Różne odsłony herbaty cz. 46 – Wakōcha Benifūki, czyli zaskakująca czarna herbata z Japonii

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam pewną japońską herbatę o nazwie Wakōcha Benifūki. Herbata ta została kupiona w sklepie eherbata.pl.

Wakōcha Benifūki to japońska czarna herbata („wa” odnosi się do Japonii, a „kōcha” to po japońsku „czerwona herbata”; według chińskiej nomenklatury to właśnie czerwona herbata). Jest to pewnego rodzaju ciekawostka herbaciana, ponieważ przeważającą większość herbat produkowanych w Japonii (ok. 95%) stanowią zielone herbaty. Obecnie tylko ok. 300 japońskich rolników zajmuje się wytwarzaniem czarnej herbaty.

Wakōcha Benifūki powstała z kultywaru krzewu herbacianego zwanego Benifūki. Kultywar ten został stworzony w 1965 r. w Makurazaki w japońskiej prefekturze Kagoshima poprzez skrzyżowanie kultywaru Benihomare (krzewu odmiany assamica popularnego w Chinach i Japonii) z kultywarem MakuraCd86 (krzewu odmiany sinensis pochodzącego ze słynnego indyjskiego regionu Darjeeling). W 1996 r. został on wpisany do oficjalnego rejestru japońskich kultywarów herbacianych. Początkowo miał być przeznaczony do produkcji czarnych herbat oraz oolongów, ale obecnie wykorzystuje się go również do wytwarzania zielonych herbat. Co ciekawe, te ostatnie wykazują wyjątkowo silne działanie antyalergiczne ze względu na największą zawartość katechin metylowanych ze wszystkich herbat powstałych z japońskich kultywarów herbacianych. Niemniej jednak to właśnie czarne herbaty powstałe z kultywaru Benifūki mają najlepsze walory smakowe. Warto wiedzieć, że kultywar Benifūki można uprawiać w każdym regionie Japonii. Charakteryzuje się on wyjątkową odpornością na choroby.

Niestety, nie znam więcej szczegółowych informacji dotyczących herbaty Wakōcha Benifūki, np. miejsca pochodzenia czy terminu zbiorów. Co do procesu wytwarzania, to zebrane listki najprawdopodobniej przeszły przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie, zwijanie oraz suszenie. Ostatecznie herbata ma postać drobnych poskręcanych listków w ciemnobrązowym kolorze, z jasnobrązowymi przebłyskami. Wygląda ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Wakōcha Benifūki ma słodkawy owocowy aromat i brązowo-czerwonawy kolor. Możecie zobaczyć go poniżej:

Napar z tej herbaty ma intensywny smak dojrzałych ciemnych owoców, szczególnie wiśni. Kojarzy mi się trochę z konfiturą 😊. Co ciekawe, jest on całkowicie pozbawiony jakiejkolwiek goryczy czy cierpkości. Pijąc go, nie zaznałam też charakterystycznego dla wielu czarnych herbat uczucia ściągania. Ogólnie rzecz biorąc, napar ten jest bardzo “lekki” i łagodny.

Co do sposobu przyrządzania, to myślę, że najlepiej jest zalać listki tej herbaty wodą tuż po zagotowaniu (ok. 95 stopni Celsjusza) i parzyć przez minutę. Te same listki można wykorzystać dwukrotnie, z tym, że za drugim razem dobrze jest wydłużyć czas parzenia do 3 minut. Napary z pierwszego i drugiego parzenia mają podobny smak, ale oczywiście smak tego drugiego jest nieco mniej intensywny.

Podsumowując, Wakōcha Benifūki to zdecydowanie warta uwagi czarna japońska herbata, która daje napar o słodkawym owocowym zapachu i intensywnym wiśniowym smaku. Tej herbacie bliżej jest do recenzowanej już na blogu gruzińskiej czarnej herbaty o nazwie Ramiz Black Tea, niż np. do assamskich czy cejlońskich czarnych herbat. Przyznam szczerze, że jest to jedna z najsmaczniejszych czarnych herbat, jakie kiedykolwiek piłam. Polecam ją wszystkim miłośnikom tego typu herbat, jak również tym, którzy raczej nie sięgają po nie. Wakōcha Benifūki na pewno pozytywnie Was zaskoczy 😊

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://eherbata.pl/wakocha-benifuki-1585.html/

http://www.tching.com/2011/01/japanese-black-tea-wakocha/

https://obubutea.com/shop/black-tea/wakoucha/

https://www.myjapanesegreentea.com/wakoucha-japanese-black-tea

http://www.myjapanesegreentea.com/the-benifuuki-tea-cultivar

http://www.yuuki-cha.com/benifuuki-black-tea/

https://www.insight-tea.com/kocha-pleasure-discovery/

https://japaneseteasommelier.wordpress.com/2017/11/01/a-brief-history-of-japanese-black-tea/

http://thejasminepearl.com/benifuki/

https://obubutea.com/japanese-black-tea

Różne odsłony herbaty cz. 45 – Wenshan Baozhong, czyli przepyszny tajwański oolong o niskim stopniu oksydacji

Dzisiejszy wpis będzie recenzją pewnej azjatyckiej herbaty, a konkretniej tajwańskiego oolonga o nazwie Wenshan Baozhong. Herbata ta została kupiona w sklepie eherbata.pl.

Wenshan Baozhong (zwany również Pouchongiem) to oolong o lekkim stopniu oksydacji, który wynosi ok. 10%. Jest to jeden z najbardziej znanych przedstawicieli tajwańskich nisko oksydowanych oolongów. Herbata ta pochodzi z północnej części Tajwanu, a konkretniej z południowej dzielnicy Tajpej zwanej Wenshan (lub Pinglin). W tym rejonie znajduje się wioska zwana Pinglin, która słynie właśnie z produkcji tego oolonga. Ponad 80% mieszkańców tej wioski zajmuje się uprawą herbaty, jej przetwarzaniem lub handlem nią. Ponadto w tym miejscu znajduje się Pinglin Tea Museum (Muzeum Herbaty w Pinglin), które jest jednym z największych muzeów poświęconych herbacie na świecie.

Nazwa „Baozhong” oznacza „zawijany rodzaj” i jest nawiązaniem do dawniej stosowanego sposobu suszenia tej herbaty, który polegał na pakowaniu liści w papier i umieszczeniu ich w koszu bambusowym nad paleniskiem. Obecnie ten etap produkcji najczęściej przebiega z użyciem maszyn, ale nazwa pozostała bez zmian. Co ciekawe, początkowo Wenshan Baozhong był dodatkowo aromatyzowany kwiatami jaśminu, ale ostatecznie zdecydowano się odejść od tego etapu produkcji, gdy uzyskano naturalnie kwiatowy efekt.

Warto wiedzieć, że poza Wenshan Baozhongiem istnieją jeszcze dwie inne odmiany Baozhongów: Nangang oraz Lanyang (określenia te pochodzą od nazw obszarów w Tajpej). Najbardziej znane herbaty Baozhong pochodzą z Wenshan oraz Nangang.

Listki mojej herbaty pochodzące z kultywaru krzewu herbacianego o nazwie Qing Xin zostały zebrane w maju 2017 r. ręcznie, co jest raczej rzadką praktyką na Tajwanie ze względu na powszechne użycie maszyn do tego celu. Zebrane listki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie, zwijanie, lekkie prażenie oraz suszenie. Ostatecznie herbata ma postać delikatnie pozwijanych długich listków w ciemnozielonym kolorze. Wygląda tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Wenshan Baozhong ma intensywny kwiatowo-maślany aromat i zielonkawy kolor. Możecie zobaczyć go na poniższym zdjęciu:

W smaku naparu z pierwszego parzenia dominują akcenty kwiatowe, które przeplatają się z nutami maślanymi. Z kolei z każdym kolejnym parzeniem herbata pokazuje swoje roślinno-trawiaste oblicze – nuty roślinno-trawiaste wysuwają się na prowadzenie, a akcenty kwiatowo-maślane chowają się w tle. Można by stwierdzić, że napar z pierwszego parzenia smakuje bardziej jak napar z oolonga, a napar z każdego kolejnego parzenia – bardziej jak napar z zielonej herbaty.

Co do sposobu przyrządzania Wenshan Baozhonga, to myślę, że najlepiej zaparzyć tę herbatę metodą gongfu cha, czyli stosunkowo dużą ilość listków zalać niewielką ilością wody. Najlepiej postąpić zgodnie z następującą instrukcją: listki zalać wodą o temperaturze ok. 80-85 stopni Celsjusza i parzyć przez następujący czas: 15 sekund, 30 sekund, 45 sekund, 1 minuta, 2 minuty. Jest to herbata, której zdecydowanie służy parzenie metodą gongfu cha, bo tak przyrządzona jest smaczniejsza i bardziej wydajna (te same listki można wykorzystać nawet pięciokrotnie).

Warto wiedzieć, że po zaparzeniu listki tej herbaty rozwijają się, rozciągając się. Możecie zobaczyć, jak wyglądały po piątym parzeniu na poniższym zdjęciu:

Co więcej, Wenshan Baozhong to herbata, która świetnie nadaje się do „parzenia” na zimno. Tak przygotowany „napar” ma intensywnie roślinno-trawiasty smak z wyraźną nutą świeżości, a przy tym jest fantastycznie orzeźwiający.

