Różne odsłony herbaty cz. 34 – Kenia Milima i Kenia o świcie, czyli dwie kenijskie czarne herbaty

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” zaprezentuję Wam dwie czarne herbaty z Kenii, a mianowicie Kenię Milimę oraz Kenię o świcie.

Zanim jednak przejdę do recenzji, napiszę co nieco o kenijskiej herbacie, bo myślę, że warto wiedzieć coś o niej, tym bardziej, że w niewielu źródłach można znaleźć informacje na ten temat. W Kenii herbata po raz pierwszy pojawiła się w 1903 r., kiedy to zasadzono nasiona krzewu herbacianego z Indii (Camellia sinensis odmiana assamica), a w 1924 r. rozpoczęto produkcję komercyjną herbaty. Obecnie Kenia jest trzecim co do wielkości producentem herbaty na świecie i jedynym afrykańskim krajem, który wytwarza znaczną ilość herbaty na rynek światowy.

Kenia to kraj położony na równiku, w którym panuje klimat tropikalny. Rejony uprawy herbaty znajdują się wyłącznie na wyżej położonych obszarach usytuowanych na wysokości od 1500 do 2700 m n.p.m., ponieważ tylko tam występują sprzyjające warunki, tj. żyzne gleby wulkaniczne, większa ilość opadów oraz niższe temperatury. Takie warunki sprawiają, że herbatę wytwarza się przez cały rok, przy czym dwa główne sezony produkcji pokrywają się z porą deszczową, tj. mają miejsce od marca do czerwca oraz od października do grudnia. W Kenii uprawia się herbatę głównie na wyżynach, które znajdują się po obu stronach Wielkiej Doliny Ryftowej, szczególnie w rejonach zwanych Kericho, Nandi, Nyeri oraz Muranga. Warto wiedzieć, że tylko ok. 10% herbaty wytwarza się na dużych plantacjach, a z kolei aż ok. 90% produkuje się w małych gospodarstwach rolnych o powierzchni nie większej niż 1 akr (0,4 hektara). Rolnicy sprzedają zebrane listki fabrykom, które zajmują się obróbką herbaty. W Kenii istnieje specjalny organ zwany Kenya Tea Development Agency (KTDA), który promuje oraz wspiera produkcję herbaty przez małe gospodarstwa rolne i fabryki.

W Kenii produkuje się przede wszystkim czarną herbatę, z czego tylko ok. 5% tej herbaty wytwarza się za pomocą tradycyjnych metod, a aż ok. 95% – za pomocą metody CTC, czyli sposobu polegającego na rozdrobnieniu liści przez zgniatanie (C od crush), rozrywanie (T od tear) i zwijanie (C od curl). Herbatę z bardziej rozdrobnionymi listkami często sprzedaje się jako herbatę śniadaniową (tzw. breakfast tea) w torebkach, a tę z mniej rozdrobnionymi – w formie herbaty liściastej. Co więcej, w Kenii wytwarza się również herbatę białą i zieloną za pomocą tradycyjnych metod produkcji. Te dwa rodzaje herbat mają charakter sezonowy. Warto wiedzieć, że kenijskie herbaty są znane z wyjątkowo wysokiej zawartości antyoksydantów.

Na koniec warto zauważyć, że w Kenii eksperymentuje się z nowinkami herbacianymi, czego owocem jest np. biała Matcha zwana również White Matcha lub White Rhino Matcha, czy herbata purpurowa znana również jako purple tea, która jest charakterystyczna dla tego kraju. Herbata purpurowa charakteryzuje się wysoką zawartością antycyjaniny, której zawdzięcza swój purpurowy kolor (to ten sam pigment obecny m.in. w malinach czy borówkach), polifenoli oraz katechin, co sprawia, że ma ona wyjątkowe właściwości zdrowotne. Warto podkreślić, że nie jest ona odrębnym rodzajem, a raczej odmianą herbaty, ponieważ powstaje ona ze specjalnej, genetycznie zmodyfikowanej odmiany krzewu herbacianego, a proces jej obróbki nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle procesu obróbki pozostałych rodzajów herbat.

Wiedząc już co nieco na temat herbaty w Kenii, mogę przejść do recenzji wspomnianych wyżej herbat 😉

Kenia OP Milima

Kenia Milima - opakowanie

Kenia OP Milima to czarna kenijska herbata, którą kupiłam w sklepie Five o’clock. Niestety, na opakowaniu nie podano informacji, z jakiego rejonu Kenii pochodzi. Słowo „milima” w języku suahili (jednym z dwóch języków urzędowych obowiązujących w Kenii) oznacza „górę” i odnosi się do faktu, że krzewy herbaciane, z których powstaje herbata określona mianem „milima” rosną na wysokości nie niższej niż 1800 m n.p.m. Z kolei oznaczenie OP, czyli Orange Pekoe, wskazuje na to, że susz herbaciany składa się z długich, sztywnych listków, z rzadko występującymi złotymi tipsami.

Niestety, nie znam szczegółów dotyczących produkcji tej herbaty, ale podejrzewam, że mogła być ona wytworzona za pomocą tradycyjnych metod, chociażby częściowo, z dwóch powodów. Po pierwsze, ten gatunek czarnej herbaty często produkuje się za pomocą takich metod. Po drugie, susz herbaciany w kolorze ciemnobrązowym z jasnobrązowymi akcentami składa się z większych fragmentów listków, które mają nieregularny kształt. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, jak on się prezentuje:

Kenia Milima - listki

Listki wydzielają delikatny winno-cytrusowy zapach.

Napar z tej herbaty ma słodkawy, miodowy aromat i ciemnobursztynowy kolor. Wygląda on tak, jak na zdjęciu poniżej:

Kenia Milima - napar

Po wypiciu łyka naparu z Kenii Milimy wyczuwalna jest lekka, zrównoważona goryczka, która szybko zamienia się w delikatną, cytrusową słodycz. Całość jest bardzo specyficzna, ale przyjemna i orzeźwiająca, zupełnie inna od doznań dostarczanych przez inne czarne herbaty, szczególnie te pochodzące z Chin czy Indii. Co ciekawe, w ostudzonym naparze nuty cytrusowe stają się nawet bardziej intensywne.

Co do sposobu przyrządzania tej herbaty, to myślę, że najlepiej jest zalać susz wodą o temperaturze ok. 95 stopni Celsjusza (czyli wodą tuż po zagotowaniu) i parzyć przez 2 minuty. Co prawda producent zaleca parzyć tę herbatę wodą o wspomnianej temperaturze od 3 do 6 minut, ale uważam, że 2 minuty wystarczą w zupełności. Po tym czasie napar i tak jest wystarczająco intensywny w smaku.

Co ciekawe, po parzeniu listki lekko się rozwinęły, co jest dodatkowym argumentem przemawiającym za tym, że ta herbata nie była wytworzona za pomocą metody CTC.

Kenia Milima - listki po parzeniu

Na koniec warto zauważyć, że Kenia Milima to zdecydowanie herbata, która nadaje się tylko do jednokrotnego parzenia.

Kenia o świcie

Kenia o świcie marki Green Hills to czarna kenijska herbata, która została zakupiona w Biedronce. Znajduje się ona w charakterystycznej, biało-fioletowej puszce.

Kenia o świcie - przód puszki

Wcześniej Kenia o świcie była znana pod marką La Speciale i była jedną z czterech herbat liściastych tej marki (pozostałe trzy z tej samej serii to: Mgła nad Yunnan, Truskawkowe wzgórze i Czekoladowa podróż), które można kupić w Biedronce wyłącznie w okresie przedświątecznym. Jednak to właśnie Kenia o świcie zainteresowała mnie najbardziej, tym bardziej, że kenijskie herbaty nie są zbyt popularne w Polsce.

Niestety, tak jak w przypadku Kenii Milimy, na puszce nie określono, z jakiego rejonu Kenii ta herbata pochodzi. Jedyna konkretna informacja, którą można na niej znaleźć, to oznaczenie herbaty Golden Flowery Broken Orange Pekoe, wskazujące na to, że susz herbaciany zawiera połamane grubsze listki z niewielką ilością złotych tipsów.

Z racji tego, że susz herbaciany w kolorze ciemnobrązowym ze złocistymi refleksami jest drobny i raczej jednorodny, można podejrzewać, że herbata ta została wyprodukowana za pomocą metody CTC. Możecie zobaczyć, jak on się prezentuje na zdjęciu poniżej:

Kenia o świcie - listki

Susz wydziela intensywny winny aromat.

Napar z tej herbaty ma delikatny owocowo-winny zapach i ciemnobursztynowy kolor. Wygląda on tak, jak na zdjęciu poniżej:

Kenia o świcie - napar

W naparze z Kenii o świcie dominuje intensywna goryczka (znacznie intensywniejsza niż w przypadku Kenii Milimy), która po chwili zamienia się w delikatną, momentami ledwo wyczuwalną owocowo-winną słodycz. Szczerze mówiąc, goryczka ta nie jest nieprzyjemna, ale sprawia, że w krótkim czasie nie jestem w stanie wypić więcej niż jedną szklankę tej herbaty, bo w innym wypadku zaczyna mnie męczyć.

Co do sposobu przygotowania tej herbaty, to myślę, że najlepiej jest zalać susz wodą o temperaturze ok. 95 stopni Celsjusza (czyli wodą tuż po zagotowaniu) i parzyć przez 2 minuty. Co prawda producent zaleca parzyć tę herbatę wrzątkiem przez 5 minut, ale uważam, że 2 minuty wystarczą w zupełności, bo po tym czasie napar i tak jest już bardzo mocny.

Na koniec warto zauważyć, że Kenia o świcie, podobnie jak Kenia Milima, to bez wątpienia herbata, która nadaje się tylko do jednokrotnego parzenia.

Podsumowując, Kenia Milima i Kenia o świcie to dwie czarne kenijskie herbaty, które prawdopodobnie zostały wytworzone za pomocą dwóch odmiennych metod produkcji: tradycyjnych oraz CTC, co przekłada się na nieco inne doznania smakowe i zapachowe dostarczane przez napar: Kenia Milima jest słodsza i bardziej cytrusowa, a Kenia o świcie bardziej goryczkowa i owocowo-winna. Przyznam szczerze, że Kenia Milima bardziej przypadła mi do gustu, ale Kenia o świcie też jest warta uwagi, bo jak na herbatę z supermarketu jest zaskakująco niezła. Obie herbaty nie zwalają z nóg, tak jak na przykład opisany już wcześniej Ramiz Black Tea, ale uważam, że warto ich spróbować, ponieważ mają w sobie coś specyficznego, czego nie można odnaleźć w czarnych herbatach pochodzących z innych krajów, szczególnie z Chin i Indii.

