/the-art-of-tea-blending-creating-your-own-tea-blends.html – w tym wpisie autorka zdradza tajniki sporządzania mieszanek herbacianych (tzw. blendingu), m.in. przedstawia przydatne akcesoria oraz sześć zasad, którymi warto kierować się przy sporządzaniu takich mieszanek, jak również dzieli się dwoma przykładowymi przepisami na mieszanki herbaciane.

https://vietnamsourcingnews.com/food-and-tea-pairing-guide/ – ten artykuł prezentuje zasady dobierania herbat do jedzenia (tzw. food and tea pairingu), a także przedstawia wiele przykładów takich kombinacji smakowych.

Różne odsłony herbaty cz. 62 – Darjeeling Mandal Gaon, czyli prawdziwa perełka wśród herbat Darjeeling

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam herbatę o nazwie Darjeeling Mandal Gaon. Została ona kupiona w sklepie eherbata w zeszłym roku.

Darjeeling Mandal Gaon to herbata o średnim stopniu oksydacji, która pochodzi z północno-wschodniej części indyjskiego dystryktu Darjeeling w stanie Bengal Zachodni, a konkretniej z jednego z niewielkich ogrodów położonych w wiosce Mandal Gaon, tuż przy granicy z Bhutanem. Ogrody te znajdują się na stokach Himalajów na wysokości ok. 1680 m n.p.m. Na początku tutejsi rolnicy sprzedawali zebrane listki okolicznej fabryce, ale głównie z powodu braku kontroli nad cenami oraz liberalizacji prawa związanego z prowadzeniem plantacji herbaty ostatecznie postanowili zająć się uprawą oraz produkcją herbaty na własną rękę, przekształcając pola przeznaczone na uprawę warzyw w plantacje herbaty. W wiosce Mandal Gaon herbata jest wytwarzana ręcznie w sposób organiczny czyli bez użycia środków ochrony roślin. Tak naprawdę nie jest ona autentyczną herbatą Darjeeling (nazwa herbaty Darjeeling jest chronionym oznaczeniem geograficznym), ponieważ żaden ogród herbaciany w tym rejonie nie został oficjalnie zarejestrowany przez indyjski organ Tea Board of India.

Moja herbata Darjeeling Mandal Gaon została zebrana wiosną zeszłego roku, a konkretniej w kwietniu 2020 r. (tzw. First Flush). Zebrane listki zapewne przeszły przez procesy produkcji takie jak więdnięcie, zwijanie, oksydacja i suszenie. Ostatecznie herbata ma postać niedużych fragmentów listków w różnych odcieniach zieleni i brązu. Wygląda ona następująco:

Napar z Darjeeling Mandal Gaon ma owocowo-cytrusowy aromat oraz pomarańczowawy kolor. Można zobaczyć go na zdjęciu poniżej:

Smak naparu w dużej mierze odzwierciedla jego zapach – dominują w nim nuty cytrusowe oraz akcenty owoców egzotycznych. W tle wyczuwalne są również nuty niezbyt słodkiego miodu oraz nuty ziołowe. Napar z tej herbaty dostarcza również doznań smakowo-sensorycznych typowych dla herbat Darjeeling, ale są one jakby przytłumione, mniej intensywne. Co ważne, napar nie pozostawia specyficznego uczucia suchości w ustach wyczuwalnego w herbatach Darjeeling w mniejszym lub większym stopniu. Ostatnio piłam pewną herbatę Darjeeling, która pozostawiała tak nieprzyjemne uczucie suchości w ustach, że miałam wrażenie, że nie piłam nic przez parę godzin. Niemniej jednak doznania dostarczane przez napar z Darjeeling Mandal Gaon są zdecydowanie przyjemne 😊

Co do sposobu przyrządzania tej herbaty, to wydaje mi się, że najlepiej jest przygotowywać ją metodą zachodnią, tj. zalać listki wodą nieco przestudzoną wodą (o temperaturze ok. 90 stopni) i parzyć je przez ok. 3 minuty. Te same listki można wykorzystać dwukrotnie, z tym że za drugim razem dobrze jest wydłużyć  czas parzenia do 5-5,5 minut.

