Różne odsłony herbaty cz. 10 – Rooibos

We wszystkich poprzednich wpisach z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” opisywałam wyłącznie herbaty pochodzące z Azji, a konkretniej z Japonii, Chin i Korei Południowej. Dzisiejszy wpis będzie poświęcony herbacie pochodzącej z zupełnie innego kontynentu, a mianowicie południowoafrykańskiej herbacie Rooibos (zwanej również „redbush” lub „bush tea”).

Rooibos powstaje z liści Aspalathus linearis, czyli czerwonokrzewu afrykańskiego (sama nazwa „roiboos” oznacza w języku afrikaans „czerwony krzew”). Czerwonokrzew afrykański to roślina osiągająca 1,5 m wysokości, którą uprawia się wyłącznie w Republice Południowej Afryki w Prowincji Przylądkowej Zachodniej w górach Cederberg. Co ciekawe, rejon uprawy czerwonokrzewu jest jednocześnie środowiskiem naturalnym tej rośliny. Dlatego też przy uprawie czerwonokrzewu nie stosuje się żadnych nawozów sztucznych lub innych środków chemicznych, ponieważ zwyczajnie nie ma takiej potrzeby. Dzięki temu Rooibos jest całkowicie naturalnym produktem :).

Warto też mieć świadomość, że fakt, iż Rooibosa otrzymuje się z czerwonokrzewu afrykańskiego, a nie z Camelli sinensis (czyli herbaty chińskiej) sprawia, że Rooibos nie jest prawdziwą herbatą. Jednak często określa się go jako herbatę dla ułatwienia. Pozwólcie, że będę robić tak samo ;).

Herbatę Rooibos produkuje się w następujący sposób: najpierw w środku południowoafrykańskiego lata, czyli mniej więcej w styczniu, zbiera się liście przypominające kształtem igły sosnowe, które tnie się na kilkumilimetrowe kawałki. Następnie pocięte listki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak skrapianie wodą, poddanie procesowi fermentacji wywołanej miażdżeniem za pomocą dużych walców, kilkudniowe suszenie na słońcu i przesiewanie. Ostatecznie Rooibos ma postać drobnych czerwonawo-brązowych kawałeczków. Prezentują się one następująco:

rooibos - listki

Warto wiedzieć, że poza czerwoną, standardową odmianą Rooibosa istnieje również odmiana zielona, która w ogóle nie jest poddawana procesowi fermentacji. Niestety, jeszcze nie miałam okazji, aby spróbować zielonego Rooibosa, więc skupię się tylko na czerwonym ;).

Napar z Rooibosa ma pomarańczowo-czerwonawy kolor. Wygląda on tak, jak na zdjęciu poniżej:

rooibos - napar 2

Ma on intensywny, miodowy aromat. Jego smak jest bardzo specyficzny – delikatny i słodkawy, przywołujący na myśl skojarzenia z miodem. Mimo że Rooibos sam w sobie jest słodki, to można go jeszcze posłodzić, np. miodem albo sokiem, np. malinowym. Ja próbowałam tylko czystego Rooibosa, bo akurat nie miałam takich dodatków pod ręką, więc nie polecę Wam niczego konkretnego, ale myślę, że w miarę możliwości warto poeksperymentować :). Przy okazji dodatków do Rooibosa, ciekawe jest to, że mieszkańcy RPA często przyrządzają go z mlekiem i cukrem.

