Różne odsłony herbaty cz. 63 – Cold Spring i Prodigy Mesame, czyli zaskakujące oblicze herbat z Gruzji

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam dwie herbaty z Gruzji: białą herbatę o nazwie Cold Spring oraz oolonga o nazwie Prodigy Mesame. Obie pochodzą z plantacji  Renegade Tea Estate*.

Na początek wyjaśnię, skąd wzięło się u mnie zainteresowanie herbatami z akurat tej plantacji. Wszystko zaczęło się od piątego numeru anglojęzycznego czasopisma o herbacie „Eighty degrees”, w którym przeczytałam wywiad z osobami prowadzącymi gruzińską plantację herbaty o nazwie Renegade Tea Estate: sześciorgiem Estończyków i jednym Litwinem. Porzucili oni pracę w korporacji i w 2018 r. przywrócili do życia trzy opuszczone gruzińskie plantacje herbaty: Renegade Tea Estate, Rioni Tea Estate oraz Mandikori Tea Estate, a następnie rozpoczęli produkcję herbaty. Jako że jestem wielką miłośniczką herbat z Gruzji, postanowiłam, że spróbuję herbat z tych plantacji i dlatego też zaopatrzyłam się w kilka wybranych.

Napiszę jeszcze coś więcej na temat samych plantacji. Renegade Tea Estate, Rioni Tea Estate oraz Mandikori Tea Estate są położone w rejonach Tsqaltubo (Ckaltubo) i Tkibuli w regionie Imeretia usytuowanym w środkowo-zachodniej części Gruzji. Znajdują się one w promieniu 10 km. Zajmują one obszar łącznie ok. 47 hektarów. Wszystkie krzewy herbaciane na tych plantacjach wyrosły z nasion w latach 1930-1960 i obecnie stanowią mieszankę różnych odmian Camelii sinensis. Każda z tych plantacji ma inne cechy charakterystyczne. Renegade Tea Estate jest odcięta od świata wąwozami, które ją otaczają. Rioni Tea Estate to najmniejsza i najniżej położona plantacja, z najbardziej stromymi stokami i najszerszymi tarasami. Na tej plantacji mieści się fabryka, w której zebrane listki są poddawane obróbce. Z kolei Mandikori Tea Estate to plantacja, która jest najbardziej malownicza, z najbardziej zróżnicowanym krajobrazem: od płaskich nasłonecznionych obszarów przez wzgórza, aż do lasów, w których krzewy herbaciane rosną w cieniu.

Z tych trzech plantacji powstają cztery podstawowe rodzaje herbat: czarna, biała, zielona oraz oolong. Są one produkowane organicznie, bez użycia sztucznych środków ochrony roślin takich jak pestycydy czy herbicydy, przy wsparciu okolicznych mieszkańców (którzy pomagają przede wszystkim przy zbiorach). Jako że herbata powstaje z krzewów herbacianych, które wyrosły z nasion, każde zbiory są nieco inne, a więc ich efekt jest trudniejszy do przewidzenia, ale za to profil smakowy powstałej herbaty jest bardziej zróżnicowany. Co więcej, nie miesza się listków zebranych z różnych plantacji, herbata powstaje wyłącznie ze zbiorów z jednej plantacji (czyli jest to tzw. single origin tea).

Teraz przejdę do właściwej recenzji 🙂 Ogólnie rzecz biorąc, zaopatrzyłam się w pięć herbat z Renegade Tea Estate, ale w dzisiejszym wpisie skupię się na dwóch z nich – herbacie białej o nazwie Cold Spring oraz oolongu o nazwie Prodigy Mesame.

Cold Spring

Cold Spring to biała herbata, która pochodzi z Rioni Tea Estate. Pączki i listki krzewu herbacianego zostały zebrane w drugiej połowie kwietnia tego roku (nazwa Cold Spring odnosi się do zimnych kwietniowych dni, w których zbiory miały miejsce), a następnie poddane więdnięciu i suszeniu. Ostatecznie herbata ma postać zielonkawych igiełek pokrytych delikatnym srebrzystoszarym meszkiem. Wygląda ona następująco:

Napar z Cold Spring ma słomkowy kolor i delikatny kwiatowo-cytrusowy zapach. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej (przedstawia ono napar z drugiego parzenia):

W smaku naparu z tej herbaty dominują przede wszystkim nuty kwiatowe i ziołowe. Ogólnie rzecz biorąc, napar ten jest niezwykle zrównoważony. Nie ma w nim żadnych nachalnych nut ziołowych czy trawiastych, co czasem przeszkadza mi w niektórych chińskich białych herbatach. Co ciekawe, napar pozostawia delikatny cytrusowy posmak. Ten cytrusowy smak jest nawet bardziej wyczuwalny w nieco schłodzonym naparze. Szczerze mówiąc, Cold Spring to najlepsza biała herbata, jaką piłam.

