Różne odsłony herbaty cz. 39 – Rwanda Black Tea i Rwanda Silver Needle Tea, czyli dwie znakomite herbaty z Rwandy

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. “Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam dwie herbaty pochodzące z kolejnego kraju, który raczej nie kojarzy się z herbatą, a mianowicie z Rwandy. Obie herbaty zostały kupione we wrocławskiej Czajowni.

Zanim jednak przejdę do recenzji, napiszę co nieco na temat herbaty w Rwandzie.

Rwanda to niewielki kraj znajdujący się w środkowo-wschodniej Afryce, który graniczy z następującymi państwami: Ugandą (na północy), Tanzanią (na wschodzie), Burundi (na południu) i Demokratyczną Republiką Konga (na zachodzie). Jest on położony na mocno pofałdowanym terenie. To właśnie ze względu na pofałdowanie terenu Rwandę określa się mianem Krainy tysiąca wzgórz (po angielsku: Land of a thousand hills). Kraj ten prawdopodobnie najbardziej kojarzy się z ludobójstwem – niewyobrażalną tragedią, która miała miejsce w 1994 r.

Herbata po raz pierwszy pojawiła się w Rwandzie w 1952 roku i od tego momentu jej znaczenie dla gospodarki tego kraju rośnie. Obecnie jest ona drugim co do wielkości towarem eksportowym, tuż po kawie (niektóre źródła podają, że nawet pierwszym).

W Rwandzie panuje klimat równikowy wilgotny. Obszary uprawy herbaty znajdują się głównie na terenach wyżynnych usytuowanych na wysokości od 1900 do 2500 m n.p.m, gdzie panują idealne warunki, tj.: żyzne gleby wulkaniczne, duże wysokości oraz niższe temperatury (średnio od 16 do 21 stopni Celsjusza) połączone ze sporą ilością opadów i światła słonecznego. Dzięki temu herbatę wytwarza się przez cały rok, przy czym dwa główne sezony produkcji pokrywają się z porą deszczową.

Warto wiedzieć również, że herbatę w Rwandzie uprawia się głównie na dużych plantacjach, które są zarządzane przez fabryki zajmujące się przetwarzaniem herbaty. Trzy największe i najbardziej znane rwandyjskie plantacje herbaty to: Gisovu Tea Estate, Mata Tea Estate oraz Kitabi Tea Estate. Istnieją również spółdzielnie oraz prywatni producenci wytwarzający niewielkie ilości herbaty, którzy następnie sprzedają ją wspomnianym fabrykom.

W Rwandzie produkuje się głównie trzy rodzaje herbat: czarną, białą i zieloną. Większość tych herbat wykorzystuje się wyłącznie do mieszanek herbacianych, co sprawia, że rwandyjskie herbaty są raczej rzadko spotykane na zachodzie.

Wiedząc już co nieco o rwandyjskiej herbacie, mogę przejść do właściwej recenzji.

Obie recenzowane przeze mnie herbaty są owocem współpracy wspomnianej wyżej Czajowni z firmą 3 Mountains. Jej założycielka, Sara Stender, przybyła do Rwandy, kiedy tylko dowiedziała się o ludobójstwie. Ostatecznie w 2009 r. postanowiła tam zamieszkać, a w 2016 r. założyła firmę. Obecnie współpracuje ona z rolnikami, rzemieślnikami i producentami w Rwandzie, sprzedając światowej klasy produkty na rynek północnoamerykański. Jej firma, 3 Mountains, współpracuje również z organizacją społeczną zwaną Africa Healing Exchange (AHE), która ma na celu przede wszystkim zapewnienie wsparcia ofiarom ludobójstwa i ich rodzinom.

Firma 3 Mountains zajmuje się dystrybucją organicznych herbat liściastych z Rwandy, które charakteryzują się najwyższą jakością i są produktem sprawiedliwego handlu (fair trade). W jej ofercie znajdują się cztery rodzaje herbat: biała herbata, herbata Silver Needle, zielona herbata oraz czarna herbata.

Rwanda Black Tea

Rwanda Black Tea to czarna herbata, która została uznana za najlepszą herbatę Rwandy na północnoamerykańskiej konferencji herbacianej, która odbyła się w 2013 r. (2013 North American Tea Conference). Listki tej herbaty pochodzą z krzewów herbacianych rosnących na wysokości od 1700 do 2000 m n.p.m. Są one ręcznie zbierane, a następnie przetwarzane w sposób ortodoksyjny. W procesie produkcji są one m.in. tradycyjnie zwijane na stołach wykonanych ze specjalnie dobranego sezonowanego drewna. Ostatecznie herbata ma postać ciemnobrązowych poskręcanych kawałków z jasnobrązowymi I złotawymi akcentami. Prezentuje się ona następująco:

Napar z tej herbaty ma pomarańczowawy kolor i słodkawy aromat. Wygląda on tak, jak na zdjęciu poniżej:

Smak tego naparu jest słodkawy, orzechowy, a przy tym dość łagodny i pełny (wydaje mi się, że określenie “pełny” bardzo pasuje do tej herbaty). Pozostawia on lekki goryczkowy posmak oraz delikatne uczucie “ściągania” w ustach. Takich doznań nie dostarcza napar z żadnej innej znanej mi czarnej herbaty, nawet ten z czarnych herbat z innego afrykańskiego kraju, a mianowicie Kenii. Co ciekawe, mam wrażenie, że herbata ta nieco wzmaga pragnienie.

Co do sposobu przyrządzania Rwanda Black Tea, to uważam, że najlepiej jest zalać listki wodą tuż po zagotowaniu i parzyć przez 1,5 minuty. Jest to zdecydowanie herbata, która nadaje się do jednokrotnego parzenia.

Rwanda Silver Needle

Rwanda Silver Needle to biała herbata, która powstaje wyłącznie z najmłodszych pączków herbacianych. Pączki te są poddawane działaniu pary wodnej w celu zatrzymania procesu oksydacji, a następnie starannie suszone na powietrzu. Ostatecznie herbata ma postać zielonkawo-srebrzystych lekko poskręcanych igiełek i wygląda następująco:

Napar z tej herbaty ma beżowawy kolor i delikatny kwiatowy zapach. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej:

Smak tego naparu jest delikatny, słodkawy, wyraźnie kwiatowy, a przy tym całkowicie pozbawiony goryczy, a sam napar jest przyjemnie “gładki” i jedwabisty. Smak ten kojarzy mi się nieco ze smakiem naparu z chińskich białych herbat, szczególnie Pai Mu Tan, ale trzeba przyznać, że Rwanda Silver Needle ma też swój unikalny charakter. Warto też wiedzieć, że ta herbata ma wyjątkowo dużą zawartość antyoksydantów.

Co do sposobu przyrządzania Rwanda Silver Needle, to uważam, że najlepiej jest zalać pączki wodą o temperaturze około 80 stopni Celsjusza i parzyć przez 1,5 minuty. Te same pączki można wykorzystać nawet czterokrotnie, przy czym przy każdym kolejnym zalaniu dobrze jest wydłużyć czas parzenia o ok. 20-30 sekund.

Warto wiedzieć, że Rwanda Silver Needle doskonale smakuje też wtedy, gdy “zaparzymy” ją na zimno. Smak tego “naparu” jest wyraźnie kwiatowy z akcentami roślinnymi. Kojarzy mi się on ze smakiem wody z górskiego czystego strumienia, którego nurt porwał po drodze trochę kwiatów i trawy ;). Ogólnie rzecz biorąc, “napar” ten jest bardzo przyjemny w smaku i fantastycznie orzeźwia 🙂 Jest to zdecydowanie najsmaczniejszy “napar” z białej herbaty, jaki piłam do tej pory. Co ciekawe, jak podaje strona internetowa firmy 3 Mountains, nosi on nazwę SilverBack Water.