Podsumowując, Wenshan Baozhong to tajwański oolong o niskim stopniu oksydacji, który daje napar o intensywnym kwiatowo-maślanym aromacie i różnorodnym smaku – od kwiatowo-maślanego do roślinno-trawiastego. Można by stwierdzić, że ta herbata jest czymś pośrednim pomiędzy oolongiem a zieloną herbatą. Uważam, że to jedna z najlepszych herbat pochodzących z Tajwanu i jedna z najsmaczniejszych herbat w ogóle. Jej smak i aromat długo pozostają w pamięci. Polecam ją szczególnie miłośnikom zielonych herbat 😊

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://en.wikipedia.org/wiki/Pouchong

https://eherbata.pl/wenshan-bao-zhong-2017-1739.html

https://redblossomtea.com/products/wenshan-baozhong?variant=31629962820

https://taooftea.com/product/wenshan-baozhong/

http://what-cha.com/taiwan-wenshan-baozhong-oolong-tea/

http://herbacianokaligraficznie.blox.pl/2012/03/Wenshan-Baozhong.html

http://teamasters.blogspot.com/2018/04/the-process-of-wenshan-baozhong-tea.html

http://teamasters.blogspot.com/2006/05/wen-shan-baozhong-from-pinglin.html

http://morzeherbaty.pl/2012/11/pinglin-wioska-herbaciana/

https://en.wikipedia.org/wiki/Pinglin_District

https://en.wikipedia.org/wiki/Wenshan_District

https://pl.wikipedia.org/wiki/Pinglin

Różne odsłony herbaty cz. 44 – Dhara White, czyli herbaciana ciekawostka z Tajlandii

W ostatnich wpisach z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawiłam Wam kilka afrykańskich herbat. Dzisiejszy wpis będzie recenzją pewnej azjatyckiej herbaty, a konkretniej tajskiej białej herbaty o nazwie Dhara White, która została kupiona we wrocławskiej Czajowni.

Zanim jednak przejdę do recenzji, napiszę co nieco na temat herbaty w Tajlandii.

Tajlandia (wcześniej znana jako Syjam (po angielsku: Siam)) to kraj nizinny położony w południowo-wschodniej Azji, a konkretniej na Półwyspie Indochińskim. Graniczy on z Mjanmą i Laosem (na północy), Laosem i Kambodżą (na wschodzie) oraz Malezją (na południu). Większość obszaru Tajlandii znajduje się w strefie klimatu zwrotnikowego monsunowego, z wyjątkiem południowej części, tj. Półwyspu Malajskiego, która leży w strefie klimatu równikowego.

Herbata po raz pierwszy pojawiła się w Tajlandii mniej więcej w 1961 r., kiedy to Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza pokonała armię Kuonmintangu, wskutek czego pokonani musieli uciekać z kraju. Część z nich udała się na Tajwan, a druga część – trafiła do północnej części Tajlandii. W zamian za udzielenie wsparcia w walce z komunizmem zarówno w Tajlandii, jak i sąsiadującym Laosie, tajski rząd pozwolił im osiedlić się w górzystej prowincji Chiang Rai, głównie w okolicy Doi Mae Salong. Ten obszar jest częścią tzw. „złotego trójkąta”, czyli rejonu uznawanego za miejsce narodzin herbaty. Osiedleńcy wkrótce zajęli się uprawą herbaty. Na początku ze względu na brak dostępu do sadzonek krzewu herbacianego z Chin wykorzystywali dziko rosnące od wielu lat w tym rejonie drzewiaste krzewy herbaciane do produkcji herbaty głównie do użytku własnego, jednocześnie uprawiając m.in. mak na opium. Zaniepokojony ilością maku w tym rejonie, król Tajlandii Bhumibol Adulyadej stworzył program wyeliminowania opium, który zakładał przede wszystkim zastąpienie uprawy maku uprawą herbaty. W ramach tego programu do prowincji sprowadzono tajwańskie kultywary krzewu herbacianego, jak również tajwańskich specjalistów od uprawy herbaty, którzy przekazali swoją wiedzę mieszkańcom prowincji Chiang Rai. Te działania umożliwiły rozpoczęcie komercyjnej produkcji herbaty. Do sukcesu tego przedsięwzięcia przyczyniły się również idealne warunki do uprawy herbaty panujące w tym rejonie (m.in. położenie na wysokości ok. 1200-1800 m n.p.m. oraz niemalże całkowita zmienność występujących w Tajlandii trzech pór roku w ciągu zaledwie czterech miesięcy), które przypominają w pewnym stopniu warunki panujące na Tajwanie, czyli w miejscu pochodzenia krzewów.

Obecnie herbatę wciąż uprawia się wyłącznie w północnej części Tajlandii, a konkretniej na małych rodzinnych plantacjach w dwóch prowincjach: Chiang Rai, w szczególności we wspomnianym wyżej rejonie Doi Mae Salong, oraz Chiang Mai. Wytwarza się tu głównie trzy rodzaje herbat: zielone, czarne oraz oolong. Tajskie oolongi cieszą się największym uznaniem. Z jednej strony przypominają one tajwańskie lekko oksydowane oolongi w formie zwiniętych kuleczek, a z drugiej – zachowują też swój unikalny charakter. Warto pamiętać, że podobieństwo tajskich oolongów do tajwańskich oolongów sprzyja oszukańczym praktykom – zdarza się, że oolongi wytworzone w Tajlandii sprzedaje się jako tajwańskie oolongi.

Wiedząc już co nieco o tajskiej herbacie, mogę przejść do właściwej recenzji.

Recenzowana przeze mnie herbata pochodzi z Monsoon Tea, czyli miejsca będącego jednocześnie sklepem z herbatą, herbaciarnią oraz restauracją, które jest usytuowane w prowincji Chiang Mai. W ofercie Monsoon Tea znajduje się kilka rodzajów herbat: białe, zielone, oolong, czarne, aromatyzowane, mieszanki herbaciane, a nawet jedna żółta. Monsoon Tea specjalizuje się w herbatach wytwarzanych z krzewów herbacianych Camellia sinensis odmiana assamica od wielu lat dziko rosnących w dżungli w północnej części Tajlandii, a więc występujących w swoim naturalnym środowisku. Co więcej, wspomniane krzewy herbaciane wykształciły naturalne mechanizmy obronne przed insektami i pasożytami, więc stosowanie herbicydów i pestycydów nie jest konieczne. Dlatego też herbaty oferowane przez Monsoon Tea są organiczne i wolne od środków ochrony roślin.

Dhara White

Dhara White to biała herbata, w skład której najczęściej wchodzi mieszanka pączków oraz najmłodszych listków krzewu herbacianego Camellia sinensis odmiana assamica z pączkami i dwoma pierwszymi listkami tego krzewu. Zbiory mają miejsce raz w roku w marcu (moja herbata została zebrana w marcu zeszłego roku). Zebrane listki i pączki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie, lekka oksydacja oraz suszenie na słońcu. Ostatecznie herbata ma postać zielonkawo-brązowawych fragmentów listków i pączków o różnej wielkości. Wygląda ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Susz przypomina nieco herbatę Pai Mu Tan, jednak, jak przekonacie się w dalszej części tego wpisu, na tym kończy się podobieństwo Dhary White do tej chińskiej białej herbaty 😉

Przy okazji warto wiedzieć, że rozdrobnienie suszu widoczne na powyższym zdjęciu najprawdopodobniej jest efektem transportu herbaty (listki krzewu herbacianego Camellia sinensis odmiana assamica są dość duże, a więc nietrudno o ich połamanie).

Napar z Dhara White ma żółtawo-pomarańczowawy kolor i słodkawy owocowy aromat. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej:

W smaku naparu, który ma jakby kremową konsystencję, dominują nuty owocowe (szczególnie wiśni i brzoskwini) oraz akcenty miodowe. W tle majaczy też coś, co określiłabym jako „błotnistość” i „ziemistość”. Takich doznań smakowych nie dostarcza żadna inna znana mi biała herbata.

Co do sposobu przyrządzania herbaty Dhara White, to myślę, że najlepiej jest zalać listki oraz pączki wodą niedługo po zagotowaniu (o temperaturze ok. 90-95 stopni Celsjusza) i parzyć przez 3 minuty. Co prawda na stronie Czajowni do parzenia tej herbaty zaleca się użyć wody o temperaturze 75 stopni Celsjusza, ale uważam, że wyższa temperatura wody zdecydowanie bardziej służy tej herbacie (taka właśnie wyższa temperatura wody jest też zalecana na stronie internetowej Monsoon Tea). Te same listki i pączki można wykorzystać trzykrotnie, z tym że każde kolejne parzenie lepiej skrócić do ok. 1,5 minuty. Ogólnie rzecz biorąc, napar z drugiego i trzeciego parzenia jest słabszy niż ten z pierwszego – nuty owocowe i miodowe są mniej wyraźne, a „błotnistość” jest bardziej intensywna.

Warto też wiedzieć, że herbata Dhara White świetnie nadaje się również do „parzenia” na zimno. Co ciekawe, przyrządzona w ten sposób niespodziewanie ukazuje swoje głęboko skrywane kwiatowe oblicze.

Podsumowując, Dhara White to tajska biała herbata, która daje napar dostarczający różnorodnych doznań smakowych – w zależności od sposobu parzenia można doszukać się akcentów owocowych, miodowych, “ziemnych” i “błotnych” (co jest raczej niespotykane w przypadku białych herbat), a nawet kwiatowych. Polecam ją szczególnie miłośnikom białych herbat, ale nie tylko – również tym, którzy lubią nietuzinkowe herbaty.

Pozdrawiam 🙂

PS1 Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z książki pt. “The Tea Book” Lindy Gaylard, karty informacyjnej dotyczącej herbaty Dhara White, którą przesłał mi pan Ryan Price z Monsoon Tea, oraz z następujących źródeł internetowych:

https://www.czajownia.pl/pl/p/Dhara-White-20-g/404

https://monsoon-tea-company.com/product/dhara-white

https://monsoon-tea-company.com/our-tea

https://monsoon-tea-company.com/about

http://teaintheancientworld.blogspot.com/2017/06/dhara-white-wild-northern-thai-white.html

https://ratetea.com/region/thailand/10/

http://theteadetective.com/TeasOfThailand.html

https://thedailytea.com/travel/tea-land-smiles/

http://www.tching.com/2016/10/thai-teas-tea-thailand/

http://siamteas.com/thai-teas/

http://siamteas.com/thai-tea-tea-cultivation-in-thailand/cultivation-areas-in-northern-thailand/

https://pl.wikipedia.org/wiki/Tajlandia

https://en.wikipedia.org/wiki/Thailand

PS2 Pan Kenneth Rimdal z Monsoon Tea wygłosił prezentację na temat znaczenia herbaty pozyskiwanej z krzewów herbacianych rosnących w swoim naturalnym środowisku, czyli dżungli. Jest ona dostępna tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=fCt6PoTfPvg.