Pozdrawiam 🙂

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z dwóch książek: „Tea: A User’s Guide” Tony’ego Gebely i „The Tea Book” Lindy Gaylard oraz z następujących źródeł internetowych:

https://www.harney.com/products/kenya-milima-tea

http://www.tea-and-coffee.com/kenya-milima-loose-leaf-tea

http://www.fiveoclock.eu/herbata/products/kenia-op-milima-2628.html

https://en.wikipedia.org/wiki/Tea_production_in_Kenya

http://www.kenya-information-guide.com/kenya-tea.html

http://ratetea.com/region/kenya/4/

https://en.wikipedia.org/wiki/Kenya_Tea_Development_Agency

http://www.tea.co.uk/teas-from-kenya-malawi-and-zimbabwe

http://theteadetective.com/TeasOfKenya.html

http://www.tching.com/2017/01/what-is-purple-tea/

http://thedailytea.com/taste/purple-tea-innovation-hype/

https://www.teabox.com/blog/tea101/difference-orthodox-tea-ctc-tea

http://mycupofgreentea.blog.pl/tag/oznaczenia-herbat/

„Tea: A User’s Guide” Tony’ego Gebely – recenzja anglojęzycznego ebooka o herbacie

Dzisiejszy wpis będzie recenzją anglojęzycznego ebooka pt. „Tea: A User’s Guide” autorstwa Tony’ego Gebely, twórcy znanego portalu o herbacie zwanego World of Tea.

Pozycja pt. „Tea: A User’s Guide” została wydana w dniu 5 listopada 2016 r. przez wydawnictwo Eggs and Toast Media, LLC w trzech wersjach: dwóch elektronicznych, tj. ebooka i pliku w formacie pdf, oraz książki papierowej (obecnie ta wersja w formacie pdf nie jest już dostępna, więc pominę ją w dalszej części recenzji). O premierze tej książki dowiedziałam się na wspomnianym wyżej portalu World of Tea, który lubię i cenię. Ponadto niedługo później na kilku anglojęzycznych blogach, które śledzę, m.in. Tea For Me Please oraz My Japanese Green Tea, zamieszczono same pozytywne recenzje tej książki, co jest dość niespotykane. Lektura tych recenzji utwierdziła mnie w przekonaniu, że warto zaopatrzyć się w tę książkę, tym bardziej, że akurat w tym czasie nabrałam ochoty na pochłonięcie jakiejś anglojęzycznej pozycji. Mimo że zdecydowanie wolę czytać książki w wersji tradycyjnej, ostatecznie zdecydowałam się kupić ebooka z dwóch powodów: po pierwsze, ebook jest tańszy niż wersja papierowa (kolejno jest to koszt 12,90 $ i 40 $, więc różnica w cenie jest niemała). Po drugie, zależało mi na tym, żeby ta pozycja była dostępna „od ręki”. Nie chciałam czekać ok. 2,5 tygodnia na przesyłkę z USA, tak jak to było w przypadku innej anglojęzycznej książki o herbacie (która też na pewno doczeka się recenzji na blogu :)). Niedługo po dokonaniu zakupu ebook znalazł się na czytniku Kindle. Dzięki temu jeszcze tego samego dnia mogłam przystąpić do lektury :).

strona tytułowa Tea A Users Guide

„Tea: A User’s Guide” liczy 250 stron. Składa się ze wstępu, poradnika dotyczącego korzystania z książki (zawierającego uwagi dotyczące systemów transliteracji nazw związanych z herbatą, których używa się w językach azjatyckich, ze szczególnym uwzględnieniem dwóch systemów: Hanyu Pinyin oraz Wade-Gilesa, jak również przykładów nieprawidłowej transliteracji) oraz trzech części obejmujących osiemnaście rozdziałów. Tematyka poruszona w każdym z tych rozdziałów jest niezwykle obszerna, dlatego też poniżej przedstawię Wam krótko, o czym można przeczytać w każdym z nich:

Część I – The basics (podstawy):

Rozdział 1 – Defining tea (definiowanie herbaty): prezentuje definicję, czym jest herbata, podkreślając, że nie jest to to samo, co tisane (herbatka, czyli napar powstały z rośliny niebędącej Camellią sinensis), oraz proponuje rozróżnienie trzech par terminów: tea flush/tea leaves (listki herbaciane), finished/made tea (gotowa herbata) i tea/tea liquor (napar herbaciany), aby było jasne, do czego autor odnosi się w dalszej części książki;

Rozdział 2 – Tea growing and harvesting (uprawa i zbiór herbaty) – omawia dwie główne odmiany Camelli sinensis: odmiana sinensis oraz assamica i dwa sposoby jej rozmnażania: sexual propagation vs asexual propagation (rozmnażanie płciowe a bezpłciowe), jak również zawiera informacje, jak i gdzie uprawia się krzew herbaciany, jakie warunki są dla niego najbardziej korzystne, jak dokładniej wyglądają zbiory liści herbacianych oraz kiedy odbywają się w różnych miejscach na świecie, z uwzględnieniem nazewnictwa okresów zbiorów używanego w krajach, takich jak: Indie i Nepal, Chiny, Japonia, Korea Południowa oraz Afryka;

Rozdział 3 – Chemical composition of tea leaves (skład chemiczny liści herbacianych) – omawia skład chemiczny liści herbaty, a konkretniej takie związki chemiczne, jak: polyphenols (polifenole), enzymes (enzymy), pigments (pigmenty), amino acids (aminokwasy), carbohydrates (węglowodany), methylxanthines (metyloksantyny), minerals (składniki mineralne) oraz volatiles (substancje lotne), ze szczególnym uwzględnieniem ich znaczenia dla rośliny herbacianej. Autor wspomina również, jaki wpływ te związki chemiczne mają na ostateczne doznania smakowe i zapachowe dostarczane przez napar powstały z przetworzonych listków;

Rozdział 4 – Tea processing (obróbka herbaty) – omawia najważniejsze procesy obróbki herbaty, takie jak: withering (więdnięcie), oxidation (oksydacja), ze szczególnym uwzględnieniem kill-green/fixing methods (sposobów poddania herbaty działaniu wysokiej temperatury w celu zatrzymania procesu oksydacji), drying (suszenie) oraz sorting (sortowanie);

Część II – Tea classification (klasyfikacja herbaty):

Rozdział 5 – Tea types (rodzaje herbaty) – przedstawia chińską klasyfikację herbaty na sześć podstawowych rodzajów: white tea (biała herbata), yellow tea (żółta herbata), green tea (zielona herbata), wulong tea (herbata wulong), black tea (czarna herbata) i fermented tea (herbata fermentowana). Autor książki proponuje dodać jeszcze jedną kategorię zwaną altered tea, czyli herbatę dowolnego rodzaju z sześciu wyżej wymienionych, poddaną dodatkowemu procesowi obróbki, który ma na celu zmianę jej smaku i aromatu. Na końcu rozdziału autor wyjaśnia różnicę między tea style (stylem herbaty) a tea variant/variety (wariantem/odmianą herbaty);

Rozdział 6 – Green tea (zielona herbata) – prezentuje definicję green tea, omawia jej proces produkcji, jak również zawiera przewodnik po zielonych herbatach z Japonii (z uwzględnieniem klasyfikacji według stopnia poddania działaniu pary wodnej), Chin oraz Korei. Przewodnik ten (jak również każdy inny, który znajduje się w dalszej części tej pozycji) składa się z następujących elementów: oryginalnej nazwy herbaty wraz z propozycją jej angielskiego odpowiednika, zdjęcia listków i powstałego z nich naparu oraz krótkiej charakterystyki danej herbaty, z uwzględnieniem procesu produkcji. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć przykładowy opis chińskiej zielonej herbaty Lu Shan Yun Wu:

przykładowa strona Tea A User's Guide

Rozdział 7 – Yellow tea (żółta herbata) – przedstawia definicję yellow tea, omawia jej proces produkcji, jak również zawiera przewodnik po najważniejszych gatunkach chińskich żółtych herbat;

Rozdział 8 – White tea (biała herbata) – prezentuje definicję white tea, omawia jej proces produkcji oraz zawiera przewodnik po najbardziej znanych gatunkach chińskich białych herbat;

Rozdział 9 – Wulong tea (herbata wulong) – przedstawia definicję wulong tea, omawia szczegółowo jej proces produkcji, jak również zawiera przewodnik po wulongach z Chin z uwzględnieniem podziału wulongów na herbaty z prowincji Fujian, a konkretniej z regionu Minnan (południowej części prowincji Fujian), m.in. Tie Guan Yin, oraz z regionu Minbei (północnej części prowincji Fujian), tj. herbaty z rejonu Wu Yi, oraz herbaty z prowincji Guangdong, przewodnik po wulongach z Tajwanu (m.in. Nantou Dong Ding, Muzha Tie Guan Yin, Wen Shan Bao Zhong oraz Dong Fang Mei Ren aka Oriental Beauty) i wulongach z Tajlandii;

Rozdział 10 – Black tea (czarna herbata) – prezentuje definicję black tea, omawia jej proces produkcji, jak również zawiera przewodnik po czarnych herbatach z dwóch następujących chińskich prowincji: Fujian (m.in. Zheng Shan Xiao Zhong aka Lapsang Souchong) oraz Yunnan (herbaty Dian Hong), herbatach z Tajlandii, Indii (Darjeeling oraz Assam), Kenii oraz Sri Lanki;

Rozdział 11 – Fermented tea (herbata fermentowana) – prezentuje definicję fermented tea, omawia jej proces produkcji, wyjaśnia różnicę między sheng a shu puerhem, jak również zawiera przewodnik po herbatach hei cha z następujących chińskich prowincji: Hunan, Syczuan, Anhui, Hubei, Guangxi, Yunnan (shu puerh i sheng puerh) oraz przewodnik po herbatach fermentowanych w Japonii (Goishicha, Awabancha i Bancha Batabatacha);

