Różne odsłony herbaty cz. 62 – Darjeeling Mandal Gaon, czyli prawdziwa perełka wśród herbat Darjeeling

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam herbatę o nazwie Darjeeling Mandal Gaon. Została ona kupiona w sklepie eherbata w zeszłym roku.

Darjeeling Mandal Gaon to herbata o średnim stopniu oksydacji, która pochodzi z północno-wschodniej części indyjskiego dystryktu Darjeeling w stanie Bengal Zachodni, a konkretniej z jednego z niewielkich ogrodów położonych w wiosce Mandal Gaon, tuż przy granicy z Bhutanem. Ogrody te znajdują się na stokach Himalajów na wysokości ok. 1680 m n.p.m. Na początku tutejsi rolnicy sprzedawali zebrane listki okolicznej fabryce, ale głównie z powodu braku kontroli nad cenami oraz liberalizacji prawa związanego z prowadzeniem plantacji herbaty ostatecznie postanowili zająć się uprawą oraz produkcją herbaty na własną rękę, przekształcając pola przeznaczone na uprawę warzyw w plantacje herbaty. W wiosce Mandal Gaon herbata jest wytwarzana ręcznie w sposób organiczny czyli bez użycia środków ochrony roślin. Tak naprawdę nie jest ona autentyczną herbatą Darjeeling (nazwa herbaty Darjeeling jest chronionym oznaczeniem geograficznym), ponieważ żaden ogród herbaciany w tym rejonie nie został oficjalnie zarejestrowany przez indyjski organ Tea Board of India.

Moja herbata Darjeeling Mandal Gaon została zebrana wiosną zeszłego roku, a konkretniej w kwietniu 2020 r. (tzw. First Flush). Zebrane listki zapewne przeszły przez procesy produkcji takie jak więdnięcie, zwijanie, oksydacja i suszenie. Ostatecznie herbata ma postać niedużych fragmentów listków w różnych odcieniach zieleni i brązu. Wygląda ona następująco:

Napar z Darjeeling Mandal Gaon ma owocowo-cytrusowy aromat oraz pomarańczowawy kolor. Można zobaczyć go na zdjęciu poniżej:

Smak naparu w dużej mierze odzwierciedla jego zapach – dominują w nim nuty cytrusowe oraz akcenty owoców egzotycznych. W tle wyczuwalne są również nuty niezbyt słodkiego miodu oraz nuty ziołowe. Napar z tej herbaty dostarcza również doznań smakowo-sensorycznych typowych dla herbat Darjeeling, ale są one jakby przytłumione, mniej intensywne. Co ważne, napar nie pozostawia specyficznego uczucia suchości w ustach wyczuwalnego w herbatach Darjeeling w mniejszym lub większym stopniu. Ostatnio piłam pewną herbatę Darjeeling, która pozostawiała tak nieprzyjemne uczucie suchości w ustach, że miałam wrażenie, że nie piłam nic przez parę godzin. Niemniej jednak doznania dostarczane przez napar z Darjeeling Mandal Gaon są zdecydowanie przyjemne 😊

Co do sposobu przyrządzania tej herbaty, to wydaje mi się, że najlepiej jest przygotowywać ją metodą zachodnią, tj. zalać listki wodą nieco przestudzoną wodą (o temperaturze ok. 90 stopni) i parzyć je przez ok. 3 minuty. Te same listki można wykorzystać dwukrotnie, z tym że za drugim razem dobrze jest wydłużyć  czas parzenia do 5-5,5 minut.

Warto wspomnieć coś na temat samych listków. Po dwukrotnym zaparzeniu widać, że stopień ich rozdrobnienia jest raczej średni – są tutaj zarówno mniejsze, jak i większe fragmenty liści herbacianych. Poza tym mam wrażenie, że te listki są wyjątkowo duże jak na herbatę tego typu.

Warto wiedzieć, że herbata Darjeeling Mandal Gaon jest znana również jako Ramro Cha.

Podsumowując, Darjeeling Mandal Gaon to oksydowana herbata Darjeeling, która daje napar o owocowo-cytrusowym aromacie i smaku. Napar ten nie pozostawia nieprzyjemnego uczucia suchości w ustach, którego można doświadczyć, pijąc niektóre herbaty pochodzące z tego rejonu w Indiach. Polecam tę herbatę zarówno tym miłośnikom herbaty, którym herbaty Darjeeling do końca nie odpowiadają (szczególnie te z wiosennego zbioru czyli First Flush), jak i tym, którzy je lubią i piją regularnie, bo ta herbata jest ciekawą odmianą. Jest to zdecydowanie najlepsza herbata z indyjskiego dystryktu Darjeeling, jaką piłam.

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z opisu herbaty dostępnego na stronie internetowej sklepu eherbata oraz z następujących źródeł internetowych:

Darjeeling Mandal Gaon First Flush | Indian Black Tea | Curious Tea

Know Our Farmers | Small Organic Tea Producer (tealeaftheory.com)

Memories of Mandal Gaon – Steep Stories (teatra.de)

Różne odsłony herbaty cz. 61 – Pathivara Soonkeshari, czyli kolejna wyśmienita czarna herbata z Nepalu

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam czarną herbatę z Nepalu o nazwie Pathivara Soonkeshari. Herbata ta została kupiona w sklepie internetowym cieszyńskiej herbaciarni Laja (https://laja.pl/sklep/).

Pathivara Soonkeshari to w pełni oksydowana herbata, która pochodzi z ogrodu Pathivara Tea Estate. Ogród ten usytuowany jest niedaleko wioski Pathivara w dystrykcie Panchthar w prowincji Ilam znajdującej się na wschodzie Nepalu, graniczącej m.in. z indyjskim dystryktem Dardżyling. Jest on położony na wysokości ok. 1800-2000 m n.p.m. i otoczony obszarami zalesionymi, w których drzewa mają ponad 500 lat. Z ogrodu rozpościera się widok na wiecznie pokryty śniegiem ośmiotysięcznik Jannu (znany również jako Phoktanglungma). Ponadto ogród jest położony ok. 5 km od Parku Narodowego Singalila, który jest obszarem ochrony takich gatunków zwierząt jak panda czerwona oraz krokodylotraszka himalajska.