Jak można stać się lepszym degustatorem herbaty?

W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam listę dwunastu porad dotyczących tego, jak można stać się lepszym degustatorem herbaty. Co prawda nie jestem żadnym herbacianym ekspertem, ale myślę, że co nieco już wiem i dlatego mogę podzielić się swoimi spostrzeżeniami 😉 Oto ta lista przygotowana w punktach:

Jak można stać się lepszym degustatorem herbaty?

1. Próbować dużo różnych herbat różnej jakości z różnych źródeł – warto sięgać nie tylko po te, które lubimy, ale również po herbaty tego rodzaju, za którym nie przepadamy. Dzięki temu będziemy mieli porównanie, a co się z tym wiąże – coraz lepsze rozeznanie w tym, która herbata jest dobra, a która słaba. Może się też okazać, że do pewnych smaków po prostu musimy dojrzeć i dlatego to, co na początku nam nie smakowało, po jakimś czasie może nam zasmakować. Warto dać szansę każdej herbacie, bo naprawdę może nas zaskoczyć. Jeżeli przyrządzony z niej napar z jakiegoś powodu nam nie pasuje, spróbujmy następnym razem podejść do danej herbaty w odmienny sposób, zaparzając ją inaczej.

Przy okazji warto wspomnieć, że bardzo ciekawym sposobem na poznawanie nowych herbat jest zapisanie się do herbacianej subskrypcji oferowanej przez niektóre sklepy z herbatą, np. w TheTea. Dzięki takiej subskrypcji nie tylko uzyskujemy dostęp do herbat, które są mniej znane czy trudno dostępne, ale też mamy możliwość dowiedzenia się czegoś więcej o danej herbacie z lektury jej krótkiego opisu (również opisu dostarczanych przez nią doznań). Poniżej znajdziecie zdjęcie herbat z przykładowej herbacianej subskrypcji w sklepie TheTea z września 2016 r.:

2. Przeprowadzać degustacje porównawcze – zaopatrzyć się w herbaty tego samego gatunku z kilku różnych źródeł, np. w chińską białą herbatę Pai Mu Tan, zaparzyć je jednocześnie lub jedna po drugiej i zrobić porównanie doznań dostarczanych przez nich. To najlepsza okazja, żeby uświadomić sobie, jak bardzo herbata tego samego gatunku pochodząca z różnych źródeł może się różnić od siebie;

3. Zapoznać się z prawidłowym nazewnictwem związanym z klasyfikacją herbat (dostępnym np. tutaj: http://morzeherbaty.pl/rodzaje-herbaty/) i konsekwentnie stosować je wtedy, gdy mówimy lub piszemy o herbacie – dzięki temu nie tylko unikniemy nieporozumień związanych z określaniem rodzaju herbaty, ale również po zapoznaniu się z procesami produkcji każdego rodzaju herbaty łatwiej będzie nam zrozumieć i ocenić daną herbatę;

4. Spotykać się z innymi miłośnikami herbaty i wspólnie parzyć oraz pić herbatę – dzięki takim wspólnym degustacjom mamy świetną okazję, aby skonfrontować swoje doznania z doznaniami innych;

5. Wymieniać się próbkami herbaty z innymi znajomymi miłośnikami herbaty, zarówno tymi polecanymi, jak i tymi, które nam nie przypadły do gustu – dzięki takim wymianom możemy poznać nowe herbaty i to nierzadko takie, których sami z siebie raczej byśmy nie kupili, bo np. mamy inne gusta;

6. Starać się nieustannie poszerzać swoją wiedzę o herbacie poprzez czytanie najrozmaitszych portali, blogów oraz książek o herbacie, również tych obcojęzycznych – każdy autor książki czy artykułu o herbacie przedstawia dane zagadnienie z innej perspektywy, bo ma inną wiedzę i inne doświadczenie. Dzięki temu bardzo często możemy dowiedzieć się czegoś nowego, nawet jeżeli czytamy na dany temat, np. klasyfikacji herbaty, po raz kolejny;

7. Czytać opisy doznań z degustacji herbat przez innych, np. na blogach, analizować je i konfrontować ze swoimi doznaniami – podobnie jak wspomniałam w punkcie 6 powyżej każdy autor opisu wrażeń ma inną wiedzę i inne doświadczenie, więc może zauważyć coś, czego my nie dostrzegamy lub nazwać coś, czego my nie możemy określić;

8. Prowadzić bloga o herbacie 😉 – a tak całkiem poważnie to jest to świetna motywacja do poszerzania swojej świadomości herbacianej i idealne miejsce do spisywania swoich przemyśleń czy wrażeń. Jednak jeżeli z jakiegoś powodu nie macie ochoty tego robić publicznie, to myślę, że warto spisywać swoje doznania z degustacji danej herbaty w prywatnym miejscu, np. w notatniku, aby po jakimś czasie móc wrócić do takiego opisu i przypomnieć sobie wrażenia;

9. Na początku swojej przygody z herbatą do przyrządzania herbaty używać przyrządów do mierzenia, takich jak termometr czy waga, oraz ściśle stosować się do zaleceń producenta, a w miarę nabywania wiedzy i doświadczenia – starać się przygotowywać herbatę „na czuja”, czyli bez wspomnianych przyrządów – mam wrażenie, że im mamy lepsze „wyczucie” herbaty, tym mamy mniejszą potrzebę, aby przygotowywać herbatę w ściśle kontrolowany sposób;

10. Nie bać się eksperymentować z herbatami, szczególnie ze sposobem parzenia (np. metoda zachodnia vs. metoda wschodnia, czyli gongfu cha, lub parzenie tradycyjne, tj. zalewanie suszu gorącą wodą, vs. „parzenie” na zimno), czasem parzenia, ilością suszu czy nawet rodzajem wody (butelkowana woda żródlana vs. przefiltrowana woda z kranu) lub jej temperaturą (zalecana przez producenta vs. niższa lub wyższa od zalecanej) – tego typu eksperymenty często pozwalają nam uświadomić sobie, jak wiele różnych doznań może dostarczyć nam dana herbata, gdy tylko zmienimy choćby jeden wybrany parametr parzenia podczas jej przygotowywania;

11. Zwiedzać rozmaite miejsca związane z herbatą w krajach, w których jest ona uprawiana i wytwarzana, np. herbaciarnie czy plantacje – to chyba najlepszy możliwy sposób, aby poznać nowe herbaty i poszerzać swoją wiedzę o nich, bo wszystko można zobaczyć czy wszystkiego można dowiedzieć się na miejscu u źródła;

12. Być otwartym na nowe smaki i zapachy, np. próbować rozmaitych dań/produktów/napojów z różnych kuchni świata czy wąchać napotkane kwiaty – mam wrażenie, że takie podejście też może pomóc nam przy degustacji herbaty, a konkretniej przy rozpoznawaniu czy opisywaniu doznań dostarczanych przez daną herbatę.

Pozdrawiam 🙂

Różne odsłony herbaty cz. 41 – Malawi White Peony i Zomba Pearls, czyli dwie przepyszne i nietuzinkowe białe herbaty z Malawi

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. “Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam dwie kolejne herbaty pochodzące z afrykańskiego kraju, a mianowicie z Malawi. Obie herbaty zostały kupione w sklepie eherbata.pl.

Zanim jednak przejdę do recenzji, tradycyjnie napiszę co nieco na temat herbaty w Malawi.

Malawi (wcześniej znane jako brytyjska kolonia o nazwie Niasa) to niewielki kraj pozbawiony dostępu do morza, który znajduje się we wschodniej Afryce. Graniczy on z następującymi państwami: Zambią (na północnym zachodzie), Tanzanią (na północnym wschodzie) oraz Mozambikiem (na wschodzie, południu i zachodzie). Malawi zwane jest “ciepłym sercem Afryki” (po angielsku: “warm heart of Africa”).

Herbata po raz pierwszy pojawiła się w Malawi w 1891 r., kiedy to Szkot Henry Brown, który przepracował prawie 18 lat jako plantator kawy na obecnej Sri Lance, przywiózł około 20 nasion tamtejszego krzewu herbacianego. Połowę z nich zasadził na kupionej przez siebie plantacji o nazwie Thornwood Estate położonej w rejonach gór Mlandżi (po angielsku: Mlanje Mountains). Drugą połową podzielił się ze swoim przyjacielem Johnem Moirem, który zasadził je na swojej plantacji o nazwie Lauderdale Estate znajdującej się w tej samej okolicy (plantacja ta ostatecznie znalazła się w rękach Browna). Następnie plantacje założono również na nizinnych terenach dystryktów Mulanje oraz Thyolo.

Malawi to kraj o klimacie równikowym. Warunki pogodowe panujące w nim są w dużej mierze zależne od wysokości: na terenach nizinnych temperatury są wysokie, a na rejonach usytuowanych na wyższych wysokościach temperatury są niższe. Ilość opadów zależy od sezonu: przez część roku w wielu rejonach kraju deszcz nie pada w ogóle, a przez drugą część roku na innych obszarach opady są intensywne. To wyłącznie na tych rejonach z większą ilością opadów panują warunki odpowiednie do uprawy herbaty. Niemniej jednak pogoda w Malawi często bywa nieprzewidywalna. Dlatego też zdecydowano się podjąć prace nad nowymi kultywarami krzewu herbacianego, które będą lepiej dostosowane do tamtejszych warunków. Po ich wprowadzeniu w 1996 r. rozpoczęto realizację programu przesadzania krzewów (Tea Replanting Program), tj. zastępowania starych krzewów nowymi i ulepszonymi, która trwa do dziś.

Obecnie Malawi jest drugim największym producentem herbaty w Afryce tuż po Kenii. Kraj ten wytwarza przede wszystkim herbaty czarne masowo metodą CTC, które są przeznaczone do mieszanek herbacianych, ale nie tylko – wśród herbat produkowanych w Malawi znajdziemy również bardziej unikatowe herbaty wytwarzane metodą tradycyjną ortodoksyjną, np. białe.