Jeżeli chodzi o sposób przygotowania tej herbaty, to moim zdaniem najlepiej listki w proporcji mniej więcej łyżeczka na czarkę lub filiżankę (tak, żeby pokryły dno naczynia, ale nie do końca) zalać wodą o temperaturze ok. 95-98 stopni Celsjusza (czyli właściwie wodą od razu po przegotowaniu) i zaparzać przez 5 minut, bo wtedy ma najlepszy, najbardziej wyrazisty smak. Jeżeli mamy ochotę na eksperymenty z ilością suszu i długością zaparzania, to nic nie stoi na przeszkodzie – Rooibosa nie da się „zepsuć” ani „przeparzyć.” Po odczekaniu określonego czasu dobrze jest oddzielić susz od naparu. Najlepiej jest to zrobić za pomocą papierowego filtra, ale jeżeli nie mamy takiego, to możemy wykorzystać sitko z jak najdrobniejszymi oczkami. Co prawda ciężko przefiltrować napar przez sitko tak, żeby nie pływały w nim żadne resztki suszu, ale można spróbować przelać napar przez sitko dwa, czy trzy razy – wtedy będzie większa szansa, że nic nie zostanie :). Gotowego Rooibosa możemy pić na dwa sposoby – na ciepło, jak każdą standardową herbatę, lub na zimno.

Warto wiedzieć, że Rooibos ma wiele właściwości zdrowotnych. Pozwólcie, że wybiorę najważniejsze z nich i wymienię je w punktach:

  1. Rooibos zawiera bardzo niewielkie ilości garbników, przez co jego smak jest praktycznie pozbawiony goryczy. Poza tym Rooibos nie zawiera teiny, dzięki czemu ma działanie uspokajające i rozluźniające. Te dwie właściwości sprawiają, że jest to herbata, którą mogą pić właściwie wszyscy, nawet niemowlęta i małe dzieci (w tym miejscu podzielę się z Wami ciekawostką z mojego życia – mój niespełna roczny synek uwielbia Rooibosa, pije go codziennie :D), jak również osoby z nadciśnieniem i osoby rozdrażnione oraz cierpiące na bezsenność.
  2. Rooibos jest bogatym źródłem minerałów i mikroelementów, takich jak żelazo, potas, fluor, czy magnez. Z tego powodu jest on szczególnie zalecany kobietom w ciąży, bo łagodzi mdłości i zapobiega anemii. Ponadto zawiera on dużo witaminy C oraz sporą ilość przeciwutleniaczy, przez co wspomaga odporność i opóźnia proces starzenia się organizmu.
  3. Rooibos zawiera substancje wspomagające wydzielanie serotoniny zwanej również hormonem szczęścia. Dlatego też jest on polecany osobom cierpiącym na depresję.
  4. Rooibos ma działanie osłonowe na przewód pokarmowy, przez co pomaga zwalczyć problemy żołądkowo-jelitowe, takie jak biegunka, czy wymioty. W dodatku ma on działanie rozkurczowe i przeciwbólowe, dzięki czemu łagodzi bóle menstruacyjne oraz kolki u niemowląt.
  5. Rooibos stosowany zewnętrznie jako okład wspomaga leczenie chorób skóry, takich jak trądzik, oraz gojenie swędzących, trudno gojących się ran.
  6. Rooibos łagodzi objawy alergii, egzemy oraz astmy.
  7. Rooibos stymuluje laktację u kobiet karmiących piersią.
  8. Ze wstępnych badań wynika również, że Rooibos chroni przed nowotworami i zmniejsza ryzyko zachorowania na cukrzycę, ale wymagają one potwierdzenia.

Przyznam się Wam szczerze, że nie jestem wielką fanką Rooibosa, bo jego specyficzny smak jakoś mnie nie zachwyca. Zdecydowanie wolę herbaty pochodzące z Azji, ale mimo to raz na jakiś czas lubię zaparzyć sobie Rooibosa i napić się go. Niemniej jednak, polecam go nie tylko osobom, którym smak tradycyjnych chińskich lub japońskich herbat nie do końca odpowiada, ale również miłośnikom takich herbat, którzy szukają jakiejś ciekawej odmiany. Naprawdę warto spróbować, chociażby po to, żeby wyrobić sobie opinię :).

