Różne odsłony herbaty cz. 51 – Kim Tuyen Black Tea, czyli intrygująca czarna herbata z Wietnamu

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam wietnamską czarną herbatę o nazwie Kim Tuyen Black Tea, która została kupiona w sklepie eherbata. Po tym, jak jakiś czas temu spróbowałam dwóch wietnamskich herbat: białej o nazwie Suoi Giang Wild White Tea oraz zielonej o nazwie Suoi Giang Wild Green Tea (http://mycupofgreentea.pl/2016/04/07/rozne-odslony-herbaty-cz-27-suoi-giang-wild-green-tea-oraz-suoi-giang-wild-white-tea-czyli-dwie-wietnamskie-herbaty-z-prowincji-yen-bai/), wiedziałam, że muszę sięgnąć po więcej herbat z Wietnamu. Dlatego też, gdy dowiedziałam się, że w ofercie jednego ze sklepów pojawiła się wietnamska czarna herbata, nie mogłam nie skorzystać z okazji, żeby zaopatrzyć się w nią 🙂

Kim Tuyen Black Tea to czarna herbata, która pochodzi z prowincji Lai Châu położonej na północy Wietnamu, w Regionie Delty Rzeki Czerwonej, a konkretniej z dystryktu Tam Dương. Ten rejon znajduje się niedaleko granicy z chińską prowincją Yunnan, u podnóża szczytu Fansipan (Phan Xi Păng), najwyższego szczytu Wietnamu, a zarazem całych Indochin, znajdującego się w paśmie górskim Hoàng Liên Sơn.

Kim Tuyen Black Tea jest wytwarzana z tajwańskiego kultywaru krzewu herbacianego o nazwie Jin Xuan, który jest wykorzystywany najczęściej do produkcji oolongów (Kim Tuyen to wietnamski zapis tej nazwy). Nie wiem dokładnie, jak wygląda proces wytwarzania tej herbaty, ale podejrzewam, że zebrane listki przechodzą przez etapy produkcji typowe dla czarnej herbaty, czyli więdnięcie, zwijanie, oksydacja i suszenie. Wiem, że moja herbata pochodzi ze zbiorów, które miały miejsce jesienią 2018 r.

Ostatecznie herbata ma postać niewielkich pozwijanych listków w ciemnobrązowym kolorze, z jasnobrązowymi akcentami, które mają nieregularny kształt. Prezentuje się tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Kim Tuyen Black Tea ma słodkawy miodowo-owocowy aromat i brązowawo-złotawy kolor. Wygląda następująco:

Co do smaku naparu, to najlepiej określa go wyrażenie „słodycz miodu i owoców tropikalnych”. To była pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy po spróbowaniu naparu :). W naparze wyczuwalne są też delikatne nuty kakao. Smak herbaty może się kojarzyć nieco ze smakiem tajwańskich oolongów (szczególnie tych o miodowym aromacie i smaku), ale jednocześnie ma w sobie też coś z czarnych herbat pochodzących z chińskiej prowincji Yunnan.

Co do sposobu przyrządzania Kim Tuyen Black Tea, to wydaje mi się, że najlepiej jest zalać listki wodą tuż po zagotowaniu i parzyć je przez minutę. Przy kolejnym parzeniu dobrze jest wydłużyć czas parzenia nawet do 3-4 minut. Co ciekawe, smak naparu z drugiego parzenia zmienia się całkowicie – nuty kakao zaczynają dominować, a akcenty miodowo-owocowe chowają się w tle. Kim Tuyen Black Tea to zdecydowanie herbata, która nadaje się do dwukrotnego parzenia.

Na koniec na zdjęciu poniżej zaprezentuję Wam, jak wyglądały listki po drugim parzeniu.

Podsumowując, Kim Tuyen Black Tea to kolejna warta uwagi herbata z Wietnamu. Ta czarna herbata daje napar o miodowo-owocowym aromacie i miodowo-owocowym smaku, w którym można też wyczuć akcenty kakao. Polecam ją szczególnie miłośnikom oolongów oraz niebanalnych czarnych herbat. Ja osobiście bardzo ją lubię, chętnie do niej wracam.

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://eherbata.pl/wietnamska-kim-tuyen-2018-2035.html

https://specialtyteaalliance.org/world-of-tea/vietnamese-tea-origin/

https://teamtea.co.uk/products/kim-tuyen-rainforest-black-vietnam?variant=14055770325036

https://steepster.com/teas/harney-and-sons/84624-kim-tuyen-black#tasting-notes

https://pl.wikipedia.org/wiki/Prowincja_Lai_Ch%C3%A2u

https://en.wikipedia.org/wiki/Tam_D%C6%B0%C6%A1ng_District

https://pl.wikipedia.org/wiki/Ho%C3%A0ng_Li%C3%AAn_S%C6%A1n

Różne odsłony herbaty cz. 50 – Yuchi Wild Black Tea oraz Ruby Black Tea, czyli dwie czarne herbaty z tego samego rejonu Tajwanu

Dzisiejszy wpis z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” będzie nieco inny niż zwykle, ponieważ przedstawię w nim dwie czarne herbaty pochodzące z tego samego rejonu Tajwanu, które zostały kupione w dwóch różnych sklepach: Yuchi Wild Black Tea z TheTea oraz Ruby Black Tea aka Hong Yu ‘Rubinowa’ z eherbata.

Yuchi Wild Black Tea

Yuchi Wild Black Tea to czarna herbata (według chińskiej nomenklatury: czerwona herbata), która pochodzi z gminy wiejskiej Yuchi w powiecie Nantou położonym w środkowej części Tajwanu. Na tym obszarze znajduje się słynne jezioro Sun Moon Lake (chińska nazwa: Ri Yue Tan), które jest największym zbiornikiem wodnym na Tajwanie. Jezioro to wraz z okolicznymi rejonami wchodzi w skład parku narodowego o nazwie Sun Moon Lake National Scenic Area.

Yuchi Wild Black Tea powstaje ze zdziczałych krzewów herbacianych pochodzących z indyjskiego rejonu Assam, które zostały zaadaptowane na terenie Tajwanu w latach 1980-1990. Niestety nie udało mi się ustalić, jak wygląda proces wytwarzania tej herbaty, ale podejrzewam, że zebrane listki przechodzą przez etapy produkcji typowe dla czarnej herbaty, czyli więdnięcie, zwijanie, oksydacja i suszenie. Wiem z całą pewnością, że herbata pochodzi ze zbioru, który miał miejsce w 2018 r.

Ostatecznie herbata ma postać dość długich pozwijanych listków w ciemnobrązowym kolorze, z jasnobrązowymi przebłyskami. Wygląda tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Yuchi Wild Black Tea ma pomarańczowawo-brązowawy kolor i słodkawy owocowo-miodowy aromat. Wygląda następująco:

Smak naparu jest ciekawym połączeniem delikatnej słodyczy i lekkiej kwaskowatości – można w nim wyczuć słodkawe akcenty ciemnego cukru i nuty biszkoptowe oraz lekko kwaskowate nuty, które bardzo kojarzą mi się ze smakiem wiśni gotowanych na kompot.

Co do sposobu przyrządzania Yuchi Wild Black Tea, to mam wrażenie, że jest to herbata, której zdecydowanie służy zaparzanie metodą gongfu cha. Myślę, że najlepiej jest zalać listki wodą tuż po zagotowaniu i zacząć parzenie od 10 sekund, a potem stopniowo wydłużać czas parzenia o 5-10 sekund. Jest to niezwykle wydajna herbata – przyrządzając ją metodą gongfu cha, te same listki można wykorzystać nawet ośmiokrotnie. Zaskakujące jest to, że z każdym kolejnym parzeniem smak naparu pozostaje właściwie bardzo zbliżony do smaku naparu z pierwszego parzenia. Co ciekawe, gdy raz zdarzyło mi się przeparzyć tę herbatę, to w powstałym naparze wyczułam intensywne nuty kwiatowe, które były totalnym zaskoczeniem.

Na koniec na zdjęciu poniżej pokażę Wam, jak wyglądały listki po szóstym parzeniu. Przyjemnie się ogląda takie listki w całości 🙂

Ruby Black Tea

Ruby Black Tea (zwana również Red Jade lub Formosa Black Tea) to chyba najsłynniejsza czarna herbata z Tajwanu, która podobnie jak Yuchi Wild Black Tea pochodzi z okolic jeziora Sun Moon Lake w gminie wiejskiej Yuchi w powiecie Nantou. Herbata ta powstaje ze specjalnego kultywaru krzewu herbacianego o nazwie Ruby #18. Kultywar ten został oficjalnie oddany do użytku w 1999 r. przez tajwański ośrodek o nazwie Tea Research Institute (obecnie Tea Research and Extension Station (TRES)) po ponad 50 latach pracy. Powstał on poprzez skrzyżowanie birmańskiego krzewu herbacianego Camellia sinensis odmiana assamica z tajwańskim dziko rosnącym krzewem herbacianym odmiana Camellia formonensis. W 2003 r. w drodze głosowania nadano mu nazwę „Ruby”, czyli właśnie „Rubinowa”, aby podkreślić wyjątkowość i unikatowy charakter tej herbaty (rubin to jeden z najbardziej poszukiwanych kamieni szlachetnych w Chinach i na Tajwanie). Obecnie kultywar ten wykorzystuje się do produkcji wysokiej jakości czarnej herbaty o bardzo charakterystycznym smaku i zapachu. Wytwarzaniem Ruby Black Tea zajmują się małe rodzinne ogrody, które produkują ją w niewielkich ilościach.