W Malawi herbatę uprawia się tylko na trzech obszarach położonych w południowej części kraju: w dwóch wspomnianych wyżej dystryktach Mulanje oraz Thyolo, jak również w rejonie zatoki Nkhata Bay usytuowanej na brzegu Jeziora Niasa (po angielsku: Lake Malawi). Herbata jest wytwarzana przede wszystkim przez dużych przedsiębiorców kontrolujących wielkie plantacje z własnymi fabrykami obróbki herbaty. Około 64% całości wytworzonej herbaty jest przeznaczona na eksport, głównie do Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych oraz Republiki Południowej Afryki.

Wiedząc już co nieco o malawijskiej herbacie, mogę przejść do właściwej recenzji.

Obie recenzowane przeze mnie herbaty pochodzą z tej samej malawijskiej plantacji herbaty o nazwie Satemwa Tea & Coffee Estate położonej na płaskowyżu Shire Highlands w dystrykcie Thyolo, który znajduje się w południowej części Malawi (niedaleko granicy z Mozambikiem). Ta plantacja herbaty oraz kawy została założona w 1923 r. przez Szkota Macleana Kaya na kawałku ziemi odkupionej od rolnika uprawiającego tytoń. Obecnie jest ona zarządzana przez jego wnuka Alexandra Kaya. Satemwa Tea & Coffee Estate jest aktualnie jedynym miejscem w Malawi, w którym wytwarza się herbatę nie tylko metodą CTC, ale również tradycyjną ortodoksyjną.

W ofercie firmy znajduje się pięć rodzajów herbat: biała, czarna, zielona, oolong oraz puerh. Obie recenzowane przeze mnie herbaty to herbaty białe.

Malawi White Peony (Thyolo Peony)

Malawi White Peony to afrykańska wariacja na temat chińskiej białej herbaty Pai Mu Tan (zwanej również White Peony). Na stronie Satemwa Tea & Coffee Estate jest określana jako Thyolo Peony. W jej skład wchodzą pączek wraz z dwoma listkami. Niestety, nie udało mi się znależć żadnych informacji na temat procesu produkcji tej herbaty, ale przypuszczam, że zebrane pączki i listki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak więdnięcie oraz suszenie. Ostatecznie herbata ma postać dość kruchych listków i ich fragmentów w najróżniejszych odcieniach zieleni, z brązowawymi akcentami. Na pierwszy rzut oka Malawi White Peony przypomina wspomnianą wyżej herbatę Pai Mu Tan. Wygląda ona następująco:

Napar z tej herbaty ma delikatny ziołowy aromat i żółtawy kolor. Prezentuje się on następująco:

Wygląd suszu okazuje się jedynym podobieństwem do chińskiej herbaty Pai Mu Tan ;). Smak naparu różni się znacznie – jest mocno kwiatowy, z wyraźnymi nutami ziołowymi oraz akcentami siana. Całość jest przyjemna i “gładka”.

Co do metody przyrządzania Malawi White Peony, to myślę, że najlepiej jest postępować następująco: zalać listki i pączki wodą o temperaturze ok. 80-85 stopni, parzyć przez 5 sekund, wylać powstały napar, a następnie znów zalać susz wodą o tej samej temperaturze i parzyć przez minutę. Ten sposób jest zalecany na stronie Satemwa Tea & Coffee Estate. Uważam, że daje on ciekawe efekty, o wiele lepsze niż wtedy, gdybyśmy po prostu zalali susz wodą, a następnie oddzielili go od naparu. Te same listki i pączki można wykorzystać kilkakrotnie. Przyznam szczerze, że najbardziej smakował mi napar z tego pierwszego właściwego parzenia. Przy kolejnych parzeniach napar jest bardziej ziołowy, z wyraźniejszymi nutami siana.

Zomba Pearls

Zomba Pearls to unikatowa malawijska herbata. Podobnie jak w przypadku Malawi White Peony, w jej skład wchodzą pączek wraz z dwoma listkami. Niestety, również i tym razem nie udało mi się znaleźć żadnych informacji na temat procesu produkcji tej herbaty, ale przypuszczam, że zebrane pączki i listki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie, suszenie oraz zwijanie. Ostatecznie herbata ma postać ciemnozielonkawych gniazdek o jednakowej wielkości. Wygląda ona następująco:

Napar z tej herbaty ma roślinny zapach oraz zielonkawy kolor. Prezentuje się on następująco:

Smak naparu z Zomba Pearls jest intensywnie roślinny, a przy tym zupełnie pozbawiony goryczy. Co ciekawe, wyraźnie wyczuwalne są nuty kojarzące się ze smakiem świeżego ogórka i akcenty maślane :). Ogólnie rzecz biorąc, napar z Zomba Pearls kojarzy mi się bardziej ze smakiem naparu z oolonga do tego stopnia, że gdy po pewnym czasie od kupienia tej herbaty zapomniałam, jaki rodzaj herbaty ona właściwie reprezentuje, byłam mocno zaskoczona, gdy okazało się, że to biała herbata, a nie oolong 🙂

Co do metody przyrządzania Zomba Pearls, to myślę, że najlepiej jest zalać trzy gniazdka wodą tuż po zagotowaniu (o temperaturze ok. 95 stopni Celsjusza) i parzyć ok. 1,5 minuty. Tej herbacie zdecydowanie nie służy długie parzenie. Te same gniazdka można wykorzystać nawet sześciokrotnie. Przyznam szczerze, że najbardziej smakował mi napar z dwóch pierwszych parzeń. Przy kolejnych parzeniach te akcenty maślane oraz nuty świeżego ogórka znikają.

Warto wspomnieć, że po kilkukrotnym parzeniu gniazdka otwierają się, ukazując swoje herbaciane oblicze, tj. misternie pozwijane długie listki. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, jak wygląda wnętrze gniazdek po trzecim parzeniu:

Szczerze mówiąc, trochę pomogłam rozwinąć się tym listkom, ale nie robiłam tego na siłę 😉

Na koniec chciałabym zauważyć, że wciąż zagadką dla mnie pozostaje nazwa tej herbaty, a mianowicie to, dlaczego jest ona określana jako Zomba Pearls. Zomba to nazwa dystryktu położonego w południowo-wschodniej części Malawi i jednocześnie nazwa stolicy tego dystryktu. Dlaczego w takim razie ta herbata nie nazywa się Thyolo Pearls, skoro jest wytwarzana w dystrykcie Thyolo? Na razie to pytanie pozostaje bez odpowiedzi 😉

Podsumowując, Malawi White Peony oraz Zomba Pearls to dwie unikatowe białe herbaty pochodzące z Malawi. Są one kolejnym przykładem na to, że kraje będące mniejszymi i mniej znanymi producentami herbaty wytwarzają prawdziwe herbaciane perełki 🙂 Przy okazji świetnie pokazują, jak bardzo różne mogą być dwie herbaty reprezentujące ten sam rodzaj herbaty: Malawi White Peony jest bardziej kwiatowo-ziołowa, a Zomba Pearls – bardziej roślinna, z akcentami maślanymi oraz świeżego ogórka, przypominająca oolonga. Polecam te herbaty szczególnie miłośnikom białych herbat, ale nie tylko – myślę, że warto spróbować je niezależnie od upodobań.

Pozdrawiam 🙂

PS1 Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://books.google.pl/books?id=RjWgDQAAQBAJ&pg=PA193&lpg=PA193&dq=henry+brown+planter&source=bl&ots=VQJ14t7Ekf&sig=Aw2YFQQl2cj1rnLbUatfLZKjEkQ&hl=pl&sa=X&ved=0ahUKEwiH97eFjerYAhXBhSwKHQaxBV4Q6AEIPTAD#v=onepage&q=henry%20brown%20planter&f=false

http://theteadetective.com/TeasOfMalawi.html

https://ratetea.com/region/malawi/24/

http://www.easternproduce.com/tea/malawi

https://worldoftea.org/malawi-tea-satemwa/

https://worldisateaparty.files.wordpress.com/2018/01/guide-to-teas-from-africa.pdf

https://pl.wikipedia.org/wiki/Malawi

https://en.wikipedia.org/wiki/Malawi

https://eherbata.pl/zomba-pearls-2017-986.html

https://eherbata.pl/malawi-white-peony-967.html

http://what-cha.com/malawi-zomba-pearls-white-tea/

http://www.satemwa.com/story

http://www.satemwa.com/tea

http://www.satemwa.com/stall

PS2 Tutaj możecie znaleźć zdjęcia z wizyty na plantacji Satemwa Tea & Coffee Estate: http://www.szpilkinamapie.pl/malawi/degustacja-herbaty-i-plantacje-satemwa/.

Edit: Dzięki korespondencji e-mail wymienionej z przedstawicielem plantacji Satemwa Tea & Coffee Estate wiem już, skąd się wzięła nazwa Zomba. Herbaty pochodzące z tej plantacji noszą nazwę unikatowych i endemicznych kultywarów krzewu herbacianego. Aby uniknąć nudnych nazw kultywarów, takich jak np. PC168, niektóre grupy kultywarów określono nazwami pochodzącymi od nazw miast i miejscowości sąsiadujących z plantacją, np. Zomba czy Bvumbwe.

Różne odsłony herbaty cz. 40 – Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea, czyli nietypowa kenijska biała herbata mająca cechy czarnej herbaty

W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam kolejną herbatę z Kenii, a mianowicie białą herbatę o nazwie Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea. Już w zeszłym roku słyszałam wiele pozytywnych opinii o tej herbacie, ale podobnie jak to było z dwiema gruzińskimi czarnymi herbatami, które zrecenzowałam w zeszłym roku, obudziłam się za późno z zakupem :P. Z kolei w tym roku bardzo pilnowałam, żeby nie przegapić okazji, aby kupić tę herbatę. Kiedy tylko dowiedziałam się, że w sklepie TheTea jest dostępna, bez wahania dokonałam zakupu.

Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea to nietypowa herbata, która pochodzi z rejonu Mount Kenya (czyli najwyższego szczytu w Kenii i drugiego co do wielkości szczytu w Afryce, tuż po Kilimandżaro, któremu ten afrykański kraj zawdzięcza swoją nazwę) położonego w centralnej części Kenii. Jest ona pewnego rodzaju eksperymentem herbacianym. Jej nietypowość polega na tym, że łączy ona w sobie cechy dwóch skrajnych rodzajów herbaty: białej oraz czarnej. Mimo to najczęściej klasyfikuje się ją jako białą herbatę (tak też jest klasyfikowana przez jej twórców).

