Różne odsłony herbaty cz. 11 – Che Thai Nguyen

W dzisiejszym wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” znów powrócę do herbat pochodzących z krajów azjatyckich, ale tym razem opiszę pewną dość rzadką wietnamską herbatę, zwaną Che Thai Nguyen.

Che Thai Nguyen to zielona herbata, która wywodzi się z wietnamskiej prowincji Thai Nguyen (stąd zresztą wzięła się druga część jej nazwy, a pierwsza część, tj. słowo „che,” po wietnamsku zapewne oznacza „herbatę” ;)). Ta górzysto-wyżynna prowincja znajduje się w północno-wschodniej części Wietnamu i obok prowincji Lam Dong jest jednym z dwóch rejonów tego kraju, w którym uprawia się herbatę.

Jeżeli chodzi o wytwarzanie Che Thai Nguyen, to niestety wyjątkowo nie jestem w stanie przedstawić Wam metody produkcji tej herbaty bardziej szczegółowo, bo niezwykle trudno jest znaleźć cokolwiek na jej temat nie tylko w internecie, ale również w książkach poświęconym herbacie. Jedyne, co udało mi się ustalić w tej kwestii, to bardzo ogólna informacja, że tę herbatę poddaje się takim procesom, jak suszenie (w tym suszenie w specjalnej suszarce do herbaty) i cięcie na mniejsze kawałki. Ostatecznie herbata ma postać drobnych, lekko zwiniętych listków o ciemnozielonym kolorze, które prezentują się następująco:

Che Thai Nguyen - listki

Napar z Che Thai Nguyen ma żółtawo-beżowawy kolor i oleistą konsystencję. Możecie zobaczyć go na zdjęciu poniżej:

Che Thai Nguyen - napar

Napar z tej herbaty ma lekko trawiasty aromat oraz bardzo specyficzny i wyrazisty smak – na początku może przypominać trochę japońskie i chińskie herbaty swoją delikatnością, w której da się wyczuć odrobinę słodyczy, a nawet lekki orzechowy posmak, ale po krótkim czasie zaczyna dominować unikalna, przyjemna gorycz. Całość jest na tyle ciekawa, że najchętniej piłoby się tę herbatę bez końca :).

Co do sposobu przyrządzania Che Thai Nguyen, to najlepiej jest zalać listki wodą o temperaturze 70-80 stopni Celsjusza i parzyć od 1,5 minuty do 2 minut. Nie polecam dłuższego zaparzania, bo wtedy napar robi się nieprzyjemnie gorzki. Warto pamiętać, że można wykorzystać te same listki nawet trzykrotnie, z tym, że za trzecim razem napar z nich będzie znacznie gorszy niż za pierwszym i drugim razem przede wszystkim pod względem smaku.

Warto również wiedzieć, że w Wietnamie herbata Che Thai Nguyen jest przygotowywana jako napój codzienny. Wietnamczycy przyrządzają ją w domu i przez cały dzień piją z dużych termosów, które noszą ze sobą. Gotową herbatę można także kupić np. na targu.

Che Thai Nguyen to bardzo ciekawa herbata, która zapewnia zróżnicowane i niezapomniane doznania smakowe. Świetnie nadaje się zarówno do picia na co dzień, jak i na wyjątkowe okazje. Polecam ją każdemu, zwłaszcza miłośnikom japońskich i chińskich zielonych herbat chcącym spróbować czegoś nowego – być może posmakuje Wam tak bardzo, że nie będziecie mogli oderwać się od niej :).

Pozdrawiam 🙂

PS. Przy pisaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

http://eherbata.pl/che-tai-nguyen-128.html

http://czajnikowy.pl/herbata-che-thai-nguyen-opinie/

http://en.wikipedia.org/wiki/Th%C3%A1i_Nguy%C3%AAn_Province

https://www.youtube.com/watch?v=F8Uy8kYKwTM 

Jak przyrządzić herbatę na zimno?

Nie wiem, jak Wy, ale ja mam tak, że jak jest temperatura powyżej 20 stopni Celsjusza na dworze, to nie mam za bardzo ochoty na gorącą herbatę. Jednak szkoda byłoby tak całkiem zrezygnować z herbaty w taką pogodę (zwłaszcza, że przecież wysoka temperatura może utrzymywać się przez dłuższy czas), dlatego też warto wiedzieć, jak przygotować ją na zimno :). W dzisiejszym wpisie zaprezentuję Wam pewien sposób na przyrządzenie chłodnego „naparu,” zwany po angielsku cold brewing (czyli “zaparzanie” na zimno).

Pozwólcie, że najpierw przedstawię Wam, jak przygotować herbatę za pomocą tej metody po kolei w punktach, a następnie podzielę się z Wami moimi wrażeniami z eksperymentu ;):

1. Przygotowujemy trzy rzeczy: dzbanek, wodę i susz herbaciany, przy czym:

1) dobrze by było, żeby dzbanek był takiej wielkości, aby zmieścił się do lodówki,

2) najlepiej by było, żebyśmy użyli chłodnej, mineralnej wody (a konkretniej niskozmineralizowanej). Jeżeli nie mamy akurat takiej wody, to może to być ostatecznie przegotowana i wystudzona kranówka, ale woda mineralna pozwala uzyskać lepszy smak,

3) możemy wykorzystać właściwie każdą herbatę, w zależności od tego, jaką mamy akurat pod ręką i na jaką mamy ochotę.

2. Wsypujemy trochę suszu do dzbanka – ciężko określić dokładnie ile, bo to zależy od rodzaju herbaty, pojemności dzbanka i naszych preferencji smakowych. Dlatego też najlepiej jest odmierzyć herbatę metodą „na oko” ;). Ja wsypałam ok. 1 i ¾ łyżeczki zielonej herbaty jaśminowej na dzbanek o pojemności 500 ml.

3. Zalewamy susz chłodną wodą – tak, jak w punkcie 2, robimy to metodą „na oko” ;). Ja wypełniłam wodą praktycznie cały dzbanek.

