Fakty i mity o herbacie

W dzisiejszym wpisie krótko odniosę się do jedenastu wybranych powszechnych faktów i mitów o herbacie. O to one (pozwólcie, że przedstawię je w punktach):

1. Herbatki ziołowe to również prawdziwa herbata.

Mit. Tylko i wyłącznie susz pochodzący z rośliny zwanej Camellia sinensis może być poprawnie nazywany herbatą.

2. Zielona herbata nie zawiera teiny.

Mit. Zielona herbata zawiera teinę, ale w mniejszej ilości niż np. czarna herbata (dlatego też ma mniejsze działanie pobudzające).

3. Herbata zawiera duże ilości przeciwutleniaczy.

Fakt. Herbata to bogate źródło przeciwutleniaczy. Innymi przykładowymi źródłami przeciwutleniaczy są czekolada i wino.

4. Herbata nie ma terminu ważności.

Mit. Przyjmuje się, że herbata ma sześciomiesięczny termin ważności (zakładając, że jest przechowywana prawidłowo). Po upływie tego terminu zaczyna ona tracić swoje cenne przeciwutleniacze. Według wyników badania przedstawionego w czasopiśmie Journal of Food Science po tym terminie zielona herbata straciła 32% początkowej ilości katechin. Oczywiście, nic się nie stanie, jak zaparzymy i wypijemy herbatę po sześciu miesiącach – po prostu pogorszą się jej walory zdrowotne.

5. Herbata jest lepszym porannym napojem pobudzającym niż kawa.

Fakt. Kofeina sprawia, że kawa pobudza nas nagle, ale na krótko. Z kolei teina w herbacie ma całkowicie odwrotne działanie – pobudza nas mniej gwałtownie, ale na dłużej.

6. Mocna herbata pobudza najbardziej.

Mit. Teina jest najbardziej aktywna do trzech minut parzenia.

7. Dodatki do herbaty typu miód czy mleko zmniejszają jej właściwości zdrowotne.

Mit. Nie dość, że takie dodatki nie zmniejszają właściwości zdrowotnych herbaty, to jeszcze mogą je zwiększać. Na przykład według wyników badania przedstawionego w czasopiśmie Human Psychopharmacology: Clinical and Experimental miód w herbacie zwiększa wydajność pracy.

8. Herbata pomaga zrzucić zbędne kilogramy.

Częściowo fakt. Herbata przyspiesza metabolizm, ale tylko w niewielkim stopniu (bo zawiera małe ilości substancji odpowiedzialnej za takie działanie).

9. Kobiety w ciąży nie powinny pić zbyt dużych ilości herbaty.

Fakt. Herbata zawiera teinę, na którą szczególnie kobiety w ciąży powinny uważać. Oczywiście, to nie znaczy, że w ciąży nie można w ogóle pić herbaty – można, ale z umiarem :).

10. Nie powinno się pić herbaty i zażywać suplementów diety w tym samym czasie.

Fakt. Szczególnie czarna herbata hamuje wchłanianie żelaza do organizmu, co sprawia, że nie powinno się pić jej w trakcie spożywania produktów lub przyjmowania środków bogatych w żelazo.

11. Herbata pomaga zwalczyć przeziębienie.

Fakt. Ze względu na właściwości przeciwzapalne herbata może złagodzić np. ból gardła.

Pozdrawiam 🙂

PS. Przy redagowaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

http://www.futurelife.co.za/tea-myths-and-facts/

http://theteahaus.com/blog/17_facts-and-myths-about-tea.html

http://blog.foodnetwork.com/healthyeats/2013/02/07/tea-facts-vs-myths/

http://www.latimes.com/health/la-he-tea-facts-20130727-story.html

http://kuchnia.wp.pl/gid,16107697,kat,1037881,title,10-faktow-i-mitow-o-kawie-i-herbacie,galeria.html

Różne odsłony herbaty cz. 13 – Lu Shan Yun Wu

Głównym tematem dzisiejszego wpisu z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” znów będzie chińska herbata, ale tym razem nie żadna czarna ani biała, a pewna zielona, zwana Lu Shan Yun Wu.

Lu Shan Yun Wu (zwana również Cloud-Fog Green Tea lub po prostu Fog Green Tea; pozwólcie, że w dalszej części tego wpisu będę nazywać ją właśnie Fog Green Tea) to zielona herbata, którą uprawia się na górze Lu w regionie górskim Lushan położonym w prowincji Jiangxi we wschodnich Chinach (co ciekawe, podobno pierwsze krzewy herbaciane zasadzono w tym miejscu za czasów dynastii Han, czyli prawie 1800 lat temu). Góra Lu znajduje się pomiędzy rzeką Jangcy (w oryginalnej chińskiej wersji Yangtze) a jeziorem Poyang. Takie położenie blisko zbiorników wodnych sprawia, że góra Lu codziennie pokrywa się wilgotną mgłą (stąd też nazwa herbaty ;)). Dzięki stałemu dopływowi wilgoci krzewy herbaciane są dobrze nawodnione, co z kolei przekłada się na wyjątkowe walory smakowe i zdrowotne herbaty, np. na większą zawartość polifenoli i witaminy C oraz mniejszą zawartość teiny.

Jeżeli chodzi o sposób wytwarzania Fog Green Tea, to niestety niewiele znalazłam na ten temat. Jednak udało mi się ustalić parę faktów. Po pierwsze, zbiory tej herbaty mają miejsce na wiosnę (ściślej rzecz biorąc, w kwietniu), głównie w trakcie Festiwalu Qing Ming. Po drugie, z krzewów herbacianych zbiera się wyłącznie jeden pączek z jednym listkiem lub jeden pączek z dwoma listkami. Po trzecie, zebrane listki i pączki przetwarza się jeszcze tego samego dnia, m.in. poddaje się je działaniu wysokiej temperatury w specjalnych koszykach zawieszonych nad ogniem. Ostatecznie Fog Green Tea ma postać ciemnozielonych, cienkich i lekko skręconych kawałeczków. Prezentuje się ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Fog Green Tea - listki

Napar z tej herbaty ma żółtawo-zielonkawy kolor i nieco oleistą konsystencję. Wygląda on następująco:

Fog Green Tea - napar

Aromat naparu z Fog Green Tea jest mocno trawiasty. W smaku jest również wyraźnie słodko-trawiasty, momentami nawet trochę maślany. Gdy wypiłam pierwszego łyka tej herbaty, miałam wrażenie, że przypomina ona japońską Senchę (o której już napisałam na blogu), ale po kolejnych łykach doszłam do wniosku, że jednak nie do końca tak jest – Fog Green Tea jest zdecydowanie słodsza, niemalże całkowicie pozbawiona goryczy, a przy tym bardzo delikatna.