W skład tej herbaty wchodzą pączki i pierwsze listki krzewu herbacianego. Zebrane pączki i listki trafiają do fabryki herbaty Kangaita usytuowanej na wysokości ponad 2000 m n.p.m, która specjalizuje się w przetwarzaniu wysokiej jakości herbat ortodoksyjnych, w tym herbat purpurowych. W tym miejscu poddaje się je obróbce: najpierw przechodzą one przez dwa etapy produkcji charakterystyczne dla białych herbat, tj. więdnięcie i suszenie, a na koniec jeszcze przez dodatkowy etap typowy dla czarnych herbat, tj. zwijanie (zwane również rolowaniem), które odbywa się ręcznie. Ostatecznie herbata ma postać lekko poskręcanych pączków w brązowawym kolorze, pokrytych delikatnym srebrzystym meszkiem, oraz listków w ciemnozielonym kolorze. Przypomina ona nieco czarne herbaty z chińskiej prowincji Yunnan, które mają dużą ilość złotych tipsów, np. Golden Monkey. Wygląda ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Napar z Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea ma brązowawy kolor (czyli wygląda bardziej jak napar z czarnej herbaty) i cytrusowy aromat. Prezentuje się on następująco:

Smak naparu z pierwszego parzenia jest słodkawy – na początku mocno wyczuwalne są akcenty owocowo-cytrusowe, które następnie zamieniają się w lekką karmelową słodycz. Całość jest delikatna i całkowicie pozbawiona goryczy. Można by powiedzieć, że napar ten smakuje bardziej jak napar z białej herbaty. Z kolei smak naparu z drugiego parzenia już bardziej przypomina smak naparu z czarnej herbaty – nuty cytrusowe znikają, a akcenty karmelowe stają się wyraźniejsze i dodatkowo pojawiają się nuty czekoladowe.

Co do sposobu przyrządzania Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea, to uważam, że najlepiej jest zalać susz wodą niedługo po zagotowaniu i parzyć przez 2 minuty. Te same pączki i listki można wykorzystać dwukrotnie. Co ciekawe, ciężko jest „przeparzyć” tę herbatę. Nawet po oddzieleniu listków i pączków od naparu po prawie 10 minutach napar wciąż nadaje się do picia.

Podsumowując, Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea to wyjątkowa kenijska herbata, która stanowi połączenie cech dwóch skrajnych rodzajów herbaty, tj. białej i czarnej. Daje ona napar, którego smak zmienia się w zależności od parzenia: po pierwszym parzeniu jest bardziej cytrusowo-owocowy, a po drugim – bardziej karmelowo-czekoladowy. Mt. Kenya ‘Rhino’ White Tea to obowiązkowa pozycja do wypróbowania dla miłośników zarówno białych, jak i czarnych herbat. Ja bardzo ją lubię, jest to jedna z moich ulubionych herbat. Polecam serdecznie 🙂

Pozdrawiam 🙂

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

https://en.wikipedia.org/wiki/Mount_Kenya

https://eherbata.pl/kenia-rhino-2017-1803.html

http://what-cha.com/kenya-rhino-premium-white-tea/

https://steepster.com/teas/what-cha/48460-kenya-rhino-premium-white-tea

Różne odsłony herbaty cz. 37 – Aromatic oolong marki Zealong, czyli lekko oksydowany i lekko prażony oolong z Nowej Zelandii

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam aromatic oolonga marki Zealong. Herbatę tę odkupiłam od Piotrka z Warszawskiego Kolektywu Herbacianego, który dwa miesiące temu zwiedził Nową Zelandię.

zealong - opakowanie

Aromatic oolong marki Zealong to lekko oksydowany i lekko prażony oolong pochodzący z plantacji herbaty Zealong położonej w rejonie Waikato, który znajduje się w zachodniej części nowozelandzkiej Wyspy Północnej, a konkretniej na przedmieściach miasta Hamilton. Plantacja ta jest jedynym miejscem uprawy i produkcji herbaty w Nowej Zelandii. Pierwsze próby uprawy herbaty we wspomnianym wyżej rejonie zostały podjęte w 2000 r., kiedy to z Tajwanu sprowadzono 1500 starannie wyselekcjonowanych sadzonek krzewu herbacianego. Vincent Chen, właściciel plantacji Zealong, długo musiał czekać na zgodę nowozelandzkiego Ministerstwa Rolnictwa. Gdy w końcu ją uzyskał, ze sprowadzonych sadzonek pozostało tylko 130, z których stworzył plantację Zealong.

Obecnie na plantacji znajduje się około 1,2 miliona krzewów herbacianych rozsadzonych na obszarze o powierzchni 40 hektarów. Wytwarza się z nich wyłącznie trzy typy wysokiej jakości herbat liściastych: zieloną herbatę, oolonga, a konkretniej jego trzy rodzaje: lekko oksydowanego i niepodprażanego (pure oolong), średnio oksydowanego i lekko prażonego (aromatic oolong), jak również mocno oksydowanego i mocno prażonego (dark oolong), oraz czarną herbatę. Najpierw ręcznie zbiera się listki krzewu herbacianego (zbiory są co roku nadzorowane przez zagranicznych mistrzów herbaty), a następnie przetwarza się je na miejscu w najnowocześniejszej fabryce herbaty – mniej więcej ze 100 ton listków powstaje 20 ton herbaty. Plantacja Zealong posiada certyfikat uprawy ekologicznej, co oznacza, że nie stosuje się na niej żadnych chemicznych nawozów, herbicydów czy pestycydów. Ponadto z uwagi na to, że fabryka herbaty jest strefą czystości o ograniczonym dostępie, w której przestrzega się rygorystycznych zasad dotyczących higieny osobistej, ubrania oraz obuwia, nowozelandzka plantacja herbaty jako jedna z nielicznych w pełni spełnia niezwykle surowe normy zarządzania bezpieczeństwem żywności ISO22000 HACCP.

Herbata aromatic oolong z plantacji Zealong jest zapakowana w czarną strunową torebkę, która znajduje się w czarnym pudełku z żółtymi elementami (nie mam tego pudełka, więc nie mogę pokazać Wam zdjęcia). Torebka ta mieści 50 g herbaty. Jest ona niezwykle wygodna w obsłudze – łatwo się ją otwiera i zamyka. Na tyle opakowania znajduje się instrukcja dotycząca zalecanego sposobu parzenia listków.

Niestety, w internecie nie znalazłam informacji dotyczących procesu produkcji aromatic oolonga. Jednak od wspomnianego we wstępie znajomego wiem, że ręcznie zebrane listki krzewu herbacianego przechodzą przez takie procesy produkcji, jak: więdnięcie, zwijanie, oksydacja, podgrzewanie, suszenie oraz prażenie, które odbywają się za pomocą maszyn. Ogólnie rzecz biorąc, metody produkcji tej herbaty pochodzą z Tajwanu. Ostatecznie herbata ma postać pozwijanych jasno- i ciemnozielonych kuleczek o nieregularnym kształcie. Prezentuje się ona następująco:

zealong - listki

Napar z tej herbaty ma delikatny roślinny aromat z wyraźną prażoną nutą oraz zielonkawy kolor. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej:

zealong - napar

Smak naparu z pierwszego i drugiego parzenia najlepiej określa wyrażenie „maślana roślinność”. Ta maślana roślinność jest bardzo przyjemna w odbiorze. Szczerze mówiąc, podobnego doznania smakowego nie dostarcza żadna inna znana mi herbata. Obecne w aromacie prażone nuty w smaku są również wyraźnie wyczuwalne. W kolejnych parzeniach roślinne nuty wysuwają się na prowadzenie, a maślane akcenty chowają się w tle. Z kolei prażone nuty powoli zanikają. Przyznam szczerze, że napar z dwóch pierwszych parzeń jest zdecydowanie najsmaczniejszy.

Co do sposobu przyrządzenia aromatic oolonga, to najlepiej jest przygotować go metodą zachodnią, tj. zalać listki wodą tuż po zagotowaniu i parzyć przez około minutę za każdym razem. Te same listki można wykorzystać czterokrotnie. Co ciekawe, zgodnie z instrukcją zawartą na tyle opakowania aromatic oolong nadaje się do ośmiokrotnego parzenia, ale uważam, że jest to przesada – cztery parzenia wystarczą w zupełności 😉 Być może uzyskanie ośmiu parzeń jest możliwe, gdy przyrządzimy tę herbatę metodą gongfu cha. Ja jednak uważam, że metoda ta nie służy temu oolongowi – bardzo łatwo go przeparzyć. 

Na koniec warto zwrócić uwagę na to, co stało się z listkami po dwukrotnym parzeniu. Zwinięte kuleczki rozwinęły się i ukazały dwa lub trzy listki z fragmentem łodyżki. Zobaczcie sami na poniższym zdjęciu:

zealong - listki po zaparzeniu

Podsumowując, aromatic oolong marki Zealong to niezwykle ciekawa herbata, która daje napar o roślinnym aromacie z wyraźnymi prażonymi nutami oraz charakterystycznym smaku, który najlepiej określa wyrażenie „maślana roślinność”. Jest to jeden z najsmaczniejszych oolongów, jakie piłam (i jedna z najsmaczniejszych herbat w ogóle). Aromatic oolong jest doskonałym przykładem pokazującym, że nie tylko kraje będące większymi i bardziej znanymi producentami herbaty, takie jak Chiny czy Indie, wytwarzają wyśmienite herbaty charakteryzujące się wysoką jakością, bo, jak się okazuje, mniejsi i mniej znani producenci herbaty, tacy jak Nowa Zelandia, mogą pochwalić się prawdziwymi herbacianymi rarytasami. Niestety, herbaty z plantacji Zealong są raczej trudno dostępne u nas w Polsce. Z tego, co udało mi się ustalić, tylko dwie wybrane nowozelandzkie herbaty, a konkretniej zieloną herbatę i herbatę pure oolong (czyli lekko oksydowanego i niepodprażanego oolonga), można znaleźć w ofercie polskich sklepów z herbatą. W razie zainteresowania pozostałymi herbatami niestety trzeba je sprowadzić z Nowej Zelandii we własnym zakresie.