Podobnie jak w przypadku Yuchi Wild Black Tea i tym razem nie udało mi się ustalić, jak dokładniej wygląda proces wytwarzania Ruby Black Tea, ale podejrzewam, że zebrane listki przechodzą przez etapy produkcji typowe dla czarnej herbaty, czyli więdnięcie, zwijanie, oksydacja i suszenie. Wiem z całą pewnością, że herbata pochodzi ze zbioru, który miał miejsce w czerwcu 2018 r.

Ostatecznie herbata ma postać niedużych pozwijanych listków w ciemnobrązowym kolorze. Wygląda tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Ruby Black Tea ma bordowo-brązowy kolor i intensywny mentolowy aromat. Wygląda on następująco:

Ten bordowy kolor staje się bardziej intensywny przy kolejnym parzeniu.

W smaku napar przypomina nieco smak naparu z czarnych herbat z Assamu – jest mocny i pełny, delikatnie słodowy, ale ma też swój unikatowy charakter. Można w nim wyczuć akcenty przypraw korzennych (szczególnie cynamonu) oraz suszonych śliwek i wiśni. Napar pozostawia dość silne uczucia ściągania (szczególnie ten z pierwszego parzenia) oraz niezwykle intensywny mentolowy posmak. Któregoś razu zdarzyło się, że ten charakterystyczny mentolowy posmak czułam w ustach przez około 15 minut po wypiciu herbaty, co jest absolutnym rekordem czasowym. Ogólnie rzecz biorąc, jest to herbata, która daje napar o tak specyficznym smaku i aromacie, że ciężko jest pomylić ją z jakąkolwiek inną herbatą.

Co do sposobu przyrządzania Ruby Black Tea, to mam wrażenie, że w odróżnieniu od Yuchi Wild Black Tea jest to herbata, której służy parzenie metodą zachodnią. Myślę, że przy pierwszym parzeniu najlepiej jest zalać listki wodą tuż po zagotowaniu i zaparzyć przez minutę, a przy kolejnym parzeniu – wydłużyć czas parzenia do ok. 3 minut. Ruby Black Tea to herbata, która nadaje się do dwukrotnego parzenia.

Na koniec na zdjęciu poniżej pokażę Wam, jak wyglądały listki po drugim parzeniu. Od razu widać, że listki tej herbaty są znacznie większe niż listki Yuchi Wild Black Tea.

Podsumowując, Yuchi Wild Black Tea oraz Ruby Black Tea to dwie tajwańskie czarne herbaty, które pochodzą z tego samego rejonu jeziora Sun Moon Lake w gminie wiejskiej Yuchi w powiecie Nantou, ale to właściwie jedyne, co je łączy, bo dostarczają zupełnie innych doznań smakowych i zapachowych. Yuchi Wild Black Tea daje napar o słodkawym zapachu i słodkawo-kwaskowatym smaku, w którym można wyczuć akcenty ciemnego cukru i gotowanych wiśni. Z kolei Ruby Black Tea daje napar o mentolowym aromacie, mocnym smaku, w którym można wyczuć nuty cynamonu oraz suszonych śliwek i wiśni, jak również intensywnym mentolowym posmaku. Szczerze mówiąc, bardziej smakuje mi ta pierwsza, ale uważam, że zdecydowanie warto spróbować obydwu.

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://thetea.pl/produkt/2018-yuchi-wild-black-tea/

https://www.curioustea.com/tea/black-tea/yuchi-wild-shan-cha/

https://en.wikipedia.org/wiki/Sun_Moon_Lake

https://eherbata.pl/hong-yu-2018-rubinowa-1744.html

https://www.teaguardian.com/quality-varieties/tea-varieties/red-jade-the-fragrance-of-taiwan/

https://www.nickkembel.com/experiences/ruby-red-18.html

https://www.totemtea.com/products/ruby-18-taiwanese-black

http://hojotea.com/item_e/b05e.htm

https://www.zentealife.com/blogs/tea-blog/ruby-black-tea-from-taiwan

https://eco-cha.com/collections/taiwan-black-tea/products/red-jade-black-tea

Różne odsłony herbaty cz. 49 – Guguli Black Tea, czyli kolejna warta uwagi gruzińska czarna herbata

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam kolejną gruzińską czarną herbatę. Biorąc pod uwagę moje jak najbardziej pozytywne doświadczenia z degustacji dwóch innych gruzińskich czarnych herbat, tj. Ramiz Black Tea i Leila Black Tea (http://mycupofgreentea.pl/2016/09/04/rozne-odslony-herbaty-cz-31-ramiz-black-tea-i-leila-black-tea-czyli-dwie-nietuzinkowe-gruzinskie-czarne-herbaty/), gdy tylko dowiedziałam się, że w ofercie sklepu eherbata pojawiła się nowa i nieznana mi wcześniej czarna herbata z tego samego rejonu Gruzji, nie mogłam nie skorzystać z okazji, aby zaopatrzyć się w nią i spróbować jej :).

Guguli Black Tea to czarna herbata pochodząca ze wsi Chakvi w rejonie Adżaria na północnym-zachodzie Gruzji, znajdującym się nad Morzem Czarnym (czyli z tego samego rejonu, co recenzowane już Ramiz Black Tea i Leila Black Tea). Jest ona w całości wytwarzana przez pana Guguli, który zbiera listki z dziko rosnących krzewów herbacianych. Moja herbata pochodzi ze zbioru, który miał miejsce w sierpniu 2018 r.

Zebrane listki przechodzą przez takie procesy produkcji, jak: więdnięcie (trwające od 12 do 14 godzin), ręczne zwijanie (trwające ok. 40 minut), oksydacja (poprzez pozostawienie pod przykryciem na całą noc) oraz suszenie (trwające od 1 do 3 dni, w zależności od warunków pogodowych). Ostatecznie herbata ma postać dość dużych listków o nieregularnym kształcie w ciemnobrązowym kolorze, z jasnobrązowymi przebłyskami. Prezentuje się ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Guguli Black Tea ma słodkawo-owocowy aromat, który kojarzy się z zapachem konfitury oraz słodkiego ciasta. Wygląda następująco:

W smaku napar jest również słodkawo-owocowy, ale jednocześnie lekko kwaskowaty, a przy tym praktycznie pozbawiony goryczki. Kojarzy mi się on ze smakiem owoców typu jagody i borówki, które bardzo lubię 🙂 Od drugiego parzenia herbata zaskakująco zmienia swoje oblicze – o dziwo znienacka pojawiają się akcenty ziołowe. Niemniej jednak te słodkawo-kwaskowate nuty wciąż są wyczuwalne.

Co do sposobu przyrządzania Guguli Black Tea, to myślę, że najlepiej jest zalać ją wodą tuż po zagotowaniu i parzyć przez 1 minutę. Co prawda na stronie sklepu zaleca się parzyć tę herbatę przez 4-5 minut, ale mam wrażenie, że krótszy czas parzenia bardziej służy tej herbacie – dzięki niemu napar dostarcza bardziej różnorodne doznania, chociaż na pewno jest słabszy w mocy niż ten przygotowany zgodnie z zaleceniami. W przypadku zastosowania krótszego czasu parzenia te same listki można wykorzystać nawet pięciokrotnie (za każdym razem wydłużając czas parzenia o ok. 1 minutę), podobnie jak to było w przypadku Ramiz Black Tea i Leila Black Tea.

Warto wiedzieć, że listki tej herbaty są naprawdę ogromne, co jest raczej niespotykane w przypadku czarnych herbat, nawet tych ręcznie wytwarzanych. Bez dużego naczynia do parzenia po prostu się nie obejdzie 🙂 Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, jak wyglądały po trzecim parzeniu:

Podsumowując, Guguli Black Tea to kolejna warta uwagi czarna gruzińska herbata, która daje napar o słodko-owocowym aromacie i nietypowym słodkawo-kwaskowatym smaku, wywołującym skojarzenia ze smakiem owoców typu jagody czy borówki. Jeżeli jesteście miłośnikami czarnych herbat i nie przeszkadza Wam owocowa kwaskowatość w smaku naparu, to polecam spróbować tej herbaty. A jeżeli znacie już Ramiz Black Tea i Leila Black Tea, to tym bardziej nie wahajcie się sięgnąć po tę herbatę, bo Guguli Black Tea ma wiele wspólnego z tymi herbatami, szczególnie z Ramiz Black Tea.

