Różne odsłony herbaty cz. 58 – Himalayan Imperial Black Tea, czyli eksplozja czekoladowego smaku w herbacie z Nepalu

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam kolejną nepalską herbatę, a konkretniej Himalayan Imperial Black Tea. Herbata ta została kupiona w sklepie internetowym cieszyńskiej herbaciarni Laja (https://laja.pl/sklep/).

Himalayan Imperial Black Tea to w pełni oksydowana herbata, która pochodzi z nepalskiego ogrodu Jun Chiyabari, o którym pisałam już wcześniej (głównie tutaj: http://mycupofgreentea.pl/2019/09/13/rozne-odslony-herbaty-cz-52-nepal-jun-chiyabari-himalayan-black-czyli-kolejna-wysmienita-czarna-herbata-z-nepalu/, ale wspominałam o nim również tutaj: http://mycupofgreentea.pl/2020/04/01/rozne-odslony-herbaty-cz-57-nepal-jun-chiyabari-himalayan-shiiba-oolong-czyli-czastka-japonii-w-herbacie-z-nepalu/).

Listki tej herbaty, które zostały zebrane w czasie zeszłorocznych jesiennych zbiorów (tzw. Autumnal Flush), przechodzą przez takie procesy produkcji, jak: więdnięcie, zwijanie, oksydacja i suszenie. Ostatecznie herbata ma postać ciemnobrązowych listków z jasnobrązowymi refleksami, co oznacza, że w skład tej herbaty wchodzą złote tipsy, czyli najmłodsze, nierozwinięte jeszcze pączki liści herbacianych. Listki te sprawiają wrażenie wyjątkowo kruchych, ale wbrew pozorom nie jest łatwo je ukruszyć. Możecie zobaczyć je na zdjęciu poniżej:

Listki tej herbaty wydzielają czekoladowo-kakaowy aromat.

Napar z Himalayan Imperial Black Tea ma intensywny zapach gorzkiej czekolady, ze słodkawymi akcentami owoców. Ma bursztynowy kolor i prezentuje się następująco:

W smaku naparu dominuje gorzka czekolada, a w tle wyczuwalne są delikatne słodkawe akcenty konfitur oraz nuty korzennych przypraw. Te akcenty gorzkiej czekolady są tak niesamowicie intensywne, że kilka razy zdarzyło mi się, że popijając tę herbatę, zaczęłam zastanawiać się, czy ja na pewno piję herbatę czy może jednak płynną czekoladę, która nie jest przesadnie słodka.

Co do sposobu przyrządzania tej herbaty, to wydaje mi się, że najlepiej jest przygotowywać ją metodą zachodnią, tj. zalać listki wodą tuż po zagotowaniu i parzyć je przez 2,5 minuty. Te same listki można wykorzystać dwukrotnie, z tym, że za drugim razem dobrze jest wydłużyć nieco czas parzenia do 3-3,5 minut.

Warto wspomnieć coś na temat listków. Po dwukrotnym zaparzeniu widać, że są one zachowane niemal w całości. Możecie je zobaczyć na zdjęciu poniżej:

Na koniec jeszcze jedna uwaga – jakiś czas temu napisałam na blogu recenzję herbaty Nepal Jun Chiyabari Black (http://mycupofgreentea.pl/2019/09/13/rozne-odslony-herbaty-cz-52-nepal-jun-chiyabari-himalayan-black-czyli-kolejna-wysmienita-czarna-herbata-z-nepalu/). Wszystko wskazuje na to, że opisywana przeze mnie dzisiaj herbata to inna wersja tej opisanej wcześniej. Po wyglądzie listków można wywnioskować, że obie te herbaty różnią się metodą produkcji: Nepal Jun Chiyabari Black wytwarza się metodą CTC, przez co listki są bardziej rozdrobione, a Himalayan Imperial Black Tea produkuje się metodą ortodoksyjną, dzięki czemu listki są lepiej zachowane, co też przekłada się na pełniejszy i bogatszy smak tej drugiej.

Podsumowując, Himalayan Imperial Black Tea to wyjątkowa nepalska czarna herbata, która wyróżnia się dość niespotykanym intensywnym aromatem i smakiem gorzkiej czekolady. Jest to zdecydowanie najbardziej „czekoladowa” herbata i jedna z najlepszych czarnych herbat, jakie piłam do tej pory (i to nie tylko z Nepalu). W tej herbacie jest coś tak przyjemnego, że chciałoby się ją pić i pić bez końca. Bez wątpienia jest ona warta spróbowania.

