Różne odsłony herbaty cz. 50 – Yuchi Wild Black Tea oraz Ruby Black Tea, czyli dwie czarne herbaty z tego samego rejonu Tajwanu

Dzisiejszy wpis z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” będzie nieco inny niż zwykle, ponieważ przedstawię w nim dwie czarne herbaty pochodzące z tego samego rejonu Tajwanu, które zostały kupione w dwóch różnych sklepach: Yuchi Wild Black Tea z TheTea oraz Ruby Black Tea aka Hong Yu ‘Rubinowa’ z eherbata.

Yuchi Wild Black Tea

Yuchi Wild Black Tea to czarna herbata (według chińskiej nomenklatury: czerwona herbata), która pochodzi z gminy wiejskiej Yuchi w powiecie Nantou położonym w środkowej części Tajwanu. Na tym obszarze znajduje się słynne jezioro Sun Moon Lake (chińska nazwa: Ri Yue Tan), które jest największym zbiornikiem wodnym na Tajwanie. Jezioro to wraz z okolicznymi rejonami wchodzi w skład parku narodowego o nazwie Sun Moon Lake National Scenic Area.

Yuchi Wild Black Tea powstaje ze zdziczałych krzewów herbacianych pochodzących z indyjskiego rejonu Assam, które zostały zaadaptowane na terenie Tajwanu w latach 1980-1990. Niestety nie udało mi się ustalić, jak wygląda proces wytwarzania tej herbaty, ale podejrzewam, że zebrane listki przechodzą przez etapy produkcji typowe dla czarnej herbaty, czyli więdnięcie, zwijanie, oksydacja i suszenie. Wiem z całą pewnością, że herbata pochodzi ze zbioru, który miał miejsce w 2018 r.

Ostatecznie herbata ma postać dość długich pozwijanych listków w ciemnobrązowym kolorze, z jasnobrązowymi przebłyskami. Wygląda tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Yuchi Wild Black Tea ma pomarańczowawo-brązowawy kolor i słodkawy owocowo-miodowy aromat. Wygląda następująco:

Smak naparu jest ciekawym połączeniem delikatnej słodyczy i lekkiej kwaskowatości – można w nim wyczuć słodkawe akcenty ciemnego cukru i nuty biszkoptowe oraz lekko kwaskowate nuty, które bardzo kojarzą mi się ze smakiem wiśni gotowanych na kompot.

Co do sposobu przyrządzania Yuchi Wild Black Tea, to mam wrażenie, że jest to herbata, której zdecydowanie służy zaparzanie metodą gongfu cha. Myślę, że najlepiej jest zalać listki wodą tuż po zagotowaniu i zacząć parzenie od 10 sekund, a potem stopniowo wydłużać czas parzenia o 5-10 sekund. Jest to niezwykle wydajna herbata – przyrządzając ją metodą gongfu cha, te same listki można wykorzystać nawet ośmiokrotnie. Zaskakujące jest to, że z każdym kolejnym parzeniem smak naparu pozostaje właściwie bardzo zbliżony do smaku naparu z pierwszego parzenia. Co ciekawe, gdy raz zdarzyło mi się przeparzyć tę herbatę, to w powstałym naparze wyczułam intensywne nuty kwiatowe, które były totalnym zaskoczeniem.

Na koniec na zdjęciu poniżej pokażę Wam, jak wyglądały listki po szóstym parzeniu. Przyjemnie się ogląda takie listki w całości 🙂

Ruby Black Tea

Ruby Black Tea (zwana również Red Jade lub Formosa Black Tea) to chyba najsłynniejsza czarna herbata z Tajwanu, która podobnie jak Yuchi Wild Black Tea pochodzi z okolic jeziora Sun Moon Lake w gminie wiejskiej Yuchi w powiecie Nantou. Herbata ta powstaje ze specjalnego kultywaru krzewu herbacianego o nazwie Ruby #18. Kultywar ten został oficjalnie oddany do użytku w 1999 r. przez tajwański ośrodek o nazwie Tea Research Institute (obecnie Tea Research and Extension Station (TRES)) po ponad 50 latach pracy. Powstał on poprzez skrzyżowanie birmańskiego krzewu herbacianego Camellia sinensis odmiana assamica z tajwańskim dziko rosnącym krzewem herbacianym odmiana Camellia formonensis. W 2003 r. w drodze głosowania nadano mu nazwę „Ruby”, czyli właśnie „Rubinowa”, aby podkreślić wyjątkowość i unikatowy charakter tej herbaty (rubin to jeden z najbardziej poszukiwanych kamieni szlachetnych w Chinach i na Tajwanie). Obecnie kultywar ten wykorzystuje się do produkcji wysokiej jakości czarnej herbaty o bardzo charakterystycznym smaku i zapachu. Wytwarzaniem Ruby Black Tea zajmują się małe rodzinne ogrody, które produkują ją w niewielkich ilościach.

Podobnie jak w przypadku Yuchi Wild Black Tea i tym razem nie udało mi się ustalić, jak dokładniej wygląda proces wytwarzania Ruby Black Tea, ale podejrzewam, że zebrane listki przechodzą przez etapy produkcji typowe dla czarnej herbaty, czyli więdnięcie, zwijanie, oksydacja i suszenie. Wiem z całą pewnością, że herbata pochodzi ze zbioru, który miał miejsce w czerwcu 2018 r.

Ostatecznie herbata ma postać niedużych pozwijanych listków w ciemnobrązowym kolorze. Wygląda tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Ruby Black Tea ma bordowo-brązowy kolor i intensywny mentolowy aromat. Wygląda on następująco:

Ten bordowy kolor staje się bardziej intensywny przy kolejnym parzeniu.

W smaku napar przypomina nieco smak naparu z czarnych herbat z Assamu – jest mocny i pełny, delikatnie słodowy, ale ma też swój unikatowy charakter. Można w nim wyczuć akcenty przypraw korzennych (szczególnie cynamonu) oraz suszonych śliwek i wiśni. Napar pozostawia dość silne uczucia ściągania (szczególnie ten z pierwszego parzenia) oraz niezwykle intensywny mentolowy posmak. Któregoś razu zdarzyło się, że ten charakterystyczny mentolowy posmak czułam w ustach przez około 15 minut po wypiciu herbaty, co jest absolutnym rekordem czasowym. Ogólnie rzecz biorąc, jest to herbata, która daje napar o tak specyficznym smaku i aromacie, że ciężko jest pomylić ją z jakąkolwiek inną herbatą.

Co do sposobu przyrządzania Ruby Black Tea, to mam wrażenie, że w odróżnieniu od Yuchi Wild Black Tea jest to herbata, której służy parzenie metodą zachodnią. Myślę, że przy pierwszym parzeniu najlepiej jest zalać listki wodą tuż po zagotowaniu i zaparzyć przez minutę, a przy kolejnym parzeniu – wydłużyć czas parzenia do ok. 3 minut. Ruby Black Tea to herbata, która nadaje się do dwukrotnego parzenia.

Na koniec na zdjęciu poniżej pokażę Wam, jak wyglądały listki po drugim parzeniu. Od razu widać, że listki tej herbaty są znacznie większe niż listki Yuchi Wild Black Tea.

Podsumowując, Yuchi Wild Black Tea oraz Ruby Black Tea to dwie tajwańskie czarne herbaty, które pochodzą z tego samego rejonu jeziora Sun Moon Lake w gminie wiejskiej Yuchi w powiecie Nantou, ale to właściwie jedyne, co je łączy, bo dostarczają zupełnie innych doznań smakowych i zapachowych. Yuchi Wild Black Tea daje napar o słodkawym zapachu i słodkawo-kwaskowatym smaku, w którym można wyczuć akcenty ciemnego cukru i gotowanych wiśni. Z kolei Ruby Black Tea daje napar o mentolowym aromacie, mocnym smaku, w którym można wyczuć nuty cynamonu oraz suszonych śliwek i wiśni, jak również intensywnym mentolowym posmaku. Szczerze mówiąc, bardziej smakuje mi ta pierwsza, ale uważam, że zdecydowanie warto spróbować obydwu.