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://eherbata.pl/gruzinska-guguli-2018-1852.html

https://steepster.com/teas/what-cha/72675-georgia-wild-guguli-hand-made-black-tea

Różne odsłony herbaty cz. 46 – Wakōcha Benifūki, czyli zaskakująca czarna herbata z Japonii

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam pewną japońską herbatę o nazwie Wakōcha Benifūki. Herbata ta została kupiona w sklepie eherbata.pl.

Wakōcha Benifūki to japońska czarna herbata („wa” odnosi się do Japonii, a „kōcha” to po japońsku „czerwona herbata”; według chińskiej nomenklatury to właśnie czerwona herbata). Jest to pewnego rodzaju ciekawostka herbaciana, ponieważ przeważającą większość herbat produkowanych w Japonii (ok. 95%) stanowią zielone herbaty. Obecnie tylko ok. 300 japońskich rolników zajmuje się wytwarzaniem czarnej herbaty.

Wakōcha Benifūki powstała z kultywaru krzewu herbacianego zwanego Benifūki. Kultywar ten został stworzony w 1965 r. w Makurazaki w japońskiej prefekturze Kagoshima poprzez skrzyżowanie kultywaru Benihomare (krzewu odmiany assamica popularnego w Chinach i Japonii) z kultywarem MakuraCd86 (krzewu odmiany sinensis pochodzącego ze słynnego indyjskiego regionu Darjeeling). W 1996 r. został on wpisany do oficjalnego rejestru japońskich kultywarów herbacianych. Początkowo miał być przeznaczony do produkcji czarnych herbat oraz oolongów, ale obecnie wykorzystuje się go również do wytwarzania zielonych herbat. Co ciekawe, te ostatnie wykazują wyjątkowo silne działanie antyalergiczne ze względu na największą zawartość katechin metylowanych ze wszystkich herbat powstałych z japońskich kultywarów herbacianych. Niemniej jednak to właśnie czarne herbaty powstałe z kultywaru Benifūki mają najlepsze walory smakowe. Warto wiedzieć, że kultywar Benifūki można uprawiać w każdym regionie Japonii. Charakteryzuje się on wyjątkową odpornością na choroby.

Niestety, nie znam więcej szczegółowych informacji dotyczących herbaty Wakōcha Benifūki, np. miejsca pochodzenia czy terminu zbiorów. Co do procesu wytwarzania, to zebrane listki najprawdopodobniej przeszły przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie, zwijanie oraz suszenie. Ostatecznie herbata ma postać drobnych poskręcanych listków w ciemnobrązowym kolorze, z jasnobrązowymi przebłyskami. Wygląda ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Wakōcha Benifūki ma słodkawy owocowy aromat i brązowo-czerwonawy kolor. Możecie zobaczyć go poniżej:

Napar z tej herbaty ma intensywny smak dojrzałych ciemnych owoców, szczególnie wiśni. Kojarzy mi się trochę z konfiturą 😊. Co ciekawe, jest on całkowicie pozbawiony jakiejkolwiek goryczy czy cierpkości. Pijąc go, nie zaznałam też charakterystycznego dla wielu czarnych herbat uczucia ściągania. Ogólnie rzecz biorąc, napar ten jest bardzo “lekki” i łagodny.

Co do sposobu przyrządzania, to myślę, że najlepiej jest zalać listki tej herbaty wodą tuż po zagotowaniu (ok. 95 stopni Celsjusza) i parzyć przez minutę. Te same listki można wykorzystać dwukrotnie, z tym, że za drugim razem dobrze jest wydłużyć czas parzenia do 3 minut. Napary z pierwszego i drugiego parzenia mają podobny smak, ale oczywiście smak tego drugiego jest nieco mniej intensywny.

Podsumowując, Wakōcha Benifūki to zdecydowanie warta uwagi czarna japońska herbata, która daje napar o słodkawym owocowym zapachu i intensywnym wiśniowym smaku. Tej herbacie bliżej jest do recenzowanej już na blogu gruzińskiej czarnej herbaty o nazwie Ramiz Black Tea, niż np. do assamskich czy cejlońskich czarnych herbat. Przyznam szczerze, że jest to jedna z najsmaczniejszych czarnych herbat, jakie kiedykolwiek piłam. Polecam ją wszystkim miłośnikom tego typu herbat, jak również tym, którzy raczej nie sięgają po nie. Wakōcha Benifūki na pewno pozytywnie Was zaskoczy 😊

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://eherbata.pl/wakocha-benifuki-1585.html/

http://www.tching.com/2011/01/japanese-black-tea-wakocha/

https://obubutea.com/shop/black-tea/wakoucha/

https://www.myjapanesegreentea.com/wakoucha-japanese-black-tea

http://www.myjapanesegreentea.com/the-benifuuki-tea-cultivar

http://www.yuuki-cha.com/benifuuki-black-tea/

https://www.insight-tea.com/kocha-pleasure-discovery/

https://japaneseteasommelier.wordpress.com/2017/11/01/a-brief-history-of-japanese-black-tea/

http://thejasminepearl.com/benifuki/

https://obubutea.com/japanese-black-tea

Różne odsłony herbaty cz. 45 – Wenshan Baozhong, czyli przepyszny tajwański oolong o niskim stopniu oksydacji

Dzisiejszy wpis będzie recenzją pewnej azjatyckiej herbaty, a konkretniej tajwańskiego oolonga o nazwie Wenshan Baozhong. Herbata ta została kupiona w sklepie eherbata.pl.

Wenshan Baozhong (zwany również Pouchongiem) to oolong o lekkim stopniu oksydacji, który wynosi ok. 10%. Jest to jeden z najbardziej znanych przedstawicieli tajwańskich nisko oksydowanych oolongów. Herbata ta pochodzi z północnej części Tajwanu, a konkretniej z południowej dzielnicy Tajpej zwanej Wenshan (lub Pinglin). W tym rejonie znajduje się wioska zwana Pinglin, która słynie właśnie z produkcji tego oolonga. Ponad 80% mieszkańców tej wioski zajmuje się uprawą herbaty, jej przetwarzaniem lub handlem nią. Ponadto w tym miejscu znajduje się Pinglin Tea Museum (Muzeum Herbaty w Pinglin), które jest jednym z największych muzeów poświęconych herbacie na świecie.

Nazwa „Baozhong” oznacza „zawijany rodzaj” i jest nawiązaniem do dawniej stosowanego sposobu suszenia tej herbaty, który polegał na pakowaniu liści w papier i umieszczeniu ich w koszu bambusowym nad paleniskiem. Obecnie ten etap produkcji najczęściej przebiega z użyciem maszyn, ale nazwa pozostała bez zmian. Co ciekawe, początkowo Wenshan Baozhong był dodatkowo aromatyzowany kwiatami jaśminu, ale ostatecznie zdecydowano się odejść od tego etapu produkcji, gdy uzyskano naturalnie kwiatowy efekt.

Warto wiedzieć, że poza Wenshan Baozhongiem istnieją jeszcze dwie inne odmiany Baozhongów: Nangang oraz Lanyang (określenia te pochodzą od nazw obszarów w Tajpej). Najbardziej znane herbaty Baozhong pochodzą z Wenshan oraz Nangang.

Listki mojej herbaty pochodzące z kultywaru krzewu herbacianego o nazwie Qing Xin zostały zebrane w maju 2017 r. ręcznie, co jest raczej rzadką praktyką na Tajwanie ze względu na powszechne użycie maszyn do tego celu. Zebrane listki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie, zwijanie, lekkie prażenie oraz suszenie. Ostatecznie herbata ma postać delikatnie pozwijanych długich listków w ciemnozielonym kolorze. Wygląda tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Wenshan Baozhong ma intensywny kwiatowo-maślany aromat i zielonkawy kolor. Możecie zobaczyć go na poniższym zdjęciu:

W smaku naparu z pierwszego parzenia dominują akcenty kwiatowe, które przeplatają się z nutami maślanymi. Z kolei z każdym kolejnym parzeniem herbata pokazuje swoje roślinno-trawiaste oblicze – nuty roślinno-trawiaste wysuwają się na prowadzenie, a akcenty kwiatowo-maślane chowają się w tle. Można by stwierdzić, że napar z pierwszego parzenia smakuje bardziej jak napar z oolonga, a napar z każdego kolejnego parzenia – bardziej jak napar z zielonej herbaty.

Co do sposobu przyrządzania Wenshan Baozhonga, to myślę, że najlepiej zaparzyć tę herbatę metodą gongfu cha, czyli stosunkowo dużą ilość listków zalać niewielką ilością wody. Najlepiej postąpić zgodnie z następującą instrukcją: listki zalać wodą o temperaturze ok. 80-85 stopni Celsjusza i parzyć przez następujący czas: 15 sekund, 30 sekund, 45 sekund, 1 minuta, 2 minuty. Jest to herbata, której zdecydowanie służy parzenie metodą gongfu cha, bo tak przyrządzona jest smaczniejsza i bardziej wydajna (te same listki można wykorzystać nawet pięciokrotnie).