Warto wspomnieć coś na temat samych listków. Po dwukrotnym zaparzeniu widać, że stopień ich rozdrobnienia jest raczej średni – są tutaj zarówno mniejsze, jak i większe fragmenty liści herbacianych. Poza tym mam wrażenie, że te listki są wyjątkowo duże jak na herbatę tego typu.

Warto wiedzieć, że herbata Darjeeling Mandal Gaon jest znana również jako Ramro Cha.

Podsumowując, Darjeeling Mandal Gaon to oksydowana herbata Darjeeling, która daje napar o owocowo-cytrusowym aromacie i smaku. Napar ten nie pozostawia nieprzyjemnego uczucia suchości w ustach, którego można doświadczyć, pijąc niektóre herbaty pochodzące z tego rejonu w Indiach. Polecam tę herbatę zarówno tym miłośnikom herbaty, którym herbaty Darjeeling do końca nie odpowiadają (szczególnie te z wiosennego zbioru czyli First Flush), jak i tym, którzy je lubią i piją regularnie, bo ta herbata jest ciekawą odmianą. Jest to zdecydowanie najlepsza herbata z indyjskiego dystryktu Darjeeling, jaką piłam.

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z opisu herbaty dostępnego na stronie internetowej sklepu eherbata oraz z następujących źródeł internetowych:

Darjeeling Mandal Gaon First Flush | Indian Black Tea | Curious Tea

Know Our Farmers | Small Organic Tea Producer (tealeaftheory.com)

Memories of Mandal Gaon – Steep Stories (teatra.de)

Różne odsłony herbaty cz. 61 – Pathivara Soonkeshari, czyli kolejna wyśmienita czarna herbata z Nepalu

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam czarną herbatę z Nepalu o nazwie Pathivara Soonkeshari. Herbata ta została kupiona w sklepie internetowym cieszyńskiej herbaciarni Laja (https://laja.pl/sklep/).

Pathivara Soonkeshari to w pełni oksydowana herbata, która pochodzi z ogrodu Pathivara Tea Estate. Ogród ten usytuowany jest niedaleko wioski Pathivara w dystrykcie Panchthar w prowincji Ilam znajdującej się na wschodzie Nepalu, graniczącej m.in. z indyjskim dystryktem Dardżyling. Jest on położony na wysokości ok. 1800-2000 m n.p.m. i otoczony obszarami zalesionymi, w których drzewa mają ponad 500 lat. Z ogrodu rozpościera się widok na wiecznie pokryty śniegiem ośmiotysięcznik Jannu (znany również jako Phoktanglungma). Ponadto ogród jest położony ok. 5 km od Parku Narodowego Singalila, który jest obszarem ochrony takich gatunków zwierząt jak panda czerwona oraz krokodylotraszka himalajska.

Sam ogród Pathivara Tea Estate jest stosunkowo młody, bo ma 28 lat. Co ciekawe, w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku przez 10 lat ogród rósł dziko, ponieważ opuszczono go w trakcie powstania maoistowskiego. Działalność ogrodu została wznowiona w 2012 r. Aktualnie Pathivara Tea Estate zatrudnia 35 osób, głównie kobiet. To, co wyróżnia ten ogród herbaciany, to fakt, że ilość wyprodukowanej herbaty to zaledwie 50-60 kg z hektara (przeciętna ilość w skali światowej to 1,1 tony z hektara), co ma związek ze specyficznymi warunkami klimatycznymi panującymi w tym miejscu, a konkretniej z niską średnią temperaturą (poniżej 23°C) oraz częstymi opadami. Dzięki temu, że ilość uzyskanej herbaty jest niewielka, producenci mogą skupić się na wytwarzaniu wyłącznie wysokiej jakości herbat. Warto wspomnieć, że przy produkcji herbat z tego ogrodu wykorzystuje się naturalne warunki atmosferyczne, tj. stosuje się zimne i suche powietrze górskie do suszenia listków herbacianych, a użycie maszyn jest ograniczone do minimum.