Pozdrawiam słonecznie w ten ponury, deszczowy dzień 🙂

PS. Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

http://www.herbaciani.pl/wlasciwosci-rooibos.html

http://www.dobra-herbata.pl/rooibos.html

http://eherbata.pl/rooibos-44.html

http://czajnikowy.pl/herbata-rooibos/

http://www.rodzajeherbat.pl/herbata-rooibos/

http://www.tea.pl/?rooibos-herbata-z-czerwonego-krzewu,85

Polecane sklepy z herbatą

Jakiś czas temu na stronie bloga na Facebooku jedna z czytelniczek bloga poprosiła mnie, żebym zdradziła Wam, w jakich sklepach kupuję herbatę, a ja obiecałam, że któregoś dnia to zrobię. W dzisiejszym wpisie spełnię tę moją obietnicę 🙂

Obecnie mam dwa ulubione sklepy internetowe z herbatą. Pierwszy z nich to sklep eherbata.pl – sklep internetowy z siedzibą w Krakowie, który w swojej ofercie ma ogromny wybór herbat. Można tam znaleźć prawdziwe herbaciane perełki, np. rzadkie herbaty koreańskie, takie jak Nokcha, czy Sejak, których nie oferuje żaden inny znany mi polski sklep z herbatą.

Drugi mój ulubiony sklep z herbatą to uwielbiamherbate.pl – sklep internetowy z siedzibą w Łodzi, który ma nieco skromniejszą ofertę  niż sklep eherbata.pl, ale ma za to większy wybór herbat kwitnących 🙂

Nie myślcie jednak przypadkiem, że jestem jakąś zagorzałą przeciwniczką sklepów stacjonarnych z herbatą 😉 Absolutnie nie 🙂 Jeszcze kilka lat temu zdarzało mi się kupić w nich herbatę (głównie w sklepie Herbaty Świata, który wtedy mieścił się w C.H. Wileńska, ale został przeniesiony do lokalu przy ul. Jagiellońskiej 18), lecz ostatecznie przerzuciłam się na sklepy internetowe. Dlaczego? Moim zdaniem sklepy internetowe mają więcej zalet niż sklepy stacjonarne. Po pierwsze, takie sklepy zwykle mają bogatszą i tańszą ofertę herbat. Po drugie, zakupy herbaciane w sklepie internetowym są wygodniejsze niż w przypadku zakupów w standardowym sklepie – nie trzeba nigdzie specjalnie jechać itp. Po trzecie, w wielu sklepach internetowych z herbatą (o ile nie we wszystkich ;)) istnieje bardzo miły zwyczaj dorzucania gratisów. Co prawda takie gratisy to przeważnie raczej mniej ciekawe herbaty, ale to nie szkodzi, bo i tak wszystkiego warto spróbować 🙂 A nuż w gratisie trafi się jakaś wcześniej nieznana przez nas herbata, która przypadnie nam do gustu?

Z kolei w sklepach stacjonarnych na miejscu jest sprzedawca, którego możemy poprosić o podanie informacji dotyczących danej herbaty lub o poradę, np. o polecenie jakiejś białej herbaty. Poza tym w herbaciarniach (które przeważnie pełnią również funkcję sklepu stacjonarnego z herbatą) możemy nie tylko wypróbować herbatę, spędzając miło czas, ale także kupić ją 🙂

Mając na uwadze powyższe zalety, uważam, że sklep internetowy to idealny wybór jeżeli chodzi o miejsce regularnych zakupów herbacianych. Natomiast herbaciarnio-sklep stacjonarny to fajne miejsce na spotkanie ze znajomym/i raz na jakiś czas i ewentualne drobne zakupy herbaciane.  

Na koniec przypomnę Wam, że to wszystko, co napisałam, to tylko moja subiektywna opinia, która wynika z moich dotychczasowych doświadczeń 😉

Pozdrawiam 🙂

Gaiwan – chińskie naczynie do zaparzania herbaty

Od dawna chciałam sobie kupić jakiś fajny i oryginalny zestaw do parzenia i picia herbaty. Ostatnio gdy przeglądałam internet w poszukiwaniu takiego zestawu, natknęłam się na gaiwana Zhong, oferowanego przez sklep Czajnikowy.pl. Bardzo mi się spodobał 🙂 Gdy zastanawiałam się nad kupieniem tego naczynia, poczytałam trochę na jego temat w różnych źródłach internetowych. To, co o nim przeczytałam, ostatecznie przekonało mnie do jego kupna. No, i stało się, od dwóch tygodni jestem szczęśliwą posiadaczką gaiwana Zhong oraz pasującej do niego kolorystycznie czarki ceramicznej Kanton 🙂 W dzisiejszym wpisie podzielę się z Wami moją wiedzą na temat gaiwana oraz moimi wrażeniami z korzystania z tego ciekawego naczynia do zaparzania herbaty 🙂