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://thetea.pl/produkt/2018-yuchi-wild-black-tea/

https://www.curioustea.com/tea/black-tea/yuchi-wild-shan-cha/

https://en.wikipedia.org/wiki/Sun_Moon_Lake

https://eherbata.pl/hong-yu-2018-rubinowa-1744.html

https://www.teaguardian.com/quality-varieties/tea-varieties/red-jade-the-fragrance-of-taiwan/

https://www.nickkembel.com/experiences/ruby-red-18.html

https://www.totemtea.com/products/ruby-18-taiwanese-black

http://hojotea.com/item_e/b05e.htm

https://www.zentealife.com/blogs/tea-blog/ruby-black-tea-from-taiwan

https://eco-cha.com/collections/taiwan-black-tea/products/red-jade-black-tea

Różne odsłony herbaty cz. 49 – Guguli Black Tea, czyli kolejna warta uwagi gruzińska czarna herbata

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam kolejną gruzińską czarną herbatę. Biorąc pod uwagę moje jak najbardziej pozytywne doświadczenia z degustacji dwóch innych gruzińskich czarnych herbat, tj. Ramiz Black Tea i Leila Black Tea (http://mycupofgreentea.pl/2016/09/04/rozne-odslony-herbaty-cz-31-ramiz-black-tea-i-leila-black-tea-czyli-dwie-nietuzinkowe-gruzinskie-czarne-herbaty/), gdy tylko dowiedziałam się, że w ofercie sklepu eherbata pojawiła się nowa i nieznana mi wcześniej czarna herbata z tego samego rejonu Gruzji, nie mogłam nie skorzystać z okazji, aby zaopatrzyć się w nią i spróbować jej :).

Guguli Black Tea to czarna herbata pochodząca ze wsi Chakvi w rejonie Adżaria na północnym-zachodzie Gruzji, znajdującym się nad Morzem Czarnym (czyli z tego samego rejonu, co recenzowane już Ramiz Black Tea i Leila Black Tea). Jest ona w całości wytwarzana przez pana Guguli, który zbiera listki z dziko rosnących krzewów herbacianych. Moja herbata pochodzi ze zbioru, który miał miejsce w sierpniu 2018 r.

Zebrane listki przechodzą przez takie procesy produkcji, jak: więdnięcie (trwające od 12 do 14 godzin), ręczne zwijanie (trwające ok. 40 minut), oksydacja (poprzez pozostawienie pod przykryciem na całą noc) oraz suszenie (trwające od 1 do 3 dni, w zależności od warunków pogodowych). Ostatecznie herbata ma postać dość dużych listków o nieregularnym kształcie w ciemnobrązowym kolorze, z jasnobrązowymi przebłyskami. Prezentuje się ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Guguli Black Tea ma słodkawo-owocowy aromat, który kojarzy się z zapachem konfitury oraz słodkiego ciasta. Wygląda następująco:

W smaku napar jest również słodkawo-owocowy, ale jednocześnie lekko kwaskowaty, a przy tym praktycznie pozbawiony goryczki. Kojarzy mi się on ze smakiem owoców typu jagody i borówki, które bardzo lubię 🙂 Od drugiego parzenia herbata zaskakująco zmienia swoje oblicze – o dziwo znienacka pojawiają się akcenty ziołowe. Niemniej jednak te słodkawo-kwaskowate nuty wciąż są wyczuwalne.

Co do sposobu przyrządzania Guguli Black Tea, to myślę, że najlepiej jest zalać ją wodą tuż po zagotowaniu i parzyć przez 1 minutę. Co prawda na stronie sklepu zaleca się parzyć tę herbatę przez 4-5 minut, ale mam wrażenie, że krótszy czas parzenia bardziej służy tej herbacie – dzięki niemu napar dostarcza bardziej różnorodne doznania, chociaż na pewno jest słabszy w mocy niż ten przygotowany zgodnie z zaleceniami. W przypadku zastosowania krótszego czasu parzenia te same listki można wykorzystać nawet pięciokrotnie (za każdym razem wydłużając czas parzenia o ok. 1 minutę), podobnie jak to było w przypadku Ramiz Black Tea i Leila Black Tea.

Warto wiedzieć, że listki tej herbaty są naprawdę ogromne, co jest raczej niespotykane w przypadku czarnych herbat, nawet tych ręcznie wytwarzanych. Bez dużego naczynia do parzenia po prostu się nie obejdzie 🙂 Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, jak wyglądały po trzecim parzeniu:

Podsumowując, Guguli Black Tea to kolejna warta uwagi czarna gruzińska herbata, która daje napar o słodko-owocowym aromacie i nietypowym słodkawo-kwaskowatym smaku, wywołującym skojarzenia ze smakiem owoców typu jagody czy borówki. Jeżeli jesteście miłośnikami czarnych herbat i nie przeszkadza Wam owocowa kwaskowatość w smaku naparu, to polecam spróbować tej herbaty. A jeżeli znacie już Ramiz Black Tea i Leila Black Tea, to tym bardziej nie wahajcie się sięgnąć po tę herbatę, bo Guguli Black Tea ma wiele wspólnego z tymi herbatami, szczególnie z Ramiz Black Tea.

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://eherbata.pl/gruzinska-guguli-2018-1852.html

https://steepster.com/teas/what-cha/72675-georgia-wild-guguli-hand-made-black-tea

Różne odsłony herbaty cz. 48 – Mr. Su Wild Garden Dong Ding Oolong, czyli obłędnie pyszny tajwański oolong o średnim stopniu oksydacji

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam pewną herbatę z Tajwanu, a konkretniej Mr. Su Wild Garden Dong Ding Oolonga. Herbata ta była jedną z trzech herbat, które składały się na grudniową subskrypcję herbacianą ze sklepu TheTea.

Dong Ding Oolong (znany również jako Tung Ting Oolong) to jeden z najbardziej znanych i rozpoznawalnych tajwańskich oolongów, charakteryzujących się średnim stopniem oksydacji (ok. 25-30%) i najczęściej średnim stopniem prażenia. Herbata ta pochodzi z rejonu góry Dong Ding, która znajduje się w powiecie Nantou położonym w środkowej części Tajwanu. Określenie „Dong Ding” oznacza „mroźny” lub „zmrożony szczyt” i wbrew pozorom nie jest żadnym odniesieniem do panujących w tym miejscu warunków pogodowych. Wyrażenie „mrozić stopy” oznacza „chodzić na palcach” i nawiązuje do sposobu przemieszczania się po tych górskich terenach przez mieszkańców tych okolic. Uznaje się, że to właśnie na górze Dong Ding mniej więcej w 1860 r. zasadzono pierwsze krzewy herbaciane pochodzące z chińskiego rejonu gór Wu Yi, więc to Dong Ding Oolong jest przodkiem tajwańskich oolongów.

Herbata ta składa się przeważnie z pierwszych trzech listków krzewu herbacianego (najczęściej kultywaru o nazwie Qing Xin), czasem również z pączka herbacianego. Zebrane listki z krzewów herbacianych położonych na wysokości ok. 700-1200 m n.p.m. przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie, wielokrotne prażenie oraz zwijanie. To właśnie w obróbce tej herbaty tkwi sekret jej dobrej jakości – wymaga ona dużej wiedzy i sporego doświadczenia.

Mr. Su Wild Garden Dong Ding Oolong pochodzi z trzech niewielkich ogrodów herbacianych położonych w okolicy wioski Yonglong, która znajduje się na wysokości ok. 700 m n.p.m. w gminie wiejskiej Lugu w powiecie Nantou. W tym miejscu krzewy herbaciane rosną dziko od wielu lat. Nigdy nie stosowano tu żadnych sztucznych środków ochrony roślin. Listki z tych krzewów pochodzące ze zbiorów w maju 2018 r. zostały przetworzone przez Pana Su, który specjalizuje się w produkcji Dong Ding Oolonga. Z kolei proces prażenia został przeprowadzony przez jego żonę, Panią Su. Pierwsze prażenie zostało przeprowadzone w elektrycznym piecu, ale drugie było ręczne, nad węglem. Ostatecznie herbata ma postać nieregularnych kuleczek w zielonkawo-brązowawym kolorze. Wygląda ona następująco:

Napar z Mr. Su Wild Garden Dong Ding Oolonga ma pomarańczowy kolor i zapach przypominający zapach pieczonych i gotowanych warzyw. Prezentuje się tak, jak na zdjęciu poniżej:

Po wypiciu łyka naparu w smaku można wyczuć najpierw nuty pieczonych i gotowanych warzyw, przede wszystkim liściastych, a następnie słodkawe nuty warzywne, kojarzące się nieco z gotowaną kukurydzą. Na koniec napar pozostawia przyjemny słodkawy posmak, który długo pozostaje w ustach (ma on nawet specjalną chińską nazwę „hui gan”). Co ciekawe, napar z pierwszego i drugiego parzenia jest praktycznie całkowicie pozbawiony goryczki (i dlatego też najbardziej mi smakuje). Ogólnie rzecz biorąc, lubię herbaty o zapachu i smaku z silnymi nutami prażonymi, ale mam wrażenie, że w każdej z nich prędzej czy później wyczuwam niezbyt przyjemną goryczkę, która z każdym kolejnym parzeniem staje się coraz bardziej intensywna. Z kolei w naparze z Mr. Su Wild Garden Dong Ding Oolonga z kolejnych parzeń co prawda ta charakterystyczna goryczka też się pojawia, ale mam wrażenie, że jest naprawdę minimalna, co sprawia, że picie tej herbaty to prawdziwa rozkosz dla podniebienia 🙂

Co do sposobu przyrządzania tej herbaty, to zdecydowanie najlepiej parzyć ją metodą gongfu cha w następujący sposób: zalewać listki wodą o temperaturze ok. 95 stopni Celsjusza (tuż po zagotowaniu) i parzyć krótko, zaczynając od 10 sekund, a następnie wydłużając każdy kolejny czas parzenia o ok. 5-10 sekund. Mr. Su Wild Garden Dong Ding Oolong jest niesamowicie wydajny – te same listki można wykorzystać nawet siedmiokrotnie.