PS Przy przygotowywaniu tego wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://laja.pl/sklep/produkt/herbaty-czarne/himalayan-imperial-black-2019/

https://www.octaviatea.com/products/Himalayan-Imperial-Black-%28tin%29.html

https://happyearthtea.com/products/himalayan-imperial-black-jun-chiyabari-nepal-tea-organic-2019

https://happyearthtea.com/blogs/blog/43785989-himalayan-imperial-black

https://what-cha.com/products/nepal-jun-chiyabari-himalayan-imperial-black-tea

Różne odsłony herbaty cz. 57 – Nepal Jun Chiyabari Himalayan ‘Shiiba’ Oolong, czyli cząstka Japonii w herbacie z Nepalu

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam nepalską herbatę o nazwie Nepal Jun Chiyabari Himalayan ‘Shiiba’ Oolong. Została ona kupiona w Herbaty Czas – warszawskiej herbaciarni i sklepu z herbatą w jednym.

Nepal Jun Chiyabari Himalayan ‘Shiiba’ Oolong to herbata, która pochodzi z nepalskiego ogrodu Jun Chiyabari, o którym pisałam już w tym wpisie: http://mycupofgreentea.pl/2019/09/13/rozne-odslony-herbaty-cz-52-nepal-jun-chiyabari-himalayan-black-czyli-kolejna-wysmienita-czarna-herbata-z-nepalu/. Stanowi ona w pewnym sensie eksperyment, ponieważ powstała z krzewów herbacianych pochodzących z wioski Shiiba, która znajduje się w japońskiej prefekturze Miyazaki. Właściciele ogrodu Jun Chiyabari dostali te krzewy od znajomej rodziny z Japonii i zasadzili w swoim ogrodzie.

Niestety nie wiem nic na temat procesu produkcji tej herbaty, jak również terminu zbioru listków. W skład tej herbaty wchodzą pączki i pierwsze listki krzewu herbacianego. Ma ona postać poskręcanych listków w ciemno- i jasnozielonym kolorze. Wyglądają one następująco:

Napar z tego oolonga ma zielonkawo-żółtawy kolor i aromat roślinny z nutami przypraw oraz akcentami prażonych ziaren. Prezentuje się tak jak na zdjęciu poniżej:

Smak naparu z tej herbaty w dużej mierze odzwierciedla aromat. W naparze tym dominujące nuty roślinne przeplatają się z akcentami przypraw oraz nutami prażonych ziaren (zwłaszcza słonecznika). Smak ten, głównie ze względu na nuty prażenia oraz akcenty roślinne, silnie skojarzył mi się ze smakiem japońskich oolongów (szczególnie tych autorstwa pana Shibamoto). Jednocześnie herbata ta ma swój własny unikalny charakter, więc nie da się jej pomylić z japońską herbatą 😉. Co ciekawe, napar jest przyjemnie gładki, wręcz kremowy.

Co do sposobu przyrządzania tej herbaty, to myślę, że najlepiej zalać listki nieco ostudzoną wodą (o temperaturze około 90 stopni Celsjusza) i parzyć metodą zachodnią przez ok. 2,5 minuty. Te same listki można wykorzystać dwukrotnie, z tym, że przy drugim parzeniu dobrze jest wydłużyć czas parzenia do 3,5-4 minut. Smak naparu z drugiego parzenia zmienia się – nuty prażenia wysuwają się na prowadzenie, a pozostałe akcenty zanikają. Gładkość i kremowość obecne w naparze z pierwszego parzenia też już nie są wyczuwalne.

Warto wspomnieć o listkach po zaparzeniu. Po rozwinięciu listków pod wpływem wysokiej temperatury widać, że praktycznie wszystkie zostały zachowane w całości. Co zaskakujące, listki te wyglądają bardziej jak listki zielonej herbaty niż oolonga. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć jak wyglądały po drugim, a zarazem ostatnim parzeniu:

Podsumowując, Nepal Jun Chiyabari Himalayan ‘Shiiba’ Oolong to nietypowy nepalski oolong, który dostarcza napar o roślinnym aromacie i smaku, z akcentami prażonych ziaren i przypraw. Można by stwierdzić, że jest to nepalska herbata z japońską duszą. Polecam ją przede wszystkim miłośnikom oolongów, szczególnie tym, którzy lubią niebanalne herbaty.