4. Dzbanek z herbatą zalaną zimną wodą odstawiamy do lodówki, najlepiej na całą noc. Ja odstawiłam dzbanek na ok. 10 godzin i myślę, że tyle czasu wystarczy w zupełności :). Należy jednak pamiętać, żeby nie trzymać naszego dzbanka w lodówce zbyt długo, bo wtedy „napar” ciemnieje i staje się nieprzyjemny w smaku.

5. Po ok. 8-10 godzinach wyjmujemy dzbanek z lodówki i po oddzieleniu „naparu” od suszu przelewamy go do filiżanki lub czarki.

6. Pijemy i delektujemy się naszą herbatą, najlepiej od razu :).

A teraz będziecie mogli zobaczyć, jak wyglądała moja herbata w dzbanku i czarce:

zielona jasminowa przyrządzona na zimno

Przyrządzony w ten sposób „napar” z zielonej herbaty jaśminowej (której poświęcę oddzielny wpis na blogu za jakiś czas) miał intensywny, jasnozielony kolor i przyjemny, jaśminowy aromat. W smaku herbata była chłodna i orzeźwiająca, a do tego naprawdę smaczna – była tak dobra, że opróżniłam cały dzbanek w ciągu 2 godzin :).

Przyznam się, że jeszcze nie próbowałam przygotować innych herbat w ten sposób, ale wydaje mi się, że najlepszy efekt dadzą zielone herbaty, szczególnie aromatyzowane lub zawierające dodatki, takie jak właśnie jaśminowa albo Genmaicha, ponieważ ich smak będzie bardzo wyrazisty.

Warto wiedzieć, że działanie zimnej wody sprawia, że z z herbacianych listków wydobywa się o wiele mniej katechin i kofeiny, niż w przypadku działania gorącej wody, co przekłada się na delikatniejszy i słodszy smak herbaty. Innymi słowy, „zaparzenie” herbaty chłodną wodą dostarcza nowych i ciekawych doznań smakowych :).

Bardzo zachęcam Was do wypróbowania tej metody, jeżeli jeszcze nie znaliście jej (a jeżeli już znacie ją – to do dalszego jej stosowania ;)). Co prawda trzeba odczekać kilka godzin, ale to nie zmienia faktu, że ten sposób jest bardzo prosty i daje fajny rezultat – chłodną i pyszną herbatę, wręcz idealną na upalne dni :).

Pozdrawiam 🙂

PS. Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

http://morzeherbaty.pl/2010/06/herbata-na-zimno/

http://www.samovartea.com/how-to-make-cold-brewed-teas/

http://czajnikowy.pl/4-dobre-powody-zeby-parzyc-na-zimno/

Różne odsłony herbaty cz. 10 – Rooibos

We wszystkich poprzednich wpisach z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” opisywałam wyłącznie herbaty pochodzące z Azji, a konkretniej z Japonii, Chin i Korei Południowej. Dzisiejszy wpis będzie poświęcony herbacie pochodzącej z zupełnie innego kontynentu, a mianowicie południowoafrykańskiej herbacie Rooibos (zwanej również „redbush” lub „bush tea”).

Rooibos powstaje z liści Aspalathus linearis, czyli czerwonokrzewu afrykańskiego (sama nazwa „roiboos” oznacza w języku afrikaans „czerwony krzew”). Czerwonokrzew afrykański to roślina osiągająca 1,5 m wysokości, którą uprawia się wyłącznie w Republice Południowej Afryki w Prowincji Przylądkowej Zachodniej w górach Cederberg. Co ciekawe, rejon uprawy czerwonokrzewu jest jednocześnie środowiskiem naturalnym tej rośliny. Dlatego też przy uprawie czerwonokrzewu nie stosuje się żadnych nawozów sztucznych lub innych środków chemicznych, ponieważ zwyczajnie nie ma takiej potrzeby. Dzięki temu Rooibos jest całkowicie naturalnym produktem :).

Warto też mieć świadomość, że fakt, iż Rooibosa otrzymuje się z czerwonokrzewu afrykańskiego, a nie z Camelli sinensis (czyli herbaty chińskiej) sprawia, że Rooibos nie jest prawdziwą herbatą. Jednak często określa się go jako herbatę dla ułatwienia. Pozwólcie, że będę robić tak samo ;).

Herbatę Rooibos produkuje się w następujący sposób: najpierw w środku południowoafrykańskiego lata, czyli mniej więcej w styczniu, zbiera się liście przypominające kształtem igły sosnowe, które tnie się na kilkumilimetrowe kawałki. Następnie pocięte listki przechodzą przez takie etapy produkcji, jak skrapianie wodą, poddanie procesowi fermentacji wywołanej miażdżeniem za pomocą dużych walców, kilkudniowe suszenie na słońcu i przesiewanie. Ostatecznie Rooibos ma postać drobnych czerwonawo-brązowych kawałeczków. Prezentują się one następująco:

rooibos - listki

Warto wiedzieć, że poza czerwoną, standardową odmianą Rooibosa istnieje również odmiana zielona, która w ogóle nie jest poddawana procesowi fermentacji. Niestety, jeszcze nie miałam okazji, aby spróbować zielonego Rooibosa, więc skupię się tylko na czerwonym ;).

Napar z Rooibosa ma pomarańczowo-czerwonawy kolor. Wygląda on tak, jak na zdjęciu poniżej:

rooibos - napar 2

Ma on intensywny, miodowy aromat. Jego smak jest bardzo specyficzny – delikatny i słodkawy, przywołujący na myśl skojarzenia z miodem. Mimo że Rooibos sam w sobie jest słodki, to można go jeszcze posłodzić, np. miodem albo sokiem, np. malinowym. Ja próbowałam tylko czystego Rooibosa, bo akurat nie miałam takich dodatków pod ręką, więc nie polecę Wam niczego konkretnego, ale myślę, że w miarę możliwości warto poeksperymentować :). Przy okazji dodatków do Rooibosa, ciekawe jest to, że mieszkańcy RPA często przyrządzają go z mlekiem i cukrem.