Co do sposobu przyrządzania, to myślę, że najlepiej zaparzyć listki Cold Spring wodą niedługo tuż po zagotowaniu (o temperaturze ok. 85-90 stopni Celsjusza) i parzyć 2 minuty. Te same listki można wykorzystać nawet czterokrotnie, z tym że każde kolejne parzenie dobrze jest wydłużyć o ok. 1-1,5 minuty. Warto wiedzieć, że Cold Spring fantastycznie smakuje również na zimno. Smak takiego „naparu” na zimno jest w sumie podobny do tradycyjnego naparu.

Na koniec recenzji Cold Spring muszę wspomnieć o pączkach i listkach tej herbaty po parzeniu. Są one po prostu przepiękne, praktycznie całkowicie zachowane, bez żadnych kawałeczków 😊 Rzadko się zdarza, żeby pączki i listki białej herbaty po parzeniu wyglądały tak dobrze. Możecie zobaczyć je na zdjęciu poniżej:

Prodigy Mesame

Prodigy Mesame to oolong, który pochodzi z Mandikori Tea Estate. „Mesame” to po gruzińsku „trzeci”  – nazwa ta odnosi się do faktu, że tegoroczna herbata stanowi trzecie i zarazem ostateczne podejście do opracowania receptury na tę herbatę oolong. Pączki i listki krzewu herbacianego zostały zebrane na początku maja tego roku, a następnie poddane takim procesom jak: więdnięcie, oksydacja, zwijanie, suszenie i prażenie. Ostatecznie herbata ma postać ciemnych poskręcanych listków. Wygląda ona następująco:

Napar z Prodigy Mesame ma złotawo-pomarańczowawy kolor i słodkawy kwiatowo-herbatnikowy zapach. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej (przedstawia ono napar z drugiego parzenia):

Smak naparu z tej herbaty z pierwszego parzenia kojarzy mi się przede wszystkim ze słonecznikiem (głównie nasionami, ale z kwiatami trochę też) oraz delikatnie słodkim maślanym herbatnikiem, a w kolejnych parzeniach – również z orzechem włoskim. Co ciekawe, prażone nuty w naparze z tej herbaty są bardzo subtelne, ledwo zauważalne. Absolutnie nie przytłumiają one smaku tej herbaty, co jest raczej niespotykane w przypadku prażonych oolongów. Podobnie jak w przypadku białej herbaty Cold Spring, smak naparu z Prodigy Mesame jest niezwykle zrównoważony. Ogólnie rzecz biorąc, w naparze z tej herbaty delikatna goryczka miesza się z subtelną słodyczą, co daje dość ciekawe doznania smakowe.

Co do sposobu przyrządzania, to myślę, że najlepiej zaparzyć Prodigy Mesame wodą tuż po zagotowaniu i parzyć przez 2 minuty. Te same listki można wykorzystać trzykrotnie, z tym że każde kolejne parzenie dobrze jest wydłużyć o ok. 1-1,5 minuty.

Warto wspomnieć coś o listkach tej herbaty po parzeniu. Również i w tym przypadku listki są całkiem nieźle zachowane (nie tak dobrze jak listki herbaty Cold Spring, ale też przyzwoicie). Możecie zobaczyć je na zdjęciu poniżej:

Na koniec recenzji Cold Spring i Prodigy Mesame muszę poruszyć temat etykiet na opakowaniach tych herbat. Są one po prostu rewelacyjne, wręcz wzorcowe 😊. Zawierają one takie informacje jak: krótki opis danej herbaty, nazwa plantacji, z której pochodzi dana herbata, dokładny termin zbiorów, ilość herbaty, która powstała z danego zbioru, procesy produkcji, przez jakie przeszły listki (opisane krok po kroku, z uwzględnieniem zastosowanej temperatury i czasu trwania danego etapu), zalecany sposób parzenia oraz termin przydatności do spożycia. Krótko mówiąc, można na nich znaleźć wszystko to, co każdy miłośnik herbaty chciałby wiedzieć, bez konieczności szukania w Internecie na własną rękę. Na zdjęciach poniżej możecie zobaczyć etykiety (kolejno etykiety herbaty Cold Spring i herbaty Prodigy Mesame):