PS1 W tym miejscu podzielę się pewną ciekawostką. Gdy w trakcie przygotowań do tego wpisu eksperymentowałam ze zrecenzowaną herbatą, zaparzyłam ją w ten sam sposób, używając tej samej butelkowanej wody źródlanej Primavera, ale zagotowanej w dwóch różnych czajnikach elektrycznych: czajniku w moim domu (niedawno wyczyszczonym z kamienia) oraz w czajniku u rodziny (nieco bardziej zakamienionym). Rezultaty tego eksperymentu totalnie mnie zaskoczyły. Napar z wody zagotowanej w moim czajniku był zdecydowanie smaczniejszy i dostarczał bogatszych doznań smakowo-zapachowych. Z kolei napar z wody zagotowanej w czajniku u mojej rodziny dostarczał znacznie uboższych doznań smakowo-zapachowych. O dziwo w tym naparze wyczuwalne były tylko nuty prażenia. Ogólnie rzecz biorąc, napar nie był tak smaczny jak ten przygotowany w moim domu. To niesamowite, jak kamień w czajniku może zmienić smak naparu.

PS2 Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://herbatyczas.pl/pl/strona-glowna/960842-1389-nepal-jun-chiyabari-himalayan-shiiba.html#/100-waga-25_g

https://what-cha.com/products/nepal-jun-chiyabari-shiiba-oolong-tea

https://www.notesontea.com/2018/04/jun-chiyabari-himalayan-shiiba-2017.html

Różne odsłony herbaty cz. 52 – Nepal Jun Chiyabari ‘Himalayan Black’, czyli kolejna wyśmienita czarna herbata z Nepalu

Na blogu dawno nie było recenzji herbaty, więc nadszedł czas, aby to się zmieniło 😊 W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam czarną herbatę z Nepalu o nazwie Nepal Jun Chiyabari ‘Himalayan Black’. Została ona kupiona w Herbaty Czas – warszawskiej herbaciarni i sklepu z herbatą w jednym.

Nepal Jun Chiyabari ‘Himalayan Black’ to czarna herbata pochodząca z nepalskiego ogrodu Jun Chiyabari, który znajduje się na wysokości ok. 1650-2200 m n.p.m. niedaleko miejscowości Hile w dystrykcie Dhankuta we wschodniej części Nepalu. Nazwa „Jun Chiyabari” oznacza po nepalsku „ogród rozświetlony księżycową poświatą”. Ten niewielki ogród o powierzchni ok. 75 hektarów został założony w 2001 r. Co ciekawe, w tym miejscu zasadzono odmiany krzewów herbacianych pochodzące nie tylko z Nepalu, ale również z niedaleko położonej indyjskiej prowincji Darjeeling, Tajwanu oraz Japonii, a także sprowadzono maszyny do obróbki herbaty z Tajwanu, co sprawia, że ogród ten jest dość nietypowy i innowacyjny. Ponadto na tym obszarze panują warunki idealne do uprawy herbaty: przede wszystkim niezwykle czyste powietrze, bliskość wysokich gór, ciepłe i słoneczne dni oraz chłodne noce i częste mgły spowijające ten rejon, które są skutkiem mieszania się ciepłego powietrza z południa oraz zimnego powietrza z północy, co przekłada się na wyjątkową aromatyczność wytwarzanych herbat.

Warto też wiedzieć, że ogród Jun Chiyabari jest określany mianem organicznego, co oznacza, że do produkcji herbaty nie używa się pestycydów czy nawozów sztucznych. Ponadto promuje on wszelkiego rodzaju działania na rzecz lokalnych społeczności, np. zatrudnia więcej kobiet niż mężczyzn.