Rozdział 12 – Altered tea (herbata poddana dodatkowemu procesowi obróbki) – przedstawia definicję oraz omawia siedem podstawowych rodzajów altered tea: flavored/scented tea (herbata aromatyzowana naturalnie/sztucznie) wraz z wyjaśnieniem różnicy między flavoring a scenting (sztuczna a naturalna aromatyzacja), blended tea (mieszanka herbaciana), roasted tea (prażona herbata), aged tea (herbata dojrzewająca), decaffeinated tea (herbata bezkofeinowa), ground tea (zmielona herbata) oraz outliers (inne), tj. Cha Gao, Ya Bao i dwie południowokoreańskie herbaty: Hwang Cha i Tteok-cha. Prezentacja każdego rodzaju altered tea jest uzupełniona krótkim przewodnikiem po najbardziej charakterystycznych gatunkach danego rodzaju herbaty;

Część III Enjoying tea (delektowanie się herbatą):

Rozdział 13 – Kinetics of steeping (kinetyka parzenia) – odpowiada na dwa pytania: co dzieje się w trakcie parzenia pod względem chemicznym oraz co ma wpływ na skład chemiczny naparu;

Rozdział 14 – Quality of water (jakość wody) – omawia najważniejsze właściwości wody, czyli mineral content (skład mineralny), hardness (twardość) i pH level (poziom pH), oraz prezentuje dwa podstawowe rodzaje wody: tap water (woda z kranu) i bottled spring water (woda źródlana butelkowana), pomagając w dokonaniu wyboru najlepszej wody do przyrządzania herbaty;

Rozdział 15 – Steeping variables (zmienne parzenia) – omawia najważniejsze czynniki mające wpływ na efekt parzenia, tj. surface area of tea leaves (powierzchnia liści herbacianych), ratio of tea leaves to water (stosunek liści herbacianych do wody), steeping time (czas parzenia), water temperature (temperatura wody), steeping vessel (naczynie do parzenia) oraz relationship between time and temperature (związek między czasem a temperaturą);

Rozdział 16 – Putting it all together (łącząc to wszystko w całość) – zawiera porady dotyczące parzenia poszczególnych rodzajów herbaty, parzenia tych samych listków wielokrotnie, uwagi dotyczące rozwinięcia własnego stylu parzenia herbaty, jak również wskazówki, jak można „naprawić” napar, który jest zbyt mocny lub słaby;

Rozdział 17 – Evaluating tea (ocenianie herbaty) – opisuje, jak można ocenić herbatę za pomocą zmysłów: sight (wzroku), biorąc pod uwagę trzy aspekty herbaty: appearance of finished tea (wygląd gotowej herbaty), appearance of tea liquor (wygląd naparu) oraz appearance of wet leaves (wygląd wilgotnych listków), smell (zapachu), taste (smaku), z uwzględnieniem mouthfeel (doznań sensorycznych). Rozdział jest uzupełniony listą rozmaitych przymiotników pozwalających opisać smak;

Rozdział 18 – Storing tea leaves (przechowywanie liści herbacianych) – zawiera wskazówki dotyczące prawidłowego przechowywania herbat dojrzewających oraz pozostałych herbat (sześć zasad przechowywania pozostałych rodzajów herbat) wraz z garścią porad ogólnych.

Na końcu pozycji znajdują się podziękowania, uwagi do poszczególnych fragmentów tekstu, które zawierają obszerną bibliografię, oraz załącznik obejmujący listę dziesięciu najpopularniejszych chińskich herbat.

Jak widać powyżej, różnorodność tematów związanych z herbatą, które zostały poruszone w tej pozycji, jest doprawdy imponująca. W „Tea: A User’s Guide” można znaleźć informacje czysto teoretyczne, takie jak klasyfikacja herbat, po przewodniki po poszczególnych rodzajach i gatunkach herbat, kończąc na praktycznych poradach dotyczących parzenia czy przechowywania herbaty, z pominięciem otoczki kulturowej. To właśnie mnogość i rozmaitość informacji, ciekawostek i porad dotyczących herbaty to największa zaleta tej książki. Co ważne, wiele z nich ciężko znaleźć nie tylko w internecie, ale również w książkach poświęconych herbacie. Na przykład w wielu źródłach na próżno szukać tak starannie opracowanych przewodników po herbatach z różnych krajów, również po tych mniej znanych i trudno dostępnych na zachodzie gatunkach, takich jak południowokoreańska Tteok-cha czy japońska Goishicha. Ponadto tematowi składu chemicznego listków herbacianych oraz procesów chemicznych zachodzących podczas parzenia również przeważnie nie poświęca się zbyt wiele uwagi (a jeżeli już się to robi, to temat ten traktuje się zbyt powierzchownie). Można by wręcz powiedzieć, że książka ta wypełnia pewną istotną lukę w wiedzy o herbacie.

Co więcej, pozycja ta jest napisana prostym, niezwykle przystępnym językiem, któremu właściwie bliżej do języka używanego na blogach niż do tego, na który można natknąć się w artykułach naukowych. To sprawia, że tę książkę czyta się niezwykle „lekko” i przyjemnie :). Szczerze mówiąc, bywały momenty, że aż nie mogłam się doczekać, aż sięgnę po nią po raz kolejny.

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że mamy do czynienia z książką o herbacie, która jest idealna pod każdym względem, ale zapewniam, że to nie jest do końca prawda ;). „Tea: A User’s Guide” ma również cztery drobne wady. Po pierwsze, w ebooku wszystkie zdjęcia są czarno-białe, co przeszkadza szczególnie przy lekturze przewodników po herbatach, które, jak już wspomniałam powyżej, zawierają zdjęcia listków oraz powstałego z nich naparu (zresztą sami możecie zobaczyć, jak to wygląda na drugim zamieszczonym przeze mnie w tej recenzji zdjęciu). Oczywiście, kupując ebooka, liczyłam się z tym, że siłą rzeczy zdjęcia nie będą kolorowe, ale nie wiedziałam, że pozycja ta w dalszej części zawiera przewodniki po herbatach w takiej formie (fragment książki, który jest dostępny do wglądu w internecie, obejmuje wyłącznie jej część wstępną). Z tego właśnie względu gdybym mogła cofnąć czas do momentu zakupu, zdecydowałabym się jednak na wersję papierową ;).

Po drugie, część treści zawartych w tej pozycji pokrywa się z artykułami zamieszczonymi na portalu World of Tea przez jej autora. Na przykład cały rozdział 3 zatytułowany „Chemical composition of tea leaves” można znaleźć tutaj: https://www.worldoftea.org/tea-chemistry/. Dlatego też jeżeli śledzicie ten portal, to część treści „Tea: A User’s Guide” może wydać się Wam już znajoma. Przyznam jednak szczerze, że nie przeszkadzało mi to za bardzo, bo w ogólnym rozrachunku przeważająca większość tekstu była dla mnie nowa.

Po trzecie, książka ta nie zawiera żadnego spisu treści, przez co w trakcie lektury nie wiedziałam, czego się spodziewać w dalszej części, a lubię wiedzieć, co mnie czeka ;). Zakup wersji papierowej w pewnym stopniu rozwiązałby ten problem, bo mogłabym sobie po prostu przejrzeć tę książkę bez problemu, a w przypadku ebooka takie przeglądanie byłoby nieco uciążliwe ;).

Po czwarte, autor tej pozycji konsekwentnie podaje temperaturę wyrażoną wyłącznie w stopniach Fahrenheita, nie odnosząc jej do skali Celsjusza, co wiąże się z koniecznością każdorazowego przeliczania danej wielkości na stopnie Celsjusza na własną rękę. Myślę, że w tym przypadku znacznie lepszym rozwiązaniem byłoby podawanie danej temperatury przeliczonej na stopnie Celsjusza w nawiasie obok tej wyrażonej w stopniach Fahrenheita, bo to znacznie ułatwiłoby lekturę czytelnikowi, który jest przyzwyczajony do stosowania innej skali.

Pomimo wspomnianych wyżej niedoskonałości, które są nieznaczne i tak naprawdę w dużej mierze wynikają ze specyfiki wybranej wersji, „Tea: A User’s Guide” Tony’ego Gebely to bez wątpienia najlepsze znane mi kompendium wiedzy o herbacie, poruszające chyba wszystkie najważniejsze kwestie dotyczące herbaty. Jest to pozycja, którą zdecydowanie warto przeczytać, niezależnie od stopnia zaawansowania swojej wiedzy herbacianej, i mieć w domu, czy to na czytniku Kindle, czy na półce, aby móc do niej wrócić w każdej chwili.

Pozdrawiam 🙂

PS Na koniec mam pytanie do Was: czy po lekturze tej recenzji uważacie, że dobrze byłoby, gdyby ta pozycja była dostępna w wersji polskiej? Pytam o to, ponieważ rozważam możliwość jej przetłumaczenia, ale nie jestem w stanie zagwarantować, że uda się wydać taki przekład, a przede wszystkim czy znajdzie się wydawnictwo chętne do podjęcia się tego.

Różne odsłony herbaty cz. 33 – Anji Bai Cha, czyli nietypowa chińska zielona herbata

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” przedstawię Wam pewną chińską zieloną herbatę, a konkretniej Anji Bai Cha, która została kupiona w sklepie TheTea.

Anji Bai Cha - opakowanie

Anji Bai Cha (zwana również Anji White Tea) to rzadka i ceniona herbata, która pochodzi z północno-zachodniej części prowincji Zhejiang położonej na wschodnim wybrzeżu Chin, a konkretniej z górzystego powiatu Anji znanego z pokrytych mgłą lasów bambusowych. Wbrew temu, co sugeruje nazwa, Anji Bai Cha to tak naprawdę zielona herbata, biorąc pod uwagę proces produkcji. Określenie „biała herbata” nawiązuje do białego koloru świeżo zebranych pączków i listków oraz jasnego koloru naparu.