Moja herbata pochodzi ze zbioru, który miał miejsce jesienią 2019 r. (tzw. Autumnal Flush). Zebrane listki zapewne przeszły przez procesy produkcji typowe dla czarnej herbaty takie jak więdnięcie, zwijanie, oksydacja i suszenie. Ostatecznie herbata ma postać niedużych lekko poskręcanych listków w ciemnobrązowym kolorze, z jasnobrązowymi przebłyskami. Wygląda ona następująco:

Napar z Pathivara Soonkeshari ma brązowawy kolor i wydziela intensywny aromat kojarzący się z zapachem mokrego drewna. Prezentuje się tak jak poniżej:

Co zaskakujące, smak naparu zupełnie nie odzwierciedla jego zapachu – w smaku naparu dominują akcenty przypraw korzennych, przede wszystkim cynamonu, które przeplatają się z nutami niezbyt słodkiego ciemnego miodu. Napar jest całkowicie pozbawiony goryczy czy cierpkości. Całość jest mało słodka, wyraźnie cynamonowa i subtelnie rozgrzewająca 😊

Co do sposobu przyrządzania tej herbaty, to wydaje mi się, że najlepiej jest przygotowywać ją metodą zachodnią, tj. zalać listki wodą tuż po zagotowaniu i parzyć je przez ok. 2-2,5 minuty. Te same listki można wykorzystać dwukrotnie, z tym że za drugim razem dobrze jest wydłużyć  czas parzenia do 3-3,5 minut.

Warto wspomnieć coś na temat samych listków. Po dwukrotnym zaparzeniu widać, że są one zachowane praktycznie w całości (możecie to zobaczyć na zdjęciu poniżej). Nie ma tu żadnych drobinek czy pociętych fragmentów.

Podsumowując, Pathivara Soonkeshari to kolejna znakomita nepalska czarna herbata, która daje napar o aromacie przypominającym zapach mokrego drewna oraz cynamonowo-miodowym smaku. Jest idealna na chłodniejsze dni, ale nie tylko – smakuje wybornie również wtedy, gdy jest ciepło. Polecam ją przede wszystkim miłośnikom herbat o smaku korzennych przypraw, jak również wszystkim tym, którzy lubią nietuzinkowe czarne herbaty.

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z książki pt. „World of Tea: discovering tea producing regions and their teas” Jane Pettigrew oraz następujących źródeł internetowych:

https://laja.pl/sklep/produkt/herbaty-nepalskie/pathivara-soonkeshari-2019/

https://tealet.com/grower/profile/

5 pozycji o herbacie, które naprawdę warto znać

W mojej biblioteczce herbacianej zgromadziłam już kilkanaście pozycji o herbacie. W dzisiejszym wpisie przedstawię pięć z nich, z których dowiedziałam się zdecydowanie najwięcej i które uważam za najbardziej wartościowe, a każdy swój wybór uzasadnię krótkim komentarzem. Oto one:

1. „Zapiski o herbacie” Roberta Tomczyka – pamiętam, że była to jedna z pierwszych książek o herbacie, które przeczytałam. Stanowi ona znakomite wprowadzenie do tematyki herbaty, szczególnie dla początkujących. Można z niej dowiedzieć się m.in. jak klasyfikuje się herbaty ze szczególnym uwzględnieniem chińskiej nomenklatury, jakie są etapy produkcji danego rodzaju herbaty, gdzie wytwarza się herbatę, jakie są najbardziej znane gatunki herbaty dla danego kraju wytwarzającego herbatę czy które postaci są najważniejsze dla chińskiej kultury herbacianej. Niestety obecnie pozycja ta jest niedostępna w sprzedaży i nie zanosi się na to, aby ten stan rzeczy miał zmienić się.
Bardziej szczegółową recenzję tej książki można przeczytać tutaj: http://mycupofgreentea.pl/2016/05/31/zapiski-o-herbacie-roberta-tomczyka-recenzja-ksiazki-o-herbacie/