Podsumowując, Cold Spring i Prodigy Mesame to dwie herbaty pochodzące z gruzińskiej plantacji Renegade Tea Estate. Mimo że ta pierwsza to biała herbata, a ta druga to oolong, obie łączy niezwykle zbilansowany smak. Cold Spring daje napar o intensywnym kwiatowo-cytrusowym smaku, a Prodigy Mesame daje napar o smaku kojarzącym się ze słonecznikiem oraz herbatnikami. Trzeba też przyznać, że etykiety na opakowaniach tych herbat to prawdziwy majstersztyk – zawierają wszystkie informacje o herbacie, które chciałoby się wiedzieć 😊 Polecam obie herbaty, szczególnie miłośnikom herbat z Gruzji, ale nie tylko – także tym, którzy szukają ciekawych, raczej nietypowych smaków, zupełnie innych od smaków klasycznych herbat z Japonii, Tajwanu czy Chin. Szczerze mówiąc, jestem zachwycona tymi herbatami i z przyjemnością sięgam po nie.

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam ze wspomnianego na początku wpisu artykułu poświęconego plantacji Renegade Tea Estate (zatytułowanego „The Georgian Renegades”), wspomnianych etykiet na opakowaniach, strony internetowej plantacji: https://www.renegadetea.com oraz ulotki dotyczącej plantacji i wytwarzanych na nich herbat, która została załączona do przesyłki 😊

*Tak naprawdę chodzi o trzy gruzińskie plantacje o nazwie Renegade Tea Estate, Rioni Tea Estate oraz Mandikori Tea Estate, ale dla uproszczenia będę określać je zbiorczo mianem „Renegade Tea Estate”, chyba że będę odnosić się do którejś z nich konkretnie.

Różne odsłony cz. 59 – Gezruli, czyli powiew wiosny w białej herbacie z Gruzji

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam gruzińską białą herbatę zwaną Gezruli. Herbata ta została kupiona w sklepie eherbata.pl.

Gezruli to biała herbata, która pochodzi z okolic wioski Gezruli w rejonie Imeretia znajdującym się w zachodniej części Gruzji. Powstaje ona z dziko rosnących krzewów herbacianych, które wyrosły samoistnie z ziaren odmian krzewów herbacianych Camellia sinensis sprowadzonych w te rejony już 100 lat temu z Chin.

W skład Gezruli wchodzą pączki i dwa pierwsze listki herbaciane. Listki tej herbaty zebrane w trakcie zbiorów, które miały miejsce w maju tego roku, najprawdopodobniej przechodzą przez takie etapy produkcji typowe dla białej herbaty, czyli więdnięcie i suszenie. Ostatecznie herbata ma postać niewielkich zielonkawych listków i srebrzystoszarych pączków. Możecie zobaczyć je na zdjęciu poniżej:

Napar z tej herbaty ma delikatny, nieco słodkawy kwiatowo-ziołowy aromat. Ma on beżowawy kolor i prezentuje się następująco:

Smak naparu jest właściwie odzwierciedleniem aromatu – w naparze dominują akcenty kwiatowo-ziołowe. Kojarzy mi się z wiosenną łąką pełną ziół i kwiatów 😊 Zdarzało się, że wyczuwałam w nim również nuty warzywne (szczególnie przy dłuższym parzeniu). Ogólnie rzecz biorąc, jest delikatny i słodkawy, bez chociażby cienia goryczki.

Co do sposobu przyrządzania tej herbaty, to wydaje mi się, że najlepiej jest przygotowywać ją metodą zachodnią, tj. zalać listki wodą tuż po zagotowaniu i parzyć je przez 4 minuty. Te same listki można wykorzystać dwukrotnie, z tym, że za drugim razem dobrze jest wydłużyć czas parzenia do 8 minut. Co ciekawe, tej herbaty właściwie nie da się „przeparzyć” – nawet po oddzieleniu listków od naparu po 15-20 minutach od zalania ich wodą powstały napar wciąż będzie pijalny, a przy tym, co warto podkreślić, wciąż będzie pozbawiony jakiejkolwiek goryczki.