Warto wiedzieć, że po zaparzeniu listki tej herbaty rozwijają się, rozciągając się. Możecie zobaczyć, jak wyglądały po piątym parzeniu na poniższym zdjęciu:

Co więcej, Wenshan Baozhong to herbata, która świetnie nadaje się do „parzenia” na zimno. Tak przygotowany „napar” ma intensywnie roślinno-trawiasty smak z wyraźną nutą świeżości, a przy tym jest fantastycznie orzeźwiający.

Podsumowując, Wenshan Baozhong to tajwański oolong o niskim stopniu oksydacji, który daje napar o intensywnym kwiatowo-maślanym aromacie i różnorodnym smaku – od kwiatowo-maślanego do roślinno-trawiastego. Można by stwierdzić, że ta herbata jest czymś pośrednim pomiędzy oolongiem a zieloną herbatą. Uważam, że to jedna z najlepszych herbat pochodzących z Tajwanu i jedna z najsmaczniejszych herbat w ogóle. Jej smak i aromat długo pozostają w pamięci. Polecam ją szczególnie miłośnikom zielonych herbat 😊

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://en.wikipedia.org/wiki/Pouchong

https://eherbata.pl/wenshan-bao-zhong-2017-1739.html

https://redblossomtea.com/products/wenshan-baozhong?variant=31629962820

https://taooftea.com/product/wenshan-baozhong/

http://what-cha.com/taiwan-wenshan-baozhong-oolong-tea/

http://herbacianokaligraficznie.blox.pl/2012/03/Wenshan-Baozhong.html

http://teamasters.blogspot.com/2018/04/the-process-of-wenshan-baozhong-tea.html

http://teamasters.blogspot.com/2006/05/wen-shan-baozhong-from-pinglin.html

http://morzeherbaty.pl/2012/11/pinglin-wioska-herbaciana/

https://en.wikipedia.org/wiki/Pinglin_District

https://en.wikipedia.org/wiki/Wenshan_District

https://pl.wikipedia.org/wiki/Pinglin

Różne odsłony herbaty cz. 44 – Dhara White, czyli herbaciana ciekawostka z Tajlandii

W ostatnich wpisach z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawiłam Wam kilka afrykańskich herbat. Dzisiejszy wpis będzie recenzją pewnej azjatyckiej herbaty, a konkretniej tajskiej białej herbaty o nazwie Dhara White, która została kupiona we wrocławskiej Czajowni.

Zanim jednak przejdę do recenzji, napiszę co nieco na temat herbaty w Tajlandii.

Tajlandia (wcześniej znana jako Syjam (po angielsku: Siam)) to kraj nizinny położony w południowo-wschodniej Azji, a konkretniej na Półwyspie Indochińskim. Graniczy on z Mjanmą i Laosem (na północy), Laosem i Kambodżą (na wschodzie) oraz Malezją (na południu). Większość obszaru Tajlandii znajduje się w strefie klimatu zwrotnikowego monsunowego, z wyjątkiem południowej części, tj. Półwyspu Malajskiego, która leży w strefie klimatu równikowego.

Herbata po raz pierwszy pojawiła się w Tajlandii mniej więcej w 1961 r., kiedy to Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza pokonała armię Kuonmintangu, wskutek czego pokonani musieli uciekać z kraju. Część z nich udała się na Tajwan, a druga część – trafiła do północnej części Tajlandii. W zamian za udzielenie wsparcia w walce z komunizmem zarówno w Tajlandii, jak i sąsiadującym Laosie, tajski rząd pozwolił im osiedlić się w górzystej prowincji Chiang Rai, głównie w okolicy Doi Mae Salong. Ten obszar jest częścią tzw. „złotego trójkąta”, czyli rejonu uznawanego za miejsce narodzin herbaty. Osiedleńcy wkrótce zajęli się uprawą herbaty. Na początku ze względu na brak dostępu do sadzonek krzewu herbacianego z Chin wykorzystywali dziko rosnące od wielu lat w tym rejonie drzewiaste krzewy herbaciane do produkcji herbaty głównie do użytku własnego, jednocześnie uprawiając m.in. mak na opium. Zaniepokojony ilością maku w tym rejonie, król Tajlandii Bhumibol Adulyadej stworzył program wyeliminowania opium, który zakładał przede wszystkim zastąpienie uprawy maku uprawą herbaty. W ramach tego programu do prowincji sprowadzono tajwańskie kultywary krzewu herbacianego, jak również tajwańskich specjalistów od uprawy herbaty, którzy przekazali swoją wiedzę mieszkańcom prowincji Chiang Rai. Te działania umożliwiły rozpoczęcie komercyjnej produkcji herbaty. Do sukcesu tego przedsięwzięcia przyczyniły się również idealne warunki do uprawy herbaty panujące w tym rejonie (m.in. położenie na wysokości ok. 1200-1800 m n.p.m. oraz niemalże całkowita zmienność występujących w Tajlandii trzech pór roku w ciągu zaledwie czterech miesięcy), które przypominają w pewnym stopniu warunki panujące na Tajwanie, czyli w miejscu pochodzenia krzewów.

Obecnie herbatę wciąż uprawia się wyłącznie w północnej części Tajlandii, a konkretniej na małych rodzinnych plantacjach w dwóch prowincjach: Chiang Rai, w szczególności we wspomnianym wyżej rejonie Doi Mae Salong, oraz Chiang Mai. Wytwarza się tu głównie trzy rodzaje herbat: zielone, czarne oraz oolong. Tajskie oolongi cieszą się największym uznaniem. Z jednej strony przypominają one tajwańskie lekko oksydowane oolongi w formie zwiniętych kuleczek, a z drugiej – zachowują też swój unikalny charakter. Warto pamiętać, że podobieństwo tajskich oolongów do tajwańskich oolongów sprzyja oszukańczym praktykom – zdarza się, że oolongi wytworzone w Tajlandii sprzedaje się jako tajwańskie oolongi.

Wiedząc już co nieco o tajskiej herbacie, mogę przejść do właściwej recenzji.

Recenzowana przeze mnie herbata pochodzi z Monsoon Tea, czyli miejsca będącego jednocześnie sklepem z herbatą, herbaciarnią oraz restauracją, które jest usytuowane w prowincji Chiang Mai. W ofercie Monsoon Tea znajduje się kilka rodzajów herbat: białe, zielone, oolong, czarne, aromatyzowane, mieszanki herbaciane, a nawet jedna żółta. Monsoon Tea specjalizuje się w herbatach wytwarzanych z krzewów herbacianych Camellia sinensis odmiana assamica od wielu lat dziko rosnących w dżungli w północnej części Tajlandii, a więc występujących w swoim naturalnym środowisku. Co więcej, wspomniane krzewy herbaciane wykształciły naturalne mechanizmy obronne przed insektami i pasożytami, więc stosowanie herbicydów i pestycydów nie jest konieczne. Dlatego też herbaty oferowane przez Monsoon Tea są organiczne i wolne od środków ochrony roślin.

Dhara White

Dhara White to biała herbata, w skład której najczęściej wchodzi mieszanka pączków oraz najmłodszych listków krzewu herbacianego Camellia sinensis odmiana assamica z pączkami i dwoma pierwszymi listkami tego krzewu. Zbiory mają miejsce raz w roku w marcu (moja herbata została zebrana w marcu zeszłego roku). Zebrane listki i pączki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie, lekka oksydacja oraz suszenie na słońcu. Ostatecznie herbata ma postać zielonkawo-brązowawych fragmentów listków i pączków o różnej wielkości. Wygląda ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Susz przypomina nieco herbatę Pai Mu Tan, jednak, jak przekonacie się w dalszej części tego wpisu, na tym kończy się podobieństwo Dhary White do tej chińskiej białej herbaty 😉

Przy okazji warto wiedzieć, że rozdrobnienie suszu widoczne na powyższym zdjęciu najprawdopodobniej jest efektem transportu herbaty (listki krzewu herbacianego Camellia sinensis odmiana assamica są dość duże, a więc nietrudno o ich połamanie).

Napar z Dhara White ma żółtawo-pomarańczowawy kolor i słodkawy owocowy aromat. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej:

W smaku naparu, który ma jakby kremową konsystencję, dominują nuty owocowe (szczególnie wiśni i brzoskwini) oraz akcenty miodowe. W tle majaczy też coś, co określiłabym jako „błotnistość” i „ziemistość”. Takich doznań smakowych nie dostarcza żadna inna znana mi biała herbata.

Co do sposobu przyrządzania herbaty Dhara White, to myślę, że najlepiej jest zalać listki oraz pączki wodą niedługo po zagotowaniu (o temperaturze ok. 90-95 stopni Celsjusza) i parzyć przez 3 minuty. Co prawda na stronie Czajowni do parzenia tej herbaty zaleca się użyć wody o temperaturze 75 stopni Celsjusza, ale uważam, że wyższa temperatura wody zdecydowanie bardziej służy tej herbacie (taka właśnie wyższa temperatura wody jest też zalecana na stronie internetowej Monsoon Tea). Te same listki i pączki można wykorzystać trzykrotnie, z tym że każde kolejne parzenie lepiej skrócić do ok. 1,5 minuty. Ogólnie rzecz biorąc, napar z drugiego i trzeciego parzenia jest słabszy niż ten z pierwszego – nuty owocowe i miodowe są mniej wyraźne, a „błotnistość” jest bardziej intensywna.