Sam ogród Pathivara Tea Estate jest stosunkowo młody, bo ma 28 lat. Co ciekawe, w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku przez 10 lat ogród rósł dziko, ponieważ opuszczono go w trakcie powstania maoistowskiego. Działalność ogrodu została wznowiona w 2012 r. Aktualnie Pathivara Tea Estate zatrudnia 35 osób, głównie kobiet. To, co wyróżnia ten ogród herbaciany, to fakt, że ilość wyprodukowanej herbaty to zaledwie 50-60 kg z hektara (przeciętna ilość w skali światowej to 1,1 tony z hektara), co ma związek ze specyficznymi warunkami klimatycznymi panującymi w tym miejscu, a konkretniej z niską średnią temperaturą (poniżej 23°C) oraz częstymi opadami. Dzięki temu, że ilość uzyskanej herbaty jest niewielka, producenci mogą skupić się na wytwarzaniu wyłącznie wysokiej jakości herbat. Warto wspomnieć, że przy produkcji herbat z tego ogrodu wykorzystuje się naturalne warunki atmosferyczne, tj. stosuje się zimne i suche powietrze górskie do suszenia listków herbacianych, a użycie maszyn jest ograniczone do minimum.

Moja herbata pochodzi ze zbioru, który miał miejsce jesienią 2019 r. (tzw. Autumnal Flush). Zebrane listki zapewne przeszły przez procesy produkcji typowe dla czarnej herbaty takie jak więdnięcie, zwijanie, oksydacja i suszenie. Ostatecznie herbata ma postać niedużych lekko poskręcanych listków w ciemnobrązowym kolorze, z jasnobrązowymi przebłyskami. Wygląda ona następująco:

Napar z Pathivara Soonkeshari ma brązowawy kolor i wydziela intensywny aromat kojarzący się z zapachem mokrego drewna. Prezentuje się tak jak poniżej:

Co zaskakujące, smak naparu zupełnie nie odzwierciedla jego zapachu – w smaku naparu dominują akcenty przypraw korzennych, przede wszystkim cynamonu, które przeplatają się z nutami niezbyt słodkiego ciemnego miodu. Napar jest całkowicie pozbawiony goryczy czy cierpkości. Całość jest mało słodka, wyraźnie cynamonowa i subtelnie rozgrzewająca 😊

Co do sposobu przyrządzania tej herbaty, to wydaje mi się, że najlepiej jest przygotowywać ją metodą zachodnią, tj. zalać listki wodą tuż po zagotowaniu i parzyć je przez ok. 2-2,5 minuty. Te same listki można wykorzystać dwukrotnie, z tym że za drugim razem dobrze jest wydłużyć  czas parzenia do 3-3,5 minut.

Warto wspomnieć coś na temat samych listków. Po dwukrotnym zaparzeniu widać, że są one zachowane praktycznie w całości (możecie to zobaczyć na zdjęciu poniżej). Nie ma tu żadnych drobinek czy pociętych fragmentów.

Podsumowując, Pathivara Soonkeshari to kolejna znakomita nepalska czarna herbata, która daje napar o aromacie przypominającym zapach mokrego drewna oraz cynamonowo-miodowym smaku. Jest idealna na chłodniejsze dni, ale nie tylko – smakuje wybornie również wtedy, gdy jest ciepło. Polecam ją przede wszystkim miłośnikom herbat o smaku korzennych przypraw, jak również wszystkim tym, którzy lubią nietuzinkowe czarne herbaty.

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z książki pt. „World of Tea: discovering tea producing regions and their teas” Jane Pettigrew oraz następujących źródeł internetowych:

https://laja.pl/sklep/produkt/herbaty-nepalskie/pathivara-soonkeshari-2019/

https://tealet.com/grower/profile/

Różne odsłony herbaty cz. 58 – Himalayan Imperial Black Tea, czyli eksplozja czekoladowego smaku w herbacie z Nepalu

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam kolejną nepalską herbatę, a konkretniej Himalayan Imperial Black Tea. Herbata ta została kupiona w sklepie internetowym cieszyńskiej herbaciarni Laja (https://laja.pl/sklep/).

Himalayan Imperial Black Tea to w pełni oksydowana herbata, która pochodzi z nepalskiego ogrodu Jun Chiyabari, o którym pisałam już wcześniej (głównie tutaj: http://mycupofgreentea.pl/2019/09/13/rozne-odslony-herbaty-cz-52-nepal-jun-chiyabari-himalayan-black-czyli-kolejna-wysmienita-czarna-herbata-z-nepalu/, ale wspominałam o nim również tutaj: http://mycupofgreentea.pl/2020/04/01/rozne-odslony-herbaty-cz-57-nepal-jun-chiyabari-himalayan-shiiba-oolong-czyli-czastka-japonii-w-herbacie-z-nepalu/).

Listki tej herbaty, które zostały zebrane w czasie zeszłorocznych jesiennych zbiorów (tzw. Autumnal Flush), przechodzą przez takie procesy produkcji, jak: więdnięcie, zwijanie, oksydacja i suszenie. Ostatecznie herbata ma postać ciemnobrązowych listków z jasnobrązowymi refleksami, co oznacza, że w skład tej herbaty wchodzą złote tipsy, czyli najmłodsze, nierozwinięte jeszcze pączki liści herbacianych. Listki te sprawiają wrażenie wyjątkowo kruchych, ale wbrew pozorom nie jest łatwo je ukruszyć. Możecie zobaczyć je na zdjęciu poniżej:

Listki tej herbaty wydzielają czekoladowo-kakaowy aromat.

Napar z Himalayan Imperial Black Tea ma intensywny zapach gorzkiej czekolady, ze słodkawymi akcentami owoców. Ma bursztynowy kolor i prezentuje się następująco:

W smaku naparu dominuje gorzka czekolada, a w tle wyczuwalne są delikatne słodkawe akcenty konfitur oraz nuty korzennych przypraw. Te akcenty gorzkiej czekolady są tak niesamowicie intensywne, że kilka razy zdarzyło mi się, że popijając tę herbatę, zaczęłam zastanawiać się, czy ja na pewno piję herbatę czy może jednak płynną czekoladę, która nie jest przesadnie słodka.

Co do sposobu przyrządzania tej herbaty, to wydaje mi się, że najlepiej jest przygotowywać ją metodą zachodnią, tj. zalać listki wodą tuż po zagotowaniu i parzyć je przez 2,5 minuty. Te same listki można wykorzystać dwukrotnie, z tym, że za drugim razem dobrze jest wydłużyć nieco czas parzenia do 3-3,5 minut.

Warto wspomnieć coś na temat listków. Po dwukrotnym zaparzeniu widać, że są one zachowane niemal w całości. Możecie je zobaczyć na zdjęciu poniżej:

Na koniec jeszcze jedna uwaga – jakiś czas temu napisałam na blogu recenzję herbaty Nepal Jun Chiyabari Black (http://mycupofgreentea.pl/2019/09/13/rozne-odslony-herbaty-cz-52-nepal-jun-chiyabari-himalayan-black-czyli-kolejna-wysmienita-czarna-herbata-z-nepalu/). Wszystko wskazuje na to, że opisywana przeze mnie dzisiaj herbata to inna wersja tej opisanej wcześniej. Po wyglądzie listków można wywnioskować, że obie te herbaty różnią się metodą produkcji: Nepal Jun Chiyabari Black wytwarza się metodą CTC, przez co listki są bardziej rozdrobione, a Himalayan Imperial Black Tea produkuje się metodą ortodoksyjną, dzięki czemu listki są lepiej zachowane, co też przekłada się na pełniejszy i bogatszy smak tej drugiej.

