Różne odsłony herbaty cz. 54 – Pinglin Baozhong, czyli ta sama herbata w trzech odsłonach

Nie wiem, czy wiecie, ale bardzo lubię herbaty Baozhong i często po nie sięgam. Ostatnio trafiły do mnie trzy herbaty Pinglin Baozhong z dwóch różnych źródeł: jedna z polskiego sklepu z herbatą, a dwie z tego samego tajwańskiego sklepu z herbatą. Doszłam do wniosku, że warto by było sprawdzić, jak te herbaty wypadną w porównaniu. Dlatego też dzisiejszy wpis będzie stanowić recenzję porównawczą tych trzech herbat, a nie będzie składać się z trzech oddzielnych recenzji każdej herbaty.

Zanim przejdę do recenzji właściwej, zaznaczę, że przyrządziłam każdą z tych herbat, kierując się tymi samymi zasadami: listki parzyłam metodą gongfu cha, zalewając je wodą tuż po zagotowaniu. Pierwsze parzenie trwało 10 sekund, a każde kolejne było wydłużone o 5 sekund. Za każdym razem listki zostały wykorzystane siedmiokrotnie. Fotki listków widoczne w dalszej części wpisów zostały zrobione po trzech parzeniach.

Tym razem część informacyjna recenzji zostanie ograniczona do minimum, ponieważ pisałam już o podobnej herbacie z rejonu Wenshan: http://mycupofgreentea.pl/2018/07/03/rozne-odslony-herbaty-cz-45-wenshan-baozhong-czyli-przepyszny-tajwanski-oolong-o-niskim-stopniu-oksydacji/. Pinglin Baozhong to również tajwański oolong o niskim stopniu oksydacji, który pochodzi z południowej dzielnicy miasta Tajpej o nazwie Pinglin. Ta wiejska dzielnica znajduje się dość blisko dzielnicy Wenshan – jest wysunięta nieco bardziej na południowy wschód. W dzisiejszym wpisie przy opisywaniu każdej z trzech herbat Pinglin Baozhong skupię się przede wszystkim na doznaniach, jakie dostarcza napar z danej herbaty.
Teraz czas na recenzję 😊 Zacznę od herbaty z polskiego sklepu, czyli Pinglin Spring Unroasted Baozhong.

Pinglin Spring Baozhong Oolong

Pinglin Spring Baozhong Oolong to herbata, która pochodzi ze sklepu TheTea. Listki tej herbaty zostały zebrane w maju tego roku. W procesie produkcji nie zostały poddane procesowi prażenia.

Powstała herbata ma postać dość długich i pozwijanych listków, w ciemnozielonym kolorze, z jasnozielonymi refleksami. Wyglądają tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z tej herbaty ma roślinno-warzywny zapach z akcentami kwiatowymi. Prezentuje się następująco:

W smaku naparu z pierwszego parzenia dominują nuty roślinne i trawiaste. Można też wyczuć w nim nuty gotowanych warzyw. Napar pozostawia delikatny maślany posmak. Co ciekawe, w kolejnych parzeniach pojawiają się akcenty kwiatowe, które zaczynają dominować w naparze. Od trzeciego parzenia pojawia się wyraźna goryczka, a akcenty kwiatowe nieco słabną, ustępując miejsca roślinnym i warzywnym.

Warto też wspomnieć o listkach po zaparzeniu. Pod wpływem wysokiej temperatury poskręcane listki rozwinęły się. Po trzech parzeniach już dobrze widać, że są one zachowane niemal w całości. Możecie je zobaczyć na zdjęciu poniżej:

Ogólnie rzecz biorąc, jest to bardzo dobra herbata, która jest niezwykle przyjemna w odbiorze.

Warto wiedzieć, że herbata Pinglin Spring Unroasted Baozhong świetnie smakuje też przyrządzona na zimno. Taki „napar” ma intensywnie roślinno-trawiasty smak, który jest pozbawiony akcentów kwiatowych.

Teraz czas na dwie herbaty Baozhong z tajwańskiego sklepu z herbatą.

Pinglin Baozhong Supergrade

Pinglin Baozhong Supergrade pochodzi z tajwańskiego sklepu o nazwie Hsiang-Tai Tea Company, który specjalizuje się herbatach Baozhong (posiada w ofercie około 20 gatunków herbat tego typu). Baozhongi z tego sklepu wyróżniono nawet szeregiem odznaczeń i nagród, m.in. 2010 National Tea Competition Golden Pride.

Podobnie jak w przypadku Pinglin Spring Baozhong Oolong, listki Pinglin Baozhong Supergrade pochodzą ze zbiorów, które miały miejsce w maju tego roku. Powstała herbata charakteryzuje się najwyższą jakością. Ma ona postać długich i poskręcanych listków, w ciemnozielonym kolorze. Wygląda ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z listków tej herbaty ma wyraźnie kwiatowy aromat z akcentami roślinnymi oraz żółtawy kolor. Prezentuje się następująco:

W smaku naparu z trzech pierwszych parzeń dominują akcenty kwiatowe. Nuty roślinne też są wyczuwalne, ale jakby w tle. Po czterech parzeniach to akcenty roślinne wysuwają się na pierwszy plan, a nuty kwiatowe prawie znikają. Co ciekawe, napar (również ten powstały po kilku parzeniach) jest całkowicie pozbawiony goryczki. Można by wręcz powiedzieć, że z czasem pojawia się w nim delikatna słodycz.

Co do delikatnego maślanego posmaku, który był obecny w naparze z Pinglin Spring Unroasted Baozhong, to w przypadku Pinglin Baozhong Supergrade jest on również wyczuwalny, ale tylko w naparze z pierwszego parzenia.

Warto wspomnieć o listkach po parzeniu. Podobnie jak było w przypadku Pinglin Spring Unroasted Baozhong, po trzecim parzeniu widać, że rozwinięte listki są zachowane niemal w całości. Możecie je zobaczyć na zdjęciu poniżej:

Ogólnie rzecz biorąc, Pinglin Baozhong Supergrade to wyśmienita herbata, której kwiatowy aromat i smak na długo pozostają w pamięci.

Pinglin Baozhong Middle Grade

Pinglin Baozhong Middle Grade również pochodzi z tajwańskiego sklepu o nazwie Hsiang-Tai Tea Company.

Podobnie jak w przypadku Pinglin Spring Baozhong Oolong oraz Pinglin Baozhong Supergrade, listki Pinglin Baozhong Middle Grade pochodzą ze zbiorów, które miały miejsce w maju tego roku. Powstała herbata jest niższej jakości niż herbata Supergrade. Ma ona postać długich i poskręcanych listków o różnej długości, w ciemnozielonym kolorze. Wygląda ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z tej herbaty ma wyraźny roślinny aromat z delikatnymi maślanymi nutami oraz żółtawo-zielonkawy kolor. Wygląda następująco:

W smaku naparu dominują akcenty roślinne. Nuty kwiatowe są praktycznie nieobecne. Co do maślanego posmaku, to jest on bardzo delikatny – jest wyczuwalny tylko w naparze z dwóch pierwszych parzeń. Co więcej, już od drugiego parzenia pojawia się goryczka, która z każdym kolejnym parzeniem przybiera na sile.

Warto wspomnieć o listkach po zaparzeniu. Tym razem widać, że listki są nieco bardziej rozdrobnione niż w przypadku dwóch opisanych wyżej herbat Baozhong. Możecie je zobaczyć na zdjęciu poniżej.

Ogólnie rzecz biorąc, Pinglin Baozhong Middle Grade to herbata poprawna, ale nie wyróżnia się niczym szczególnym. Szczerze mówiąc, jej smak przypomina mi smak niższej jakości chińskich zielonych herbat.