Warto też wiedzieć, że herbata Dhara White świetnie nadaje się również do „parzenia” na zimno. Co ciekawe, przyrządzona w ten sposób niespodziewanie ukazuje swoje głęboko skrywane kwiatowe oblicze.

Podsumowując, Dhara White to tajska biała herbata, która daje napar dostarczający różnorodnych doznań smakowych – w zależności od sposobu parzenia można doszukać się akcentów owocowych, miodowych, “ziemnych” i “błotnych” (co jest raczej niespotykane w przypadku białych herbat), a nawet kwiatowych. Polecam ją szczególnie miłośnikom białych herbat, ale nie tylko – również tym, którzy lubią nietuzinkowe herbaty.

Pozdrawiam 🙂

PS1 Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z książki pt. “The Tea Book” Lindy Gaylard, karty informacyjnej dotyczącej herbaty Dhara White, którą przesłał mi pan Ryan Price z Monsoon Tea, oraz z następujących źródeł internetowych:

https://www.czajownia.pl/pl/p/Dhara-White-20-g/404

https://monsoon-tea-company.com/product/dhara-white

https://monsoon-tea-company.com/our-tea

https://monsoon-tea-company.com/about

http://teaintheancientworld.blogspot.com/2017/06/dhara-white-wild-northern-thai-white.html

https://ratetea.com/region/thailand/10/

http://theteadetective.com/TeasOfThailand.html

https://thedailytea.com/travel/tea-land-smiles/

http://www.tching.com/2016/10/thai-teas-tea-thailand/

http://siamteas.com/thai-teas/

http://siamteas.com/thai-tea-tea-cultivation-in-thailand/cultivation-areas-in-northern-thailand/

https://pl.wikipedia.org/wiki/Tajlandia

https://en.wikipedia.org/wiki/Thailand

PS2 Pan Kenneth Rimdal z Monsoon Tea wygłosił prezentację na temat znaczenia herbaty pozyskiwanej z krzewów herbacianych rosnących w swoim naturalnym środowisku, czyli dżungli. Jest ona dostępna tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=fCt6PoTfPvg.

Różne odsłony herbaty cz. 41 – Malawi White Peony i Zomba Pearls, czyli dwie przepyszne i nietuzinkowe białe herbaty z Malawi

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. “Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam dwie kolejne herbaty pochodzące z afrykańskiego kraju, a mianowicie z Malawi. Obie herbaty zostały kupione w sklepie eherbata.pl.

Zanim jednak przejdę do recenzji, tradycyjnie napiszę co nieco na temat herbaty w Malawi.

Malawi (wcześniej znane jako brytyjska kolonia o nazwie Niasa) to niewielki kraj pozbawiony dostępu do morza, który znajduje się we wschodniej Afryce. Graniczy on z następującymi państwami: Zambią (na północnym zachodzie), Tanzanią (na północnym wschodzie) oraz Mozambikiem (na wschodzie, południu i zachodzie). Malawi zwane jest “ciepłym sercem Afryki” (po angielsku: “warm heart of Africa”).

Herbata po raz pierwszy pojawiła się w Malawi w 1891 r., kiedy to Szkot Henry Brown, który przepracował prawie 18 lat jako plantator kawy na obecnej Sri Lance, przywiózł około 20 nasion tamtejszego krzewu herbacianego. Połowę z nich zasadził na kupionej przez siebie plantacji o nazwie Thornwood Estate położonej w rejonach gór Mlandżi (po angielsku: Mlanje Mountains). Drugą połową podzielił się ze swoim przyjacielem Johnem Moirem, który zasadził je na swojej plantacji o nazwie Lauderdale Estate znajdującej się w tej samej okolicy (plantacja ta ostatecznie znalazła się w rękach Browna). Następnie plantacje założono również na nizinnych terenach dystryktów Mulanje oraz Thyolo.

Malawi to kraj o klimacie równikowym. Warunki pogodowe panujące w nim są w dużej mierze zależne od wysokości: na terenach nizinnych temperatury są wysokie, a na rejonach usytuowanych na wyższych wysokościach temperatury są niższe. Ilość opadów zależy od sezonu: przez część roku w wielu rejonach kraju deszcz nie pada w ogóle, a przez drugą część roku na innych obszarach opady są intensywne. To wyłącznie na tych rejonach z większą ilością opadów panują warunki odpowiednie do uprawy herbaty. Niemniej jednak pogoda w Malawi często bywa nieprzewidywalna. Dlatego też zdecydowano się podjąć prace nad nowymi kultywarami krzewu herbacianego, które będą lepiej dostosowane do tamtejszych warunków. Po ich wprowadzeniu w 1996 r. rozpoczęto realizację programu przesadzania krzewów (Tea Replanting Program), tj. zastępowania starych krzewów nowymi i ulepszonymi, która trwa do dziś.

Obecnie Malawi jest drugim największym producentem herbaty w Afryce tuż po Kenii. Kraj ten wytwarza przede wszystkim herbaty czarne masowo metodą CTC, które są przeznaczone do mieszanek herbacianych, ale nie tylko – wśród herbat produkowanych w Malawi znajdziemy również bardziej unikatowe herbaty wytwarzane metodą tradycyjną ortodoksyjną, np. białe.

W Malawi herbatę uprawia się tylko na trzech obszarach położonych w południowej części kraju: w dwóch wspomnianych wyżej dystryktach Mulanje oraz Thyolo, jak również w rejonie zatoki Nkhata Bay usytuowanej na brzegu Jeziora Niasa (po angielsku: Lake Malawi). Herbata jest wytwarzana przede wszystkim przez dużych przedsiębiorców kontrolujących wielkie plantacje z własnymi fabrykami obróbki herbaty. Około 64% całości wytworzonej herbaty jest przeznaczona na eksport, głównie do Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych oraz Republiki Południowej Afryki.

Wiedząc już co nieco o malawijskiej herbacie, mogę przejść do właściwej recenzji.

Obie recenzowane przeze mnie herbaty pochodzą z tej samej malawijskiej plantacji herbaty o nazwie Satemwa Tea & Coffee Estate położonej na płaskowyżu Shire Highlands w dystrykcie Thyolo, który znajduje się w południowej części Malawi (niedaleko granicy z Mozambikiem). Ta plantacja herbaty oraz kawy została założona w 1923 r. przez Szkota Macleana Kaya na kawałku ziemi odkupionej od rolnika uprawiającego tytoń. Obecnie jest ona zarządzana przez jego wnuka Alexandra Kaya. Satemwa Tea & Coffee Estate jest aktualnie jedynym miejscem w Malawi, w którym wytwarza się herbatę nie tylko metodą CTC, ale również tradycyjną ortodoksyjną.

W ofercie firmy znajduje się pięć rodzajów herbat: biała, czarna, zielona, oolong oraz puerh. Obie recenzowane przeze mnie herbaty to herbaty białe.

Malawi White Peony (Thyolo Peony)

Malawi White Peony to afrykańska wariacja na temat chińskiej białej herbaty Pai Mu Tan (zwanej również White Peony). Na stronie Satemwa Tea & Coffee Estate jest określana jako Thyolo Peony. W jej skład wchodzą pączek wraz z dwoma listkami. Niestety, nie udało mi się znależć żadnych informacji na temat procesu produkcji tej herbaty, ale przypuszczam, że zebrane pączki i listki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak więdnięcie oraz suszenie. Ostatecznie herbata ma postać dość kruchych listków i ich fragmentów w najróżniejszych odcieniach zieleni, z brązowawymi akcentami. Na pierwszy rzut oka Malawi White Peony przypomina wspomnianą wyżej herbatę Pai Mu Tan. Wygląda ona następująco:

Napar z tej herbaty ma delikatny ziołowy aromat i żółtawy kolor. Prezentuje się on następująco:

Wygląd suszu okazuje się jedynym podobieństwem do chińskiej herbaty Pai Mu Tan ;). Smak naparu różni się znacznie – jest mocno kwiatowy, z wyraźnymi nutami ziołowymi oraz akcentami siana. Całość jest przyjemna i “gładka”.

Co do metody przyrządzania Malawi White Peony, to myślę, że najlepiej jest postępować następująco: zalać listki i pączki wodą o temperaturze ok. 80-85 stopni, parzyć przez 5 sekund, wylać powstały napar, a następnie znów zalać susz wodą o tej samej temperaturze i parzyć przez minutę. Ten sposób jest zalecany na stronie Satemwa Tea & Coffee Estate. Uważam, że daje on ciekawe efekty, o wiele lepsze niż wtedy, gdybyśmy po prostu zalali susz wodą, a następnie oddzielili go od naparu. Te same listki i pączki można wykorzystać kilkakrotnie. Przyznam szczerze, że najbardziej smakował mi napar z tego pierwszego właściwego parzenia. Przy kolejnych parzeniach napar jest bardziej ziołowy, z wyraźniejszymi nutami siana.