Podobnie jak każdego tajwańskiego oolonga w formie kuleczek również i tę herbatę najlepiej przyrządzać w większym naczyniu – już po pierwszym parzeniu listki zaczynają nieco rozwijać się, ukazując swoje prawdziwe mocno pozwijane oblicze. Na poniższym zdjęciu można zobaczyć, jak wyglądają po siódmym parzeniu:

Podsumowując, Mr. Su Wild Garden Dong Ding Oolong to wyjątkowy tajwański oolong o średnim stopniu oksydacji, dający napar, który dostarcza niezapomnianych doznań smakowo-zapachowych: można w nim znaleźć zarówno wyraźne nuty warzywne, kojarzące się z gotowanymi i pieczonymi warzywami, jak również minimalną goryczkę, która ustępuje miejsca intensywnym warzywno-słodkim nutom i słodkiemu posmakowi. Szczerze mówiąc, jest to jeden z najsmaczniejszych tajwańskich oolongów, jakie piłam do tej pory. Szkoda tylko, że nie jest dostępny w regularnej ofercie (co prawda obecnie w ofercie sklepu można znaleźć Dong Ding Oolonga autorstwa Pana Su, ale po nazwie i opisie można wywnioskować, że to nie te same herbaty). Jednak biorąc pod uwagę fakt, że herbata ta wytwarzana jest w niewielkich ilościach, zupełnie mnie to nie dziwi. Przy okazji Mr. Su Wild Garden Dong Ding Oolong to doskonały przykład na to, że w subskrypcjach herbacianych można trafić na prawdziwe herbaciane perełki 🙂

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z opisu herbaty udostępnionego w grudniowej subskrypcji herbacianej z TheTea oraz następujących źródeł internetowych:

http://www.teaspring.com/Dong-Ding-Oolong.asp

https://eherbata.pl/dong-ding-oolong-2018-129.html

https://en.wikipedia.org/wiki/Dong_Ding_tea

https://taiwanleaftea.com/oolong-tea/dong-ding-oolong-tea

http://www.viconyteas.com/directory/tea-encyclopedia/dong-ding-oolong.html

http://morzeherbaty.pl/2010/07/dongding-wulong/

Różne odsłony herbaty cz. 47 – Everest Vasanta i Yeti Curls, czyli dwie zdumiewające herbaty z Nepalu

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam dwie herbaty z Nepalu: Everest Vasanta oraz Yeti Curls. Obie zostały kupione w sklepie o nazwie One Cup of Tea, który specjalizuje się w herbatach z Nepalu/Birmy.

Zarówno Everest Vasanta, jak i Yeti Curls pochodzą z Everest Tea Estate. Everest Tea Estate to plantacja, która jest położona w wiosce o nazwie Bhotacheur w dystrykcie Sindhulpalchowk w środkowej części Nepalu (ok. 45 km drogi od Katmandu, stolicy tego kraju). Niedaleko plantacji znajduje się pasmo górskie Himalajów – Ganesh Himal i Park Narodowy Shivapuri, a więc warunki pogodowe i klimatyczne panujące na tym obszarze są niezwykle sprzyjające uprawie herbaty: żyzna gleba, duża ilość światła słonecznego, obfite opady, źródła wody źródlanej oraz mgły.

Everest Tea Estate to niewielka istniejąca od 22 lat plantacja herbaty, która jest położona na wysokości ok. 1200-2000 m n.p.m. Uprawa krzewów jest tu w 100% ekologiczna (nie używa się na niej żadnych chemicznych środków ochrony roślin), a produkcja herbaty jest całkowicie ręczna i ortodoksyjna. Co więcej, pracownicy tej plantacji, którymi są głównie kobiety, mają zapewnione przyzwoite warunki pracy: otrzymują godziwe wynagrodzenie i mają skrócony czas pracy, aby mogły pogodzić ją z opieką nad dziećmi.

Everest Vasanta

Everest Vasanta to czarna herbata (według chińskiej nomenklatury: czerwona herbata) z pierwszego wiosennego zbioru. Jej nazwa w sankskrycie oznacza właśnie „wiosnę”.

Herbata składa się z dwóch pierwszych listków krzewu herbacianego. Zebrane listki przechodzą przez takie etapy produkcji jak więdnięcie, oksydacja, zwijanie i suszenie. Ostatecznie herbata ma postać pozwijanych listków w kolorze zielonkawo-brązowym i wygląda tak jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Everest Vasanta ma pomarańczowawy kolor i owocowy aromat. Prezentuje się następująco:

W smaku naparu z tej herbaty dominują przede wszystkim dojrzałe owoce egzotyczne, takie jak mango czy banany. Napar jest słodkawy i niemalże pozbawiony goryczki. Co ciekawe, od drugiego parzenia wyczuwalne są w nim także delikatne nuty lekko kwaskowych cytrusów, głównie cytrynowo-limonkowe (są one szczególnie wyraźnie w ostudzonym naparze lub naparze powstałym z zalania listków chłodniejszą wodą).

Co do sposobu przyrządzania herbaty Everest Vasanta, to przy pierwszym parzeniu najlepiej jest zalać ją wodą o temperaturze ok. 80 stopni Celsjusza i parzyć przez 2 minuty. Te same listki można wykorzystać nawet czterokrotnie. Przy każdym kolejnym parzeniu dobrze jest wydłużać czas o ok. 30-60 sekund. Mam wrażenie, że jest to herbata dość odporna na eksperymenty z czasem parzenia i temperaturą wody – po zaparzeniu jej wrzątkiem również nadawała się do picia :). Niemniej jednak uważam, że tej herbacie bardziej służy parzenie wodą o niższej temperaturze – jest wtedy bardziej wyrazista i „głębsza” w smaku.

Co więcej, tę herbatę najlepiej przyrządzać w większym naczyniu – już po pierwszym parzeniu listki zaczynają nieco rozwijać się, ukazując swoje prawdziwe oblicze. Na poniższym zdjęciu można zobaczyć, jak wyglądają po trzecim parzeniu:

Zielonkawy kolor listków tej herbaty jest doprawdy zaskakujący. Zwykle listki herbat czarnych są brązowe, a nie zielone :).

Yeti Curls

Yeti Curls to biała herbata wytwarzana z nierozwiniętych pączków ze srebrzystymi włoskami oraz pierwszego młodego listka, które pochodzą ze specjalnie wyselekcjonowanych krzewów położonych w najwyższych częściach plantacji. Zebrane z niezwykłą ostrożnością pączki i listki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie oraz suszenie. Ostatecznie herbata ma postać pozwijanych pączków i listków w zielonkawo-srebrzystym kolorze. Prezentuje się ona następująco:

Napar z Yeti Curls ma żółtawy kolor i warzywny aromat. Wygląda tak jak na zdjęciu poniżej:

W smaku naparu dominują przede wszystkim słodkie warzywa, takie jak bataty czy dynia. Przyznam szczerze, że takie akcenty warzywne są raczej niespotykane w białej herbacie. Białe herbaty przeważnie kojarzą się z nutami kwiatowymi i owocowymi, nie warzywnymi. Akcenty warzywne to raczej domena zielonych herbat 🙂

Co do sposobu przyrządzania herbaty Yeti Curls, to przy pierwszym parzeniu najlepiej jest zalać ją wodą o temperaturze ok. 80 stopni Celsjusza i parzyć przez 3 minuty. Te same listki i pączki można wykorzystać nawet pięciokrotnie. Przy każdym kolejnym parzeniu dobrze jest wydłużać czas o ok. 1 minutę.

Podobnie jak w przypadku Everest Vasanta tę herbatę najlepiej przyrządzać w większym naczyniu – już po pierwszym parzeniu listki i pączki zaczynają nieco rozwijać się, ukazując swoje prawdziwe oblicze. Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć, jak wyglądają listki po trzecim parzeniu:

Podsumowując, Everest Vasanta i Yeti Curls to dwie zdumiewające herbaty z Nepalu. Ta pierwsza to czarna herbata z listkami w nietypowym zielonkawym kolorze, która daje napar o aromacie i smaku kojarzącym się ze smakiem słodkich dojrzałych owoców. Z kolei Yeti Curls to biała herbata dająca napar o aromacie i smaku przypominającym smak słodkich warzyw.  Przyznam szczerze, że bardzo lubię obie herbaty. Najchętniej piłabym je cały czas :). Polecam je wszystkim miłośnikom herbaty, przede wszystkim amatorom białych herbat oraz herbat dostarczających zaskakujące i niebanalne doznania smakowe i zapachowe.