Jeżeli chodzi o sposób przygotowania tej herbaty, to moim zdaniem najlepiej listki w proporcji mniej więcej łyżeczka na czarkę lub filiżankę (tak, żeby pokryły dno naczynia, ale nie do końca) zalać wodą o temperaturze ok. 95-98 stopni Celsjusza (czyli właściwie wodą od razu po przegotowaniu) i zaparzać przez 5 minut, bo wtedy ma najlepszy, najbardziej wyrazisty smak. Jeżeli mamy ochotę na eksperymenty z ilością suszu i długością zaparzania, to nic nie stoi na przeszkodzie – Rooibosa nie da się „zepsuć” ani „przeparzyć.” Po odczekaniu określonego czasu dobrze jest oddzielić susz od naparu. Najlepiej jest to zrobić za pomocą papierowego filtra, ale jeżeli nie mamy takiego, to możemy wykorzystać sitko z jak najdrobniejszymi oczkami. Co prawda ciężko przefiltrować napar przez sitko tak, żeby nie pływały w nim żadne resztki suszu, ale można spróbować przelać napar przez sitko dwa, czy trzy razy – wtedy będzie większa szansa, że nic nie zostanie :). Gotowego Rooibosa możemy pić na dwa sposoby – na ciepło, jak każdą standardową herbatę, lub na zimno.

Warto wiedzieć, że Rooibos ma wiele właściwości zdrowotnych. Pozwólcie, że wybiorę najważniejsze z nich i wymienię je w punktach:

  1. Rooibos zawiera bardzo niewielkie ilości garbników, przez co jego smak jest praktycznie pozbawiony goryczy. Poza tym Rooibos nie zawiera teiny, dzięki czemu ma działanie uspokajające i rozluźniające. Te dwie właściwości sprawiają, że jest to herbata, którą mogą pić właściwie wszyscy, nawet niemowlęta i małe dzieci (w tym miejscu podzielę się z Wami ciekawostką z mojego życia – mój niespełna roczny synek uwielbia Rooibosa, pije go codziennie :D), jak również osoby z nadciśnieniem i osoby rozdrażnione oraz cierpiące na bezsenność.
  2. Rooibos jest bogatym źródłem minerałów i mikroelementów, takich jak żelazo, potas, fluor, czy magnez. Z tego powodu jest on szczególnie zalecany kobietom w ciąży, bo łagodzi mdłości i zapobiega anemii. Ponadto zawiera on dużo witaminy C oraz sporą ilość przeciwutleniaczy, przez co wspomaga odporność i opóźnia proces starzenia się organizmu.
  3. Rooibos zawiera substancje wspomagające wydzielanie serotoniny zwanej również hormonem szczęścia. Dlatego też jest on polecany osobom cierpiącym na depresję.
  4. Rooibos ma działanie osłonowe na przewód pokarmowy, przez co pomaga zwalczyć problemy żołądkowo-jelitowe, takie jak biegunka, czy wymioty. W dodatku ma on działanie rozkurczowe i przeciwbólowe, dzięki czemu łagodzi bóle menstruacyjne oraz kolki u niemowląt.
  5. Rooibos stosowany zewnętrznie jako okład wspomaga leczenie chorób skóry, takich jak trądzik, oraz gojenie swędzących, trudno gojących się ran.
  6. Rooibos łagodzi objawy alergii, egzemy oraz astmy.
  7. Rooibos stymuluje laktację u kobiet karmiących piersią.
  8. Ze wstępnych badań wynika również, że Rooibos chroni przed nowotworami i zmniejsza ryzyko zachorowania na cukrzycę, ale wymagają one potwierdzenia.

Przyznam się Wam szczerze, że nie jestem wielką fanką Rooibosa, bo jego specyficzny smak jakoś mnie nie zachwyca. Zdecydowanie wolę herbaty pochodzące z Azji, ale mimo to raz na jakiś czas lubię zaparzyć sobie Rooibosa i napić się go. Niemniej jednak, polecam go nie tylko osobom, którym smak tradycyjnych chińskich lub japońskich herbat nie do końca odpowiada, ale również miłośnikom takich herbat, którzy szukają jakiejś ciekawej odmiany. Naprawdę warto spróbować, chociażby po to, żeby wyrobić sobie opinię :).

Pozdrawiam słonecznie w ten ponury, deszczowy dzień 🙂

PS. Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

http://www.herbaciani.pl/wlasciwosci-rooibos.html

http://www.dobra-herbata.pl/rooibos.html

http://eherbata.pl/rooibos-44.html

http://czajnikowy.pl/herbata-rooibos/

http://www.rodzajeherbat.pl/herbata-rooibos/

http://www.tea.pl/?rooibos-herbata-z-czerwonego-krzewu,85

Rejony i zbiory herbaciane – przewodnik

W dzisiejszym wpisie postaram się przedstawić Wam najważniejsze informacje dotyczące głównych regionów świata, w których uprawia się herbatę, rodzajów uprawianej w nich herbaty oraz zbiorów herbacianych. Pozwólcie, że wypunktuję je, dzieląc je według regionów:

1. Afryka

W Afryce herbatę uprawia się i produkuje się głównie w Etiopii, Ruandzie, Ugandzie, Mozambiku, Kenii i RPA. W pierwszych sześciu krajach uprawia się głównie czarną herbatę wykorzystywaną do mieszanek, a w ostatnim z wymienionych krajów – przede wszystkim herbatę Rooibos (która niedługo będzie tematem wpisu na blogu ;)), która powstaje z czerwonokrzewu afrykańskiego. We wszystkich tych krajach zbiory i produkcja mają miejsce w porze deszczowej (tj. od końca stycznia do początku kwietnia).