Podsumowując, Himalayan Imperial Black Tea to wyjątkowa nepalska czarna herbata, która wyróżnia się dość niespotykanym intensywnym aromatem i smakiem gorzkiej czekolady. Jest to zdecydowanie najbardziej „czekoladowa” herbata i jedna z najlepszych czarnych herbat, jakie piłam do tej pory (i to nie tylko z Nepalu). W tej herbacie jest coś tak przyjemnego, że chciałoby się ją pić i pić bez końca. Bez wątpienia jest ona warta spróbowania.

PS Przy przygotowywaniu tego wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://laja.pl/sklep/produkt/herbaty-czarne/himalayan-imperial-black-2019/

https://www.octaviatea.com/products/Himalayan-Imperial-Black-%28tin%29.html

https://happyearthtea.com/products/himalayan-imperial-black-jun-chiyabari-nepal-tea-organic-2019

https://happyearthtea.com/blogs/blog/43785989-himalayan-imperial-black

https://what-cha.com/products/nepal-jun-chiyabari-himalayan-imperial-black-tea

Różne odsłony herbaty cz. 56 – Kvenobani, czyli kolejna pyszna czarna herbata z Gruzji

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam kolejną gruzińską czarną herbatę o nazwie Kvenobani. Herbata ta pochodzi ze sklepu eherbata.pl.

Kvenobani to czarna herbata, która pochodzi z ogrodu położonego w wiosce Kvenobani (lub inaczej Chokhatauri) w regionie Guria, u podnóża gór Kaukazu. Rejon ten znajduje się w zachodniej części Gruzji, nad wschodnim brzegiem Morza Czarnego. Ogród w wiosce Kvenobani jest stary i zdziczały, ale został przywrócony do życia w ramach projektu herbacianego, wspieranego przez czeską Agencję Rozwoju, którego pomysłodawcą był znany czeski popularyzator gruzińskich herbat Petr Sič. Projekt ten obejmuje wynajmowanie części pięciohektarowego ogrodu herbacianego różnym osobom, które wykorzystują je do uprawy herbaty, a także organizowanie na miejscu czterodniowych warsztatów poświęconych obróbce listków herbacianych, które prowadzi wspomniany Petr Sič. Inicjatywa ta służy głównie rozwojowi gruzińskiej herbaty (powstała w tym ogrodzie herbata trafia głównie na rynek czeski) oraz turystyki herbacianej, jak również wspieraniu lokalnej społeczności i lokalnego biznesu. Warto wiedzieć, że w ogrodzie w wiosce Kvenobani wytwarza się przede wszystkim herbaty czarne i białe.

Listki mojej herbaty pochodzą ze zbiorów, które miały miejsce w maju 2019 r. w części wyżej wspomnianego ogrodu herbacianego wynajętej przez sklep eherbata.pl. Następnie przeszły one przez etapy produkcji typowe dla wytwarzania czarnej herbaty, tj. więdnięcie, zwijanie, oksydacja i suszenie. Ostatecznie herbata ma postać poskręcanych listków w ciemnoszarym kolorze. Prezentuje się następująco:

Listki tej herbaty wydzielają słodkawy owocowo-korzenny aromat.

Napar z Kvenobani ma słodkawo owocowo-korzenny aromat i bursztynowy kolor. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej:

W smaku napar ten jest intensywnie owocowy. Za każdym razem, gdy piję tę herbatę, zastanawiam się, jak dokładniej opisać ten smak, ale wciąż nie znalazłam satysfakcjonującej odpowiedzi. Smak naparu kojarzy mi się z mało słodkim kompotem z owoców typu morele. Słodycz obecna w tej herbacie jest niezwykle subtelna, absolutnie nienachalna. Ogólnie rzecz biorąc, całość jest bardzo zrównoważona, całkowicie pozbawiona goryczki, wręcz orzeźwiająca.

Co do sposobu przyrządzania tej herbaty, to myślę, że najlepiej zalać listki wodą tuż po zagotowaniu i parzyć przez 2,5-3 minuty. Te same listki można wykorzystać dwukrotnie, z tym, że przy drugim parzeniu dobrze jest wydłużyć czas parzenia do 4-5 minut. Co ciekawe, Kvenobani jest niezwykle odporna na wszelkie eksperymenty z czasem parzenia – z moich doświadczeń wynika, że nie da się jej „przeparzyć”. Nawet po oddzieleniu listków od naparu po 10 minutach od zalania ich wodą powstały napar wciąż będzie pijalny. Co więcej, w naparze tym wciąż nie będzie ani odrobiny goryczki 😊.

Warto wspomnieć o listkach po zaparzeniu. Po rozwinięciu listków pod wpływem wysokiej temperatury widać, że większość z nich została zachowana w całości. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć jak wyglądały po drugim, a zarazem ostatnim parzeniu:

Podsumowując, Kvenobani to gruzińska czarna herbata, która daje zrównoważony napar o owocowo-korzennym aromacie i intensywnie owocowym smaku. Jest to niezwykle przyjemna herbata, idealna do codziennego popijania. Poza tym to jedna z trzech najlepszych czarnych herbat z Gruzji (obok Ramiz Black Tea i Guguli Black Tea), jakie piłam do tej pory. Zdecydowanie warto spróbować 😊

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://eherbata.pl/gruzinska-kvenobani-2019-2104.html/

https://www.radio.cz/en/section/panorama/black-or-white-czechs-learn-the-art-of-tea-making-from-scratch/

http://www.czechaid.cz/en/do-you-want-to-grow-your-own-tea-in-georgia/

https://pl.wikipedia.org/wiki/Guria/

Różne odsłony herbaty cz. 55 – Feng Qing Yesheng Hong Cha, czyli eksplozja smaku i zapachu egzotycznych owoców w herbacie

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam chińską czarną herbatę o nazwie Feng Qing Yesheng Hong Cha, która została kupiona w sklepie TheTea.

Feng Qing Yesheng Hong Cha to czarna herbata (w chińskiej nomenklaturze: czerwona), która pochodzi z chińskiej prefektury Lincang w prowincji Yunnan, położonej w południowej części Chin, przy granicy z Wietnamem, Laosem i Mjanmą. Wytwarza się ją z listków drzewiastych krzewów herbacianych (zwanych yesheng) znajdujących się w górzystym rejonie Feng Qing na wysokości ok. 2000-2200 m n.p.m. Yesheng (zwane również Wild Tree Purple) to odmiany krzewów herbacianych, które rosną dziko w wysoko położonych lasach prowincji Yunnan. Co ciekawe, krzewy te doskonale radzą sobie z wszelkimi owadami – działają jak naturalny środek odstraszający je. Z tych krzewów wytwarza się kilka gatunków herbat – nie tylko czarnych, ale również białą herbatę Ya Bao.