Podsumowując, mimo że trzy opisane powyżej herbaty reprezentują ten sam gatunek herbaty o nazwie Pinglin Baozhong, każda z nich jest inna. Pinglin Spring Unroasted Baozhong dostarcza najbardziej zróżnicowanych doznań – w naparze z tej herbaty są obecne nuty roślinne, trawiaste, warzywne, kwiatowe i maślane. Z kolei Pinglin Baozhong Supergrade dostarcza najbardziej niezapomnianych doznań 😊 Tych intensywnych nut kwiatowych po prostu nie da się zapomnieć. Z kolei Pinglin Baozhong Middle Grade dostarcza najmniej zróżnicowanych doznań – wyraźne nuty roślinne i goryczka przybierająca na sile z każdym kolejnym parzeniem sprawiają, że smak tej herbaty przypomina bardziej smak niższej jakości chińskich zielonych herbat niż typowych herbat Baozhong.

Mnie osobiście najbardziej smakowały dwie herbaty: Pinglin Spring Unroasted Baozhong oraz Pinglin Baozhong Supergrade.

PS1 Obie próbki Pinglin Baozhonga z tajwańskiego sklepu trafiły do mnie dzięki uprzejmości Roberta Tomczyka, autora bloga Herbata Blog (http://cha-herbata.blogspot.com), za co serdecznie dziękuję.

PS2 Więcej informacji o sklepie Hsiang-Tai Tea Company można znaleźć na stronie internetowej: https://www.teahome.com.tw/en/sten.htm.

Różne odsłony herbaty cz. 53 – Kamairicha, czyli japońska herbata inna niż pozostałe

Dawno nie zamieszczałam recenzji japońskiej herbaty, więc nadszedł czas, aby napisać o takiej 😊. W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam japońską zieloną herbatę o nazwie Kamairicha. Została ona kupiona w sklepie eherbata.

Kamairicha to zielona herbata, która pochodzi z wyspy Kiusiu, trzeciej pod względem wielkości wyspy Japonii. Jest ona specjalnością tego regionu. Nazwa „Kamairicha” oznacza „herbatę wytwarzaną na patelni”. To właśnie sposób produkcji Kamairichy sprawia, że jest to herbata unikatowa. W celu zatrzymania oksydacji listki poddaje się działaniu wysokiej temperatury poprzez prażenie w wokach, a nie działaniu pary wodnej, tak jak w przypadku zdecydowanej większości japońskich zielonych herbat. Poddawanie listków działaniu wysokiej temperatury poprzez prażenie w wokach to typowo chińska metoda produkcji zielonej herbaty, dlatego też można by stwierdzić, że Kamairicha to japońska zielona herbata, którą wytwarza się w chińskim stylu. Co ciekawe, jeszcze kilkaset lat temu prażenie w wokach było powszechnym sposobem produkcji zielonej herbaty w Japonii. Jednak z czasem to poddawanie działaniu pary wodnej stało się popularniejsze. Obecnie japońska herbata, którą wytwarza się tą starszą metodą, jest rzadko spotykana.

Teraz co nieco o tym, jak dokładniej wygląda proces wytwarzania herbaty Kamairicha. Zebrane listki przechodzą przez takie etapy produkcji jak: prażenie w specjalnych wokach zwanych kama, pocieranie, suszenie oraz formowanie. W zależności od tego, w jaki sposób przetworzone listki zostały uformowane, herbatę Kamairicha można podzielić na dwa podstawowe rodzaje: Kamairi tamaryokucha (zwana również kamaguri) oraz Kamanobicha. Kamairi tamaryokucha to herbata, która ma postać poskręcanych listków w ciemnozielonym kolorze. Z kolei Kamanobicha ma postać ciemnozielonych listków w kształcie igiełek, przez co przypomina nieco herbatę Sencha. Ten pierwszy rodzaj jest zdecydowanie częściej spotykany.

Jeżeli chodzi o moją Kamairichę, to po analizie wyglądu listków, które widać na zdjęciu poniżej, można wywnioskować, że jest to Kamairi tamaryokucha.

Niestety nie znam więcej szczegółów dotyczących tej herbaty, np. z której prefektury wyspy Kiusiu pochodzi czy jaki był mniej więcej termin zbiorów listków.

Listki herbaty Kamairicha wydzielają aromat roślinny z wyraźnymi nutami prażenia.

Napar z Kamairichy ma intensywny roślinny zapach z delikatnymi akcentami umami i żółtawo-zielonkawy kolor. Prezentuje się on następująco:

W smaku naparu dominują akcenty roślinne z wyraźną słodyczą oraz nutami prażenia. Ogólnie rzecz biorąc, napar jest całkowicie pozbawiony goryczy. Pozostawia on w ustach niezwykle mocny i długo utrzymujący się posmak, który określiłabym jako maślano-bulionowy 😊

Co do sposobu przyrządzania tej herbaty, to myślę, że najlepiej jest zalać ją wodą o temperaturze ok. 75 stopni i parzyć przez ok. 1,5 minuty. Takie właśnie zalecenia znajdują się na stronie sklepu eherbata, ale w kilku innych anglojęzycznych źródłach zaleca się parzenie w nieco inny sposób: używając wody o wyższej temperaturze, tj. ok. 90 stopni, i skracając czas parzenia do 30 sekund. Wypróbowałam oba te sposoby i doszłam do wniosku, że tej herbacie lepiej służy parzenie wodą o niższej temperaturze. Po zaparzeniu wodą o wyższej temperaturze smak naparu jest mocniejszy, ale za to pojawia się wyraźna goryczka, której nie ma, gdy zaparzymy herbatę wodą o niższej temperaturze.

Te same listki herbaty Kamairicha można wykorzystać trzykrotnie, z tym że przy drugim parzeniu dobrze jest skrócić czas parzenia do minuty, a przy trzecim parzeniu wydłużyć go do 2,5 minuty.

Warto wspomnieć o listkach tej herbaty po zaparzeniu. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, jak wyglądały po drugim parzeniu:

Jak widać część listków jest rozdrobniona, a część niemalże pozostawiona w całości.

Warto też wiedzieć, że Kamairicha dobrze smakuje, gdy przyrządzimy ją na zimno. Tak przygotowany „napar” ma intensywny roślinny smak ze słodkawymi nutami. Co ciekawe, po dłuższym czasie schładzania herbaty te słodkawe nuty w „naparze” niespodziewanie stają się wyraźnie kwiatowe.

Podsumowując, Kamairicha to unikatowa japońska zielona herbata, która wyróżnia się nietypowym sposobem produkcji polegającym na prażeniu w wokach oraz niebanalnymi doznaniami smakowymi i zapachowymi dostarczanymi przez napar. Obecnie jest to moja ulubiona japońska zielona herbata. Cenię ją szczególnie za brak goryczki w smaku. Niestety jest ona dość trudno dostępna. Polecam ją szczególnie miłośnikom nietuzinkowych zielonych herbat oraz tym, którzy znają słynne japońskie zielone herbaty takie jak Sencha czy Gyokuro i chcieliby poznać coś innego.

PS. Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z książki Jane Pettigrew pt. „World of Tea: Discovering Producing Regions and their Teas” oraz następujących źródeł internetowych:

https://eherbata.pl/kamairi-cha-1748.html

https://en.wikipedia.org/wiki/Kamairicha

https://www.myjapanesegreentea.com/kamairicha

http://theartofjapanesegreentea.com/kamairicha-a-pan-fried-green-tea-guide

http://www.o-cha.net/english/teacha/cultivation/kamairicha.html

https://tomotcha.com/en/blog/2015-010-october-shipment

Różne odsłony herbaty cz. 52 – Nepal Jun Chiyabari ‘Himalayan Black’, czyli kolejna wyśmienita czarna herbata z Nepalu

Na blogu dawno nie było recenzji herbaty, więc nadszedł czas, aby to się zmieniło 😊 W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam czarną herbatę z Nepalu o nazwie Nepal Jun Chiyabari ‘Himalayan Black’. Została ona kupiona w Herbaty Czas – warszawskiej herbaciarni i sklepu z herbatą w jednym.