Pozdrawiam 🙂

PS1 Przy opracowywaniu wpisu korzystałam ze strony internetowej plantacji Zealong (https://zealong.com/), strony sklepu Oxalis (http://oxalis.pl/produkt,2814,herbata-zielona-nowa-zelandia-zealong-organic-50g.html) oraz z informacji uzyskanych od znajomego z Kolektywu 🙂

PS2 Na spotkaniu poświęconym nowozelandzkim herbatom, które odbyło się 22 czerwca tego roku z inicjatywy Warszawskiego Kolektywu Herbacianego, miałam okazję spróbować wszystkich herbat pochodzących z plantacji Zealong. Przyznam szczerze, że wszystkie były niezłe, ale herbata aromatic oolong i czarna herbata najbardziej przypadły mi do gustu 🙂

Różne odsłony herbaty cz. 36 – Da Hong Pao, czyli iście królewski oolong

W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam pewnego chińskiego oolonga, a mianowicie Da Hong Pao. Jest to herbata marki Red Seal Tea Europe, którą dostałam od sklepu Arti Unici (http://artiunici.com/pl/), za co serdecznie dziękuję.

Da Hong Pao - puszka

Da Hong Pao (zwana również Wielką Czerwoną Szatą lub Big Red Robe) to jedna z dziesięciu najsłynniejszych chińskich herbat i najbardziej znany oolong skalny (Rock Tea lub Yan Cha), który pochodzi z gór Wu Yi (Wuyi Shan) położonych w południowo-wschodnich Chinach, a konkretniej na pograniczu prowincji Fujian oraz Jiangxi. Rejon ten został wpisany na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO ze względu na różnorodność biologiczną oraz znaczenie kulturowe. W tym miejscu występują idealne warunki do uprawy krzewów herbacianych: gleba wulkaniczna bogata w związki mineralne, stosunkowo niskie temperatury, duża wilgoć, częsta mgła oraz wyjątkowo czyste powietrze, które sprawiają, że napar z herbat pochodzących z tego obszaru ma charakterystyczny „skalny” smak zwany Yan Yun (dosłownie: „rym skalny”).

Przez długi czas na skalnym urwisku gór Wu Yi rosło tylko sześć krzewów herbacianych, z których uzyskiwano liście do produkcji Da Hong Pao. Dopóki nie rozmnożono ich i nie rozpoczęto uprawy tej odmiany na większą skalę, pozyskiwana herbata była niezwykle rzadka i droga (niektóre źródła podają, że jest to najdroższa herbata na świecie). Dla przykładu w 2002 r. 20 gramów Da Hong Pao sprzedano za ok. 23 000 dolarów. Co ciekawe, do tej pory tę herbatę wystawiono na publiczną licytację jedynie trzy razy (kolejno w latach 1998, 2002 i 2004). Najczęściej obdarowywano nią wysoko postawione osoby, np. przywódców religijnych czy głowy państw. Z tym zwyczajem wiąże się pewna anegdota. W 1972 r. Mao Zedong podarował amerykańskiemu prezydentowi Richardowi Nixonowi 50 gramów Da Hong Pao w trakcie jego wizyty w Chinach. Prezydent początkowo poczuł się wręcz urażony, myśląc, że to drobiazg, dopóki ktoś nie uświadomił mu, że ta ilość stanowi połowę rocznych zbiorów tej herbaty ;).

Obecnie ta szóstka macierzystych krzewów herbacianych liczy sobie ponad 350 lat. Wciąż można zobaczyć je rosnące na urwisku, ale od 2005 r. nie pozyskuje się już z nich herbaty. Dzięki rozmnożeniu ich i zasadzeniu sadzonek wokół objętego ochroną obszaru z macierzystymi krzewami Da Hong Pao stała się łatwiej dostępna dla wszystkich w różnych klasach jakościowych (co ciekawe, mimo łatwiejszej dostępności i bardziej przystępnych cen do tej pory tę herbatę raczej rezerwuje się tylko dla wyjątkowych gości). Generalnie zasada jest taka, że im dalej od macierzystych krzewów dany krzew herbaciany się znajduje, tym mniej poszukiwana i ceniona jest herbata z niego pozyskiwana. Istnieje nawet specjalny podział, który pozwala ustalić, z jakiego dokładnie rejonu pochodzi dana herbata:

  • Zheng Yan – herbaty pozyskiwane z krzewów rosnących na obszarze objętym ochroną;

  • Ban Yan – herbaty pozyskiwane z krzewów rosnących przy granicy z obszarem objętym ochroną;

  • Zhou Cha – herbaty pozyskiwane z krzewów rosnących poza obszarem objętym ochroną.

Niestety, na opakowaniu nie ma informacji, z którego dokładniej rejonu herbata pochodzi, ale podejrzewam, że z tego trzeciego obszaru. Ze strony internetowej można wyczytać, że herbata pochodzi z plantacji położonej na wysokości ok. 2000 m n.p.m. w górach Wu Yi.

Tradycja picia Da Hong Pao jest dość długa, bo sięga XVIII wieku. W okresie panowania dynastii Qing tego oolonga nazywano „królem herbat”. Z pochodzeniem nazwy tej herbaty wiąże się kilka legend. Najbardziej znana z nich głosi, że matka cesarza z dynastii Ming po wypiciu naparu z tej herbaty wyzdrowiała, a cesarz w ramach wdzięczności przysłał wielkie czerwone szaty, aby przykryć krzewy.

Da Hong Pao to oolong o znacznym stopniu oksydacji wynoszącym ok. 40-60%. W skład tej herbaty wchodzą pączki wraz z trzema listkami. Zbiory odbywają się dwa razy w roku: wiosną oraz jesienią (moja herbata pochodzi z jesiennego zbioru, który miał miejsce w 2015 r.). Zebrane listki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie, suszenie, oksydacja, zatrzymanie procesu oksydacji, zwijanie, suszenie oraz prażenie. Ostatecznie herbata ta ma postać ciemno- i jasnobrązowych poskręcanych fragmentów o nieregularnym kształcie. Wygląda ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Da Hong Pao - listki

Przy okazji zauważę, że recenzowana przeze mnie herbata jest zapakowana w dziesięć małych złoto-różowych saszetek, które ułatwiają porcjowanie suszu oraz pozwalają zachować jego walory smakowe i zapachowe.

Da Hong Pao - paczuszka

Napar z tej herbaty ma delikatny orzechowo-prażony aromat i pomarańczowawy kolor. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej:

Da Hong Pao - napar

Smak naparu bardzo się zmienia w zależności od danego parzenia – pierwsze parzenie jest najmniej smaczne: napar jest jakby wodnisty, ale kolejne parzenia są znacznie przyjemniejsze w odbiorze: w naparze dominują nuty prażone i pieczone, jego smak wywołuje silne skojarzenia ze smakiem skórki świeżo wypieczonego chleba, a każdy łyk pozostawia słodkawy posmak w ustach. Następnie w naparze zaczyna być wyczuwalna lekka goryczka i ostatecznie ten smak przypomina smak orzechów włoskich. Napar jest niesamowicie pełny, a przy tym ”gładki”, wręcz aksamitny.

Co do sposobu przyrządzenia Da Hong Pao, to najlepiej jest zaparzyć ją w gaiwanie metodą gongfu cha, czyli dużą ilość listków i pączków zalać niewielką ilością wody o temperaturze ok. 95 stopni (czyli tuż po zagotowaniu), a następnie wykonać następujące parzenia: budzenie herbaty (zalanie suszu wrzątkiem i szybkie odlanie wody), pierwsze parzenie trwające 15 sekund, a każde kolejne wydłużone o ok. 5-10 sekund, przy czym dwa ostatnie znacznie dłuższe od poprzednich, tj. nawet o półtorej minuty. Te same listki i pączki można wykorzystać nawet sześciokrotnie. Przyznam szczerze, że przyrządziłam tę herbatę również metodą zachodnią, tj. zalałam mniejszą ilość suszu w kubku większą ilością wody tuż po zagotowaniu i parzyłam przez ok. minutę. Tak zaparzona Da Hong Pao daje podobny efekt jak przy parzeniu metodą gongfu cha, tylko tyle, że w ten sposób można uzyskać tylko dwa parzenia. Wniosek z tych eksperymentów jest taki, że tę herbatę zdecydowanie warto przyrządzać metodą gongfu cha, bo jest wtedy bardziej wydajna.

Na koniec warto wiedzieć, że przechowywanie przez długi czas pozytywnie wpływa na Da Hong Pao – dzięki temu herbata zyskuje lepsze walory smakowe oraz właściwości zdrowotne.