Listki mojej herbaty Feng Qing Yesheng Hong Cha zostały zebrane w kwietniu 2018 r. Następnie zapewne przeszły przez etapy produkcji charakterystyczne dla herbaty czarnej, czyli więdnięcie, zwijanie, oksydacja i suszenie. Ostatecznie herbata ma postać poskręcanych listków w ciemnobrązowym kolorze, z rudawymi akcentami. Wygląda ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Listki tej herbaty wydzielają niezwykle intensywny aromat egzotycznych owoców.

Napar z Feng Qing Yesheng Hong Cha ma miodowy kolor i zapach przejrzałych egzotycznych owoców (szczególnie mango). Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej:

Smak naparu jest właściwie doskonałym odzwierciedleniem aromatu herbaty. Pamiętam, że gdy po raz pierwszy napiłam się go, pierwsza myśl, jaka przyszła mi wtedy do głowy, była następująca: „przecież ta herbata smakuje jak przejrzałe mango” 😊 Akcenty przejrzałego mango są tutaj bardzo wyraźne. Ogólnie rzecz biorąc, herbata jest delikatnie słodka, praktycznie pozbawiona goryczki, a przy tym niesamowicie intensywnie owocowa. W dodatku po wypiciu napar pozostawia słodkawy posmak, który długo pozostaje w ustach.

Co do sposobu przyrządzania tej herbaty, to myślę, że najlepiej przygotować ją metodą gongfu cha, zalewając listki wodą tuż po zagotowaniu i używając następującego czasu parzenia: zaczynając od 10 sekund, a następnie wydłużając każde kolejne parzenie o ok. 5-10 sekund. Te same listki można wykorzystać nawet i ośmiokrotnie. Co ciekawe, po dłuższym parzeniu w naparze pojawiają się nuty czekoladowe.

Warto wspomnieć o listkach po zaparzeniu. Pod wpływem gorącej wody listki nieco rozwinęły się. Po rozwinięciu widać, że część z nich jest nieco rozdrobniona, a część zachowana prawie w całości. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć jak wyglądały po trzecim parzeniu:

Na koniec warto wiedzieć, że Feng Qing Yesheng Hong Cha to rzadka herbata, którą produkuje się w ograniczonych ilościach. Rocznie wytwarza się jej ok. 60-70 kg.

Podsumowując, Feng Qing Yesheng Hong Cha to chińska czarna herbata, która daje napar o aromacie i smaku egzotycznych owoców, szczególnie przejrzałego mango. Jest to zdecydowanie jedna z najsmaczniejszych herbat, jakie piłam (nie tylko czarnych), jak również jedno z moich najciekawszych herbacianych odkryć. Polecam ją szczególnie amatorom niebanalnych czarnych herbat oraz tym, którzy nie piją czarnych herbat na co dzień. Jeżeli tylko będziecie mogli spróbować Feng Qing Yesheng Hong Cha, nawet się nie zastanawiajcie. Ta herbata z pewnością zrobi na Was wrażenie 😊.

PS1 Mimo że herbata już nieco zwietrzała (celowo nie wykończyłam jej szybciej na potrzeby tego wpisu), wciąż dostarcza intensywnych doznań smakowo-zapachowych 😊

PS2 Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://thetea.pl/produkt/2018-fengqing-yesheng-hong-cha/

https://yunnansourcing.com/products/feng-qing-ye-sheng-hong-cha-wild-tree-purple-black-tea

https://steepster.com/teas/yunnan-sourcing/39913-feng-qing-ye-sheng-hong-cha-wild-tree-purple-black-tea

Różne odsłony herbaty cz. 52 – Nepal Jun Chiyabari ‘Himalayan Black’, czyli kolejna wyśmienita czarna herbata z Nepalu

Na blogu dawno nie było recenzji herbaty, więc nadszedł czas, aby to się zmieniło 😊 W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam czarną herbatę z Nepalu o nazwie Nepal Jun Chiyabari ‘Himalayan Black’. Została ona kupiona w Herbaty Czas – warszawskiej herbaciarni i sklepu z herbatą w jednym.

Nepal Jun Chiyabari ‘Himalayan Black’ to czarna herbata pochodząca z nepalskiego ogrodu Jun Chiyabari, który znajduje się na wysokości ok. 1650-2200 m n.p.m. niedaleko miejscowości Hile w dystrykcie Dhankuta we wschodniej części Nepalu. Nazwa „Jun Chiyabari” oznacza po nepalsku „ogród rozświetlony księżycową poświatą”. Ten niewielki ogród o powierzchni ok. 75 hektarów został założony w 2001 r. Co ciekawe, w tym miejscu zasadzono odmiany krzewów herbacianych pochodzące nie tylko z Nepalu, ale również z niedaleko położonej indyjskiej prowincji Darjeeling, Tajwanu oraz Japonii, a także sprowadzono maszyny do obróbki herbaty z Tajwanu, co sprawia, że ogród ten jest dość nietypowy i innowacyjny. Ponadto na tym obszarze panują warunki idealne do uprawy herbaty: przede wszystkim niezwykle czyste powietrze, bliskość wysokich gór, ciepłe i słoneczne dni oraz chłodne noce i częste mgły spowijające ten rejon, które są skutkiem mieszania się ciepłego powietrza z południa oraz zimnego powietrza z północy, co przekłada się na wyjątkową aromatyczność wytwarzanych herbat.

Warto też wiedzieć, że ogród Jun Chiyabari jest określany mianem organicznego, co oznacza, że do produkcji herbaty nie używa się pestycydów czy nawozów sztucznych. Ponadto promuje on wszelkiego rodzaju działania na rzecz lokalnych społeczności, np. zatrudnia więcej kobiet niż mężczyzn.

Nepal Jun Chiyabari ‘Himalayan Black’ to herbata w pełni oksydowana. Zebrane listki dostarczane przez drobnych rolników trafiają do centralnego magazynu, gdzie następnie są przetwarzane: przechodzą przez takie procesy produkcji, jak: więdnięcie, zwijanie, oksydacja, prażenie i suszenie. Ostatecznie herbata ma postać ciemnobrązowych kawałków ze złocistymi refleksami i wygląda następująco:

Listki te wydzielają zapach lekko podprażonej gorzkiej czekolady.
Napar z Nepal Jun Chiyabari ‘Himalayan Black’ również ma zapach lekko podprażonej gorzkiej czekolady oraz bursztynowy kolor. Prezentuje się tak, jak na zdjęciu poniżej:

W smaku naparu dominują nuty czekoladowo-kakaowe. Zdarza się też, że wyczuwam w nim akcenty karmelu oraz suszonej śliwki, ale są one dość delikatne. Ogólnie rzecz biorąc, smak naparu z tej herbaty kojarzy mi się ze smakiem niezbyt słodkich ciastek czekoladowych lub gorzkiej czekolady. Co ciekawe, napar pozostawia delikatny miodowy posmak.