Nepal Jun Chiyabari ‘Himalayan Black’ to czarna herbata pochodząca z nepalskiego ogrodu Jun Chiyabari, który znajduje się na wysokości ok. 1650-2200 m n.p.m. niedaleko miejscowości Hile w dystrykcie Dhankuta we wschodniej części Nepalu. Nazwa „Jun Chiyabari” oznacza po nepalsku „ogród rozświetlony księżycową poświatą”. Ten niewielki ogród o powierzchni ok. 75 hektarów został założony w 2001 r. Co ciekawe, w tym miejscu zasadzono odmiany krzewów herbacianych pochodzące nie tylko z Nepalu, ale również z niedaleko położonej indyjskiej prowincji Darjeeling, Tajwanu oraz Japonii, a także sprowadzono maszyny do obróbki herbaty z Tajwanu, co sprawia, że ogród ten jest dość nietypowy i innowacyjny. Ponadto na tym obszarze panują warunki idealne do uprawy herbaty: przede wszystkim niezwykle czyste powietrze, bliskość wysokich gór, ciepłe i słoneczne dni oraz chłodne noce i częste mgły spowijające ten rejon, które są skutkiem mieszania się ciepłego powietrza z południa oraz zimnego powietrza z północy, co przekłada się na wyjątkową aromatyczność wytwarzanych herbat.

Warto też wiedzieć, że ogród Jun Chiyabari jest określany mianem organicznego, co oznacza, że do produkcji herbaty nie używa się pestycydów czy nawozów sztucznych. Ponadto promuje on wszelkiego rodzaju działania na rzecz lokalnych społeczności, np. zatrudnia więcej kobiet niż mężczyzn.

Nepal Jun Chiyabari ‘Himalayan Black’ to herbata w pełni oksydowana. Zebrane listki dostarczane przez drobnych rolników trafiają do centralnego magazynu, gdzie następnie są przetwarzane: przechodzą przez takie procesy produkcji, jak: więdnięcie, zwijanie, oksydacja, prażenie i suszenie. Ostatecznie herbata ma postać ciemnobrązowych kawałków ze złocistymi refleksami i wygląda następująco:

Listki te wydzielają zapach lekko podprażonej gorzkiej czekolady.
Napar z Nepal Jun Chiyabari ‘Himalayan Black’ również ma zapach lekko podprażonej gorzkiej czekolady oraz bursztynowy kolor. Prezentuje się tak, jak na zdjęciu poniżej:

W smaku naparu dominują nuty czekoladowo-kakaowe. Zdarza się też, że wyczuwam w nim akcenty karmelu oraz suszonej śliwki, ale są one dość delikatne. Ogólnie rzecz biorąc, smak naparu z tej herbaty kojarzy mi się ze smakiem niezbyt słodkich ciastek czekoladowych lub gorzkiej czekolady. Co ciekawe, napar pozostawia delikatny miodowy posmak.

Co do sposobu przyrządzania tej herbaty, to myślę, że najlepiej jest zalać ją wodą tuż po zagotowaniu i parzyć przez 1 minutę. Co prawda na stronie sklepu oraz ogrodu Jun Chiyabari zaleca się parzyć tę herbatę przez 4-5 minut, ale napar powstały po minucie parzenia zdecydowanie bardziej mi smakuje. Te same listki można wykorzystać dwukrotnie, z tym, że przy drugim parzeniu dobrze jest wydłużyć czas parzenia o ok. 2 minuty.

Na koniec warto wspomnieć o listkach tej herbaty po zaparzeniu. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, jak wyglądały po pierwszym parzeniu:

Listki te są rozdrobione w średnim stopniu, ale to wcale nie przekłada się na gorsze doznania smakowe, ponieważ napar z Nepal Jun Chiyabari ‘Himalayan Black’ smakuje równie wybornie, co herbata, której liście są zachowane w całości.

Podsumowując, Nepal Jun Chiyabari ‘Himalayan Black’ to nepalska czarna herbata dająca napar o zapachu i smaku lekko podprażonej gorzkiej czekolady oraz delikatnym miodowym posmaku. Jest ona kolejnym dowodem na to, że nepalskie herbaty są wyśmienite, wcale nie gorsze niż np. znane herbaty z niedaleko położonej indyjskiej prowincji Darjeeling. Polecam tę herbatę szczególnie miłośnikom czarnych herbat oraz herbat, które dają niezbyt słodki napar.

PS. Przy opracowywaniu wpisu korzystałam ze strony internetowej ogrodu Jun Chiyabari (http://junchiyabari.com/) oraz następujących źródeł internetowych:

https://herbatyczas.pl/pl/tylko-u-nas/960732-1222-himalayan-black.html/

https://what-cha.com/products/nepal-jun-chiyabari-himalayan-imperial-black-tea/

https://www.siam-teas.com/product/jun-chiyabari-himalayan-black-tea/

https://steepster.com/teas/what-cha/80043-nepal-jun-chiyabari-himalayan-imperial-black-tea/

https://happyearthtea.com/products/himalayan-imperial-black-jun-chiyabari-nepal-tea-organic-2019/

https://www.paperandtea.com/journal/jun-chiyabari/

Różne odsłony herbaty cz. 51 – Kim Tuyen Black Tea, czyli intrygująca czarna herbata z Wietnamu

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam wietnamską czarną herbatę o nazwie Kim Tuyen Black Tea, która została kupiona w sklepie eherbata. Po tym, jak jakiś czas temu spróbowałam dwóch wietnamskich herbat: białej o nazwie Suoi Giang Wild White Tea oraz zielonej o nazwie Suoi Giang Wild Green Tea (http://mycupofgreentea.pl/2016/04/07/rozne-odslony-herbaty-cz-27-suoi-giang-wild-green-tea-oraz-suoi-giang-wild-white-tea-czyli-dwie-wietnamskie-herbaty-z-prowincji-yen-bai/), wiedziałam, że muszę sięgnąć po więcej herbat z Wietnamu. Dlatego też, gdy dowiedziałam się, że w ofercie jednego ze sklepów pojawiła się wietnamska czarna herbata, nie mogłam nie skorzystać z okazji, żeby zaopatrzyć się w nią 🙂

Kim Tuyen Black Tea to czarna herbata, która pochodzi z prowincji Lai Châu położonej na północy Wietnamu, w Regionie Delty Rzeki Czerwonej, a konkretniej z dystryktu Tam Dương. Ten rejon znajduje się niedaleko granicy z chińską prowincją Yunnan, u podnóża szczytu Fansipan (Phan Xi Păng), najwyższego szczytu Wietnamu, a zarazem całych Indochin, znajdującego się w paśmie górskim Hoàng Liên Sơn.

Kim Tuyen Black Tea jest wytwarzana z tajwańskiego kultywaru krzewu herbacianego o nazwie Jin Xuan, który jest wykorzystywany najczęściej do produkcji oolongów (Kim Tuyen to wietnamski zapis tej nazwy). Nie wiem dokładnie, jak wygląda proces wytwarzania tej herbaty, ale podejrzewam, że zebrane listki przechodzą przez etapy produkcji typowe dla czarnej herbaty, czyli więdnięcie, zwijanie, oksydacja i suszenie. Wiem, że moja herbata pochodzi ze zbiorów, które miały miejsce jesienią 2018 r.

Ostatecznie herbata ma postać niewielkich pozwijanych listków w ciemnobrązowym kolorze, z jasnobrązowymi akcentami, które mają nieregularny kształt. Prezentuje się tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Kim Tuyen Black Tea ma słodkawy miodowo-owocowy aromat i brązowawo-złotawy kolor. Wygląda następująco:

Co do smaku naparu, to najlepiej określa go wyrażenie „słodycz miodu i owoców tropikalnych”. To była pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy po spróbowaniu naparu :). W naparze wyczuwalne są też delikatne nuty kakao. Smak herbaty może się kojarzyć nieco ze smakiem tajwańskich oolongów (szczególnie tych o miodowym aromacie i smaku), ale jednocześnie ma w sobie też coś z czarnych herbat pochodzących z chińskiej prowincji Yunnan.