Podsumowując, Da Hong Pao to wyjątkowy oolong dający napar o orzechowo-prażonym aromacie i o smaku, który zmienia się z każdym parzeniem, zahaczając o nuty prażone i pieczone kojarzące się ze świeżo wypieczonym chlebem oraz akcenty orzecha włoskiego. Uważam, że jest to jedna z tych herbat, które koniecznie trzeba wypróbować, będąc miłośnikiem herbaty, niezależnie od preferencji smakowych. Da Hong Pao świetnie ilustruje, jak bardzo bogaty i złożony smak mogą mieć oolongi. Ja osobiście bardzo lubię tę herbatę i chętnie sięgam po nią. Polecam 🙂

Pozdrawiam 😉

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z książki pt. „Tea: A User’s Guide” Tony’ego Gebely oraz następujących źródeł internetowych:

http://artiunici.com/pl/oolong/34-da-hong-pao.html

http://blog.artiunici.com/2016/12/15/mistrz-herbaty-skalnej/

http://morzeherbaty.pl/2010/02/da-hong-pao/

https://madteaclub.com/wuyi-oolong-tea/

https://eherbata.pl/da-hong-pao-284.html

http://www.fiveoclock.eu/kawa/products/china-da-hong-pao-bio-2312.html

http://nextshark.com/da-hong-pao-chinese-tea/

http://www.tealegends.com/da-hong-pao-great-red-robe-oolong/

https://www.harney.com/products/wuyi-da-hong-pao

http://www.curioustea.com/tea/oolong-tea/da-hong-pao-big-red-robe/

http://www.adagio.com/masters/wuyi_da_hong_pao.html

https://www.teaspring.com/Da-Hong-Pao.asp

https://teatrekker.com/product/da-hong-pao-clear-fragrant/

http://www.teavivre.com/da-hong-pao-oolong/

http://highland-green.blogspot.com/2006/11/famous-five-rock-teas-in-wuyi-mountain.html

https://sevencups.com/learn-about-tea/famous-chinese-tea/about-wu-yi-yan-cha/

https://en.wikipedia.org/wiki/Da_Hong_Pao

https://www.teachat.com/viewtopic.php?f=3&t=14484

Różne odsłony herbaty cz. 35 – Keemun Mao Feng, czyli smaczna chińska czarna herbata

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam pewną chińską czarną herbatę, a mianowicie Keemun Mao Feng, która została kupiona w sklepie TheTea.Keemun - opakowanie

Keemun (znana również jako Qimen lub Qimen Hong Cha) to najbardziej znana chińska czarna herbata. Jest to jedyna czarna herbata, która figuruje na liście dziesięciu najsłynniejszych chińskich herbat. Pochodzi ona z prowincji Anhui położonej we wschodnich Chinach, a konkretniej z rejonu usytuowanego niedaleko miasta Huangshan i gór Huangshan w powiecie Qimen. Na obszarze tym występują warunki sprzyjające uprawie herbaty: niskie temperatury, obfite opady oraz częsta mgła, co przekłada się na specyficzny słodkawy aromat i smak suszu. Keemun to dawna pisownia nazwy Qimen, która przyjęła się na zachodzie. Historia tej herbaty jest stosunkowo krótka, bo sięga 1875 r., kiedy to po raz pierwszy zastosowano metody produkcji przejęte od rolników z prowincji Fujian. Keemun szybko zyskał popularność na zachodzie, szczególnie w Anglii. Niektóre odmiany tej herbaty były i wciąż są składnikiem różnych mieszanek herbacianych, m.in. słynnej English Breakfast.

Keemun Mao Feng jest rzadką odmianą herbaty Keemun. Wytwarza się ją ręcznie z tego samego kultywaru krzewu herbacianego co inną słynną herbatę pochodzącą z tego samego rejonu co Keemun, a mianowicie zieloną herbatę Huangshan Mao Feng. W jej skład wchodzą dwa listki krzewu herbacianego wraz z pączkiem, które są zachowane w całości. Zbiory trwają bardzo krótko, bo tylko od ośmiu do dziesięciu dni w roku. Mają one miejsce na przełomie kwietnia i maja (moja herbata pochodzi ze zbioru z drugiej połowy kwietnia 2016 r.). Następnie zebrane listki i pączki poddaje się takim procesom produkcji, jak: więdnięcie (które trwa od trzech do czterech godzin), zwijanie, oksydacja (trwająca od 2 do 3 godzin) oraz suszenie. To właśnie przedłużone etapy więdnięcia i oksydacji stanowią cechę charakterystyczną wszystkich odmian Keemuna (oraz ogólnie chińskich czarnych herbat). Taki sposób traktowania listków i pączków przekłada się na bardziej intensywny aromat i słodszy smak naparu, niemalże pozbawiony goryczy. Ostatecznie herbata ma postać lekko poskręcanych fragmentów w ciemnobrązowym kolorze z jasnobrązowymi akcentami. Kształt suszu przypomina kształt suszu wspomnianej już Huangshan Mao Feng. Prezentuje się ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Keemun - listki

Listki i pączki Keemuna wydzielają intensywny owocowy zapach.

Napar z tej herbaty ma delikatny owocowy aromat i bursztynowy kolor. Wygląda on następująco:

Keemun - napar

Po wypiciu łyka w smaku dominują akcenty kakaowe. Wyczuwalne są również delikatne nuty owocowe, które majaczą gdzieś w tle. Co istotne, napar jest całkowicie pozbawiony goryczy. Poza tym pozostawia on przyjemny, słodkawy posmak w ustach.

Co do sposobu przygotowania herbaty Keemun Mao Feng, to myślę, że najlepiej jest zalać listki i pączki wodą o temperaturze ok. 95 stopni (czyli tuż po zagotowaniu) i parzyć przez 2,5 minuty. Te same listki i pączki można wykorzystać dwukrotnie (co jest dość niespotykane w przypadku czarnej herbaty), przy czym przy drugim parzeniu dobrze jest wydłużyć czas o ok. 30 sekund. W naparze z drugiego parzenia nuty owocowe wysuwają się na pierwszy plan, a akcenty kakaowe chowają się w tle. Warto wiedzieć, że Keemun Mao Feng daje bardzo ciekawy efekt po „zaparzeniu” na zimno – „napar” jest intensywnie kwiatowo-miodowy, a przy tym zupełnie pozbawiony goryczy, co sprawia, że jest przyjemny w smaku i doskonale orzeźwia. Szczerze mówiąc, „napar” na zimno przyrządzony z herbaty Keemun to najsmaczniejszy „napar” tego typu, jaki piłam do tej pory.

cold brew z Keemuna

Na koniec warto zauważyć, że herbata Keemun Mao Feng jest jedną z czterech najbardziej znanych odmian, która wyróżnia się wcześniejszym terminem zbiorów oraz składem (dwa listki wraz z pączkiem), co przekłada się na słodszy i delikatniejszy smak naparu. Pozostałe trzy odmiany tej herbaty to: Keemun Hao Ya, Keemun Congou oraz Keemun Xin Ya. Keemun Hao Ya to najpopularniejsza odmiana herbaty Keemun, która składa się głównie z listków i charakteryzuje się mocniejszym smakiem. Występuje ona w dwóch kategoriach: Hao Ya A i Hao Ya B (ten podział jest stosowany tylko na zachodzie). W składzie herbaty Keemun Hao Ya A znajduje się więcej tipsów niż w kategorii B, co sprawia, że herbata tej pierwszej kategorii jest ceniona bardziej niż tej drugiej. Tę odmianę herbaty wytwarza się podobnie jak indyjskie herbaty produkowane przy użyciu metody tradycyjnej. Ostatecznie susz składa się z drobnych kawałeczków o długości ok. 1 cm. Keemun Congou (zwana również Keemun Gongfu) to odmiana specjalnie dostosowana do ceremonii gongfu. Z kolei Keemun Xin Ya składa się z najmłodszych pączków, co sprawia, że jej smak jest najmniej gorzki. Ponadto można spotkać się jeszcze z nazwą Hubei Keemun. Tym mianem określa się herbatę podobną do oryginalnej herbaty Keemun z prowincji Anhui, którą produkuje się w sąsiedniej prowincji Hubei.

Podsumowując, Keemun Mao Feng to intrygująca chińska czarna herbata dająca napar o owocowym aromacie i charakterystycznym kakaowo-owocowym smaku. Nie znam żadnej innej herbaty, która dawałaby tak intensywnie kakaowy napar i tak przyjemne doznania smakowe po „zaparzeniu” jej na zimno 😉 Jest to absolutnie obowiązkowa pozycja na liście herbat do wypróbowania każdego miłośnika czarnej herbaty. Polecam serdecznie 🙂 Ja na pewno będę wracać do tej herbaty regularnie.

Pozdrawiam 🙂

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z książki pt. „Tea: A User’s Guide” Tony’ego Gebely oraz z następujących źródeł internetowych:

http://thetea.pl/produkt/2016-keemun-mao-feng/

http://ratetea.com/style/keemun/30/

http://ratetea.com/style/keemun-mao-feng/98/

https://www.teaspring.com/Keemun-Mao-Feng.asp

http://www.teavivre.com/keemum-maofeng-black-tea/

http://www.teavivre.com/info/guide-to-choose-high-quality-keemun-black-tea/

http://www.teavivre.com/info/how-to-brew-keemun-black-tea/

https://www.teaguardian.com/quality-varieties/tea-varieties/qimen-maofeng-keemun-black-tea/

http://www.letsdrinktea.com/types-of-tea/black-tea/keemun-tea/

https://en.wikipedia.org/wiki/Keemun

http://theteadetective.com/ChinasKeemunBlackTeas.html

http://theteadetective.com/ChinasBlackTeasMade.html

https://www.siam-teas.com/product/spring-keemun-hao-ya-black-tea/

Różne odsłony herbaty cz. 34 – Kenia Milima i Kenia o świcie, czyli dwie kenijskie czarne herbaty

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” zaprezentuję Wam dwie czarne herbaty z Kenii, a mianowicie Kenię Milimę oraz Kenię o świcie.

Zanim jednak przejdę do recenzji, napiszę co nieco o kenijskiej herbacie, bo myślę, że warto wiedzieć coś o niej, tym bardziej, że w niewielu źródłach można znaleźć informacje na ten temat. W Kenii herbata po raz pierwszy pojawiła się w 1903 r., kiedy to zasadzono nasiona krzewu herbacianego z Indii (Camellia sinensis odmiana assamica), a w 1924 r. rozpoczęto produkcję komercyjną herbaty. Obecnie Kenia jest trzecim co do wielkości producentem herbaty na świecie i jedynym afrykańskim krajem, który wytwarza znaczną ilość herbaty na rynek światowy.

Kenia to kraj położony na równiku, w którym panuje klimat tropikalny. Rejony uprawy herbaty znajdują się wyłącznie na wyżej położonych obszarach usytuowanych na wysokości od 1500 do 2700 m n.p.m., ponieważ tylko tam występują sprzyjające warunki, tj. żyzne gleby wulkaniczne, większa ilość opadów oraz niższe temperatury. Takie warunki sprawiają, że herbatę wytwarza się przez cały rok, przy czym dwa główne sezony produkcji pokrywają się z porą deszczową, tj. mają miejsce od marca do czerwca oraz od października do grudnia. W Kenii uprawia się herbatę głównie na wyżynach, które znajdują się po obu stronach Wielkiej Doliny Ryftowej, szczególnie w rejonach zwanych Kericho, Nandi, Nyeri oraz Muranga. Warto wiedzieć, że tylko ok. 10% herbaty wytwarza się na dużych plantacjach, a z kolei aż ok. 90% produkuje się w małych gospodarstwach rolnych o powierzchni nie większej niż 1 akr (0,4 hektara). Rolnicy sprzedają zebrane listki fabrykom, które zajmują się obróbką herbaty. W Kenii istnieje specjalny organ zwany Kenya Tea Development Agency (KTDA), który promuje oraz wspiera produkcję herbaty przez małe gospodarstwa rolne i fabryki.