Jeżeli chodzi o sposób przyrządzania tej herbaty, to najlepiej zalać ją wodą o temperaturze ok. 80-85 stopni Celsjusza i parzyć przez ok. 2 minuty. Moim zdaniem przygotowana w ten sposób Fog Green Tea najlepiej pokazuje swoje słodkie oblicze ;). Warto wiedzieć, że tę herbatę można zaparzać do trzech razy, przy czym za każdym kolejnym razem dobrze jest wydłużyć trochę czas parzenia nawet o ok. minutę. Pod wpływem gorącej wody listki rozciągają się nieco, dlatego zaleca się przyrządzać tę herbatę w większym naczyniu, np. w szklanym dzbanku lub gaiwanie.

Warto również wiedzieć, że istnieje stare chińskie przysłowie, które brzmi „Yun Wu Chu Hao Cha,” co mniej więcej po polsku oznacza „tam, gdzie są chmury i mgła, musi być dobra herbata.” Wygląda na to, że to przysłowie ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości chociaż do pewnego stopnia, bo Fog Green Tea znajduje się na liście dziesięciu najznakomitszych chińskich herbat :).

Fog Green Tea to interesująca zielona herbata, której smak charakteryzuje się przyjemną, wyraźną słodyczą. Jednak nie przypadnie ona do gustu każdemu – polecam ją właściwie tylko miłośnikom delikatnych herbat, bo amatorzy intensywniejszych doznań smakowych mogą poczuć się mocno rozczarowani.

Pozdrawiam 🙂

PS. Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

http://kaleidoscope.cultural-china.com/en/131Kaleidoscope311.html

http://www.teaspring.com/Lu-Shan-Yun-Wu.asp

https://www.teatrekker.com/teas/lu-shan-yun-wu

http://www.teavivre.com/lu-shan-yun-wu-green-tea/

http://birdpick.com/organic-cloud-and-fog-green-tea.html ___SID=U#.VDkzKuSEzBF

Różne odsłony herbaty cz. 12 – Lapsang Souchong

Nie wiem, czy zauważyliście, ale do tej pory nie opisałam żadnej czarnej herbaty. Nadszedł czas, aby to zmienić – głównym tematem dzisiejszego wpisu będzie pewna czarna herbata, a mianowicie Lapsang Souchong.

Lapsang Souchong (w oryginalnej wersji, czyli po chińsku Zhengshang Xiaozhong) to bardzo nietypowa czarna herbata, która pochodzi z gór Wu Yi, znajdujących się na północy chińskiej prowincji Fujian. Jest ona zwana również „wędzoną herbatą” ze względu na swój specyficzny aromat i smak (ale o tym za chwilę :)). Zresztą, sama nazwa „lapsang” znaczy „wędzona herbata”, a z kolei „souchong” odnosi się do faktu, że do produkcji tej herbaty wykorzystuje się listki, które były czwarte lub piąte w kolejności na gałązce, co w praktyce oznacza, że są one gorszej jakości.

Sposób wytwarzania tej herbaty jest bardzo ciekawy. Po zebraniu duże i grube listki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak: poddanie działaniu dymu i suszeniu poprzez umieszczenie nad ogniskiem z aromatycznego drewna sosnowego, podgrzewanie w rondlach, zwijanie i umieszczenie w drewnianych beczkach (w których proces fermentacji ma miejsce). Następnie listki ponownie podgrzewa się, zwija się, a na koniec znów poddaje się je działaniu dymu oraz suszeniu, umieszczając je w bambusowych koszach zwanych honglong, zawieszonych na hakach nad ogniskiem. Ostatecznie herbata przybiera postać ciemnych, zwiniętych listków, które prezentują się następująco:

Lapsang Souchong - listki

Listki te charakteryzują się bardzo intensywnym, dymnym aromatem. Napar z nich ma jasnobrązowy kolor i wygląda tak, jak na zdjęciu poniżej:

Lapsang Souchong - napar

Aromat naparu z Lapsang Souchong może przywodzić na myśl różne skojarzenia – na przykład ja określiłabym go jako wędzony i dymny. Jeżeli chodzi o smak, to również jest specyficzny, kojarzący się z wędzonką lub potrawą z grilla. Połączenie czarnej herbaty z takim zapachem i smakiem daje dość osobliwą mieszankę :).

Co do sposobu przyrządzania Lapsang Souchong, to najlepiej jest zalać listki wodą o temperaturze ok. 95 stopni Celsjusza (czyli właściwie wodą tuż po zagotowaniu) i parzyć przez ok. 2,5 – 3 minuty. Wydaje mi się, że zaparzanie przez 2,5 minuty daje najlepszy efekt – wtedy herbata z jednej strony jest łagodna, ale z drugiej strony pijąc ją, możemy wyraźnie wyczuć jej specyficzny smak. Oczywiście, można spróbować wydłużyć czas parzenia, ale należy pamiętać, że im dłużej zaparzana herbata, tym bardziej cierpka i mocniejsza jest w smaku. Warto też wiedzieć, że Lapsang Souchong można zaparzać dwukrotnie, z tym, że za drugim razem napar będzie zdecydowanie słabszy, ale wciąż dość wyrazisty.