Podsumowując, Rwanda Black Tea i Rwanda Silver Needle to dwie znakomite herbaty pochodzące z Rwandy. Smak naparu z nich jest słodkawy, z tym, że pierwsza jest orzechowa, a druga – kwiatowa. Szczerze mówiąc, te dwie rwandyjskie herbaty smakują mi bardziej niż dwie kenijskie herbaty, które zrecenzowałam na blogu parę miesięcy temu. Są one kolejnym doskonałym przykładem na to, że również kraje będące mniejszymi i mniej znanymi producentami herbaty wytwarzają prawdziwe herbaciane perełki, po które warto sięgać przy nadarzającej się okazji 🙂

Pozdrawiam 🙂

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://www.czajownia.pl/pl/p/Rwanda-Black-Orthodox-Tea/400

https://www.czajownia.pl/pl/p/Rwanda-Silver-Needle-Tea-Srebrna-Igla-/399

https://ratetea.com/region/rwanda/112/

https://www.jetro.go.jp/ext_images/world/africa/seminar_reports/pdf/20121129_Rwanda.pdf

http://www.3mountains.org/teas/

http://www.3mountains.org/about-1/

http://www.3mountains.org/products/rwandan-black-orthodox-tea-16-oz-bag

http://www.3mountains.org/products/silver-needle-tea-16oz-bag

https://www.theguardian.com/global-development/gallery/2010/sep/23/rwanda-tea-industry

https://www.twinings.co.uk/world-of-tea/best-east-african-rwandan-tea

http://fortuneofafrica.com/rwanda/tea/

http://www.rwandatourism.com/things-to-do/tea-plantations

http://www.northern-tea.com/product/rwanda_tea.asp

http://cha-walah.com/page/tea-harvesting-time

https://pl.wikipedia.org/wiki/Rwanda

https://pl.wikipedia.org/wiki/Geografia_Rwandy

Różne odsłony herbaty cz. 36 – Da Hong Pao, czyli iście królewski oolong

W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam pewnego chińskiego oolonga, a mianowicie Da Hong Pao. Jest to herbata marki Red Seal Tea Europe, którą dostałam od sklepu Arti Unici (http://artiunici.com/pl/), za co serdecznie dziękuję.

Da Hong Pao - puszka

Da Hong Pao (zwana również Wielką Czerwoną Szatą lub Big Red Robe) to jedna z dziesięciu najsłynniejszych chińskich herbat i najbardziej znany oolong skalny (Rock Tea lub Yan Cha), który pochodzi z gór Wu Yi (Wuyi Shan) położonych w południowo-wschodnich Chinach, a konkretniej na pograniczu prowincji Fujian oraz Jiangxi. Rejon ten został wpisany na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO ze względu na różnorodność biologiczną oraz znaczenie kulturowe. W tym miejscu występują idealne warunki do uprawy krzewów herbacianych: gleba wulkaniczna bogata w związki mineralne, stosunkowo niskie temperatury, duża wilgoć, częsta mgła oraz wyjątkowo czyste powietrze, które sprawiają, że napar z herbat pochodzących z tego obszaru ma charakterystyczny „skalny” smak zwany Yan Yun (dosłownie: „rym skalny”).

Przez długi czas na skalnym urwisku gór Wu Yi rosło tylko sześć krzewów herbacianych, z których uzyskiwano liście do produkcji Da Hong Pao. Dopóki nie rozmnożono ich i nie rozpoczęto uprawy tej odmiany na większą skalę, pozyskiwana herbata była niezwykle rzadka i droga (niektóre źródła podają, że jest to najdroższa herbata na świecie). Dla przykładu w 2002 r. 20 gramów Da Hong Pao sprzedano za ok. 23 000 dolarów. Co ciekawe, do tej pory tę herbatę wystawiono na publiczną licytację jedynie trzy razy (kolejno w latach 1998, 2002 i 2004). Najczęściej obdarowywano nią wysoko postawione osoby, np. przywódców religijnych czy głowy państw. Z tym zwyczajem wiąże się pewna anegdota. W 1972 r. Mao Zedong podarował amerykańskiemu prezydentowi Richardowi Nixonowi 50 gramów Da Hong Pao w trakcie jego wizyty w Chinach. Prezydent początkowo poczuł się wręcz urażony, myśląc, że to drobiazg, dopóki ktoś nie uświadomił mu, że ta ilość stanowi połowę rocznych zbiorów tej herbaty ;).

Obecnie ta szóstka macierzystych krzewów herbacianych liczy sobie ponad 350 lat. Wciąż można zobaczyć je rosnące na urwisku, ale od 2005 r. nie pozyskuje się już z nich herbaty. Dzięki rozmnożeniu ich i zasadzeniu sadzonek wokół objętego ochroną obszaru z macierzystymi krzewami Da Hong Pao stała się łatwiej dostępna dla wszystkich w różnych klasach jakościowych (co ciekawe, mimo łatwiejszej dostępności i bardziej przystępnych cen do tej pory tę herbatę raczej rezerwuje się tylko dla wyjątkowych gości). Generalnie zasada jest taka, że im dalej od macierzystych krzewów dany krzew herbaciany się znajduje, tym mniej poszukiwana i ceniona jest herbata z niego pozyskiwana. Istnieje nawet specjalny podział, który pozwala ustalić, z jakiego dokładnie rejonu pochodzi dana herbata:

  • Zheng Yan – herbaty pozyskiwane z krzewów rosnących na obszarze objętym ochroną;

  • Ban Yan – herbaty pozyskiwane z krzewów rosnących przy granicy z obszarem objętym ochroną;

  • Zhou Cha – herbaty pozyskiwane z krzewów rosnących poza obszarem objętym ochroną.

Niestety, na opakowaniu nie ma informacji, z którego dokładniej rejonu herbata pochodzi, ale podejrzewam, że z tego trzeciego obszaru. Ze strony internetowej można wyczytać, że herbata pochodzi z plantacji położonej na wysokości ok. 2000 m n.p.m. w górach Wu Yi.

Tradycja picia Da Hong Pao jest dość długa, bo sięga XVIII wieku. W okresie panowania dynastii Qing tego oolonga nazywano „królem herbat”. Z pochodzeniem nazwy tej herbaty wiąże się kilka legend. Najbardziej znana z nich głosi, że matka cesarza z dynastii Ming po wypiciu naparu z tej herbaty wyzdrowiała, a cesarz w ramach wdzięczności przysłał wielkie czerwone szaty, aby przykryć krzewy.

Da Hong Pao to oolong o znacznym stopniu oksydacji wynoszącym ok. 40-60%. W skład tej herbaty wchodzą pączki wraz z trzema listkami. Zbiory odbywają się dwa razy w roku: wiosną oraz jesienią (moja herbata pochodzi z jesiennego zbioru, który miał miejsce w 2015 r.). Zebrane listki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie, suszenie, oksydacja, zatrzymanie procesu oksydacji, zwijanie, suszenie oraz prażenie. Ostatecznie herbata ta ma postać ciemno- i jasnobrązowych poskręcanych fragmentów o nieregularnym kształcie. Wygląda ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Da Hong Pao - listki

Przy okazji zauważę, że recenzowana przeze mnie herbata jest zapakowana w dziesięć małych złoto-różowych saszetek, które ułatwiają porcjowanie suszu oraz pozwalają zachować jego walory smakowe i zapachowe.

Da Hong Pao - paczuszka

Napar z tej herbaty ma delikatny orzechowo-prażony aromat i pomarańczowawy kolor. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej:

Da Hong Pao - napar

Smak naparu bardzo się zmienia w zależności od danego parzenia – pierwsze parzenie jest najmniej smaczne: napar jest jakby wodnisty, ale kolejne parzenia są znacznie przyjemniejsze w odbiorze: w naparze dominują nuty prażone i pieczone, jego smak wywołuje silne skojarzenia ze smakiem skórki świeżo wypieczonego chleba, a każdy łyk pozostawia słodkawy posmak w ustach. Następnie w naparze zaczyna być wyczuwalna lekka goryczka i ostatecznie ten smak przypomina smak orzechów włoskich. Napar jest niesamowicie pełny, a przy tym ”gładki”, wręcz aksamitny.

Co do sposobu przyrządzenia Da Hong Pao, to najlepiej jest zaparzyć ją w gaiwanie metodą gongfu cha, czyli dużą ilość listków i pączków zalać niewielką ilością wody o temperaturze ok. 95 stopni (czyli tuż po zagotowaniu), a następnie wykonać następujące parzenia: budzenie herbaty (zalanie suszu wrzątkiem i szybkie odlanie wody), pierwsze parzenie trwające 15 sekund, a każde kolejne wydłużone o ok. 5-10 sekund, przy czym dwa ostatnie znacznie dłuższe od poprzednich, tj. nawet o półtorej minuty. Te same listki i pączki można wykorzystać nawet sześciokrotnie. Przyznam szczerze, że przyrządziłam tę herbatę również metodą zachodnią, tj. zalałam mniejszą ilość suszu w kubku większą ilością wody tuż po zagotowaniu i parzyłam przez ok. minutę. Tak zaparzona Da Hong Pao daje podobny efekt jak przy parzeniu metodą gongfu cha, tylko tyle, że w ten sposób można uzyskać tylko dwa parzenia. Wniosek z tych eksperymentów jest taki, że tę herbatę zdecydowanie warto przyrządzać metodą gongfu cha, bo jest wtedy bardziej wydajna.

Na koniec warto wiedzieć, że przechowywanie przez długi czas pozytywnie wpływa na Da Hong Pao – dzięki temu herbata zyskuje lepsze walory smakowe oraz właściwości zdrowotne.