Zomba Pearls

Zomba Pearls to unikatowa malawijska herbata. Podobnie jak w przypadku Malawi White Peony, w jej skład wchodzą pączek wraz z dwoma listkami. Niestety, również i tym razem nie udało mi się znaleźć żadnych informacji na temat procesu produkcji tej herbaty, ale przypuszczam, że zebrane pączki i listki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie, suszenie oraz zwijanie. Ostatecznie herbata ma postać ciemnozielonkawych gniazdek o jednakowej wielkości. Wygląda ona następująco:

Napar z tej herbaty ma roślinny zapach oraz zielonkawy kolor. Prezentuje się on następująco:

Smak naparu z Zomba Pearls jest intensywnie roślinny, a przy tym zupełnie pozbawiony goryczy. Co ciekawe, wyraźnie wyczuwalne są nuty kojarzące się ze smakiem świeżego ogórka i akcenty maślane :). Ogólnie rzecz biorąc, napar z Zomba Pearls kojarzy mi się bardziej ze smakiem naparu z oolonga do tego stopnia, że gdy po pewnym czasie od kupienia tej herbaty zapomniałam, jaki rodzaj herbaty ona właściwie reprezentuje, byłam mocno zaskoczona, gdy okazało się, że to biała herbata, a nie oolong 🙂

Co do metody przyrządzania Zomba Pearls, to myślę, że najlepiej jest zalać trzy gniazdka wodą tuż po zagotowaniu (o temperaturze ok. 95 stopni Celsjusza) i parzyć ok. 1,5 minuty. Tej herbacie zdecydowanie nie służy długie parzenie. Te same gniazdka można wykorzystać nawet sześciokrotnie. Przyznam szczerze, że najbardziej smakował mi napar z dwóch pierwszych parzeń. Przy kolejnych parzeniach te akcenty maślane oraz nuty świeżego ogórka znikają.

Warto wspomnieć, że po kilkukrotnym parzeniu gniazdka otwierają się, ukazując swoje herbaciane oblicze, tj. misternie pozwijane długie listki. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, jak wygląda wnętrze gniazdek po trzecim parzeniu:

Szczerze mówiąc, trochę pomogłam rozwinąć się tym listkom, ale nie robiłam tego na siłę 😉

Na koniec chciałabym zauważyć, że wciąż zagadką dla mnie pozostaje nazwa tej herbaty, a mianowicie to, dlaczego jest ona określana jako Zomba Pearls. Zomba to nazwa dystryktu położonego w południowo-wschodniej części Malawi i jednocześnie nazwa stolicy tego dystryktu. Dlaczego w takim razie ta herbata nie nazywa się Thyolo Pearls, skoro jest wytwarzana w dystrykcie Thyolo? Na razie to pytanie pozostaje bez odpowiedzi 😉

Podsumowując, Malawi White Peony oraz Zomba Pearls to dwie unikatowe białe herbaty pochodzące z Malawi. Są one kolejnym przykładem na to, że kraje będące mniejszymi i mniej znanymi producentami herbaty wytwarzają prawdziwe herbaciane perełki 🙂 Przy okazji świetnie pokazują, jak bardzo różne mogą być dwie herbaty reprezentujące ten sam rodzaj herbaty: Malawi White Peony jest bardziej kwiatowo-ziołowa, a Zomba Pearls – bardziej roślinna, z akcentami maślanymi oraz świeżego ogórka, przypominająca oolonga. Polecam te herbaty szczególnie miłośnikom białych herbat, ale nie tylko – myślę, że warto spróbować je niezależnie od upodobań.

Pozdrawiam 🙂

PS1 Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://books.google.pl/books?id=RjWgDQAAQBAJ&pg=PA193&lpg=PA193&dq=henry+brown+planter&source=bl&ots=VQJ14t7Ekf&sig=Aw2YFQQl2cj1rnLbUatfLZKjEkQ&hl=pl&sa=X&ved=0ahUKEwiH97eFjerYAhXBhSwKHQaxBV4Q6AEIPTAD#v=onepage&q=henry%20brown%20planter&f=false

http://theteadetective.com/TeasOfMalawi.html

https://ratetea.com/region/malawi/24/

http://www.easternproduce.com/tea/malawi

https://worldoftea.org/malawi-tea-satemwa/

https://worldisateaparty.files.wordpress.com/2018/01/guide-to-teas-from-africa.pdf

https://pl.wikipedia.org/wiki/Malawi

https://en.wikipedia.org/wiki/Malawi

https://eherbata.pl/zomba-pearls-2017-986.html

https://eherbata.pl/malawi-white-peony-967.html

http://what-cha.com/malawi-zomba-pearls-white-tea/

http://www.satemwa.com/story

http://www.satemwa.com/tea

http://www.satemwa.com/stall

PS2 Tutaj możecie znaleźć zdjęcia z wizyty na plantacji Satemwa Tea & Coffee Estate: http://www.szpilkinamapie.pl/malawi/degustacja-herbaty-i-plantacje-satemwa/.

Edit: Dzięki korespondencji e-mail wymienionej z przedstawicielem plantacji Satemwa Tea & Coffee Estate wiem już, skąd się wzięła nazwa Zomba. Herbaty pochodzące z tej plantacji noszą nazwę unikatowych i endemicznych kultywarów krzewu herbacianego. Aby uniknąć nudnych nazw kultywarów, takich jak np. PC168, niektóre grupy kultywarów określono nazwami pochodzącymi od nazw miast i miejscowości sąsiadujących z plantacją, np. Zomba czy Bvumbwe.

Test wiedzy o herbacie

Dzisiaj przedstawiam Wam opracowany przeze mnie test wiedzy o herbacie. Zapraszam do sprawdzenia siebie 🙂 W każdym pytaniu tylko jedna odpowiedź jest prawidłowa. Pod pytaniami znajdziecie klucz prawidłowych odpowiedzi:

1. W którym mniej więcej roku Lu Yu, pisarz i poeta oraz pierwszy znawca herbaty, napisał Chajing (Księgę herbaty)?

a) 760 r. n.e.;

b) 780 r. n.e.;

c) 850 r. n.e.;

d) 880 r. n.e.

2. Kto wynalazł herbatę w torebkach?

a) Richard Blechyden;

b) Thomas Sullivan;

c) Adolf Rambold;

d) Edward Tetley.

3. Ile mniej więcej czasu musi minąć, aby zasadzony krzew herbaciany dojrzał na tyle, żeby można było zebrać listki bez szkody dla niego?

a) 1-2 lata;

b) 2-3 lata;

c) 3-5 lat;

d) 5-6 lat.

4. Które związki chemiczne są odpowiedzialne za smak umami w naparze z herbaty?

a) polifenole;

b) aminokwasy;

c) flawanoidy;

d) katechiny.

5. Chasen, chashaku, chawan, chaseki, chashitsu to japońskie terminy używane w odniesieniu do elementów japońskiej ceremonii herbacianej. Co oznaczają?

a) bambusowy pędzel do roztrzepywania Matchy, bambusową łyżeczkę do nabierania Matchy, posiłek serwowany podczas ceremonii herbacianej, czarkę do herbaty, pawilon herbaciany, w którym odbywa się ceremonia herbaciana;

b) bambusową łyżeczkę do nabierania Matchy, czarkę do herbaty, posiłek serwowany podczas ceremonii herbacianej, bambusowy pędzel do roztrzepywania Matchy, pawilon herbaciany, w którym odbywa się ceremonia herbaciana;

c) bambusowy pędzel do roztrzepywania Matchy, bambusową łyżeczkę do nabierania Matchy, czarkę do herbaty, posiłek serwowany podczas ceremonii herbacianej, pawilon herbaciany, w którym odbywa się ceremonia herbaciana;

d) bambusową łyżeczkę do nabierania Matchy, posiłek serwowany podczas ceremonii herbacianej, bambusowy pędzel do roztrzepywania Matchy, czarkę do herbaty, nieformalne spotkanie herbaciane.

6. Japońska zielona herbata, której nie produkuje się poprzez poddanie działaniu pary wodnej, a poprzez poddanie działaniu wysokiej temperatury (a konkretniej przez prażenie w wokach), to:

a) Sencha;

b) Matcha;

c) Kamairicha;

d) Tamaryokucha.

7. Fukamushicha to nazwa herbaty poddawanej działaniu pary wodnej przez:

a) 30-40 sekund;

b) 40-60 sekund;

c) 60-80 sekund;

d) 80 sekund i dłużej.

8. Kultywar krzewu herbacianego najczęściej stosowany do produkcji herbaty w Japonii to:

a) Saemidori;

b) Yabukita;

c) Sayamamidori;

d) Benifuuki.

9. Ok. 42% całości wytworzonej japońskiej zielonej herbaty pochodzi z prefektury:

a) Kagoshima;

b) Kyoto;

c) Fukuoka;

d) Shizuoka.

10. Karigane to specjalne określenie japońskiej zielonej herbaty Kukicha, której łodyżki pochodzą z produkcji:

a) herbaty Sencha;

b) herbaty Matcha;

c) herbaty Gyokuro;

d) herbaty Kabusecha.