Istnieje nawet pewna legenda, która wyjaśnia, w jaki sposób powstała herbata Lapsang Souchong. Według niej w XVI w. z powodu przemarszu wojska przez góry Wu Yi rozpoczęta produkcja herbaty nie mogła być dokończona, więc producenci herbaty zaczęli martwić się, że przez to wydarzenie nie będą mogli jej sprzedać. Jednak po oddaleniu się żołnierzy wpadli oni na pomysł, który pozwolił „uratować” herbatę – ususzyli ją, podgrzewając na ogniu z drewna sosnowego, pochodzącego z pobliskich lasów. To właśnie temu zabiegowi Lapsang Souchong zawdzięcza swój specyficzny, dymny aromat i smak.

Według innej, bardziej prawdopodobnej historii powstania tej herbaty poddawanie herbaty działaniu dymu pozwalało zachować jej jakość na dłużej, co było szczególnie ważne ze względu na jej przeznaczenie na eksport do Europy i Ameryki. Niezależnie od tego, która wersja wyjaśniająca sposób powstania Lapsang Souchong jest prawdziwa, jedno jest pewne – z czasem ta herbata stała się luksusowym napojem pitym głównie przez Anglików, Francuzów, Duńczyków i Holendrów, a od 1669 r. eksportuje się ją do Europy na skalę przemysłową. Podobno sam Winston Churchill był wielkim miłośnikiem tej herbaty, bo bardzo kojarzyła mu się z ulubionymi cygarami i whiskey. Z tego powodu mówi się o Lapsang Souchong, że jest prawdziwie męską herbatą ;). Co ciekawe, sami Chińczycy nie cenią i nie piją jej, bo uważają, że produkuje się ją przede wszystkim dla zaspokojenia potrzeb konsumentów z państw zachodnich.

Obecnie Lapsang Souchong wytwarza się głównie w Chinach (ale raczej już nie w górach Wu Yi) oraz na Tajwanie. Warto wiedzieć, że na Tajwanie produkuje się nieco zmodyfikowaną wersję Lapsang Souchong zwaną Tarry Souchong, którą wędzi się w dymie z palącej się smoły sosnowej, co sprawia, że ten wariant tej herbaty charakteryzuje się silniejszym aromatem i mocniejszym smakiem.

Lapsang Souchong to wyjątkowa czarna herbata o aromacie i smaku wędzonki. Takie połączenie nie każdemu przypadnie do gustu, dlatego polecam je tylko miłośnikom wędzonek i amatorom nietypowych smaków. Lapsang Souchong można albo nie znosić albo uwielbiać (przyznam się szczerze, że ja sama nie przepadam za tą herbatą, bo nie przekonuje mnie do końca wyżej wspomniana kombinacja ;)), ale jedno jest pewne – jeżeli spróbujecie tej herbaty chociaż raz, to prędko nie zapomnicie jej specyficznego zapachu i smaku :).

Pozdrawiam 🙂

PS. Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z książki Leszka Ruma pt. „Ilustrowany leksykon herbaty” i z następujących źródeł internetowych:

http://eherbata.pl/lapsang-souchong-954.html

http://en.wikipedia.org/wiki/Lapsang_souchong

http://www.czasnaherbate.net/lapsang-souchong-p-380.html

http://www.krainaherbaty.pl/product-pol-595-Lapsang-Souchong.html

http://czajnikowy.pl/jak-parzyc-wedzona-czarna-herbate-lapsang-souchong-historia-pochodzenie-czajnikowy-pl-25/

http://drinks.seriouseats.com/2011/09/lapsang-souchong-tea-history-how-to-brew.html

Dodatki do herbaty

Dzisiejszy wpis będzie poświęcony dodatkom do herbaty. Nawet jeżeli nie mamy w zwyczaju stosować ich, to warto wiedzieć, w jaki sposób można wzbogacić jej naturalny smak. Pozwólcie, że przedstawię Wam najważniejsze informacje w punktach:

Co można dodać do herbaty?

  1. Cukier – to chyba najbardziej znany i najczęściej stosowany w Polsce dodatek, głównie do czarnych herbat :). Warto wiedzieć, że ma on dwie główne wady. Po pierwsze, cukier może w dużym stopniu zmieniać smak i aromat herbat, zwłaszcza tych wysokogatunkowych. Po drugie, herbata posłodzona cukrem staje się bardziej kaloryczna. Wielu herbacianych smakoszy uważa, że cukier w herbacie to wręcz barbarzyństwo ;).
  2. Mleko – to kolejny dość popularny dodatek do herbaty, szczególnie w Anglii (w Polsce jest mniej znany). Mleko najbardziej pasuje do czarnych herbat o wyrazistym smaku, np. indyjskiej herbaty Assam, a najmniej – do delikatnych, wysokogatunkowych herbat, np. zielonych, białych lub oolongów (bo smak mleka zaczyna dominować nad ich smakiem). Mleko dodane do herbaty ma dwie zasadnicze zalety. Po pierwsze, podnosi ono jej walory, głównie smakowe, oraz wartość odżywczą, a przy tym nie zmienia w zbyt dużym stopniu jej naturalnego smaku. Po drugie, łagodzi ono działanie teiny, co sprawia, że wypicie takiej herbaty prędzej nas uspokoi, niż pobudzi ;).
  3. Owoce cytrusowe, głównie cytryna – to drugi po cukrze najbardziej rozpowszechniony dodatek do herbaty w Polsce. Cytryna jest najbardziej polecana do białych i zielonych herbat, Rooibosa oraz czarnych herbat z cytrusowymi dodatkami, np. Earl Greya. Pasuje zarówno do herbat na gorąco, jak i tych na zimno. Co prawda ze względu na swój wyrazisty smak znacznie zmienia ona smak herbaty, ale za to nie pozbawia jej cennych składników. Co więcej, cytryna jako dodatek do herbaty jest szczególnie zalecana dla przeziębionych osób, bo pomaga organizmowi pozbyć się toksyn.
  4. Miód – to dość znany dodatek do herbaty, chociaż raczej niezbyt popularny w Polsce. Miód najlepiej pasuje do zielonych herbat. Jest to lepsza, bo naturalniejsza i zdrowsza alternatywa dla cukru. Jednak należy pamiętać, że miód jest znacznie słodszy od cukru, przez co dla uzyskania podobnego efektu smakowego potrzeba jego mniejszej ilości.
  5. Przyprawy, głównie korzenne, takie jak cynamon, czy kardamon – to również mniej popularny dodatek do herbaty w Polsce. Przyprawy najbardziej pasują do czarnych herbat. To idealna opcja dla osób szukających innych, ciekawych doznań smakowych, bo przyprawy znacznie zmieniają smak herbaty, czasem nawet na lepsze.
  6. Inne dodatki, takie jak owoce, zioła, imbir, czy nawet inne herbaty, np. Matcha (nie wiem, czy pamiętacie, ale we wpisie o tej herbacie wspomniałam, że stosuje się ją jako polepszacz innych herbat, np. dodaje się ją do Genmaichy) – przeważnie takie dodatki w dużym stopniu zmieniają smak herbaty, ale za to wzbogacają jej walory zdrowotne.