Podsumowując, Da Hong Pao to wyjątkowy oolong dający napar o orzechowo-prażonym aromacie i o smaku, który zmienia się z każdym parzeniem, zahaczając o nuty prażone i pieczone kojarzące się ze świeżo wypieczonym chlebem oraz akcenty orzecha włoskiego. Uważam, że jest to jedna z tych herbat, które koniecznie trzeba wypróbować, będąc miłośnikiem herbaty, niezależnie od preferencji smakowych. Da Hong Pao świetnie ilustruje, jak bardzo bogaty i złożony smak mogą mieć oolongi. Ja osobiście bardzo lubię tę herbatę i chętnie sięgam po nią. Polecam 🙂

Pozdrawiam 😉

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z książki pt. „Tea: A User’s Guide” Tony’ego Gebely oraz następujących źródeł internetowych:

http://artiunici.com/pl/oolong/34-da-hong-pao.html

http://blog.artiunici.com/2016/12/15/mistrz-herbaty-skalnej/

http://morzeherbaty.pl/2010/02/da-hong-pao/

https://madteaclub.com/wuyi-oolong-tea/

https://eherbata.pl/da-hong-pao-284.html

http://www.fiveoclock.eu/kawa/products/china-da-hong-pao-bio-2312.html

http://nextshark.com/da-hong-pao-chinese-tea/

http://www.tealegends.com/da-hong-pao-great-red-robe-oolong/

https://www.harney.com/products/wuyi-da-hong-pao

http://www.curioustea.com/tea/oolong-tea/da-hong-pao-big-red-robe/

http://www.adagio.com/masters/wuyi_da_hong_pao.html

https://www.teaspring.com/Da-Hong-Pao.asp

https://teatrekker.com/product/da-hong-pao-clear-fragrant/

http://www.teavivre.com/da-hong-pao-oolong/

http://highland-green.blogspot.com/2006/11/famous-five-rock-teas-in-wuyi-mountain.html

https://sevencups.com/learn-about-tea/famous-chinese-tea/about-wu-yi-yan-cha/

https://en.wikipedia.org/wiki/Da_Hong_Pao

https://www.teachat.com/viewtopic.php?f=3&t=14484

Różne odsłony herbaty cz. 35 – Keemun Mao Feng, czyli smaczna chińska czarna herbata

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam pewną chińską czarną herbatę, a mianowicie Keemun Mao Feng, która została kupiona w sklepie TheTea.Keemun - opakowanie

Keemun (znana również jako Qimen lub Qimen Hong Cha) to najbardziej znana chińska czarna herbata. Jest to jedyna czarna herbata, która figuruje na liście dziesięciu najsłynniejszych chińskich herbat. Pochodzi ona z prowincji Anhui położonej we wschodnich Chinach, a konkretniej z rejonu usytuowanego niedaleko miasta Huangshan i gór Huangshan w powiecie Qimen. Na obszarze tym występują warunki sprzyjające uprawie herbaty: niskie temperatury, obfite opady oraz częsta mgła, co przekłada się na specyficzny słodkawy aromat i smak suszu. Keemun to dawna pisownia nazwy Qimen, która przyjęła się na zachodzie. Historia tej herbaty jest stosunkowo krótka, bo sięga 1875 r., kiedy to po raz pierwszy zastosowano metody produkcji przejęte od rolników z prowincji Fujian. Keemun szybko zyskał popularność na zachodzie, szczególnie w Anglii. Niektóre odmiany tej herbaty były i wciąż są składnikiem różnych mieszanek herbacianych, m.in. słynnej English Breakfast.

Keemun Mao Feng jest rzadką odmianą herbaty Keemun. Wytwarza się ją ręcznie z tego samego kultywaru krzewu herbacianego co inną słynną herbatę pochodzącą z tego samego rejonu co Keemun, a mianowicie zieloną herbatę Huangshan Mao Feng. W jej skład wchodzą dwa listki krzewu herbacianego wraz z pączkiem, które są zachowane w całości. Zbiory trwają bardzo krótko, bo tylko od ośmiu do dziesięciu dni w roku. Mają one miejsce na przełomie kwietnia i maja (moja herbata pochodzi ze zbioru z drugiej połowy kwietnia 2016 r.). Następnie zebrane listki i pączki poddaje się takim procesom produkcji, jak: więdnięcie (które trwa od trzech do czterech godzin), zwijanie, oksydacja (trwająca od 2 do 3 godzin) oraz suszenie. To właśnie przedłużone etapy więdnięcia i oksydacji stanowią cechę charakterystyczną wszystkich odmian Keemuna (oraz ogólnie chińskich czarnych herbat). Taki sposób traktowania listków i pączków przekłada się na bardziej intensywny aromat i słodszy smak naparu, niemalże pozbawiony goryczy. Ostatecznie herbata ma postać lekko poskręcanych fragmentów w ciemnobrązowym kolorze z jasnobrązowymi akcentami. Kształt suszu przypomina kształt suszu wspomnianej już Huangshan Mao Feng. Prezentuje się ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Keemun - listki

Listki i pączki Keemuna wydzielają intensywny owocowy zapach.

Napar z tej herbaty ma delikatny owocowy aromat i bursztynowy kolor. Wygląda on następująco:

Keemun - napar

Po wypiciu łyka w smaku dominują akcenty kakaowe. Wyczuwalne są również delikatne nuty owocowe, które majaczą gdzieś w tle. Co istotne, napar jest całkowicie pozbawiony goryczy. Poza tym pozostawia on przyjemny, słodkawy posmak w ustach.

Co do sposobu przygotowania herbaty Keemun Mao Feng, to myślę, że najlepiej jest zalać listki i pączki wodą o temperaturze ok. 95 stopni (czyli tuż po zagotowaniu) i parzyć przez 2,5 minuty. Te same listki i pączki można wykorzystać dwukrotnie (co jest dość niespotykane w przypadku czarnej herbaty), przy czym przy drugim parzeniu dobrze jest wydłużyć czas o ok. 30 sekund. W naparze z drugiego parzenia nuty owocowe wysuwają się na pierwszy plan, a akcenty kakaowe chowają się w tle. Warto wiedzieć, że Keemun Mao Feng daje bardzo ciekawy efekt po „zaparzeniu” na zimno – „napar” jest intensywnie kwiatowo-miodowy, a przy tym zupełnie pozbawiony goryczy, co sprawia, że jest przyjemny w smaku i doskonale orzeźwia. Szczerze mówiąc, „napar” na zimno przyrządzony z herbaty Keemun to najsmaczniejszy „napar” tego typu, jaki piłam do tej pory.

cold brew z Keemuna

Na koniec warto zauważyć, że herbata Keemun Mao Feng jest jedną z czterech najbardziej znanych odmian, która wyróżnia się wcześniejszym terminem zbiorów oraz składem (dwa listki wraz z pączkiem), co przekłada się na słodszy i delikatniejszy smak naparu. Pozostałe trzy odmiany tej herbaty to: Keemun Hao Ya, Keemun Congou oraz Keemun Xin Ya. Keemun Hao Ya to najpopularniejsza odmiana herbaty Keemun, która składa się głównie z listków i charakteryzuje się mocniejszym smakiem. Występuje ona w dwóch kategoriach: Hao Ya A i Hao Ya B (ten podział jest stosowany tylko na zachodzie). W składzie herbaty Keemun Hao Ya A znajduje się więcej tipsów niż w kategorii B, co sprawia, że herbata tej pierwszej kategorii jest ceniona bardziej niż tej drugiej. Tę odmianę herbaty wytwarza się podobnie jak indyjskie herbaty produkowane przy użyciu metody tradycyjnej. Ostatecznie susz składa się z drobnych kawałeczków o długości ok. 1 cm. Keemun Congou (zwana również Keemun Gongfu) to odmiana specjalnie dostosowana do ceremonii gongfu. Z kolei Keemun Xin Ya składa się z najmłodszych pączków, co sprawia, że jej smak jest najmniej gorzki. Ponadto można spotkać się jeszcze z nazwą Hubei Keemun. Tym mianem określa się herbatę podobną do oryginalnej herbaty Keemun z prowincji Anhui, którą produkuje się w sąsiedniej prowincji Hubei.

Podsumowując, Keemun Mao Feng to intrygująca chińska czarna herbata dająca napar o owocowym aromacie i charakterystycznym kakaowo-owocowym smaku. Nie znam żadnej innej herbaty, która dawałaby tak intensywnie kakaowy napar i tak przyjemne doznania smakowe po „zaparzeniu” jej na zimno 😉 Jest to absolutnie obowiązkowa pozycja na liście herbat do wypróbowania każdego miłośnika czarnej herbaty. Polecam serdecznie 🙂 Ja na pewno będę wracać do tej herbaty regularnie.

