Różne odsłony herbaty cz. 44 – Dhara White, czyli herbaciana ciekawostka z Tajlandii

W ostatnich wpisach z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawiłam Wam kilka afrykańskich herbat. Dzisiejszy wpis będzie recenzją pewnej azjatyckiej herbaty, a konkretniej tajskiej białej herbaty o nazwie Dhara White, która została kupiona we wrocławskiej Czajowni.

Zanim jednak przejdę do recenzji, napiszę co nieco na temat herbaty w Tajlandii.

Tajlandia (wcześniej znana jako Syjam (po angielsku: Siam)) to kraj nizinny położony w południowo-wschodniej Azji, a konkretniej na Półwyspie Indochińskim. Graniczy on z Mjanmą i Laosem (na północy), Laosem i Kambodżą (na wschodzie) oraz Malezją (na południu). Większość obszaru Tajlandii znajduje się w strefie klimatu zwrotnikowego monsunowego, z wyjątkiem południowej części, tj. Półwyspu Malajskiego, która leży w strefie klimatu równikowego.

Herbata po raz pierwszy pojawiła się w Tajlandii mniej więcej w 1961 r., kiedy to Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza pokonała armię Kuonmintangu, wskutek czego pokonani musieli uciekać z kraju. Część z nich udała się na Tajwan, a druga część – trafiła do północnej części Tajlandii. W zamian za udzielenie wsparcia w walce z komunizmem zarówno w Tajlandii, jak i sąsiadującym Laosie, tajski rząd pozwolił im osiedlić się w górzystej prowincji Chiang Rai, głównie w okolicy Doi Mae Salong. Ten obszar jest częścią tzw. „złotego trójkąta”, czyli rejonu uznawanego za miejsce narodzin herbaty. Osiedleńcy wkrótce zajęli się uprawą herbaty. Na początku ze względu na brak dostępu do sadzonek krzewu herbacianego z Chin wykorzystywali dziko rosnące od wielu lat w tym rejonie drzewiaste krzewy herbaciane do produkcji herbaty głównie do użytku własnego, jednocześnie uprawiając m.in. mak na opium. Zaniepokojony ilością maku w tym rejonie, król Tajlandii Bhumibol Adulyadej stworzył program wyeliminowania opium, który zakładał przede wszystkim zastąpienie uprawy maku uprawą herbaty. W ramach tego programu do prowincji sprowadzono tajwańskie kultywary krzewu herbacianego, jak również tajwańskich specjalistów od uprawy herbaty, którzy przekazali swoją wiedzę mieszkańcom prowincji Chiang Rai. Te działania umożliwiły rozpoczęcie komercyjnej produkcji herbaty. Do sukcesu tego przedsięwzięcia przyczyniły się również idealne warunki do uprawy herbaty panujące w tym rejonie (m.in. położenie na wysokości ok. 1200-1800 m n.p.m. oraz niemalże całkowita zmienność występujących w Tajlandii trzech pór roku w ciągu zaledwie czterech miesięcy), które przypominają w pewnym stopniu warunki panujące na Tajwanie, czyli w miejscu pochodzenia krzewów.

Obecnie herbatę wciąż uprawia się wyłącznie w północnej części Tajlandii, a konkretniej na małych rodzinnych plantacjach w dwóch prowincjach: Chiang Rai, w szczególności we wspomnianym wyżej rejonie Doi Mae Salong, oraz Chiang Mai. Wytwarza się tu głównie trzy rodzaje herbat: zielone, czarne oraz oolong. Tajskie oolongi cieszą się największym uznaniem. Z jednej strony przypominają one tajwańskie lekko oksydowane oolongi w formie zwiniętych kuleczek, a z drugiej – zachowują też swój unikalny charakter. Warto pamiętać, że podobieństwo tajskich oolongów do tajwańskich oolongów sprzyja oszukańczym praktykom – zdarza się, że oolongi wytworzone w Tajlandii sprzedaje się jako tajwańskie oolongi.

Wiedząc już co nieco o tajskiej herbacie, mogę przejść do właściwej recenzji.

Recenzowana przeze mnie herbata pochodzi z Monsoon Tea, czyli miejsca będącego jednocześnie sklepem z herbatą, herbaciarnią oraz restauracją, które jest usytuowane w prowincji Chiang Mai. W ofercie Monsoon Tea znajduje się kilka rodzajów herbat: białe, zielone, oolong, czarne, aromatyzowane, mieszanki herbaciane, a nawet jedna żółta. Monsoon Tea specjalizuje się w herbatach wytwarzanych z krzewów herbacianych Camellia sinensis odmiana assamica od wielu lat dziko rosnących w dżungli w północnej części Tajlandii, a więc występujących w swoim naturalnym środowisku. Co więcej, wspomniane krzewy herbaciane wykształciły naturalne mechanizmy obronne przed insektami i pasożytami, więc stosowanie herbicydów i pestycydów nie jest konieczne. Dlatego też herbaty oferowane przez Monsoon Tea są organiczne i wolne od środków ochrony roślin.

Dhara White

Dhara White to biała herbata, w skład której najczęściej wchodzi mieszanka pączków oraz najmłodszych listków krzewu herbacianego Camellia sinensis odmiana assamica z pączkami i dwoma pierwszymi listkami tego krzewu. Zbiory mają miejsce raz w roku w marcu (moja herbata została zebrana w marcu zeszłego roku). Zebrane listki i pączki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie, lekka oksydacja oraz suszenie na słońcu. Ostatecznie herbata ma postać zielonkawo-brązowawych fragmentów listków i pączków o różnej wielkości. Wygląda ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Susz przypomina nieco herbatę Pai Mu Tan, jednak, jak przekonacie się w dalszej części tego wpisu, na tym kończy się podobieństwo Dhary White do tej chińskiej białej herbaty 😉

Przy okazji warto wiedzieć, że rozdrobnienie suszu widoczne na powyższym zdjęciu najprawdopodobniej jest efektem transportu herbaty (listki krzewu herbacianego Camellia sinensis odmiana assamica są dość duże, a więc nietrudno o ich połamanie).

Napar z Dhara White ma żółtawo-pomarańczowawy kolor i słodkawy owocowy aromat. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej:

W smaku naparu, który ma jakby kremową konsystencję, dominują nuty owocowe (szczególnie wiśni i brzoskwini) oraz akcenty miodowe. W tle majaczy też coś, co określiłabym jako „błotnistość” i „ziemistość”. Takich doznań smakowych nie dostarcza żadna inna znana mi biała herbata.

Co do sposobu przyrządzania herbaty Dhara White, to myślę, że najlepiej jest zalać listki oraz pączki wodą niedługo po zagotowaniu (o temperaturze ok. 90-95 stopni Celsjusza) i parzyć przez 3 minuty. Co prawda na stronie Czajowni do parzenia tej herbaty zaleca się użyć wody o temperaturze 75 stopni Celsjusza, ale uważam, że wyższa temperatura wody zdecydowanie bardziej służy tej herbacie (taka właśnie wyższa temperatura wody jest też zalecana na stronie internetowej Monsoon Tea). Te same listki i pączki można wykorzystać trzykrotnie, z tym że każde kolejne parzenie lepiej skrócić do ok. 1,5 minuty. Ogólnie rzecz biorąc, napar z drugiego i trzeciego parzenia jest słabszy niż ten z pierwszego – nuty owocowe i miodowe są mniej wyraźne, a „błotnistość” jest bardziej intensywna.

Warto też wiedzieć, że herbata Dhara White świetnie nadaje się również do „parzenia” na zimno. Co ciekawe, przyrządzona w ten sposób niespodziewanie ukazuje swoje głęboko skrywane kwiatowe oblicze.

Podsumowując, Dhara White to tajska biała herbata, która daje napar dostarczający różnorodnych doznań smakowych – w zależności od sposobu parzenia można doszukać się akcentów owocowych, miodowych, “ziemnych” i “błotnych” (co jest raczej niespotykane w przypadku białych herbat), a nawet kwiatowych. Polecam ją szczególnie miłośnikom białych herbat, ale nie tylko – również tym, którzy lubią nietuzinkowe herbaty.

Pozdrawiam 🙂

PS1 Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z książki pt. “The Tea Book” Lindy Gaylard, karty informacyjnej dotyczącej herbaty Dhara White, którą przesłał mi pan Kenneth Rimdahl z Monsoon Tea, oraz z następujących źródeł internetowych:

https://www.czajownia.pl/pl/p/Dhara-White-20-g/404

https://monsoon-tea-company.com/product/dhara-white

https://monsoon-tea-company.com/our-tea

https://monsoon-tea-company.com/about

http://teaintheancientworld.blogspot.com/2017/06/dhara-white-wild-northern-thai-white.html

https://ratetea.com/region/thailand/10/

http://theteadetective.com/TeasOfThailand.html

https://thedailytea.com/travel/tea-land-smiles/

http://www.tching.com/2016/10/thai-teas-tea-thailand/

http://siamteas.com/thai-teas/

http://siamteas.com/thai-tea-tea-cultivation-in-thailand/cultivation-areas-in-northern-thailand/

https://pl.wikipedia.org/wiki/Tajlandia

https://en.wikipedia.org/wiki/Thailand

PS2 Pan Kenneth Rimdal z Monsoon Tea wygłosił prezentację na temat znaczenia herbaty pozyskiwanej z krzewów herbacianych rosnących w swoim naturalnym środowisku, czyli dżungli. Jest ona dostępna tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=fCt6PoTfPvg.