Co do sposobu przyrządzania tej herbaty, to myślę, że najlepiej jest zalać ją wodą tuż po zagotowaniu i parzyć przez 1 minutę. Co prawda na stronie sklepu oraz ogrodu Jun Chiyabari zaleca się parzyć tę herbatę przez 4-5 minut, ale napar powstały po minucie parzenia zdecydowanie bardziej mi smakuje. Te same listki można wykorzystać dwukrotnie, z tym, że przy drugim parzeniu dobrze jest wydłużyć czas parzenia o ok. 2 minuty.

Na koniec warto wspomnieć o listkach tej herbaty po zaparzeniu. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, jak wyglądały po pierwszym parzeniu:

Listki te są rozdrobione w średnim stopniu, ale to wcale nie przekłada się na gorsze doznania smakowe, ponieważ napar z Nepal Jun Chiyabari ‘Himalayan Black’ smakuje równie wybornie, co herbata, której liście są zachowane w całości.

Podsumowując, Nepal Jun Chiyabari ‘Himalayan Black’ to nepalska czarna herbata dająca napar o zapachu i smaku lekko podprażonej gorzkiej czekolady oraz delikatnym miodowym posmaku. Jest ona kolejnym dowodem na to, że nepalskie herbaty są wyśmienite, wcale nie gorsze niż np. znane herbaty z niedaleko położonej indyjskiej prowincji Darjeeling. Polecam tę herbatę szczególnie miłośnikom czarnych herbat oraz herbat, które dają niezbyt słodki napar.

PS. Przy opracowywaniu wpisu korzystałam ze strony internetowej ogrodu Jun Chiyabari (http://junchiyabari.com/) oraz następujących źródeł internetowych:

https://herbatyczas.pl/pl/tylko-u-nas/960732-1222-himalayan-black.html/

https://www.siam-teas.com/product/jun-chiyabari-himalayan-black-tea/

https://www.paperandtea.com/journal/jun-chiyabari/

Różne odsłony herbaty cz. 51 – Kim Tuyen Black Tea, czyli intrygująca czarna herbata z Wietnamu

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam wietnamską czarną herbatę o nazwie Kim Tuyen Black Tea, która została kupiona w sklepie eherbata. Po tym, jak jakiś czas temu spróbowałam dwóch wietnamskich herbat: białej o nazwie Suoi Giang Wild White Tea oraz zielonej o nazwie Suoi Giang Wild Green Tea (http://mycupofgreentea.pl/2016/04/07/rozne-odslony-herbaty-cz-27-suoi-giang-wild-green-tea-oraz-suoi-giang-wild-white-tea-czyli-dwie-wietnamskie-herbaty-z-prowincji-yen-bai/), wiedziałam, że muszę sięgnąć po więcej herbat z Wietnamu. Dlatego też, gdy dowiedziałam się, że w ofercie jednego ze sklepów pojawiła się wietnamska czarna herbata, nie mogłam nie skorzystać z okazji, żeby zaopatrzyć się w nią 🙂

Kim Tuyen Black Tea to czarna herbata, która pochodzi z prowincji Lai Châu położonej na północy Wietnamu, w Regionie Delty Rzeki Czerwonej, a konkretniej z dystryktu Tam Dương. Ten rejon znajduje się niedaleko granicy z chińską prowincją Yunnan, u podnóża szczytu Fansipan (Phan Xi Păng), najwyższego szczytu Wietnamu, a zarazem całych Indochin, znajdującego się w paśmie górskim Hoàng Liên Sơn.

Kim Tuyen Black Tea jest wytwarzana z tajwańskiego kultywaru krzewu herbacianego o nazwie Jin Xuan, który jest wykorzystywany najczęściej do produkcji oolongów (Kim Tuyen to wietnamski zapis tej nazwy). Nie wiem dokładnie, jak wygląda proces wytwarzania tej herbaty, ale podejrzewam, że zebrane listki przechodzą przez etapy produkcji typowe dla czarnej herbaty, czyli więdnięcie, zwijanie, oksydacja i suszenie. Wiem, że moja herbata pochodzi ze zbiorów, które miały miejsce jesienią 2018 r.

Ostatecznie herbata ma postać niewielkich pozwijanych listków w ciemnobrązowym kolorze, z jasnobrązowymi akcentami, które mają nieregularny kształt. Prezentuje się tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Kim Tuyen Black Tea ma słodkawy miodowo-owocowy aromat i brązowawo-złotawy kolor. Wygląda następująco:

Co do smaku naparu, to najlepiej określa go wyrażenie „słodycz miodu i owoców tropikalnych”. To była pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy po spróbowaniu naparu :). W naparze wyczuwalne są też delikatne nuty kakao. Smak herbaty może się kojarzyć nieco ze smakiem tajwańskich oolongów (szczególnie tych o miodowym aromacie i smaku), ale jednocześnie ma w sobie też coś z czarnych herbat pochodzących z chińskiej prowincji Yunnan.

Co do sposobu przyrządzania Kim Tuyen Black Tea, to wydaje mi się, że najlepiej jest zalać listki wodą tuż po zagotowaniu i parzyć je przez minutę. Przy kolejnym parzeniu dobrze jest wydłużyć czas parzenia nawet do 3-4 minut. Co ciekawe, smak naparu z drugiego parzenia zmienia się całkowicie – nuty kakao zaczynają dominować, a akcenty miodowo-owocowe chowają się w tle. Kim Tuyen Black Tea to zdecydowanie herbata, która nadaje się do dwukrotnego parzenia.

Na koniec na zdjęciu poniżej zaprezentuję Wam, jak wyglądały listki po drugim parzeniu.

Podsumowując, Kim Tuyen Black Tea to kolejna warta uwagi herbata z Wietnamu. Ta czarna herbata daje napar o miodowo-owocowym aromacie i miodowo-owocowym smaku, w którym można też wyczuć akcenty kakao. Polecam ją szczególnie miłośnikom oolongów oraz niebanalnych czarnych herbat. Ja osobiście bardzo ją lubię, chętnie do niej wracam.