Pozdrawiam 🙂

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z książki pt. „Tea: A User’s Guide” Tony’ego Gebely oraz z następujących źródeł internetowych:

http://thetea.pl/produkt/2016-keemun-mao-feng/

http://ratetea.com/style/keemun/30/

http://ratetea.com/style/keemun-mao-feng/98/

https://www.teaspring.com/Keemun-Mao-Feng.asp

http://www.teavivre.com/keemum-maofeng-black-tea/

http://www.teavivre.com/info/guide-to-choose-high-quality-keemun-black-tea/

http://www.teavivre.com/info/how-to-brew-keemun-black-tea/

https://www.teaguardian.com/quality-varieties/tea-varieties/qimen-maofeng-keemun-black-tea/

http://www.letsdrinktea.com/types-of-tea/black-tea/keemun-tea/

https://en.wikipedia.org/wiki/Keemun

http://theteadetective.com/ChinasKeemunBlackTeas.html

http://theteadetective.com/ChinasBlackTeasMade.html

https://www.siam-teas.com/product/spring-keemun-hao-ya-black-tea/

Ciekawe anglojęzyczne blogi o herbacie

Na blogu pojawił się już wpis o moich ulubionych polskojęzycznych blogach o herbacie (http://mycupofgreentea.blog.pl/2016/03/24/moje-ulubione-blogi-o-herbacie/), więc teraz przyszedł czas na zestawienie interesujących anglojęzycznych stron tego typu. Oto ta lista wraz z krótkim opisem danego bloga:

1. Thirsty for Tea (http://www.thirstyfortea.com/) – na swoim blogu Bonnie zamieszcza głównie najróżniejsze przepisy z wykorzystaniem herbaty nie tylko na ciasta i ciasteczka, ale też np. na dania obiadowe. Bardzo podobał mi się jej przepis na Borichę, czyli koreańską herbatkę z prażonego jęczmienia; muszę go kiedyś wypróbować (http://www.thirstyfortea.com/recipes/korean-barley-tea/);

2. My Japanese Green Tea (http://www.myjapanesegreentea.com/) – blog Ricardo (który jest z wykształcenia japonistą) jest poświęcony wyłącznie tematyce japońskiej herbaty. Można na nim znaleźć m.in. recenzje herbat z Japonii i książek o herbacie, wpisy zawierające porady i ciekawostki dotyczące japońskiej herbaty oraz sposobów jej przyrządzania;

3. The Tea Cup of Life (http://theteacupoflife.com/) – na swoim blogu Lu Ann zamieszcza różnorodne wpisy, takie jak: recenzje herbat, krótkie wywiady z innymi blogerami herbacianymi, przeglądy wpisów na innych anglojęzycznych blogach z danego miesiąca (coś podobnego do cotygodniowego cyklu pt. „Co ja parzę” autorstwa Ani z Piewców Teiny), przepisy kulinarne z użyciem herbaty czy herbaciane poradniki oraz przewodniki, np. przewodnik po tradycyjnych akcesoriach do Matchy wraz z propozycjami ich zastąpienia w kuchni (http://theteacupoflife.com/2016/11/traditional-and-non-traditional-matcha-tools-guide.html) czy poradnik, jak rozpoznać Matchę dobrej jakości wraz z analizą czterech wybranych herbat (http://theteacupoflife.com/2015/03/a-matcha-comparison-do-you-know-what.html);

4. Tea For Me Please (http://www.teaformeplease.com/) – ten blog jest nieco podobny do bloga o nazwie The Tea Cup of Life. Można na nim przeczytać m.in. cotygodniowe przeglądy wpisów z innych anglojęzycznych blogów herbacianych, wpisy informacyjne na temat wybranego zagadnienia związanego z herbatą, np. wpis o różnicach między dwoma podstawowymi rodzajami puerhów (http://www.teaformeplease.com/2016/08/raw-puerh-vs-cooked-puerh.html), recenzje herbat czy książek o herbacie czy rozmaite poradniki herbaciane, np. wpis o tym, jak stać się lepszym degustatorem herbaty (http://www.teaformeplease.com/2016/09/how-to-train-your-palate-for-tea.html);

5. The Lovely Tea Cup (https://thelovelyteacup.com/) – na tym blogu można znaleźć przede wszystkim rozmaite przepisy na napoje/potrawy z użyciem herbaty czy kosmetyki, poradniki i krótkie wpisy informacyjne o wybranym gatunku herbat;

6. Tching (http://www.tching.com/) – wpisy zamieszczane na tym blogu są bardzo różnorodne: od recenzji herbat przez przegląd herbat z danego kraju, np. przegląd herbat w Tajlandii (http://www.tching.com/2016/10/thai-teas-tea-thailand/), po poradniki, np. jak zrobić własną domową kombuczę (http://www.tching.com/2016/07/making-homemade-kombucha/), czy wpisy poświęcone wybranemu zagadnieniu związanemu z herbatą;

7. Teatropolitan (https://teatropolitan.wordpress.com/) – to blog, na którym znajdują się przede wszystkim wpisy o nowinkach herbacianych, szczególnie akcesoriach do herbaty, czy ciekawostkach związanych z herbatą, np. reklamy o herbacie, ale też m.in. krótkie przewodniki po herbatach z danego kraju czy relacje z pobytu w herbaciarniach czy sklepach z herbatą, np. relacja z pobytu w jednej z warszawskich herbaciarni zwanej Same Fusy (https://teatropolitan.wordpress.com/tag/same-fusy/). Niestety, wszystko wskazuje na to, że blog został porzucony, bo ostatni wpis pochodzi z września 2012 r., ale może kiedyś jego autorzy zdecydują się na reaktywację ;);

8. The Guide to Puerh Tea (http://theguidetopuerhtea.blogspot.com/) – to blog poświęcony wyłącznie herbatom puerh. Można na nim przeczytać głównie recenzje puerhów oraz ciekawostki czy poradniki dotyczące tego rodzaju herbat. Co prawda osobiście nie przepadam za nimi, ale za każdym razem, gdy odwiedzam tego bloga, nie mogę się nadziwić, jak różnorodny jest świat puerhów :).

Może znacie jeszcze jakieś interesujące anglojęzyczne blogi o herbacie? Jeżeli tak, to dajcie znać w komentarzu :).

Pozdrawiam 🙂

Polecane strony o herbacie, które nie są blogami

Jakiś czas temu na blogu zamieściłam wpis zawierający wykaz moich ulubionych blogów o herbacie. W dzisiejszym wpisie zamieszczę listę innego rodzaju stron, dzięki którym można poszerzać swoją wiedzę o herbacie, wraz z krótkim opisem danego miejsca w internecie. Oto ona (kolejność pozycji jest przypadkowa):