Co do sposobu przyrządzania Kim Tuyen Black Tea, to wydaje mi się, że najlepiej jest zalać listki wodą tuż po zagotowaniu i parzyć je przez minutę. Przy kolejnym parzeniu dobrze jest wydłużyć czas parzenia nawet do 3-4 minut. Co ciekawe, smak naparu z drugiego parzenia zmienia się całkowicie – nuty kakao zaczynają dominować, a akcenty miodowo-owocowe chowają się w tle. Kim Tuyen Black Tea to zdecydowanie herbata, która nadaje się do dwukrotnego parzenia.

Na koniec na zdjęciu poniżej zaprezentuję Wam, jak wyglądały listki po drugim parzeniu.

Podsumowując, Kim Tuyen Black Tea to kolejna warta uwagi herbata z Wietnamu. Ta czarna herbata daje napar o miodowo-owocowym aromacie i miodowo-owocowym smaku, w którym można też wyczuć akcenty kakao. Polecam ją szczególnie miłośnikom oolongów oraz niebanalnych czarnych herbat. Ja osobiście bardzo ją lubię, chętnie do niej wracam.

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://eherbata.pl/wietnamska-kim-tuyen-2018-2035.html

https://specialtyteaalliance.org/world-of-tea/vietnamese-tea-origin/

https://teamtea.co.uk/products/kim-tuyen-rainforest-black-vietnam?variant=14055770325036

https://steepster.com/teas/harney-and-sons/84624-kim-tuyen-black#tasting-notes

https://pl.wikipedia.org/wiki/Prowincja_Lai_Ch%C3%A2u

https://en.wikipedia.org/wiki/Tam_D%C6%B0%C6%A1ng_District

https://pl.wikipedia.org/wiki/Ho%C3%A0ng_Li%C3%AAn_S%C6%A1n

Różne odsłony herbaty cz. 50 – Yuchi Wild Black Tea oraz Ruby Black Tea, czyli dwie czarne herbaty z tego samego rejonu Tajwanu

Dzisiejszy wpis z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” będzie nieco inny niż zwykle, ponieważ przedstawię w nim dwie czarne herbaty pochodzące z tego samego rejonu Tajwanu, które zostały kupione w dwóch różnych sklepach: Yuchi Wild Black Tea z TheTea oraz Ruby Black Tea aka Hong Yu ‘Rubinowa’ z eherbata.

Yuchi Wild Black Tea

Yuchi Wild Black Tea to czarna herbata (według chińskiej nomenklatury: czerwona herbata), która pochodzi z gminy wiejskiej Yuchi w powiecie Nantou położonym w środkowej części Tajwanu. Na tym obszarze znajduje się słynne jezioro Sun Moon Lake (chińska nazwa: Ri Yue Tan), które jest największym zbiornikiem wodnym na Tajwanie. Jezioro to wraz z okolicznymi rejonami wchodzi w skład parku narodowego o nazwie Sun Moon Lake National Scenic Area.

Yuchi Wild Black Tea powstaje ze zdziczałych krzewów herbacianych pochodzących z indyjskiego rejonu Assam, które zostały zaadaptowane na terenie Tajwanu w latach 1980-1990. Niestety nie udało mi się ustalić, jak wygląda proces wytwarzania tej herbaty, ale podejrzewam, że zebrane listki przechodzą przez etapy produkcji typowe dla czarnej herbaty, czyli więdnięcie, zwijanie, oksydacja i suszenie. Wiem z całą pewnością, że herbata pochodzi ze zbioru, który miał miejsce w 2018 r.

Ostatecznie herbata ma postać dość długich pozwijanych listków w ciemnobrązowym kolorze, z jasnobrązowymi przebłyskami. Wygląda tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Yuchi Wild Black Tea ma pomarańczowawo-brązowawy kolor i słodkawy owocowo-miodowy aromat. Wygląda następująco:

Smak naparu jest ciekawym połączeniem delikatnej słodyczy i lekkiej kwaskowatości – można w nim wyczuć słodkawe akcenty ciemnego cukru i nuty biszkoptowe oraz lekko kwaskowate nuty, które bardzo kojarzą mi się ze smakiem wiśni gotowanych na kompot.

Co do sposobu przyrządzania Yuchi Wild Black Tea, to mam wrażenie, że jest to herbata, której zdecydowanie służy zaparzanie metodą gongfu cha. Myślę, że najlepiej jest zalać listki wodą tuż po zagotowaniu i zacząć parzenie od 10 sekund, a potem stopniowo wydłużać czas parzenia o 5-10 sekund. Jest to niezwykle wydajna herbata – przyrządzając ją metodą gongfu cha, te same listki można wykorzystać nawet ośmiokrotnie. Zaskakujące jest to, że z każdym kolejnym parzeniem smak naparu pozostaje właściwie bardzo zbliżony do smaku naparu z pierwszego parzenia. Co ciekawe, gdy raz zdarzyło mi się przeparzyć tę herbatę, to w powstałym naparze wyczułam intensywne nuty kwiatowe, które były totalnym zaskoczeniem.

Na koniec na zdjęciu poniżej pokażę Wam, jak wyglądały listki po szóstym parzeniu. Przyjemnie się ogląda takie listki w całości 🙂

Ruby Black Tea

Ruby Black Tea (zwana również Red Jade lub Formosa Black Tea) to chyba najsłynniejsza czarna herbata z Tajwanu, która podobnie jak Yuchi Wild Black Tea pochodzi z okolic jeziora Sun Moon Lake w gminie wiejskiej Yuchi w powiecie Nantou. Herbata ta powstaje ze specjalnego kultywaru krzewu herbacianego o nazwie Ruby #18. Kultywar ten został oficjalnie oddany do użytku w 1999 r. przez tajwański ośrodek o nazwie Tea Research Institute (obecnie Tea Research and Extension Station (TRES)) po ponad 50 latach pracy. Powstał on poprzez skrzyżowanie birmańskiego krzewu herbacianego Camellia sinensis odmiana assamica z tajwańskim dziko rosnącym krzewem herbacianym odmiana Camellia formonensis. W 2003 r. w drodze głosowania nadano mu nazwę „Ruby”, czyli właśnie „Rubinowa”, aby podkreślić wyjątkowość i unikatowy charakter tej herbaty (rubin to jeden z najbardziej poszukiwanych kamieni szlachetnych w Chinach i na Tajwanie). Obecnie kultywar ten wykorzystuje się do produkcji wysokiej jakości czarnej herbaty o bardzo charakterystycznym smaku i zapachu. Wytwarzaniem Ruby Black Tea zajmują się małe rodzinne ogrody, które produkują ją w niewielkich ilościach.

Podobnie jak w przypadku Yuchi Wild Black Tea i tym razem nie udało mi się ustalić, jak dokładniej wygląda proces wytwarzania Ruby Black Tea, ale podejrzewam, że zebrane listki przechodzą przez etapy produkcji typowe dla czarnej herbaty, czyli więdnięcie, zwijanie, oksydacja i suszenie. Wiem z całą pewnością, że herbata pochodzi ze zbioru, który miał miejsce w czerwcu 2018 r.

Ostatecznie herbata ma postać niedużych pozwijanych listków w ciemnobrązowym kolorze. Wygląda tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Ruby Black Tea ma bordowo-brązowy kolor i intensywny mentolowy aromat. Wygląda on następująco:

Ten bordowy kolor staje się bardziej intensywny przy kolejnym parzeniu.

W smaku napar przypomina nieco smak naparu z czarnych herbat z Assamu – jest mocny i pełny, delikatnie słodowy, ale ma też swój unikatowy charakter. Można w nim wyczuć akcenty przypraw korzennych (szczególnie cynamonu) oraz suszonych śliwek i wiśni. Napar pozostawia dość silne uczucia ściągania (szczególnie ten z pierwszego parzenia) oraz niezwykle intensywny mentolowy posmak. Któregoś razu zdarzyło się, że ten charakterystyczny mentolowy posmak czułam w ustach przez około 15 minut po wypiciu herbaty, co jest absolutnym rekordem czasowym. Ogólnie rzecz biorąc, jest to herbata, która daje napar o tak specyficznym smaku i aromacie, że ciężko jest pomylić ją z jakąkolwiek inną herbatą.