2. „Tea: A User’s Guide” Tony’ego Gebely – ta pozycja jest w sumie dość podobna do wspomnianych powyżej „Zapisków o herbacie” Roberta Tomczyka, bo przedstawia podstawowe informacje o herbacie takie jak chińska klasyfikacja herbaty, procesy produkcji poszczególnych rodzajów herbaty oraz najbardziej charakterystyczne gatunki danego rodzaju herbaty. To, co różni „Tea: A User’s Guide” od wyżej wspomnianej, to fakt, że zawiera bardziej rozwiniętą część dotyczącą delektowania się herbatą, czyli takich kwestii jak czynniki mające wpływ na skutki parzenia herbaty czy ocenianie jakości herbaty po doznaniach dostarczanych przez nią. Z kolei zagadnienia związane z kulturą herbacianą (szczególnie chińską) nie zostały poruszone.
Bardziej szczegółową recenzję tej pozycji można znaleźć tutaj:
http://mycupofgreentea.pl/2017/01/11/tea-a-users-guide-tonyego-gebely-recenzja-anglojezycznego-ebooka-o-herbacie/

3. „Tea: A Tea Nerd’s Eye View” Virginii Utermohlen Lovelace – największą zaletą tej pozycji jest naukowe podejście do różnych zagadnień związanych z herbatą. Dzięki lekturze tej książki można dowiedzieć się m.in. jak działa nasz zmysł węchu i smaku, jakie są najlepsze warunki do uprawy krzewu herbacianego, czy krzew herbaciany preferuje przebywanie w cieniu czy w pełnym świetle słonecznym, jak broni się przed atakiem owadów, a także jak wszelkie procesy biochemiczne zachodzące w liściach herbacianych (niezależnie od tego, czy naturalne czy wywołane przez człowieka) wpływają na końcowy aromat i smak powstałej herbaty, co pozwala zrozumieć np. czemu niektóre herbaty są zacieniane przez zbiorami czy dlaczego herbata Matcha ma tak intensywny jaskrawozielony kolor.
Dokładniejszą recenzję książki można znaleźć tutaj:
http://mycupofgreentea.pl/2020/07/26/tea-a-nerds-eye-view-virginii-utermohlen-lovelace-recenzja-anglojezycznej-ksiazki-o-herbacie/

4. „World of Tea: discovering tea producing regions and their teas” Jane Pettigrew – to zdecydowanie najbardziej obszerna książka w moim zbiorze, która liczy aż 434 stron. To tak naprawdę jeden wielki przewodnik po wszystkich rejonach produkcji herbaty podzielonych według krajów, w tym krajów będących małymi i mniej znanymi producentami herbaty np. Stany Zjednoczone, Etiopia, Malezja czy Portugalia, z uwzględnieniem takich informacji jak rodzaje wytwarzanej herbaty, najczęściej stosowane kultywary czy warunki panujące w danym miejscu. Z tego względu, że ogrom informacji zawartych w tej pozycji jest wręcz przytłaczający, traktuję tę książkę bardziej jak encyklopedię, tzn. gdy zainteresuje mnie jakaś kwestia, np. „japońskie czarne herbaty” albo „rejony produkcji herbaty w Gruzji”, sięgam po tę pozycję i czytam wszystko, co jest napisane na ten temat. Nie ukrywam, że jest to dość droga książka, ale myślę, że warto zainwestować w nią, aby mieć doskonałe źródło wiedzy, do którego wraca się regularnie.