  1. Teapedia (http://teapedia.org/en/Main_Page) – krótko mówiąc, to herbaciana Wikipedia. Można na niej znaleźć głównie informacje o poszczególnych gatunkach herbat. Teapedia ma również wersję polską :);
  2. Tea Guardian (https://www.teaguardian.com/) – to portal, na którym można znaleźć artykuły na najróżniejsze tematy powiązane z herbatą, np. o jej właściwościach zdrowotnych, składzie chemicznym czy o poszczególnych gatunkach czy rodzajach herbaty;
  3. The Daily Tea (http://www.thedailytea.com/) – to strona podobna do Tea Guardian, która jest dodatkowo wzbogacana o najnowsze wieści ze świata herbacianego, rozmaite przepisy z użyciem herbaty czy przepisy na kosmetyki herbaciane;
  4. World Tea News (http://worldteanews.com/) – to portal, na którym pojawiają się przede wszystkim najnowsze wiadomości z branży herbacianej;
  5. World of Tea (https://www.worldoftea.org/) – to typowo informacyjno-edukacyjna strona, na której można znaleźć rozmaite artykuły o herbacie, np. o klasyfikacji herbaty, jej składzie chemicznym i przechowywaniu czy o porach zbiorów herbaty w różnych rejonach świata;
  6. Tea Journey (https://teajourney.pub/) – to portal założony przez twórców „Tea Journey Magazine”, czyli 150-stronicowego kwartalnika o herbacie ukazującego się w wersji elektronicznej (w kwietniu, sierpniu i listopadzie każdego roku; są to wydania zatytułowane kolejno „Origin Issue”, „Harvest Review” oraz „Gifting Issue”). Istnieje również możliwość zamówienia czasopisma w wersji papierowej. Koszt uzyskania dostępu do którejkolwiek z tych wersji waha się od ok. 4 do 25 dolarów amerykańskich. Co ciekawe, stworzenie tego czasopisma było inicjatywą crowdfundingową na Kickstarterze. Projekt został ufundowany dzięki uzyskaniu poparcia 564 osób i zebraniu kwoty w wysokości prawie 130 tysięcy dolarów kanadyjskich. Wracając do samego portalu, twórcy „Tea Journey Magazine” zamieszczają na nim wybrane artykuły na rozmaite tematy związane z herbatą (ostatnio są to przede wszystkim artykuły o zbiorach herbaty w różnych rejonach świata z najnowszego „Harvest Review”), które zapewne pojawiają się również w samym kwartalniku;
  7. Serious Eats (http://www.seriouseats.com/) – to portal kulinarny, na którym znajdują się różnorodne przepisy oraz porady dotyczące przyrządzania potraw, w tym również artykuły o herbacie: nie tylko przepisy z użyciem herbaty, ale również przeróżne poradniki na jej temat, np. do czego można wykorzystywać herbatę w kuchni (poza oczywistym przygotowaniem naparu) czy jak stać się lepszym degustatorem herbaty;
  8. What-cha (http://what-cha.com/) – to właściwie strona sklepu internetowego z ogromnym wyborem herbat, również tych rzadszych i mniej znanych, ale, co najważniejsze, zawiera ona krótkie opisy każdej herbaty, obejmujące informacje o jej pochodzeniu, porze zbiorów czy zalecanych parametrach parzenia. Ten adres może być przydatny zwłaszcza w przypadku tych herbat, na temat których na próżno szukać informacji na polskojęzycznych stronach;
  9. Tea Data Base (http://www.teadatabase.com/) – to portal, na którym aktualnie dostępne są cztery bazy danych dotyczące herbaty, w tym lista producentów herbaty w Chinach czy wykaz chińskich herbat. Moim zdaniem szczególnie pomocna jest ta ostatnia baza danych zatytułowana „All the tea in China”, ponieważ można na niej wyszukać podstawowe informacje o danej chińskiej herbacie, takie jak jej chińska nazwa, rodzaj, nazwa prowincji, z której pochodzi czy dostępność.

Jak nietrudno zauważyć, praktycznie wszystkie wspomniane przeze mnie strony są anglojęzyczne. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy miłośnik herbaty może znać angielski na poziomie zaawansowanym, pozwalającym swobodnie czytać wybrane artykuły. Dlatego też jeżeli będziecie mieli jakieś problemy z ich zrozumieniem, zajrzyjcie do angielsko-polskiego słowniczka terminów herbacianych opracowanego przez Anię z bloga Piewcy Teiny i rozbudowanego przeze mnie (oto link do niego: http://piewcyteiny.pl/o-herbacie-angielsku-slowniczek/) lub piszcie do mnie :). W miarę możliwości postaram się pomóc.

Pozdrawiam 🙂

Warszawski Kolektyw Herbaciany

Jeżeli śledzicie stronę mojego bloga na Facebooku, zapewne zauważyliście, że w swoich postach często wspominam o Warszawskim Kolektywie Herbacianym, przede wszystkim zamieszczam informacje o organizowanych wydarzeniach i krótkie relacje z nich. Dlatego też postanowiłam, że w dzisiejszym wpisie opowiem Wam co nieco o Kolektywie, bo myślę, że warto mieć orientację w temacie :).

Zacznę krótko od kulis powstania Kolektywu. Wszystko zaczęło się od spotkania w koreańskiej restauracji ONGGI, które odbyło się dokładnie 15 grudnia zeszłego roku z okazji Międzynarodowego Święta Herbaty. Wzięło w nim udział kilku herbaciarzy, m.in. Jola prowadząca bloga Herbaciany notes, Łukasz prowadzący bloga Dado – moja droga herbaty, Ewa prowadząca bloga Herbatniczek oraz Robert zwany również Sayamą, dość znana osoba w świecie herbacianym. Świetnie spędziliśmy ze sobą czas, więc pojawiła się nieśmiała propozycja kontynuacji spotkań. Na początku kolejnego roku spotkaliśmy się w różnym składzie jeszcze cztery razy: na spotkaniu noworocznym w ONGGI 6 stycznia, spotkaniu z panem Shibamoto w ONGGI 23 stycznia, spotkaniu poświęconym japońskiej ceremonii herbacianej w Ambasadzie Japonii 9 lutego i na chińskim nocnym targu w Muzeum Etnograficznym 27 lutego. Niedługo potem Robert wyjechał, pozostawiając nam sporo herbat do wypróbowania, a my czuliśmy coraz większą potrzebę, żeby spotykać się w miarę regularnie przy herbacie :). Ostatecznie 22 marca zebraliśmy się po raz pierwszy w celach organizacyjnych jako Kolektyw, więc myślę, że można by tę datę uznać jako umowną datę powstania. Tego dnia w spotkaniu wzięło udział sześć osób: ja, wspomniani już wcześniej Jola i Łukasz, Piotrek (matematyk), Aneta (artystka ceramiczka) oraz Patryk (barista będący miłośnikiem zarówno kawy, jak i herbaty), które zostały uznane za założycieli Kolektywu ;). Niedługo potem założyliśmy również stronę Kolektywu na Facebooku (https://www.facebook.com/warszawskikolektywherbaciany/?fref=ts) i powoli zaczęliśmy działać :).

Od tego momentu sporo się zmieniło – mamy za sobą wiele ciekawych doświadczeń nabytych na spotkaniach z różnymi osobami związanymi z herbatą oraz mnóstwo wypitych czarek. Do tej pory wzięliśmy udział w wielu spotkaniach zarówno zamkniętych, jak i otwartych, które sami zorganizowaliśmy lub w których mieliśmy okazję uczestniczyć. Były wśród nich m.in. takie wydarzenia, jak: spotkanie plenerowe przy herbatach wietnamskich w Parku Krasińskich, warsztaty ceramiczne zorganizowane przez Anetę w jej domu w Podkowie Leśnej oraz takie spotkania w ONGGI, jak: spotkanie przy pu-erhach i herbatach japońskich od Roberta, spotkanie przy herbatach japońskich z gościnnym udziałem państwa Bohdziewicz, małżeństwa podróżników po Japonii, trzy spotkania z gościnnym udziałem dwóch pań z Korei, absolwentek szkoły herbacianej, dwa spotkania z gościnnym udziałem pana Shibamoto, plantatora z Makinohary z japońskiej prefektury Shizuoka, czy spotkanie przy unikatowych herbatach z Laosu, Tajwanu, Chin i Japonii przywiezionych  przez Roberta. Ponadto część Kolektywu wzięła udział w tegorocznym Święcie herbaty w Cieszynie.

Wszystkie te wydarzenia były bardzo udane, ale przyznam szczerze, że najbardziej zapadły mi w pamięć spotkania z naszymi zagranicznymi gośćmi. Na pierwszym spotkaniu z panem Shibamoto, które odbyło się w styczniu, po raz pierwszy miałam okazję posłuchać osoby, która zajmuje się produkcją herbaty na co dzień, oraz wypróbować wytwarzanych przez nią herbat. Pamiętam, że podczas tego wydarzenia pan Shibamoto poczęstował nas naparem z Kamairichy, japońskiej zielonej herbaty prażonej na patelni, która jest jego specjalnością. Smak tego naparu był fantastyczny, jakże odmienny od innych znanych mi wtedy zielonych herbat. Zrobił na mnie ogromne wrażenie :).

W dalszej kolejności były trzy spotkania z paniami z Korei. Na pierwszym z nich, które miało miejsce w ONGGI, pani Park oraz pani Camilla opowiedziały nam trochę o koreańskich herbatach, pokazały, jak je zaparzać oraz poczęstowały nas naparami, m.in. z Woojeona. Ten Woojeon był po prostu przepyszny, intensywnie roślinno-maślany :). Niestety, ta herbata nie załapała się na zdjęcie, więc zamieszczę inne 😉

spotkanie z Pania Pak i Kamila3

Na kolejnym spotkaniu, które miało miejsce w ramach Festiwalu Otwartych Ogrodów w Podkowie Leśnej, wspomniane wyżej panie parzyły herbaty, które my sami im dostarczyliśmy, m.in. herbaty ze sklepu TheTea.

otwarte ogrody w podkowie1

Z kolei na ostatnim spotkaniu pani Park odpowiedziała na nasze pytania dotyczące koreańskiej ceremonii oraz tradycji herbacianej i zaparzyła nam kilka swoich herbat. Wśród nich była prawdziwa ciekawostka herbaciana, a mianowicie Paryocha naturalnie aromatyzowana cytronem, takim azjatyckim cytrusem, którą pani Park wytwarza na swoje własne potrzeby. Napar z tej herbaty miał naturalny, intensywnie cytrusowy smak :). Była to zdecydowanie najsmaczniejsza herbata aromatyzowana, jaką kiedykolwiek piłam, a muszę zaznaczyć, że jestem dość wybredna, jeżeli chodzi o tego typu herbaty ;).