Historia Anji Bai Cha sięga czasów panowania chińskiej dynastii Song, czyli XII wieku. W literaturze na temat herbaty powstałej od tego momentu pojawiło się kilka wzmianek o enigmatycznej Bai Cha, której opis zgadza się z opisem Anji Bai Cha. Dla przykładu cesarz Huizong, wielki artysta oraz miłośnik herbaty, wspomniał w swojej książce o herbacie pt. „Da Guan Cha Lun” o Bai Cha charakteryzującej się cienkimi żółtawo-białymi listkami, która powstaje z krzewów herbacianych rosnących dziko na wysokich stromych górach. Niestety, żadne ze źródeł nie podawało, gdzie dokładniej znajdują się te krzewy. Wiadomo było tylko, że są one położone gdzieś w rejonie Anji w chińskiej prowincji Zhejiang. Z tego właśnie względu Anji Bai Cha przez długi czas pozostawała tylko legendą, aż do lat 80. ubiegłego wieku, kiedy to w wiosce Da xi w powiecie Anji odkryto kultywar krzewu Camellia sinensis odmiana sinensis zwany Bai Ye Yi Hao. Odkryte dwa krzewy rozmnożono dla celów komercyjnych. Uznaje się, że wszystkie obecnie istniejące krzewy Bai Ye Yi Hao pochodzą od tych dwóch macierzystych krzewów, z których tylko jeden przetrwał do dziś.

W skład Anji Bai Cha wchodzi pączek oraz najmłodszy listek. Co ciekawe, pączki i listki Anji Bai Cha są białe, ale wraz ze wzrostem temperatury stają się zielonkawe, a gdy temperatura przekroczy 25 stopni Celsjusza, całkowicie zielenieją. Tej zmianie koloru pączków i listków towarzyszy zmiana smaku. Najbardziej ceniona herbata pochodzi z pierwszego zbioru mającego miejsce w pierwszych dniach kwietnia, tj. przed chińskim świętem Qingmingjie (moja herbata pochodzi właśnie z tego kwietniowego zbioru).

Zebrane pączki i listki poddaje się takim procesom produkcji, jak: więdnięcie, poddanie działaniu wysokiej temperatury poprzez prażenie w wokach, formowanie oraz suszenie. Ostatecznie herbata ma postać zielonkawych igiełek o regularnym kształcie. Wygląda ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Anji Bai Cha - listki

Te igiełki wydzielają roślinno-warzywny aromat, który przywodzi na myśl skojarzenia ze smakiem umami.

Napar z Anji Bai Cha ma oleistą konsystencję, roślinno-warzywny zapach z akcentami przywodzącymi na myśl skojarzenia ze smakiem umami oraz zielonkawy kolor. Prezentuje się on następująco:

Anji Bai Cha - napar w gaiwanie

Po wypiciu łyka naparu najpierw można wyczuć akcenty roślinno-warzywne, które szybko zamieniają się w słodkawe nuty owocowe. Na koniec napar pozostawia po sobie delikatny posmak umami, który jest charakterystyczny raczej dla japońskich zielonych herbat. Takie doznania smakowe dostarczają tylko dwa napary z pierwszych dwóch parzeń – w naparze z każdego kolejnego parzenia ten posmak jest już praktycznie niewyczuwalny. Całość jest niezwykle łagodna i delikatna, przypominająca bardziej doznania dostarczane przez chińskie białe herbaty niż inne zielone.

Co do sposobu przygotowania Anji Bai Cha, to myślę, że najlepiej jest zalać ją wodą o temperaturze ok. 80 stopni Celsjusza i parzyć przez minutę. Inne parametry parzenia, tj. wyższa temperatura wody oraz dłuższy czas parzenia, zdecydowanie nie służą tej herbacie. Te same pączki i listki można wykorzystać nawet pięciokrotnie, przy czym trzecie i czwarte parzenie dobrze jest wydłużyć o 30 sekund, a ostatnie, piąte – o minutę, ostatecznie uzyskując następujące czasy parzenia w minutach: 1:00, 1:00, 1:30, 2:00 oraz 3:00. Samą herbatę najlepiej parzyć w szklanym lub porcelanowym gaiwanie, ponieważ już po pierwszym parzeniu igiełki otwierają się, ukazując pączek z listkiem. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, jak wyglądały pączki i listki po drugim parzeniu:

Anji Bai Cha - listki po zaparzeniu

Na koniec warto wiedzieć, że pączki i listki krzewu herbacianego, z którego wytwarza się Anji Bai Cha (szczególnie te, które pojawiają się wczesną wiosną), mają unikatowy skład chemiczny: niską zawartość chlorofilu oraz polifenoli, co przyczynia się do ich białawego koloru, ale za to wysoką zawartość aminokwasów, dwukrotnie większą niż w przypadku innych zielonych herbat (podobną zawartość aminokwasów ma japońska zielona herbata Gyokuro). To właśnie dlatego napar z tej herbaty jest słodkawy, ma delikatny smak umami i działanie uspokajające oraz redukujące stres.

Podsumowując, Anji Bai Cha to unikatowa chińska zielona herbata dająca napar, który dostarcza nietypowych doznań zapachowych i smakowych jak na zieloną herbatę z Chin, szczególnie ze względu na delikatny posmak umami. Jest to jedna z tych herbat, które zapadają w pamięci na długo. Polecam ją szczególnie miłośnikom białych i zielonych herbat. Ja na pewno będę do niej wracać :).

PS Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z ebooka pt. „Tea: A User’s Guide” Tony’ego Gebely, książki pt. „Zapiski o herbacie” Roberta Tomczyka, opisu herbaty Anji Bai Cha zamieszczonego na stronie sklepu TheTea (obecnie już niedostępnego) oraz następujących źródeł internetowych:

https://eherbata.pl/an-ji-bai-cha-2016-287.html

https://en.wikipedia.org/wiki/Anji_bai_cha

https://sevencups.com/shop/ming-qian-an-ji-bai-cha/

http://www.teavivre.com/info/an-ji-bai-cha/

https://www.teaspring.com/An-Ji-Bai-Cha.asp

http://ratetea.com/style/anji-bai-cha/110/

http://ratetea.com/region/zhejiang/30/

https://en.wikipedia.org/wiki/Anji_County

Ciekawe anglojęzyczne blogi o herbacie

Na blogu pojawił się już wpis o moich ulubionych polskojęzycznych blogach o herbacie (http://mycupofgreentea.blog.pl/2016/03/24/moje-ulubione-blogi-o-herbacie/), więc teraz przyszedł czas na zestawienie interesujących anglojęzycznych stron tego typu. Oto ta lista wraz z krótkim opisem danego bloga:

1. Thirsty for Tea (http://www.thirstyfortea.com/) – na swoim blogu Bonnie zamieszcza głównie najróżniejsze przepisy z wykorzystaniem herbaty nie tylko na ciasta i ciasteczka, ale też np. na dania obiadowe. Bardzo podobał mi się jej przepis na Borichę, czyli koreańską herbatkę z prażonego jęczmienia; muszę go kiedyś wypróbować (http://www.thirstyfortea.com/recipes/korean-barley-tea/);

2. My Japanese Green Tea (http://www.myjapanesegreentea.com/) – blog Ricardo (który jest z wykształcenia japonistą) jest poświęcony wyłącznie tematyce japońskiej herbaty. Można na nim znaleźć m.in. recenzje herbat z Japonii i książek o herbacie, wpisy zawierające porady i ciekawostki dotyczące japońskiej herbaty oraz sposobów jej przyrządzania;

3. The Tea Cup of Life (http://theteacupoflife.com/) – na swoim blogu Lu Ann zamieszcza różnorodne wpisy, takie jak: recenzje herbat, krótkie wywiady z innymi blogerami herbacianymi, przeglądy wpisów na innych anglojęzycznych blogach z danego miesiąca (coś podobnego do cotygodniowego cyklu pt. „Co ja parzę” autorstwa Ani z Piewców Teiny), przepisy kulinarne z użyciem herbaty czy herbaciane poradniki oraz przewodniki, np. przewodnik po tradycyjnych akcesoriach do Matchy wraz z propozycjami ich zastąpienia w kuchni (http://theteacupoflife.com/2016/11/traditional-and-non-traditional-matcha-tools-guide.html) czy poradnik, jak rozpoznać Matchę dobrej jakości wraz z analizą czterech wybranych herbat (http://theteacupoflife.com/2015/03/a-matcha-comparison-do-you-know-what.html);

4. Tea For Me Please (http://www.teaformeplease.com/) – ten blog jest nieco podobny do bloga o nazwie The Tea Cup of Life. Można na nim przeczytać m.in. cotygodniowe przeglądy wpisów z innych anglojęzycznych blogów herbacianych, wpisy informacyjne na temat wybranego zagadnienia związanego z herbatą, np. wpis o różnicach między dwoma podstawowymi rodzajami puerhów (http://www.teaformeplease.com/2016/08/raw-puerh-vs-cooked-puerh.html), recenzje herbat czy książek o herbacie czy rozmaite poradniki herbaciane, np. wpis o tym, jak stać się lepszym degustatorem herbaty (http://www.teaformeplease.com/2016/09/how-to-train-your-palate-for-tea.html);

5. The Lovely Tea Cup (https://thelovelyteacup.com/) – na tym blogu można znaleźć przede wszystkim rozmaite przepisy na napoje/potrawy z użyciem herbaty czy kosmetyki, poradniki i krótkie wpisy informacyjne o wybranym gatunku herbat;

6. Tching (http://www.tching.com/) – wpisy zamieszczane na tym blogu są bardzo różnorodne: od recenzji herbat przez przegląd herbat z danego kraju, np. przegląd herbat w Tajlandii (http://www.tching.com/2016/10/thai-teas-tea-thailand/), po poradniki, np. jak zrobić własną domową kombuczę (http://www.tching.com/2016/07/making-homemade-kombucha/), czy wpisy poświęcone wybranemu zagadnieniu związanemu z herbatą;

7. Teatropolitan (https://teatropolitan.wordpress.com/) – to blog, na którym znajdują się przede wszystkim wpisy o nowinkach herbacianych, szczególnie akcesoriach do herbaty, czy ciekawostkach związanych z herbatą, np. reklamy o herbacie, ale też m.in. krótkie przewodniki po herbatach z danego kraju czy relacje z pobytu w herbaciarniach czy sklepach z herbatą, np. relacja z pobytu w jednej z warszawskich herbaciarni zwanej Same Fusy (https://teatropolitan.wordpress.com/tag/same-fusy/). Niestety, wszystko wskazuje na to, że blog został porzucony, bo ostatni wpis pochodzi z września 2012 r., ale może kiedyś jego autorzy zdecydują się na reaktywację ;);

8. The Guide to Puerh Tea (http://theguidetopuerhtea.blogspot.com/) – to blog poświęcony wyłącznie herbatom puerh. Można na nim przeczytać głównie recenzje puerhów oraz ciekawostki czy poradniki dotyczące tego rodzaju herbat. Co prawda osobiście nie przepadam za nimi, ale za każdym razem, gdy odwiedzam tego bloga, nie mogę się nadziwić, jak różnorodny jest świat puerhów :).