5. Czasopismo „Eighty degrees” – to kwartalnik poświęcony tematowi herbaty. Każdy numer zawiera najróżniejsze artykuły dotyczące rozmaitych zagadnień związanych z herbatą i wywiady z ludźmi zajmującymi się zawodowo herbatą, np. prowadzeniem plantacji herbaty, wytwarzaniem ceramiki herbacianej czy sensoryką herbacianą. Te teksty są niezwykle inspirujące i ciekawe, pozwalają poszerzyć wiedzę herbacianą, a także spojrzeć na różne kwestie związane z herbatą z innej perspektywy.
Bardziej szczegółową recenzję czwartego numeru czasopisma „Eighty degrees” można przeczytać tutaj:
http://mycupofgreentea.pl/2020/10/14/recenzja-czwartego-numeru-anglojezycznego-czasopisma-o-herbacie-eighty-degrees/

11 faktów o herbacie Matcha, które warto znać

W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam w punktach jedenaście faktów o japońskiej zielonej herbacie Matcha, które warto znać.

11 faktów o herbacie Matcha:

1. Matcha to japońska zielona herbata, która ma wyłącznie formę proszku.

2. Nie każda sproszkowana zielona herbata to Matcha. Matcha powstaje w wyniku rozdrobnienia herbaty Tencha.

3. Poprawna wymowa nazwy herbaty Matcha to „maćcia”, nie „macza”.

4. Autentyczna Matcha pochodzi wyłącznie z Japonii.

5. Dobrej jakości herbata Matcha nie może być tania, ponieważ proces produkcji tej herbaty jest dość pracochłonny i czasochłonny. Wygląda mniej więcej tak: około 5-6 tygodni przed zbiorami krzewy herbaciane są zasłaniane specjalnymi osłonami, aby cały czas pozostawały w cieniu. Celem takiego zabiegu jest wywołanie w krzewie herbacianym głodu, wskutek czego wysyła więcej składników odżywczych (m.in. L-teaninę) w górę, aby zwiększyć skuteczność fotosyntezy. Świeżo zebrane listki herbaciane (przeważnie trzy pierwsze listki krzewu wraz z pączkami) przechodzą przez takie etapy produkcji jak: poddawanie działaniu pary wodnej, suszenie, usuwanie łodyżek oraz żyłek z liści herbacianych, ponowne suszenie oraz sortowanie. Powstała herbata to wspomniana wyżej Tencha. Następnie Tencha jest rozdrabniana na proszek specjalnymi granitowymi żarnami. Proces ten jest wolny i pracochłonny – w ciągu godziny pracy można wytworzyć ok. 40 g proszku herbacianego. Powstała w ten sposób herbata to właśnie Matcha.

6. Dostępną na rynku herbatę Matcha można podzielić na trzy kategorie:
a) niższej jakości Matcha przeznaczona do wypieków, np. ciast czy ciastek (często zwana kulinarną),
b) średniej jakości Matcha przeznaczona do codziennego picia (często zwana tradycyjną lub premium),
c) wysokiej jakości Matcha przeznaczona do ceremonii herbacianej (często zwana ceremonialną).
Im wyżej położone były listki na krzewie herbacianym, tym wyższa będzie jakość herbaty Matcha, która z nich powstała.

7. Dobrej jakości herbata Matcha ma żywy jaskrawozielony kolor oraz świeży warzywny zapach. Słabej jakości lub przeterminowana Matcha ma żółtawy kolor i nieprzyjemny rybi zapach. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, jak wygląda kolejno przeterminowana Matcha (znaleziona w czeluściach szafki) oraz świeża Matcha:

8. Herbaty Matcha nie zaparza się, lecz przyrządza się z niej zawiesinę, którą należy spożyć jak najszybciej, żeby proszek nie osiadł na dnie naczynia.