Nepal Jun Chiyabari ‘Himalayan Black’ to herbata w pełni oksydowana. Zebrane listki dostarczane przez drobnych rolników trafiają do centralnego magazynu, gdzie następnie są przetwarzane: przechodzą przez takie procesy produkcji, jak: więdnięcie, zwijanie, oksydacja, prażenie i suszenie. Ostatecznie herbata ma postać ciemnobrązowych kawałków ze złocistymi refleksami i wygląda następująco:

Listki te wydzielają zapach lekko podprażonej gorzkiej czekolady.
Napar z Nepal Jun Chiyabari ‘Himalayan Black’ również ma zapach lekko podprażonej gorzkiej czekolady oraz bursztynowy kolor. Prezentuje się tak, jak na zdjęciu poniżej:

W smaku naparu dominują nuty czekoladowo-kakaowe. Zdarza się też, że wyczuwam w nim akcenty karmelu oraz suszonej śliwki, ale są one dość delikatne. Ogólnie rzecz biorąc, smak naparu z tej herbaty kojarzy mi się ze smakiem niezbyt słodkich ciastek czekoladowych lub gorzkiej czekolady. Co ciekawe, napar pozostawia delikatny miodowy posmak.

Co do sposobu przyrządzania tej herbaty, to myślę, że najlepiej jest zalać ją wodą tuż po zagotowaniu i parzyć przez 1 minutę. Co prawda na stronie sklepu oraz ogrodu Jun Chiyabari zaleca się parzyć tę herbatę przez 4-5 minut, ale napar powstały po minucie parzenia zdecydowanie bardziej mi smakuje. Te same listki można wykorzystać dwukrotnie, z tym, że przy drugim parzeniu dobrze jest wydłużyć czas parzenia o ok. 2 minuty.

Na koniec warto wspomnieć o listkach tej herbaty po zaparzeniu. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, jak wyglądały po pierwszym parzeniu:

Listki te są rozdrobione w średnim stopniu, ale to wcale nie przekłada się na gorsze doznania smakowe, ponieważ napar z Nepal Jun Chiyabari ‘Himalayan Black’ smakuje równie wybornie, co herbata, której liście są zachowane w całości.

Podsumowując, Nepal Jun Chiyabari ‘Himalayan Black’ to nepalska czarna herbata dająca napar o zapachu i smaku lekko podprażonej gorzkiej czekolady oraz delikatnym miodowym posmaku. Jest ona kolejnym dowodem na to, że nepalskie herbaty są wyśmienite, wcale nie gorsze niż np. znane herbaty z niedaleko położonej indyjskiej prowincji Darjeeling. Polecam tę herbatę szczególnie miłośnikom czarnych herbat oraz herbat, które dają niezbyt słodki napar.

PS. Przy opracowywaniu wpisu korzystałam ze strony internetowej ogrodu Jun Chiyabari (http://junchiyabari.com/) oraz następujących źródeł internetowych:

https://herbatyczas.pl/pl/tylko-u-nas/960732-1222-himalayan-black.html/

https://www.siam-teas.com/product/jun-chiyabari-himalayan-black-tea/

https://www.paperandtea.com/journal/jun-chiyabari/

Różne odsłony herbaty cz. 47 – Everest Vasanta i Yeti Curls, czyli dwie zdumiewające herbaty z Nepalu

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam dwie herbaty z Nepalu: Everest Vasanta oraz Yeti Curls. Obie zostały kupione w sklepie o nazwie One Cup of Tea, który specjalizuje się w herbatach z Nepalu/Birmy.

Zarówno Everest Vasanta, jak i Yeti Curls pochodzą z Everest Tea Estate. Everest Tea Estate to plantacja, która jest położona w wiosce o nazwie Bhotacheur w dystrykcie Sindhulpalchowk w środkowej części Nepalu (ok. 45 km drogi od Katmandu, stolicy tego kraju). Niedaleko plantacji znajduje się pasmo górskie Himalajów – Ganesh Himal i Park Narodowy Shivapuri, a więc warunki pogodowe i klimatyczne panujące na tym obszarze są niezwykle sprzyjające uprawie herbaty: żyzna gleba, duża ilość światła słonecznego, obfite opady, źródła wody źródlanej oraz mgły.

Everest Tea Estate to niewielka istniejąca od 22 lat plantacja herbaty, która jest położona na wysokości ok. 1200-2000 m n.p.m. Uprawa krzewów jest tu w 100% ekologiczna (nie używa się na niej żadnych chemicznych środków ochrony roślin), a produkcja herbaty jest całkowicie ręczna i ortodoksyjna. Co więcej, pracownicy tej plantacji, którymi są głównie kobiety, mają zapewnione przyzwoite warunki pracy: otrzymują godziwe wynagrodzenie i mają skrócony czas pracy, aby mogły pogodzić ją z opieką nad dziećmi.