W opisie tej herbaty na stronie sklepu zaleca się spróbować zaparzyć Gezruli również metodą gongfu cha. Osobiście uważam, że zaparzenie Gezruli tym sposobem zdecydowanie nie służy tej herbacie – o dziwo w naparze znienacka pojawia się goryczka, która przytłumia całokształt smaku.

Na koniec warto wspomnieć coś na temat listków i pączków. Po dwukrotnym zaparzeniu widać, że są one zachowane w całości. Aż miło na nie popatrzeć 😊 Możecie je zobaczyć na zdjęciu poniżej:

Podsumowując, Gezruli to niezwykle przyjemna biała herbata z Gruzji, która dostarcza napar o kwiatowo-ziołowym smaku i aromacie kojarzącym się z wiosenną łąką. Przyjemnie jest sięgnąć po tę herbatę o tej porze roku, gdy na dworze często jest ciemno, zimno i mokro, i móc przenieść się na chwilę zmysłami do wiosny 😊 Serdecznie polecam spróbować tej herbaty, jeżeli tylko będziecie mieli okazję.

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z opisu herbaty na stronie sklepu eherbata.pl:
https://eherbata.pl/gruzinska-biala-gezruli-2020-2178.html

Różne odsłony herbaty cz. 56 – Kvenobani, czyli kolejna pyszna czarna herbata z Gruzji

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam kolejną gruzińską czarną herbatę o nazwie Kvenobani. Herbata ta pochodzi ze sklepu eherbata.pl.

Kvenobani to czarna herbata, która pochodzi z ogrodu położonego w wiosce Kvenobani (lub inaczej Chokhatauri) w regionie Guria, u podnóża gór Kaukazu. Rejon ten znajduje się w zachodniej części Gruzji, nad wschodnim brzegiem Morza Czarnego. Ogród w wiosce Kvenobani jest stary i zdziczały, ale został przywrócony do życia w ramach projektu herbacianego, wspieranego przez czeską Agencję Rozwoju, którego pomysłodawcą był znany czeski popularyzator gruzińskich herbat Petr Sič. Projekt ten obejmuje wynajmowanie części pięciohektarowego ogrodu herbacianego różnym osobom, które wykorzystują je do uprawy herbaty, a także organizowanie na miejscu czterodniowych warsztatów poświęconych obróbce listków herbacianych, które prowadzi wspomniany Petr Sič. Inicjatywa ta służy głównie rozwojowi gruzińskiej herbaty (powstała w tym ogrodzie herbata trafia głównie na rynek czeski) oraz turystyki herbacianej, jak również wspieraniu lokalnej społeczności i lokalnego biznesu. Warto wiedzieć, że w ogrodzie w wiosce Kvenobani wytwarza się przede wszystkim herbaty czarne i białe.

Listki mojej herbaty pochodzą ze zbiorów, które miały miejsce w maju 2019 r. w części wyżej wspomnianego ogrodu herbacianego wynajętej przez sklep eherbata.pl. Następnie przeszły one przez etapy produkcji typowe dla wytwarzania czarnej herbaty, tj. więdnięcie, zwijanie, oksydacja i suszenie. Ostatecznie herbata ma postać poskręcanych listków w ciemnoszarym kolorze. Prezentuje się następująco:

Listki tej herbaty wydzielają słodkawy owocowo-korzenny aromat.

Napar z Kvenobani ma słodkawo owocowo-korzenny aromat i bursztynowy kolor. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej:

W smaku napar ten jest intensywnie owocowy. Za każdym razem, gdy piję tę herbatę, zastanawiam się, jak dokładniej opisać ten smak, ale wciąż nie znalazłam satysfakcjonującej odpowiedzi. Smak naparu kojarzy mi się z mało słodkim kompotem z owoców typu morele. Słodycz obecna w tej herbacie jest niezwykle subtelna, absolutnie nienachalna. Ogólnie rzecz biorąc, całość jest bardzo zrównoważona, całkowicie pozbawiona goryczki, wręcz orzeźwiająca.

Co do sposobu przyrządzania tej herbaty, to myślę, że najlepiej zalać listki wodą tuż po zagotowaniu i parzyć przez 2,5-3 minuty. Te same listki można wykorzystać dwukrotnie, z tym, że przy drugim parzeniu dobrze jest wydłużyć czas parzenia do 4-5 minut. Co ciekawe, Kvenobani jest niezwykle odporna na wszelkie eksperymenty z czasem parzenia – z moich doświadczeń wynika, że nie da się jej „przeparzyć”. Nawet po oddzieleniu listków od naparu po 10 minutach od zalania ich wodą powstały napar wciąż będzie pijalny. Co więcej, w naparze tym wciąż nie będzie ani odrobiny goryczki 😊.