Co do sposobu przyrządzania Ruby Black Tea, to mam wrażenie, że w odróżnieniu od Yuchi Wild Black Tea jest to herbata, której służy parzenie metodą zachodnią. Myślę, że przy pierwszym parzeniu najlepiej jest zalać listki wodą tuż po zagotowaniu i zaparzyć przez minutę, a przy kolejnym parzeniu – wydłużyć czas parzenia do ok. 3 minut. Ruby Black Tea to herbata, która nadaje się do dwukrotnego parzenia.

Na koniec na zdjęciu poniżej pokażę Wam, jak wyglądały listki po drugim parzeniu. Od razu widać, że listki tej herbaty są znacznie większe niż listki Yuchi Wild Black Tea.

Podsumowując, Yuchi Wild Black Tea oraz Ruby Black Tea to dwie tajwańskie czarne herbaty, które pochodzą z tego samego rejonu jeziora Sun Moon Lake w gminie wiejskiej Yuchi w powiecie Nantou, ale to właściwie jedyne, co je łączy, bo dostarczają zupełnie innych doznań smakowych i zapachowych. Yuchi Wild Black Tea daje napar o słodkawym zapachu i słodkawo-kwaskowatym smaku, w którym można wyczuć akcenty ciemnego cukru i gotowanych wiśni. Z kolei Ruby Black Tea daje napar o mentolowym aromacie, mocnym smaku, w którym można wyczuć nuty cynamonu oraz suszonych śliwek i wiśni, jak również intensywnym mentolowym posmaku. Szczerze mówiąc, bardziej smakuje mi ta pierwsza, ale uważam, że zdecydowanie warto spróbować obydwu.

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://thetea.pl/produkt/2018-yuchi-wild-black-tea/

https://www.curioustea.com/tea/black-tea/yuchi-wild-shan-cha/

https://en.wikipedia.org/wiki/Sun_Moon_Lake

https://eherbata.pl/hong-yu-2018-rubinowa-1744.html

https://www.teaguardian.com/quality-varieties/tea-varieties/red-jade-the-fragrance-of-taiwan/

https://www.nickkembel.com/experiences/ruby-red-18.html

https://www.totemtea.com/products/ruby-18-taiwanese-black

http://hojotea.com/item_e/b05e.htm

https://www.zentealife.com/blogs/tea-blog/ruby-black-tea-from-taiwan

https://eco-cha.com/collections/taiwan-black-tea/products/red-jade-black-tea

Różne odsłony herbaty cz. 49 – Guguli Black Tea, czyli kolejna warta uwagi gruzińska czarna herbata

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam kolejną gruzińską czarną herbatę. Biorąc pod uwagę moje jak najbardziej pozytywne doświadczenia z degustacji dwóch innych gruzińskich czarnych herbat, tj. Ramiz Black Tea i Leila Black Tea (http://mycupofgreentea.pl/2016/09/04/rozne-odslony-herbaty-cz-31-ramiz-black-tea-i-leila-black-tea-czyli-dwie-nietuzinkowe-gruzinskie-czarne-herbaty/), gdy tylko dowiedziałam się, że w ofercie sklepu eherbata pojawiła się nowa i nieznana mi wcześniej czarna herbata z tego samego rejonu Gruzji, nie mogłam nie skorzystać z okazji, aby zaopatrzyć się w nią i spróbować jej :).

Guguli Black Tea to czarna herbata pochodząca ze wsi Chakvi w rejonie Adżaria na północnym-zachodzie Gruzji, znajdującym się nad Morzem Czarnym (czyli z tego samego rejonu, co recenzowane już Ramiz Black Tea i Leila Black Tea). Jest ona w całości wytwarzana przez pana Guguli, który zbiera listki z dziko rosnących krzewów herbacianych. Moja herbata pochodzi ze zbioru, który miał miejsce w sierpniu 2018 r.

Zebrane listki przechodzą przez takie procesy produkcji, jak: więdnięcie (trwające od 12 do 14 godzin), ręczne zwijanie (trwające ok. 40 minut), oksydacja (poprzez pozostawienie pod przykryciem na całą noc) oraz suszenie (trwające od 1 do 3 dni, w zależności od warunków pogodowych). Ostatecznie herbata ma postać dość dużych listków o nieregularnym kształcie w ciemnobrązowym kolorze, z jasnobrązowymi przebłyskami. Prezentuje się ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Guguli Black Tea ma słodkawo-owocowy aromat, który kojarzy się z zapachem konfitury oraz słodkiego ciasta. Wygląda następująco:

W smaku napar jest również słodkawo-owocowy, ale jednocześnie lekko kwaskowaty, a przy tym praktycznie pozbawiony goryczki. Kojarzy mi się on ze smakiem owoców typu jagody i borówki, które bardzo lubię 🙂 Od drugiego parzenia herbata zaskakująco zmienia swoje oblicze – o dziwo znienacka pojawiają się akcenty ziołowe. Niemniej jednak te słodkawo-kwaskowate nuty wciąż są wyczuwalne.

Co do sposobu przyrządzania Guguli Black Tea, to myślę, że najlepiej jest zalać ją wodą tuż po zagotowaniu i parzyć przez 1 minutę. Co prawda na stronie sklepu zaleca się parzyć tę herbatę przez 4-5 minut, ale mam wrażenie, że krótszy czas parzenia bardziej służy tej herbacie – dzięki niemu napar dostarcza bardziej różnorodne doznania, chociaż na pewno jest słabszy w mocy niż ten przygotowany zgodnie z zaleceniami. W przypadku zastosowania krótszego czasu parzenia te same listki można wykorzystać nawet pięciokrotnie (za każdym razem wydłużając czas parzenia o ok. 1 minutę), podobnie jak to było w przypadku Ramiz Black Tea i Leila Black Tea.

Warto wiedzieć, że listki tej herbaty są naprawdę ogromne, co jest raczej niespotykane w przypadku czarnych herbat, nawet tych ręcznie wytwarzanych. Bez dużego naczynia do parzenia po prostu się nie obejdzie 🙂 Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, jak wyglądały po trzecim parzeniu:

Podsumowując, Guguli Black Tea to kolejna warta uwagi czarna gruzińska herbata, która daje napar o słodko-owocowym aromacie i nietypowym słodkawo-kwaskowatym smaku, wywołującym skojarzenia ze smakiem owoców typu jagody czy borówki. Jeżeli jesteście miłośnikami czarnych herbat i nie przeszkadza Wam owocowa kwaskowatość w smaku naparu, to polecam spróbować tej herbaty. A jeżeli znacie już Ramiz Black Tea i Leila Black Tea, to tym bardziej nie wahajcie się sięgnąć po tę herbatę, bo Guguli Black Tea ma wiele wspólnego z tymi herbatami, szczególnie z Ramiz Black Tea.

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://eherbata.pl/gruzinska-guguli-2018-1852.html

https://steepster.com/teas/what-cha/72675-georgia-wild-guguli-hand-made-black-tea

Różne odsłony herbaty cz. 48 – Mr. Su Wild Garden Dong Ding Oolong, czyli obłędnie pyszny tajwański oolong o średnim stopniu oksydacji

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam pewną herbatę z Tajwanu, a konkretniej Mr. Su Wild Garden Dong Ding Oolonga. Herbata ta była jedną z trzech herbat, które składały się na grudniową subskrypcję herbacianą ze sklepu TheTea.