W Kenii produkuje się przede wszystkim czarną herbatę, z czego tylko ok. 5% tej herbaty wytwarza się za pomocą tradycyjnych metod, a aż ok. 95% – za pomocą metody CTC, czyli sposobu polegającego na rozdrobnieniu liści przez zgniatanie (C od crush), rozrywanie (T od tear) i zwijanie (C od curl). Herbatę z bardziej rozdrobnionymi listkami często sprzedaje się jako herbatę śniadaniową (tzw. breakfast tea) w torebkach, a tę z mniej rozdrobnionymi – w formie herbaty liściastej. Co więcej, w Kenii wytwarza się również herbatę białą i zieloną za pomocą tradycyjnych metod produkcji. Te dwa rodzaje herbat mają charakter sezonowy. Warto wiedzieć, że kenijskie herbaty są znane z wyjątkowo wysokiej zawartości antyoksydantów.

Na koniec warto zauważyć, że w Kenii eksperymentuje się z nowinkami herbacianymi, czego owocem jest np. biała Matcha zwana również White Matcha lub White Rhino Matcha, czy herbata purpurowa znana również jako purple tea, która jest charakterystyczna dla tego kraju. Herbata purpurowa charakteryzuje się wysoką zawartością antycyjaniny, której zawdzięcza swój purpurowy kolor (to ten sam pigment obecny m.in. w malinach czy borówkach), polifenoli oraz katechin, co sprawia, że ma ona wyjątkowe właściwości zdrowotne. Warto podkreślić, że nie jest ona odrębnym rodzajem, a raczej odmianą herbaty, ponieważ powstaje ona ze specjalnej, genetycznie zmodyfikowanej odmiany krzewu herbacianego, a proces jej obróbki nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle procesu obróbki pozostałych rodzajów herbat.

Wiedząc już co nieco na temat herbaty w Kenii, mogę przejść do recenzji wspomnianych wyżej herbat 😉

Kenia OP Milima

Kenia Milima - opakowanie

Kenia OP Milima to czarna kenijska herbata, którą kupiłam w sklepie Five o’clock. Niestety, na opakowaniu nie podano informacji, z jakiego rejonu Kenii pochodzi. Słowo „milima” w języku suahili (jednym z dwóch języków urzędowych obowiązujących w Kenii) oznacza „górę” i odnosi się do faktu, że krzewy herbaciane, z których powstaje herbata określona mianem „milima” rosną na wysokości nie niższej niż 1800 m n.p.m. Z kolei oznaczenie OP, czyli Orange Pekoe, wskazuje na to, że susz herbaciany składa się z długich, sztywnych listków, z rzadko występującymi złotymi tipsami.

Niestety, nie znam szczegółów dotyczących produkcji tej herbaty, ale podejrzewam, że mogła być ona wytworzona za pomocą tradycyjnych metod, chociażby częściowo, z dwóch powodów. Po pierwsze, ten gatunek czarnej herbaty często produkuje się za pomocą takich metod. Po drugie, susz herbaciany w kolorze ciemnobrązowym z jasnobrązowymi akcentami składa się z większych fragmentów listków, które mają nieregularny kształt. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, jak on się prezentuje:

Kenia Milima - listki

Listki wydzielają delikatny winno-cytrusowy zapach.

Napar z tej herbaty ma słodkawy, miodowy aromat i ciemnobursztynowy kolor. Wygląda on tak, jak na zdjęciu poniżej:

Kenia Milima - napar

Po wypiciu łyka naparu z Kenii Milimy wyczuwalna jest lekka, zrównoważona goryczka, która szybko zamienia się w delikatną, cytrusową słodycz. Całość jest bardzo specyficzna, ale przyjemna i orzeźwiająca, zupełnie inna od doznań dostarczanych przez inne czarne herbaty, szczególnie te pochodzące z Chin czy Indii. Co ciekawe, w ostudzonym naparze nuty cytrusowe stają się nawet bardziej intensywne.

Co do sposobu przyrządzania tej herbaty, to myślę, że najlepiej jest zalać susz wodą o temperaturze ok. 95 stopni Celsjusza (czyli wodą tuż po zagotowaniu) i parzyć przez 2 minuty. Co prawda producent zaleca parzyć tę herbatę wodą o wspomnianej temperaturze od 3 do 6 minut, ale uważam, że 2 minuty wystarczą w zupełności. Po tym czasie napar i tak jest wystarczająco intensywny w smaku.

Co ciekawe, po parzeniu listki lekko się rozwinęły, co jest dodatkowym argumentem przemawiającym za tym, że ta herbata nie była wytworzona za pomocą metody CTC.

Kenia Milima - listki po parzeniu

Na koniec warto zauważyć, że Kenia Milima to zdecydowanie herbata, która nadaje się tylko do jednokrotnego parzenia.

Kenia o świcie

Kenia o świcie marki Green Hills to czarna kenijska herbata, która została zakupiona w Biedronce. Znajduje się ona w charakterystycznej, biało-fioletowej puszce.

Kenia o świcie - przód puszki

Wcześniej Kenia o świcie była znana pod marką La Speciale i była jedną z czterech herbat liściastych tej marki (pozostałe trzy z tej samej serii to: Mgła nad Yunnan, Truskawkowe wzgórze i Czekoladowa podróż), które można kupić w Biedronce wyłącznie w okresie przedświątecznym. Jednak to właśnie Kenia o świcie zainteresowała mnie najbardziej, tym bardziej, że kenijskie herbaty nie są zbyt popularne w Polsce.

Niestety, tak jak w przypadku Kenii Milimy, na puszce nie określono, z jakiego rejonu Kenii ta herbata pochodzi. Jedyna konkretna informacja, którą można na niej znaleźć, to oznaczenie herbaty Golden Flowery Broken Orange Pekoe, wskazujące na to, że susz herbaciany zawiera połamane grubsze listki z niewielką ilością złotych tipsów.

Z racji tego, że susz herbaciany w kolorze ciemnobrązowym ze złocistymi refleksami jest drobny i raczej jednorodny, można podejrzewać, że herbata ta została wyprodukowana za pomocą metody CTC. Możecie zobaczyć, jak on się prezentuje na zdjęciu poniżej:

Kenia o świcie - listki

Susz wydziela intensywny winny aromat.

Napar z tej herbaty ma delikatny owocowo-winny zapach i ciemnobursztynowy kolor. Wygląda on tak, jak na zdjęciu poniżej:

Kenia o świcie - napar

W naparze z Kenii o świcie dominuje intensywna goryczka (znacznie intensywniejsza niż w przypadku Kenii Milimy), która po chwili zamienia się w delikatną, momentami ledwo wyczuwalną owocowo-winną słodycz. Szczerze mówiąc, goryczka ta nie jest nieprzyjemna, ale sprawia, że w krótkim czasie nie jestem w stanie wypić więcej niż jedną szklankę tej herbaty, bo w innym wypadku zaczyna mnie męczyć.

Co do sposobu przygotowania tej herbaty, to myślę, że najlepiej jest zalać susz wodą o temperaturze ok. 95 stopni Celsjusza (czyli wodą tuż po zagotowaniu) i parzyć przez 2 minuty. Co prawda producent zaleca parzyć tę herbatę wrzątkiem przez 5 minut, ale uważam, że 2 minuty wystarczą w zupełności, bo po tym czasie napar i tak jest już bardzo mocny.

Na koniec warto zauważyć, że Kenia o świcie, podobnie jak Kenia Milima, to bez wątpienia herbata, która nadaje się tylko do jednokrotnego parzenia.

Podsumowując, Kenia Milima i Kenia o świcie to dwie czarne kenijskie herbaty, które prawdopodobnie zostały wytworzone za pomocą dwóch odmiennych metod produkcji: tradycyjnych oraz CTC, co przekłada się na nieco inne doznania smakowe i zapachowe dostarczane przez napar: Kenia Milima jest słodsza i bardziej cytrusowa, a Kenia o świcie bardziej goryczkowa i owocowo-winna. Przyznam szczerze, że Kenia Milima bardziej przypadła mi do gustu, ale Kenia o świcie też jest warta uwagi, bo jak na herbatę z supermarketu jest zaskakująco niezła. Obie herbaty nie zwalają z nóg, tak jak na przykład opisany już wcześniej Ramiz Black Tea, ale uważam, że warto ich spróbować, ponieważ mają w sobie coś specyficznego, czego nie można odnaleźć w czarnych herbatach pochodzących z innych krajów, szczególnie z Chin i Indii.

Pozdrawiam 🙂

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z dwóch książek: „Tea: A User’s Guide” Tony’ego Gebely i „The Tea Book” Lindy Gaylard oraz z następujących źródeł internetowych:

https://www.harney.com/products/kenya-milima-tea

http://www.tea-and-coffee.com/kenya-milima-loose-leaf-tea

http://www.fiveoclock.eu/herbata/products/kenia-op-milima-2628.html

https://en.wikipedia.org/wiki/Tea_production_in_Kenya

http://www.kenya-information-guide.com/kenya-tea.html

http://ratetea.com/region/kenya/4/

https://en.wikipedia.org/wiki/Kenya_Tea_Development_Agency

http://www.tea.co.uk/teas-from-kenya-malawi-and-zimbabwe

http://theteadetective.com/TeasOfKenya.html

http://www.tching.com/2017/01/what-is-purple-tea/

http://thedailytea.com/taste/purple-tea-innovation-hype/

https://www.teabox.com/blog/tea101/difference-orthodox-tea-ctc-tea

http://mycupofgreentea.blog.pl/tag/oznaczenia-herbat/