Na koniec chciałabym zauważyć, że wyżej wymieniona lista dodatków jest tylko propozycją, bo tak naprawdę możemy dodać do naszego naparu również inne rzeczy, które nie zostały wymienione. Wszystko zależy od tego, co mamy pod ręką i na co mamy ochotę ;). Nawet jeżeli zwykle nie stosujemy dodatków do herbaty, bo wolimy jej naturalny smak, to warto raz na jakiś czas poeksperymentować z nimi. A nuż któryś z nich bardzo przypadnie nam do gustu?

Pozdrawiam słonecznie w ten nieprzyjemny, deszczowy dzień 🙂

PS. Przy redagowaniu wpisu korzystałam z książki Leszka Ruma pt. „Ilustrowany leksykon herbaty” oraz z następujących źródeł internetowych:

http://www.herbaciani.pl/dodatki-do-herbaty.html

http://www.ehow.com/info_8331487_good-things-put-hot-tea.html

http://oolongowl.wordpress.com/2013/03/23/tea-additions-adding-more-flavor-to-your-tea-without-sweeteners/

Różne odsłony herbaty cz. 11 – Che Thai Nguyen

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” znów powrócę do herbat pochodzących z krajów azjatyckich, ale tym razem opiszę pewną dość rzadką wietnamską herbatę, zwaną Che Thai Nguyen.

Che Thai Nguyen to zielona herbata, która wywodzi się z wietnamskiej prowincji Thai Nguyen (stąd zresztą wzięła się druga część jej nazwy, a pierwsza część, tj. słowo „che,” po wietnamsku zapewne oznacza „herbatę” ;)). Ta górzysto-wyżynna prowincja znajduje się w północno-wschodniej części Wietnamu i obok prowincji Lam Dong jest jednym z dwóch rejonów tego kraju, w którym uprawia się herbatę.

Jeżeli chodzi o wytwarzanie Che Thai Nguyen, to niestety wyjątkowo nie jestem w stanie przedstawić Wam metody produkcji tej herbaty bardziej szczegółowo, bo niezwykle trudno jest znaleźć cokolwiek na jej temat nie tylko w internecie, ale również w książkach poświęconym herbacie. Jedyne, co udało mi się ustalić w tej kwestii, to bardzo ogólna informacja, że tę herbatę poddaje się takim procesom, jak suszenie (w tym suszenie w specjalnej suszarce do herbaty) i cięcie na mniejsze kawałki. Ostatecznie herbata ma postać drobnych, lekko zwiniętych listków o ciemnozielonym kolorze, które prezentują się następująco:

Che Thai Nguyen - listki

Napar z Che Thai Nguyen ma żółtawo-beżowawy kolor i oleistą konsystencję. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej:

Che Thai Nguyen - napar

Napar z tej herbaty ma lekko trawiasty aromat oraz bardzo specyficzny i wyrazisty smak – na początku może przypominać trochę japońskie i chińskie herbaty swoją delikatnością, w której da się wyczuć odrobinę słodyczy, a nawet lekki orzechowy posmak, ale po krótkim czasie zaczyna dominować unikalna, przyjemna gorycz. Całość jest na tyle ciekawa, że najchętniej piłoby się tę herbatę bez końca :).

Co do sposobu przyrządzania Che Thai Nguyen, to najlepiej jest zalać listki wodą o temperaturze 70-80 stopni Celsjusza i parzyć od 1,5 minuty do 2 minut. Nie polecam dłuższego zaparzania, bo wtedy napar robi się nieprzyjemnie gorzki. Warto pamiętać, że można wykorzystać te same listki nawet trzykrotnie, z tym, że za trzecim razem napar z nich będzie znacznie gorszy niż za pierwszym i drugim razem przede wszystkim pod względem smaku.

Warto również wiedzieć, że w Wietnamie herbata Che Thai Nguyen jest przygotowywana jako napój codzienny. Wietnamczycy przyrządzają ją w domu i przez cały dzień piją z dużych termosów, które noszą ze sobą. Gotową herbatę można także kupić np. na targu.

Che Thai Nguyen to bardzo ciekawa herbata, która zapewnia zróżnicowane i niezapomniane doznania smakowe. Świetnie nadaje się zarówno do picia na co dzień, jak i na wyjątkowe okazje. Polecam ją każdemu, zwłaszcza miłośnikom japońskich i chińskich zielonych herbat chcącym spróbować czegoś nowego – być może posmakuje Wam tak bardzo, że nie będziecie mogli oderwać się od niej :).

Pozdrawiam 🙂

PS. Przy pisaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

http://eherbata.pl/che-tai-nguyen-128.html

http://czajnikowy.pl/herbata-che-thai-nguyen-opinie/

http://en.wikipedia.org/wiki/Th%C3%A1i_Nguy%C3%AAn_Province

https://www.youtube.com/watch?v=F8Uy8kYKwTM 

Jak przyrządzić herbatę na zimno?

Nie wiem, jak Wy, ale ja mam tak, że jak jest temperatura powyżej 20 stopni Celsjusza na dworze, to nie mam za bardzo ochoty na gorącą herbatę. Jednak szkoda byłoby tak całkiem zrezygnować z herbaty w taką pogodę (zwłaszcza, że przecież wysoka temperatura może utrzymywać się przez dłuższy czas), dlatego też warto wiedzieć, jak przygotować ją na zimno :). W dzisiejszym wpisie zaprezentuję Wam pewien sposób na przyrządzenie chłodnego „naparu,” zwany po angielsku cold brewing (czyli “zaparzanie” na zimno).