Dong Ding Oolong (znany również jako Tung Ting Oolong) to jeden z najbardziej znanych i rozpoznawalnych tajwańskich oolongów, charakteryzujących się średnim stopniem oksydacji (ok. 25-30%) i najczęściej średnim stopniem prażenia. Herbata ta pochodzi z rejonu góry Dong Ding, która znajduje się w powiecie Nantou położonym w środkowej części Tajwanu. Określenie „Dong Ding” oznacza „mroźny” lub „zmrożony szczyt” i wbrew pozorom nie jest żadnym odniesieniem do panujących w tym miejscu warunków pogodowych. Wyrażenie „mrozić stopy” oznacza „chodzić na palcach” i nawiązuje do sposobu przemieszczania się po tych górskich terenach przez mieszkańców tych okolic. Uznaje się, że to właśnie na górze Dong Ding mniej więcej w 1860 r. zasadzono pierwsze krzewy herbaciane pochodzące z chińskiego rejonu gór Wu Yi, więc to Dong Ding Oolong jest przodkiem tajwańskich oolongów.

Herbata ta składa się przeważnie z pierwszych trzech listków krzewu herbacianego (najczęściej kultywaru o nazwie Qing Xin), czasem również z pączka herbacianego. Zebrane listki z krzewów herbacianych położonych na wysokości ok. 700-1200 m n.p.m. przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie, wielokrotne prażenie oraz zwijanie. To właśnie w obróbce tej herbaty tkwi sekret jej dobrej jakości – wymaga ona dużej wiedzy i sporego doświadczenia.

Mr. Su Wild Garden Dong Ding Oolong pochodzi z trzech niewielkich ogrodów herbacianych położonych w okolicy wioski Yonglong, która znajduje się na wysokości ok. 700 m n.p.m. w gminie wiejskiej Lugu w powiecie Nantou. W tym miejscu krzewy herbaciane rosną dziko od wielu lat. Nigdy nie stosowano tu żadnych sztucznych środków ochrony roślin. Listki z tych krzewów pochodzące ze zbiorów w maju 2018 r. zostały przetworzone przez Pana Su, który specjalizuje się w produkcji Dong Ding Oolonga. Z kolei proces prażenia został przeprowadzony przez jego żonę, Panią Su. Pierwsze prażenie zostało przeprowadzone w elektrycznym piecu, ale drugie było ręczne, nad węglem. Ostatecznie herbata ma postać nieregularnych kuleczek w zielonkawo-brązowawym kolorze. Wygląda ona następująco:

Napar z Mr. Su Wild Garden Dong Ding Oolonga ma pomarańczowy kolor i zapach przypominający zapach pieczonych i gotowanych warzyw. Prezentuje się tak, jak na zdjęciu poniżej:

Po wypiciu łyka naparu w smaku można wyczuć najpierw nuty pieczonych i gotowanych warzyw, przede wszystkim liściastych, a następnie słodkawe nuty warzywne, kojarzące się nieco z gotowaną kukurydzą. Na koniec napar pozostawia przyjemny słodkawy posmak, który długo pozostaje w ustach (ma on nawet specjalną chińską nazwę „hui gan”). Co ciekawe, napar z pierwszego i drugiego parzenia jest praktycznie całkowicie pozbawiony goryczki (i dlatego też najbardziej mi smakuje). Ogólnie rzecz biorąc, lubię herbaty o zapachu i smaku z silnymi nutami prażonymi, ale mam wrażenie, że w każdej z nich prędzej czy później wyczuwam niezbyt przyjemną goryczkę, która z każdym kolejnym parzeniem staje się coraz bardziej intensywna. Z kolei w naparze z Mr. Su Wild Garden Dong Ding Oolonga z kolejnych parzeń co prawda ta charakterystyczna goryczka też się pojawia, ale mam wrażenie, że jest naprawdę minimalna, co sprawia, że picie tej herbaty to prawdziwa rozkosz dla podniebienia 🙂

Co do sposobu przyrządzania tej herbaty, to zdecydowanie najlepiej parzyć ją metodą gongfu cha w następujący sposób: zalewać listki wodą o temperaturze ok. 95 stopni Celsjusza (tuż po zagotowaniu) i parzyć krótko, zaczynając od 10 sekund, a następnie wydłużając każdy kolejny czas parzenia o ok. 5-10 sekund. Mr. Su Wild Garden Dong Ding Oolong jest niesamowicie wydajny – te same listki można wykorzystać nawet siedmiokrotnie.

Podobnie jak każdego tajwańskiego oolonga w formie kuleczek również i tę herbatę najlepiej przyrządzać w większym naczyniu – już po pierwszym parzeniu listki zaczynają nieco rozwijać się, ukazując swoje prawdziwe mocno pozwijane oblicze. Na poniższym zdjęciu można zobaczyć, jak wyglądają po siódmym parzeniu:

Podsumowując, Mr. Su Wild Garden Dong Ding Oolong to wyjątkowy tajwański oolong o średnim stopniu oksydacji, dający napar, który dostarcza niezapomnianych doznań smakowo-zapachowych: można w nim znaleźć zarówno wyraźne nuty warzywne, kojarzące się z gotowanymi i pieczonymi warzywami, jak również minimalną goryczkę, która ustępuje miejsca intensywnym warzywno-słodkim nutom i słodkiemu posmakowi. Szczerze mówiąc, jest to jeden z najsmaczniejszych tajwańskich oolongów, jakie piłam do tej pory. Szkoda tylko, że nie jest dostępny w regularnej ofercie (co prawda obecnie w ofercie sklepu można znaleźć Dong Ding Oolonga autorstwa Pana Su, ale po nazwie i opisie można wywnioskować, że to nie te same herbaty). Jednak biorąc pod uwagę fakt, że herbata ta wytwarzana jest w niewielkich ilościach, zupełnie mnie to nie dziwi. Przy okazji Mr. Su Wild Garden Dong Ding Oolong to doskonały przykład na to, że w subskrypcjach herbacianych można trafić na prawdziwe herbaciane perełki 🙂

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z opisu herbaty udostępnionego w grudniowej subskrypcji herbacianej z TheTea oraz następujących źródeł internetowych:

http://www.teaspring.com/Dong-Ding-Oolong.asp

https://eherbata.pl/dong-ding-oolong-2018-129.html

https://en.wikipedia.org/wiki/Dong_Ding_tea

https://taiwanleaftea.com/oolong-tea/dong-ding-oolong-tea

http://www.viconyteas.com/directory/tea-encyclopedia/dong-ding-oolong.html

http://morzeherbaty.pl/2010/07/dongding-wulong/

Różne odsłony herbaty cz. 47 – Everest Vasanta i Yeti Curls, czyli dwie zdumiewające herbaty z Nepalu

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam dwie herbaty z Nepalu: Everest Vasanta oraz Yeti Curls. Obie zostały kupione w sklepie o nazwie One Cup of Tea, który specjalizuje się w herbatach z Nepalu/Birmy.

Zarówno Everest Vasanta, jak i Yeti Curls pochodzą z Everest Tea Estate. Everest Tea Estate to plantacja, która jest położona w wiosce o nazwie Bhotacheur w dystrykcie Sindhulpalchowk w środkowej części Nepalu (ok. 45 km drogi od Katmandu, stolicy tego kraju). Niedaleko plantacji znajduje się pasmo górskie Himalajów – Ganesh Himal i Park Narodowy Shivapuri, a więc warunki pogodowe i klimatyczne panujące na tym obszarze są niezwykle sprzyjające uprawie herbaty: żyzna gleba, duża ilość światła słonecznego, obfite opady, źródła wody źródlanej oraz mgły.

Everest Tea Estate to niewielka istniejąca od 22 lat plantacja herbaty, która jest położona na wysokości ok. 1200-2000 m n.p.m. Uprawa krzewów jest tu w 100% ekologiczna (nie używa się na niej żadnych chemicznych środków ochrony roślin), a produkcja herbaty jest całkowicie ręczna i ortodoksyjna. Co więcej, pracownicy tej plantacji, którymi są głównie kobiety, mają zapewnione przyzwoite warunki pracy: otrzymują godziwe wynagrodzenie i mają skrócony czas pracy, aby mogły pogodzić ją z opieką nad dziećmi.