9. Istnieją dwa tradycyjne sposoby przyrządzania herbaty Matcha – usucha oraz koicha. Usucha to powszechnie znana Matcha z charakterystyczną pianką na powierzchni. Z kolei koicha to Matcha o konsystencji gęstej farby/pasty, bez pianki na powierzchni. Warto wiedzieć, że nie każda Matcha nadaje się do przyrządzania koichy. Przeważnie na opakowaniu herbaty jest zaznaczone, czy można z niej przyrządzić koichę. Taka Matcha, która nadaje się do przygotowania zarówno usuchy, jak i koichy, jest najdroższa.

Jak przyrządzić usuchę w domu?

Jeżeli posiadamy specjalne akcesoria do przyrządzania herbaty Matcha, czyli chawan (miseczkę), chasen (bambusową miotełkę do ubijania herbaty) oraz chashaku (bambusową łyżeczkę do odmierzania herbaty), to przygotujmy je wraz z sitkiem oraz oczywiście herbatą Matcha, czajnikiem i wodą.

Oto krótka instrukcja krok po kroku, jak przygotować usuchę:
a) Podgrzać wodę i wlać jej odrobinę do miseczki, aby ją rozgrzać.
b) Odczekać, aż woda osiągnie temperaturę ok. 70-75 stopni Celsjusza.
c) Zanurzyć miotełkę w ciepłej wodzie, obracając nią, a następnie odłożyć na bok.
d) Wylać wodę z miseczki i wytrzeć ją do sucha np. papierowym ręcznikiem.
e) Nałożyć sitko na miseczkę, a następnie odmierzyć ok. 2 gramów herbaty Matcha (ok. 1 łyżeczki) łyżeczką i przesiać ją przez sitko, aby pozbyć się wszelkich grudek, a następnie odstawić sitko na bok. Ten etap przesiewania przez sitko można pominąć.
f) Wlać do miseczki ok. 60-70 ml wody, a następnie wziąć miotełkę i ubijać herbatę energicznymi ruchami wykonywanymi nadgarstkiem, przypominającymi kształt litery „W” lub „M”, aż do momentu powstania pianki na powierzchni herbaty. Podczas wykonywania tych ruchów trzeba starać się, aby nie dotykać miotełką brzegów i dna naczynia. Można też najpierw wlać odrobinę wody, ubić herbatę, a następnie wlać pozostałą część wody i kontynuować ubijanie herbaty.
g) Odłożyć miotełkę na bok i napić się gotowej herbaty z miseczki 😊

Jeżeli nie posiadamy zestawu do przyrządzania herbaty Matcha, to możemy zastąpić chawan zwykłą miseczką/kubkiem do herbaty, chashaku zwykłą łyżeczką do herbaty, a chasen elektrycznym spieniaczem do mleka.

Kilka uwag dotyczących miotełki bambusowej oraz łyżeczki bambusowej:
– Najlepiej przechowywać miotełkę w specjalnym stojaku do miotełki lub ustawioną do góry.
– Przy ubijaniu herbaty Matcha trzeba uważać, aby przypadkiem nie użyć zbyt dużo siły, aby nie połamać szczecinek.
– Najlepiej czyścić miotełkę, używając czystej wody. Można np. po użyciu zanurzyć miotełkę w miseczce z wodą i wykonać takie ruchy, jakie stosuje się do ubicia herbaty Matcha. Z kolei łyżeczkę lepiej czyścić bez użycia wody, wycierając ją czystą ściereczką lub ręcznikiem papierowym.
– Moczenie uchwytu miotełki nie jest zalecane – można zanurzać ją co najwyżej do poziomu czarnej linii.

Jak przyrządzić koichę w domu?