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://eherbata.pl/wietnamska-kim-tuyen-2018-2035.html

https://specialtyteaalliance.org/world-of-tea/vietnamese-tea-origin/

https://teamtea.co.uk/products/kim-tuyen-rainforest-black-vietnam?variant=14055770325036

https://steepster.com/teas/harney-and-sons/84624-kim-tuyen-black#tasting-notes

https://pl.wikipedia.org/wiki/Prowincja_Lai_Ch%C3%A2u

https://en.wikipedia.org/wiki/Tam_D%C6%B0%C6%A1ng_District

https://pl.wikipedia.org/wiki/Ho%C3%A0ng_Li%C3%AAn_S%C6%A1n

Różne odsłony herbaty cz. 50 – Yuchi Wild Black Tea oraz Ruby Black Tea, czyli dwie czarne herbaty z tego samego rejonu Tajwanu

Dzisiejszy wpis z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” będzie nieco inny niż zwykle, ponieważ przedstawię w nim dwie czarne herbaty pochodzące z tego samego rejonu Tajwanu, które zostały kupione w dwóch różnych sklepach: Yuchi Wild Black Tea z TheTea oraz Ruby Black Tea aka Hong Yu ‘Rubinowa’ z eherbata.

Yuchi Wild Black Tea

Yuchi Wild Black Tea to czarna herbata (według chińskiej nomenklatury: czerwona herbata), która pochodzi z gminy wiejskiej Yuchi w powiecie Nantou położonym w środkowej części Tajwanu. Na tym obszarze znajduje się słynne jezioro Sun Moon Lake (chińska nazwa: Ri Yue Tan), które jest największym zbiornikiem wodnym na Tajwanie. Jezioro to wraz z okolicznymi rejonami wchodzi w skład parku narodowego o nazwie Sun Moon Lake National Scenic Area.

Yuchi Wild Black Tea powstaje ze zdziczałych krzewów herbacianych pochodzących z indyjskiego rejonu Assam, które zostały zaadaptowane na terenie Tajwanu w latach 1980-1990. Niestety nie udało mi się ustalić, jak wygląda proces wytwarzania tej herbaty, ale podejrzewam, że zebrane listki przechodzą przez etapy produkcji typowe dla czarnej herbaty, czyli więdnięcie, zwijanie, oksydacja i suszenie. Wiem z całą pewnością, że herbata pochodzi ze zbioru, który miał miejsce w 2018 r.

Ostatecznie herbata ma postać dość długich pozwijanych listków w ciemnobrązowym kolorze, z jasnobrązowymi przebłyskami. Wygląda tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Yuchi Wild Black Tea ma pomarańczowawo-brązowawy kolor i słodkawy owocowo-miodowy aromat. Wygląda następująco:

Smak naparu jest ciekawym połączeniem delikatnej słodyczy i lekkiej kwaskowatości – można w nim wyczuć słodkawe akcenty ciemnego cukru i nuty biszkoptowe oraz lekko kwaskowate nuty, które bardzo kojarzą mi się ze smakiem wiśni gotowanych na kompot.

Co do sposobu przyrządzania Yuchi Wild Black Tea, to mam wrażenie, że jest to herbata, której zdecydowanie służy zaparzanie metodą gongfu cha. Myślę, że najlepiej jest zalać listki wodą tuż po zagotowaniu i zacząć parzenie od 10 sekund, a potem stopniowo wydłużać czas parzenia o 5-10 sekund. Jest to niezwykle wydajna herbata – przyrządzając ją metodą gongfu cha, te same listki można wykorzystać nawet ośmiokrotnie. Zaskakujące jest to, że z każdym kolejnym parzeniem smak naparu pozostaje właściwie bardzo zbliżony do smaku naparu z pierwszego parzenia. Co ciekawe, gdy raz zdarzyło mi się przeparzyć tę herbatę, to w powstałym naparze wyczułam intensywne nuty kwiatowe, które były totalnym zaskoczeniem.

Na koniec na zdjęciu poniżej pokażę Wam, jak wyglądały listki po szóstym parzeniu. Przyjemnie się ogląda takie listki w całości 🙂

Ruby Black Tea

Ruby Black Tea (zwana również Red Jade lub Formosa Black Tea) to chyba najsłynniejsza czarna herbata z Tajwanu, która podobnie jak Yuchi Wild Black Tea pochodzi z okolic jeziora Sun Moon Lake w gminie wiejskiej Yuchi w powiecie Nantou. Herbata ta powstaje ze specjalnego kultywaru krzewu herbacianego o nazwie Ruby #18. Kultywar ten został oficjalnie oddany do użytku w 1999 r. przez tajwański ośrodek o nazwie Tea Research Institute (obecnie Tea Research and Extension Station (TRES)) po ponad 50 latach pracy. Powstał on poprzez skrzyżowanie birmańskiego krzewu herbacianego Camellia sinensis odmiana assamica z tajwańskim dziko rosnącym krzewem herbacianym odmiana Camellia formonensis. W 2003 r. w drodze głosowania nadano mu nazwę „Ruby”, czyli właśnie „Rubinowa”, aby podkreślić wyjątkowość i unikatowy charakter tej herbaty (rubin to jeden z najbardziej poszukiwanych kamieni szlachetnych w Chinach i na Tajwanie). Obecnie kultywar ten wykorzystuje się do produkcji wysokiej jakości czarnej herbaty o bardzo charakterystycznym smaku i zapachu. Wytwarzaniem Ruby Black Tea zajmują się małe rodzinne ogrody, które produkują ją w niewielkich ilościach.

Podobnie jak w przypadku Yuchi Wild Black Tea i tym razem nie udało mi się ustalić, jak dokładniej wygląda proces wytwarzania Ruby Black Tea, ale podejrzewam, że zebrane listki przechodzą przez etapy produkcji typowe dla czarnej herbaty, czyli więdnięcie, zwijanie, oksydacja i suszenie. Wiem z całą pewnością, że herbata pochodzi ze zbioru, który miał miejsce w czerwcu 2018 r.

Ostatecznie herbata ma postać niedużych pozwijanych listków w ciemnobrązowym kolorze. Wygląda tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Ruby Black Tea ma bordowo-brązowy kolor i intensywny mentolowy aromat. Wygląda on następująco:

Ten bordowy kolor staje się bardziej intensywny przy kolejnym parzeniu.

W smaku napar przypomina nieco smak naparu z czarnych herbat z Assamu – jest mocny i pełny, delikatnie słodowy, ale ma też swój unikatowy charakter. Można w nim wyczuć akcenty przypraw korzennych (szczególnie cynamonu) oraz suszonych śliwek i wiśni. Napar pozostawia dość silne uczucia ściągania (szczególnie ten z pierwszego parzenia) oraz niezwykle intensywny mentolowy posmak. Któregoś razu zdarzyło się, że ten charakterystyczny mentolowy posmak czułam w ustach przez około 15 minut po wypiciu herbaty, co jest absolutnym rekordem czasowym. Ogólnie rzecz biorąc, jest to herbata, która daje napar o tak specyficznym smaku i aromacie, że ciężko jest pomylić ją z jakąkolwiek inną herbatą.