Może znacie jeszcze jakieś interesujące anglojęzyczne blogi o herbacie? Jeżeli tak, to dajcie znać w komentarzu :).

Pozdrawiam 🙂

Różne odsłony herbaty cz. 32 – Snow Buds, czyli przepyszna biała herbata z Nepalu

W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam pewną białą herbatę z Nepalu, a konkretniej Snow Buds, która pochodzi ze sklepu internetowego One cup of tea, posiadającego w ofercie wyłącznie herbaty z Nepalu (http://agataozarowska.pl/).

Już w zeszłym roku słyszałam wiele dobrego od innych miłośników herbaty o herbatach ze sklepu prowadzonego przez Agatę Ożarowską-Nowicką (szczególnie o nepalskiej czarnej herbacie Gold Buds), ale niestety podobnie jak to było w przypadku ostatnio opisanej Ramiz Black Tea, obudziłam się z chęcią zakupu za późno :P. Na szczęście w tym roku podczas noworocznego spotkania herbacianego, które odbyło się 6 stycznia w koreańskiej restauracji ONGGI w Warszawie, trafiła się świetna okazja, żeby spróbować wspomnianej nepalskiej herbaty, ponieważ sama Agata wzięła udział w tym wydarzeniu. Na początku opowiedziała nam o swoim pobycie w kompleksie ogrodów herbacianych Guranse w Nepalu, a następnie poczęstowała nas naparem z pozostałości zeszłorocznej Gold Buds. Pamiętam, że zrobił na mnie piorunujące wrażenie :). Po pierwszym łyku wiedziałam, że jak tylko Gold Buds z tegorocznego zbioru pojawi się w sklepie, muszę kupić tę herbatę. Gdy we wrześniu dowiedziałam się, że jest już dostępna, bez wahania kupiłam ją. Przy okazji zamówiłam też trzy inne herbaty, które przykuły moją uwagę: dwie czarne herbaty Wild Sunset i Hand Rolled Floral oraz białą herbatę Snow Buds. Przyznam szczerze, że spodziewałam się, że najbardziej posmakują mi czarne herbaty (bo ostatnio dość dużo ich piję), a biała herbata – najmniej (bo czym mogłaby mnie zaskoczyć, mając na uwadze doznania dostarczane przez chińskie białe herbaty typu Baihao Yinzhen?). Co ciekawe, okazało się, że jest zupełnie odwrotnie. Gdy zaparzam sobie sama w domu Gold Buds, napar nie smakuje już tak dobrze, jak wtedy w styczniu. Właściwie to można powiedzieć, że nie smakuje mi za bardzo (może to wina zmienionego smaku podczas ciąży?). To samo jest z Wild Sunset, mam wrażenie, że napar jest nijaki. Hand Rolled Floral okazała się najciekawszą czarną herbatą. Z kolei Snow Buds… to było największe zaskoczenie :). Ta herbata oczarowała mnie od pierwszego łyku.

Snow Buds - opakowanie

Snow Buds to biała herbata pochodząca z nepalskiego kompleksu ogrodów herbacianych Guranse (Guranse to po nepalsku rododendron, oficjalny kwiat Nepalu) położonego na wysokości 3500-7200 m n.p.m., co sprawia, że jest on jednym z najwyżej położonych miejsc uprawy herbaty na świecie. Kompleks ten ma powierzchnię 250 hektarów i składa się z ogrodów herbacianych kontrolowanych przez drobnych rolników. Znajduje się on na terenie wyżynnym pod łańcuchem górskim Makalu będącym częścią Himalajów w dystrykcie Dhankuta na wschodzie Nepalu. W tym miejscu panuje unikalny klimat dzięki bliskości wysokich gór. To sprawia, że herbaty pochodzące z Guranse mają wyjątkowy, bogaty smak i aromat. Są one w 100% organiczne (tj. produkuje się je bez użycia pestycydów, nawozów sztucznych i modyfikacji genetycznych). Wytwarza się je w niewielkich ilościach. Przy okazji warto wiedzieć, że kompleksy ogrodów herbacianych Guranse są przyjazne swoim pracownikom: pracują w nich głównie kobiety, którym zapewnia się godziwe zarobki, a ich dzieciom (szczególnie tym z gorzej usytuowanych rodzin) zapewnia się edukację.

Snow Buds wytwarza się z jednego najmłodszego listka i srebrnego pąka z drugiego (letniego) oraz czwartego (jesiennego) zbioru. Moja herbata pochodzi z tego pierwszego zbioru ;). Sam proces produkcji jest ograniczony do minimum: po zbiorach pączki i listki przechodzą tylko przez dwa etapy: suszenie i ręcznie zwijanie. Ostatecznie herbata ma postać poskręcanych lekko owłosionych igiełek w jasnozielonym kolorze z jasnymi przebłyskami połączonych z drobnymi listkami w ciemnozielonym kolorze. Wygląda ona następująco:

Snow Buds - listki i pączki

Pączki i listki wydzielają zapach przywodzący mi na myśl skojarzenia z sianem.

Napar ze Snow Buds ma roślinno-kwiatowy aromat i beżowawy kolor. Prezentuje się on następująco:

Snow Buds - napar

W smaku tego naparu nuty roślinno-kwiatowe przeplatają się ze sobą, ale ostatecznie te roślinne wysuwają się na prowadzenie. Całość jest całkowicie pozbawiona goryczy, a przy tym niezwykle głęboka i „gładka”. Szczerze mówiąc, przywodzi mi ona na myśl skojarzenia z chińską białą herbatą Baihao Yinzhen.

Co ciekawe, podczas swoich eksperymentów z herbatą przed przygotowaniem wpisu (zawsze eksperymentuję z parametrami parzenia i rodzajem wody, zanim przystąpię do stworzenia wpisu o danej herbacie) doszłam do zaskakującego wniosku: bardziej smakuje mi herbata zaparzona zagotowaną, przefiltrowaną wodą z kranu. Jest wtedy słodkawa, wyraźnie kwiatowa, właściwie całkowicie pozbawiona roślinności, a przy tym delikatna i „gładka”. Picie jej to prawdziwa rozkosz dla podniebienia :). Można by wręcz powiedzieć, że jest to idealna biała herbata – po prostu nic dodać, nic ująć.

Co do sposobu przyrządzania Snow Buds, to uważam, że najlepiej zalać ją wodą o temperaturze ok. 80 stopni i parzyć przez 2 minuty. Te same pączki i listki można wykorzystać nawet pięciokrotnie (za każdym razem wydłużając nieco czas parzenia, np. o 20 sekund). Warto wiedzieć, że dobrze jest parzyć tę herbatę w większym naczyniu, np. gaiwanie lub czajniku, bo pączki i listki otwierają się pod wpływem wysokiej temperatury. Poniżej możecie zobaczyć, jak wyglądały po czwartym parzeniu:

Snow Buds - listki po czwartym parzeniu

Warto też zauważyć, że Snow Buds również smakuje znakomicie, gdy „zaparzymy” ją na zimno.

Podsumowując, Snow Buds to wyśmienita nepalska biała herbata dająca delikatny napar o wyraźnie kwiatowym aromacie i smaku. Jej fantastyczna delikatność, „gładkość” i kwiecistość zapadają w pamięci na długo. Jest to absolutnie obowiązkowa pozycja na liście herbat do wypróbowania dla miłośników białych herbat. Przyznam szczerze, że ostatnio jest to moja ulubiona herbata, po którą sięgam dość często. Mój trzyletni syn też ją uwielbia.

Pozdrawiam 🙂

PS Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych: posta zawierającego opis herbaty Snow Buds zamieszczonego przez Agatę na stronie jej sklepu na Facebooku w dniu 5 września oraz następujących linków:

http://agataozarowska.pl/herbata/produkt/herbata-snow-buds/

https://www.facebook.com/guransetea.nepal/about/

http://www.guransetea.com.np/about-us

http://www.guransetea.com.np/tea-products/snow-buds

http://www.holymtn.com/tea/GuranseTea.htm

Polecane strony o herbacie, które nie są blogami

Jakiś czas temu na blogu zamieściłam wpis zawierający wykaz moich ulubionych blogów o herbacie. W dzisiejszym wpisie zamieszczę listę innego rodzaju stron, dzięki którym można poszerzać swoją wiedzę o herbacie, wraz z krótkim opisem danego miejsca w internecie. Oto ona (kolejność pozycji jest przypadkowa):