Zacznę od przedstawienia podstawowych informacji na temat gaiwana. Gaiwan to po chińsku „czarka z przykrywką” („gai” to przykrywka, a „wan” to czarka). Jest to naczynie, które wywodzi się z czasów chińskiej dynastii Ming, panującej w latach 1368-1644. Po raz pierwszy gaiwan został opisany przez wielkiego mistrza herbaty Lu Yu. Niektóre źródła podają, że gaiwan jest znany się już od 1350 roku. Obecnie Chińczycy wykorzystują gaiwana na dwa różne sposoby, w zależności od miejsca zamieszkania. Na południu i wschodzie Chin gaiwan jest używany jako czajnik, a na północy i zachodzie – jako czarka do picia.

Gaiwany mogą być wykonane z różnych materiałów, takich jak szkło i glinka, ale najczęściej wytwarza się je z porcelany. Te naczynia dzieli się na dwa główne rodzaje: małe (zwane inaczej dwuczęściowymi) oraz duże (zwane inaczej trzyczęściowymi). Gaiwany małe zwykle mają pojemność mniejszą niż 150 ml i składają się tylko z czarki i przykrywki. Z kolei gaiwany duże to naczynia o pojemności większej niż 150 ml. Poza tym składają się nie tylko z czarki (która jest zaopatrzona w mały dziobek z grzebieniem filtrującym napar) i przykrywki, ale również z podstawki z głębokim zagłębieniem (które jest dostosowane kształtem do podstawy czarki). Gaiwany małe najczęściej wykorzystuje się jako naczynia służące do bezpośredniego picia herbaty, a gaiwany duże – jako czajniki, z których przelewa się herbatę do mniejszych czarek (co prawda oczywiście można ich używać dokładnie w taki sam sposób, jak gaiwany małe, czyli jako czarki, ale ja w swoim wpisie skupię się na używaniu gaiwanów dużych jako czajników ;)).

W zasadzie w gaiwanie można przyrządzić każdy rodzaj herbaty, ale najlepiej jest wykorzystywać to naczynie do zaparzania zarówno herbat charakteryzujących się delikatnym smakiem i aromatem oraz nie wymagających zalewania wodą o zbyt wysokiej temperaturze (czyli białych i zielonych herbat, w tym zielonych aromatyzowanych, takich jak zielona jaśminowa), jak i herbat, które mogą być zaparzane wielokrotnie (np. herbaty oolong zwanej inaczej turkusową – częściowo fermentowanej herbaty pochodzącej z Chin i Tajwanu).

W tym miejscu podzielę się z Wami pewną ciekawostką dotyczącą gaiwanów. Otóż według chińskiej filozofii Tao (która opiera się na dążeniu człowieka do osiągnięcia harmonii z naturą) duży gaiwan to symbol trzech sfer świata: nieba (przykrywka), świata ludzi lub samego człowieka (czarka) oraz ziemi (podstawka), a więc wykorzystywanie gaiwana do zaparzania i picia herbaty symbolizuje relację człowieka z naturą. Czasem gaiwana porównuje się również do serca, w którym herbatę zaparza się.