Co do sposobu przyrządzania Ruby Black Tea, to mam wrażenie, że w odróżnieniu od Yuchi Wild Black Tea jest to herbata, której służy parzenie metodą zachodnią. Myślę, że przy pierwszym parzeniu najlepiej jest zalać listki wodą tuż po zagotowaniu i zaparzyć przez minutę, a przy kolejnym parzeniu – wydłużyć czas parzenia do ok. 3 minut. Ruby Black Tea to herbata, która nadaje się do dwukrotnego parzenia.

Na koniec na zdjęciu poniżej pokażę Wam, jak wyglądały listki po drugim parzeniu. Od razu widać, że listki tej herbaty są znacznie większe niż listki Yuchi Wild Black Tea.

Podsumowując, Yuchi Wild Black Tea oraz Ruby Black Tea to dwie tajwańskie czarne herbaty, które pochodzą z tego samego rejonu jeziora Sun Moon Lake w gminie wiejskiej Yuchi w powiecie Nantou, ale to właściwie jedyne, co je łączy, bo dostarczają zupełnie innych doznań smakowych i zapachowych. Yuchi Wild Black Tea daje napar o słodkawym zapachu i słodkawo-kwaskowatym smaku, w którym można wyczuć akcenty ciemnego cukru i gotowanych wiśni. Z kolei Ruby Black Tea daje napar o mentolowym aromacie, mocnym smaku, w którym można wyczuć nuty cynamonu oraz suszonych śliwek i wiśni, jak również intensywnym mentolowym posmaku. Szczerze mówiąc, bardziej smakuje mi ta pierwsza, ale uważam, że zdecydowanie warto spróbować obydwu.

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://thetea.pl/produkt/2018-yuchi-wild-black-tea/

https://www.curioustea.com/tea/black-tea/yuchi-wild-shan-cha/

https://en.wikipedia.org/wiki/Sun_Moon_Lake

https://eherbata.pl/hong-yu-2018-rubinowa-1744.html

https://www.teaguardian.com/quality-varieties/tea-varieties/red-jade-the-fragrance-of-taiwan/

https://www.nickkembel.com/experiences/ruby-red-18.html

https://www.totemtea.com/products/ruby-18-taiwanese-black

http://hojotea.com/item_e/b05e.htm

https://www.zentealife.com/blogs/tea-blog/ruby-black-tea-from-taiwan

https://eco-cha.com/collections/taiwan-black-tea/products/red-jade-black-tea

Różne odsłony herbaty cz. 49 – Guguli Black Tea, czyli kolejna warta uwagi gruzińska czarna herbata

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam kolejną gruzińską czarną herbatę. Biorąc pod uwagę moje jak najbardziej pozytywne doświadczenia z degustacji dwóch innych gruzińskich czarnych herbat, tj. Ramiz Black Tea i Leila Black Tea (http://mycupofgreentea.pl/2016/09/04/rozne-odslony-herbaty-cz-31-ramiz-black-tea-i-leila-black-tea-czyli-dwie-nietuzinkowe-gruzinskie-czarne-herbaty/), gdy tylko dowiedziałam się, że w ofercie sklepu eherbata pojawiła się nowa i nieznana mi wcześniej czarna herbata z tego samego rejonu Gruzji, nie mogłam nie skorzystać z okazji, aby zaopatrzyć się w nią i spróbować jej :).

Guguli Black Tea to czarna herbata pochodząca ze wsi Chakvi w rejonie Adżaria na północnym-zachodzie Gruzji, znajdującym się nad Morzem Czarnym (czyli z tego samego rejonu, co recenzowane już Ramiz Black Tea i Leila Black Tea). Jest ona w całości wytwarzana przez pana Guguli, który zbiera listki z dziko rosnących krzewów herbacianych. Moja herbata pochodzi ze zbioru, który miał miejsce w sierpniu 2018 r.

Zebrane listki przechodzą przez takie procesy produkcji, jak: więdnięcie (trwające od 12 do 14 godzin), ręczne zwijanie (trwające ok. 40 minut), oksydacja (poprzez pozostawienie pod przykryciem na całą noc) oraz suszenie (trwające od 1 do 3 dni, w zależności od warunków pogodowych). Ostatecznie herbata ma postać dość dużych listków o nieregularnym kształcie w ciemnobrązowym kolorze, z jasnobrązowymi przebłyskami. Prezentuje się ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Guguli Black Tea ma słodkawo-owocowy aromat, który kojarzy się z zapachem konfitury oraz słodkiego ciasta. Wygląda następująco:

W smaku napar jest również słodkawo-owocowy, ale jednocześnie lekko kwaskowaty, a przy tym praktycznie pozbawiony goryczki. Kojarzy mi się on ze smakiem owoców typu jagody i borówki, które bardzo lubię 🙂 Od drugiego parzenia herbata zaskakująco zmienia swoje oblicze – o dziwo znienacka pojawiają się akcenty ziołowe. Niemniej jednak te słodkawo-kwaskowate nuty wciąż są wyczuwalne.

Co do sposobu przyrządzania Guguli Black Tea, to myślę, że najlepiej jest zalać ją wodą tuż po zagotowaniu i parzyć przez 1 minutę. Co prawda na stronie sklepu zaleca się parzyć tę herbatę przez 4-5 minut, ale mam wrażenie, że krótszy czas parzenia bardziej służy tej herbacie – dzięki niemu napar dostarcza bardziej różnorodne doznania, chociaż na pewno jest słabszy w mocy niż ten przygotowany zgodnie z zaleceniami. W przypadku zastosowania krótszego czasu parzenia te same listki można wykorzystać nawet pięciokrotnie (za każdym razem wydłużając czas parzenia o ok. 1 minutę), podobnie jak to było w przypadku Ramiz Black Tea i Leila Black Tea.

Warto wiedzieć, że listki tej herbaty są naprawdę ogromne, co jest raczej niespotykane w przypadku czarnych herbat, nawet tych ręcznie wytwarzanych. Bez dużego naczynia do parzenia po prostu się nie obejdzie 🙂 Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, jak wyglądały po trzecim parzeniu:

Podsumowując, Guguli Black Tea to kolejna warta uwagi czarna gruzińska herbata, która daje napar o słodko-owocowym aromacie i nietypowym słodkawo-kwaskowatym smaku, wywołującym skojarzenia ze smakiem owoców typu jagody czy borówki. Jeżeli jesteście miłośnikami czarnych herbat i nie przeszkadza Wam owocowa kwaskowatość w smaku naparu, to polecam spróbować tej herbaty. A jeżeli znacie już Ramiz Black Tea i Leila Black Tea, to tym bardziej nie wahajcie się sięgnąć po tę herbatę, bo Guguli Black Tea ma wiele wspólnego z tymi herbatami, szczególnie z Ramiz Black Tea.