Warto wspomnieć o listkach po zaparzeniu. Po rozwinięciu listków pod wpływem wysokiej temperatury widać, że większość z nich została zachowana w całości. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć jak wyglądały po drugim, a zarazem ostatnim parzeniu:

Podsumowując, Kvenobani to gruzińska czarna herbata, która daje zrównoważony napar o owocowo-korzennym aromacie i intensywnie owocowym smaku. Jest to niezwykle przyjemna herbata, idealna do codziennego popijania. Poza tym to jedna z trzech najlepszych czarnych herbat z Gruzji (obok Ramiz Black Tea i Guguli Black Tea), jakie piłam do tej pory. Zdecydowanie warto spróbować 😊

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://eherbata.pl/gruzinska-kvenobani-2019-2104.html/

https://www.radio.cz/en/section/panorama/black-or-white-czechs-learn-the-art-of-tea-making-from-scratch/

http://www.czechaid.cz/en/do-you-want-to-grow-your-own-tea-in-georgia/

https://pl.wikipedia.org/wiki/Guria/

Różne odsłony herbaty cz. 49 – Guguli Black Tea, czyli kolejna warta uwagi gruzińska czarna herbata

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam kolejną gruzińską czarną herbatę. Biorąc pod uwagę moje jak najbardziej pozytywne doświadczenia z degustacji dwóch innych gruzińskich czarnych herbat, tj. Ramiz Black Tea i Leila Black Tea (http://mycupofgreentea.pl/2016/09/04/rozne-odslony-herbaty-cz-31-ramiz-black-tea-i-leila-black-tea-czyli-dwie-nietuzinkowe-gruzinskie-czarne-herbaty/), gdy tylko dowiedziałam się, że w ofercie sklepu eherbata pojawiła się nowa i nieznana mi wcześniej czarna herbata z tego samego rejonu Gruzji, nie mogłam nie skorzystać z okazji, aby zaopatrzyć się w nią i spróbować jej :).

Guguli Black Tea to czarna herbata pochodząca ze wsi Chakvi w rejonie Adżaria na północnym-zachodzie Gruzji, znajdującym się nad Morzem Czarnym (czyli z tego samego rejonu, co recenzowane już Ramiz Black Tea i Leila Black Tea). Jest ona w całości wytwarzana przez pana Guguli, który zbiera listki z dziko rosnących krzewów herbacianych. Moja herbata pochodzi ze zbioru, który miał miejsce w sierpniu 2018 r.

Zebrane listki przechodzą przez takie procesy produkcji, jak: więdnięcie (trwające od 12 do 14 godzin), ręczne zwijanie (trwające ok. 40 minut), oksydacja (poprzez pozostawienie pod przykryciem na całą noc) oraz suszenie (trwające od 1 do 3 dni, w zależności od warunków pogodowych). Ostatecznie herbata ma postać dość dużych listków o nieregularnym kształcie w ciemnobrązowym kolorze, z jasnobrązowymi przebłyskami. Prezentuje się ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Guguli Black Tea ma słodkawo-owocowy aromat, który kojarzy się z zapachem konfitury oraz słodkiego ciasta. Wygląda następująco:

W smaku napar jest również słodkawo-owocowy, ale jednocześnie lekko kwaskowaty, a przy tym praktycznie pozbawiony goryczki. Kojarzy mi się on ze smakiem owoców typu jagody i borówki, które bardzo lubię 🙂 Od drugiego parzenia herbata zaskakująco zmienia swoje oblicze – o dziwo znienacka pojawiają się akcenty ziołowe. Niemniej jednak te słodkawo-kwaskowate nuty wciąż są wyczuwalne.

Co do sposobu przyrządzania Guguli Black Tea, to myślę, że najlepiej jest zalać ją wodą tuż po zagotowaniu i parzyć przez 1 minutę. Co prawda na stronie sklepu zaleca się parzyć tę herbatę przez 4-5 minut, ale mam wrażenie, że krótszy czas parzenia bardziej służy tej herbacie – dzięki niemu napar dostarcza bardziej różnorodne doznania, chociaż na pewno jest słabszy w mocy niż ten przygotowany zgodnie z zaleceniami. W przypadku zastosowania krótszego czasu parzenia te same listki można wykorzystać nawet pięciokrotnie (za każdym razem wydłużając czas parzenia o ok. 1 minutę), podobnie jak to było w przypadku Ramiz Black Tea i Leila Black Tea.