Teraz postaram się przedstawić Wam krótki poradnik dotyczący zaparzania herbaty w gaiwanie 🙂 Najlepiej jest przyrządzić herbatę w gaiwanie w siedmiu podstawowych etapach. Pozwólcie, że wypunktuję je i krótko opiszę:

  1. Przygotowanie wody oraz naczyń, tj. gaiwana, czarki oraz termosu lub innego pojemnika/naczynia z gorącą wodą
  2. Wyparzenie naczyń – przed wsypaniem herbaty dobrze jest wyparzyć gaiwan gorącą wodą. Dzięki temu zabiegowi nie tylko symbolicznie i praktycznie oczyszczamy to naczynie, ale również rozgrzewamy je, co sprawi, że odpowiednio przygotujemy je na przyjęcie herbaty i unikniemy gwałtownego spadku temperatury wody przy zetknięciu z zimnym naczyniem, a przez to efekt parzenia będzie lepszy
  3. Wsypanie herbaty do gaiwana – najlepiej jest wsypać trochę więcej herbaty niż zwykle
  4. „Rozbudzenie” herbaty, czyli dolanie odrobiny gorącej wody do gaiwana i szybkie jej odlanie, dzięki czemu herbata uwolni swój aromat
  5. Pierwsze zaparzenie herbaty – dobrze jest zalać listki wodą do około ¾ pojemności gaiwana i natychmiast zamknąć gaiwana przykrywką. Podczas pierwszego parzenia lepiej nie wlewać gorącej wody bezpośrednio na listki herbaty, tylko skierować strumień wody na wewnętrzną stronę przykrywki trzymanej drugą ręką nad gaiwanem (można to robić nawet lekko opierając przykrywkę o gaiwan, bo wtedy jest wygodniej), dzięki czemu herbata nie przeżyje szoku temperaturowego 😉
  6. Przelanie herbaty do czarek – po odczekaniu odpowiedniego czasu (i tu uwaga: warto jest parzyć herbatę w gaiwanie krócej niż normalnie) odkrywamy przykrywkę i przelewamy napar herbaciany do czarki (można również pić herbatę bezpośrednio z gaiwana, ale ja uważam, że wygodniej jest pić ją z czarki ;)). Przy przelewaniu można trzymać gaiwana na dwa sposoby. Pierwsza metoda polega na uchwyceniu gaiwana w taki sposób, żeby przytrzymywać kciukiem środek zewnętrznej strony przykrywki, a palcem wskazującym i środkowym – spód spodka z gaiwanem i przechyleniu go nad czarką po uprzednim lekkim odchyleniu przykrywki. Z kolei drugi sposób polega na uchwyceniu gaiwana kciukiem i środkowym palcem tuż pod jego górną krawędzią i przytrzymywaniu palcem wskazującym środka zewnętrznej strony przykrywki, uchylając przykrywkę i pochylając gaiwana nad czarką (ja osobiście preferuję pierwszą metodę, tym bardziej, że po zalaniu listków gorącą wodą gaiwan nagrzewa się, więc raczej niezbyt przyjemnie trzyma się go w ten sposób). Warto również wiedzieć, że wewnętrzna strona przykrywki gaiwana może posłużyć jako niuchar, czyli przyrząd, który pozwala na delektowanie się aromatem herbaty 🙂
  7. Kolejne zaparzenie herbaty – warto pamiętać, że podczas kolejnych zaparzeń czas parzenia stopniowo wydłuża się, a ilość wody potrzebna do przyrządzenia herbaty powoli zwiększa się (bo rozwijające się listki zaczynają zajmować coraz większą przestrzeń). Poza tym nie powinno się robić zbyt długich przerw pomiędzy kolejnymi parzeniami. Po ostatnim zaparzeniu herbaty i wyjęciu listków gaiwana można umyć za pomocą środka do mycia naczyń.