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://eherbata.pl/gruzinska-guguli-2018-1852.html

https://steepster.com/teas/what-cha/72675-georgia-wild-guguli-hand-made-black-tea

Różne odsłony herbaty cz. 47 – Everest Vasanta i Yeti Curls, czyli dwie zdumiewające herbaty z Nepalu

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam dwie herbaty z Nepalu: Everest Vasanta oraz Yeti Curls. Obie zostały kupione w sklepie o nazwie One Cup of Tea, który specjalizuje się w herbatach z Nepalu/Birmy.

Zarówno Everest Vasanta, jak i Yeti Curls pochodzą z Everest Tea Estate. Everest Tea Estate to plantacja, która jest położona w wiosce o nazwie Bhotacheur w dystrykcie Sindhulpalchowk w środkowej części Nepalu (ok. 45 km drogi od Katmandu, stolicy tego kraju). Niedaleko plantacji znajduje się pasmo górskie Himalajów – Ganesh Himal i Park Narodowy Shivapuri, a więc warunki pogodowe i klimatyczne panujące na tym obszarze są niezwykle sprzyjające uprawie herbaty: żyzna gleba, duża ilość światła słonecznego, obfite opady, źródła wody źródlanej oraz mgły.

Everest Tea Estate to niewielka istniejąca od 22 lat plantacja herbaty, która jest położona na wysokości ok. 1200-2000 m n.p.m. Uprawa krzewów jest tu w 100% ekologiczna (nie używa się na niej żadnych chemicznych środków ochrony roślin), a produkcja herbaty jest całkowicie ręczna i ortodoksyjna. Co więcej, pracownicy tej plantacji, którymi są głównie kobiety, mają zapewnione przyzwoite warunki pracy: otrzymują godziwe wynagrodzenie i mają skrócony czas pracy, aby mogły pogodzić ją z opieką nad dziećmi.

Everest Vasanta

Everest Vasanta to czarna herbata (według chińskiej nomenklatury: czerwona herbata) z pierwszego wiosennego zbioru. Jej nazwa w sankskrycie oznacza właśnie „wiosnę”.

Herbata składa się z dwóch pierwszych listków krzewu herbacianego. Zebrane listki przechodzą przez takie etapy produkcji jak więdnięcie, oksydacja, zwijanie i suszenie. Ostatecznie herbata ma postać pozwijanych listków w kolorze zielonkawo-brązowym i wygląda tak jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Everest Vasanta ma pomarańczowawy kolor i owocowy aromat. Prezentuje się następująco:

W smaku naparu z tej herbaty dominują przede wszystkim dojrzałe owoce egzotyczne, takie jak mango czy banany. Napar jest słodkawy i niemalże pozbawiony goryczki. Co ciekawe, od drugiego parzenia wyczuwalne są w nim także delikatne nuty lekko kwaskowych cytrusów, głównie cytrynowo-limonkowe (są one szczególnie wyraźnie w ostudzonym naparze lub naparze powstałym z zalania listków chłodniejszą wodą).

Co do sposobu przyrządzania herbaty Everest Vasanta, to przy pierwszym parzeniu najlepiej jest zalać ją wodą o temperaturze ok. 80 stopni Celsjusza i parzyć przez 2 minuty. Te same listki można wykorzystać nawet czterokrotnie. Przy każdym kolejnym parzeniu dobrze jest wydłużać czas o ok. 30-60 sekund. Mam wrażenie, że jest to herbata dość odporna na eksperymenty z czasem parzenia i temperaturą wody – po zaparzeniu jej wrzątkiem również nadawała się do picia :). Niemniej jednak uważam, że tej herbacie bardziej służy parzenie wodą o niższej temperaturze – jest wtedy bardziej wyrazista i „głębsza” w smaku.

Co więcej, tę herbatę najlepiej przyrządzać w większym naczyniu – już po pierwszym parzeniu listki zaczynają nieco rozwijać się, ukazując swoje prawdziwe oblicze. Na poniższym zdjęciu można zobaczyć, jak wyglądają po trzecim parzeniu:

Zielonkawy kolor listków tej herbaty jest doprawdy zaskakujący. Zwykle listki herbat czarnych są brązowe, a nie zielone :).

Yeti Curls

Yeti Curls to biała herbata wytwarzana z nierozwiniętych pączków ze srebrzystymi włoskami oraz pierwszego młodego listka, które pochodzą ze specjalnie wyselekcjonowanych krzewów położonych w najwyższych częściach plantacji. Zebrane z niezwykłą ostrożnością pączki i listki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie oraz suszenie. Ostatecznie herbata ma postać pozwijanych pączków i listków w zielonkawo-srebrzystym kolorze. Prezentuje się ona następująco:

Napar z Yeti Curls ma żółtawy kolor i warzywny aromat. Wygląda tak jak na zdjęciu poniżej:

W smaku naparu dominują przede wszystkim słodkie warzywa, takie jak bataty czy dynia. Przyznam szczerze, że takie akcenty warzywne są raczej niespotykane w białej herbacie. Białe herbaty przeważnie kojarzą się z nutami kwiatowymi i owocowymi, nie warzywnymi. Akcenty warzywne to raczej domena zielonych herbat 🙂

Co do sposobu przyrządzania herbaty Yeti Curls, to przy pierwszym parzeniu najlepiej jest zalać ją wodą o temperaturze ok. 80 stopni Celsjusza i parzyć przez 3 minuty. Te same listki i pączki można wykorzystać nawet pięciokrotnie. Przy każdym kolejnym parzeniu dobrze jest wydłużać czas o ok. 1 minutę.

Podobnie jak w przypadku Everest Vasanta tę herbatę najlepiej przyrządzać w większym naczyniu – już po pierwszym parzeniu listki i pączki zaczynają nieco rozwijać się, ukazując swoje prawdziwe oblicze. Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć, jak wyglądają listki po trzecim parzeniu:

Podsumowując, Everest Vasanta i Yeti Curls to dwie zdumiewające herbaty z Nepalu. Ta pierwsza to czarna herbata z listkami w nietypowym zielonkawym kolorze, która daje napar o aromacie i smaku kojarzącym się ze smakiem słodkich dojrzałych owoców. Z kolei Yeti Curls to biała herbata dająca napar o aromacie i smaku przypominającym smak słodkich warzyw.  Przyznam szczerze, że bardzo lubię obie herbaty. Najchętniej piłabym je cały czas :). Polecam je wszystkim miłośnikom herbaty, przede wszystkim amatorom białych herbat oraz herbat dostarczających zaskakujące i niebanalne doznania smakowe i zapachowe.

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z postów zamieszczonych przez właścicielkę One Cup of Tea na stronie sklepu na Facebooku (https://www.facebook.com/OneCupOfTeapl/), katalogu sklepu oraz strony internetowej plantacji Everest Tea Estate (https://everestteaestate.com/).