Przyrządzanie koichy różni się od przygotowywania usuchy tym, że:
– Tak jak wspomniałam wcześniej, do przygotowania koichy trzeba użyć specjalnej najwyższej jakości herbaty Matcha przeznaczonej do przyrządzania koichy. W innym wypadku powstała koicha będzie nieprzyjemnie gorzka w smaku.
– Używa się innych proporcji proszku do wody: mniej więcej dwa razy większą ilość herbaty i o połowę mniejszą ilość wody niż w przypadku przyrządzania usuchy, czyli ok. 3-4 gramy proszku (ok. 2 łyżeczki proszku) na 30 ml wody, a także innej miotełki niż do przyrządzania usuchy, która ma mniejszą liczbę szczecinek, tj. 80 szczecinek (w przypadku usuchy miotełka powinna mieć co najmniej 100 szczecinek).
– Przesianie proszku przez sitko jest konieczne, aby pozbyć się grudek, bo wszelkie grudki mają negatywny wpływ na konsystencję powstałej herbaty.
– Ubijanie proszku wygląda inaczej: jest wolniejsze, właściwie przypomina bardziej ucieranie niż ubijanie.

10. Przed otwarciem herbaty Matcha zaleca się trzymać ją w lodówce lub w zamrażarce. Co do zalecanego sposobu przechowywania herbaty Matcha po otwarciu, to spotkałam się z dwoma różnymi podejściami do tego tematu w przypadku częstego picia. Według jednego z nich po otwarciu herbatę należy przechowywać w lodówce i przed każdym przyrządzaniem wyjąć ją (najlepiej tylko tę ilość, którą faktycznie chcemy zużyć danym razem) z pewnym wyprzedzeniem, aby osiągnęła temperaturę pokojową. Według drugiego podejścia po otwarciu herbatę należy przechowywać poza lodówką, w miejscu chłodnym, ciemnym, suchym oraz wolnym od silnych aromatów, ponieważ każdorazowe wyjęcie herbaty z lodówki powoduje kondensację wilgoci, która nie wpływa dobrze na aromat i smak herbaty. Uważam, że warto samemu sprawdzić, które z tych zaleceń najlepiej się sprawdza. Na pewno po otwarciu warto zabezpieczyć puszkę dodatkowym woreczkiem strunowym.
Z kolei w przypadku, gdy chcemy zrobić sobie dłuższą przerwę od picia herbaty Matcha, lepiej włożyć ją do lodówki, żeby dłużej zachowała świeżość.
Ja osobiście ostatnio dość często sięgam po herbatę Matcha, więc trzymam ją poza lodówką. Nie zauważyłam, aby taki sposób przechowywania wpłynął negatywnie na herbatę. Po otwarciu herbaty Matcha najlepiej spożyć ją w ciągu 2-3 miesięcy.

11. Ze względu na specyficzny proces produkcji (szczególnie zacienianie krzewów herbacianych przed zbiorami) herbata Matcha ma wyjątkowo wysoką zawartość kofeiny, teaniny, chlorofilu oraz różnego rodzaju katechin. Warto wiedzieć, że pijąc herbatę Matcha, w istocie spożywamy liście herbaciane w całości, a więc i wszystkie zawarte w nich związki chemiczne.

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z książki pt. “Tea: A Nerd’s Eye View” autorstwa Virginii Utermohlen Lovelace oraz następujących źródeł internetowych:
https://eherbata.pl/blog/herbata-matcha-wybor-przygotowanie-przechowywanie-274.html
https://cha-herbata.blogspot.com/2019/03/matcha-wykady-historia-i-obecna.html
https://cha-herbata.blogspot.com/2014/06/matcha-jakosc-zastowanie.html
https://www.ohhowcivilized.com/matcha
https://thetealetter.com/matcha/the-complete-guide-to-matcha
https://melhadtea.com/blog/how-to-make-great-matcha/
https://www.teaformeplease.com/does-matcha-go-bad/
https://www.myjapanesegreentea.com/matcha
http://www.matcha.my/Blog/how-to-store-matcha
https://www.teaformeplease.com/making-matcha-usucha-vs-koicha/
https://japanesetea.sg/japanese-tea-pedia/how-to-make-delicious-matcha-koicha/
https://www.myjapanesegreentea.com/koicha
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/33375458