Everest Vasanta

Everest Vasanta to czarna herbata (według chińskiej nomenklatury: czerwona herbata) z pierwszego wiosennego zbioru. Jej nazwa w sankskrycie oznacza właśnie „wiosnę”.

Herbata składa się z dwóch pierwszych listków krzewu herbacianego. Zebrane listki przechodzą przez takie etapy produkcji jak więdnięcie, oksydacja, zwijanie i suszenie. Ostatecznie herbata ma postać pozwijanych listków w kolorze zielonkawo-brązowym i wygląda tak jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Everest Vasanta ma pomarańczowawy kolor i owocowy aromat. Prezentuje się następująco:

W smaku naparu z tej herbaty dominują przede wszystkim dojrzałe owoce egzotyczne, takie jak mango czy banany. Napar jest słodkawy i niemalże pozbawiony goryczki. Co ciekawe, od drugiego parzenia wyczuwalne są w nim także delikatne nuty lekko kwaskowych cytrusów, głównie cytrynowo-limonkowe (są one szczególnie wyraźnie w ostudzonym naparze lub naparze powstałym z zalania listków chłodniejszą wodą).

Co do sposobu przyrządzania herbaty Everest Vasanta, to przy pierwszym parzeniu najlepiej jest zalać ją wodą o temperaturze ok. 80 stopni Celsjusza i parzyć przez 2 minuty. Te same listki można wykorzystać nawet czterokrotnie. Przy każdym kolejnym parzeniu dobrze jest wydłużać czas o ok. 30-60 sekund. Mam wrażenie, że jest to herbata dość odporna na eksperymenty z czasem parzenia i temperaturą wody – po zaparzeniu jej wrzątkiem również nadawała się do picia :). Niemniej jednak uważam, że tej herbacie bardziej służy parzenie wodą o niższej temperaturze – jest wtedy bardziej wyrazista i „głębsza” w smaku.

Co więcej, tę herbatę najlepiej przyrządzać w większym naczyniu – już po pierwszym parzeniu listki zaczynają nieco rozwijać się, ukazując swoje prawdziwe oblicze. Na poniższym zdjęciu można zobaczyć, jak wyglądają po trzecim parzeniu:

Zielonkawy kolor listków tej herbaty jest doprawdy zaskakujący. Zwykle listki herbat czarnych są brązowe, a nie zielone :).

Yeti Curls

Yeti Curls to biała herbata wytwarzana z nierozwiniętych pączków ze srebrzystymi włoskami oraz pierwszego młodego listka, które pochodzą ze specjalnie wyselekcjonowanych krzewów położonych w najwyższych częściach plantacji. Zebrane z niezwykłą ostrożnością pączki i listki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie oraz suszenie. Ostatecznie herbata ma postać pozwijanych pączków i listków w zielonkawo-srebrzystym kolorze. Prezentuje się ona następująco:

Napar z Yeti Curls ma żółtawy kolor i warzywny aromat. Wygląda tak jak na zdjęciu poniżej:

W smaku naparu dominują przede wszystkim słodkie warzywa, takie jak bataty czy dynia. Przyznam szczerze, że takie akcenty warzywne są raczej niespotykane w białej herbacie. Białe herbaty przeważnie kojarzą się z nutami kwiatowymi i owocowymi, nie warzywnymi. Akcenty warzywne to raczej domena zielonych herbat 🙂

Co do sposobu przyrządzania herbaty Yeti Curls, to przy pierwszym parzeniu najlepiej jest zalać ją wodą o temperaturze ok. 80 stopni Celsjusza i parzyć przez 3 minuty. Te same listki i pączki można wykorzystać nawet pięciokrotnie. Przy każdym kolejnym parzeniu dobrze jest wydłużać czas o ok. 1 minutę.

Podobnie jak w przypadku Everest Vasanta tę herbatę najlepiej przyrządzać w większym naczyniu – już po pierwszym parzeniu listki i pączki zaczynają nieco rozwijać się, ukazując swoje prawdziwe oblicze. Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć, jak wyglądają listki po trzecim parzeniu:

Podsumowując, Everest Vasanta i Yeti Curls to dwie zdumiewające herbaty z Nepalu. Ta pierwsza to czarna herbata z listkami w nietypowym zielonkawym kolorze, która daje napar o aromacie i smaku kojarzącym się ze smakiem słodkich dojrzałych owoców. Z kolei Yeti Curls to biała herbata dająca napar o aromacie i smaku przypominającym smak słodkich warzyw.  Przyznam szczerze, że bardzo lubię obie herbaty. Najchętniej piłabym je cały czas :). Polecam je wszystkim miłośnikom herbaty, przede wszystkim amatorom białych herbat oraz herbat dostarczających zaskakujące i niebanalne doznania smakowe i zapachowe.