Różne odsłony herbaty cz. 41 – Malawi White Peony i Zomba Pearls, czyli dwie przepyszne i nietuzinkowe białe herbaty z Malawi

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. “Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam dwie kolejne herbaty pochodzące z afrykańskiego kraju, a mianowicie z Malawi. Obie herbaty zostały kupione w sklepie eherbata.pl.

Zanim jednak przejdę do recenzji, tradycyjnie napiszę co nieco na temat herbaty w Malawi.

Malawi (wcześniej znane jako brytyjska kolonia o nazwie Niasa) to niewielki kraj pozbawiony dostępu do morza, który znajduje się we wschodniej Afryce. Graniczy on z następującymi państwami: Zambią (na północnym zachodzie), Tanzanią (na północnym wschodzie) oraz Mozambikiem (na wschodzie, południu i zachodzie). Malawi zwane jest “ciepłym sercem Afryki” (po angielsku: “warm heart of Africa”).

Herbata po raz pierwszy pojawiła się w Malawi w 1891 r., kiedy to Szkot Henry Brown, który przepracował prawie 18 lat jako plantator kawy na obecnej Sri Lance, przywiózł około 20 nasion tamtejszego krzewu herbacianego. Połowę z nich zasadził na kupionej przez siebie plantacji o nazwie Thornwood Estate położonej w rejonach gór Mlandżi (po angielsku: Mlanje Mountains). Drugą połową podzielił się ze swoim przyjacielem Johnem Moirem, który zasadził je na swojej plantacji o nazwie Lauderdale Estate znajdującej się w tej samej okolicy (plantacja ta ostatecznie znalazła się w rękach Browna). Następnie plantacje założono również na nizinnych terenach dystryktów Mulanje oraz Thyolo.

Malawi to kraj o klimacie równikowym. Warunki pogodowe panujące w nim są w dużej mierze zależne od wysokości: na terenach nizinnych temperatury są wysokie, a na rejonach usytuowanych na wyższych wysokościach temperatury są niższe. Ilość opadów zależy od sezonu: przez część roku w wielu rejonach kraju deszcz nie pada w ogóle, a przez drugą część roku na innych obszarach opady są intensywne. To wyłącznie na tych rejonach z większą ilością opadów panują warunki odpowiednie do uprawy herbaty. Niemniej jednak pogoda w Malawi często bywa nieprzewidywalna. Dlatego też zdecydowano się podjąć prace nad nowymi kultywarami krzewu herbacianego, które będą lepiej dostosowane do tamtejszych warunków. Po ich wprowadzeniu w 1996 r. rozpoczęto realizację programu przesadzania krzewów (Tea Replanting Program), tj. zastępowania starych krzewów nowymi i ulepszonymi, która trwa do dziś.

Obecnie Malawi jest drugim największym producentem herbaty w Afryce tuż po Kenii. Kraj ten wytwarza przede wszystkim herbaty czarne masowo metodą CTC, które są przeznaczone do mieszanek herbacianych, ale nie tylko – wśród herbat produkowanych w Malawi znajdziemy również bardziej unikatowe herbaty wytwarzane metodą tradycyjną ortodoksyjną, np. białe.

W Malawi herbatę uprawia się tylko na trzech obszarach położonych w południowej części kraju: w dwóch wspomnianych wyżej dystryktach Mulanje oraz Thyolo, jak również w rejonie zatoki Nkhata Bay usytuowanej na brzegu Jeziora Niasa (po angielsku: Lake Malawi). Herbata jest wytwarzana przede wszystkim przez dużych przedsiębiorców kontrolujących wielkie plantacje z własnymi fabrykami obróbki herbaty. Około 64% całości wytworzonej herbaty jest przeznaczona na eksport, głównie do Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych oraz Republiki Południowej Afryki.

Wiedząc już co nieco o malawijskiej herbacie, mogę przejść do właściwej recenzji.

Obie recenzowane przeze mnie herbaty pochodzą z tej samej malawijskiej plantacji herbaty o nazwie Satemwa Tea & Coffee Estate położonej na płaskowyżu Shire Highlands w dystrykcie Thyolo, który znajduje się w południowej części Malawi (niedaleko granicy z Mozambikiem). Ta plantacja herbaty oraz kawy została założona w 1923 r. przez Szkota Macleana Kaya na kawałku ziemi odkupionej od rolnika uprawiającego tytoń. Obecnie jest ona zarządzana przez jego wnuka Alexandra Kaya. Satemwa Tea & Coffee Estate jest aktualnie jedynym miejscem w Malawi, w którym wytwarza się herbatę nie tylko metodą CTC, ale również tradycyjną ortodoksyjną.

W ofercie firmy znajduje się pięć rodzajów herbat: biała, czarna, zielona, oolong oraz puerh. Obie recenzowane przeze mnie herbaty to herbaty białe.

Malawi White Peony (Thyolo Peony)

Malawi White Peony to afrykańska wariacja na temat chińskiej białej herbaty Pai Mu Tan (zwanej również White Peony). Na stronie Satemwa Tea & Coffee Estate jest określana jako Thyolo Peony. W jej skład wchodzą pączek wraz z dwoma listkami. Niestety, nie udało mi się znależć żadnych informacji na temat procesu produkcji tej herbaty, ale przypuszczam, że zebrane pączki i listki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak więdnięcie oraz suszenie. Ostatecznie herbata ma postać dość kruchych listków i ich fragmentów w najróżniejszych odcieniach zieleni, z brązowawymi akcentami. Na pierwszy rzut oka Malawi White Peony przypomina wspomnianą wyżej herbatę Pai Mu Tan. Wygląda ona następująco:

Napar z tej herbaty ma delikatny ziołowy aromat i żółtawy kolor. Prezentuje się on następująco:

Wygląd suszu okazuje się jedynym podobieństwem do chińskiej herbaty Pai Mu Tan ;). Smak naparu różni się znacznie – jest mocno kwiatowy, z wyraźnymi nutami ziołowymi oraz akcentami siana. Całość jest przyjemna i “gładka”.

Co do metody przyrządzania Malawi White Peony, to myślę, że najlepiej jest postępować następująco: zalać listki i pączki wodą o temperaturze ok. 80-85 stopni, parzyć przez 5 sekund, wylać powstały napar, a następnie znów zalać susz wodą o tej samej temperaturze i parzyć przez minutę. Ten sposób jest zalecany na stronie Satemwa Tea & Coffee Estate. Uważam, że daje on ciekawe efekty, o wiele lepsze niż wtedy, gdybyśmy po prostu zalali susz wodą, a następnie oddzielili go od naparu. Te same listki i pączki można wykorzystać kilkakrotnie. Przyznam szczerze, że najbardziej smakował mi napar z tego pierwszego właściwego parzenia. Przy kolejnych parzeniach napar jest bardziej ziołowy, z wyraźniejszymi nutami siana.

Zomba Pearls

Zomba Pearls to unikatowa malawijska herbata. Podobnie jak w przypadku Malawi White Peony, w jej skład wchodzą pączek wraz z dwoma listkami. Niestety, również i tym razem nie udało mi się znaleźć żadnych informacji na temat procesu produkcji tej herbaty, ale przypuszczam, że zebrane pączki i listki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie, suszenie oraz zwijanie. Ostatecznie herbata ma postać ciemnozielonkawych gniazdek o jednakowej wielkości. Wygląda ona następująco:

Napar z tej herbaty ma roślinny zapach oraz zielonkawy kolor. Prezentuje się on następująco:

Smak naparu z Zomba Pearls jest intensywnie roślinny, a przy tym zupełnie pozbawiony goryczy. Co ciekawe, wyraźnie wyczuwalne są nuty kojarzące się ze smakiem świeżego ogórka i akcenty maślane :). Ogólnie rzecz biorąc, napar z Zomba Pearls kojarzy mi się bardziej ze smakiem naparu z oolonga do tego stopnia, że gdy po pewnym czasie od kupienia tej herbaty zapomniałam, jaki rodzaj herbaty ona właściwie reprezentuje, byłam mocno zaskoczona, gdy okazało się, że to biała herbata, a nie oolong 🙂

Co do metody przyrządzania Zomba Pearls, to myślę, że najlepiej jest zalać trzy gniazdka wodą tuż po zagotowaniu (o temperaturze ok. 95 stopni Celsjusza) i parzyć ok. 1,5 minuty. Tej herbacie zdecydowanie nie służy długie parzenie. Te same gniazdka można wykorzystać nawet sześciokrotnie. Przyznam szczerze, że najbardziej smakował mi napar z dwóch pierwszych parzeń. Przy kolejnych parzeniach te akcenty maślane oraz nuty świeżego ogórka znikają.

Warto wspomnieć, że po kilkukrotnym parzeniu gniazdka otwierają się, ukazując swoje herbaciane oblicze, tj. misternie pozwijane długie listki. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, jak wygląda wnętrze gniazdek po trzecim parzeniu:

Szczerze mówiąc, trochę pomogłam rozwinąć się tym listkom, ale nie robiłam tego na siłę 😉

Na koniec chciałabym zauważyć, że wciąż zagadką dla mnie pozostaje nazwa tej herbaty, a mianowicie to, dlaczego jest ona określana jako Zomba Pearls. Zomba to nazwa dystryktu położonego w południowo-wschodniej części Malawi i jednocześnie nazwa stolicy tego dystryktu. Dlaczego w takim razie ta herbata nie nazywa się Thyolo Pearls, skoro jest wytwarzana w dystrykcie Thyolo? Na razie to pytanie pozostaje bez odpowiedzi 😉

Podsumowując, Malawi White Peony oraz Zomba Pearls to dwie unikatowe białe herbaty pochodzące z Malawi. Są one kolejnym przykładem na to, że kraje będące mniejszymi i mniej znanymi producentami herbaty wytwarzają prawdziwe herbaciane perełki 🙂 Przy okazji świetnie pokazują, jak bardzo różne mogą być dwie herbaty reprezentujące ten sam rodzaj herbaty: Malawi White Peony jest bardziej kwiatowo-ziołowa, a Zomba Pearls – bardziej roślinna, z akcentami maślanymi oraz świeżego ogórka, przypominająca oolonga. Polecam te herbaty szczególnie miłośnikom białych herbat, ale nie tylko – myślę, że warto spróbować je niezależnie od upodobań.