Pozwólcie, że najpierw przedstawię Wam, jak przygotować herbatę za pomocą tej metody po kolei w punktach, a następnie podzielę się z Wami moimi wrażeniami z eksperymentu ;):

1. Przygotowujemy trzy rzeczy: dzbanek, wodę i susz herbaciany, przy czym:

1) dobrze by było, żeby dzbanek był takiej wielkości, aby zmieścił się do lodówki,

2) najlepiej by było, żebyśmy użyli chłodnej, mineralnej wody (a konkretniej niskozmineralizowanej). Jeżeli nie mamy akurat takiej wody, to może to być ostatecznie przegotowana i wystudzona kranówka, ale woda mineralna pozwala uzyskać lepszy smak,

3) możemy wykorzystać właściwie każdą herbatę, w zależności od tego, jaką mamy akurat pod ręką i na jaką mamy ochotę.

2. Wsypujemy trochę suszu do dzbanka – ciężko określić dokładnie ile, bo to zależy od rodzaju herbaty, pojemności dzbanka i naszych preferencji smakowych. Dlatego też najlepiej jest odmierzyć herbatę metodą „na oko” ;). Ja wsypałam ok. 1 i ¾ łyżeczki zielonej herbaty jaśminowej na dzbanek o pojemności 500 ml.

3. Zalewamy susz chłodną wodą – tak, jak w punkcie 2, robimy to metodą „na oko” ;). Ja wypełniłam wodą praktycznie cały dzbanek.

4. Dzbanek z herbatą zalaną zimną wodą odstawiamy do lodówki, najlepiej na całą noc. Ja odstawiłam dzbanek na ok. 10 godzin i myślę, że tyle czasu wystarczy w zupełności :). Należy jednak pamiętać, żeby nie trzymać naszego dzbanka w lodówce zbyt długo, bo wtedy „napar” ciemnieje i staje się nieprzyjemny w smaku.

5. Po ok. 8-10 godzinach wyjmujemy dzbanek z lodówki i po oddzieleniu „naparu” od suszu przelewamy go do filiżanki lub czarki.

6. Pijemy i delektujemy się naszą herbatą, najlepiej od razu :).

A teraz będziecie mogli zobaczyć, jak wyglądała moja herbata w dzbanku i czarce:

zielona jasminowa przyrządzona na zimno

Przyrządzony w ten sposób „napar” z zielonej herbaty jaśminowej (której poświęcę oddzielny wpis na blogu za jakiś czas) miał intensywny, jasnozielony kolor i przyjemny, jaśminowy aromat. W smaku herbata była chłodna i orzeźwiająca, a do tego naprawdę smaczna – była tak dobra, że opróżniłam cały dzbanek w ciągu 2 godzin :).

Przyznam się, że jeszcze nie próbowałam przygotować innych herbat w ten sposób, ale wydaje mi się, że najlepszy efekt dadzą zielone herbaty, szczególnie aromatyzowane lub zawierające dodatki, takie jak właśnie jaśminowa albo Genmaicha, ponieważ ich smak będzie bardzo wyrazisty.

Warto wiedzieć, że działanie zimnej wody sprawia, że z z herbacianych listków wydobywa się o wiele mniej katechin i kofeiny, niż w przypadku działania gorącej wody, co przekłada się na delikatniejszy i słodszy smak herbaty. Innymi słowy, „zaparzenie” herbaty chłodną wodą dostarcza nowych i ciekawych doznań smakowych :).

Bardzo zachęcam Was do wypróbowania tej metody, jeżeli jeszcze nie znaliście jej (a jeżeli już znacie ją – to do dalszego jej stosowania ;)). Co prawda trzeba odczekać kilka godzin, ale to nie zmienia faktu, że ten sposób jest bardzo prosty i daje fajny rezultat – chłodną i pyszną herbatę, wręcz idealną na upalne dni :).

Pozdrawiam 🙂

PS. Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

http://morzeherbaty.pl/2010/06/herbata-na-zimno/

http://www.samovartea.com/how-to-make-cold-brewed-teas/

http://czajnikowy.pl/4-dobre-powody-zeby-parzyc-na-zimno/

Różne odsłony herbaty cz. 10 – Rooibos

We wszystkich poprzednich wpisach z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” opisywałam wyłącznie herbaty pochodzące z Azji, a konkretniej z Japonii, Chin i Korei Południowej. Dzisiejszy wpis będzie poświęcony herbacie pochodzącej z zupełnie innego kontynentu, a mianowicie południowoafrykańskiej herbacie Rooibos (zwanej również „redbush” lub „bush tea”).

Rooibos powstaje z liści Aspalathus linearis, czyli czerwonokrzewu afrykańskiego (sama nazwa „roiboos” oznacza w języku afrikaans „czerwony krzew”). Czerwonokrzew afrykański to roślina osiągająca 1,5 m wysokości, którą uprawia się wyłącznie w Republice Południowej Afryki w Prowincji Przylądkowej Zachodniej w górach Cederberg. Co ciekawe, rejon uprawy czerwonokrzewu jest jednocześnie środowiskiem naturalnym tej rośliny. Dlatego też przy uprawie czerwonokrzewu nie stosuje się żadnych nawozów sztucznych lub innych środków chemicznych, ponieważ zwyczajnie nie ma takiej potrzeby. Dzięki temu Rooibos jest całkowicie naturalnym produktem :).

Warto też mieć świadomość, że fakt, iż Rooibosa otrzymuje się z czerwonokrzewu afrykańskiego, a nie z Camelli sinensis (czyli herbaty chińskiej) sprawia, że Rooibos nie jest prawdziwą herbatą. Jednak często określa się go jako herbatę dla ułatwienia. Pozwólcie, że będę robić tak samo ;).