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z postów zamieszczonych przez właścicielkę One Cup of Tea na stronie sklepu na Facebooku (https://www.facebook.com/OneCupOfTeapl/), katalogu sklepu oraz strony internetowej plantacji Everest Tea Estate (https://everestteaestate.com/).

Różne odsłony herbaty cz. 46 – Wakōcha Benifūki, czyli zaskakująca czarna herbata z Japonii

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam pewną japońską herbatę o nazwie Wakōcha Benifūki. Herbata ta została kupiona w sklepie eherbata.pl.

Wakōcha Benifūki to japońska czarna herbata („wa” odnosi się do Japonii, a „kōcha” to po japońsku „czerwona herbata”; według chińskiej nomenklatury to właśnie czerwona herbata). Jest to pewnego rodzaju ciekawostka herbaciana, ponieważ przeważającą większość herbat produkowanych w Japonii (ok. 95%) stanowią zielone herbaty. Obecnie tylko ok. 300 japońskich rolników zajmuje się wytwarzaniem czarnej herbaty.

Wakōcha Benifūki powstała z kultywaru krzewu herbacianego zwanego Benifūki. Kultywar ten został stworzony w 1965 r. w Makurazaki w japońskiej prefekturze Kagoshima poprzez skrzyżowanie kultywaru Benihomare (krzewu odmiany assamica popularnego w Chinach i Japonii) z kultywarem MakuraCd86 (krzewu odmiany sinensis pochodzącego ze słynnego indyjskiego regionu Darjeeling). W 1996 r. został on wpisany do oficjalnego rejestru japońskich kultywarów herbacianych. Początkowo miał być przeznaczony do produkcji czarnych herbat oraz oolongów, ale obecnie wykorzystuje się go również do wytwarzania zielonych herbat. Co ciekawe, te ostatnie wykazują wyjątkowo silne działanie antyalergiczne ze względu na największą zawartość katechin metylowanych ze wszystkich herbat powstałych z japońskich kultywarów herbacianych. Niemniej jednak to właśnie czarne herbaty powstałe z kultywaru Benifūki mają najlepsze walory smakowe. Warto wiedzieć, że kultywar Benifūki można uprawiać w każdym regionie Japonii. Charakteryzuje się on wyjątkową odpornością na choroby.

Niestety, nie znam więcej szczegółowych informacji dotyczących herbaty Wakōcha Benifūki, np. miejsca pochodzenia czy terminu zbiorów. Co do procesu wytwarzania, to zebrane listki najprawdopodobniej przeszły przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie, zwijanie oraz suszenie. Ostatecznie herbata ma postać drobnych poskręcanych listków w ciemnobrązowym kolorze, z jasnobrązowymi przebłyskami. Wygląda ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Wakōcha Benifūki ma słodkawy owocowy aromat i brązowo-czerwonawy kolor. Możecie zobaczyć go poniżej:

Napar z tej herbaty ma intensywny smak dojrzałych ciemnych owoców, szczególnie wiśni. Kojarzy mi się trochę z konfiturą 😊. Co ciekawe, jest on całkowicie pozbawiony jakiejkolwiek goryczy czy cierpkości. Pijąc go, nie zaznałam też charakterystycznego dla wielu czarnych herbat uczucia ściągania. Ogólnie rzecz biorąc, napar ten jest bardzo “lekki” i łagodny.

Co do sposobu przyrządzania, to myślę, że najlepiej jest zalać listki tej herbaty wodą tuż po zagotowaniu (ok. 95 stopni Celsjusza) i parzyć przez minutę. Te same listki można wykorzystać dwukrotnie, z tym, że za drugim razem dobrze jest wydłużyć czas parzenia do 3 minut. Napary z pierwszego i drugiego parzenia mają podobny smak, ale oczywiście smak tego drugiego jest nieco mniej intensywny.

Podsumowując, Wakōcha Benifūki to zdecydowanie warta uwagi czarna japońska herbata, która daje napar o słodkawym owocowym zapachu i intensywnym wiśniowym smaku. Tej herbacie bliżej jest do recenzowanej już na blogu gruzińskiej czarnej herbaty o nazwie Ramiz Black Tea, niż np. do assamskich czy cejlońskich czarnych herbat. Przyznam szczerze, że jest to jedna z najsmaczniejszych czarnych herbat, jakie kiedykolwiek piłam. Polecam ją wszystkim miłośnikom tego typu herbat, jak również tym, którzy raczej nie sięgają po nie. Wakōcha Benifūki na pewno pozytywnie Was zaskoczy 😊

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://eherbata.pl/wakocha-benifuki-1585.html/

http://www.tching.com/2011/01/japanese-black-tea-wakocha/

https://obubutea.com/shop/black-tea/wakoucha/

https://www.myjapanesegreentea.com/wakoucha-japanese-black-tea

http://www.myjapanesegreentea.com/the-benifuuki-tea-cultivar

http://www.yuuki-cha.com/benifuuki-black-tea/

https://www.insight-tea.com/kocha-pleasure-discovery/

https://japaneseteasommelier.wordpress.com/2017/11/01/a-brief-history-of-japanese-black-tea/

http://thejasminepearl.com/benifuki/

https://obubutea.com/japanese-black-tea

Różne odsłony herbaty cz. 45 – Wenshan Baozhong, czyli przepyszny tajwański oolong o niskim stopniu oksydacji

Dzisiejszy wpis będzie recenzją pewnej azjatyckiej herbaty, a konkretniej tajwańskiego oolonga o nazwie Wenshan Baozhong. Herbata ta została kupiona w sklepie eherbata.pl.

Wenshan Baozhong (zwany również Pouchongiem) to oolong o lekkim stopniu oksydacji, który wynosi ok. 10%. Jest to jeden z najbardziej znanych przedstawicieli tajwańskich nisko oksydowanych oolongów. Herbata ta pochodzi z północnej części Tajwanu, a konkretniej z południowej dzielnicy Tajpej zwanej Wenshan (lub Pinglin). W tym rejonie znajduje się wioska zwana Pinglin, która słynie właśnie z produkcji tego oolonga. Ponad 80% mieszkańców tej wioski zajmuje się uprawą herbaty, jej przetwarzaniem lub handlem nią. Ponadto w tym miejscu znajduje się Pinglin Tea Museum (Muzeum Herbaty w Pinglin), które jest jednym z największych muzeów poświęconych herbacie na świecie.

Nazwa „Baozhong” oznacza „zawijany rodzaj” i jest nawiązaniem do dawniej stosowanego sposobu suszenia tej herbaty, który polegał na pakowaniu liści w papier i umieszczeniu ich w koszu bambusowym nad paleniskiem. Obecnie ten etap produkcji najczęściej przebiega z użyciem maszyn, ale nazwa pozostała bez zmian. Co ciekawe, początkowo Wenshan Baozhong był dodatkowo aromatyzowany kwiatami jaśminu, ale ostatecznie zdecydowano się odejść od tego etapu produkcji, gdy uzyskano naturalnie kwiatowy efekt.

Warto wiedzieć, że poza Wenshan Baozhongiem istnieją jeszcze dwie inne odmiany Baozhongów: Nangang oraz Lanyang (określenia te pochodzą od nazw obszarów w Tajpej). Najbardziej znane herbaty Baozhong pochodzą z Wenshan oraz Nangang.

Listki mojej herbaty pochodzące z kultywaru krzewu herbacianego o nazwie Qing Xin zostały zebrane w maju 2017 r. ręcznie, co jest raczej rzadką praktyką na Tajwanie ze względu na powszechne użycie maszyn do tego celu. Zebrane listki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie, zwijanie, lekkie prażenie oraz suszenie. Ostatecznie herbata ma postać delikatnie pozwijanych długich listków w ciemnozielonym kolorze. Wygląda tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Wenshan Baozhong ma intensywny kwiatowo-maślany aromat i zielonkawy kolor. Możecie zobaczyć go na poniższym zdjęciu:

W smaku naparu z pierwszego parzenia dominują akcenty kwiatowe, które przeplatają się z nutami maślanymi. Z kolei z każdym kolejnym parzeniem herbata pokazuje swoje roślinno-trawiaste oblicze – nuty roślinno-trawiaste wysuwają się na prowadzenie, a akcenty kwiatowo-maślane chowają się w tle. Można by stwierdzić, że napar z pierwszego parzenia smakuje bardziej jak napar z oolonga, a napar z każdego kolejnego parzenia – bardziej jak napar z zielonej herbaty.