2. Indie

Najbardziej znanymi herbacianymi regionami w Indiach są prowincje Assam i Darjeeling, w których wytwarza się głównie klasyczną, czarną herbatę dającą mocny napar o pełnym smaku. Inną znaną prowincją, w której uprawia się i produkuje się herbatę, jest prowincja Nilgiri. W tych trzech regionach zbiory trwają od marca/kwietnia do października/listopada. Herbaty najlepszej jakości zbiera się w dwóch okresach: od marca do kwietnia (tzw. First Flush) i od maja do czerwca (tzw. Second Flush). Najbardziej znane i cenione indyjskie herbaty noszą nazwy prowincji, od których się wywodzą, tj. Assam, Darjeeling i Nilgiri. Warto wiedzieć, że Indie znajdują się na pierwszym miejscu na świecie pod względem wielkości zbiorów herbaty.

3. Japonia

Japończycy uprawiają i wytwarzają wyłącznie zielone herbaty, takie jak Sencha, Bancha, Gyokuro, Hojicha, Genmaicha i Kukicha. Herbaty najlepszej jakości zbiera się w dwóch pierwszych okresach zbiorów. Pierwszy z nich nazywa się Shincha („Shincha” to po japońsku „nowa herbata”). Nazwa ta odnosi się do herbaty zbieranej przed tradycyjnym pierwszym zbiorem. Drugi z nich nosi nazwę Ichibancha („Ichibancha” to po japońsku „pierwsza herbata”), która odnosi się ogólnie do pierwszych zbiorów, w tym Shinchy. Zbiory Shincha i Ichibancha trwają od końca kwietnia do końca maja.

4. Chiny

W Chinach herbatę zbiera się i produkuje się już od kilku tysięcy lat. Chińczycy preferują zielone herbaty, chociaż produkują wszystkie jej rodzaje, głównie w celach eksportowych. Do najbardziej znanych chińskich regionów herbacianych należą prowincje:  Fujian (wspominałam o niej w kilku poprzednich wpisach ;)), Zhejiang, Anhui i Yunnan. Jako że w Chinach wytwarza się wiele rodzajów i odmian herbaty, podam tylko kilka przykładów: białe herbaty: Pai Mu Tan (White Peony), Baihao Yinzhen (Silver Needle Tea); zielone herbaty: Lung Ching (Dragon’s Well), Zhu Cha (Gunpowder Tea) i Pi Lo Chun (Green Snail Spring). Najjbardziej cenione herbaty to Qing Ming („Qing Ming” to po chińsku „jasne światło”), czyli herbaty zebrane przed 4-6 kwietnia. Ciekawe jest to, że w Chinach okresy zbiorów są ściśle związane z kalendarzem księżycowym.

5. Tajwan

Tajwan specjalizuje się w produkcji oolongów (czyli herbat częściowo fermentowanych) wyróżniających się ciemnym kolorem i mocnym smakiem. Na Tajwanie wytwarza się również herbaty zwane Pouchong Tea (lekko fermentowane herbaty, które są czymś pomiędzy zieloną herbatą a oolongiem), klasyczne, czarne herbaty i zielone herbaty. Przykładowe herbaty tajwańskie to: Formosa Gunpowder, Formosa Grand Pouchong i Formosa Great Oolong (Formosa to historyczna nazwa Tajwanu). Zbiory herbaciane wyglądają dokładnie tak samo, jak w Chinach ;).

6. Sri Lanka (dawniej Cejlon)

Na Sri Lance uprawia się i wytwarza się wyłącznie czarne herbaty dające mocny, miedziany napar o specyficznym, wyrazistym smaku. Najlepsze jakościowo i najbardziej aromatyczne herbaty zbiera się w prowincji UVA i Dimbula w sierpniu i we wrześniu oraz  w regionie Nuwara-Eliya w styczniu i lutym (wszystkie te regiony są położone na stokach Centralnego Masywu). Przykładowe cejlońskie herbaty to Saint James i Nuwara Eliya Estate.

7. Ameryka Południowa

Argentyna, Paragwaj, Urugwaj i Brazylia są znane z produkcji suszu zwanego Mate, stanowiącego podstawę do przyrządzenia napoju herbacianego zwanego Yerba mate. Mate wytwarza się z ostrokrzewu paragwajskiego. Pierwsze zbiory Mate mają miejsce najwcześniej 4 lata od zasadzenia krzewu. Ogólnie rzecz biorąc, zbiory rozpoczynają się na przełomie marca i kwietnia i trwają do października.

Pozdrawiam 🙂

PS. Przy redagowaniu wpisu korzystałam z książki Leszka Ruma pt. “Ilustrowany leksykon herbaty” oraz z następujących źródeł internetowych:

http://czajnikowy.pl/przewodnik-po-zbiorach-herbaty-na-swiecie/

http://www.herbaciarnia.pl/rejony_upraw.html

http://www.herbata.skarbiecmarii.beskidy.pl/kraje.html

http://www.d002.republika.pl/produkt.html

http://eherbata.pl/yerba_mate.html

http://czajnikowy.pl/herbata-rooibos/

Różne odsłony herbaty cz. 9 – Nokcha (Sejak)

Głównym tematem dzisiejszego wpisu z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” będzie zupełnie inna zielona herbata, niż te, o których pisałam wcześniej, a mianowicie koreańska herbata Nokcha.

Nokcha to zielona herbata, która pochodzi z pasma górskiego Jirishan, położonego na południowym wybrzeżu Korei Południowej. Nazwa „Nokcha” oznacza w dosłownym tłumaczeniu z koreańskiego „zieloną herbatę.”