Pozdrawiam 🙂

PS1 Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://books.google.pl/books?id=RjWgDQAAQBAJ&pg=PA193&lpg=PA193&dq=henry+brown+planter&source=bl&ots=VQJ14t7Ekf&sig=Aw2YFQQl2cj1rnLbUatfLZKjEkQ&hl=pl&sa=X&ved=0ahUKEwiH97eFjerYAhXBhSwKHQaxBV4Q6AEIPTAD#v=onepage&q=henry%20brown%20planter&f=false

http://theteadetective.com/TeasOfMalawi.html

https://ratetea.com/region/malawi/24/

http://www.easternproduce.com/tea/malawi

https://worldoftea.org/malawi-tea-satemwa/

https://worldisateaparty.files.wordpress.com/2018/01/guide-to-teas-from-africa.pdf

https://pl.wikipedia.org/wiki/Malawi

https://en.wikipedia.org/wiki/Malawi

https://eherbata.pl/zomba-pearls-2017-986.html

https://eherbata.pl/malawi-white-peony-967.html

http://what-cha.com/malawi-zomba-pearls-white-tea/

http://www.satemwa.com/story

http://www.satemwa.com/tea

http://www.satemwa.com/stall

PS2 Tutaj możecie znaleźć zdjęcia z wizyty na plantacji Satemwa Tea & Coffee Estate: http://www.szpilkinamapie.pl/malawi/degustacja-herbaty-i-plantacje-satemwa/.

Edit: Dzięki korespondencji e-mail wymienionej z przedstawicielem plantacji Satemwa Tea & Coffee Estate wiem już, skąd się wzięła nazwa Zomba. Herbaty pochodzące z tej plantacji noszą nazwę unikatowych i endemicznych kultywarów krzewu herbacianego. Aby uniknąć nudnych nazw kultywarów, takich jak np. PC168, niektóre grupy kultywarów określono nazwami pochodzącymi od nazw miast i miejscowości sąsiadujących z plantacją, np. Zomba czy Bvumbwe.

Różne odsłony herbaty cz. 40 – Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea, czyli nietypowa kenijska biała herbata mająca cechy czarnej herbaty

W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam kolejną herbatę z Kenii, a mianowicie białą herbatę o nazwie Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea. Już w zeszłym roku słyszałam wiele pozytywnych opinii o tej herbacie, ale podobnie jak to było z dwiema gruzińskimi czarnymi herbatami, które zrecenzowałam w zeszłym roku, obudziłam się za późno z zakupem :P. Z kolei w tym roku bardzo pilnowałam, żeby nie przegapić okazji, aby kupić tę herbatę. Kiedy tylko dowiedziałam się, że w sklepie TheTea jest dostępna, bez wahania dokonałam zakupu.

Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea to nietypowa herbata, która pochodzi z rejonu Mount Kenya (czyli najwyższego szczytu w Kenii i drugiego co do wielkości szczytu w Afryce, tuż po Kilimandżaro, któremu ten afrykański kraj zawdzięcza swoją nazwę) położonego w centralnej części Kenii. Jest ona pewnego rodzaju eksperymentem herbacianym. Jej nietypowość polega na tym, że łączy ona w sobie cechy dwóch skrajnych rodzajów herbaty: białej oraz czarnej. Mimo to najczęściej klasyfikuje się ją jako białą herbatę (tak też jest klasyfikowana przez jej twórców).

W skład tej herbaty wchodzą pączki i pierwsze listki krzewu herbacianego. Zebrane pączki i listki trafiają do fabryki herbaty Kangaita usytuowanej na wysokości ponad 2000 m n.p.m, która specjalizuje się w przetwarzaniu wysokiej jakości herbat ortodoksyjnych, w tym herbat purpurowych. W tym miejscu poddaje się je obróbce: najpierw przechodzą one przez dwa etapy produkcji charakterystyczne dla białych herbat, tj. więdnięcie i suszenie, a na koniec jeszcze przez dodatkowy etap typowy dla czarnych herbat, tj. zwijanie (zwane również rolowaniem), które odbywa się ręcznie. Ostatecznie herbata ma postać lekko poskręcanych pączków w brązowawym kolorze, pokrytych delikatnym srebrzystym meszkiem, oraz listków w ciemnozielonym kolorze. Przypomina ona nieco czarne herbaty z chińskiej prowincji Yunnan, które mają dużą ilość złotych tipsów, np. Golden Monkey. Wygląda ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea ma brązowawy kolor (czyli wygląda bardziej jak napar z czarnej herbaty) i cytrusowy aromat. Prezentuje się on następująco:

Smak naparu z pierwszego parzenia jest słodkawy – na początku mocno wyczuwalne są akcenty owocowo-cytrusowe, które następnie zamieniają się w lekką karmelową słodycz. Całość jest delikatna i całkowicie pozbawiona goryczy. Można by powiedzieć, że napar ten smakuje bardziej jak napar z białej herbaty. Z kolei smak naparu z drugiego parzenia już bardziej przypomina smak naparu z czarnej herbaty – nuty cytrusowe znikają, a akcenty karmelowe stają się wyraźniejsze i dodatkowo pojawiają się nuty czekoladowe.

Co do sposobu przyrządzania Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea, to uważam, że najlepiej jest zalać susz wodą niedługo po zagotowaniu i parzyć przez 2 minuty. Te same pączki i listki można wykorzystać dwukrotnie. Co ciekawe, ciężko jest „przeparzyć” tę herbatę. Nawet po oddzieleniu listków i pączków od naparu po prawie 10 minutach napar wciąż nadaje się do picia.

Podsumowując, Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea to wyjątkowa kenijska herbata, która stanowi połączenie cech dwóch skrajnych rodzajów herbaty, tj. białej i czarnej. Daje ona napar, którego smak zmienia się w zależności od parzenia: po pierwszym parzeniu jest bardziej cytrusowo-owocowy, a po drugim – bardziej karmelowo-czekoladowy. Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea to obowiązkowa pozycja do wypróbowania dla miłośników zarówno białych, jak i czarnych herbat. Ja bardzo ją lubię, jest to jedna z moich ulubionych herbat. Polecam serdecznie 🙂

Pozdrawiam 🙂

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://en.wikipedia.org/wiki/Mount_Kenya

https://eherbata.pl/kenia-rhino-2017-1803.html

http://what-cha.com/kenya-rhino-premium-white-tea/

https://steepster.com/teas/what-cha/48460-kenya-rhino-premium-white-tea

Różne odsłony herbaty cz. 39 – Rwanda Black Tea i Rwanda Silver Needle Tea, czyli dwie znakomite herbaty z Rwandy

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. “Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam dwie herbaty pochodzące z kolejnego kraju, który raczej nie kojarzy się z herbatą, a mianowicie z Rwandy. Obie herbaty zostały kupione we wrocławskiej Czajowni.

Zanim jednak przejdę do recenzji, napiszę co nieco na temat herbaty w Rwandzie.

Rwanda to niewielki kraj znajdujący się w środkowo-wschodniej Afryce, który graniczy z następującymi państwami: Ugandą (na północy), Tanzanią (na wschodzie), Burundi (na południu) i Demokratyczną Republiką Konga (na zachodzie). Jest on położony na mocno pofałdowanym terenie. To właśnie ze względu na pofałdowanie terenu Rwandę określa się mianem Krainy tysiąca wzgórz (po angielsku: Land of a thousand hills). Kraj ten prawdopodobnie najbardziej kojarzy się z ludobójstwem – niewyobrażalną tragedią, która miała miejsce w 1994 r.

Herbata po raz pierwszy pojawiła się w Rwandzie w 1952 roku i od tego momentu jej znaczenie dla gospodarki tego kraju rośnie. Obecnie jest ona drugim co do wielkości towarem eksportowym, tuż po kawie (niektóre źródła podają, że nawet pierwszym).

W Rwandzie panuje klimat równikowy wilgotny. Obszary uprawy herbaty znajdują się głównie na terenach wyżynnych usytuowanych na wysokości od 1900 do 2500 m n.p.m, gdzie panują idealne warunki, tj.: żyzne gleby wulkaniczne, duże wysokości oraz niższe temperatury (średnio od 16 do 21 stopni Celsjusza) połączone ze sporą ilością opadów i światła słonecznego. Dzięki temu herbatę wytwarza się przez cały rok, przy czym dwa główne sezony produkcji pokrywają się z porą deszczową.

Warto wiedzieć również, że herbatę w Rwandzie uprawia się głównie na dużych plantacjach, które są zarządzane przez fabryki zajmujące się przetwarzaniem herbaty. Trzy największe i najbardziej znane rwandyjskie plantacje herbaty to: Gisovu Tea Estate, Mata Tea Estate oraz Kitabi Tea Estate. Istnieją również spółdzielnie oraz prywatni producenci wytwarzający niewielkie ilości herbaty, którzy następnie sprzedają ją wspomnianym fabrykom.