Warto wiedzieć, że listki tej herbaty są naprawdę ogromne, co jest raczej niespotykane w przypadku czarnych herbat, nawet tych ręcznie wytwarzanych. Bez dużego naczynia do parzenia po prostu się nie obejdzie 🙂 Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, jak wyglądały po trzecim parzeniu:

Podsumowując, Guguli Black Tea to kolejna warta uwagi czarna gruzińska herbata, która daje napar o słodko-owocowym aromacie i nietypowym słodkawo-kwaskowatym smaku, wywołującym skojarzenia ze smakiem owoców typu jagody czy borówki. Jeżeli jesteście miłośnikami czarnych herbat i nie przeszkadza Wam owocowa kwaskowatość w smaku naparu, to polecam spróbować tej herbaty. A jeżeli znacie już Ramiz Black Tea i Leila Black Tea, to tym bardziej nie wahajcie się sięgnąć po tę herbatę, bo Guguli Black Tea ma wiele wspólnego z tymi herbatami, szczególnie z Ramiz Black Tea.

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://eherbata.pl/gruzinska-guguli-2018-1852.html

https://steepster.com/teas/what-cha/72675-georgia-wild-guguli-hand-made-black-tea

Różne odsłony herbaty cz. 31 – Ramiz Black Tea i Leila Black Tea, czyli dwie nietuzinkowe gruzińskie czarne herbaty

W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam dwie gruzińskie czarne herbaty: Ramiz Black Tea i Leila Black Tea z tegorocznych majowych (czyli wiosennych) zbiorów. Już w zeszłym roku przeczytałam o tych herbatach wiele dobrego (m.in. na blogu Herbaciany notes i Herbaciane szlaki), ale zanim doszłam do wniosku, że chcę ich wypróbować, były już niedostępne. W tym roku na pierwszym spotkaniu Kolektywu nadarzyła się okazja, żeby spróbować jednej z tych słynnych wśród herbaciarzy gruzińskich herbat – Jola zaparzyła nam Ramiz Black Tea z ubiegłorocznego czerwcowego zbioru. Byłam pozytywnie zaskoczona tym naparem, szczególnie jego wyraźnymi winnymi nutami. Po tym doświadczeniu utwierdziłam się w przekonaniu, że koniecznie muszę kupić tę herbatę, jak tylko pojawi się w sklepie TheTea. Jak postanowiłam, tak też zrobiłam :). Gdy mniej więcej w połowie lipca odebrałam przesyłkę, otworzyłam ją i zorientowałam się, że kryje ona w sobie miłą niespodziankę – gratisową próbkę Leila Black Tea. Właściciel sklepu, Wojtek, chyba czyta mi w myślach, ponieważ tej herbaty też chciałam spróbować, ale nie zamówiłam jej tym razem, bo nie zależało mi na niej aż tak bardzo, jak na Ramiz Black Tea ;).

Ramiz i Leila - opakowania

Ramiz Black Tea 2016

Ramiz Black Tea to czarna herbata pochodząca z małego, prywatnego ogrodu położonego we wsi Chakvi w rejonie Adżaria na północnym-zachodzie Gruzji, znajdującym się nad Morzem Czarnym. Jej wytwarzaniem zajmuje się pan Ramiz. Ten sześćdziesięcioletni Gruzin produkuje ją całkowicie ręcznie w niewielkich ilościach. W rezultacie powstała herbata ma postać mocno poskręcanych dużych listków w kolorze ciemnobrązowym, momentami wręcz wpadającym w czerń, z jasnobrązowymi akcentami. Prezentują się one następująco:

Ramiz Black Tea - listki

Listki te wydzielają intensywny owocowy aromat z wyraźnym winnym akcentem, który uderza w nozdrza natychmiast po otwarciu opakowania. Przyznam szczerze, że wywołuje on we mnie skojarzenia z działką pełną owoców, którą kiedyś miał mój dziadek. Ten aromat jest na tyle przyjemny, że mogłabym go wąchać i wąchać bez końca :).