Co do sposobu przyrządzania Wenshan Baozhonga, to myślę, że najlepiej zaparzyć tę herbatę metodą gongfu cha, czyli stosunkowo dużą ilość listków zalać niewielką ilością wody. Najlepiej postąpić zgodnie z następującą instrukcją: listki zalać wodą o temperaturze ok. 80-85 stopni Celsjusza i parzyć przez następujący czas: 15 sekund, 30 sekund, 45 sekund, 1 minuta, 2 minuty. Jest to herbata, której zdecydowanie służy parzenie metodą gongfu cha, bo tak przyrządzona jest smaczniejsza i bardziej wydajna (te same listki można wykorzystać nawet pięciokrotnie).

Warto wiedzieć, że po zaparzeniu listki tej herbaty rozwijają się, rozciągając się. Możecie zobaczyć, jak wyglądały po piątym parzeniu na poniższym zdjęciu:

Co więcej, Wenshan Baozhong to herbata, która świetnie nadaje się do „parzenia” na zimno. Tak przygotowany „napar” ma intensywnie roślinno-trawiasty smak z wyraźną nutą świeżości, a przy tym jest fantastycznie orzeźwiający.

Podsumowując, Wenshan Baozhong to tajwański oolong o niskim stopniu oksydacji, który daje napar o intensywnym kwiatowo-maślanym aromacie i różnorodnym smaku – od kwiatowo-maślanego do roślinno-trawiastego. Można by stwierdzić, że ta herbata jest czymś pośrednim pomiędzy oolongiem a zieloną herbatą. Uważam, że to jedna z najlepszych herbat pochodzących z Tajwanu i jedna z najsmaczniejszych herbat w ogóle. Jej smak i aromat długo pozostają w pamięci. Polecam ją szczególnie miłośnikom zielonych herbat 😊

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://en.wikipedia.org/wiki/Pouchong

https://eherbata.pl/wenshan-bao-zhong-2017-1739.html

https://redblossomtea.com/products/wenshan-baozhong?variant=31629962820

https://taooftea.com/product/wenshan-baozhong/

http://what-cha.com/taiwan-wenshan-baozhong-oolong-tea/

http://herbacianokaligraficznie.blox.pl/2012/03/Wenshan-Baozhong.html

http://teamasters.blogspot.com/2018/04/the-process-of-wenshan-baozhong-tea.html

http://teamasters.blogspot.com/2006/05/wen-shan-baozhong-from-pinglin.html

http://morzeherbaty.pl/2012/11/pinglin-wioska-herbaciana/

https://en.wikipedia.org/wiki/Pinglin_District

https://en.wikipedia.org/wiki/Wenshan_District

https://pl.wikipedia.org/wiki/Pinglin

Różne odsłony herbaty cz. 44 – Dhara White, czyli herbaciana ciekawostka z Tajlandii

W ostatnich wpisach z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawiłam Wam kilka afrykańskich herbat. Dzisiejszy wpis będzie recenzją pewnej azjatyckiej herbaty, a konkretniej tajskiej białej herbaty o nazwie Dhara White, która została kupiona we wrocławskiej Czajowni.

Zanim jednak przejdę do recenzji, napiszę co nieco na temat herbaty w Tajlandii.

Tajlandia (wcześniej znana jako Syjam (po angielsku: Siam)) to kraj nizinny położony w południowo-wschodniej Azji, a konkretniej na Półwyspie Indochińskim. Graniczy on z Mjanmą i Laosem (na północy), Laosem i Kambodżą (na wschodzie) oraz Malezją (na południu). Większość obszaru Tajlandii znajduje się w strefie klimatu zwrotnikowego monsunowego, z wyjątkiem południowej części, tj. Półwyspu Malajskiego, która leży w strefie klimatu równikowego.

Herbata po raz pierwszy pojawiła się w Tajlandii mniej więcej w 1961 r., kiedy to Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza pokonała armię Kuonmintangu, wskutek czego pokonani musieli uciekać z kraju. Część z nich udała się na Tajwan, a druga część – trafiła do północnej części Tajlandii. W zamian za udzielenie wsparcia w walce z komunizmem zarówno w Tajlandii, jak i sąsiadującym Laosie, tajski rząd pozwolił im osiedlić się w górzystej prowincji Chiang Rai, głównie w okolicy Doi Mae Salong. Ten obszar jest częścią tzw. „złotego trójkąta”, czyli rejonu uznawanego za miejsce narodzin herbaty. Osiedleńcy wkrótce zajęli się uprawą herbaty. Na początku ze względu na brak dostępu do sadzonek krzewu herbacianego z Chin wykorzystywali dziko rosnące od wielu lat w tym rejonie drzewiaste krzewy herbaciane do produkcji herbaty głównie do użytku własnego, jednocześnie uprawiając m.in. mak na opium. Zaniepokojony ilością maku w tym rejonie, król Tajlandii Bhumibol Adulyadej stworzył program wyeliminowania opium, który zakładał przede wszystkim zastąpienie uprawy maku uprawą herbaty. W ramach tego programu do prowincji sprowadzono tajwańskie kultywary krzewu herbacianego, jak również tajwańskich specjalistów od uprawy herbaty, którzy przekazali swoją wiedzę mieszkańcom prowincji Chiang Rai. Te działania umożliwiły rozpoczęcie komercyjnej produkcji herbaty. Do sukcesu tego przedsięwzięcia przyczyniły się również idealne warunki do uprawy herbaty panujące w tym rejonie (m.in. położenie na wysokości ok. 1200-1800 m n.p.m. oraz niemalże całkowita zmienność występujących w Tajlandii trzech pór roku w ciągu zaledwie czterech miesięcy), które przypominają w pewnym stopniu warunki panujące na Tajwanie, czyli w miejscu pochodzenia krzewów.

Obecnie herbatę wciąż uprawia się wyłącznie w północnej części Tajlandii, a konkretniej na małych rodzinnych plantacjach w dwóch prowincjach: Chiang Rai, w szczególności we wspomnianym wyżej rejonie Doi Mae Salong, oraz Chiang Mai. Wytwarza się tu głównie trzy rodzaje herbat: zielone, czarne oraz oolong. Tajskie oolongi cieszą się największym uznaniem. Z jednej strony przypominają one tajwańskie lekko oksydowane oolongi w formie zwiniętych kuleczek, a z drugiej – zachowują też swój unikalny charakter. Warto pamiętać, że podobieństwo tajskich oolongów do tajwańskich oolongów sprzyja oszukańczym praktykom – zdarza się, że oolongi wytworzone w Tajlandii sprzedaje się jako tajwańskie oolongi.

Wiedząc już co nieco o tajskiej herbacie, mogę przejść do właściwej recenzji.

Recenzowana przeze mnie herbata pochodzi z Monsoon Tea, czyli miejsca będącego jednocześnie sklepem z herbatą, herbaciarnią oraz restauracją, które jest usytuowane w prowincji Chiang Mai. W ofercie Monsoon Tea znajduje się kilka rodzajów herbat: białe, zielone, oolong, czarne, aromatyzowane, mieszanki herbaciane, a nawet jedna żółta. Monsoon Tea specjalizuje się w herbatach wytwarzanych z krzewów herbacianych Camellia sinensis odmiana assamica od wielu lat dziko rosnących w dżungli w północnej części Tajlandii, a więc występujących w swoim naturalnym środowisku. Co więcej, wspomniane krzewy herbaciane wykształciły naturalne mechanizmy obronne przed insektami i pasożytami, więc stosowanie herbicydów i pestycydów nie jest konieczne. Dlatego też herbaty oferowane przez Monsoon Tea są organiczne i wolne od środków ochrony roślin.

Dhara White

Dhara White to biała herbata, w skład której najczęściej wchodzi mieszanka pączków oraz najmłodszych listków krzewu herbacianego Camellia sinensis odmiana assamica z pączkami i dwoma pierwszymi listkami tego krzewu. Zbiory mają miejsce raz w roku w marcu (moja herbata została zebrana w marcu zeszłego roku). Zebrane listki i pączki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie, lekka oksydacja oraz suszenie na słońcu. Ostatecznie herbata ma postać zielonkawo-brązowawych fragmentów listków i pączków o różnej wielkości. Wygląda ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Susz przypomina nieco herbatę Pai Mu Tan, jednak, jak przekonacie się w dalszej części tego wpisu, na tym kończy się podobieństwo Dhary White do tej chińskiej białej herbaty 😉

Przy okazji warto wiedzieć, że rozdrobnienie suszu widoczne na powyższym zdjęciu najprawdopodobniej jest efektem transportu herbaty (listki krzewu herbacianego Camellia sinensis odmiana assamica są dość duże, a więc nietrudno o ich połamanie).

Napar z Dhara White ma żółtawo-pomarańczowawy kolor i słodkawy owocowy aromat. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej:

W smaku naparu, który ma jakby kremową konsystencję, dominują nuty owocowe (szczególnie wiśni i brzoskwini) oraz akcenty miodowe. W tle majaczy też coś, co określiłabym jako „błotnistość” i „ziemistość”. Takich doznań smakowych nie dostarcza żadna inna znana mi biała herbata.