W Rwandzie produkuje się głównie trzy rodzaje herbat: czarną, białą i zieloną. Większość tych herbat wykorzystuje się wyłącznie do mieszanek herbacianych, co sprawia, że rwandyjskie herbaty są raczej rzadko spotykane na zachodzie.

Wiedząc już co nieco o rwandyjskiej herbacie, mogę przejść do właściwej recenzji.

Obie recenzowane przeze mnie herbaty są owocem współpracy wspomnianej wyżej Czajowni z firmą 3 Mountains. Jej założycielka, Sara Stender, przybyła do Rwandy, kiedy tylko dowiedziała się o ludobójstwie. Ostatecznie w 2009 r. postanowiła tam zamieszkać, a w 2016 r. założyła firmę. Obecnie współpracuje ona z rolnikami, rzemieślnikami i producentami w Rwandzie, sprzedając światowej klasy produkty na rynek północnoamerykański. Jej firma, 3 Mountains, współpracuje również z organizacją społeczną zwaną Africa Healing Exchange (AHE), która ma na celu przede wszystkim zapewnienie wsparcia ofiarom ludobójstwa i ich rodzinom.

Firma 3 Mountains zajmuje się dystrybucją organicznych herbat liściastych z Rwandy, które charakteryzują się najwyższą jakością i są produktem sprawiedliwego handlu (fair trade). W jej ofercie znajdują się cztery rodzaje herbat: biała herbata, herbata Silver Needle, zielona herbata oraz czarna herbata.

Rwanda Black Tea

Rwanda Black Tea to czarna herbata, która została uznana za najlepszą herbatę Rwandy na północnoamerykańskiej konferencji herbacianej, która odbyła się w 2013 r. (2013 North American Tea Conference). Listki tej herbaty pochodzą z krzewów herbacianych rosnących na wysokości od 1700 do 2000 m n.p.m. Są one ręcznie zbierane, a następnie przetwarzane w sposób ortodoksyjny. W procesie produkcji są one m.in. tradycyjnie zwijane na stołach wykonanych ze specjalnie dobranego sezonowanego drewna. Ostatecznie herbata ma postać ciemnobrązowych poskręcanych kawałków z jasnobrązowymi I złotawymi akcentami. Prezentuje się ona następująco:

Napar z tej herbaty ma pomarańczowawy kolor i słodkawy aromat. Wygląda on tak, jak na zdjęciu poniżej:

Smak tego naparu jest słodkawy, orzechowy, a przy tym dość łagodny i pełny (wydaje mi się, że określenie “pełny” bardzo pasuje do tej herbaty). Pozostawia on lekki goryczkowy posmak oraz delikatne uczucie “ściągania” w ustach. Takich doznań nie dostarcza napar z żadnej innej znanej mi czarnej herbaty, nawet ten z czarnych herbat z innego afrykańskiego kraju, a mianowicie Kenii. Co ciekawe, mam wrażenie, że herbata ta nieco wzmaga pragnienie.

Co do sposobu przyrządzania Rwanda Black Tea, to uważam, że najlepiej jest zalać listki wodą tuż po zagotowaniu i parzyć przez 1,5 minuty. Jest to zdecydowanie herbata, która nadaje się do jednokrotnego parzenia.

Rwanda Silver Needle

Rwanda Silver Needle to biała herbata, która powstaje wyłącznie z najmłodszych pączków herbacianych. Pączki te są poddawane działaniu pary wodnej w celu zatrzymania procesu oksydacji, a następnie starannie suszone na powietrzu. Ostatecznie herbata ma postać zielonkawo-srebrzystych lekko poskręcanych igiełek i wygląda następująco:

Napar z tej herbaty ma beżowawy kolor i delikatny kwiatowy zapach. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej:

Smak tego naparu jest delikatny, słodkawy, wyraźnie kwiatowy, a przy tym całkowicie pozbawiony goryczy, a sam napar jest przyjemnie “gładki” i jedwabisty. Smak ten kojarzy mi się nieco ze smakiem naparu z chińskich białych herbat, szczególnie Pai Mu Tan, ale trzeba przyznać, że Rwanda Silver Needle ma też swój unikalny charakter. Warto też wiedzieć, że ta herbata ma wyjątkowo dużą zawartość antyoksydantów.

Co do sposobu przyrządzania Rwanda Silver Needle, to uważam, że najlepiej jest zalać pączki wodą o temperaturze około 80 stopni Celsjusza i parzyć przez 1,5 minuty. Te same pączki można wykorzystać nawet czterokrotnie, przy czym przy każdym kolejnym zalaniu dobrze jest wydłużyć czas parzenia o ok. 20-30 sekund.

Warto wiedzieć, że Rwanda Silver Needle doskonale smakuje też wtedy, gdy “zaparzymy” ją na zimno. Smak tego “naparu” jest wyraźnie kwiatowy z akcentami roślinnymi. Kojarzy mi się on ze smakiem wody z górskiego czystego strumienia, którego nurt porwał po drodze trochę kwiatów i trawy ;). Ogólnie rzecz biorąc, “napar” ten jest bardzo przyjemny w smaku i fantastycznie orzeźwia 🙂 Jest to zdecydowanie najsmaczniejszy “napar” z białej herbaty, jaki piłam do tej pory. Co ciekawe, jak podaje strona internetowa firmy 3 Mountains, nosi on nazwę SilverBack Water.

Podsumowując, Rwanda Black Tea i Rwanda Silver Needle to dwie znakomite herbaty pochodzące z Rwandy. Smak naparu z nich jest słodkawy, z tym, że pierwsza jest orzechowa, a druga – kwiatowa. Szczerze mówiąc, te dwie rwandyjskie herbaty smakują mi bardziej niż dwie kenijskie herbaty, które zrecenzowałam na blogu parę miesięcy temu. Są one kolejnym doskonałym przykładem na to, że również kraje będące mniejszymi i mniej znanymi producentami herbaty wytwarzają prawdziwe herbaciane perełki, po które warto sięgać przy nadarzającej się okazji 🙂

Pozdrawiam 🙂

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://www.czajownia.pl/pl/p/Rwanda-Black-Orthodox-Tea/400

https://www.czajownia.pl/pl/p/Rwanda-Silver-Needle-Tea-Srebrna-Igla-/399

https://ratetea.com/region/rwanda/112/

https://www.jetro.go.jp/ext_images/world/africa/seminar_reports/pdf/20121129_Rwanda.pdf

http://www.3mountains.org/teas/

http://www.3mountains.org/about-1/

http://www.3mountains.org/products/rwandan-black-orthodox-tea-16-oz-bag

http://www.3mountains.org/products/silver-needle-tea-16oz-bag

https://www.theguardian.com/global-development/gallery/2010/sep/23/rwanda-tea-industry

https://www.twinings.co.uk/world-of-tea/best-east-african-rwandan-tea

http://fortuneofafrica.com/rwanda/tea/

http://www.rwandatourism.com/things-to-do/tea-plantations

http://www.northern-tea.com/product/rwanda_tea.asp

http://cha-walah.com/page/tea-harvesting-time

https://pl.wikipedia.org/wiki/Rwanda

https://pl.wikipedia.org/wiki/Geografia_Rwandy

Różne odsłony herbaty cz. 32 – Snow Buds, czyli przepyszna biała herbata z Nepalu

W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam pewną białą herbatę z Nepalu, a konkretniej Snow Buds, która pochodzi ze sklepu internetowego One cup of tea, posiadającego w ofercie wyłącznie herbaty z Nepalu (http://agataozarowska.pl/).

Już w zeszłym roku słyszałam wiele dobrego od innych miłośników herbaty o herbatach ze sklepu prowadzonego przez Agatę Ożarowską-Nowicką (szczególnie o nepalskiej czarnej herbacie Gold Buds), ale niestety podobnie jak to było w przypadku ostatnio opisanej Ramiz Black Tea, obudziłam się z chęcią zakupu za późno :P. Na szczęście w tym roku podczas noworocznego spotkania herbacianego, które odbyło się 6 stycznia w koreańskiej restauracji ONGGI w Warszawie, trafiła się świetna okazja, żeby spróbować wspomnianej nepalskiej herbaty, ponieważ sama Agata wzięła udział w tym wydarzeniu. Na początku opowiedziała nam o swoim pobycie w kompleksie ogrodów herbacianych Guranse w Nepalu, a następnie poczęstowała nas naparem z pozostałości zeszłorocznej Gold Buds. Pamiętam, że zrobił na mnie piorunujące wrażenie :). Po pierwszym łyku wiedziałam, że jak tylko Gold Buds z tegorocznego zbioru pojawi się w sklepie, muszę kupić tę herbatę. Gdy we wrześniu dowiedziałam się, że jest już dostępna, bez wahania kupiłam ją. Przy okazji zamówiłam też trzy inne herbaty, które przykuły moją uwagę: dwie czarne herbaty Wild Sunset i Hand Rolled Floral oraz białą herbatę Snow Buds. Przyznam szczerze, że spodziewałam się, że najbardziej posmakują mi czarne herbaty (bo ostatnio dość dużo ich piję), a biała herbata – najmniej (bo czym mogłaby mnie zaskoczyć, mając na uwadze doznania dostarczane przez chińskie białe herbaty typu Baihao Yinzhen?). Co ciekawe, okazało się, że jest zupełnie odwrotnie. Gdy zaparzam sobie sama w domu Gold Buds, napar nie smakuje już tak dobrze, jak wtedy w styczniu. Właściwie to można powiedzieć, że nie smakuje mi za bardzo (może to wina zmienionego smaku podczas ciąży?). To samo jest z Wild Sunset, mam wrażenie, że napar jest nijaki. Hand Rolled Floral okazała się najciekawszą czarną herbatą. Z kolei Snow Buds… to było największe zaskoczenie :). Ta herbata oczarowała mnie od pierwszego łyku.