Herbatę Rooibos produkuje się w następujący sposób: najpierw w środku południowoafrykańskiego lata, czyli mniej więcej w styczniu, zbiera się liście przypominające kształtem igły sosnowe, które tnie się na kilkumilimetrowe kawałki. Następnie pocięte listki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak skrapianie wodą, poddanie procesowi fermentacji wywołanej miażdżeniem za pomocą dużych walców, kilkudniowe suszenie na słońcu i przesiewanie. Ostatecznie Rooibos ma postać drobnych czerwonawo-brązowych kawałeczków. Prezentują się one następująco:

rooibos - listki

Warto wiedzieć, że poza czerwoną, standardową odmianą Rooibosa istnieje również odmiana zielona, która w ogóle nie jest poddawana procesowi fermentacji. Niestety, jeszcze nie miałam okazji, aby spróbować zielonego Rooibosa, więc skupię się tylko na czerwonym ;).

Napar z Rooibosa ma pomarańczowo-czerwonawy kolor. Wygląda on tak, jak na zdjęciu poniżej:

rooibos - napar 2

Ma on intensywny, miodowy aromat. Jego smak jest bardzo specyficzny – delikatny i słodkawy, przywołujący na myśl skojarzenia z miodem. Mimo że Rooibos sam w sobie jest słodki, to można go jeszcze posłodzić, np. miodem albo sokiem, np. malinowym. Ja próbowałam tylko czystego Rooibosa, bo akurat nie miałam takich dodatków pod ręką, więc nie polecę Wam niczego konkretnego, ale myślę, że w miarę możliwości warto poeksperymentować :). Przy okazji dodatków do Rooibosa, ciekawe jest to, że mieszkańcy RPA często przyrządzają go z mlekiem i cukrem.

Jeżeli chodzi o sposób przygotowania tej herbaty, to moim zdaniem najlepiej listki w proporcji mniej więcej łyżeczka na czarkę lub filiżankę (tak, żeby pokryły dno naczynia, ale nie do końca) zalać wodą o temperaturze ok. 95-98 stopni Celsjusza (czyli właściwie wodą od razu po przegotowaniu) i zaparzać przez 5 minut, bo wtedy ma najlepszy, najbardziej wyrazisty smak. Jeżeli mamy ochotę na eksperymenty z ilością suszu i długością zaparzania, to nic nie stoi na przeszkodzie – Rooibosa nie da się „zepsuć” ani „przeparzyć.” Po odczekaniu określonego czasu dobrze jest oddzielić susz od naparu. Najlepiej jest to zrobić za pomocą papierowego filtra, ale jeżeli nie mamy takiego, to możemy wykorzystać sitko z jak najdrobniejszymi oczkami. Co prawda ciężko przefiltrować napar przez sitko tak, żeby nie pływały w nim żadne resztki suszu, ale można spróbować przelać napar przez sitko dwa, czy trzy razy – wtedy będzie większa szansa, że nic nie zostanie :). Gotowego Rooibosa możemy pić na dwa sposoby – na ciepło, jak każdą standardową herbatę, lub na zimno.

Warto wiedzieć, że Rooibos ma wiele właściwości zdrowotnych. Pozwólcie, że wybiorę najważniejsze z nich i wymienię je w punktach:

  1. Rooibos zawiera bardzo niewielkie ilości garbników, przez co jego smak jest praktycznie pozbawiony goryczy. Poza tym Rooibos nie zawiera teiny, dzięki czemu ma działanie uspokajające i rozluźniające. Te dwie właściwości sprawiają, że jest to herbata, którą mogą pić właściwie wszyscy, nawet niemowlęta i małe dzieci (w tym miejscu podzielę się z Wami ciekawostką z mojego życia – mój niespełna roczny synek uwielbia Rooibosa, pije go codziennie :D), jak również osoby z nadciśnieniem i osoby rozdrażnione oraz cierpiące na bezsenność.
  2. Rooibos jest bogatym źródłem minerałów i mikroelementów, takich jak żelazo, potas, fluor, czy magnez. Z tego powodu jest on szczególnie zalecany kobietom w ciąży, bo łagodzi mdłości i zapobiega anemii. Ponadto zawiera on dużo witaminy C oraz sporą ilość przeciwutleniaczy, przez co wspomaga odporność i opóźnia proces starzenia się organizmu.
  3. Rooibos zawiera substancje wspomagające wydzielanie serotoniny zwanej również hormonem szczęścia. Dlatego też jest on polecany osobom cierpiącym na depresję.
  4. Rooibos ma działanie osłonowe na przewód pokarmowy, przez co pomaga zwalczyć problemy żołądkowo-jelitowe, takie jak biegunka, czy wymioty. W dodatku ma on działanie rozkurczowe i przeciwbólowe, dzięki czemu łagodzi bóle menstruacyjne oraz kolki u niemowląt.
  5. Rooibos stosowany zewnętrznie jako okład wspomaga leczenie chorób skóry, takich jak trądzik, oraz gojenie swędzących, trudno gojących się ran.
  6. Rooibos łagodzi objawy alergii, egzemy oraz astmy.
  7. Rooibos stymuluje laktację u kobiet karmiących piersią.
  8. Ze wstępnych badań wynika również, że Rooibos chroni przed nowotworami i zmniejsza ryzyko zachorowania na cukrzycę, ale wymagają one potwierdzenia.

Przyznam się Wam szczerze, że nie jestem wielką fanką Rooibosa, bo jego specyficzny smak jakoś mnie nie zachwyca. Zdecydowanie wolę herbaty pochodzące z Azji, ale mimo to raz na jakiś czas lubię zaparzyć sobie Rooibosa i napić się go. Niemniej jednak, polecam go nie tylko osobom, którym smak tradycyjnych chińskich lub japońskich herbat nie do końca odpowiada, ale również miłośnikom takich herbat, którzy szukają jakiejś ciekawej odmiany. Naprawdę warto spróbować, chociażby po to, żeby wyrobić sobie opinię :).

Pozdrawiam słonecznie w ten ponury, deszczowy dzień 🙂

PS. Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

http://www.herbaciani.pl/wlasciwosci-rooibos.html

http://www.dobra-herbata.pl/rooibos.html

http://eherbata.pl/rooibos-44.html

http://czajnikowy.pl/herbata-rooibos/

http://www.rodzajeherbat.pl/herbata-rooibos/

http://www.tea.pl/?rooibos-herbata-z-czerwonego-krzewu,85

Różne odsłony herbaty cz. 9 – Nokcha (Sejak)

Głównym tematem dzisiejszego wpisu z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” będzie zupełnie inna zielona herbata, niż te, o których pisałam wcześniej, a mianowicie koreańska herbata Nokcha.