Co do sposobu przyrządzania herbaty Dhara White, to myślę, że najlepiej jest zalać listki oraz pączki wodą niedługo po zagotowaniu (o temperaturze ok. 90-95 stopni Celsjusza) i parzyć przez 3 minuty. Co prawda na stronie Czajowni do parzenia tej herbaty zaleca się użyć wody o temperaturze 75 stopni Celsjusza, ale uważam, że wyższa temperatura wody zdecydowanie bardziej służy tej herbacie (taka właśnie wyższa temperatura wody jest też zalecana na stronie internetowej Monsoon Tea). Te same listki i pączki można wykorzystać trzykrotnie, z tym że każde kolejne parzenie lepiej skrócić do ok. 1,5 minuty. Ogólnie rzecz biorąc, napar z drugiego i trzeciego parzenia jest słabszy niż ten z pierwszego – nuty owocowe i miodowe są mniej wyraźne, a „błotnistość” jest bardziej intensywna.

Warto też wiedzieć, że herbata Dhara White świetnie nadaje się również do „parzenia” na zimno. Co ciekawe, przyrządzona w ten sposób niespodziewanie ukazuje swoje głęboko skrywane kwiatowe oblicze.

Podsumowując, Dhara White to tajska biała herbata, która daje napar dostarczający różnorodnych doznań smakowych – w zależności od sposobu parzenia można doszukać się akcentów owocowych, miodowych, “ziemnych” i “błotnych” (co jest raczej niespotykane w przypadku białych herbat), a nawet kwiatowych. Polecam ją szczególnie miłośnikom białych herbat, ale nie tylko – również tym, którzy lubią nietuzinkowe herbaty.

Pozdrawiam 🙂

PS1 Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z książki pt. “The Tea Book” Lindy Gaylard, karty informacyjnej dotyczącej herbaty Dhara White, którą przesłał mi pan Ryan Price z Monsoon Tea, oraz z następujących źródeł internetowych:

https://www.czajownia.pl/pl/p/Dhara-White-20-g/404

https://monsoon-tea-company.com/product/dhara-white

https://monsoon-tea-company.com/our-tea

https://monsoon-tea-company.com/about

http://teaintheancientworld.blogspot.com/2017/06/dhara-white-wild-northern-thai-white.html

https://ratetea.com/region/thailand/10/

http://theteadetective.com/TeasOfThailand.html

https://thedailytea.com/travel/tea-land-smiles/

http://www.tching.com/2016/10/thai-teas-tea-thailand/

http://siamteas.com/thai-teas/

http://siamteas.com/thai-tea-tea-cultivation-in-thailand/cultivation-areas-in-northern-thailand/

https://pl.wikipedia.org/wiki/Tajlandia

https://en.wikipedia.org/wiki/Thailand

PS2 Pan Kenneth Rimdal z Monsoon Tea wygłosił prezentację na temat znaczenia herbaty pozyskiwanej z krzewów herbacianych rosnących w swoim naturalnym środowisku, czyli dżungli. Jest ona dostępna tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=fCt6PoTfPvg.

Jak można stać się lepszym degustatorem herbaty?

W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam listę dwunastu porad dotyczących tego, jak można stać się lepszym degustatorem herbaty. Co prawda nie jestem żadnym herbacianym ekspertem, ale myślę, że co nieco już wiem i dlatego mogę podzielić się swoimi spostrzeżeniami 😉 Oto ta lista przygotowana w punktach:

Jak można stać się lepszym degustatorem herbaty?

1. Próbować dużo różnych herbat różnej jakości z różnych źródeł – warto sięgać nie tylko po te, które lubimy, ale również po herbaty tego rodzaju, za którym nie przepadamy. Dzięki temu będziemy mieli porównanie, a co się z tym wiąże – coraz lepsze rozeznanie w tym, która herbata jest dobra, a która słaba. Może się też okazać, że do pewnych smaków po prostu musimy dojrzeć i dlatego to, co na początku nam nie smakowało, po jakimś czasie może nam zasmakować. Warto dać szansę każdej herbacie, bo naprawdę może nas zaskoczyć. Jeżeli przyrządzony z niej napar z jakiegoś powodu nam nie pasuje, spróbujmy następnym razem podejść do danej herbaty w odmienny sposób, zaparzając ją inaczej.

Przy okazji warto wspomnieć, że bardzo ciekawym sposobem na poznawanie nowych herbat jest zapisanie się do herbacianej subskrypcji oferowanej przez niektóre sklepy z herbatą, np. w TheTea. Dzięki takiej subskrypcji nie tylko uzyskujemy dostęp do herbat, które są mniej znane czy trudno dostępne, ale też mamy możliwość dowiedzenia się czegoś więcej o danej herbacie z lektury jej krótkiego opisu (również opisu dostarczanych przez nią doznań). Poniżej znajdziecie zdjęcie herbat z przykładowej herbacianej subskrypcji w sklepie TheTea z września 2016 r.:

2. Przeprowadzać degustacje porównawcze – zaopatrzyć się w herbaty tego samego gatunku z kilku różnych źródeł, np. w chińską białą herbatę Pai Mu Tan, zaparzyć je jednocześnie lub jedna po drugiej i zrobić porównanie doznań dostarczanych przez nich. To najlepsza okazja, żeby uświadomić sobie, jak bardzo herbata tego samego gatunku pochodząca z różnych źródeł może się różnić od siebie;

3. Zapoznać się z prawidłowym nazewnictwem związanym z klasyfikacją herbat (dostępnym np. tutaj: http://morzeherbaty.pl/rodzaje-herbaty/) i konsekwentnie stosować je wtedy, gdy mówimy lub piszemy o herbacie – dzięki temu nie tylko unikniemy nieporozumień związanych z określaniem rodzaju herbaty, ale również po zapoznaniu się z procesami produkcji każdego rodzaju herbaty łatwiej będzie nam zrozumieć i ocenić daną herbatę;

4. Spotykać się z innymi miłośnikami herbaty i wspólnie parzyć oraz pić herbatę – dzięki takim wspólnym degustacjom mamy świetną okazję, aby skonfrontować swoje doznania z doznaniami innych;

5. Wymieniać się próbkami herbaty z innymi znajomymi miłośnikami herbaty, zarówno tymi polecanymi, jak i tymi, które nam nie przypadły do gustu – dzięki takim wymianom możemy poznać nowe herbaty i to nierzadko takie, których sami z siebie raczej byśmy nie kupili, bo np. mamy inne gusta;

6. Starać się nieustannie poszerzać swoją wiedzę o herbacie poprzez czytanie najrozmaitszych portali, blogów oraz książek o herbacie, również tych obcojęzycznych – każdy autor książki czy artykułu o herbacie przedstawia dane zagadnienie z innej perspektywy, bo ma inną wiedzę i inne doświadczenie. Dzięki temu bardzo często możemy dowiedzieć się czegoś nowego, nawet jeżeli czytamy na dany temat, np. klasyfikacji herbaty, po raz kolejny;

7. Czytać opisy doznań z degustacji herbat przez innych, np. na blogach, analizować je i konfrontować ze swoimi doznaniami – podobnie jak wspomniałam w punkcie 6 powyżej każdy autor opisu wrażeń ma inną wiedzę i inne doświadczenie, więc może zauważyć coś, czego my nie dostrzegamy lub nazwać coś, czego my nie możemy określić;

8. Prowadzić bloga o herbacie 😉 – a tak całkiem poważnie to jest to świetna motywacja do poszerzania swojej świadomości herbacianej i idealne miejsce do spisywania swoich przemyśleń czy wrażeń. Jednak jeżeli z jakiegoś powodu nie macie ochoty tego robić publicznie, to myślę, że warto spisywać swoje doznania z degustacji danej herbaty w prywatnym miejscu, np. w notatniku, aby po jakimś czasie móc wrócić do takiego opisu i przypomnieć sobie wrażenia;

9. Na początku swojej przygody z herbatą do przyrządzania herbaty używać przyrządów do mierzenia, takich jak termometr czy waga, oraz ściśle stosować się do zaleceń producenta, a w miarę nabywania wiedzy i doświadczenia – starać się przygotowywać herbatę „na czuja”, czyli bez wspomnianych przyrządów – mam wrażenie, że im mamy lepsze „wyczucie” herbaty, tym mamy mniejszą potrzebę, aby przygotowywać herbatę w ściśle kontrolowany sposób;

10. Nie bać się eksperymentować z herbatami, szczególnie ze sposobem parzenia (np. metoda zachodnia vs. metoda wschodnia, czyli gongfu cha, lub parzenie tradycyjne, tj. zalewanie suszu gorącą wodą, vs. „parzenie” na zimno), czasem parzenia, ilością suszu czy nawet rodzajem wody (butelkowana woda żródlana vs. przefiltrowana woda z kranu) lub jej temperaturą (zalecana przez producenta vs. niższa lub wyższa od zalecanej) – tego typu eksperymenty często pozwalają nam uświadomić sobie, jak wiele różnych doznań może dostarczyć nam dana herbata, gdy tylko zmienimy choćby jeden wybrany parametr parzenia podczas jej przygotowywania;

11. Zwiedzać rozmaite miejsca związane z herbatą w krajach, w których jest ona uprawiana i wytwarzana, np. herbaciarnie czy plantacje – to chyba najlepszy możliwy sposób, aby poznać nowe herbaty i poszerzać swoją wiedzę o nich, bo wszystko można zobaczyć czy wszystkiego można dowiedzieć się na miejscu u źródła;

12. Być otwartym na nowe smaki i zapachy, np. próbować rozmaitych dań/produktów/napojów z różnych kuchni świata czy wąchać napotkane kwiaty – mam wrażenie, że takie podejście też może pomóc nam przy degustacji herbaty, a konkretniej przy rozpoznawaniu czy opisywaniu doznań dostarczanych przez daną herbatę.