Everest Vasanta

Everest Vasanta to czarna herbata (według chińskiej nomenklatury: czerwona herbata) z pierwszego wiosennego zbioru. Jej nazwa w sankskrycie oznacza właśnie „wiosnę”.

Herbata składa się z dwóch pierwszych listków krzewu herbacianego. Zebrane listki przechodzą przez takie etapy produkcji jak więdnięcie, oksydacja, zwijanie i suszenie. Ostatecznie herbata ma postać pozwijanych listków w kolorze zielonkawo-brązowym i wygląda tak jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Everest Vasanta ma pomarańczowawy kolor i owocowy aromat. Prezentuje się następująco:

W smaku naparu z tej herbaty dominują przede wszystkim dojrzałe owoce egzotyczne, takie jak mango czy banany. Napar jest słodkawy i niemalże pozbawiony goryczki. Co ciekawe, od drugiego parzenia wyczuwalne są w nim także delikatne nuty lekko kwaskowych cytrusów, głównie cytrynowo-limonkowe (są one szczególnie wyraźnie w ostudzonym naparze lub naparze powstałym z zalania listków chłodniejszą wodą).

Co do sposobu przyrządzania herbaty Everest Vasanta, to przy pierwszym parzeniu najlepiej jest zalać ją wodą o temperaturze ok. 80 stopni Celsjusza i parzyć przez 2 minuty. Te same listki można wykorzystać nawet czterokrotnie. Przy każdym kolejnym parzeniu dobrze jest wydłużać czas o ok. 30-60 sekund. Mam wrażenie, że jest to herbata dość odporna na eksperymenty z czasem parzenia i temperaturą wody – po zaparzeniu jej wrzątkiem również nadawała się do picia :). Niemniej jednak uważam, że tej herbacie bardziej służy parzenie wodą o niższej temperaturze – jest wtedy bardziej wyrazista i „głębsza” w smaku.

Co więcej, tę herbatę najlepiej przyrządzać w większym naczyniu – już po pierwszym parzeniu listki zaczynają nieco rozwijać się, ukazując swoje prawdziwe oblicze. Na poniższym zdjęciu można zobaczyć, jak wyglądają po trzecim parzeniu:

Zielonkawy kolor listków tej herbaty jest doprawdy zaskakujący. Zwykle listki herbat czarnych są brązowe, a nie zielone :).

Yeti Curls

Yeti Curls to biała herbata wytwarzana z nierozwiniętych pączków ze srebrzystymi włoskami oraz pierwszego młodego listka, które pochodzą ze specjalnie wyselekcjonowanych krzewów położonych w najwyższych częściach plantacji. Zebrane z niezwykłą ostrożnością pączki i listki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie oraz suszenie. Ostatecznie herbata ma postać pozwijanych pączków i listków w zielonkawo-srebrzystym kolorze. Prezentuje się ona następująco:

Napar z Yeti Curls ma żółtawy kolor i warzywny aromat. Wygląda tak jak na zdjęciu poniżej:

W smaku naparu dominują przede wszystkim słodkie warzywa, takie jak bataty czy dynia. Przyznam szczerze, że takie akcenty warzywne są raczej niespotykane w białej herbacie. Białe herbaty przeważnie kojarzą się z nutami kwiatowymi i owocowymi, nie warzywnymi. Akcenty warzywne to raczej domena zielonych herbat 🙂

Co do sposobu przyrządzania herbaty Yeti Curls, to przy pierwszym parzeniu najlepiej jest zalać ją wodą o temperaturze ok. 80 stopni Celsjusza i parzyć przez 3 minuty. Te same listki i pączki można wykorzystać nawet pięciokrotnie. Przy każdym kolejnym parzeniu dobrze jest wydłużać czas o ok. 1 minutę.

Podobnie jak w przypadku Everest Vasanta tę herbatę najlepiej przyrządzać w większym naczyniu – już po pierwszym parzeniu listki i pączki zaczynają nieco rozwijać się, ukazując swoje prawdziwe oblicze. Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć, jak wyglądają listki po trzecim parzeniu:

Podsumowując, Everest Vasanta i Yeti Curls to dwie zdumiewające herbaty z Nepalu. Ta pierwsza to czarna herbata z listkami w nietypowym zielonkawym kolorze, która daje napar o aromacie i smaku kojarzącym się ze smakiem słodkich dojrzałych owoców. Z kolei Yeti Curls to biała herbata dająca napar o aromacie i smaku przypominającym smak słodkich warzyw.  Przyznam szczerze, że bardzo lubię obie herbaty. Najchętniej piłabym je cały czas :). Polecam je wszystkim miłośnikom herbaty, przede wszystkim amatorom białych herbat oraz herbat dostarczających zaskakujące i niebanalne doznania smakowe i zapachowe.

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z postów zamieszczonych przez właścicielkę One Cup of Tea na stronie sklepu na Facebooku (https://www.facebook.com/OneCupOfTeapl/), katalogu sklepu oraz strony internetowej plantacji Everest Tea Estate (https://everestteaestate.com/).

Różne odsłony herbaty cz. 46 – Wakōcha Benifūki, czyli zaskakująca czarna herbata z Japonii

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam pewną japońską herbatę o nazwie Wakōcha Benifūki. Herbata ta została kupiona w sklepie eherbata.pl.

Wakōcha Benifūki to japońska czarna herbata („wa” odnosi się do Japonii, a „kōcha” to po japońsku „czerwona herbata”; według chińskiej nomenklatury to właśnie czerwona herbata). Jest to pewnego rodzaju ciekawostka herbaciana, ponieważ przeważającą większość herbat produkowanych w Japonii (ok. 95%) stanowią zielone herbaty. Obecnie tylko ok. 300 japońskich rolników zajmuje się wytwarzaniem czarnej herbaty.

Wakōcha Benifūki powstała z kultywaru krzewu herbacianego zwanego Benifūki. Kultywar ten został stworzony w 1965 r. w Makurazaki w japońskiej prefekturze Kagoshima poprzez skrzyżowanie kultywaru Benihomare (krzewu odmiany assamica popularnego w Chinach i Japonii) z kultywarem MakuraCd86 (krzewu odmiany sinensis pochodzącego ze słynnego indyjskiego regionu Darjeeling). W 1996 r. został on wpisany do oficjalnego rejestru japońskich kultywarów herbacianych. Początkowo miał być przeznaczony do produkcji czarnych herbat oraz oolongów, ale obecnie wykorzystuje się go również do wytwarzania zielonych herbat. Co ciekawe, te ostatnie wykazują wyjątkowo silne działanie antyalergiczne ze względu na największą zawartość katechin metylowanych ze wszystkich herbat powstałych z japońskich kultywarów herbacianych. Niemniej jednak to właśnie czarne herbaty powstałe z kultywaru Benifūki mają najlepsze walory smakowe. Warto wiedzieć, że kultywar Benifūki można uprawiać w każdym regionie Japonii. Charakteryzuje się on wyjątkową odpornością na choroby.

Niestety, nie znam więcej szczegółowych informacji dotyczących herbaty Wakōcha Benifūki, np. miejsca pochodzenia czy terminu zbiorów. Co do procesu wytwarzania, to zebrane listki najprawdopodobniej przeszły przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie, zwijanie oraz suszenie. Ostatecznie herbata ma postać drobnych poskręcanych listków w ciemnobrązowym kolorze, z jasnobrązowymi przebłyskami. Wygląda ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Wakōcha Benifūki ma słodkawy owocowy aromat i brązowo-czerwonawy kolor. Możecie zobaczyć go poniżej:

Napar z tej herbaty ma intensywny smak dojrzałych ciemnych owoców, szczególnie wiśni. Kojarzy mi się trochę z konfiturą 😊. Co ciekawe, jest on całkowicie pozbawiony jakiejkolwiek goryczy czy cierpkości. Pijąc go, nie zaznałam też charakterystycznego dla wielu czarnych herbat uczucia ściągania. Ogólnie rzecz biorąc, napar ten jest bardzo “lekki” i łagodny.