11. Sejak to:

a) nazwa koreańskiej herbaty z pierwszego zbioru, który ma miejsce przed 20 kwietnia;

b) nazwa koreańskiej herbaty z drugiego zbioru, który ma miejsce przed 5-6 maja;

c) nazwa koreańskiej herbaty z trzeciego zbioru, który ma miejsce około 20-21 maja;

d) nazwa koreańskiej herbaty z ostatniego czwartego zbioru.

12. Która chińska zielona herbata ma charakterystyczne duże spłaszczone listki w kolorze ciemnozielonym, z wzorem przypominającym wzór odciśniętej tkaniny?

a) Meng Ding Gan Lu;

b) Lu An Gua Pian;

c) Tai Ping Hou Kui;

d) Lu Shan Yun Wu.

13. Keemun, jedna z najbardziej znanych chińskich czerwonych herbat i jedyna czerwona herbata figurująca na liście dziesięciu najsłynniejszych chińskich herbat (w europejskiej nomenklaturze czarna herbata), pochodzi z prowincji:

a) Zhejiang;

b) Anhui;

c) Fujian;

d) Jiangxi.

14. Która z niżej wymienionych herbat nie pochodzi ze słynnego chińskiego rejonu gór Wu Yi?

a) Da Hong Pao;

b) Lapsang Souchong;

c) Shui Jin Gui;

d) Shou Mei.

15. Yan Yun, specyficzny mineralny posmak to cecha charakterystyczna:

a) herbat oolong z rejonu gór Wu Yi;

b) białych herbat z prowincji Fujian;

c) czarnych herbat z prowincji Yunnan;

d) zielonych herbat z prowincji Anhui.

16. Zielona lub czarna herbata wytwarzana z dziko rosnących drzewiastych krzewów herbacianych (rzadkiej odmiany krzewów zwanej pubilimba), które znajdują się w kilku północnych prowincjach Wietnamu, takich jak Yên Bái czy Hà Giang, nazywa się:

a) trà mạn;

b) trà sen;

c) hồng trà;

d) trà Shan Tuyet.

17. Która herbata nie jest produkowana na Tajwanie?

a) Sun Moon Lake Black Tea;

b) Dian Hong Black Tea;

c) Muzha Tie Guan Yin;

d) Alishan Oolong Tea.

18. Czym się różni chińska ceremonia herbaciana gongfu cha od tajwańskiej ceremonii herbacianej?

a) w tajwańskiej ceremonii herbacianej podziwianie aromatu herbaty trwa dłużej;

b) w tajwańskiej ceremonii herbacianej podziwianie aromatu herbaty trwa krócej;

c) w tajwańskiej ceremonii herbacianej nie ma etapu podziwiania aromatu herbaty;

d) nie ma żadnych różnic pomiędzy chińską a tajwańską ceremonią herbacianą.

19. Ile jest zarejestrowanych ogrodów herbacianych w indyjskiej prowincji Darjeeling, która jest znana z produkcji herbat Darjeeling chronionych oznaczeniem geograficznym?

a) 80;

b) 85;

c) 87;

d) 90.

20. Który kraj afrykański nie wytwarza herbaty?

a) Tanzania;

b) Malawi;

c) Botswana;

d) Zimbabwe.

PS1 Przy opracowywaniu testu korzystałam ze swoich poprzednich wpisów oraz stron zalinkowanych na profilu bloga na Facebooku, jak również z dwóch książek: „Tea: A User’s Guide” Tony’ego Gebely oraz „Course in Tea Sommelier” Sharyn Johnston.

PS2 Klucz odpowiedzi: 1 a (niektóre źródła podają, że utwór ten został napisany w 780 r., ale przeważa wersja, według której miało to miejsce w 760 r., dlatego przyjęłam ją za prawidłową), 2 b, 3 c, 4 b, 5 c, 6 c, 7 d, 8 b, 9 d, 10 c, 11 b, 12 c, 13 b, 14 d, 15 a, 16 d, 17 b, 18 a, 19 c, 20 c.

Różne odsłony herbaty cz. 40 – Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea, czyli nietypowa kenijska biała herbata mająca cechy czarnej herbaty

W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam kolejną herbatę z Kenii, a mianowicie białą herbatę o nazwie Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea. Już w zeszłym roku słyszałam wiele pozytywnych opinii o tej herbacie, ale podobnie jak to było z dwiema gruzińskimi czarnymi herbatami, które zrecenzowałam w zeszłym roku, obudziłam się za późno z zakupem :P. Z kolei w tym roku bardzo pilnowałam, żeby nie przegapić okazji, aby kupić tę herbatę. Kiedy tylko dowiedziałam się, że w sklepie TheTea jest dostępna, bez wahania dokonałam zakupu.

Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea to nietypowa herbata, która pochodzi z rejonu Mount Kenya (czyli najwyższego szczytu w Kenii i drugiego co do wielkości szczytu w Afryce, tuż po Kilimandżaro, któremu ten afrykański kraj zawdzięcza swoją nazwę) położonego w centralnej części Kenii. Jest ona pewnego rodzaju eksperymentem herbacianym. Jej nietypowość polega na tym, że łączy ona w sobie cechy dwóch skrajnych rodzajów herbaty: białej oraz czarnej. Mimo to najczęściej klasyfikuje się ją jako białą herbatę (tak też jest klasyfikowana przez jej twórców).

W skład tej herbaty wchodzą pączki i pierwsze listki krzewu herbacianego. Zebrane pączki i listki trafiają do fabryki herbaty Kangaita usytuowanej na wysokości ponad 2000 m n.p.m, która specjalizuje się w przetwarzaniu wysokiej jakości herbat ortodoksyjnych, w tym herbat purpurowych. W tym miejscu poddaje się je obróbce: najpierw przechodzą one przez dwa etapy produkcji charakterystyczne dla białych herbat, tj. więdnięcie i suszenie, a na koniec jeszcze przez dodatkowy etap typowy dla czarnych herbat, tj. zwijanie (zwane również rolowaniem), które odbywa się ręcznie. Ostatecznie herbata ma postać lekko poskręcanych pączków w brązowawym kolorze, pokrytych delikatnym srebrzystym meszkiem, oraz listków w ciemnozielonym kolorze. Przypomina ona nieco czarne herbaty z chińskiej prowincji Yunnan, które mają dużą ilość złotych tipsów, np. Golden Monkey. Wygląda ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea ma brązowawy kolor (czyli wygląda bardziej jak napar z czarnej herbaty) i cytrusowy aromat. Prezentuje się on następująco:

Smak naparu z pierwszego parzenia jest słodkawy – na początku mocno wyczuwalne są akcenty owocowo-cytrusowe, które następnie zamieniają się w lekką karmelową słodycz. Całość jest delikatna i całkowicie pozbawiona goryczy. Można by powiedzieć, że napar ten smakuje bardziej jak napar z białej herbaty. Z kolei smak naparu z drugiego parzenia już bardziej przypomina smak naparu z czarnej herbaty – nuty cytrusowe znikają, a akcenty karmelowe stają się wyraźniejsze i dodatkowo pojawiają się nuty czekoladowe.

Co do sposobu przyrządzania Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea, to uważam, że najlepiej jest zalać susz wodą niedługo po zagotowaniu i parzyć przez 2 minuty. Te same pączki i listki można wykorzystać dwukrotnie. Co ciekawe, ciężko jest „przeparzyć” tę herbatę. Nawet po oddzieleniu listków i pączków od naparu po prawie 10 minutach napar wciąż nadaje się do picia.

Podsumowując, Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea to wyjątkowa kenijska herbata, która stanowi połączenie cech dwóch skrajnych rodzajów herbaty, tj. białej i czarnej. Daje ona napar, którego smak zmienia się w zależności od parzenia: po pierwszym parzeniu jest bardziej cytrusowo-owocowy, a po drugim – bardziej karmelowo-czekoladowy. Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea to obowiązkowa pozycja do wypróbowania dla miłośników zarówno białych, jak i czarnych herbat. Ja bardzo ją lubię, jest to jedna z moich ulubionych herbat. Polecam serdecznie 🙂

Pozdrawiam 🙂

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://en.wikipedia.org/wiki/Mount_Kenya

https://eherbata.pl/kenia-rhino-2017-1803.html

http://what-cha.com/kenya-rhino-premium-white-tea/

https://steepster.com/teas/what-cha/48460-kenya-rhino-premium-white-tea

Różne odsłony herbaty cz. 39 – Rwanda Black Tea i Rwanda Silver Needle Tea, czyli dwie znakomite herbaty z Rwandy

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. “Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam dwie herbaty pochodzące z kolejnego kraju, który raczej nie kojarzy się z herbatą, a mianowicie z Rwandy. Obie herbaty zostały kupione we wrocławskiej Czajowni.

Zanim jednak przejdę do recenzji, napiszę co nieco na temat herbaty w Rwandzie.