Pozdrawiam 🙂

Różne odsłony herbaty cz. 41 – Malawi White Peony i Zomba Pearls, czyli dwie przepyszne i nietuzinkowe białe herbaty z Malawi

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. “Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam dwie kolejne herbaty pochodzące z afrykańskiego kraju, a mianowicie z Malawi. Obie herbaty zostały kupione w sklepie eherbata.pl.

Zanim jednak przejdę do recenzji, tradycyjnie napiszę co nieco na temat herbaty w Malawi.

Malawi (wcześniej znane jako brytyjska kolonia o nazwie Niasa) to niewielki kraj pozbawiony dostępu do morza, który znajduje się we wschodniej Afryce. Graniczy on z następującymi państwami: Zambią (na północnym zachodzie), Tanzanią (na północnym wschodzie) oraz Mozambikiem (na wschodzie, południu i zachodzie). Malawi zwane jest “ciepłym sercem Afryki” (po angielsku: “warm heart of Africa”).

Herbata po raz pierwszy pojawiła się w Malawi w 1891 r., kiedy to Szkot Henry Brown, który przepracował prawie 18 lat jako plantator kawy na obecnej Sri Lance, przywiózł około 20 nasion tamtejszego krzewu herbacianego. Połowę z nich zasadził na kupionej przez siebie plantacji o nazwie Thornwood Estate położonej w rejonach gór Mlandżi (po angielsku: Mlanje Mountains). Drugą połową podzielił się ze swoim przyjacielem Johnem Moirem, który zasadził je na swojej plantacji o nazwie Lauderdale Estate znajdującej się w tej samej okolicy (plantacja ta ostatecznie znalazła się w rękach Browna). Następnie plantacje założono również na nizinnych terenach dystryktów Mulanje oraz Thyolo.

Malawi to kraj o klimacie równikowym. Warunki pogodowe panujące w nim są w dużej mierze zależne od wysokości: na terenach nizinnych temperatury są wysokie, a na rejonach usytuowanych na wyższych wysokościach temperatury są niższe. Ilość opadów zależy od sezonu: przez część roku w wielu rejonach kraju deszcz nie pada w ogóle, a przez drugą część roku na innych obszarach opady są intensywne. To wyłącznie na tych rejonach z większą ilością opadów panują warunki odpowiednie do uprawy herbaty. Niemniej jednak pogoda w Malawi często bywa nieprzewidywalna. Dlatego też zdecydowano się podjąć prace nad nowymi kultywarami krzewu herbacianego, które będą lepiej dostosowane do tamtejszych warunków. Po ich wprowadzeniu w 1996 r. rozpoczęto realizację programu przesadzania krzewów (Tea Replanting Program), tj. zastępowania starych krzewów nowymi i ulepszonymi, która trwa do dziś.

Obecnie Malawi jest drugim największym producentem herbaty w Afryce tuż po Kenii. Kraj ten wytwarza przede wszystkim herbaty czarne masowo metodą CTC, które są przeznaczone do mieszanek herbacianych, ale nie tylko – wśród herbat produkowanych w Malawi znajdziemy również bardziej unikatowe herbaty wytwarzane metodą tradycyjną ortodoksyjną, np. białe.

W Malawi herbatę uprawia się tylko na trzech obszarach położonych w południowej części kraju: w dwóch wspomnianych wyżej dystryktach Mulanje oraz Thyolo, jak również w rejonie zatoki Nkhata Bay usytuowanej na brzegu Jeziora Niasa (po angielsku: Lake Malawi). Herbata jest wytwarzana przede wszystkim przez dużych przedsiębiorców kontrolujących wielkie plantacje z własnymi fabrykami obróbki herbaty. Około 64% całości wytworzonej herbaty jest przeznaczona na eksport, głównie do Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych oraz Republiki Południowej Afryki.

Wiedząc już co nieco o malawijskiej herbacie, mogę przejść do właściwej recenzji.

Obie recenzowane przeze mnie herbaty pochodzą z tej samej malawijskiej plantacji herbaty o nazwie Satemwa Tea & Coffee Estate położonej na płaskowyżu Shire Highlands w dystrykcie Thyolo, który znajduje się w południowej części Malawi (niedaleko granicy z Mozambikiem). Ta plantacja herbaty oraz kawy została założona w 1923 r. przez Szkota Macleana Kaya na kawałku ziemi odkupionej od rolnika uprawiającego tytoń. Obecnie jest ona zarządzana przez jego wnuka Alexandra Kaya. Satemwa Tea & Coffee Estate jest aktualnie jedynym miejscem w Malawi, w którym wytwarza się herbatę nie tylko metodą CTC, ale również tradycyjną ortodoksyjną.

W ofercie firmy znajduje się pięć rodzajów herbat: biała, czarna, zielona, oolong oraz puerh. Obie recenzowane przeze mnie herbaty to herbaty białe.

Malawi White Peony (Thyolo Peony)

Malawi White Peony to afrykańska wariacja na temat chińskiej białej herbaty Pai Mu Tan (zwanej również White Peony). Na stronie Satemwa Tea & Coffee Estate jest określana jako Thyolo Peony. W jej skład wchodzą pączek wraz z dwoma listkami. Niestety, nie udało mi się znależć żadnych informacji na temat procesu produkcji tej herbaty, ale przypuszczam, że zebrane pączki i listki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak więdnięcie oraz suszenie. Ostatecznie herbata ma postać dość kruchych listków i ich fragmentów w najróżniejszych odcieniach zieleni, z brązowawymi akcentami. Na pierwszy rzut oka Malawi White Peony przypomina wspomnianą wyżej herbatę Pai Mu Tan. Wygląda ona następująco:

Napar z tej herbaty ma delikatny ziołowy aromat i żółtawy kolor. Prezentuje się on następująco:

Wygląd suszu okazuje się jedynym podobieństwem do chińskiej herbaty Pai Mu Tan ;). Smak naparu różni się znacznie – jest mocno kwiatowy, z wyraźnymi nutami ziołowymi oraz akcentami siana. Całość jest przyjemna i “gładka”.

Co do metody przyrządzania Malawi White Peony, to myślę, że najlepiej jest postępować następująco: zalać listki i pączki wodą o temperaturze ok. 80-85 stopni, parzyć przez 5 sekund, wylać powstały napar, a następnie znów zalać susz wodą o tej samej temperaturze i parzyć przez minutę. Ten sposób jest zalecany na stronie Satemwa Tea & Coffee Estate. Uważam, że daje on ciekawe efekty, o wiele lepsze niż wtedy, gdybyśmy po prostu zalali susz wodą, a następnie oddzielili go od naparu. Te same listki i pączki można wykorzystać kilkakrotnie. Przyznam szczerze, że najbardziej smakował mi napar z tego pierwszego właściwego parzenia. Przy kolejnych parzeniach napar jest bardziej ziołowy, z wyraźniejszymi nutami siana.

Zomba Pearls

Zomba Pearls to unikatowa malawijska herbata. Podobnie jak w przypadku Malawi White Peony, w jej skład wchodzą pączek wraz z dwoma listkami. Niestety, również i tym razem nie udało mi się znaleźć żadnych informacji na temat procesu produkcji tej herbaty, ale przypuszczam, że zebrane pączki i listki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie, suszenie oraz zwijanie. Ostatecznie herbata ma postać ciemnozielonkawych gniazdek o jednakowej wielkości. Wygląda ona następująco:

Napar z tej herbaty ma roślinny zapach oraz zielonkawy kolor. Prezentuje się on następująco:

Smak naparu z Zomba Pearls jest intensywnie roślinny, a przy tym zupełnie pozbawiony goryczy. Co ciekawe, wyraźnie wyczuwalne są nuty kojarzące się ze smakiem świeżego ogórka i akcenty maślane :). Ogólnie rzecz biorąc, napar z Zomba Pearls kojarzy mi się bardziej ze smakiem naparu z oolonga do tego stopnia, że gdy po pewnym czasie od kupienia tej herbaty zapomniałam, jaki rodzaj herbaty ona właściwie reprezentuje, byłam mocno zaskoczona, gdy okazało się, że to biała herbata, a nie oolong 🙂

Co do metody przyrządzania Zomba Pearls, to myślę, że najlepiej jest zalać trzy gniazdka wodą tuż po zagotowaniu (o temperaturze ok. 95 stopni Celsjusza) i parzyć ok. 1,5 minuty. Tej herbacie zdecydowanie nie służy długie parzenie. Te same gniazdka można wykorzystać nawet sześciokrotnie. Przyznam szczerze, że najbardziej smakował mi napar z dwóch pierwszych parzeń. Przy kolejnych parzeniach te akcenty maślane oraz nuty świeżego ogórka znikają.