Co do sposobu przyrządzania, to myślę, że najlepiej jest zalać listki tej herbaty wodą tuż po zagotowaniu (ok. 95 stopni Celsjusza) i parzyć przez minutę. Te same listki można wykorzystać dwukrotnie, z tym, że za drugim razem dobrze jest wydłużyć czas parzenia do 3 minut. Napary z pierwszego i drugiego parzenia mają podobny smak, ale oczywiście smak tego drugiego jest nieco mniej intensywny.

Podsumowując, Wakōcha Benifūki to zdecydowanie warta uwagi czarna japońska herbata, która daje napar o słodkawym owocowym zapachu i intensywnym wiśniowym smaku. Tej herbacie bliżej jest do recenzowanej już na blogu gruzińskiej czarnej herbaty o nazwie Ramiz Black Tea, niż np. do assamskich czy cejlońskich czarnych herbat. Przyznam szczerze, że jest to jedna z najsmaczniejszych czarnych herbat, jakie kiedykolwiek piłam. Polecam ją wszystkim miłośnikom tego typu herbat, jak również tym, którzy raczej nie sięgają po nie. Wakōcha Benifūki na pewno pozytywnie Was zaskoczy 😊

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://eherbata.pl/wakocha-benifuki-1585.html/

http://www.tching.com/2011/01/japanese-black-tea-wakocha/

https://obubutea.com/shop/black-tea/wakoucha/

https://www.myjapanesegreentea.com/wakoucha-japanese-black-tea

http://www.myjapanesegreentea.com/the-benifuuki-tea-cultivar

http://www.yuuki-cha.com/benifuuki-black-tea/

https://www.insight-tea.com/kocha-pleasure-discovery/

https://japaneseteasommelier.wordpress.com/2017/11/01/a-brief-history-of-japanese-black-tea/

http://thejasminepearl.com/benifuki/

https://obubutea.com/japanese-black-tea

Różne odsłony herbaty cz. 45 – Wenshan Baozhong, czyli przepyszny tajwański oolong o niskim stopniu oksydacji

Dzisiejszy wpis będzie recenzją pewnej azjatyckiej herbaty, a konkretniej tajwańskiego oolonga o nazwie Wenshan Baozhong. Herbata ta została kupiona w sklepie eherbata.pl.

Wenshan Baozhong (zwany również Pouchongiem) to oolong o lekkim stopniu oksydacji, który wynosi ok. 10%. Jest to jeden z najbardziej znanych przedstawicieli tajwańskich nisko oksydowanych oolongów. Herbata ta pochodzi z północnej części Tajwanu, a konkretniej z południowej dzielnicy Tajpej zwanej Wenshan. Niedaleko tego rejonu znajduje się wiejska dzielnica zwana Pinglin, która słynie właśnie z produkcji tego oolonga. Ponad 80% mieszkańców tego obszaru zajmuje się uprawą herbaty, jej przetwarzaniem lub handlem nią. Ponadto w tym miejscu znajduje się Pinglin Tea Museum (Muzeum Herbaty w Pinglin), które jest jednym z największych muzeów poświęconych herbacie na świecie.

Nazwa „Baozhong” oznacza „zawijany rodzaj” i jest nawiązaniem do dawniej stosowanego sposobu suszenia tej herbaty, który polegał na pakowaniu liści w papier i umieszczeniu ich w koszu bambusowym nad paleniskiem. Obecnie ten etap produkcji najczęściej przebiega z użyciem maszyn, ale nazwa pozostała bez zmian. Co ciekawe, początkowo Wenshan Baozhong był dodatkowo aromatyzowany kwiatami jaśminu, ale ostatecznie zdecydowano się odejść od tego etapu produkcji, gdy uzyskano naturalnie kwiatowy efekt.

Warto wiedzieć, że poza Wenshan Baozhongiem istnieją jeszcze dwie inne odmiany Baozhongów: Nangang oraz Lanyang (określenia te pochodzą od nazw obszarów w Tajpej). Najbardziej znane herbaty Baozhong pochodzą z Wenshan oraz Nangang.

Listki mojej herbaty pochodzące z kultywaru krzewu herbacianego o nazwie Qing Xin zostały zebrane w maju 2017 r. ręcznie, co jest raczej rzadką praktyką na Tajwanie ze względu na powszechne użycie maszyn do tego celu. Zebrane listki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie, zwijanie, lekkie prażenie oraz suszenie. Ostatecznie herbata ma postać delikatnie pozwijanych długich listków w ciemnozielonym kolorze. Wygląda tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Wenshan Baozhong ma intensywny kwiatowo-maślany aromat i zielonkawy kolor. Możecie zobaczyć go na poniższym zdjęciu:

W smaku naparu z pierwszego parzenia dominują akcenty kwiatowe, które przeplatają się z nutami maślanymi. Z kolei z każdym kolejnym parzeniem herbata pokazuje swoje roślinno-trawiaste oblicze – nuty roślinno-trawiaste wysuwają się na prowadzenie, a akcenty kwiatowo-maślane chowają się w tle. Można by stwierdzić, że napar z pierwszego parzenia smakuje bardziej jak napar z oolonga, a napar z każdego kolejnego parzenia – bardziej jak napar z zielonej herbaty.

Co do sposobu przyrządzania Wenshan Baozhonga, to myślę, że najlepiej zaparzyć tę herbatę metodą gongfu cha, czyli stosunkowo dużą ilość listków zalać niewielką ilością wody. Najlepiej postąpić zgodnie z następującą instrukcją: listki zalać wodą o temperaturze ok. 80-85 stopni Celsjusza i parzyć przez następujący czas: 15 sekund, 30 sekund, 45 sekund, 1 minuta, 2 minuty. Jest to herbata, której zdecydowanie służy parzenie metodą gongfu cha, bo tak przyrządzona jest smaczniejsza i bardziej wydajna (te same listki można wykorzystać nawet pięciokrotnie).

Warto wiedzieć, że po zaparzeniu listki tej herbaty rozwijają się, rozciągając się. Możecie zobaczyć, jak wyglądały po piątym parzeniu na poniższym zdjęciu:

Co więcej, Wenshan Baozhong to herbata, która świetnie nadaje się do „parzenia” na zimno. Tak przygotowany „napar” ma intensywnie roślinno-trawiasty smak z wyraźną nutą świeżości, a przy tym jest fantastycznie orzeźwiający.

Podsumowując, Wenshan Baozhong to tajwański oolong o niskim stopniu oksydacji, który daje napar o intensywnym kwiatowo-maślanym aromacie i różnorodnym smaku – od kwiatowo-maślanego do roślinno-trawiastego. Można by stwierdzić, że ta herbata jest czymś pośrednim pomiędzy oolongiem a zieloną herbatą. Uważam, że to jedna z najlepszych herbat pochodzących z Tajwanu i jedna z najsmaczniejszych herbat w ogóle. Jej smak i aromat długo pozostają w pamięci. Polecam ją szczególnie miłośnikom zielonych herbat 😊

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://en.wikipedia.org/wiki/Pouchong

https://eherbata.pl/wenshan-bao-zhong-2017-1739.html

https://redblossomtea.com/products/wenshan-baozhong?variant=31629962820

https://taooftea.com/product/wenshan-baozhong/

http://what-cha.com/taiwan-wenshan-baozhong-oolong-tea/

http://herbacianokaligraficznie.blox.pl/2012/03/Wenshan-Baozhong.html

http://teamasters.blogspot.com/2018/04/the-process-of-wenshan-baozhong-tea.html

http://teamasters.blogspot.com/2006/05/wen-shan-baozhong-from-pinglin.html

http://morzeherbaty.pl/2012/11/pinglin-wioska-herbaciana/

https://en.wikipedia.org/wiki/Pinglin_District

https://en.wikipedia.org/wiki/Wenshan_District

https://pl.wikipedia.org/wiki/Pinglin