Proces produkcji Nokchy jest dość ciekawy. Najpierw listki tej herbaty są ręcznie zbierane wyłącznie wiosną, a konkretniej w okresie od 20 kwietnia do 20 maja. Następnie są one poddawane krótkiemu procesowi działania pary wodnej, podobnie jak w przypadku innych zielonych herbat. Na koniec listki są zwijane ręcznie na bambusowych matach i prażone na patelni bezpośrednio nad ogniem. Te dwie czynności powtarzane są dziewięciokrotnie. Ostatecznie herbata ma postać ciemnozielonych, regularnie zwiniętych listków. Prezentuje się ona następująco:

Nokcha - listki

Napar z Nokchy ma jasnozielony kolor. Wygląda on tak:

Nokcha - napar2

Pod względem aromatu i smaku napar ten jest dość cierpki, ale mimo to całkiem przyjemny, kojarzący się trochę z wodorostami nori wykorzystywanymi do przyrządzania sushi 😉 Ogólnie Nokcha jest bardzo specyficzna, zupełnie nieprzypominająca japońskich zielonych herbat, głównie ze względu na to, że jest pozbawiona typowej dla nich słodyczy.

Jeżeli chodzi o sposób przyrządzania, to najlepiej zalać listki tej herbaty wodą o temperaturze ok. 70 stopni Celsjusza i zaparzać je przez ok. 1,5 minuty. Moim zdaniem lepiej nie przekraczać tego czasu, bo parzona dłużej Nokcha staje się nieprzyjemnie cierpka. Warto pamiętać, że te same listki można wykorzystać trzykrotnie.

Warto wiedzieć, że oprócz standardowego zastosowania jako podstawa do przygotowania naparu Nokcha ma podobne kulinarne zastosowanie w Korei Południowej, jak Matcha w Japonii. Tę herbatę wykorzystuje się jako dodatek do deserów i słodyczy, np. ciastek, ciast, lodów, czy specjalnego deseru lodowego zwanego bingsu.

Nokcha jest idealną opcją dla osób chcących spróbować czegoś nowego, zupełnie odmiennego od typowych japońskich zielonych herbat. Jednak wysoka cena i ograniczona dostępność tej herbaty sprawiają, że nie nadaje się ona do picia codziennie, a jedynie raz na jakiś czas.

Pozdrawiam 🙂

Edit: Po pewnym czasie dowiedziałam się, że najprawdopodobniej Nokcha to po prostu Sejak, czyli koreańska herbata z drugiego zbioru.

PS. Przy redagowaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

http://eherbata.pl/korean-nokcha-952.html

http://eherbata.pl/nokcha-1090.html

http://czajownia.shoper.pl/pl/p/Nokcha-50g/132

http://english.visitkorea.or.kr/enu/FO/FO_EN_6_3_3_1.jsp

http://www.eastwindtea.com/product/nokcha

http://dobrateavt.com/our-teas/green-teas/nok-cha-korea/

Jak rozpoznać herbatę dobrej jakości?

Pewnie nie raz zastanawialiście się, w jaki sposób można rozpoznać, czy dana herbata jest dobrej bądź złej jakości. Dzisiejszy wpis będzie zawierał garść praktycznych wskazówek, dzięki którym łatwiej będzie Wam ocenić susz. Pozwólcie, że przedstawię je w punktach, dzieląc na dwie części:

I. Wskazówki ogólne, które dotyczą każdego rodzaju herbaty:

1. Najlepsze herbaty zawierają całe listki. Dzięki takiej formie lepiej zachowują swoje walory. Z kolei połamane listki często są gorszym pod względem jakości produktem zbiorów mechanicznych, chociaż istnieją odmiany herbat turkusowych oraz czarnych, których listki są celowo „uszkadzane”, aby podnieść ich walory smakowe i wizualne.

2. Im wyższej jakości herbata, tym większą ma zawartość tzw. tipsów, czyli młodych pączków zebranych ze szczytu gałązki krzewu herbacianego (wspomniałam o nich w ostatnim wpisie z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” o herbacie Baihao Yinzhen). Wyróżniają się one srebrzystym kolorem. Ich obecność w suszu znacząco zwiększa walory herbaty (szczególnie zapachowe i smakowe).

3. Dobrej jakości herbata ma intensywny, swoisty aromat. W przypadku herbat aromatyzowanych, np. zielonej jaśminowej, taki zapach powinien utrzymać się nawet po wielokrotnym zaparzaniu. Brak takiego zapachu świadczy o złej jakości (ewentualnie też może świadczyć o nieprawidłowym przechowywaniu herbaty).

4. Dobra herbata nie powinna łatwo kruszyć się w naszych dłoniach. Jeżeli tak się dzieje, to oznacza, że albo została poddana działaniu zbyt wysokiej temperatury albo była przechowywana zbyt długo.

5. Napar z dobrej jakościowo herbaty powinien pozostawiać specyficzny posmak w naszych ustach, który utrzymuje się dość długo.

II. Wskazówki bardziej szczegółowe, które odnoszą się do konkretnych rodzajów herbat:

1. Herbata zielona – jej listki powinny mieć kolor od srebrzystego do ciemnozielonego, najlepiej z połyskiem. Dobrze też wiedzieć, że im jaśniejsze listki, tym lepsza jakość herbaty. Ręcznie przetworzone listki mają żółtawy odcień, a listki poddane procesowi działania wysokiej temperatury – ciemnozielony kolor. Z kolei herbata poddana procesowi działania pary wodnej z wyglądu przypomina nieco zielone, liściaste warzywo, takie jak szpinak. Jeżeli chodzi o sposób skręcenia listków, to jest on zależny od poszczególnych odmian herbaty, ale przeważnie staranniej zwinięte listki charakteryzują się lepszą jakością.

2. Herbata czarna – najlepiej by było, żeby listki miały kolor czarny z błyszczącym, pomarańczowym, granatowym lub czerwonym odcieniem. Jeżeli mają matowy, szarawy odcień, to znaczy, że herbata jest kiepskiej jakości. Napar z dobrej czarnej herbaty powinien mieć czerwonawo-złotawy odcień i zostawiać ślad w formie obręczy w filiżance lub czarce.

3. Herbata turkusowa (zwana również oolongiem; w Polsce utożsamiana z herbatą czerwoną) – ciężko jest ustalić jednoznaczne wyznaczniki dobrej jakości tej herbaty, bo poszczególne odmiany oolongów różnią się od siebie, np. pod względem barwy listków i naparu. Listki oolongów mogą mieć kolor od czerwonawego do niemal czarnego, a napar z nich – od żółtozielonego do ciemnoczerwonego.