Warto wspomnieć, że po kilkukrotnym parzeniu gniazdka otwierają się, ukazując swoje herbaciane oblicze, tj. misternie pozwijane długie listki. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, jak wygląda wnętrze gniazdek po trzecim parzeniu:

Szczerze mówiąc, trochę pomogłam rozwinąć się tym listkom, ale nie robiłam tego na siłę 😉

Na koniec chciałabym zauważyć, że wciąż zagadką dla mnie pozostaje nazwa tej herbaty, a mianowicie to, dlaczego jest ona określana jako Zomba Pearls. Zomba to nazwa dystryktu położonego w południowo-wschodniej części Malawi i jednocześnie nazwa stolicy tego dystryktu. Dlaczego w takim razie ta herbata nie nazywa się Thyolo Pearls, skoro jest wytwarzana w dystrykcie Thyolo? Na razie to pytanie pozostaje bez odpowiedzi 😉

Podsumowując, Malawi White Peony oraz Zomba Pearls to dwie unikatowe białe herbaty pochodzące z Malawi. Są one kolejnym przykładem na to, że kraje będące mniejszymi i mniej znanymi producentami herbaty wytwarzają prawdziwe herbaciane perełki 🙂 Przy okazji świetnie pokazują, jak bardzo różne mogą być dwie herbaty reprezentujące ten sam rodzaj herbaty: Malawi White Peony jest bardziej kwiatowo-ziołowa, a Zomba Pearls – bardziej roślinna, z akcentami maślanymi oraz świeżego ogórka, przypominająca oolonga. Polecam te herbaty szczególnie miłośnikom białych herbat, ale nie tylko – myślę, że warto spróbować je niezależnie od upodobań.

Pozdrawiam 🙂

PS1 Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://books.google.pl/books?id=RjWgDQAAQBAJ&pg=PA193&lpg=PA193&dq=henry+brown+planter&source=bl&ots=VQJ14t7Ekf&sig=Aw2YFQQl2cj1rnLbUatfLZKjEkQ&hl=pl&sa=X&ved=0ahUKEwiH97eFjerYAhXBhSwKHQaxBV4Q6AEIPTAD#v=onepage&q=henry%20brown%20planter&f=false

http://theteadetective.com/TeasOfMalawi.html

https://ratetea.com/region/malawi/24/

http://www.easternproduce.com/tea/malawi

https://worldoftea.org/malawi-tea-satemwa/

https://worldisateaparty.files.wordpress.com/2018/01/guide-to-teas-from-africa.pdf

https://pl.wikipedia.org/wiki/Malawi

https://en.wikipedia.org/wiki/Malawi

https://eherbata.pl/zomba-pearls-2017-986.html

https://eherbata.pl/malawi-white-peony-967.html

http://what-cha.com/malawi-zomba-pearls-white-tea/

http://www.satemwa.com/story

http://www.satemwa.com/tea

http://www.satemwa.com/stall

PS2 Tutaj możecie znaleźć zdjęcia z wizyty na plantacji Satemwa Tea & Coffee Estate: http://www.szpilkinamapie.pl/malawi/degustacja-herbaty-i-plantacje-satemwa/.

Edit: Dzięki korespondencji e-mail wymienionej z przedstawicielem plantacji Satemwa Tea & Coffee Estate wiem już, skąd się wzięła nazwa Zomba. Herbaty pochodzące z tej plantacji noszą nazwę unikatowych i endemicznych kultywarów krzewu herbacianego. Aby uniknąć nudnych nazw kultywarów, takich jak np. PC168, niektóre grupy kultywarów określono nazwami pochodzącymi od nazw miast i miejscowości sąsiadujących z plantacją, np. Zomba czy Bvumbwe.

Różne odsłony herbaty cz. 40 – Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea, czyli nietypowa kenijska biała herbata mająca cechy czarnej herbaty

W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam kolejną herbatę z Kenii, a mianowicie białą herbatę o nazwie Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea. Już w zeszłym roku słyszałam wiele pozytywnych opinii o tej herbacie, ale podobnie jak to było z dwiema gruzińskimi czarnymi herbatami, które zrecenzowałam w zeszłym roku, obudziłam się za późno z zakupem :P. Z kolei w tym roku bardzo pilnowałam, żeby nie przegapić okazji, aby kupić tę herbatę. Kiedy tylko dowiedziałam się, że w sklepie TheTea jest dostępna, bez wahania dokonałam zakupu.

Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea to nietypowa herbata, która pochodzi z rejonu Mount Kenya (czyli najwyższego szczytu w Kenii i drugiego co do wielkości szczytu w Afryce, tuż po Kilimandżaro, któremu ten afrykański kraj zawdzięcza swoją nazwę) położonego w centralnej części Kenii. Jest ona pewnego rodzaju eksperymentem herbacianym. Jej nietypowość polega na tym, że łączy ona w sobie cechy dwóch skrajnych rodzajów herbaty: białej oraz czarnej. Mimo to najczęściej klasyfikuje się ją jako białą herbatę (tak też jest klasyfikowana przez jej twórców).

W skład tej herbaty wchodzą pączki i pierwsze listki krzewu herbacianego. Zebrane pączki i listki trafiają do fabryki herbaty Kangaita usytuowanej na wysokości ponad 2000 m n.p.m, która specjalizuje się w przetwarzaniu wysokiej jakości herbat ortodoksyjnych, w tym herbat purpurowych. W tym miejscu poddaje się je obróbce: najpierw przechodzą one przez dwa etapy produkcji charakterystyczne dla białych herbat, tj. więdnięcie i suszenie, a na koniec jeszcze przez dodatkowy etap typowy dla czarnych herbat, tj. zwijanie (zwane również rolowaniem), które odbywa się ręcznie. Ostatecznie herbata ma postać lekko poskręcanych pączków w brązowawym kolorze, pokrytych delikatnym srebrzystym meszkiem, oraz listków w ciemnozielonym kolorze. Przypomina ona nieco czarne herbaty z chińskiej prowincji Yunnan, które mają dużą ilość złotych tipsów, np. Golden Monkey. Wygląda ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea ma brązowawy kolor (czyli wygląda bardziej jak napar z czarnej herbaty) i cytrusowy aromat. Prezentuje się on następująco:

Smak naparu z pierwszego parzenia jest słodkawy – na początku mocno wyczuwalne są akcenty owocowo-cytrusowe, które następnie zamieniają się w lekką karmelową słodycz. Całość jest delikatna i całkowicie pozbawiona goryczy. Można by powiedzieć, że napar ten smakuje bardziej jak napar z białej herbaty. Z kolei smak naparu z drugiego parzenia już bardziej przypomina smak naparu z czarnej herbaty – nuty cytrusowe znikają, a akcenty karmelowe stają się wyraźniejsze i dodatkowo pojawiają się nuty czekoladowe.

Co do sposobu przyrządzania Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea, to uważam, że najlepiej jest zalać susz wodą niedługo po zagotowaniu i parzyć przez 2 minuty. Te same pączki i listki można wykorzystać dwukrotnie. Co ciekawe, ciężko jest „przeparzyć” tę herbatę. Nawet po oddzieleniu listków i pączków od naparu po prawie 10 minutach napar wciąż nadaje się do picia.

Podsumowując, Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea to wyjątkowa kenijska herbata, która stanowi połączenie cech dwóch skrajnych rodzajów herbaty, tj. białej i czarnej. Daje ona napar, którego smak zmienia się w zależności od parzenia: po pierwszym parzeniu jest bardziej cytrusowo-owocowy, a po drugim – bardziej karmelowo-czekoladowy. Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea to obowiązkowa pozycja do wypróbowania dla miłośników zarówno białych, jak i czarnych herbat. Ja bardzo ją lubię, jest to jedna z moich ulubionych herbat. Polecam serdecznie 🙂

Pozdrawiam 🙂

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://en.wikipedia.org/wiki/Mount_Kenya

https://eherbata.pl/kenia-rhino-2017-1803.html

http://what-cha.com/kenya-rhino-premium-white-tea/

https://steepster.com/teas/what-cha/48460-kenya-rhino-premium-white-tea