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z postów zamieszczonych przez właścicielkę One Cup of Tea na stronie sklepu na Facebooku (https://www.facebook.com/OneCupOfTeapl/), katalogu sklepu oraz strony internetowej plantacji Everest Tea Estate (https://everestteaestate.com/).

Różne odsłony herbaty cz. 32 – Snow Buds, czyli przepyszna biała herbata z Nepalu

W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam pewną białą herbatę z Nepalu, a konkretniej Snow Buds, która pochodzi ze sklepu internetowego One cup of tea, posiadającego w ofercie wyłącznie herbaty z Nepalu (http://agataozarowska.pl/).

Już w zeszłym roku słyszałam wiele dobrego od innych miłośników herbaty o herbatach ze sklepu prowadzonego przez Agatę Ożarowską-Nowicką (szczególnie o nepalskiej czarnej herbacie Gold Buds), ale niestety podobnie jak to było w przypadku ostatnio opisanej Ramiz Black Tea, obudziłam się z chęcią zakupu za późno :P. Na szczęście w tym roku podczas noworocznego spotkania herbacianego, które odbyło się 6 stycznia w koreańskiej restauracji ONGGI w Warszawie, trafiła się świetna okazja, żeby spróbować wspomnianej nepalskiej herbaty, ponieważ sama Agata wzięła udział w tym wydarzeniu. Na początku opowiedziała nam o swoim pobycie w kompleksie ogrodów herbacianych Guranse w Nepalu, a następnie poczęstowała nas naparem z pozostałości zeszłorocznej Gold Buds. Pamiętam, że zrobił na mnie piorunujące wrażenie :). Po pierwszym łyku wiedziałam, że jak tylko Gold Buds z tegorocznego zbioru pojawi się w sklepie, muszę kupić tę herbatę. Gdy we wrześniu dowiedziałam się, że jest już dostępna, bez wahania kupiłam ją. Przy okazji zamówiłam też trzy inne herbaty, które przykuły moją uwagę: dwie czarne herbaty Wild Sunset i Hand Rolled Floral oraz białą herbatę Snow Buds. Przyznam szczerze, że spodziewałam się, że najbardziej posmakują mi czarne herbaty (bo ostatnio dość dużo ich piję), a biała herbata – najmniej (bo czym mogłaby mnie zaskoczyć, mając na uwadze doznania dostarczane przez chińskie białe herbaty typu Baihao Yinzhen?). Co ciekawe, okazało się, że jest zupełnie odwrotnie. Gdy zaparzam sobie sama w domu Gold Buds, napar nie smakuje już tak dobrze, jak wtedy w styczniu. Właściwie to można powiedzieć, że nie smakuje mi za bardzo (może to wina zmienionego smaku podczas ciąży?). To samo jest z Wild Sunset, mam wrażenie, że napar jest nijaki. Hand Rolled Floral okazała się najciekawszą czarną herbatą. Z kolei Snow Buds… to było największe zaskoczenie :). Ta herbata oczarowała mnie od pierwszego łyku.

Snow Buds - opakowanie

Snow Buds to biała herbata pochodząca z nepalskiego kompleksu ogrodów herbacianych Guranse (Guranse to po nepalsku rododendron, oficjalny kwiat Nepalu) położonego na wysokości 3500-7200 m n.p.m., co sprawia, że jest on jednym z najwyżej położonych miejsc uprawy herbaty na świecie. Kompleks ten ma powierzchnię 250 hektarów i składa się z ogrodów herbacianych kontrolowanych przez drobnych rolników. Znajduje się on na terenie wyżynnym pod łańcuchem górskim Makalu będącym częścią Himalajów w dystrykcie Dhankuta na wschodzie Nepalu. W tym miejscu panuje unikalny klimat dzięki bliskości wysokich gór. To sprawia, że herbaty pochodzące z Guranse mają wyjątkowy, bogaty smak i aromat. Są one w 100% organiczne (tj. produkuje się je bez użycia pestycydów, nawozów sztucznych i modyfikacji genetycznych). Wytwarza się je w niewielkich ilościach. Przy okazji warto wiedzieć, że kompleksy ogrodów herbacianych Guranse są przyjazne swoim pracownikom: pracują w nich głównie kobiety, którym zapewnia się godziwe zarobki, a ich dzieciom (szczególnie tym z gorzej usytuowanych rodzin) zapewnia się edukację.