4. Herbata biała – dobrej jakości biała herbata powinna zawierać młode listki i wspomniane wcześniej tipsy (a w przypadku najrzadszych i najcenniejszych odmian – wyłącznie tipsy). Napar z dobrej białej herbaty powinien mieć jasnożółty lub jasnobeżowy kolor oraz delikatny smak i zapach.

Mam nadzieję, że dzięki lekturze tego wpisu ocenianie jakości herbaty nie będzie stanowiło większego problemu 🙂

Pozdrawiam 🙂

PS.  Przy redagowaniu tego wpisu korzystałam z książki Anny Ładniak pt. „Herbata. Przewodnik” Wydawnictwa Piątek Trzynastego oraz z następujących źródeł internetowych:

http://www.sevencups.com/about-tea/judging-tea/

http://www.herbaciani.pl/jaka-wybrac-herbate.html

http://morzeherbaty.pl/rodzaje-herbaty/

http://morzeherbaty.pl/2010/04/dlaczego-herbaty-turkusowe/

Różne odsłony herbaty cz. 8 – Baihao Yinzhen

Ostatnie trzy wpisy z cyklu pt. „Różne odsłony herbaty” były poświęcone trzem zielonym herbatom. Dzisiejszy wpis będzie małą odmianą, bo jego głównym tematem będzie pewna biała herbata, a konkretniej Baihao Yinzhen 🙂

Baihao Yinzhen (zwana również White Hair Silver Needle lub po prostu Silver Needle) to rzadka i bardzo ceniona, a przez to najdroższa odmiana białej herbaty. Nazwa „Baihao Yinzhen” oznacza po chińsku „srebrną igłę lub srebrne igły pokryte białym puszkiem” i nawiązuje do wyglądu herbaty. Przy okazji nazwy tej herbaty taka drobna uwaga – w dalszej części tego wpisu pozwolę sobie na pewną niekonsekwencję w stosunku do wpisu o innej białej herbacie, a konkretniej Pai Mu Tan, używając drugiej podanej przeze mnie angielskiej nazwy zamiast chińskiej, bo tak będzie mi łatwiej i wygodniej 😉

Proces produkcji Silver Needle jest bardzo podobny do metody wytwarzania Pai Mu Tan pod trzema względami. Po pierwsze, oryginalną herbatę Silver Needle wytwarza się na niewielką skalę wyłącznie w chińskiej prowincji Fujian. Po drugie, produkuje się ją z odmian krzewów herbacianych zwanych Dai Bai. Po trzecie, herbata Silver Needle przechodzi przez takie same procesy produkcji, jak Pai Mu Tan. Jedyne, co ją tak naprawdę odróżnia od tej herbaty, to to, że w skład Silver Needle wchodzą wyłącznie najmłodsze i nierozwinięte jeszcze pączki (zwane white tips), a nie tak, jak w przypadku Pai Mu Tan – jeden taki pączek wraz z dwoma listkami. Ostatecznie herbata Silver Needle ma postać zielonkawo-szarych cienkich igiełek pokrytych srebrno-białym meszkiem. Wygląda ona następująco:

Silver Needle - listki

Warto wiedzieć, że obecność wyłącznie pączków w składzie tej herbaty sprawia, że Silver Needle posiada najwięcej właściwości zdrowotnych typowych dla białych herbat.

Napar z herbaty Silver Needle ma delikatny beżowawo-złotawy kolor. Przedstawia się on następująco:

Silver Needle - napar

Aromat naparu z tej herbaty jest lekko kwiatowy. W smaku jest orzeźwiający i bardzo subtelny, z wyraźną nutą kwiatowej słodyczy. Uważam, że Silver Needle jest kwintesencją białej herbaty właśnie ze względu na niezwykłą delikatność jej smaku 😉

Jeżeli chodzi o przyrządzanie herbaty Silver Needle, to najlepiej jest zalać ją wodą o temperaturze ok. 85 stopni Celsjusza i parzyć przez ok. 2 minuty.  Moim zdaniem tak przygotowana herbata jest najlepsza i najdelikatniejsza, a dłuższe jej parzenie sprawia, że staje się nieprzyjemnie mocna. Warto wiedzieć, że Silver Needle można zaparzać wielokrotnie, nawet do dziewięciu razy.

Silver Needle to wyjątkowa biała herbata, której picie jest niezwykle przyjemnym doświadczeniem, szczególnie wiosną i latem, bo napar ten doskonale orzeźwia. Niestety, wysoka cena sprawia, że jest to herbata, którą najlepiej pić tylko na wyjątkowe okazje. Poza tym jej specyficzny smak przypadnie do gustu wyłącznie miłośnikom subtelniejszych doznań smakowych.

Pozdrawiam 🙂

PS. Przy przygotowywaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

http://eherbata.pl/bai-hao-yin-zhen-122.html

http://morzeherbaty.pl/2011/06/baihao-yinzhen-czyli-srebrne-igly/

http://ratetea.com/style/silver-needle/26/

http://www.allabouttea.co.uk/silver-needles

https://www.harney.com/chinese-silver-needle.html

 