Na koniec napiszę Wam o moich wrażeniach z korzystania z gaiwana. Zacznę od zalet. Gaiwan jest bardzo ładny, przez co korzystanie z niego jest prawdziwą przyjemnością 🙂 Poza tym to naczynie sprawia, że prawidłowe zaparzanie herbaty staje się prostsze, bo łatwiej jest kontrolować temperaturę wody oraz w odpowiednim momencie przerwać zaparzanie, wlewając gotową herbatę do czarki. Jednak gaiwan ma też dwie zasadnicze wady. Po pierwsze, gaiwan to co prawda jednorazowy, ale niemały wydatek (ok. 100 zł). Po drugie, na początku chwytanie tego naczynia i przelewanie z niego herbaty do czarek idzie tak niezdarnie, że normą jest porozlewana herbata, a nawet poparzone palce. Na szczęście, to tylko kwestia nabrania wprawy – z czasem trzymanie i przelewanie będzie szło coraz sprawniej 🙂

Uważam, że gaiwan to super sprawa dla prawdziwych miłośników herbaty. Jeśli możecie sobie pozwolić na jego kupno, macie ochotę poznać nowy i nietypowy sposób przyrządzania herbaty i macie dostatecznie dużo cierpliwości, która sprawi, że nie zniechęcicie się do pierwszych niezbyt udanych prób obchodzenia się z gaiwanem, sprawcie sobie takie naczynie, a nie pożałujecie 🙂

Pozdrawiam 🙂

PS. Przy redagowaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł:

http://czajnikowy.pl/sklep-czajnikowy/akcesoria-do-herbaty/gaiwan-zhong/

http://czajnikowy.pl/gaiwan-symbol-nieba-czlowieka-i-ziemi/

http://czajnikowy.pl/czajnikowy-14-parzenie-w-gaiwanie-rodzaje-sposob-parzenia-ciekawostki/

http://morzeherbaty.pl/2012/05/gaiwan-po-raz-drugi/#more-2236

http://www.wikihow.com/Brew-Gaiwan-Tea

http://www.thefragrantleaf.com/gaiwan-tea-preparation

Piosenka kojarząca się z herbatą

Dzisiejszy wpis będzie krótki i nietypowy, bo tylko luźno związany z tematem herbat. Otóż niedawno przypomniałam sobie jedną piosenkę w wykonaniu Enyi, która nosi tytuł „Tea-House Moon”. Przywołuję tę piosenkę nie tylko dlatego, że w jej tytule znajduje się słowo „tea”, ale także dlatego, że z jakiegoś powodu bardzo kojarzy mi się z japońskimi herbatami. Gdyby można było przełożyć smak i aromat tych herbat na muzykę, to zapewne brzmiałyby właśnie tak 😉 Jak macie ochotę, to posłuchajcie 🙂 O to link:

http://www.youtube.com/watch?v=bBKISUb3sXE

A może Wy macie jakąś piosenkę, która kojarzy Wam się z herbatą? 🙂

Witam na moim blogu o herbacie :)

Do tej pory powstało mnóstwo blogów poświęconych takim tematom jak moda, podróże czy ogólnie rozumiana sztuka gotowania. Niedawno przyszedł mi do głowy pomysł, żeby założyć bloga tylko i wyłącznie o herbacie. Zauważyłam, że wiele osób pije herbatę, ale mało kto interesuje się nią i wie o niej coś więcej. Celem tego bloga jest właśnie zaznajomienie Was, drogich czytelników, z herbatą (przede wszystkim zieloną, ale nie tylko), m.in. z jej wariantami i właściwościami. Krótko mówiąc, chciałabym poszerzyć świadomość herbacianą 😉 Na moim blogu znajdziecie wpisy zawierające rozmaite treści – od ciekawostek po porady aż do recenzji książek o herbacie. Na pewno pojawi się tu cykl pt. „Różne odsłony herbaty,” który będzie przedstawiał najróżniejsze bardziej i mniej znane odmiany herbaty, a konkretniej zdjęcia zaparzonych herbat opatrzone garstką podstawowych informacji i oceną wrażeń z ich picia.

Na koniec chciałabym zaznaczyć, że nie jestem herbacianą ekspertką. Jestem tylko amatorką, prawdziwą miłośniczką herbaty. Do tego wszystkiego po raz pierwszy będę prowadzić bloga, dlatego wybaczcie mi wszelkie niedoskonałości i niedociągnięcia. Obiecuję, że postaram się dać z siebie wszystko 😉

Pozdrawiam i zachęcam do śledzenia bloga 🙂