  1. Teapedia (http://teapedia.org/en/Main_Page) – krótko mówiąc, to herbaciana Wikipedia. Można na niej znaleźć głównie informacje o poszczególnych gatunkach herbat. Teapedia ma również wersję polską :);
  2. Tea Guardian (https://www.teaguardian.com/) – to portal, na którym można znaleźć artykuły na najróżniejsze tematy powiązane z herbatą, np. o jej właściwościach zdrowotnych, składzie chemicznym czy o poszczególnych gatunkach czy rodzajach herbaty;
  3. The Daily Tea (http://www.thedailytea.com/) – to strona podobna do Tea Guardian, która jest dodatkowo wzbogacana o najnowsze wieści ze świata herbacianego, rozmaite przepisy z użyciem herbaty czy przepisy na kosmetyki herbaciane;
  4. World Tea News (http://worldteanews.com/) – to portal, na którym pojawiają się przede wszystkim najnowsze wiadomości z branży herbacianej;
  5. World of Tea (https://www.worldoftea.org/) – to typowo informacyjno-edukacyjna strona, na której można znaleźć rozmaite artykuły o herbacie, np. o klasyfikacji herbaty, jej składzie chemicznym i przechowywaniu czy o porach zbiorów herbaty w różnych rejonach świata;
  6. Tea Journey (https://teajourney.pub/) – to portal założony przez twórców „Tea Journey Magazine”, czyli 150-stronicowego kwartalnika o herbacie ukazującego się w wersji elektronicznej (w kwietniu, sierpniu i listopadzie każdego roku; są to wydania zatytułowane kolejno „Origin Issue”, „Harvest Review” oraz „Gifting Issue”). Istnieje również możliwość zamówienia czasopisma w wersji papierowej. Koszt uzyskania dostępu do którejkolwiek z tych wersji waha się od ok. 4 do 25 dolarów amerykańskich. Co ciekawe, stworzenie tego czasopisma było inicjatywą crowdfundingową na Kickstarterze. Projekt został ufundowany dzięki uzyskaniu poparcia 564 osób i zebraniu kwoty w wysokości prawie 130 tysięcy dolarów kanadyjskich. Wracając do samego portalu, twórcy „Tea Journey Magazine” zamieszczają na nim wybrane artykuły na rozmaite tematy związane z herbatą (ostatnio są to przede wszystkim artykuły o zbiorach herbaty w różnych rejonach świata z najnowszego „Harvest Review”), które zapewne pojawiają się również w samym kwartalniku;
  7. Serious Eats (http://www.seriouseats.com/) – to portal kulinarny, na którym znajdują się różnorodne przepisy oraz porady dotyczące przyrządzania potraw, w tym również artykuły o herbacie: nie tylko przepisy z użyciem herbaty, ale również przeróżne poradniki na jej temat, np. do czego można wykorzystywać herbatę w kuchni (poza oczywistym przygotowaniem naparu) czy jak stać się lepszym degustatorem herbaty;
  8. What-cha (http://what-cha.com/) – to właściwie strona sklepu internetowego z ogromnym wyborem herbat, również tych rzadszych i mniej znanych, ale, co najważniejsze, zawiera ona krótkie opisy każdej herbaty, obejmujące informacje o jej pochodzeniu, porze zbiorów czy zalecanych parametrach parzenia. Ten adres może być przydatny zwłaszcza w przypadku tych herbat, na temat których na próżno szukać informacji na polskojęzycznych stronach;
  9. Tea Data Base (http://www.teadatabase.com/) – to portal, na którym aktualnie dostępne są cztery bazy danych dotyczące herbaty, w tym lista producentów herbaty w Chinach czy wykaz chińskich herbat. Moim zdaniem szczególnie pomocna jest ta ostatnia baza danych zatytułowana „All the tea in China”, ponieważ można na niej wyszukać podstawowe informacje o danej chińskiej herbacie, takie jak jej chińska nazwa, rodzaj, nazwa prowincji, z której pochodzi czy dostępność.

Jak nietrudno zauważyć, praktycznie wszystkie wspomniane przeze mnie strony są anglojęzyczne. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy miłośnik herbaty może znać angielski na poziomie zaawansowanym, pozwalającym swobodnie czytać wybrane artykuły. Dlatego też jeżeli będziecie mieli jakieś problemy z ich zrozumieniem, zajrzyjcie do angielsko-polskiego słowniczka terminów herbacianych opracowanego przez Anię z bloga Piewcy Teiny i rozbudowanego przeze mnie (oto link do niego: http://piewcyteiny.pl/o-herbacie-angielsku-slowniczek/) lub piszcie do mnie :). W miarę możliwości postaram się pomóc.

Pozdrawiam 🙂

Różne odsłony herbaty cz. 31 – Ramiz Black Tea i Leila Black Tea, czyli dwie nietuzinkowe gruzińskie czarne herbaty

W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam dwie gruzińskie czarne herbaty: Ramiz Black Tea i Leila Black Tea z tegorocznych majowych (czyli wiosennych) zbiorów. Już w zeszłym roku przeczytałam o tych herbatach wiele dobrego (m.in. na blogu Herbaciany notes i Herbaciane szlaki), ale zanim doszłam do wniosku, że chcę ich wypróbować, były już niedostępne. W tym roku na pierwszym spotkaniu Kolektywu nadarzyła się okazja, żeby spróbować jednej z tych słynnych wśród herbaciarzy gruzińskich herbat – Jola zaparzyła nam Ramiz Black Tea z ubiegłorocznego czerwcowego zbioru. Byłam pozytywnie zaskoczona tym naparem, szczególnie jego wyraźnymi winnymi nutami. Po tym doświadczeniu utwierdziłam się w przekonaniu, że koniecznie muszę kupić tę herbatę, jak tylko pojawi się w sklepie TheTea. Jak postanowiłam, tak też zrobiłam :). Gdy mniej więcej w połowie lipca odebrałam przesyłkę, otworzyłam ją i zorientowałam się, że kryje ona w sobie miłą niespodziankę – gratisową próbkę Leila Black Tea. Właściciel sklepu, Wojtek, chyba czyta mi w myślach, ponieważ tej herbaty też chciałam spróbować, ale nie zamówiłam jej tym razem, bo nie zależało mi na niej aż tak bardzo, jak na Ramiz Black Tea ;).

Ramiz i Leila - opakowania

Ramiz Black Tea 2016

Ramiz Black Tea to czarna herbata pochodząca z małego, prywatnego ogrodu położonego we wsi Chakvi w rejonie Adżaria na północnym-zachodzie Gruzji, znajdującym się nad Morzem Czarnym. Jej wytwarzaniem zajmuje się pan Ramiz. Ten sześćdziesięcioletni Gruzin produkuje ją całkowicie ręcznie w niewielkich ilościach. W rezultacie powstała herbata ma postać mocno poskręcanych dużych listków w kolorze ciemnobrązowym, momentami wręcz wpadającym w czerń, z jasnobrązowymi akcentami. Prezentują się one następująco:

Ramiz Black Tea - listki

Listki te wydzielają intensywny owocowy aromat z wyraźnym winnym akcentem, który uderza w nozdrza natychmiast po otwarciu opakowania. Przyznam szczerze, że wywołuje on we mnie skojarzenia z działką pełną owoców, którą kiedyś miał mój dziadek. Ten aromat jest na tyle przyjemny, że mogłabym go wąchać i wąchać bez końca :).

Napar z Ramiz Black Tea ma słodko-winny aromat i jasnobursztynowy kolor. Wygląda on tak, jak na zdjęciu poniżej (fotografia przedstawia napar z trzeciego parzenia):

Ramiz Black Tea - napar

Przy pierwszym parzeniu smak naparu jest owocowo-winny, przy czym akcent winny jest dominujący. Co ciekawe, schłodzony do temperatury pokojowej napar staje się bardziej miodowy, ale nuta winna wciąż jest obecna. Przy każdym kolejnym parzeniu akcent owocowy wysuwa się na prowadzenie, a akcent winny schodzi na dalszy plan. Całość jest właściwie całkowicie pozbawiona goryczy.

Co do sposobu przyrządzania Ramiz Black Tea, to myślę, że najlepiej jest zalać ją wodą tuż po zagotowaniu i parzyć przez 2 minuty. Te same listki można wykorzystać nawet pięciokrotnie (za każdym razem wydłużając czas parzenia o ok. 15 sekund), co jest dość nietypowe jak na czarną herbatę.

Leila Black Tea 2016

Leila Black Tea to czarna herbata pochodząca z dokładnie tej samej gruzińskiej wioski, co Ramiz Black Tea. Jej wytwarzaniem zajmuje się pani Leila, trzydziestopięcioletnia Gruzinka, która odziedziczyła ogród po swojej teściowej. To właśnie dzięki nieżyjącej już Zii pani Leila poznała tajniki produkcji i obróbki herbaty. Podobnie jak w przypadku Ramiz Black Tea, Leila Black Tea jest wytwarzana całkowicie ręcznie w niewielkich ilościach. W efekcie powstała herbata ma postać mocno poskręcanych sporych listków w kolorze ciemnozielonym, z jasnozielonymi akcentami. Wygląda ona tak, jak na zdjęciu poniżej:

Leila Black Tea - listki

Listki te wydzielają intensywny ziołowy aromat.

Napar z Leila Black Tea ma słodko-ziołowy aromat i jasnobursztynowy kolor. Wygląda on tak, jak na zdjęciu poniżej (fotografia przedstawia napar z trzeciego parzenia):

Leila Black Tea - napar

Swoją drogą to ciekawe, że kolor naparów z Ramiz Black Tea i Leila Black Tea z tego samego parzenia jest bardzo podobny ;).

Przy pierwszym parzeniu w smaku naparu akcenty ziołowe znajdują się na pierwszym planie, a te słodko-kwiatowe pozostają w tle. Przy każdym kolejnym parzeniu akcenty ziołowe i kwiatowe jakby walczą ze sobą o pozycję dominującą, przy czym można odnieść wrażenie, że nuty kwiatowe wygrywają w tej walce.

Co do sposobu przyrządzania Leila Black Tea, to wydaje mi się, że najlepiej sprawdzają się takie parametry parzenia, jak w przypadku Ramiz Black Tea, czyli woda tuż po zagotowaniu i parzenie przez 2 minuty. Podobnie jak Ramiz Black Tea, Leila Black Tea jest bardzo wydajna – wytrzymuje nawet do pięciu parzeń.

Podsumowując, Ramiz Black Tea i Leila Black Tea to nietuzinkowe gruzińskie czarne herbaty, które dostarczają nietypowych doznań :). Przyznam szczerze, że jestem zachwycona Ramiz Black Tea, szczególnie jej winnymi akcentami, co sprawia, że ostatnio często po nią sięgam. Nie znałam wcześniej żadnej czarnej herbaty, która dostarczałaby takich doznań smakowych i zapachowych. Myślę, że jest to absolutnie obowiązkowa pozycja do wypróbowania dla każdego miłośnika herbaty, nawet jeżeli ogólnie nie przepada za czarnymi herbatami. U mnie Ramiz Black Tea na pewno będzie widnieć na herbacianej liście zakupowej co roku ;). Co do Leila Black Tea, to uważam, że jest to raczej herbaciana ciekawostka, której można spróbować i do której można wracać co jakiś czas.