„Ilustrowany leksykon herbaty” Leszka Ruma – krótka recenzja książki o herbacie

Jeżeli zwracacie uwagę na bibliografię zamieszczoną prawie pod każdym moim wpisem na blogu, to pewnie zauważyliście, że dość często powtarza się w niej jedna pozycja. Jest to książka pt. „Ilustrowany leksykon herbaty” Leszka Ruma wydawnictwa Kurpisz. Dzisiejszy wpis będzie krótką recenzją właśnie tej książki 🙂

ilustrowany leksykon herbaty

„Ilustrowany leksykon herbaty” składa się z trzech głównych części. Pierwsza część to dość obszerne kalendarium, które przedstawia historię herbaty w pigułce. W tej części można znaleźć mnóstwo ciekawostek historycznych, np. dowiedzieć się, kiedy powstał pierwszy czajnik, kiedy ukazała się pierwsza reklama herbaty, czy kiedy i gdzie pojawiła się pierwsza wzmianka o herbacie w Polsce. Druga część zawiera alfabetyczny spis haseł dostarczających wielu informacji dotyczących herbaty, m.in. rodzajów i odmian herbaty, miejsc jej uprawy i produkcji, sposobów jej przyrządzania, roślin używanych do aromatyzowania naparu, jak również osób, które odegrały ważną rolę w historii herbaty. Ten spis haseł jest uatrakcyjniony najróżniejszymi zdjęciami, rysunkami i mapkami. Trzecia część książki obejmuje liczbę około stu przepisów na przeróżne napoje herbaciane z dodatkiem przypraw i alkoholu, ciasta, ciasteczka, placki i inne wypieki, które najczęściej podaje się i spożywa w towarzystwie herbaty, np. przepis na angielskie bułeczki buns i scones.

Główną zaletą „Ilustrowanego leksykonu herbaty” jest spora liczba haseł, a co się z tym wiąże – mnogość i różnorodność informacji o herbacie. Natomiast główną wadą tej książki jest lakoniczność przedstawionych informacji, która momentami bywa przesadna. Dla przykładu pod hasłem „Hojicha” znajdziemy następującą definicję „jest to zielona, prażona herbata produkowana w Japonii, o trudnym do określenia smaku i orzechowym zapachu”. Ja zdaję sobie sprawę z tego, że w końcu mam do czynienia z leksykonem, więc z reguły definicje nie są zbyt długie i szczegółowe, ale mimo wszystko myślę, że dobrze by było, gdyby niektóre z nich były bardziej rozwinięte.

Niemniej jednak „Ilustrowany leksykon herbaty” to książka warta polecenia 🙂 Jest to pozycja, w której każdy miłośnik herbaty, niezależnie od posiadanej wiedzy, może znaleźć coś dla siebie. Dzięki niej osoba niemająca zbyt dużej wiedzy teoretycznej będzie miała większe ogólne pojęcie o herbacie. Z kolei osoba obeznana z tematem herbaty będzie mogła uzupełnić swoją wiedzę o nieznane wcześniej informacje.

Na koniec ciekawostka dla amatorów kawy i piwa – Leszek Rum, autor „Ilustrowanego leksykonu herbaty”, z wykształcenia hydrogeolog, a z zamiłowania tester używek, jest również autorem dwóch analogicznych leksykonów o kawie i piwie.

Pozdrawiam chłodno w ten upalny dzień 🙂

Różne odsłony herbaty cz. 7 – Hojicha

Pamiętacie zdjęcie, które zamieściłam na stronie bloga na Facebooku w zeszłym tygodniu? Przedstawiało ono moje ostatnie herbaciane zakupy. Wśród nich znajdowała się jedna herbata, która bardzo przypadła mi do gustu. Ta herbata nazywa się Hojicha i to właśnie ona będzie głównym tematem dzisiejszego wpisu 🙂

Hojicha (można również spotkać się z wariantem pisowni nazwy tej herbaty Houjicha) to zielona herbata, która pochodzi z Japonii. Nazwa „Hojicha” w dosłownym tłumaczeniu z japońskiego oznacza „lekko prażoną herbatę”.

Hojicha to wyjątkowa zielona herbata, niepodobna do innych japońskich zielonych herbat pod kilkoma względami. Sam proces produkcji Hojichy jest nietypowy, jak na zieloną herbatę 😉 Podstawę do wytworzenia Hojichy stanowi inna herbata, przeważnie Bancha lub Kukicha* (rzadziej Sencha). W odróżnieniu od innych zielonych herbat, tę herbatę-podstawę poddaje się procesowi prażenia na mocnym ogniu, a nie tak, jak w przypadku pozostałych zielonych herbat – procesowi działania pary wodnej. Pod wpływem działania ognia Hojicha nabiera brązowego koloru. Ostateczna postać Hojichy zależy od tego, jaka herbata stanowiła podstawę dla Hojichy – jeżeli była to Bancha, to ma ona postać brązowych listków i łodyżek, a jeżeli Kukicha – brązowych łodyżek i gałązek (i wtedy jest nazywana również Hoji-Kukichą ;)). Moja herbata to w istocie Hoji-Kukicha, bo została wyprodukowana z Kukichy pochodzącej z japońskiego rejonu Shizuoka. Prezentuje się ona następująco:

Hojicha - listki

Warto wiedzieć, że Hojicha powstała najprawdopodobniej w japońskim Kyoto w latach dwudziestych ubiegłego wieku jako sposób wykorzystania pozostałości po mechanicznych zbiorach herbaty. Z czasem Hojicha zyskała tak wielką popularność, że stała się oddzielną odmianą herbaty.

Nietypowy sposób produkcji Hojichy przekłada się na niecodzienny wygląd, zapach i smak naparu. Napar z Hojichy ma jasnobrązowy kolor. Wygląda on następująco:

Hojicha - parzenie dłuższe

Aromat tego naparu jest intensywny, przypominający nieco zapach prażonych orzechów włoskich. Smak naparu z Hojichy jest bardzo specyficzny – wywołuje skojarzenia z jednej strony ze smakiem łagodnej czarnej herbaty lub kawy, a z drugiej – z wędzonkami 😉 Momentami da się wyczuć w nim nutkę karmelu i orzechów włoskich.

Unikatowa metoda wytwarzania Hojichy ma również wpływ na jej właściwości zdrowotne. Dzięki poddaniu działaniu ognia herbata ta zawiera niewielkie ilości teiny oraz garbników. To sprawia, że Hojicha może być pita przez dzieci, a także przez dorosłych mających delikatny żołądek. Picie Hojichy jest szczególnie zalecane po zjedzeniu tłustych i ciężkostrawnych potraw, bo herbata ta ułatwia trawienie.