Rwanda to niewielki kraj znajdujący się w środkowo-wschodniej Afryce, który graniczy z następującymi państwami: Ugandą (na północy), Tanzanią (na wschodzie), Burundi (na południu) i Demokratyczną Republiką Konga (na zachodzie). Jest on położony na mocno pofałdowanym terenie. To właśnie ze względu na pofałdowanie terenu Rwandę określa się mianem Krainy tysiąca wzgórz (po angielsku: Land of a thousand hills). Kraj ten prawdopodobnie najbardziej kojarzy się z ludobójstwem – niewyobrażalną tragedią, która miała miejsce w 1994 r.

Herbata po raz pierwszy pojawiła się w Rwandzie w 1952 roku i od tego momentu jej znaczenie dla gospodarki tego kraju rośnie. Obecnie jest ona drugim co do wielkości towarem eksportowym, tuż po kawie (niektóre źródła podają, że nawet pierwszym).

W Rwandzie panuje klimat równikowy wilgotny. Obszary uprawy herbaty znajdują się głównie na terenach wyżynnych usytuowanych na wysokości od 1900 do 2500 m n.p.m, gdzie panują idealne warunki, tj.: żyzne gleby wulkaniczne, duże wysokości oraz niższe temperatury (średnio od 16 do 21 stopni Celsjusza) połączone ze sporą ilością opadów i światła słonecznego. Dzięki temu herbatę wytwarza się przez cały rok, przy czym dwa główne sezony produkcji pokrywają się z porą deszczową.

Warto wiedzieć również, że herbatę w Rwandzie uprawia się głównie na dużych plantacjach, które są zarządzane przez fabryki zajmujące się przetwarzaniem herbaty. Trzy największe i najbardziej znane rwandyjskie plantacje herbaty to: Gisovu Tea Estate, Mata Tea Estate oraz Kitabi Tea Estate. Istnieją również spółdzielnie oraz prywatni producenci wytwarzający niewielkie ilości herbaty, którzy następnie sprzedają ją wspomnianym fabrykom.

W Rwandzie produkuje się głównie trzy rodzaje herbat: czarną, białą i zieloną. Większość tych herbat wykorzystuje się wyłącznie do mieszanek herbacianych, co sprawia, że rwandyjskie herbaty są raczej rzadko spotykane na zachodzie.

Wiedząc już co nieco o rwandyjskiej herbacie, mogę przejść do właściwej recenzji.

Obie recenzowane przeze mnie herbaty są owocem współpracy wspomnianej wyżej Czajowni z firmą 3 Mountains. Jej założycielka, Sara Stender, przybyła do Rwandy, kiedy tylko dowiedziała się o ludobójstwie. Ostatecznie w 2009 r. postanowiła tam zamieszkać, a w 2016 r. założyła firmę. Obecnie współpracuje ona z rolnikami, rzemieślnikami i producentami w Rwandzie, sprzedając światowej klasy produkty na rynek północnoamerykański. Jej firma, 3 Mountains, współpracuje również z organizacją społeczną zwaną Africa Healing Exchange (AHE), która ma na celu przede wszystkim zapewnienie wsparcia ofiarom ludobójstwa i ich rodzinom.

Firma 3 Mountains zajmuje się dystrybucją organicznych herbat liściastych z Rwandy, które charakteryzują się najwyższą jakością i są produktem sprawiedliwego handlu (fair trade). W jej ofercie znajdują się cztery rodzaje herbat: biała herbata, herbata Silver Needle, zielona herbata oraz czarna herbata.

Rwanda Black Tea

Rwanda Black Tea to czarna herbata, która została uznana za najlepszą herbatę Rwandy na północnoamerykańskiej konferencji herbacianej, która odbyła się w 2013 r. (2013 North American Tea Conference). Listki tej herbaty pochodzą z krzewów herbacianych rosnących na wysokości od 1700 do 2000 m n.p.m. Są one ręcznie zbierane, a następnie przetwarzane w sposób ortodoksyjny. W procesie produkcji są one m.in. tradycyjnie zwijane na stołach wykonanych ze specjalnie dobranego sezonowanego drewna. Ostatecznie herbata ma postać ciemnobrązowych poskręcanych kawałków z jasnobrązowymi I złotawymi akcentami. Prezentuje się ona następująco:

Napar z tej herbaty ma pomarańczowawy kolor i słodkawy aromat. Wygląda on tak, jak na zdjęciu poniżej:

Smak tego naparu jest słodkawy, orzechowy, a przy tym dość łagodny i pełny (wydaje mi się, że określenie “pełny” bardzo pasuje do tej herbaty). Pozostawia on lekki goryczkowy posmak oraz delikatne uczucie “ściągania” w ustach. Takich doznań nie dostarcza napar z żadnej innej znanej mi czarnej herbaty, nawet ten z czarnych herbat z innego afrykańskiego kraju, a mianowicie Kenii. Co ciekawe, mam wrażenie, że herbata ta nieco wzmaga pragnienie.

Co do sposobu przyrządzania Rwanda Black Tea, to uważam, że najlepiej jest zalać listki wodą tuż po zagotowaniu i parzyć przez 1,5 minuty. Jest to zdecydowanie herbata, która nadaje się do jednokrotnego parzenia.

Rwanda Silver Needle

Rwanda Silver Needle to biała herbata, która powstaje wyłącznie z najmłodszych pączków herbacianych. Pączki te są poddawane działaniu pary wodnej w celu zatrzymania procesu oksydacji, a następnie starannie suszone na powietrzu. Ostatecznie herbata ma postać zielonkawo-srebrzystych lekko poskręcanych igiełek i wygląda następująco:

Napar z tej herbaty ma beżowawy kolor i delikatny kwiatowy zapach. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej:

Smak tego naparu jest delikatny, słodkawy, wyraźnie kwiatowy, a przy tym całkowicie pozbawiony goryczy, a sam napar jest przyjemnie “gładki” i jedwabisty. Smak ten kojarzy mi się nieco ze smakiem naparu z chińskich białych herbat, szczególnie Pai Mu Tan, ale trzeba przyznać, że Rwanda Silver Needle ma też swój unikalny charakter. Warto też wiedzieć, że ta herbata ma wyjątkowo dużą zawartość antyoksydantów.

Co do sposobu przyrządzania Rwanda Silver Needle, to uważam, że najlepiej jest zalać pączki wodą o temperaturze około 80 stopni Celsjusza i parzyć przez 1,5 minuty. Te same pączki można wykorzystać nawet czterokrotnie, przy czym przy każdym kolejnym zalaniu dobrze jest wydłużyć czas parzenia o ok. 20-30 sekund.

Warto wiedzieć, że Rwanda Silver Needle doskonale smakuje też wtedy, gdy “zaparzymy” ją na zimno. Smak tego “naparu” jest wyraźnie kwiatowy z akcentami roślinnymi. Kojarzy mi się on ze smakiem wody z górskiego czystego strumienia, którego nurt porwał po drodze trochę kwiatów i trawy ;). Ogólnie rzecz biorąc, “napar” ten jest bardzo przyjemny w smaku i fantastycznie orzeźwia 🙂 Jest to zdecydowanie najsmaczniejszy “napar” z białej herbaty, jaki piłam do tej pory. Co ciekawe, jak podaje strona internetowa firmy 3 Mountains, nosi on nazwę SilverBack Water.

Podsumowując, Rwanda Black Tea i Rwanda Silver Needle to dwie znakomite herbaty pochodzące z Rwandy. Smak naparu z nich jest słodkawy, z tym, że pierwsza jest orzechowa, a druga – kwiatowa. Szczerze mówiąc, te dwie rwandyjskie herbaty smakują mi bardziej niż dwie kenijskie herbaty, które zrecenzowałam na blogu parę miesięcy temu. Są one kolejnym doskonałym przykładem na to, że również kraje będące mniejszymi i mniej znanymi producentami herbaty wytwarzają prawdziwe herbaciane perełki, po które warto sięgać przy nadarzającej się okazji 🙂

Pozdrawiam 🙂

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://www.czajownia.pl/pl/p/Rwanda-Black-Orthodox-Tea/400

https://www.czajownia.pl/pl/p/Rwanda-Silver-Needle-Tea-Srebrna-Igla-/399

https://ratetea.com/region/rwanda/112/

https://www.jetro.go.jp/ext_images/world/africa/seminar_reports/pdf/20121129_Rwanda.pdf

http://www.3mountains.org/teas/

http://www.3mountains.org/about-1/

http://www.3mountains.org/products/rwandan-black-orthodox-tea-16-oz-bag

http://www.3mountains.org/products/silver-needle-tea-16oz-bag

https://www.theguardian.com/global-development/gallery/2010/sep/23/rwanda-tea-industry

https://www.twinings.co.uk/world-of-tea/best-east-african-rwandan-tea

http://fortuneofafrica.com/rwanda/tea/

http://www.rwandatourism.com/things-to-do/tea-plantations

http://www.northern-tea.com/product/rwanda_tea.asp

http://cha-walah.com/page/tea-harvesting-time

https://pl.wikipedia.org/wiki/Rwanda

https://pl.wikipedia.org/wiki/Geografia_Rwandy