Pozdrawiam 🙂

PS. Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

http://thetea.pl/produkt/2015-ramiz-black-tea/

http://what-cha.com/georgia-mr-ramizs-hand-made-black-tea/

http://steepster.com/teas/what-cha/68734-georgia-mr-ramizs-hand-made-black-tea

http://thetea.pl/produkt/2016-leila-black-tea/

http://what-cha.com/georgia-mrs-leilas-hand-made-black-tea/

Warszawski Kolektyw Herbaciany

Jeżeli śledzicie stronę mojego bloga na Facebooku, zapewne zauważyliście, że w swoich postach często wspominam o Warszawskim Kolektywie Herbacianym, przede wszystkim zamieszczam informacje o organizowanych wydarzeniach i krótkie relacje z nich. Dlatego też postanowiłam, że w dzisiejszym wpisie opowiem Wam co nieco o Kolektywie, bo myślę, że warto mieć orientację w temacie :).

Zacznę krótko od kulis powstania Kolektywu. Wszystko zaczęło się od spotkania w koreańskiej restauracji ONGGI, które odbyło się dokładnie 15 grudnia zeszłego roku z okazji Międzynarodowego Święta Herbaty. Wzięło w nim udział kilku herbaciarzy, m.in. Jola prowadząca bloga Herbaciany notes, Łukasz prowadzący bloga Dado – moja droga herbaty, Ewa prowadząca bloga Herbatniczek oraz Robert zwany również Sayamą, dość znana osoba w świecie herbacianym. Świetnie spędziliśmy ze sobą czas, więc pojawiła się nieśmiała propozycja kontynuacji spotkań. Na początku kolejnego roku spotkaliśmy się w różnym składzie jeszcze cztery razy: na spotkaniu noworocznym w ONGGI 6 stycznia, spotkaniu z panem Shibamoto w ONGGI 23 stycznia, spotkaniu poświęconym japońskiej ceremonii herbacianej w Ambasadzie Japonii 9 lutego i na chińskim nocnym targu w Muzeum Etnograficznym 27 lutego. Niedługo potem Robert wyjechał, pozostawiając nam sporo herbat do wypróbowania, a my czuliśmy coraz większą potrzebę, żeby spotykać się w miarę regularnie przy herbacie :). Ostatecznie 22 marca zebraliśmy się po raz pierwszy w celach organizacyjnych jako Kolektyw, więc myślę, że można by tę datę uznać jako umowną datę powstania. Tego dnia w spotkaniu wzięło udział sześć osób: ja, wspomniani już wcześniej Jola i Łukasz, Piotrek (matematyk), Aneta (artystka ceramiczka) oraz Patryk (barista będący miłośnikiem zarówno kawy, jak i herbaty), które zostały uznane za założycieli Kolektywu ;). Niedługo potem założyliśmy również stronę Kolektywu na Facebooku (https://www.facebook.com/warszawskikolektywherbaciany/?fref=ts) i powoli zaczęliśmy działać :).

Od tego momentu sporo się zmieniło – mamy za sobą wiele ciekawych doświadczeń nabytych na spotkaniach z różnymi osobami związanymi z herbatą oraz mnóstwo wypitych czarek. Do tej pory wzięliśmy udział w wielu spotkaniach zarówno zamkniętych, jak i otwartych, które sami zorganizowaliśmy lub w których mieliśmy okazję uczestniczyć. Były wśród nich m.in. takie wydarzenia, jak: spotkanie plenerowe przy herbatach wietnamskich w Parku Krasińskich, warsztaty ceramiczne zorganizowane przez Anetę w jej domu w Podkowie Leśnej oraz takie spotkania w ONGGI, jak: spotkanie przy pu-erhach i herbatach japońskich od Roberta, spotkanie przy herbatach japońskich z gościnnym udziałem państwa Bohdziewicz, małżeństwa podróżników po Japonii, trzy spotkania z gościnnym udziałem dwóch pań z Korei, absolwentek szkoły herbacianej, dwa spotkania z gościnnym udziałem pana Shibamoto, plantatora z Makinohary z japońskiej prefektury Shizuoka, czy spotkanie przy unikatowych herbatach z Laosu, Tajwanu, Chin i Japonii przywiezionych  przez Roberta. Ponadto część Kolektywu wzięła udział w tegorocznym Święcie herbaty w Cieszynie.

Wszystkie te wydarzenia były bardzo udane, ale przyznam szczerze, że najbardziej zapadły mi w pamięć spotkania z naszymi zagranicznymi gośćmi. Na pierwszym spotkaniu z panem Shibamoto, które odbyło się w styczniu, po raz pierwszy miałam okazję posłuchać osoby, która zajmuje się produkcją herbaty na co dzień, oraz wypróbować wytwarzanych przez nią herbat. Pamiętam, że podczas tego wydarzenia pan Shibamoto poczęstował nas naparem z Kamairichy, japońskiej zielonej herbaty prażonej na patelni, która jest jego specjalnością. Smak tego naparu był fantastyczny, jakże odmienny od innych znanych mi wtedy zielonych herbat. Zrobił na mnie ogromne wrażenie :).

W dalszej kolejności były trzy spotkania z paniami z Korei. Na pierwszym z nich, które miało miejsce w ONGGI, pani Park oraz pani Camilla opowiedziały nam trochę o koreańskich herbatach, pokazały, jak je zaparzać oraz poczęstowały nas naparami, m.in. z Woojeona. Ten Woojeon był po prostu przepyszny, intensywnie roślinno-maślany :). Niestety, ta herbata nie załapała się na zdjęcie, więc zamieszczę inne 😉

spotkanie z Pania Pak i Kamila3

Na kolejnym spotkaniu, które miało miejsce w ramach Festiwalu Otwartych Ogrodów w Podkowie Leśnej, wspomniane wyżej panie parzyły herbaty, które my sami im dostarczyliśmy, m.in. herbaty ze sklepu TheTea.

otwarte ogrody w podkowie1

Z kolei na ostatnim spotkaniu pani Park odpowiedziała na nasze pytania dotyczące koreańskiej ceremonii oraz tradycji herbacianej i zaparzyła nam kilka swoich herbat. Wśród nich była prawdziwa ciekawostka herbaciana, a mianowicie Paryocha naturalnie aromatyzowana cytronem, takim azjatyckim cytrusem, którą pani Park wytwarza na swoje własne potrzeby. Napar z tej herbaty miał naturalny, intensywnie cytrusowy smak :). Była to zdecydowanie najsmaczniejsza herbata aromatyzowana, jaką kiedykolwiek piłam, a muszę zaznaczyć, że jestem dość wybredna, jeżeli chodzi o tego typu herbaty ;).

spotkanie z Pania Pak9

spotkanie z Pania Pak11

spotkanie z Pania Pak6

Z kolei na drugim spotkaniu z panem Shibamoto mieliśmy okazję nie tylko posłuchać o metodach produkcji herbat, popróbować wytworzonych przez niego herbat, np. oolongów o różnym stopniu oksydacji, ale też przyrządzić napar pod jego nadzorem :). Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, jak przygotowywałam napar z jednej z herbat pod czujnym okiem naszego japońskiego gościa.

spotkanie z panem shibamoto 14

Jakie odnoszę korzyści z działania w Kolektywie, szczególnie z uczestnictwa w jego spotkaniach? Ogromne :). Myślę, że można by je podzielić na trzy główne rodzaje:

  1. Możliwość degustowania herbaty w towarzystwie innych miłośników herbaty, a co się z tym wiąże możliwość skonfrontowania swoich doznań smakowych, zapachowych i wizualnych dostarczanych przez napar;
  2. Możliwość wypróbowywania unikatowych i trudno dostępnych herbat, które najczęściej można kupić tylko na miejscu w danym azjatyckim kraju;
  3. Możliwość uczestniczenia w spotkaniach z ludźmi związanymi zawodowo z herbatą, takimi jak właśnie pan Shibamoto czy panie z Korei. W normalnych okolicznościach spotkanie się z tym osobami byłoby praktycznie niemożliwe, a nawet gdyby jakimś cudem się udało, to dzieliłaby nas bariera językowa, bo nasi azjatyccy goście nie znają za dobrze angielskiego. Na szczęście mamy pod ręką tłumacza japońskiego (Roberta) i koreańskiego (Łukasza), więc komunikowanie się nie stanowiło najmniejszego problemu 😉

To wszystko sprawia, że wszelkie spotkania Kolektywu są niezwykle rozwijające i wzbogacające. Ciężko byłoby zdobyć takie doświadczenie czy nabyć taką wiedzę z jakiejkolwiek książki czy jakiegokolwiek artykułu.

Przyznam szczerze, że powstanie i działanie Kolektywu to jedna z najlepszych rzeczy, jaka się trafiła od czasu rozwinięcia się mojej pasji herbacianej. Oby udanym i ciekawym spotkaniom przy herbacie nigdy nie było końca :).

Pozdrawiam oraz serdecznie zapraszam do śledzenia strony Kolektywu na Facebooku i do uczestnictwa w spotkaniach Kolektywu 🙂

Różne odsłony herbaty cz. 30 – Formosa Yuan Shen, czyli tajwański miodowy oolong

W ostatnim wpisie na blogu, czyli relacji z pobytu w herbaciarni w czeskim Cieszynie, krótko zrecenzowałam Formosa Pouchong, czyli tajwańskiego puszonga. Dzisiaj napiszę o kolejnej herbacie z Tajwanu, a konkretniej Formosa Yuan Shen. Tę herbatę kupiłam na stoisku wrocławskiej Czajowni na cieszyńskim Wzgórzu Zamkowym podczas lipcowego Święta herbaty.

Niestety, niewiele udało mi się znaleźć na temat tej herbaty w internecie, więc część informacyjna tego wpisu będzie dość krótka. Formosa Yuan Shen, zwana również Honey Oolong, to oolong pochodzący z rejonu Sin Bei położonego na północy Tajwanu. Wydaje mi się, że stopień oksydacji tego oolonga wynosi ok. 40-50%, ponieważ nie jest to ani typowy puszong, którego stopień oksydacji wynosi 15-20% i który bardziej przypomina zieloną herbatę, ani mocno oksydowany oolong, taki jak Bai Hao Oolong, którego stopień oksydacji wynosi powyżej 70% i który bardziej przypomina czarną herbatę. Formosa Yuan Shen jest czymś pomiędzy tymi dwiema skrajnościami.