Snow Buds - opakowanie

Snow Buds to biała herbata pochodząca z nepalskiego kompleksu ogrodów herbacianych Guranse (Guranse to po nepalsku rododendron, oficjalny kwiat Nepalu) położonego na wysokości 3500-7200 m n.p.m., co sprawia, że jest on jednym z najwyżej położonych miejsc uprawy herbaty na świecie. Kompleks ten ma powierzchnię 250 hektarów i składa się z ogrodów herbacianych kontrolowanych przez drobnych rolników. Znajduje się on na terenie wyżynnym pod łańcuchem górskim Makalu będącym częścią Himalajów w dystrykcie Dhankuta na wschodzie Nepalu. W tym miejscu panuje unikalny klimat dzięki bliskości wysokich gór. To sprawia, że herbaty pochodzące z Guranse mają wyjątkowy, bogaty smak i aromat. Są one w 100% organiczne (tj. produkuje się je bez użycia pestycydów, nawozów sztucznych i modyfikacji genetycznych). Wytwarza się je w niewielkich ilościach. Przy okazji warto wiedzieć, że kompleksy ogrodów herbacianych Guranse są przyjazne swoim pracownikom: pracują w nich głównie kobiety, którym zapewnia się godziwe zarobki, a ich dzieciom (szczególnie tym z gorzej usytuowanych rodzin) zapewnia się edukację.

Snow Buds wytwarza się z jednego najmłodszego listka i srebrnego pąka z drugiego (letniego) oraz czwartego (jesiennego) zbioru. Moja herbata pochodzi z tego pierwszego zbioru ;). Sam proces produkcji jest ograniczony do minimum: po zbiorach pączki i listki przechodzą tylko przez dwa etapy: suszenie i ręcznie zwijanie. Ostatecznie herbata ma postać poskręcanych lekko owłosionych igiełek w jasnozielonym kolorze z jasnymi przebłyskami połączonych z drobnymi listkami w ciemnozielonym kolorze. Wygląda ona następująco:

Snow Buds - listki i pączki

Pączki i listki wydzielają zapach przywodzący mi na myśl skojarzenia z sianem.

Napar ze Snow Buds ma roślinno-kwiatowy aromat i beżowawy kolor. Prezentuje się on następująco:

Snow Buds - napar

W smaku tego naparu nuty roślinno-kwiatowe przeplatają się ze sobą, ale ostatecznie te roślinne wysuwają się na prowadzenie. Całość jest całkowicie pozbawiona goryczy, a przy tym niezwykle głęboka i „gładka”. Szczerze mówiąc, przywodzi mi ona na myśl skojarzenia z chińską białą herbatą Baihao Yinzhen.

Co ciekawe, podczas swoich eksperymentów z herbatą przed przygotowaniem wpisu (zawsze eksperymentuję z parametrami parzenia i rodzajem wody, zanim przystąpię do stworzenia wpisu o danej herbacie) doszłam do zaskakującego wniosku: bardziej smakuje mi herbata zaparzona zagotowaną, przefiltrowaną wodą z kranu. Jest wtedy słodkawa, wyraźnie kwiatowa, właściwie całkowicie pozbawiona roślinności, a przy tym delikatna i „gładka”. Picie jej to prawdziwa rozkosz dla podniebienia :). Można by wręcz powiedzieć, że jest to idealna biała herbata – po prostu nic dodać, nic ująć.

Co do sposobu przyrządzania Snow Buds, to uważam, że najlepiej zalać ją wodą o temperaturze ok. 80 stopni i parzyć przez 2 minuty. Te same pączki i listki można wykorzystać nawet pięciokrotnie (za każdym razem wydłużając nieco czas parzenia, np. o 20 sekund). Warto wiedzieć, że dobrze jest parzyć tę herbatę w większym naczyniu, np. gaiwanie lub czajniku, bo pączki i listki otwierają się pod wpływem wysokiej temperatury. Poniżej możecie zobaczyć, jak wyglądały po czwartym parzeniu:

Snow Buds - listki po czwartym parzeniu

Warto też zauważyć, że Snow Buds również smakuje znakomicie, gdy „zaparzymy” ją na zimno.

Podsumowując, Snow Buds to wyśmienita nepalska biała herbata dająca delikatny napar o wyraźnie kwiatowym aromacie i smaku. Jej fantastyczna delikatność, „gładkość” i kwiecistość zapadają w pamięci na długo. Jest to absolutnie obowiązkowa pozycja na liście herbat do wypróbowania dla miłośników białych herbat. Przyznam szczerze, że ostatnio jest to moja ulubiona herbata, po którą sięgam dość często. Mój trzyletni syn też ją uwielbia.

Pozdrawiam 🙂

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych: posta zawierającego opis herbaty Snow Buds zamieszczonego przez Agatę na stronie jej sklepu na Facebooku w dniu 5 września oraz następujących linków:

http://agataozarowska.pl/herbata/produkt/herbata-snow-buds/

https://www.facebook.com/guransetea.nepal/about/

http://www.guransetea.com.np/about-us

http://www.guransetea.com.np/tea-products/snow-buds

http://www.holymtn.com/tea/GuranseTea.htm

Różne odsłony herbaty cz. 29 – Snow Dragon

W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam kolejną chińską herbatę, a mianowicie Snow Dragon, która pochodzi ze sklepu Czas na herbatę (http://www.czasnaherbate.net/).

Snow Dragon (zwana również Xue Long) to rzadka herbata pochodząca z południowej części chińskiej prowincji Zhejiang, a konkretniej z powiatu Taishun. Pierwszy człon nazwy „Xue” po chińsku oznacza „śnieg” i odnosi się do śnieżnobiałych włosków, którymi pokryte są listki. Z kolei drugi człon nazwy „Long” to po chińsku „smok” i dotyczy metody prażenia herbat na patelni, którą zwykle stosuje się w prowincji Zhejiang w procesie wytwarzania zielonych herbat, szczególnie Long Jing (zwanej również Dragon Well oraz Smoczą studnią).

W skład tej herbaty wchodzą wyłącznie młode nierozwinięte jeszcze listki odmiany krzewu herbacianego zwanej Da Bai, czyli odmiany krzewu najczęściej wykorzystywanej do produkcji białych herbat, takich jak Baihao Yinzhen (znanej również jako Silver Needle). Te listki zbiera się jedynie wczesną wiosną przez cztery dni w roku. Następnie zebrane listki przechodzą przez etapy produkcji charakterystyczne dla chińskich zielonych herbat, takie jak: prażenie na patelni połączone ze zwijaniem oraz suszenie, przy czym warto wiedzieć, że proces obróbki jest ręczny. Ostatecznie herbata ma nietypową postać regularnie poskręcanych „świderków” w jasno- i ciemnozielonym kolorze, które przywodzą na myśl skojarzenie z wełną owczą. Prezentuje się ona następująco:

Snow Dragon - listki

Te „świderki” są miękkie w dotyku ;). Przyjemnie się je trzyma w rękach.

Z kolei napar z herbaty Snow Dragon ma kwiatowy zapach i jasnosłomkowy kolor. Wygląda ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Snow Dragon - napar

Jeżeli chodzi o doznania smakowe, to po pierwszym parzeniu w naparze przeplatają się akcenty roślinne z kwiatowymi, przy czym te kwiatowe dominują. Ponadto momentami wyczuwalny jest smak, który najtrafniej opisuje określenie „smak słodkiego prażonego ryżu”. Ogólnie rzecz biorąc, całość jest wyraźnie słodko-kwiatowa i aksamitna. Z kolei po drugim parzeniu smak naparu zaskakująco się zmienia – akcenty kwiatowe znikają, a te roślinne wskakują na ich miejsce. Dlatego też można by powiedzieć, że napar z pierwszego parzenia smakuje bardziej jak biała herbata, a smak naparu z drugiego parzenia przypomina bardziej smak zielonej herbaty.

Co do sposobu przyrządzania tej herbaty, to uważam, że najlepiej jest zalać listki wodą o temperaturze ok. 80 stopni Celsjusza i parzyć je przez 2 minuty. Te same listki można wykorzystać dwukrotnie – przy drugim parzeniu dobrze jest wydłużyć czas o ok. 15-20 sekund. Warto wiedzieć, że po zalaniu gorącą wodą listki rozwijają się, pokazując swoje skrywane w zwinięciu pod postacią „świderków” oblicze ;). Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, jak wyglądała ta herbata po potraktowaniu jej gorącą wodą:

Snow Dragon - listki po zaparzeniu

W trakcie analizowania zebranych informacji na temat Snow Dragon zauważyłam, że ta herbata jest w pewnym stopniu podobna do opisywanej przeze mnie wcześniej herbaty White Monkey, głównie dlatego, że jej klasyfikacja jest również przedmiotem sporów miłośników herbaty. Z jednej strony przypomina ona nieco chińskie białe herbaty, ponieważ:

1.Tę herbatę wytwarza się wyłącznie w Chinach na niewielką skalę;

2. Do jej produkcji stosuje się jedynie najmłodsze listki odmiany krzewu herbacianego o nazwie Da Bai;

3. Powstały produkt jest pokryty śnieżnobiałymi włoskami, co jest cechą charakterystyczną białych herbat;

4. Napar ma jasnosłomkowy kolor;

5. Po pierwszym parzeniu smak naparu jest wyraźnie słodko-kwiatowy.

Z drugiej strony Snow Dragon ma też w sobie coś z chińskich zielonych herbat ze względu na:

1. Proces produkcji, szczególnie etap prażenia listków na patelni charakterystyczny dla herbat typu Long Jing;

2. Fakt, że po zalaniu gorącą wodą listki wyglądają jak świeżo zebrane;

3. Smak naparu, a konkretniej akcenty roślinne, które po pierwszym parzeniu są wyczuwalne, a po drugim parzeniu wypierają całkowicie akcenty kwiatowe.