Nokcha to zielona herbata, która pochodzi z pasma górskiego Jirishan, położonego na południowym wybrzeżu Korei Południowej. Nazwa „Nokcha” oznacza w dosłownym tłumaczeniu z koreańskiego „zieloną herbatę.”

Proces produkcji Nokchy jest dość ciekawy. Najpierw listki tej herbaty są ręcznie zbierane wyłącznie wiosną, a konkretniej w okresie od 20 kwietnia do 20 maja. Następnie są one poddawane krótkiemu procesowi działania pary wodnej, podobnie jak w przypadku innych zielonych herbat. Na koniec listki są zwijane ręcznie na bambusowych matach i prażone na patelni bezpośrednio nad ogniem. Te dwie czynności powtarzane są dziewięciokrotnie. Ostatecznie herbata ma postać ciemnozielonych, regularnie zwiniętych listków. Prezentuje się ona następująco:

Nokcha - listki

Napar z Nokchy ma jasnozielony kolor. Wygląda on tak:

Nokcha - napar2

Pod względem aromatu i smaku napar ten jest dość cierpki, ale mimo to całkiem przyjemny, kojarzący się trochę z wodorostami nori wykorzystywanymi do przyrządzania sushi 😉 Ogólnie Nokcha jest bardzo specyficzna, zupełnie nieprzypominająca japońskich zielonych herbat, głównie ze względu na to, że jest pozbawiona typowej dla nich słodyczy.

Jeżeli chodzi o sposób przyrządzania, to najlepiej zalać listki tej herbaty wodą o temperaturze ok. 70 stopni Celsjusza i zaparzać je przez ok. 1,5 minuty. Moim zdaniem lepiej nie przekraczać tego czasu, bo parzona dłużej Nokcha staje się nieprzyjemnie cierpka. Warto pamiętać, że te same listki można wykorzystać trzykrotnie.

Warto wiedzieć, że oprócz standardowego zastosowania jako podstawa do przygotowania naparu Nokcha ma podobne kulinarne zastosowanie w Korei Południowej, jak Matcha w Japonii. Tę herbatę wykorzystuje się jako dodatek do deserów i słodyczy, np. ciastek, ciast, lodów, czy specjalnego deseru lodowego zwanego bingsu.

Nokcha jest idealną opcją dla osób chcących spróbować czegoś nowego, zupełnie odmiennego od typowych japońskich zielonych herbat. Jednak wysoka cena i ograniczona dostępność tej herbaty sprawiają, że nie nadaje się ona do picia codziennie, a jedynie raz na jakiś czas.

Pozdrawiam 🙂

Edit: Po pewnym czasie dowiedziałam się, że najprawdopodobniej Nokcha to po prostu Sejak, czyli koreańska herbata z drugiego zbioru.

PS. Przy redagowaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

http://eherbata.pl/korean-nokcha-952.html

http://eherbata.pl/nokcha-1090.html

http://czajownia.shoper.pl/pl/p/Nokcha-50g/132

http://english.visitkorea.or.kr/enu/FO/FO_EN_6_3_3_1.jsp

http://www.eastwindtea.com/product/nokcha

http://dobrateavt.com/our-teas/green-teas/nok-cha-korea/

Jak rozpoznać herbatę dobrej jakości?

Pewnie nie raz zastanawialiście się, w jaki sposób można rozpoznać, czy dana herbata jest dobrej bądź złej jakości. Dzisiejszy wpis będzie zawierał garść praktycznych wskazówek, dzięki którym łatwiej będzie Wam ocenić susz. Pozwólcie, że przedstawię je w punktach, dzieląc na dwie części:

I. Wskazówki ogólne, które dotyczą każdego rodzaju herbaty:

1. Najlepsze herbaty zawierają całe listki. Dzięki takiej formie lepiej zachowują swoje walory. Z kolei połamane listki często są gorszym pod względem jakości produktem zbiorów mechanicznych, chociaż istnieją odmiany herbat turkusowych oraz czarnych, których listki są celowo „uszkadzane”, aby podnieść ich walory smakowe i wizualne.

2. Im wyższej jakości herbata, tym większą ma zawartość tzw. tipsów, czyli młodych pączków zebranych ze szczytu gałązki krzewu herbacianego (wspomniałam o nich w ostatnim wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” o herbacie Baihao Yinzhen). Wyróżniają się one srebrzystym kolorem. Ich obecność w suszu znacząco zwiększa walory herbaty (szczególnie zapachowe i smakowe).

3. Dobrej jakości herbata ma intensywny, swoisty aromat. W przypadku herbat aromatyzowanych, np. zielonej jaśminowej, taki zapach powinien utrzymać się nawet po wielokrotnym zaparzaniu. Brak takiego zapachu świadczy o złej jakości (ewentualnie też może świadczyć o nieprawidłowym przechowywaniu herbaty).

4. Dobra herbata nie powinna łatwo kruszyć się w naszych dłoniach. Jeżeli tak się dzieje, to oznacza, że albo została poddana działaniu zbyt wysokiej temperatury albo była przechowywana zbyt długo.

5. Napar z dobrej jakościowo herbaty powinien pozostawiać specyficzny posmak w naszych ustach, który utrzymuje się dość długo.

II. Wskazówki bardziej szczegółowe, które odnoszą się do konkretnych rodzajów herbat:

1. Herbata zielona – jej listki powinny mieć kolor od srebrzystego do ciemnozielonego, najlepiej z połyskiem. Dobrze też wiedzieć, że im jaśniejsze listki, tym lepsza jakość herbaty. Ręcznie przetworzone listki mają żółtawy odcień, a listki poddane procesowi działania wysokiej temperatury – ciemnozielony kolor. Z kolei herbata poddana procesowi działania pary wodnej z wyglądu przypomina nieco zielone, liściaste warzywo, takie jak szpinak. Jeżeli chodzi o sposób skręcenia listków, to jest on zależny od poszczególnych odmian herbaty, ale przeważnie staranniej zwinięte listki charakteryzują się lepszą jakością.