Jeżeli chodzi o przyrządzanie Hojichy, to warto wiedzieć, że jest to jedyna zielona herbata, którą zaleca się zalewać wodą o temperaturze ok. 90-95 stopni Celsjusza (czyli praktycznie rzecz biorąc, niemalże wrzątkiem). Co do czasu zaparzania, to w internecie można spotkać się z różnymi wersjami – od 30 sekund do 2 minut. Ja polecam wypróbowanie kilku czasów zaparzania, np. 30 sekund, 1 minuta i 2 minuty, aby móc wybrać ten, który najbardziej nam odpowiada. Na przykład mnie najbardziej smakuje mocniejsza Hojicha, zaparzona przez ok. 2 minuty. Mam wrażenie, że w przygotowanej w ten sposób Hojichy najlepiej można dostrzec, jak bardzo ta herbata różni się od innych zielonych herbat. Niezależnie od wybranego czasu zaparzania, Hojicha to zielona herbata, którą przyrządza się wyjątkowo prosto i szybko. Wystarczy, że zagotujemy wodę, po chwili zalejemy nią herbatę, a po ok. 1-2 minutach już mamy gotowy napar, który można przelać do czarki lub filiżanki 🙂 Warto też wiedzieć, że Hojichę można zaparzać trzykrotnie.

Hojicha to bardzo ciekawa herbata, przypominająca pod wieloma względami właściwie bardziej czarną herbatę niż zieloną. Polecam ją nie tylko osobom, które zbytnio nie przepadają za zielonymi herbatami, ale również miłośnikom zielonej herbaty chcącym spróbować czegoś innego, bardziej nietypowego. Naprawdę warto spróbować 🙂

Pozdrawiam 🙂

PS. Przy redagowaniu wpisu korzystałam z następujących źródeł internetowych:

http://drinks.seriouseats.com/2011/09/tea-time-all-about-hojicha-japanese-green-tea-how-to-brew-tea-history.html

http://ratetea.com/style/hojicha/22/

http://www.ippodo-tea.co.jp/en/tea/hojicha_03.html

https://www.harney.com/hojicha.html

http://www.nagomi.pl/hojicha-isecha-o_226.html

http://eherbata.pl/hojicha-137.html

http://www.czajowniakrakow.pl/p/hojicha_kyoto-13/

http://www.yetea.pl/Herbaty-zielone/Kukicha

 

*Kukicha to japońska zielona herbata składająca się przede wszystkim z łodyżek i gałązek, które pozostały po procesie produkcji Senchy lub Gyokuro.

Polecane sklepy z herbatą

Jakiś czas temu na stronie bloga na Facebooku jedna z czytelniczek bloga poprosiła mnie, żebym zdradziła Wam, w jakich sklepach kupuję herbatę, a ja obiecałam, że któregoś dnia to zrobię. W dzisiejszym wpisie spełnię tę moją obietnicę 🙂

Obecnie mam dwa ulubione sklepy internetowe z herbatą. Pierwszy z nich to sklep eherbata.pl – sklep internetowy z siedzibą w Krakowie, który w swojej ofercie ma ogromny wybór herbat. Można tam znaleźć prawdziwe herbaciane perełki, np. rzadkie herbaty koreańskie, takie jak Nokcha, czy Sejak, których nie oferuje żaden inny znany mi polski sklep z herbatą.

Drugi mój ulubiony sklep z herbatą to uwielbiamherbate.pl – sklep internetowy z siedzibą w Łodzi, który ma nieco skromniejszą ofertę  niż sklep eherbata.pl, ale ma za to większy wybór herbat kwitnących 🙂

Nie myślcie jednak przypadkiem, że jestem jakąś zagorzałą przeciwniczką sklepów stacjonarnych z herbatą 😉 Absolutnie nie 🙂 Jeszcze kilka lat temu zdarzało mi się kupić w nich herbatę (głównie w sklepie Herbaty Świata, który wtedy mieścił się w C.H. Wileńska, ale został przeniesiony do lokalu przy ul. Jagiellońskiej 18), lecz ostatecznie przerzuciłam się na sklepy internetowe. Dlaczego? Moim zdaniem sklepy internetowe mają więcej zalet niż sklepy stacjonarne. Po pierwsze, takie sklepy zwykle mają bogatszą i tańszą ofertę herbat. Po drugie, zakupy herbaciane w sklepie internetowym są wygodniejsze niż w przypadku zakupów w standardowym sklepie – nie trzeba nigdzie specjalnie jechać itp. Po trzecie, w wielu sklepach internetowych z herbatą (o ile nie we wszystkich ;)) istnieje bardzo miły zwyczaj dorzucania gratisów. Co prawda takie gratisy to przeważnie raczej mniej ciekawe herbaty, ale to nie szkodzi, bo i tak wszystkiego warto spróbować 🙂 A nuż w gratisie trafi się jakaś wcześniej nieznana przez nas herbata, która przypadnie nam do gustu?

Z kolei w sklepach stacjonarnych na miejscu jest sprzedawca, którego możemy poprosić o podanie informacji dotyczących danej herbaty lub o poradę, np. o polecenie jakiejś białej herbaty. Poza tym w herbaciarniach (które przeważnie pełnią również funkcję sklepu stacjonarnego z herbatą) możemy nie tylko wypróbować herbatę, spędzając miło czas, ale także kupić ją 🙂

Mając na uwadze powyższe zalety, uważam, że sklep internetowy to idealny wybór jeżeli chodzi o miejsce regularnych zakupów herbacianych. Natomiast herbaciarnio-sklep stacjonarny to fajne miejsce na spotkanie ze znajomym/i raz na jakiś czas i ewentualne drobne zakupy herbaciane.  

Na koniec przypomnę Wam, że to wszystko, co napisałam, to tylko moja subiektywna opinia, która wynika z moich dotychczasowych doświadczeń 😉

Pozdrawiam 🙂