Biorąc pod uwagę powyższą krótką analizę, uważam, że przy odnoszeniu się do herbaty Snow Dragon najlepiej jest podkreślać, że ma ona cechy zarówno białej, jak i zielonej herbaty.

Na koniec warto wiedzieć, że istnieje jeszcze jedna odmiana herbaty Snow Dragon, którą wytwarza się w chińskiej prowincji Fujian, a konkretniej w powiecie Fuding, tj. rejonie znanym z produkcji białych herbat. Co ciekawe, ta herbata wygląda zupełnie inaczej niż Snow Dragon z prowincji Zhejiang, ponieważ ma ona postać cienkich i spłaszczonych zielonych listków o regularnym kształcie, które są pokryte „śnieżnymi” włoskami. Taki wygląd jest spowodowany odmienną metodą prażenia listków na patelni stosowaną w prowincji Fujian. Według źródeł internetowych Snow Dragon z prowincji Fujian jest bardziej warzywno-roślinny w smaku niż jego odpowiednik z prowincji Zhejiang.

Podsumowując, Snow Dragon to wyjątkowa chińska herbata, która łączy w sobie cechy białej oraz zielonej herbaty. Jej wyróżnikami są: listki w formie „świderków” oraz zaskakująca zmiana smaku naparu po drugim parzeniu z intensywnie słodko-kwiatowego z akcentami roślinnymi oraz nutami słodkiego prażonego ryżu na wyraźnie roślinny. Uważam, że jest to absolutnie obowiązkowa pozycja do wypróbowania dla miłośników białych i/lub zielonych herbat oraz herbat, które dostarczają nietypowych i niezapomnianych doznań wizualnych i smakowych.

Pozdrawiam 🙂

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

http://www.czasnaherbate.net/snow-dragon-p-346.html

http://czasnaherbate.blox.pl/tagi_b/580867/Snow-Dragon.html

http://www.thefragrantleaf.com/snow-dragon-green-tea.html

http://www.silkroadteas.com/snow-dragon-xue-long/

http://www.teatea.pl/pl/product/3046/174-snow-dragon.html

http://www.redblossomtea.com/tea/green/fuding-xue-long.html

https://en.wikipedia.org/wiki/Taishun_County

https://en.wikipedia.org/wiki/Fujian

https://en.wikipedia.org/wiki/Zhejiang

Różne odsłony herbaty cz. 27 – Suoi Giang Wild Green Tea oraz Suoi Giang Wild White Tea, czyli dwie wietnamskie herbaty z prowincji Yên Bái

Dzisiejszy wpis z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” będzie recenzją dwóch wietnamskich herbat ze zbiorów majowych w 2015 r., a mianowicie Suoi Giang Wild Green Tea oraz Suoi Giang Wild White Tea. Obie z nich pochodzą ze sklepu TheTea (http://thetea.pl/).

Suoi Giang Wild Green Tea oraz Suoi Giang Wild White Tea wywodzą się z rejonu Suối Giàng położonego w południowej części gór The Hoàng Liên Sơn, które znajdują się w wietnamskiej prowincji Yên Bái. Nazwa „Suối Giàng” po wietnamsku oznacza „niebiańską rzekę”. Rejon ten stanowi część „złotego trójkąta”, czyli obszaru uznawanego za miejsce narodzin herbaty (pozostałe dwa obszary obejmują prowincję Yunnan położoną na południu Chin oraz północno-wschodnią część Laosu). Jest on znany z lasu wiekowych, dziko rosnących drzewiastych krzewów herbacianych (Camellia sinensis odmiana assamica), który często spowija mgła. To właśnie z powodu mgły listki tych krzewów herbacianych rozwijają się wolniej, dzięki czemu powstała herbata ma specyficzny, unikalny smak i aromat.

Listki drzewiastych krzewów herbacianych w rejonie Suối Giàng są zbierane wczesnym rankiem przez lokalny lud, który nazywa się H’Mông. Aby je zebrać, trzeba wspiąć się na wysokość ok. 1200-1400 m n.p.m. Następnie listki są przetwarzane w tradycyjny, ręczny sposób. Z informacji, które znalazłam w internecie, wynika, że Suoi Giang Wild Green Tea przechodzi przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie w cieniu, podpiekanie, zwijanie i suszenie, a z kolei Suoi Giang Wild White Tea poddaje się takim etapom wytwarzania, jak: więdnięcie, suszenie i zwijanie.

Suoi Giang Wild Green Tea (zwana również Wild Five Penny Green Tea)

Suoi Giang Wild Green Tea składa się z pączków liściowych oraz dwóch najmłodszych listków. Suoi Giang Wild Green Tea ma postać ciemno- i jasnozielonych, mocno poskręcanych pączków i listków. Prezentują się one następująco:

suoi giang wild green tea - listki

Napar z Suoi Giang Wild Green Tea ma intensywny roślinny zapach (który wywołuje silne skojarzenia ze smakiem umami) oraz blady, jasnozielonkawy kolor. Wygląda on tak, jak na zdjęciu poniżej:

suoi giang wild green tea - napar

Smak naparu z tej herbaty jest wyraźnie roślinny, a przy tym całkowicie pozbawiony goryczy. Mam wrażenie, że określenie „gładki” świetnie pasuje w jego przypadku. Co ciekawe, momentami można w nim wyczuć delikatny smak umami. Mimo że smak umami jest charakterystyczny dla japońskich zielonych herbat, ogólnie rzecz biorąc, Suoi Giang Wild Green Tea dostarcza zupełnie innych doznań zapachowych i smakowych niż herbaty z Japonii.

Co do sposobu przyrządzania tej herbaty, to myślę, że za pierwszym razem najlepiej jest zalać listki wodą o temperaturze 80 stopni Celsjusza i parzyć przez minutę. Co prawda po oddzieleniu listków i pączków od naparu po tym czasie, sądząc po kolorze, może wydawać się, że napar jest zbyt słaby, ale to tylko złudzenie, bo zaparzanie przez minutę wystarczy w zupełności ;). Te same listki i pączki można zaparzyć nawet pięciokrotnie, przy czym przy każdym kolejnym parzeniu dobrze jest wydłużyć czas o 10-15 sekund. Co ciekawe, ten delikatny smak umami, o którym wspomniałam powyżej, znika przy kolejnych parzeniach, ale za to pojawia się delikatna, zrównoważona goryczka, która pozostawia słodkawy posmak. Uważam, że dwa pierwsze parzenia dostarczają najciekawszych doznań smakowych.

Suoi Giang Wild White Tea (zwana również Wild Mountain Mist (Silver Needle) White Tea)

Suoi Giang Wild White Tea składa się wyłącznie z pączków liściowych. Suche pączki tej herbaty mają zapach, który jest po prostu obłędny. Ten aromat ciężko dokładniej opisać, ale myślę, że najlepiej określają go dwa przymiotniki: „świeży” i „kwiatowy”. Żadna inna znana mi biała herbata nie wydziela równie przyjemnego aromatu. Pączki tej herbaty mogłabym wąchać bez końca :). Mają one postać szaro-białych igiełek o regularnym kształcie. Wyglądają one następująco:

suoi giang wild white tea - pączki

Napar z Suoi Giang Wild White Tea ma blady, beżowawy kolor i słodki, kwiatowy zapach. Prezentuje się on tak, jak na zdjęciu poniżej:

suoi giang wild white tea - napar

Smak tego naparu jest delikatny i słodkawy. Przywodzi mi on na myśl skojarzenia ze smakiem dwóch chińskich herbat: zielonej Lu’an Gua Pian oraz białej Baihao Yinzhen. Jednak mam wrażenie, że w porównaniu z tymi dwiema herbatami z Chin Suoi Giang Wild White Tea jest znacznie delikatniejsza, „gładsza”. Ponadto momentami wyczuwalne są delikatne dymne nuty.

Jeżeli chodzi o sposób przyrządzania tej herbaty, to wydaje mi się, że za pierwszym razem najlepiej jest zalać listki wodą o temperaturze 80 stopni Celsjusza i parzyć przez 2 minuty i 30 sekund. Podobnie jak w przypadku Suoi Giang Wild Green Tea, sądząc po kolorze, powstały po tym czasie napar może wydawać się zbyt słaby, ale to tylko złudzenie ;). Te same pączki można wykorzystać nawet pięciokrotnie, przy czym przy każdym kolejnym parzeniu dobrze jest wydłużyć czas o 10-15 sekund. Co ciekawe, przy kolejnych parzeniach wspomniana słodycz znika, ale za to pojawia się delikatna, zrównoważona goryczka, która pozostawia słodkawy posmak, podobnie jak to było w przypadku Suoi Giang Wild Green Tea. Moim zdaniem dwa pierwsze parzenia dają najciekawszy efekt.