2. Herbata czarna – najlepiej by było, żeby listki miały kolor czarny z błyszczącym, pomarańczowym, granatowym lub czerwonym odcieniem. Jeżeli mają matowy, szarawy odcień, to znaczy, że herbata jest kiepskiej jakości. Napar z dobrej czarnej herbaty powinien mieć czerwonawo-złotawy odcień i zostawiać ślad w formie obręczy w filiżance lub czarce.

3. Herbata turkusowa (zwana również oolongiem; w Polsce utożsamiana z herbatą czerwoną) – ciężko jest ustalić jednoznaczne wyznaczniki dobrej jakości tej herbaty, bo poszczególne odmiany oolongów różnią się od siebie, np. pod względem barwy listków i naparu. Listki oolongów mogą mieć kolor od czerwonawego do niemal czarnego, a napar z nich – od żółtozielonego do ciemnoczerwonego.

4. Herbata biała – dobrej jakości biała herbata powinna zawierać młode listki i wspomniane wcześniej tipsy (a w przypadku najrzadszych i najcenniejszych odmian – wyłącznie tipsy). Napar z dobrej białej herbaty powinien mieć jasnożółty lub jasnobeżowy kolor oraz delikatny smak i zapach.

Mam nadzieję, że dzięki lekturze tego wpisu ocenianie jakości herbaty nie będzie stanowiło większego problemu 🙂

Pozdrawiam 🙂

PS.  Przy redagowaniu tego wpisu korzystałam z książki Anny Ładniak pt. „Herbata. Przewodnik” Wydawnictwa Piątek Trzynastego oraz z następujących źródeł internetowych:

http://www.sevencups.com/about-tea/judging-tea/

http://www.herbaciani.pl/jaka-wybrac-herbate.html

http://morzeherbaty.pl/rodzaje-herbaty/

http://morzeherbaty.pl/2010/04/dlaczego-herbaty-turkusowe/

Różne odsłony herbaty cz. 8 – Baihao Yinzhen

Ostatnie trzy wpisy z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” były poświęcone trzem zielonym herbatom. Dzisiejszy wpis będzie małą odmianą, bo jego głównym tematem będzie pewna biała herbata, a konkretniej Baihao Yinzhen 🙂

Baihao Yinzhen (zwana również White Hair Silver Needle lub po prostu Silver Needle) to rzadka i bardzo ceniona, a przez to najdroższa odmiana białej herbaty. Nazwa „Baihao Yinzhen” oznacza po chińsku „srebrną igłę lub srebrne igły pokryte białym puszkiem” i nawiązuje do wyglądu herbaty. Przy okazji nazwy tej herbaty taka drobna uwaga – w dalszej części tego wpisu pozwolę sobie na pewną niekonsekwencję w stosunku do wpisu o innej białej herbacie, a konkretniej Pai Mu Tan, używając drugiej podanej przeze mnie angielskiej nazwy zamiast chińskiej, bo tak będzie mi łatwiej i wygodniej 😉

Proces produkcji Silver Needle jest bardzo podobny do metody wytwarzania Pai Mu Tan pod trzema względami. Po pierwsze, oryginalną herbatę Silver Needle wytwarza się na niewielką skalę wyłącznie w chińskiej prowincji Fujian. Po drugie, produkuje się ją z odmian krzewów herbacianych zwanych Dai Bai. Po trzecie, herbata Silver Needle przechodzi przez takie same procesy produkcji, jak Pai Mu Tan. Jedyne, co ją tak naprawdę odróżnia od tej herbaty, to to, że w skład Silver Needle wchodzą wyłącznie najmłodsze i nierozwinięte jeszcze pączki (zwane white tips), a nie tak, jak w przypadku Pai Mu Tan – jeden taki pączek wraz z dwoma listkami. Ostatecznie herbata Silver Needle ma postać zielonkawo-szarych cienkich igiełek pokrytych srebrno-białym meszkiem. Wygląda ona następująco:

Silver Needle - listki

Warto wiedzieć, że obecność wyłącznie pączków w składzie tej herbaty sprawia, że Silver Needle posiada najwięcej właściwości zdrowotnych typowych dla białych herbat.

Napar z herbaty Silver Needle ma delikatny beżowawo-złotawy kolor. Przedstawia się on następująco:

Silver Needle - napar

Aromat naparu z tej herbaty jest lekko kwiatowy. W smaku jest orzeźwiający i bardzo subtelny, z wyraźną nutą kwiatowej słodyczy. Uważam, że Silver Needle jest kwintesencją białej herbaty właśnie ze względu na niezwykłą delikatność jej smaku 😉

Jeżeli chodzi o przyrządzanie herbaty Silver Needle, to najlepiej jest zalać ją wodą o temperaturze ok. 85 stopni Celsjusza i parzyć przez ok. 2 minuty.  Moim zdaniem tak przygotowana herbata jest najlepsza i najdelikatniejsza, a dłuższe jej parzenie sprawia, że staje się nieprzyjemnie mocna. Warto wiedzieć, że Silver Needle można zaparzać wielokrotnie, nawet do dziewięciu razy.

Silver Needle to wyjątkowa biała herbata, której picie jest niezwykle przyjemnym doświadczeniem, szczególnie wiosną i latem, bo napar ten doskonale orzeźwia. Niestety, wysoka cena sprawia, że jest to herbata, którą najlepiej pić tylko na wyjątkowe okazje. Poza tym jej specyficzny smak przypadnie do gustu wyłącznie miłośnikom subtelniejszych doznań smakowych.

Pozdrawiam 🙂

PS. Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

http://eherbata.pl/bai-hao-yin-zhen-122.html

http://morzeherbaty.pl/2011/06/baihao-yinzhen-czyli-srebrne-igly/

http://ratetea.com/style/silver-needle/26/

http://www.allabouttea.co.uk/silver-needles

https://www.harney.com/chinese-silver-needle.html