spotkanie z Pania Pak9

spotkanie z Pania Pak11

spotkanie z Pania Pak6

Z kolei na drugim spotkaniu z panem Shibamoto mieliśmy okazję nie tylko posłuchać o metodach produkcji herbat, popróbować wytworzonych przez niego herbat, np. oolongów o różnym stopniu oksydacji, ale też przyrządzić napar pod jego nadzorem :). Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, jak przygotowywałam napar z jednej z herbat pod czujnym okiem naszego japońskiego gościa.

spotkanie z panem shibamoto 14

Jakie odnoszę korzyści z działania w Kolektywie, szczególnie z uczestnictwa w jego spotkaniach? Ogromne :). Myślę, że można by je podzielić na trzy główne rodzaje:

  1. Możliwość degustowania herbaty w towarzystwie innych miłośników herbaty, a co się z tym wiąże możliwość skonfrontowania swoich doznań smakowych, zapachowych i wizualnych dostarczanych przez napar;
  2. Możliwość wypróbowywania unikatowych i trudno dostępnych herbat, które najczęściej można kupić tylko na miejscu w danym azjatyckim kraju;
  3. Możliwość uczestniczenia w spotkaniach z ludźmi związanymi zawodowo z herbatą, takimi jak właśnie pan Shibamoto czy panie z Korei. W normalnych okolicznościach spotkanie się z tym osobami byłoby praktycznie niemożliwe, a nawet gdyby jakimś cudem się udało, to dzieliłaby nas bariera językowa, bo nasi azjatyccy goście nie znają za dobrze angielskiego. Na szczęście mamy pod ręką tłumacza japońskiego (Roberta) i koreańskiego (Łukasza), więc komunikowanie się nie stanowiło najmniejszego problemu 😉

To wszystko sprawia, że wszelkie spotkania Kolektywu są niezwykle rozwijające i wzbogacające. Ciężko byłoby zdobyć takie doświadczenie czy nabyć taką wiedzę z jakiejkolwiek książki czy jakiegokolwiek artykułu.

Przyznam szczerze, że powstanie i działanie Kolektywu to jedna z najlepszych rzeczy, jaka się trafiła od czasu rozwinięcia się mojej pasji herbacianej. Oby udanym i ciekawym spotkaniom przy herbacie nigdy nie było końca :).

Pozdrawiam oraz serdecznie zapraszam do śledzenia strony Kolektywu na Facebooku i do uczestnictwa w spotkaniach Kolektywu 🙂

Polecane sklepy z herbatą cz. 2

W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam listę polecanych polskich sklepów z herbatą. Ponad dwa lata temu zamieściłam podobny wpis, ale jako że mam teraz znacznie większą wiedzę i bogatsze doświadczenie herbaciane niż wtedy, postanowiłam, że zaktualizuję tę listę ;). Oto ona (kolejność pozycji jest przypadkowa):

  1. Czajownia (https://www.czajownia.pl/) – sklep internetowy z siedzibą we Wrocławiu (istnieje również Czajownia w Krakowie), który oferuje spory wybór rozmaitych herbat, w tym rzadkich, np. wietnamskich czy gruzińskich. Próbowałam już kilka herbat z tego sklepu, np. zrecenzowaną już wcześniej chińską żółtą herbatę Meng Ding Huang Ya, która była rewelacyjna :);
  2. TheTea (thetea.pl) – sklep internetowy z siedzibą w Łasku koło Łodzi, w którym znajdziemy ofertę wybranych, raczej trudno dostępnych herbat, takich jak np. opisane wcześniej na blogu wietnamskie herbaty Suoi Giang Wild Green Tea i Suoi Giang Wild White Tea, czy limitowana edycja herbaty Darjeeling z ogrodu Gopaldhara, której miałam okazję spróbować dzięki Łukaszowi prowadzącemu bloga Herbaciane szlaki :). Herbaty z tego sklepu można też kupić mniej więcej co dwa tygodnie w Fortecy Kręglickich w Warszawie (jeżeli chcielibyście wiedzieć, kiedy dokładnie można tam spotkać Wojtka, właściciela sklepu, śledźcie uważnie stronę TheTea na Facebooku ;));
  3. Onecupoftea (http://agataozarowska.pl/herbata/) – sklep internetowy, w którym można kupić unikatowe nepalskie herbaty z plantacji Guranse. Miałam okazję spróbować dwóch herbat z zeszłorocznych zbiorów: czarnej Gold Buds i zielonej Hand Rolled Floral. Obie były przepyszne :). Nie mogę się doczekać, aż herbaty z tegorocznego zbioru pojawią się w ofercie ;);
  4. eherbata (https://eherbata.pl/) – sklep internetowy z siedzibą w Krakowie, w którym można znaleźć bogatą ofertę różnych herbat, również tych trudno dostępnych. Z kilku herbat z tego miejsca, które piłam do tej pory, najbardziej przypadła mi do gustu wietnamska zielona herbata o nazwie Che Thai Nguyen, którą jakiś czas temu zrecenzowałam na blogu;
  5. Czas na herbatę (http://www.czasnaherbate.net/) – to jedyny sieciowy sklep, który znalazł się w niniejszym zestawieniu. Co prawda w jego ofercie dominują rozmaite mieszanki herbat z dodatkami, za którymi generalnie nie przepadam, ale można w nim znaleźć prawdziwe herbaciane perełki, takie jak ostatnio opisane chińskie herbaty, tj. Snow Dragon i White Monkey;
  6. Čajografia (czajografia.pl) – to sklep internetowy, który specjalizuje się w rzadkich herbatach, m.in. z Nepalu. Miałam okazję wypróbować nepalskiego oolonga o nazwie Black Yeti Sandakphu T.P. i muszę przyznać, że był całkiem ciekawy. Z tego, co wiem, to herbaty z tego sklepu można kupić mniej więcej co dwa tygodnie w Fortecy Kręglickich w Warszawie, podobnie jak herbaty z TheTea. Niestety, od pewnego czasu podana strona internetowa nie działa, a na stronie sklepu na Facebooku aktywność jest praktycznie zerowa, więc nie mam pewności, czy Čajografia właściwie jeszcze istnieje.

Pozdrawiam 🙂

„Zapiski o herbacie” Roberta Tomczyka – recenzja książki o herbacie

Dzisiejszy wpis będzie recenzją książki pt. „Zapiski o herbacie” Roberta Tomczyka, która została wydana przez nieistniejące już Wydawnictwo Fu Kang. Zanim kupiłam ją, słyszałam, że to najlepsza polskojęzyczna pozycja o herbacie, wręcz obowiązkowa dla każdego miłośnika herbaty. Zachęcona wyjątkowo pozytywnymi opiniami rozpoczęłam poszukiwania ofert jej kupna w internecie. Niestety, okazało się, że ze względu na wyczerpany nakład książka ta jest prawie niedostępna. Można ją kupić okazyjnie na portalach aukcyjnych typu Allegro. Kiedy dowiedziałam się, że Robert (którego miałam przyjemność poznać osobiście na jednym ze spotkań w koreańskiej restauracji ONGGI w Warszawie) ma jeszcze parę egzemplarzy na sprzedaż, ucieszyłam się i bez wahania skorzystałam z okazji, a następnie przystąpiłam do lektury.

Zapiski o herbacie - książka

Książka pt. „Zapiski o herbacie” składa się ze wstępu o tytule „Od autora”, dwóch głównych części, tj. części I zatytułowanej „Tajemnice herbacianych liści: Wiadomości ogólne o krzewie” i części II zatytułowanej „Herbaty krajów Dalekiego Wschodu” oraz krótkiej bibliografii. Część I, która liczy 42 strony, zawiera informacje m.in. o pochodzeniu krzewu herbacianego, składzie chemicznym liści herbacianych, działaniu naparu z herbaty na organizm, klasyfikacji herbat (ze szczególnym uwzględnieniem chińskiej nomenklatury) wraz z omówieniem procesu produkcji, sposobach oceniania jakości herbaty, jak również metodach dodatkowej obróbki herbaty, takich jak aromatyzowanie, prasowanie oraz sporządzanie mieszanek. Można w niej znaleźć również ogólne porady dotyczące przyrządzania i podawania różnych rodzajów herbat (w tym porady pochodzące ze „Świętej księgi herbaty” autorstwa Lu Yu).