Podsumowując, Suoi Giang Wild Green Tea oraz Suoi Giang Wild White Tea to wietnamskie herbaty dostarczające unikalnych oraz zróżnicowanych wrażeń smakowych i zapachowych. Bardzo się cieszę, że są one dostępne w ofercie polskiego sklepu z herbatą :). Po moich pozytywnych doświadczeniach z tymi dwiema herbatami oraz innymi dwiema, o których już pisałam na blogu (tj. zielonej herbacie lotosowej aromatyzowanej kwiatami lotosu oraz zielonej herbacie Che Thai Nguyen), zaczynam poważnie zastanawiać się, czy Wietnamczycy w ogóle wytwarzają jakąś herbatę, którą określiłabym jako niesmaczną :P.

Pozdrawiam 🙂

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

http://thetea.pl/produkt/2015-suoi-giang-wild-green-tea/

http://teamasters.org/vietnamese-suoi-giang-special-green-tea-yen-bai-provence/

http://www.viet-coffee.com.au/xcart/product.php?productid=366

http://teaandsympathy.com.au/products/wild-tree-green-tea

http://teaandsympathy.com.au/pages/the-ancient-wild-teas-of-vietnam

http://hatvala.com/hatvalacoffe/teas-vietnam/green-tea-vietnam/five-penny-tea

http://what-cha.com/green-tea/vietnam-wild-five-penny-green-tea/

http://what-cha.com/white-tea/vietnam-wild-mountain-mist-silver-needle-white-tea/

http://www.viet-coffee.com.au/xcart/product.php?productid=370

http://drinksbeansandleaves.com/Vietnam-Lotus-Tea/Wild-Mountain-Mist-White-Tea-Yen-Bai?tok=e7083dbb0dc2

Różne odsłony herbaty cz. 26 – Bai Mao Hou

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam pewną chińską herbatę zwaną Bai Mao Hou.

Bai Mao Hou (zwana również White Monkey oraz Białą Małpą) to herbata pochodząca ze stoków gór Taimu położonych w chińskiej prowincji Fujian. Ta prowincja jest jedynym miejscem, w którym wytwarza się tę herbatę. Produkuje się ją na niewielką skalę, co sprawia, że jest to rzadka herbata. Jej klasyfikacja jest przedmiotem sporów miłośników herbaty, ale o tym dlaczego tak jest dowiecie się w dalszej części tego wpisu :).

W skład Bai Mao Hou wchodzą pączki i dwa pierwsze listki herbaciane, które zbiera się na początku wiosny, tj. na przełomie marca i kwietnia. Po zebraniu całość poddaje się takim etapom produkcji, jak: poddanie jej działaniu pary wodnej, co ma zatrzymać proces utleniania, ale w praktyce pączki i listki zdążą się utlenić w niewielkim stopniu (przy okazji warto wiedzieć, że ta technika jest raczej nietypowa dla chińskich herbat, ponieważ częściej praży się je niż poddaje się działaniu pary wodnej), zwijanie i suszenie, przy czym cały proces obróbki jest ręczny. Ostatecznie herbata ma postać ciemno- i jasnozielonych długich, lekko poskręcanych listków z pączkami o kształcie łapek małpy, które w niektórych miejscach są pokryte srebrno-białym meszkiem (stąd nazwa herbaty ;)). Prezentuje się ona następująco:

Biała Małpa - listki

Napar z Bai Mao Hou ma żółtawy kolor i warzywno-roślinny aromat. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć go w moim najnowszym nabytku :):

Biała Małpa - napar

W smaku na początku napar jest wyraźnie warzywno-roślinny, ale na końcu wyczuwalne są akcenty orzechowe, które przywodzą na myśl skojarzenia ze smakiem orzechów włoskich. Ogólnie rzecz biorąc, napar jest orzeźwiający i pobudzający. Podobno Bai Mao Hou daje ciekawy efekt po „zaparzeniu” na zimno, ale jeszcze nie próbowałam przygotować tej herbaty w ten sposób, więc nie mogę wypowiedzieć się na ten temat :).

Jeżeli chodzi o przyrządzanie tej herbaty, to uważam, że najlepiej jest zalać listki i pączki wodą o temperaturze 85 stopni Celsjusza i parzyć je przez 3 minuty. Te same listki i pączki można wykorzystać dwukrotnie (za trzecim razem napar jest już zbyt słaby), a przy kolejnym parzeniu dobrze jest wydłużyć czas parzenia o minutę. Warto wiedzieć, że po zalaniu gorącą wodą listki i pączki rozwijają się, wydłużając i rozciągając się. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, co stało się z tą herbatą po potraktowaniu jej gorącą wodą:

Biała Małpa - listki do zaparzeniu

Aby herbata miała miejsce na swobodne rozwijanie się, dobrze jest przyrządzać ją w większym naczyniu, np. szklanym dzbanku.

Bai Mao Hou klasyfikuje się jako białą lub zieloną herbatę, ponieważ ma ona cechy charakterystyczne zarówno dla białej, jak i zielonej herbaty. Z jednej strony Bai Mao Hou przypomina nieco chińskie białe herbaty, takie jak Pai Mu Tan czy Baihao Yinzhen, ponieważ:

1. Tę herbatę produkuje się na niewielką skalę wyłącznie w chińskiej prowincji Fujian;

2. Do jej produkcji wykorzystuje się nierozwinięte pączki (tzw. tipsy) i najmłodsze listki herbaciane;

3. Podczas produkcji zachodzi proces lekkiego utlenienia (co prawda w bardzo niewielkim stopniu, ale jednak);

4. Powstały produkt jest częściowo pokryty charakterystycznym srebrno-białym meszkiem;

5. Bai Mao Hou lepiej zaparzać wodą o niższej temperaturze;

6. Napar ma żółtawy kolor;

7. Tę herbatę ciężko jest przeparzyć – odkryłam to przez przypadek, gdy zapomniałam o tym, że zalałam ją gorącą wodą, wskutek czego oddzieliłam listki i pączki od naparu dopiero po ok. 20 minutach. Mimo tak długiego czasu parzenia napar wciąż nadawał się do picia.

Z drugiej strony Bai Mao Hou ma też w sobie coś z zielonej herbaty, ponieważ:

1. Po zalaniu gorącą wodą listki i pączki wyglądają jak świeżo zebrane;

2. Napar ma wyraźny warzywno-roślinny aromat i smak;

3. Pomijając lekkie utlenienie, proces obróbki tej herbaty właściwie nie różni się od procesu przetwarzania typowej zielonej herbaty ze względu na brak etapu więdnięcia oraz etap poddania listków i pączków działaniu wysokiej temperatury.

W niektórych źródłach można nawet natrafić na stwierdzenie, że klasyfikowanie Bai Mao Hou jako białej herbaty jest błędem (wbrew temu, co sugeruje jej nazwa). Mnie osobiście wydaje się, że przy odnoszeniu się do tej herbaty najlepiej jest podkreślać, że ma ona cechy zarówno białej, jak i zielonej herbaty.

Podsumowując, Bai Mao Hou to nietypowa chińska herbata, w której można znaleźć zarówno coś z białej, jak i zielonej herbaty. Myślę, że jest to obowiązkowa pozycja na liście herbat do wypróbowania każdego miłośnika białej i/lub zielonej herbaty, ponieważ jest ona swojego rodzaju ciekawostką herbacianą ze względu na połączenie cech tych dwóch rodzajów herbaty.

Pozdrawiam 🙂

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://eherbata.pl/white-monkey-62.html

http://www.cozaherbata.pl/herbata-biala/white-monkey-pproduct-47.html

http://www.czasnaherbate.net/white-monkey-p-827.html

http://littleredcuptea.com/products/white-monkey

http://www.adagio.com/green/white_monkey.html

https://en.wikipedia.org/wiki/Baimao_Hou

Lista najczęstszych błędów popełnianych przy zaparzaniu herbaty

Czy kiedykolwiek zdarzyło się Wam, że herbata, którą przyrządziliście, wyszła niesmaczna, wręcz odrzucająca, chociaż teoretycznie powinna Wam smakować (bo na przykład akurat lubicie dany gatunek herbaty)? Przyznam szczerze, że mnie czasem zdarza się taka sytuacja, szczególnie wtedy, gdy spieszę się z przygotowaniem herbaty. Jakie mogą być tego przyczyny? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie, przedstawiając Wam listę siedmiu najczęściej popełnianych błędów przy zaparzaniu herbaty (przygotowaną na podstawie własnego doświadczenia oraz obserwacji innych osób) wraz z krótkim wyjaśnieniem. O to i ona:

1. Stosowanie suszu herbacianego kiepskiej jakości – kiepska jakość suszu przekłada się na gorsze walory smakowe i zapachowe naparu. Dokładniejsze wskazówki dotyczące tego, jak rozpoznać, czy dana herbata jest dobrej bądź złej jakości możecie znaleźć w tym wpisie: http://mycupofgreentea.blog.pl/2014/06/06/jak-rozpoznac-herbate-dobrej-jakosci/. Jednak trzeba pamiętać, że zła jakość herbaty może być spowodowana nie tylko specyficznym procesem produkcji, ale również nieprawidłowym przechowywaniem suszu (więcej informacji na temat przechowywania herbaty znajdziecie w tym wpisie: http://mycupofgreentea.blog.pl/2014/02/15/jak-najlepiej-przechowywac-herbate/);