Snow Buds wytwarza się z jednego najmłodszego listka i srebrnego pąka z drugiego (letniego) oraz czwartego (jesiennego) zbioru. Moja herbata pochodzi z tego pierwszego zbioru ;). Sam proces produkcji jest ograniczony do minimum: po zbiorach pączki i listki przechodzą tylko przez dwa etapy: suszenie i ręcznie zwijanie. Ostatecznie herbata ma postać poskręcanych lekko owłosionych igiełek w jasnozielonym kolorze z jasnymi przebłyskami połączonych z drobnymi listkami w ciemnozielonym kolorze. Wygląda ona następująco:

Snow Buds - listki i pączki

Pączki i listki wydzielają zapach przywodzący mi na myśl skojarzenia z sianem.

Napar ze Snow Buds ma roślinno-kwiatowy aromat i beżowawy kolor. Prezentuje się on następująco:

Snow Buds - napar

W smaku tego naparu nuty roślinno-kwiatowe przeplatają się ze sobą, ale ostatecznie te roślinne wysuwają się na prowadzenie. Całość jest całkowicie pozbawiona goryczy, a przy tym niezwykle głęboka i „gładka”. Szczerze mówiąc, przywodzi mi ona na myśl skojarzenia z chińską białą herbatą Baihao Yinzhen.

Co ciekawe, podczas swoich eksperymentów z herbatą przed przygotowaniem wpisu (zawsze eksperymentuję z parametrami parzenia i rodzajem wody, zanim przystąpię do stworzenia wpisu o danej herbacie) doszłam do zaskakującego wniosku: bardziej smakuje mi herbata zaparzona zagotowaną, przefiltrowaną wodą z kranu. Jest wtedy słodkawa, wyraźnie kwiatowa, właściwie całkowicie pozbawiona roślinności, a przy tym delikatna i „gładka”. Picie jej to prawdziwa rozkosz dla podniebienia :). Można by wręcz powiedzieć, że jest to idealna biała herbata – po prostu nic dodać, nic ująć.

Co do sposobu przyrządzania Snow Buds, to uważam, że najlepiej zalać ją wodą o temperaturze ok. 80 stopni i parzyć przez 2 minuty. Te same pączki i listki można wykorzystać nawet pięciokrotnie (za każdym razem wydłużając nieco czas parzenia, np. o 20 sekund). Warto wiedzieć, że dobrze jest parzyć tę herbatę w większym naczyniu, np. gaiwanie lub czajniku, bo pączki i listki otwierają się pod wpływem wysokiej temperatury. Poniżej możecie zobaczyć, jak wyglądały po czwartym parzeniu:

Snow Buds - listki po czwartym parzeniu

Warto też zauważyć, że Snow Buds również smakuje znakomicie, gdy „zaparzymy” ją na zimno.

Podsumowując, Snow Buds to wyśmienita nepalska biała herbata dająca delikatny napar o wyraźnie kwiatowym aromacie i smaku. Jej fantastyczna delikatność, „gładkość” i kwiecistość zapadają w pamięci na długo. Jest to absolutnie obowiązkowa pozycja na liście herbat do wypróbowania dla miłośników białych herbat. Przyznam szczerze, że ostatnio jest to moja ulubiona herbata, po którą sięgam dość często. Mój trzyletni syn też ją uwielbia.

Pozdrawiam 🙂

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych: posta zawierającego opis herbaty Snow Buds zamieszczonego przez Agatę na stronie jej sklepu na Facebooku w dniu 5 września oraz następujących linków:

http://agataozarowska.pl/herbata/produkt/herbata-snow-buds/

https://www.facebook.com/guransetea.nepal/about/

http://www.guransetea.com.np/about-us

http://www.guransetea.com.np/tea-products/snow-buds

http://www.holymtn.com/tea/GuranseTea.htm