Podobnie jak inne oolongi, Formosa Yuan Shen zapewne przechodzi przez takie etapy produkcji, jak: więdnięcie na słońcu, leżakowanie, powstrzymanie oksydacji przez poddanie działaniu wysokiej temperatury, zwijanie i suszenie. Ostatecznie herbata ta ma postać mocno zwiniętych kuleczek w ciemnozielonym kolorze z jasnozielonymi refleksami. Prezentuje się ona następująco:

Formosa Yuan Shen - listkiTe kuleczki pachną czymś mocno prażonym ;). Z kolei napar z nich ma lekko miodowy zapach i złocisty kolor. Wygląda on tak, jak na zdjęciu poniżej:

Formosa Yuan Shen - napar

Co do smaku tego naparu, to jest on wyraźnie miodowy – po wzięciu łyka do ust jest mało słodki, ale po jego wypiciu pozostaje słodkawy posmak. Momentami można wyczuć też nuty prażone. Ogólnie rzecz biorąc, Formosa Yuan Shen jest zaskakująca – żadna inna znana mi herbata nie ma tak intensywnie miodowego smaku. Gdy piłam ją, czasem zastanawiałam się, czy przypadkiem nie piję jakiejś herbaty mocno dosładzanej miodem ;).

Jeżeli chodzi o sposób przygotowania tej herbaty, to wydaje mi się, że najlepiej zalać ją wodą o temperaturze ok. 95 stopni Celsjusza i parzyć przez 1,5 minuty. Te same listki można wykorzystać nawet czterokrotnie, przy czym każde kolejne parzenie dobrze jest wydłużyć o ok. 30 sekund. Przy okazji warto wspomnieć o tym, co dzieje się z kuleczkami po zalaniu ich gorącą wodą – rozwijają się, ukazując kawałki łodyżek z dwoma lub trzema małymi listkami. Możecie sami zobaczyć ten efekt na zdjęciu poniżej:

Formosa Yuan Shen - listki po zaparzeniu

Biorąc pod uwagę zachowanie kuleczek po ich zaparzeniu, przy przyrządzaniu tej herbaty obowiązkowo trzeba sięgnąć po duże naczynie zapewniające swobodę listkom ;). 

Na koniec podzielę się jeszcze jedną ciekawostką związaną z eksperymentami z Formosa Yuan Shen. Gdy zaparzyłam ją przegotowaną przefiltrowaną wodą, napar był bardzo roślinny, z wyraźnymi prażonymi nutami. Co ciekawe, był on całkowicie pozbawiony miodowego smaku. Z kolei gdy zaparzyłam tę herbatę przegotowaną wodą źródlaną z butelki, napar stał się wyraźnie miodowy, czyli tak naprawdę dopiero wtedy pokazał swoje prawdziwe oblicze. Ten przykład świetnie pokazuje, jak bardzo różny efekt możemy uzyskać po potraktowaniu listków przegotowaną wodą z kranu i z butelki.

Podsumowując, Formosa Yuan Shen to tajwański oolong dający napar o miodowym aromacie i smaku. Generalnie ta herbata jest zaskakująca, ponieważ dostarcza nietypowych jak na oolonga doznań zapachowych, smakowych i wizualnych (szczególnie po potraktowaniu listków gorącą wodą). Jest to absolutnie obowiązkowa pozycja na liście herbat do wypróbowania dla miłośników oolongów oraz herbat o wyraźnym smaku miodu.

Pozdrawiam 🙂

PS. Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z książki pt. „Zapiski o herbacie” Roberta Tomczyka i następujących źródeł internetowych:

https://www.czajownia.pl/pl/p/Yuan-Shen-Miodowy-oolong-50-g/256

http://www.dobratea.com/honey-oolong/

http://www.dobrateame.com/tea-menu/oolong/taiwanese/

https://www.pragon.cz/caje/dobra-cajovna/medovy-oolong-formosa-yuan-shen-50-g-31558.html#popis

 

Relacja z pobytu w herbaciarni cz. 1 – Dobrá Ĉajovna w czeskim Cieszynie

Niedawno uświadomiłam sobie, że od początku istnienia bloga, tj. od stycznia 2014 r., nie pojawiła się jeszcze żadna relacja z pobytu w herbaciarni. Czas zmienić ten stan rzeczy, tym bardziej, że w zeszłą niedzielę byłam w takim miejscu, więc szkoda by było o tym nie napisać :). Przy okazji dzisiejszym wpisem otwieram nowy cykl wpisów na blogu.

Gdy w zeszły weekend byłam w Cieszynie z okazji Święta Herbaty (jakby co, to znajdziecie krótką relację z tego wydarzenia wraz ze zdjęciami pod tym linkiem: https://www.facebook.com/mycupofgreentea/photos/pcb.1200926543260165/1200921843260635/?type=3&theater), usłyszałam, że przy okazji tego pobytu zdecydowanie warto odwiedzić herbaciarnię Dobrá Ĉajovna w czeskim Cieszynie, tym bardziej, że ten lokal znajduje się niedaleko polsko-czeskiej granicy. Jako że drugi dzień pobyt był znacznie luźniejszy niż pierwszy, a pogoda pogorszyła się nieco, ja, mój mąż oraz Piotrek z Warszawskiego Kolektywu Herbacianego stwierdziliśmy, że jest to idealny moment na wizytę w tym miejscu :). Ok. 15 wyruszyliśmy w drogę razem z Łukaszem z bloga Herbaciane szlaki, ale niestety w pewnym momencie musieliśmy się rozdzielić, bo Łukasz musiał zawrócić, żeby zdążyć na autobus.

Gdy przyszliśmy na podany adres, ujrzeliśmy ten widok:

svatek caje 54

svatek caje 55

Po wejściu do środka zaczęliśmy rozglądać się za miejscem do siedzenia.

svatek caje 57

Moją uwagę przykuła półka z ceramiką do kupienia oraz pojemniki z herbatą na półce niedaleko lady.

svatek caje 69

svatek caje 58

Podeszliśmy do pracownika herbaciarni, który stał przy ladzie. Dość dobrze mówił po polsku. Podpowiedział nam, że możemy też usiąść na zewnątrz, więc zdecydowaliśmy się tam pójść, tym bardziej, że pogoda się polepszyła, bo wyszło słońce i ociepliło się nieco. Oto co tam zobaczyliśmy:

svatek caje 70

svatek caje 60

svatek caje 62

Zajęliśmy jedno z miejsc i zaczęliśmy przeglądać menu.

svatek caje 64

Ostatecznie zdecydowaliśmy się zamówić czajniczek już zaparzonej herbaty o nazwie Formosa Pouchong (była jeszcze opcja przyrządzenia jej samemu w gaiwanie), sziszę o smaku mojito, deser lodowy z dodatkiem mango i herbaty Matcha oraz pitę z serem (pita już nie załapała się na zdjęcia :P).

svatek caje 63

Szisza, pita oraz deser były niezłe (w deserze mango i Matcha nieźle się ze sobą komponowały), ale skupię się na samej herbacie :). Formosa Pouchong, zwana również Bao Zhong, to tzw. puszong, czyli niskooksydowany oolong (stopień oksydacji do 10-15%) pochodzący z Tajwanu, a konkretniej z okolic miasta Tajpej znajdującego się w północnej części tej wyspy. Jest on znany z unikatowej metody produkcji: po krótkiej oksydacji listki owija się w bawełniany papier, a następnie suszy się je metodą prażenia. Ostatecznie herbata ma postać długich i cienkich listków o ciemnozielonym kolorze, z jasnozielonymi akcentami. Napar z niej ma jasnozielonkawy kolor i roślinno-kwiatowy zapach. W smaku jest wyraźnie roślinny, z akcentami kwiatowymi, a przy tym niezwykle delikatny i „gładki”. Szczerze mówiąc, smak tego puszonga bardziej przypominał mi smak zielonej herbaty niż oolonga. To był zdecydowanie najdelikatniejszy oolong, jakiego próbowałam do tej pory. Co ciekawe, po wypiciu napar pozostawiał długotrwały roślinny, jakby lekko maślany, posmak w ustach.

Gdy wypiliśmy ostatnią porcję, postanowiliśmy zamówić jeszcze jeden czajniczek herbaty. Akurat jeden z pracowników, który podszedł do nas, mówił tylko po czesku. Co ciekawe, gdy Piotrek wypowiedział słowo „czajniczek”, ten pracownik uśmiechnął się pod nosem i zapytał mniej więcej: „Jak Wy na to mówicie? Czajniczek?” (po czesku „czajnik” to „konew”). Jak widać Czechów również śmieszą polskie słowa :).

Napar z drugiego parzenia właściwie niewiele różnił się od pierwszego, poza tym, że był bardziej wyrazisty w smaku.

Po 16 dołączyła do nas Ania z Piewców Teiny z Darkiem. Niestety, ok. 17 musieliśmy się już zebrać, żeby jeszcze coś zjeść przed wyjazdem i zdążyć na autobus powrotny.

Ogólnie rzecz biorąc, cieszę się, że przy okazji pobytu w Cieszynie odwiedziłam herbaciarnię Dobrá Ĉajovna. Rzeczywiście szkoda byłoby nie pójść do takiego fantastycznego miejsca – klimatycznego, z przepysznym jedzeniem i herbatą (jeszcze długo będzie mi się kojarzyć z tym wybornym puszongiem :)). Mam tylko nadzieję, że następnym razem będę mogła pobyć tam nieco dłużej :).

Na koniec jeszcze kilka ogólnych informacji na temat tej herbaciarni, które mogą się przydać osobom chcącym odwiedzić ją:

Nazwa: Dobrá Ĉajovna (ČAJKA, s.r.o.)

Adres: Střelniční 215/18, 737 01 Český Těšín, Česká republika

Godziny otwarcia: 14.00-22.00

Koszt: raczej niski w porównaniu z cenami w Polsce (zwłaszcza w Warszawie). W herbaciarni można płacić w złotówkach.

Pozdrawiam 🙂

PS. Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

http://www.czajka.cz/kontakt

https://www.czajownia.pl/pl/p/Bao-Zhong-Formosa-Pouchong-50g/157

https://eherbata.pl/bao-zhong-260.html

http://www.fiveoclock.eu/herbata/products/formosa-pouchong-804.html