2. Stosowanie zbyt małej/dużej ilości suszu – istnieje ogólna zasada, że im większy jest stopień zwinięcia listków, tym mniej należy ich użyć ze względu na to, że zwiększają one swoją objętość pod wpływem działania gorącej wody. Jednak jednocześnie należy pamiętać, że potrzebna ilość suszu również w dużej mierze zależy od naszych indywidualnych upodobań – im mocniejszy napar preferujemy, tym więcej suszu powinniśmy wykorzystać, a do spodziewanego efektu najlepiej dojść metodą prób i błędów. Dlatego też na przykład początkowo można założyć, że w przypadku herbat o mniejszym stopniu zwinięcia do przyrządzenia naparu wykorzystujemy około jednej łyżeczki herbaty, w przypadku herbat o większym stopniu zwinięcia – około pół łyżeczki herbaty na każde 200 ml wody (gdy przygotowujemy napar w dzbanku, trzeba użyć dodatkowej łyżeczki), a następnie można potraktować to założenie jako punkt wyjścia do dalszych eksperymentów ;);

3. Stosowanie wody o zbyt wysokiej/niskiej temperaturze – wymagana temperatura wody zależy przede wszystkim od rodzaju i gatunku herbaty. Dwa najczęściej popełniane błędy dotyczą zaparzania zielonej i czarnej herbaty. W przypadku zielonej herbaty należy zalać listki wodą o temperaturze, która nie przekracza 80 stopni Celsjusza (przy okazji ta sama zasada dotyczy również herbat białych i żółtych). Nie powinno się zalewać zielonej herbaty wrzątkiem, bo to sprawi, że napar stanie się mętny i nieprzyjemnie gorzki. Z kolei w przypadku czarnej herbaty jest zupełnie odwrotnie – najlepiej jest zalać listki wrzącą wodą (przy okazji ta sama zasada dotyczy także herbat częściowo fermentowanych, zwanych również turkusowymi). Nie powinno się używać do tego celu chłodniejszej wody, bo podobnie jak w przypadku zastosowania zbyt gorącej wody do zaparzenia zielonej herbaty, „zepsuje” ona wygląd i smak naparu;

4. Stosowanie nieświeżej wody – do przyrządzenia herbaty powinno używać się wyłącznie świeżo zagotowanej wody, ponieważ tylko napowietrzona woda jest w stanie najlepiej wydobyć walory smakowe i zapachowe danej herbaty;

5. „Przeparzanie” herbaty (czyli zaparzanie herbaty zbyt długo) – każda herbata ma określony przedział czasowy, w którym powinna zostać zaparzona. Po upływie tego czasu zaczyna ona uwalniać taniny, które sprawiają, że napar staje się nieprzyjemnie gorzki. Dlatego też w pewnym momencie warto oddzielić napar od listków, korzystając z wszelkiego rodzaju zaparzaczek; 

6. Kurczowe trzymanie się zalecanych ram czasowych – z jednej strony nie powinno się przekraczać zalecanego czasu parzenia, ale z drugiej strony jednocześnie należy pamiętać, że każdy ma inne preferencje smakowe. Jeden miłośnik herbaty woli delikatniejsze herbaty, drugi – mocniejsze. Z tego powodu uważam, że najpierw najlepiej jest zaparzyć herbatę tyle czasu, ile jest to zalecane. Jeżeli uznamy, że powstały w ten sposób napar nie zadowala nas, bo na przykład jest zbyt słaby/mocny, następnym razem przy przyrządzaniu tej samej herbaty warto poeksperymentować, wydłużając/skracając nieco czas parzenia.

7. Zaparzanie tej samej herbaty zbyt wiele razy – liczba zalecanych parzeń zależy głównie od rodzaju i gatunku herbaty. Większość zielonych i białych herbat nadaje się do trzykrotnego parzenia (przy czym warto pamiętać, że drugie i trzecie parzenie powinno być dłuższe niż pierwsze), a pozostałe herbaty są raczej jednorazowego użytku. Jeżeli napar przyrządzony po raz kolejny z tych samych listków przestał nam smakować, najprawdopodobniej to oznacza, że trzeba wymienić listki na nowe ;).

Mam nadzieję, że dzięki lekturze tego wpisu będziecie wiedzieli, jak postępować, żeby napar herbaciany jak najczęściej spełniał Wasze oczekiwania :).

Pozdrawiam 🙂

PS. Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

http://www.teagalaxy.com/brewing-methods/3-common-loose-leaf-tea-brewing-mistakes/

http://cazort.blogspot.com/2012/03/top-5-mistakes-i-make-when-brewing-tea.html

http://teaexpert.pl/podstawowe-bledy

http://herbaciarnia.jordan.pl/herbata.html

http://koneserzy.pl/podr%C3%B3%C5%BCe-kulinarne/207-zaparzanie-zielonej-herbaty.html

http://www.teagarden.pl/jak-parzyc-herbate

http://www.przyslijprzepis.pl/artykul/herbaciana-kraina/print/1

http://www.herbaciani.pl/parzenie-herbaty.html

http://morzeherbaty.pl/parzenie-herbaty/

http://morzeherbaty.pl/2010/04/dlaczego-herbaty-turkusowe/

Dodatki do herbaty

Dzisiejszy wpis będzie poświęcony dodatkom do herbaty. Nawet jeżeli nie mamy w zwyczaju stosować ich, to warto wiedzieć, w jaki sposób można wzbogacić jej naturalny smak. Pozwólcie, że przedstawię Wam najważniejsze informacje w punktach:

Co można dodać do herbaty?

  1. Cukier – to chyba najbardziej znany i najczęściej stosowany w Polsce dodatek, głównie do czarnych herbat :). Warto wiedzieć, że ma on dwie główne wady. Po pierwsze, cukier może w dużym stopniu zmieniać smak i aromat herbat, zwłaszcza tych wysokogatunkowych. Po drugie, herbata posłodzona cukrem staje się bardziej kaloryczna. Wielu herbacianych smakoszy uważa, że cukier w herbacie to wręcz barbarzyństwo ;).
  2. Mleko – to kolejny dość popularny dodatek do herbaty, szczególnie w Anglii (w Polsce jest mniej znany). Mleko najbardziej pasuje do czarnych herbat o wyrazistym smaku, np. indyjskiej herbaty Assam, a najmniej – do delikatnych, wysokogatunkowych herbat, np. zielonych, białych lub oolongów (bo smak mleka zaczyna dominować nad ich smakiem). Mleko dodane do herbaty ma dwie zasadnicze zalety. Po pierwsze, podnosi ono jej walory, głównie smakowe, oraz wartość odżywczą, a przy tym nie zmienia w zbyt dużym stopniu jej naturalnego smaku. Po drugie, łagodzi ono działanie teiny, co sprawia, że wypicie takiej herbaty prędzej nas uspokoi, niż pobudzi ;).
  3. Owoce cytrusowe, głównie cytryna – to drugi po cukrze najbardziej rozpowszechniony dodatek do herbaty w Polsce. Cytryna jest najbardziej polecana do białych i zielonych herbat, Rooibosa oraz czarnych herbat z cytrusowymi dodatkami, np. Earl Greya. Pasuje zarówno do herbat na gorąco, jak i tych na zimno. Co prawda ze względu na swój wyrazisty smak znacznie zmienia ona smak herbaty, ale za to nie pozbawia jej cennych składników. Co więcej, cytryna jako dodatek do herbaty jest szczególnie zalecana dla przeziębionych osób, bo pomaga organizmowi pozbyć się toksyn.
  4. Miód – to dość znany dodatek do herbaty, chociaż raczej niezbyt popularny w Polsce. Miód najlepiej pasuje do zielonych herbat. Jest to lepsza, bo naturalniejsza i zdrowsza alternatywa dla cukru. Jednak należy pamiętać, że miód jest znacznie słodszy od cukru, przez co dla uzyskania podobnego efektu smakowego potrzeba jego mniejszej ilości.
  5. Przyprawy, głównie korzenne, takie jak cynamon, czy kardamon – to również mniej popularny dodatek do herbaty w Polsce. Przyprawy najbardziej pasują do czarnych herbat. To idealna opcja dla osób szukających innych, ciekawych doznań smakowych, bo przyprawy znacznie zmieniają smak herbaty, czasem nawet na lepsze.
  6. Inne dodatki, takie jak owoce, zioła, imbir, czy nawet inne herbaty, np. Matcha (nie wiem, czy pamiętacie, ale we wpisie o tej herbacie wspomniałam, że stosuje się ją jako polepszacz innych herbat, np. dodaje się ją do Genmaichy) – przeważnie takie dodatki w dużym stopniu zmieniają smak herbaty, ale za to wzbogacają jej walory zdrowotne.

Na koniec chciałabym zauważyć, że wyżej wymieniona lista dodatków jest tylko propozycją, bo tak naprawdę możemy dodać do naszego naparu również inne rzeczy, które nie zostały wymienione. Wszystko zależy od tego, co mamy pod ręką i na co mamy ochotę ;). Nawet jeżeli zwykle nie stosujemy dodatków do herbaty, bo wolimy jej naturalny smak, to warto raz na jakiś czas poeksperymentować z nimi. A nuż któryś z nich bardzo przypadnie nam do gustu?

Pozdrawiam słonecznie w ten nieprzyjemny, deszczowy dzień 🙂

PS. Przy redagowaniu wpisu korzystałam z książki Leszka Ruma pt. „Ilustrowany leksykon herbaty” oraz z następujących źródeł internetowych:

http://www.herbaciani.pl/dodatki-do-herbaty.html

http://www.ehow.com/info_8331487_good-things-put-hot-tea.html

http://oolongowl.wordpress.com/2013/03/23/tea-additions-adding-more-flavor-to-your-tea-without-sweeteners/