Z kolei część II jest znacznie obszerniejsza, bo liczy aż 100 stron. Rozpoczyna się ona od rozdziału poświęconego trzem najważniejszym postaciom dla chińskiej kultury herbacianej, tzn. cesarzowi Shen Nongowi, Lu Yu i profesorowi Chen Chuanowi. Kolejne rozdziały są właściwie przewodnikami po herbatach i tradycjach herbacianych poszczególnych krajów Dalekiego Wschodu, tj. kolejno Chin, Wietnamu, Korei i krajów zachodnich, a konkretniej po historii herbaty w danym kraju, akcesoriach, ceremoniach i tradycjach herbacianych, jak również gatunkach charakterystycznych dla danego kraju czy najważniejszych rejonach uprawy herbaty. Pierwszy rozdział poświęcony Chinom jest najdłuższy i najbardziej szczegółowy, a ostatni rozdział o krajach zachodnich jest najkrótszy i najbardziej ogólny.

Całość książki jest uzupełniona podpisanymi zdjęciami herbat, akcesoriów, miejsc uprawy herbaty czy tubylców przy herbacie. Pochodzą one z prywatnej kolekcji autora, którą zgromadził przez ponad 15 lat podczas podróży po krajach Dalekiego Wschodu (w latach 1993-2008).

Główną zaletą tej pozycji jest mnogość oraz różnorodność informacji i ciekawostek o herbacie i kulturze herbacianej w krajach Dalekiego Wschodu, jak również porad dotyczących przyrządzania i podawania różnych rodzajów i gatunków herbaty. Dzięki niej dowiedziałam się na przykład, że za czasów panowania chińskiej dynastii Tang herbatę spożywano w formie zupy (czyli wywaru) z dodatkiem takich składników jak sól czy cebula, a nie naparu. Co prawda wcześniej po lekturze innych źródeł wiedziałam, że w przeszłości konsumowano herbatę w inny sposób niż ten znany nam dzisiaj, ale nie byłam świadoma, że tak właśnie to wyglądało. Przyznam szczerze, że bardzo cenię sobie podrozdział o Tajwanie oraz rozdziały poświęcone Wietnamowi i Korei, ponieważ przeważająca większość polskojęzycznych pozycji o herbacie koncentruje się na krajach będących większymi i bardziej znanymi producentami herbaty, czyli Chinach (przy czym Tajwan jest najczęściej tylko wspominany), Japonii i Indiach, przez co obszar wiedzy o herbacie i tradycjach herbacianych w krajach będących mniejszymi i mniej znanymi producentami herbaty jest zaniedbany. Co więcej, szczególnie podobały mi się przewodniki po najbardziej charakterystycznych herbatach w danym kraju, zwłaszcza dość szczegółowa klasyfikacja chińskich herbat wraz z krótką instrukcją parzenia wybranych gatunków.

Co ważne, pozycja pt. „Zapiski o herbacie” została napisana przez osobę, która ma rozległą wiedzę o herbacie i ogromne doświadczenie w tym zakresie dzięki ukończeniu japońskiej szkoły sztuki herbacianej oraz wieloletnim podróżom po krajach Dalekiego Wschodu w celu zgłębiania tradycji i kultury herbacianej tych miejsc. Dlatego też bez wątpienia to opracowanie jest rzetelnym źródłem wiedzy.

Ponadto warto zauważyć, że książka ta prezentuje temat herbaty od podstaw, co oznacza, że zarówno początkujący, jak i bardziej zaawansowani miłośnicy tego naparu mogą z niej skorzystać – ci pierwsi mogą mieć większe ogólne pojęcie o herbacie, a ci drudzy mogą uzupełnić i uporządkować swoją bardziej zaawansowaną wiedzę.

Książka pt. „Zapiski o herbacie” Roberta Tomczyka ma jednak kilka niewielkich wad. Pierwsza z nich to drobne błędy językowe, przede wszystkim literówki, np. „Camelnensis” zamiast „Camellia sinensis” (strona 11), „metoda CTC (C-crush, T-tear, C-crul)” zamiast „metoda CTC (C-crush, T-tear, C-curl)” (strona 25), „prowincja Gunagxi” zamiast „prowincja Guangxi”, „Baiahao Oolong” zamiast „Baihao Oolong” (strona 103) czy „krzew yutakmidori” zamiast „krzew yutakamidori” (strona 127). Nie stanowią one żadnego problemu dla osób bardziej obeznanych w temacie, ponieważ doskonale wiedzą, jaka jest poprawna wersja danej nazwy. Jednak w przypadku osób, które dopiero rozpoczęły swoją przygodę z herbatą, mogą one nieco utrudniać prawidłowy odbiór przekazywanych treści.

Drugą wadą jest przedstawienie danego tematu w niektórych fragmentach zbyt powierzchownie, „po łebkach”. Na przykład na stronie 94 w części dotyczącej chińskiej herbaty o nazwie Xiao Zhong Hong Cha, znanej u nas jako Lapsang Souchong, znajduje się następująca wzmianka o pewnej odmianie tej herbaty: „Inną herbatą należącą do grupy Xiao Zhong Hong Cha jest Tarry Souchong”. W tym fragmencie brakowało mi chociażby zdania, które wyjaśniałoby, czym właściwie różni się Tarry Souchong od Lapsang Souchong.

Trzecią niedoskonałością jest fakt, że dwa fragmenty książki (a konkretniej na stronie 50 przy zdjęciu i na stronie 90 w części zatytułowanej „Herbaty oolong”) zostały ucięte w druku, przez co niestety ciężko złożyć je w logiczną i spójną całość z pozostałą częścią tekstu.

Czwartym mankamentem jest wspomniana we wstępie mocno ograniczona dostępność książki.

Podsumowując, „Zapiski o herbacie” autorstwa Roberta Tomczyka to wyjątkowa i niezwykle wartościowa pozycja, która stanowi obszerne kompendium wiedzy o herbacie w krajach Dalekiego Wschodu. Całkowicie zgadzam się ze stwierdzeniem, które przytoczyłam we wstępie tej recenzji – każdy miłośnik herbaty, niezależnie od stopnia zaawansowania swojej wiedzy, powinien przeczytać ją, bo jest to najlepsza znana mi polskojęzyczna książka na ten temat. Najlepiej mieć ją na swojej półce, żeby móc do niej wracać na różnych etapach swojej przygody z herbatą :).

Pozdrawiam 🙂

Moje ulubione polskojęzyczne blogi o herbacie

Jakiś czas temu zauważyłam, że większość osób prowadzących blogi o herbacie udostępniła listę ulubionych blogów o podobnej tematyce na stronie głównej swojego bloga, przeważnie po lewej stronie. Jako że z jakiegoś powodu nie mogę tego zrobić, postanowiłam, że w dzisiejszym wpisie zamieszczę taką listę wraz z krótką prezentacją najczęstszych tematów poruszanych na danym blogu. Oto ta lista (kolejność pozycji jest przypadkowa):

1. Herbaciane szlaki (http://herbaciane-szlaki.blogspot.com/) – Łukasz (którego miałam przyjemność poznać wirtualnie) zamieszcza przede wszystkim recenzje najróżniejszych herbat i herbatek, również tych dostępnych w marketach. Bardzo podobała mi się jego recenzja Iwan czaja (wierzbówki kiprzycy). Lubię też oglądać zdjęcia recenzowanych herbat, które zaparza w przepięknych naczyniach :);

2. Dado – moja droga herbaty (http://ju-jon-ja.blogspot.com/) – podobnie jak swój imiennik prowadzący bloga Herbaciane szlaki, Łukasz (którego miałam przyjemność poznać osobiście) zamieszcza recenzje rozmaitych herbat. Szczególny obiekt jego zainteresowań stanowią herbaty z Korei, ponieważ z wykształcenia jest koreanistą, ale pisze też o herbatach z innych krajów, np. Nepalu czy Chin;

3. Herbaciany notes (https://herbacianynotes.wordpress.com/) – Jola (którą miałam przyjemność poznać osobiście) zamieszcza recenzje ze spotkań przy herbacie oraz recenzje rozmaitych herbat, które często przeplata najróżniejszymi przemyśleniami. Bardzo podobały mi się jej ostatnie wpisy poświęcone gruzińskiej herbacie;

4. Kolory herbaty (http://koloryherbaty.blogspot.com/) – Maria i Jakub zamieszczają recenzje herbat z najróżniejszych krajów świata (również tych dostępnych w marketach), herbatek, które nie pochodzą od Camelii sinensis, np. yerba mate czy rooibosa, oraz ziół, jak również przepisy na napoje/przekąski z wykorzystaniem herbaty;