Napar z Ramiz Black Tea ma słodko-winny aromat i jasnobursztynowy kolor. Wygląda on tak, jak na zdjęciu poniżej (fotografia przedstawia napar z trzeciego parzenia):

Ramiz Black Tea - napar

Przy pierwszym parzeniu smak naparu jest owocowo-winny, przy czym akcent winny jest dominujący. Co ciekawe, schłodzony do temperatury pokojowej napar staje się bardziej miodowy, ale nuta winna wciąż jest obecna. Przy każdym kolejnym parzeniu akcent owocowy wysuwa się na prowadzenie, a akcent winny schodzi na dalszy plan. Całość jest właściwie całkowicie pozbawiona goryczy.

Co do sposobu przyrządzania Ramiz Black Tea, to myślę, że najlepiej jest zalać ją wodą tuż po zagotowaniu i parzyć przez 2 minuty. Te same listki można wykorzystać nawet pięciokrotnie (za każdym razem wydłużając czas parzenia o ok. 15 sekund), co jest dość nietypowe jak na czarną herbatę.

Leila Black Tea 2016

Leila Black Tea to czarna herbata pochodząca z dokładnie tej samej gruzińskiej wioski, co Ramiz Black Tea. Jej wytwarzaniem zajmuje się pani Leila, trzydziestopięcioletnia Gruzinka, która odziedziczyła ogród po swojej teściowej. To właśnie dzięki nieżyjącej już Zii pani Leila poznała tajniki produkcji i obróbki herbaty. Podobnie jak w przypadku Ramiz Black Tea, Leila Black Tea jest wytwarzana całkowicie ręcznie w niewielkich ilościach. W efekcie powstała herbata ma postać mocno poskręcanych sporych listków w kolorze ciemnozielonym, z jasnozielonymi akcentami. Wygląda ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Leila Black Tea - listki

Listki te wydzielają intensywny ziołowy aromat.

Napar z Leila Black Tea ma słodko-ziołowy aromat i jasnobursztynowy kolor. Wygląda on tak, jak na zdjęciu poniżej (fotografia przedstawia napar z trzeciego parzenia):

Leila Black Tea - napar

Swoją drogą to ciekawe, że kolor naparów z Ramiz Black Tea i Leila Black Tea z tego samego parzenia jest bardzo podobny ;).

Przy pierwszym parzeniu w smaku naparu akcenty ziołowe znajdują się na pierwszym planie, a te słodko-kwiatowe pozostają w tle. Przy każdym kolejnym parzeniu akcenty ziołowe i kwiatowe jakby walczą ze sobą o pozycję dominującą, przy czym można odnieść wrażenie, że nuty kwiatowe wygrywają w tej walce.

Co do sposobu przyrządzania Leila Black Tea, to wydaje mi się, że najlepiej sprawdzają się takie parametry parzenia, jak w przypadku Ramiz Black Tea, czyli woda tuż po zagotowaniu i parzenie przez 2 minuty. Podobnie jak Ramiz Black Tea, Leila Black Tea jest bardzo wydajna – wytrzymuje nawet do pięciu parzeń.

Podsumowując, Ramiz Black Tea i Leila Black Tea to nietuzinkowe gruzińskie czarne herbaty, które dostarczają nietypowych doznań :). Przyznam szczerze, że jestem zachwycona Ramiz Black Tea, szczególnie jej winnymi akcentami, co sprawia, że ostatnio często po nią sięgam. Nie znałam wcześniej żadnej czarnej herbaty, która dostarczałaby takich doznań smakowych i zapachowych. Myślę, że jest to absolutnie obowiązkowa pozycja do wypróbowania dla każdego miłośnika herbaty, nawet jeżeli ogólnie nie przepada za czarnymi herbatami. U mnie Ramiz Black Tea na pewno będzie widnieć na herbacianej liście zakupowej co roku ;). Co do Leila Black Tea, to uważam, że jest to raczej herbaciana ciekawostka, której można spróbować i do której można wracać co jakiś czas.

Pozdrawiam 🙂

PS. Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

http://thetea.pl/produkt/2015-ramiz-black-tea/

http://what-cha.com/georgia-mr-ramizs-hand-made-black-tea/

http://steepster.com/teas/what-cha/68734-georgia-mr-ramizs-hand-made-black-tea

http://thetea.pl/produkt/2016-leila-black-tea/

http://what-cha.com/georgia-mrs-leilas-hand-made-black-tea/