5. Piewcy Teiny (http://piewcyteiny.pl/) – Ania (którą miałam przyjemność poznać wirtualnie i która prowadzi popularną wśród miłośników herbaty stronę Piewców Teiny na Facebooku) zamieszcza recenzje herbat i herbatek, wpisy zawierające porady i ciekawostki dotyczące herbaty, przepisy z wykorzystaniem herbaty oraz recenzje z pobytu w herbaciarniach. Ponadto na jej blogu można znaleźć także wpisy poświęcone gadżetom dla miłośników herbaty. Bardzo lubię jej tygodniowy cykl wpisów pt. „Co ja parzę”, w których co piątek krótko podsumowuje wpisy z blogów o herbacie, które pojawiły się w danym tygodniu;

6. Herbatniczek (https://herbatniczek.wordpress.com/) – Ewa (którą miałam przyjemność poznać osobiście i która na co dzień mieszka w Hiszpanii) zamieszcza recenzje herbat i herbatek (również tych dostępnych w marketach), recenzje książek o herbacie, relacje z podróży i rozmaitych wydarzeń, np. spotkań przy herbacie, jak również relacje fotograficzne;

7. Kurs na herbatę (http://kursnaherbate.pl/) – Maciej (którego miałam przyjemność poznać wirtualnie) zamieszcza recenzje herbat (ostatnio zamieścił też recenzję piw z dodatkiem herbaty) oraz recenzje z pobytu w herbaciarniach, jak również dzieli się swoimi przemyśleniami na temat herbaty;

8. Morze herbaty (http://morzeherbaty.pl/) – blog Ani (którą miałam przyjemność poznać osobiście i która jest z wykształcenia sinologiem) jest poświęcony wyłącznie tematyce chińskiej herbaty. Można na nim znaleźć m.in. recenzje herbat z Chin i książek o herbacie, wpisy zawierające porady i ciekawostki dotyczące chińskiej herbaty oraz sposobów jej przyrządzania;

9. Cha-herbata (http://cha-herbata.blogspot.com/) – Robert, autor książki pt. „Zapiski o herbacie” (którego miałam przyjemność poznać osobiście), zamieszcza przede wszystkim recenzje najróżniejszych herbat z Chin, Japonii, Korei i Wietnamu, również tych rzadko spotykanych;

10. DeniMix (http://www.denimix.pl/) – Danuta pisze recenzje herbat z Chin, Japonii i Indii, ze szczególnym uwzględnieniem pu-erhów i oolongów, oraz herbatek (również tych dostępnych w marketach). Ponadto zamieszcza także przepisy na przekąski do herbaty lub z wykorzystaniem herbaty oraz wpisy o ceramice herbacianej (również tej wytwarzanej własnoręcznie).

Pozdrawiam 🙂

Różne odsłony herbaty cz. 25 – Balhyocha, czyli koreańska żółta herbata

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam Balhyochę, czyli koreańską żółtą herbatę.

Balhyocha (zwana również Paryochą) to herbata pochodząca z południowej części Korei Południowej. Po koreańsku „Balhyocha” oznacza „fermentowaną/oksydowaną herbatę” (przy okazji taka ciekawostka – Koreańczycy określają terminem „Balhyo” każdą herbatę czy potrawę, która została poddana procesowi fermentacji/oksydacji, czyli np. kimchi jest Balhyo, a „cha” to oczywiście „herbata”). Jednak fakt, że Balhyocha jest oksydowana, nie sprawia, że może być ona jednoznacznie sklasyfikowana jako oolong czy czarna herbata (zgodnie z chińską nomenklaturą: czerwona herbata). Dzieje się tak, ponieważ istnieją różnice w procesie produkcji. Jak zatem wygląda proces wytwarzania Balhyochy? Przedstawię Wam go poniżej w punktach:

  1. Świeżo zebrane listki Balhyochy poddaje się procesowi więdnięcia najpierw na słońcu, a następnie w cieniu, dzięki czemu zachodzi w nich naturalna oksydacja. Bywa też tak, że herbatę tę poddaje się więdnięciu w jednym z wyżej wymienionych miejsc, tj. tylko na słońcu lub tylko w cieniu;
  2. Listki poddaje się energicznemu zwijaniu, uważając na to, żeby nie porwać ich ani nie zniszczyć. Ten proces jest czymś pomiędzy delikatnym formowaniem listków zielonej herbaty a brutalniejszym zwijaniem listków czarnej herbaty;
  3. Listki pozostawia się do powolnego wysychania na podgrzanej podłodze zwanej ondol w ciepłym pomieszczeniu na długi czas (w przypadku produkcji czarnej herbaty proces wysychania trwa znacznie krócej, a w procesie wytwarzania oolonga tego etapu nie ma);
  4. Ostatni etap produkcji różni się w zależności od techniki zastosowanej przez danego producenta tej herbaty – niektórzy pozostawiają listki do całkowitego wyschnięcia, inni na koniec poddają listki działaniu wysokiej temperatury, inni miażdżą je, żeby doprowadzić do dodatkowej oksydacji, a jeszcze inni umieszczają Balhyochę w specjalnym glinianym naczyniu przeznaczonym do fermentacji żywności, zwanym onggi, i pozostawiają ją tam na kilka miesięcy.

Ze wszystkich wymienionych wyżej etapów drugi i trzeci jest charakterystyczny dla Balhyochy. Koreańczycy uważają, że Balhyocha to żółta herbata ze względu na energiczne zwijanie listków oraz pozostawienie ich do powolnego wyschnięcia, czyli poddanie listków procesowi „żółcenia” („men hwang”). Poza tym według nich istnieje jeszcze jeden argument za tym, żeby klasyfikować Balhyochę jako koreańską żółtą herbatę – napar z listków ma żółty kolor (o czym zresztą przekonacie się sami w dalszej części wpisu :)). Jednak, co ważne, Balhyocha nie jest żółtą herbatą w rozumieniu Chińczyków, tj. nie jest chińską hwang-chą, tylko żółtą herbatą w rozumieniu Koreańczyków, czyli częściowo oksydowaną herbatą, która przeszła przez cztery wyżej wymienione etapy produkcji. Jako że termin hwang-cha może być mylący, najlepiej mówić, że Balhyocha jest nie tylko gatunkiem, ale również rodzajem herbaty.

Produktem końcowym przedstawionego powyżej sposobu wytwarzania jest herbata w formie długich, mocno poskręcanych listków w ciemnobrązowym kolorze, przypominającym nieco kolor czekolady. Prezentuje się ona następująco:

Balhyocha - listki

Napar z Balhyochy ma żółtawy kolor i nieco ziemisty zapach. Wygląda ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Balhyocha - napar

W smaku tego naparu czuć wyraźną, zrównoważoną, ale przyjemną goryczkę, która silnie kojarzy mi się z goryczą gorzkiej czekolady. Co prawda nie jestem miłośniczką gorzkiej czekolady, ale smak tej herbaty mi odpowiada. Całość jest intrygująca i unikatowa – żadna znana mi herbata nie dostarcza takich doznań wizualnych, zapachowych i smakowych jak Balhyocha. Mimo to nie byłabym w stanie pić jej codziennie, bo na co dzień zdecydowanie wolę herbaty dające słodszy napar.

Jeżeli chodzi o sposób przyrządzania Balhyochy, to po kilku mniej i bardziej udanych eksperymentach doszłam do wniosku, że najlepiej jest zalać ją wodą tuż po zagotowaniu i parzyć przez minutę. Jest to herbata wielorazowego użytku – te same listki można wykorzystać nawet czterokrotnie. Przy każdym kolejnym razie dobrze jest wydłużyć czas parzenia o minutę. Co ciekawe, mam wrażenie, że za drugim i każdym następnym parzeniem goryczka stała się trochę mniej wyraźna, ale za to pojawiły się warzywne nuty.

Podsumowując, Balhyocha to niezwykle intrygująca koreańska żółta herbata, która dostarcza wyjątkowych doznań. Niestety, ma ona jedną poważną wadę, a mianowicie jest ona praktycznie niedostępna w Polsce. Można ją kupić tylko w Korei (albo ewentualnie od kogoś, kto tam bywa). Jednak mam nadzieję, że z czasem rzadsze koreańskie herbaty, takie jak Balhyocha, pojawią się w ofercie polskich sklepów z herbatą.

Pozdrawiam 🙂

PS. Przy przygotowywaniu tego wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

http://mattchasblog.blogspot.com/2011/10/what-exactly-is-korean-balhyocha-paryo.html

http://mattchasblog.blogspot.com/2010/08/what-exactly-is-korean-balhyocha-paryo_16.html

http://www.worldoftea.org/south-korean-balhyocha-hwangcha/

http://teaatmorningcranetea.blogspot.com/2015/03/balhyocha-revisited-embracing-korean.html

http://teaatmorningcranetea.blogspot.com/2012/11/a-quick-primer-on-balhyocha.html

http://what-cha.com/out-of-stock/korea-kim-jong-yeols-2014-balhyocha-tea/